-->

Twoja przystań przed kolejną wędrówką i dziennik turystycznych przedsięwzięć.

Hel u schyłku lata - dzień 5/2: Przetrwanie

Hel u schyłku lata przypomina nam o potężnej, pierwotnej sile natury, z którą człowiek i ziemia mierzą się od pokoleń. Nasza wędrówka na koniec Polski dociera do momentu, w którym urokliwe plaże ustępują miejsca refleksji nad surowością tutejszego klimatu. Dzisiejsza opowieść to nastrojowe spojrzenie na przetrwanie – historię o walce z niszczycielską siłą morskich fal i jesiennych sztormów. Najlepszym uosobieniem tych zmagań staje się stary, zniszczony kuter rybacki, który porzucony na brzegu opowiada o dawnych trudach. Czytając jego dzieje, zaczynamy rozumieć, jak wielkiej pokory wymaga życie na tym wąskim skrawku lądu i całym naszym trwaniu.
Letni gwar dawno zamilkł, ustępując miejsca melancholii i szumowi morza.
Słońce, choć wciąż obecne i wciąż grzeje, nie ma już dawnej siły
– szybko chyli się ku zachodowi,
rzucając długie, posępne cienie na pusty piasek.

W tym sennym krajobrazie, chylącym się ku jesieni, kryje się cicha obietnica.
Wystarczy spojrzeć w stronę otwartego morza,
gdzie w oddali majaczą jeszcze białe żagle i kutry rybaków,
albo wsłuchać się w miarowy szum fal niosący głębokie ukojenie.

I choć natura szykuje się na sen, a czas zdaje się płynąć wolniej, na dnie serca tli się nadzieja,
że po każdym schyłku przychodzi nowy początek,
a morze – tak jak ludzkie życie – zawsze odradza się na nowo,
by wiosną powitać kolejnych przybyszów.

Dzisiaj był bardzo ciepły dzień. Wiele godzin spędziliśmy na plaży. Wspominaliśmy wszystkie nasze pobyty nad Bałtykiem i tę niedokończoną wędrówkę wzdłuż polskiego wybrzeża. Wrześniowy dzień nad morzem, z charakterystyczną dla tego miesiąca łagodniejszą aurą, sprzyja wspomnieniom.

Powietrze na cyplu zawsze pachnie inaczej. Mieszanka surowego, morskiego jodu, wilgotnego lasu i historii, która pojawia się tutaj przy każdym napotkanym bunkrze. Kiedy wybraliśmy się na pierwszą wędrówkę, a stopy nasze zeszły z utartego szlaku prosto na leśną ścieżkę, poczuliśmy, jakby czas cofnął się o kilka dekad. Przypomnieliśmy sobie klimat dawnego wypoczynku, a w pierwszej kolejności popularnych wczasów pracowniczych, zapełnione plaże od Świnoujścia po Trójmiasto. W tym krajobrazie wspomnień powraca widok domków kempingowych, wiklinowe kosze na plażach i proste formy parawaningu, a także… pan w białym uniformie z czapeczką, który ciągnie wózek z napisem „Lody Bambino”. Z kolei poszukujący większych wrażeń i odważniejsi brali plecak i udawali się na wędrówkę z namiotem, a niektórzy wybierali biwak "pod chmurką”. Wracając wspomnieniami do czasów PRL, nie można nie wspomnieć o szczególnej formie podróżowania, jaką był autostop. Prawdziwą potęgą były kolonie, obozy zuchowe i harcerskie, które dla wielu stanowiły pierwszą szkołę samodzielności i szkołę życia. Życie wówczas było chyba mniej skomplikowane, a ludzie nie stwarzali sobie sami problemów. 

Bar u Franka w Helu, tradycyjny drewniany budynek z rozciągniętą wojskową siatką maskującą.

Wystrój Baru u Franka w Helu z ekspozycją militariów, replik broni i plakatów.

Ekspozycja w Barze u Franka na Heli

PRzepustka stała upoważniajaca do wejścia na teren Baru u Franka.

Poczuliśmy tutaj coś tak zwyczajnego, a jednocześnie wyjątkowego, co przyniosło nam ciepło z dawnych czasów. To nie jest zwyczajny punkt gastronomiczny. To jest Bar u Franka, znany w okolicy jako królestwo dobrego smaku i wojskowej atmosfery. Przechodząc tędy rano wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić. Dlatego wracaliśmy teraz tą samą drogą. Drewniany budynek, a wokół niego rozciągnięta siatka maskująca ponad drewnianymi ławami - wystrój tego obiektu uderza od pierwszego kroku. Ściany i zakamarki wypełniały eksponaty, które tworzą swoisty wojskowy skansen. Militarne sprzęty, repliki dawnej broni i kultowe plakaty przywołujące polskiego ducha. To miejsce ma wyjątkowy, nostalgiczny klimat. Zamówiliśmy grochówkę – wybór nie mógł być inny, jak legendarna wojskowa grochówka z wkładką. Gdy tylko pierwszą łyżkę gęstej, aromatycznej zupy zbliżyliśmy do ust - czas zatrzymał się. To nie był zwyczajny posiłek. W głębokim, wyrazistym smaku majeranku, wędzonego boczku i idealnie miękkich ziemniaków kryła się esencja sentymentalnych wspomnień. To nie jest zwykłe jedzenie. Każdy kęs rozgrzewał nie tylko ciało, ale i duszę, przenosząc ją w czasy, kiedy wszystko wydawało się prostsze, a jedzenie miało moc łączenia ludzi.

Brzuchy pełne po sytej uczcie sprawiają, że tempo naszego dalszego spaceru zwalnia. Ciepłe, popołudniowe słońce przedziera się jeszcze przez korony sosen, a powietrze wciąż pachnie intensywnie igliwiem i morską solą.

Morze olśnione promieniami słońca

Przechadzamy się powoli w kierunku naszej przytulnej przystani.Słony lekki wiatr nieustannie smaga helski brzeg, przypominając o dawnych dniach, gdy rytm życia tego miasta dyktowany był przez przypływy i odpływy. W porcie stoi wiele nowoczesnych łodzi, ale wciąż unosi się tutaj duch dawnych lat, który niesie opowieść nie tylko o człowieku, ale również o starym, dębowym kutrze, który stał się symbolem trwania.

Zabytkowy dębowy kuter rybacki zbudowany w 1945 roku, stojący jako pomnik na lądzie w Helu.

Zbudowany w 1945 roku w stoczni w Hirtshals, po wojnie trafił do Polski i niestrudzenie stawiał czoła morskim sztormom. Ten stary kuter na helskiej plaży nosi ślady niezliczonych sztormów, ale czy bije z niego smutek przemijania? To dziwne, ale emanuje z niego głęboki, spokojny optymizm. Każde pęknięcie w wysuszonym słońcem drewnie chce nam opowiadać historię o tym, że warto stawiać czoła falom. Kuter przetrwał, ponieważ zbudowano go z najlepszych materiałów: z solidnego dębu, miłości do morza i ludzkiej pasji. Tak to jest, że dobre, uczciwe życie zostawia po sobie trwały ślad, którego czas nie jest w stanie zatrzeć. Dla samotnego rybaka kuter był symbolem spełnienia. Siedząc na jego pokładzie, nie myślał o upływających latach ani siłach, które zostawił na morzu. Czuł wdzięczność za każdą chwilę – za zapach sieci o poranku, za bezpieczne powroty do portu i za dom pełen ciepła, który czekał na niego na brzegu. Wiedział, że dobre życie oprze się każdej burzy, a jego kwintesencją jest dbanie o bezpieczną przystań, która pozwali przetrwać każdą nawałnicę. Nadzieja, którą kuter wlewał w jego serce, była jasna i spokojna jak morze po sztormie – dawała pewność, że to, co najcenniejsze, zawsze przetrwa.

Kuter WŁA-55 na Helu

Kiedy nadszedł czas i jego dni na wzburzonych wodach dobiegły końca, kuter zyskał nowe życie i nową funkcję. Stoi teraz na lądzie i przypomina wszystkim, którzy tędy przechodzą, że prawdziwa wartość nie znika wraz z wiekiem – zmienia się tylko jej forma. Historia tej łodzi to dowód na to, że niezależnie od upływu czasu i wichur historii, to, co najważniejsze – hart ducha i pamięć – pozostaje na zawsze. Nasze życie, podobnie jak ten kuter, niesie w sobie ślady różnych pogód, trudnych chwil i wielkich radości. Każde z tych doświadczeń ukształtowało nas i wzmocniło, dając coś, co nazywamy mądrością, której nie da się kupić. Wydźwięk tej histotii jest dla nas głęboki i pełen sensu, bo nadzieja, którą nosimy w sobie, nie jest ślepa, a wynika ze świadomości, że potrafimy utrzymać dobry kurs nawet przy silnym wietrze, a to jest bardzo cenne, bo daje spokój i pewność na każdy kolejny dzień.


Mijamy ryglowe domki rybackie, małe resteuracje, z których wydobywa się zapach parzonej kawy i smażonych ryb. Wkrótce skręcamy w boczną, spokojniejszą uliczkę, gdzie czeka na nas pensjonat. Szybko dzisiaj nadchodzi wieczór, cudowny wieczór, który jest wspaniałym zwieńczeniem udanego dnia.

Jutro wstajemy bardzo wcześnie. Nastawiamy budziki.


Udostępnij:

Hel u schyłku lata - dzień 5/1: Na helskim cyplu

Hel u schyłku lata uczy nas, jak zwolnić bieg i odnaleźć upragnioną harmonię z rytmem natury. Nasza wędrówka na koniec Polski dociera do momentu, w którym czas mierzy się wyłącznie przypływami fal. Dzisiejszy dzień skupia się na plażowaniu, będącym idealną równowagą między całkowitym wyciszeniem umysłu a fizyczną aktywnością. Odkrywamy plaże na samym końcu helskiego cypla, które po sezonie oddają swoją przestrzeń nielicznym wędrowcom. Spacerując i odpoczywając na tym skraju lądu, pośród szumu Bałtyku i chłodnego wiatru, można w pełni zregenerować siły i zjednoczyć się z piękną naturą morza.
Słońce przyświeca z szerokim uśmiechem.
Jego promienie przynoszą cudowną energią życia.
I choć lato jest już bliskie odejścia, bo jesień zagląda mu już w oczy,
dzisiaj z niespotykaną siłą rozkoszuje zachwycającym blaskiem.
Czujemy na swoich ciałach, że świeci mocno
i to z taką mocą jak w środku lata,
ale wiemy, że trwać będzie to krócej o kilka godzin niż wtedy.
Cudowne ciepło spada z nieba i nie można mu się oprzeć,
w ten jeden dzień, może ostatni taki dzień przemijającego już lata.
Helski cypel od dawna nas intrygował, tak jak wielu podróżników przed nami. Zapewne przez jego specyficzne położenie, które przyczyniło się rónież do tego, że kiedyś był trudnodostępny, gdyż nie prowadziła do niego żadna droga lądowa, a potem z racji specjalnej strefy militarnej, która istniała do 1995 roku. Ślady tamtych czasów pozostały wciąż wyraźne, a co lepsze - stały się niezwykle pociągającą atrakcją półwyspu. Badaliśmy je intensywnie przez ostatnie cztery dni. Dzisiaj...

Silne promienie słońca budzą nas dzisiaj. Łóżko mamy na wprost okna z przeszklonymi drzwiami. To będzie troszkę inny dzień niż te poprzednie. Gdy dostajemy zastrzyk porannego ciepła ze słońca na werandzie, jesteśmy pewni już tego.

Zwierzymy się nieco. Może to dziwne, ale uwielbiamy plażować, tak samo jak wędrować górskimi ścieżkami. Uwielbiamy odlecieć niczym w letargu i nic nie robić, tylko leżeć w cieple słońca tuleni szumem fal rozpływających się po piaskach, tak samo, jak wylewać poty podczas wysiłku pokonywania ścieżek na szczyty gór.

A nasza pierwsza wspólna wędrówka z plecakiem była właśnie nadmorska.

Widokówka na helskim cyplu
Helskie plaże są wyjątkowe - otaczają półwysep z miastem Hel z trzech stron. Ciąg ich długości uchodzi za największą ze wszystkich nadmorskich kurortów. Miejsca na nich jest do woli. Można w jego okolicy wybierać plażowanie, albo od strony tzw. wielkiego morza, czyli od strony Zatoki Gdańskiej otwierającej się na pełne morze, albo od strony małego morza, czyli od strony Zatoki Puckiej. Taki komfort wyboru przydaje się szczególnie, gdy od jednej strony wieją dokuczliwe wiatry, które po drugiej stronie mogą być prawie niewyczuwalne. Często spotkać się można ze zjawiskiem, że temperatura wody jest różna nawet o kilka stopni po obu stronach półwyspu. Helski cypel jest niezwykłym miejscem plażowania i kąpielowym, który przyciąga również tym, że jest najdalej wysuniętym punktem Mierzei Helskiej.

Człowiek potrzebuje równowagi między aktywnością fizyczną i zupełnym wyciszeniem. Może to nasze zatrzymanie się na piaszczystej plaży helskiego cypla będzie czasem refleksji nad tym co najważniejsze w życiu. Ten bezkresny morski horyzont uspokaja myśli i stwarza klimat do kreowania nowych marzeń. Krajobraz bezkresu skłania do dialogu z samym sobą, dlatego dzisiejsza opowieść, a przynajmniej ta pierwsza, nie będzie zbyt długa.

Z namiotem na plaży

Człowiek w bałtyckich wodach

Spokojny odpoczynek i plażowanie na bezludnym brzegu Bałtyku na Półwyspie Helskim we wrześniu.

Miejsce spotkania fal Zatoki Puckiej i otwartego Morza Bałtyckiego na cyplu w Helu po sezonie.

Opalanie we wrześniowym słońcu na helskiej plaży

Na kocu plażowanie na helskiej plaży

Na czystym, białym piasku helskiej plaży.



Udostępnij:

Hel u schyłku lata - dzień 4/3: Strażnicy cypla skryci w świetle i kamieniu

Hel u schyłku lata najpiękniej opowiada swoje tajemnice tam, gdzie ląd ostatecznie ustępuje miejsca bezkresnej toni wód Bałtyku. Nasza wędrówka na koniec Polski dociera do miejsc, gdzie czas odmierzają dwaj milczący strażnicy cypla, skryci pod postacią światła i kamienia. Czas tuż przed zachodem słońca to nastrojowe spotkanie z latarnią morską, rozświetlającą nocny mrok, oraz potężnym, kamiennym posągiem Neptuna, władającym helskim brzegiem również po zachodzie słońca. Spacerując tu po sezonie, pośród wieczornych cieni i chłodnego wiatru, można najpełniej ulec tych dwóch symboli, trwających na straży bałtyckich tajemnic.

Złoty promień całuje spienione morze;
Neptun unosi trójząb w gasnącym świetle;
samotna latarnia morska wkrótce zapali snop światła.

Letni czas odchodzi do wspomnień.
Ciepłe noce ustępują chłodnym wiatrom;
wkrótce zakończą tę opowieść mijającego lata.
Lato odejdzie, zostawiając nas
z muszlami w kieszeniach i nostalgią w sercu.

Wysoka, ośmiokątna wieża latarni morskiej w Helu z czerwonej cegły licowej na tle drzew.
Cypel helski miał zawsze ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa na morzu. Obszar tych wód jest intensywnie wykorzystywany przez statki kursujące do portu w Gdańsku i Gdyni, a także inne jednostki pływające mające swoje przystanie w Zatoce Gdańskiej. Obecna latarnia morska wybudowana została przez Kaszubów w 1942 roku. Jej wysokość wynosi 41,5 m (do górnej krawędzi radaru). Jej światło, a zarazem taras widokowy, są umieszczone na wysokości 39 m. Blask latarni widać nawet z odległości 17 mil morskich, czyli ponad 30 kilometrów. Z tarasu latarni rozciąga się panorama na otwarte morze, Zatokę Gdańską z portami i pobliską wygaszoną latarnię morską na Górze Szwedów.

Wnetrze latarni morskiej w Helu.
Na polskim wybrzeżu Bałtyku znajduje się 15 czynnych latarni morskich. Większość z nich jest dostępna dla zwiedzających. Można z nich podziwiać piękne nadmorskie pejzaże, jak również są okazją do poznawania ich konstrukcji, które od wieków są integralną częścią wspaniałego polskiego wybrzeża. Kiedyś chyba udamy się w wielką nadmorską podróż, aby odwiedzić wszystkie polskie latarnie morskie. W helskiej latarni pozyskaliśmy paszporty, które zachęcają do uzyskania w wyniku takiej podróży Odznak Miłośnika Latarń Morskich BLIZA. Kartkując je, poczuliśmy niesłychaną potrzebę powrotu na nadmorski szlak, aby kontynuować podróż, którą bardzo dawno temu podjęliśmy, ale wciąż nie została dokończona.

Latarnia Hel.

Widok z tarasu latarni morskiej na spokojne wody Morza Bałtyckiego u schyłku lata.
Co dziś widać na morzu?


Romantyczny krajobraz z zachodzącym słońcem rzucającym złote blaski na wodę morską w Helu.
Słońce jest już nisko nad horyzontem.

Mewa nad plażą w Helu wieczorem.
Plaża miejska.

Monumentalny posąg Neptuna z białego granitu Blanco Salinas z trójzębem
Neptun - strażnik Helu skryty w kamieniu.

Zleciał nam szybko ten dzień, choć jego program był niezwykle bogaty. Jest już godzina 18.30. Wieczór nadchodzi. Kierujemy się do pensjonatu przez promenadę przy miejskiej plaży. Słońce zniża się do zachodu. Zostało mu już tylko pół godziny. Na jego pożegnanie wyszedł Pan Wód - Neptun wykonany z białego marmuru. Stoi tu od 15 maja 2020 roku. Wizerunek helskiego Neptuna jest kopią rzeźby z Bolonii (Włochy) wykonanej w 1564 roku. Ten boloński Neptun jest wykonany z brązu, a helski został odkuty z bloku białego granitu (Blanco Salinas) przez rzeźbiarza Tadeusza Biniewicza. Helski posąg Neptuna jest jedyną na świecie tak dużą rzeźbą uwieczniającą władcę mórz, którą wykonano z kamienia. Ma ona 3,4 m wysokości, a licząc od podstawy cokołu do szczytu trójzębu pomnik ma 5,5 m wysokości. Posąg Neptuna w Helu otoczony jest kutą balustradą w kształcie sieci rybackich, jakby opleciony linami. Stoi tu tak niedługo i już spotkała go pewna przygoda: w nocy 3 sierpnia 2020 roku pewien turysta urwał posągowi przyrodzenie. Na szczęście oderwany fragment udało się odzyskać. Już następnego dnia rzeźba została naprawiona… klejnot przyklejono i władca na nowo odzyskał męskość. Podobno, jeśli dwa razy obejdzie się Neptuna w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, to ma się zagwarantowane szczęście.


Tymczasem słońce skrywa się za zasłoną chmur. Jego światło blaknie, w końcu zupełnie niknie, a nas czeka już tylko smakowita kolacja w smażalni ryb. Kończymy kolejny dzień wspaniałej helskiej przygody.


Mewa i żaglówka nad BAłtykiem na tle zachodzącego słońca

Zachód słońca na Helu



Udostępnij:

Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas