O co panie chodzi?!

Na czwartej edycji Pieśni o Łemkowyni, organizowanej przez Komisję Turystyki Górskiej Hutniczo-Miejskiego Oddziału PTTK w Krakowie, oprócz przemierzających górskie ścieżki wędrowców, można było zaobserwować trójkę szperających w zaroślach poszukiwaczy skarbów (w tym również autora niniejszego tekstu). Pytania i ciekawość reszty grupy odnośnie przyczyn naszego, podejrzanego dla niektórych, zachowania stały się inspiracją do napisania tego krótkiego tekstu. O co więc chodzi? Odpowiedź jest równie prosta co krótka - geocaching!

Geocaching jest to zabawa terenowa polegająca na odnajdywaniu tzw. "keszy" (inaczej mówiąc: skrytek, skrzynek czy "schowajek") na podstawie współrzędnych geograficznych. Co trzeba zrobić żeby się zacząć bawić? Wystarczy zarejestrować się na stronie geocaching.com (bezpłatnie), wyświetlić mapę skrytek, wybrać skrytkę która nas interesuje i do dzieła! Każda skrytka powinna zawierać dziennik odwiedzin (logbook), do którego znalazca wpisuje się po odnalezieniu kesza. Po wpisaniu się do fizycznego dziennika, znalazca dokonuje również wpisu w Internecie, pod opisem skrytki. Oprócz logbooka w środku znajdować się mogą również drobne przedmioty na wymianę (biorąc coś należy pozostawić coś innego o podobnej wartości) albo przedmioty podróżne. Oto geocaching w wielkim skrócie. A co ponad to?

Żeby nie było nudno, z upływem czasu zaczęły powstawać różne typy skrytek. Najpopularniejszym typem są skrytki zwykłe, czyli takie które są zlokalizowane na podanych współrzędnych. Aby zdobyć takiego kesza wystarczy udać się na podane koordynaty i odnaleźć pojemnik w terenie. Trochę bardziej skomplikowane są wieloetapowe skrytki typu "multi-cache". Ich odnalezienie wymaga skompletowania danych potrzebnych do wyliczenia współrzędnych ukrycia. Danymi mogą być np. Informacje z jakiejś tablicy pamiątkowej, albo pojemnik z napisanymi współrzędnymi prowadzącymi do kolejnego etapu. Drugim pod względem popularności typem skrytek są skrytki zagadki. Jak sama nazwa wskazuje, aby odnaleźć takiego kesza należy wcześniej rozwiązać zadaną przez właściciela zagadkę. Może być to zagadka logiczna, matematyczna, historyczna itd. Możliwości w tym zakresie są wręcz nieograniczone. Oprócz wyżej wymienionych rodzajów skrytek wymienić można również skrytki wydarzenia (spotkania miłośników zabawy), skrytki CITO (wydarzenie związane ze sprzątaniem Ziemi lub znakowaniem szlaków turystycznych), skrytki typu "letterbox" (właściciel skrytki nie podaje współrzędnych tylko wskazówki jak odnaleźć pojemnik. Wskazówką może być azymut, ilość kroków, odległość itd.) czy skrytki EarthCache, które wymagają wykonania badań geologicznych.


Kesz czy nie kesz?

Szukając skrytki w terenie zdarzyć się może, że na skrytkę patrzymy, ale jej nie widzimy. I nie chodzi bynajmniej o to, że wszystkie skrytki są takie małe. Niektórzy uczestnicy zabawy, tworząc własne kesze, dokładają wszelkich starań, aby odnalezienie skrytki dostarczyło poszukiwaczom jak najwięcej zabawy. A zabawa jest tym lepsza, im trudniej skrytkę znaleźć. W związku z tym niektórzy twórcy keszy osiągnęli mistrzostwo w ich maskowaniu. Dobry kamuflaż może zapewnić dłuższą żywotność skrytki oraz daje więcej radości po znalezieniu. Podobnie jest ze skrytkami umieszczonymi w trudnym terenie, do znalezienia których czasami potrzebny jest profesjonalny sprzęt (np. sprzęt wspinaczkowy). Szukanie dobrze zamaskowanego kesza przypominać może zdobywanie trudnego szczytu. Zakończone sukcesem daje sporo satysfakcji.




Dla każdego coś dobrego. A może by tak keszowe kolekcje?

Zabawa w geocaching zapewnić może również dreszczyk emocji osobom lubiącym kolekcjonować różne gadżety. Jak już wcześniej wspomniałem, po znalezieniu skrytki znalazca wpisuje się do dziennika (logbooka). Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby zamiast wpisu długopisem zaznaczyć swoją obecność własną pieczątką. Coś Wam to przypomina? Uczestnicząc w wydarzeniach (skrytki typu event) można kolekcjonować odbitki pieczątek innych graczy prosząc ich o "wpis". Pieczątki potwierdzające znalezienie kesza są również integralną częścią skrytek typu "letterbox".



Nie lada radość sprawia również znalezienie w skrytce tajemniczego przedmiotu o skrócie PWG. Co się kryje pod tą nazwą? PWG (Polish Wood Geocoin) to nic innego jak drewniany krążek, z wygrawerowanym wzorem i nickiem keszera, które tworzy jego swoistą wizytówkę. Ilu keszerów, tyle wzorów, a dodatkowym atutem jest to, że każdy zamawiając swój wzór tworzy coś unikalnego, co poszerza możliwości zabawy. Uczestnicy wspomnianego na początku wyjazdu otrzymali pamiątkowe krążki, na które pomysł zaczerpnięty został właśnie z geocachingu (nie były to typowe PWG ze względu na niestandardowy awers). Być może pamiątkowy krążek będzie dla kogoś zalążkiem jakiejś większej kolekcji popularnych (i już standardowych) "drewniaczków"?

Osoby lubiące wszelkiego rodzaju odznaki, medale i inne tego typu rzeczy z pewnością zainteresują się Geocoinami. Są to przedmioty z wybitym numerem identyfikacyjnym, które można śledzić (w przypadku wypuszczenia Coina w świat). Ze względu jednak na wysokie ceny tych gadżetów, stały się one wdzięcznym materiałem do kolekcjonowania, zwłaszcza że niektóre z nich są swoistymi dziełami sztuki.

Dla osób mniej wymagających, ale mających kolekcjonerskie zacięcie, pozostaje kolekcjonowanie napotkanych w skrytkach przedmiotów (z uwzględnieniem zasady włożenia do skrytki czegoś w zamian!). A jakie to przedmioty? Zabawki, monety, naklejki i wiele, wiele innych.


Geocaching a górskie wędrówki

Jak się więc ma geocaching do górskich wędrówek? Otóż można połączyć jedno z drugim, gdyż sporo czekających na znalezienie skrytek znajduje się na górskich szlakach. Miłośnicy wędrowania, którzy do tej pory nie słyszeli o geocachingu, mogą być zaskoczeni tym, że ukryte skarby znaleźć można w takich miejscach jak np. Giewont, Kościelec czy Orla Perć. Kesza znaleźć można również sącząc zimne piwo w Murowańcu lub zbierając siły w schronisku na Turbaczu. I choć ilość ukrytych "schowajek" jest nieporównywalnie większa w miastach niż na terenach górskich, to do tych drugich jest o wiele ciężej się dostać, co daje większą satysfakcję ze znalezienia. Bawiąc się w szukanie skarbów można też, po spełnieniu odpowiednich warunków, zdobyć odznakę PTTK Geocaching Polska, która bardzo dobrze komponuje np. z odznakami GOT. Geocaching może być świetnym uzupełnieniem górskiego hobby, które ma to do siebie, że jest... górskie, a co za tym idzie niejednokrotnie wymaga od miłośników górskich wędrówek przejechania sporych odległości, zanim będą mogli oddać się w pełni swojej pasji. Chcąc poszukać kesza, czasami wystarczy przejść na drugą stronę ulicy, co stwarza ciekawą alternatywę na spędzenie wolnego czasu poza domem, bez konieczności spędzania długich godzin w aucie czy autobusie w drodze na szlak. Może więc warto spróbować?


Skrytki są wszędzie!

Na potwierdzenie tej śmiałej tezy przytoczę kilka ciekawostek i liczb:
  • obecnie skrytki można znaleźć na wszystkich kontynentach (tak, tak, na Antarktydzie również);
  • jedną z najtrudniejszych do zdobycia skrytek, jest skrytka umieszczona na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Możesz być jednym z pierwszych znalazców!;
  • w 2013 roku portal geocaching.com przekroczył barierę 2 milionów aktywnych skrytek (źródło: wikipedia);
  • w Polsce obecnie zarejestrowanych jest ponad 30 tysięcy aktywnych skrytek (źródło: geocaching.pl);
  • najwięcej aktywnych keszy w Polsce znajduje się w województwie dolnośląskim, najmniej w świętokrzyskim (geocaching.pl);
  • w Małopolsce obecnie aktywnych jest ponad 2,6 tysięcy keszy (geocaching.pl).

Do dzieła! Skrytki same się nie znajdą!
Piotr Twaróg


LINKI DO INNYCH MATERIAŁÓW:
Największy portal ze skrytkami: https://www.geocaching.com.
Polski portal dotyczący zabawy (współpracujący z powyższym). Tutaj są opisy skrytek i pojęć (FAQ) oraz zasady zdobywania odznaki PTTK: https://www.geocaching.pl.




4

Beskid Niski, Bieszczady
WSCHODNIE KRAŃCE
ŁEMKOWSZCZYZNY
dzień 12        rozdział 26
Główny grzbiet Karpat to naturalny mur wytyczający granice we wszelakim odniesieniu. Ludzie szukali w nim dróg przejścia z jednej na drugą stronę, a najdogodniejszymi były te przez niżej położone przełęcze. One zawsze były najdogodniejszym miejscem przeprawy przez góry. Korzystali z nich kupcy i handlarze oraz wojenni stratedzy. Przezeń wytyczano pierwsze szlaki komunikacyjne łączące regiony i miasta leżące po obu stronach grzbietu górskiego. Nie pozostawały one bez wpływu na życie wiosek, które miały to szczęście, ale też czasem nieszczęście usadowić się przy tych szlakach. Podczas pokoju wpływały na rozwój wsi, ale podczas działań wojennych wsie te były narażone na grabież i zniszczenie.

TRASA:
Schronisko w Łupkowie „Koniec Świata” Łupków PKP (600 m n.p.m.) (Radosne Szwejkowo) Łupków PKP (600 m n.p.m.) – Przełęcz Łupkowska, tunel (640 m n.p.m.) Siwakowska Dolina (701 m n.p.m.) Przełęcz Radoszycka (słow. Laborecky priesmyk; 684 m n.p.m.) – Radoszyce

OPIS:
Kierujemy się ku Przełęczy Łupkowskiej. W okolicy dawnych północnych krańców łemkowskiego Łupkowa przechodzimy pod wiaduktem kolejowym. Dalej idziemy wzdłuż torów pod budynek stacji kolejowej „Łupków”. Stacja wygląda na opustoszałą. Budynek dworcowy jest zamknięty z każdej strony. W okresie świetności znajdowała się w nim obszerna poczekalnia, kasy biletowe, pomieszczenia zawiadowcy i dyżurnego ruchu, a także bufet. Przed budynkiem widać pięć torów, ale pociągi przejeżdżają po nich bardzo rzadko. O tej porze roku ponoć nic tędy nie jeździ. Dopiero od maja na czas sezonu letniego pojawia się skład osobowy.

Kierujemy się ku Przełęczy Łupkowskiej.
Kierujemy się ku Przełęczy Łupkowskiej.

Zabytkowy budynek dworca kolejowego w Łupkowie.
Zabytkowy budynek dworca kolejowego w Łupkowie.

Wieża ciśnień.
Wieża ciśnień.

Stacja „Łupków”.
Stacja „Łupków”.

Ceglany cokół.
Ceglany cokół na którym stał pomnik
upamiętniający żołnierzy z oddziałów brandenburskich poległych w walkach o Przełęcz Łupkowską.

W drodze na Przełęcz Łupkowską zatrzymujemy się w agroturystyce „Radosne Szwejkowo”, położonej malowniczo wśród łąk i lasów, w zakątku ciszy i spokoju, podobnie jak odwiedzone wcześniej Schronisko na Końcu Świata. Gospodarzy nie ma, ale progi „Radosnego Szwejkowa” są otwarte dla wędrowców. Po odpoczynku o godzinie 11.20 ruszamy na zachód wzdłuż torów kolejowych.

Radosne Szwejkowo.
Radosne Szwejkowo.

W hołdzie żołnierzom WOP.
W hołdzie żołnierzom WOP.

W hołdzie żołnierzom WOP.
Tabliczka informacyjna.

Ze stacji kolejowej mamy około 1,5 km do tunelu. Podążamy dróżką wzdłuż torów. Wkrótce schodzimy na tory, którymi dochodzimy do wlotu tunelu. O godzinie 11.40 docieramy pod tunel kolejowy, poprowadzony pod przełęczą oddzielającą Beskid Niski i Bieszczady. Dzisiaj przełęcz ta nosi nazwę Łupkowskiej, ale w czasach dawniejszych ludzie mieszkający po północnej stronie przełęczy nazywali ją Wrotami Węgierskimi (Worota Uhorskie), bo otwierały drogę do krain naddunajskich. Mieszkający po drugiej, południowej stronie przełęczy nazywali ją Bramą Ruską, bo prowadziła kupców na tereny zamieszkane przez Rusinów. Na podstawie wzmianek można stwierdzić, że nazwami takimi posługiwano się już w roku 1231, kiedy przez przełęcz wędrowały karawany kupców, robotnicy rolni, czy pielgrzymi udający się na lokalne odpusty.

Budowa tunelu pod Przełęczą Łupkowską została rozpoczęta w 1871 roku, a ukończona w 1874 roku. Umożliwił on przepust dla doprowadzonej do przełęczy w 1872 roku linii Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej. Pociągi dojeżdżały wtedy do Łupkowa od strony polskiej i za Medzialborce od strony słowackiej, zaś przesyłki, towar i ludzie na brakującym odcinku były transportowane wozami. Pierwsza Węgiersko-Galicyjska Kolej Żelazna połączyła ówczesną Galicję z Węgrami, a docelowo Budapeszt ze Lwowem.

W tamtych czasach tunel w Łupkowie i Pierwsza Węgiersko-Galicyjska Kolej Żelazna przyniosły ożywienie gospodarcze dla Łupkowa. Przełęcz Łupkowska była też istotnym obiektem strategicznym. O tunel w Łupkowie i przełęcz toczyły się ciężkie walki podczas I wojny światowej. Tunel podczas tamtej wojny został poważnie uszkodzony. Potem po wybuchu II wojny światowej, we wrześniu 1939 roku tunel został wysadzony przez polskich saperów, aby uniemożliwić jego wykorzystanie przez najeżdżającą armię niemiecką. W 1944 roku znów został wysadzony, tym razem przez wycofujących się Niemców. Wówczas to wybudowano prowizoryczny przejazd kolejowy przez wierzch przełęczy dla umożliwienia transportów wojskowych na drugą stronę Karpat przez wojska radzieckie. Jednak był to przejazd bardzo stromy, a tym samym niebezpieczny. Kilka składów udało się przepchać przez niego, doszło jednak do tragicznego wykolejenia i wybuchu jednego ze składów, w którym transportowano paliwo i amunicję.

Tunel w Łupkowie od strony polskiej.
Tunel w Łupkowie od strony polskiej.

Po wojnie tunel odbudowano, ale pogranicze łemkowsko-bojkowskie zostało wówczas całkowicie wyludnione. Nie było pasażerów i nie było dla kogo przewozić towarów, poza tym granica została uszczelniona. Tunel prowizorycznie przegrodzono deskami. Stał nieużywany do roku 1976, kiedy po niezbędnym remoncie urządzeń kolejowych po obu stronach tunelu uruchomiono kursy pociągów towarowych, ale tylko na kilka lat.

Ruch pasażerski na Przełęczy Łupkowskiej zaistniał pod koniec XX wieku, ale po kilku latach nagle zanikł. W tamtym okresie pojawił się zamysł wznowienia kolejowego historycznego połączenia na trasie Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei chociażby w weekendy w okresie letnim, ale nie udało się go zrealizować. Obecnie stacja kolejowa „Łupków” ma w rozkładzie kilka pociągów pasażerskich kursujących w okresie długiego weekendu majowego oraz w okresie wakacyjnym, ale tylko na stronę polską do Sanoka, Jasła i Rzeszowa.

Tunel pod Przełęczą Łupkowską liczy sobie dziś 371 metrów długości (wcześniej był dłuższy). Po polskiej stronie znajduje się 137 metry tunelu, a po słowackiej 234 metry. Podstawa tunelu po stronie polskiej znajduje się na wysokości 627 metrów. Wchodzimy w mrok tunelu i oddalamy się od światła. Światło słabnie. Zapalamy czołówki. Nie jest zupełnie ciemno, ale ze światłem człowiek czuje się bardziej komfortowa krocząc po kamienistym podłożu.

Tunel w Łupkowie od strony polskiej.
Zbliżamy się do wlotu tunelu.

Tunel prowadzi na Słowację. W tamtą stronę tory obniżają się. Dokładnie nie wiadomo, w którym momencie przekroczyliśmy międzypaństwową granicę. Kiedyś na ścianach był znaczek z pionową kreską wyznaczającą punkt graniczny, ale albo został usunięty, albo przeoczyliśmy go. Tunel nie jest długi. Lekko skręca łukiem na lewo tam, skąd wpada światło z przeciwległego wylotu. To jakby światełko z innego świata. Chciałoby się wejść do takiego tunelu, który przeniesie cię do świata, który wspominamy, ale żaden tunel na ziemi nie ma takiej mocy, aby tego dokonać. Dobrze o tym wiemy, że taka sentymentalna podróż jest niemożliwa.

Dźwięk kroków odbija się delikatnym echem po betonowych ścianach tunelu. Panuje w nim wilgoć, ale nie wieje przeciągiem, jak to zwykle bywa w takich obiektach. Łukowato zakończony otwór rośnie przed nami. Wydaje się, że wpadające z tej strony światło jest bardziej porażające, niż to, które zostawiliśmy za sobą. Przez tą krótką chwilę bytu w tunelu wzrok nieco odzwyczaił się od blasku dnia. Wracamy jednak do światła. Wychodzimy z tunelu po stronie słowackiej.

Wchodzimy do tunelu.
Wchodzimy.



Tunel w Łupkowie od strony słowackiej.
Tunel w Łupkowie od strony słowackiej.

Odwracamy się i spoglądamy chwilkę na tunel, z którego przed momentem wyszliśmy. W centralnym miejscu portalu ściany wlotowej widzimy datę 7.XI.1946 z wkomponowaną z czeskim lwem z dwoma ogonami ze słowackim herbem na piersiach - to herb byłej Czechosłowacji. Po lewej napis w języku słowackim „Čo germánska zloba zničila, bratská ruka sovietskej armády postavila”, zaś po prawej ten sam napis o tej samej treści w języku rosyjskim. Po polskiej stronie z pewnością też były napisy, ale zostały usunięte. Zostały po nich tylko obramowania na portalu wlotowym.

Ścieżką po północnej stronie zaczynamy wchodzić na Przełęcz Łupkowską znajdującą się nad tunelem. Osiągamy ją o godzinie 11.55. Stoi tutaj drogowskaz szlaków i niewielki domek - schronik turystyczny. Z Przełęczy Łupkowskiej czerwonym szlakiem granicznym ruszamy na północ w kierunku Przełęczy Radoszyckiej. Siąpi. Z polany pokrywającej przełęcz wchodzimy na krótko do lasu, po czym chwilkę przemierzamy skraj innej polany. Teren jest podmokły, błotnisty, miejscowo nawet bardzo. Wejście do lasu porasta knieć błotna górska (Caltha palustris L. subsp. laeta (Schott, Nyman & Kotschy) Hegi)...
– z błota wyrasta
mieszkaniec powietrza
świeży i rześki
złocisty herold
tego co lepsze

(Mira Kuś „To dziwne światło” z tomu „Między tym a tamtym brzegiem”, 2010)

Przełęcz Łupkowska, tunel (640 m n.p.m.).
Przełęcz Łupkowska, tunel (640 m n.p.m.).

Przełęcz Łupkowska, tunel (640 m n.p.m.).
Przełęcz Łupkowska, tunel (640 m n.p.m.).

Kilka kroków marszu od Przełęczy Łupkowskiej w kierunku Siwakowskiej Doliny.
Kilka kroków marszu od Przełęczy Łupkowskiej w kierunku Siwakowskiej Doliny.
Kilka kroków marszu od Przełęczy Łupkowskiej w kierunku Siwakowskiej Doliny.

Knieć błotna górska (Caltha palustris L. subsp. laeta (Schott, Nyman & Kotschy) Hegi).
Knieć błotna górska (Caltha palustris L. subsp. laeta (Schott, Nyman & Kotschy) Hegi).
Knieć błotna górska (Caltha palustris L. subsp. laeta (Schott, Nyman & Kotschy) Hegi).
Knieć błotna górska (Caltha palustris L. subsp. laeta (Schott, Nyman & Kotschy) Hegi).

Błotnista ścieżka szlaku wspina się powoli na szczyt. Prowadzi momentami przez zarośla młodnika, ale przeważnie lasem. Większe grzęzawiska jakoś obchodzimy bokiem. W międzyczasie od prawej dołącza niebieski szlak z Nowego Łupkowa, który dalej biegnie wspólnie z czerwonym.

Na szczyt docieramy o godzinie 12.35. Ma on nazwę przedziwną, a nawet kuriozalną: Siwakowska Dolina (689 m n.p.m.). Nazwa ta oznacza dolinę należącą pierwotnie do niejakiego Siwaka i owszem taka dolina znajduje się po wschodniej stronie szczytu. Skąd znalazła się w nazwie szczytu? Otóż to zwyczajny błąd kartografów austriackich, którzy kreślili mapy. Nanieśli nazwę doliny pod szczytem na szczyt i tak już zostało. Zresztą to nie jest to jedyny błąd na mapach, który popełnili austriaccy kartografowie, ale cóż... błędów nie popełnia tylko ten kto nic nie robi, a Austriacy wykreślili takich map mnóstwo i do dziś nierzadko służą jako osnowa map współczesnych.

Błoto.
Błoto.

Zarośla.
Zarośla.

Siwakowska Dolina (701 m n.p.m.).
Siwakowska Dolina (701 m n.p.m.).

Z Siwakowskiej Doliny podążamy dalej od słupka do słupka granicznego. Przestało mżyć. Kapie już tylko z drzew. Las po deszczu jest intensywnie zielony. Deszcz wypolerował liście do połysku. Nawet te leżące od jesienie na dnie lasu brązowieją jakby świeżością, choć leżą tak martwe od kilku miesięcy.

Szlak wiedzie nas przez pozostałości pierwotnych lasów, które rosły tutaj od dawna. Po słowackiej stronie las ten chroni rezerwat „Palotská jedlina” (Národná prírodná rezervácia), ale po obu stronach szlaku towarzyszą nam piękne, wyniosłe drzewa: jodły i buki z domieszką jaworu, wiązu i jesionu. W tymże ślicznym lesie znika deszczowa ponurość. Tutaj wiosenny deszcz tchnął coś do życia, nie tylko w przyrodzie, ale również w nas samych. Rezerwat rozciąga się wzdłuż pasa granicznego przez blisko 2 kilometry, aż do doliny źródliskowego Palotského potoku. Tablicę graniczną rezerwatu nad doliną Palotského potoku mijamy o godzinie 13.05.

Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.
Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.

Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.

Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.

Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.

Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.

Szlakiem granicznym wzdłuż rezerwatu „Palotská jedlina”.

Granica rezerwatu „Palotská jedlina”.
Granica rezerwatu „Palotská jedlina”.

Kilkanaście minut marszu od granicy rezerwatu „Palotská jedlina” mijamy kolejny niewielki schron turystyczny w postaci malutkiego domku. Znajduje się w nim prycza, taboret i krzesło. Obok jest miejsce na ognisko. O godzinie 13.30 docieramy na Przełęcz Radoszycką (słow. Laborecky priesmyk, 684 m n.p.m.), nazywaną też Przełęczą Beskid nad Radoszycami.

Przez Przełęcz Radoszycką przebiega droga z Radoszyc do Paloty. Wybudowano ją w 2003 roku na bardzo starym szlaku handlowym. Stoi na przełęczy obelisk z 1893 roku z herbem Królestwa Węgier - niegdyś stanowił znak graniczny.


Przełęcz Radoszycka (słow. Laborecky priesmyk, 684 m n.p.m.). Dawny znak graniczny z herbem Królestwa Węgier z 1893 r.
Przełęcz Radoszycka (słow. Laborecky priesmyk, 684 m n.p.m.).
Dawny znak graniczny z herbem Królestwa Węgier z 1893 r.

Z Przełęczy Radoszyckiej schodzimy szosą do Radoszyc. Jej serpentyny doprowadzają nas o godzinie 14.00 do Radoszyckiego Źródełka. Według podania ludowego prawie 140 lat temu w miejscu tym, gdzie uchodzą dwa leśne strumyki do potoku Barbura pewna chora dziewczyna doznała cudu objawienia Matki Boskiej, która rzekła do niej:
- Idź dziecko do źródełka, które znajduje się pod tym zielonym krzewem i obmyj całe ciało źródlaną wodą...
Jak mówi dalej ludowe podanie, dziewczyna...
Umoczyła ręce w tę wodę, zaczęła się obmywać.
Z ciała strup zaczął odpadać. Długo myła się dziewczyna,
W wodzie się chlapała, póki jej całe ciało
Całkiem czystym się stało...
Nałożyła sukienkę, uklękła i się pomodliła.
Dzięki Tobie, Matko Boża, żeś cud uczyniła...
Po tym wydarzeniu źródełko to zaczęło uchodzić za cudowne. W 1878 roku proboszcz parafii greckokatolickiej w Komańczy ufundował kapliczkę pw. Położenia Pojasa Preświatoji Bohorodyci (czyli Udekorowania Drogocennym Pasem Najświętszej Bogurodzicy), jako wotum za cudowne uzdrowienie jego chorej córki. Zbudowano ją nieopodal na wzniesieniu.

Miejsce to ściągało pątników, wędrujących z obu stron przełęczy. Pielgrzymowali do niego Łemkowie z okolicznych wsi galicyjskich oraz mieszkańcy wsi z południa Karpat. Zwyczajem stało się jednoczesne zejście się pod kapliczką grup pątniczych wędrujących z polskiej i węgierskiej strony. Kult cudownego źródełka i związane z nim zwyczaje trwały aż do czasu powojennych wysiedleń. Po II wojnie światowej miejsce to zostało zapomniane. Przypomniano sobie o nim pod koniec XX wieku. W 1999 roku ocembrowano źródełko, a w miejscu pierwotnej kapliczki postawiono nową. Zdobi ją oryginalny obraz przedstawiający Chrystusa modlącego się na Górze Oliwnej, który udało się uchronić od zniszczenia w 1947 roku. Powróciły też tu dawne zwyczaje, a w marcu odbywa się odpust połączony z łemkowskim kermeszem pod nazwą „Radoszyckie Źródełko - Spotkanie przy granicy”, na który przybywają nie tylko Łemkowie.


Kapliczka przy Radoszyckim Źródełku.
Kapliczka przy Radoszyckim Źródełku.

Radoszyckie Źródełko.
Radoszyckie Źródełko.

Radoszyce na mapie WIG z okresu międzywojennego.
[źródło: http://polski.mapywig.org/]
Niedaleko mamy już do wsi. Schodzimy dalej szosą. Wkrótce las ustępuje i ukazuje się nam beskidzki krajobraz, ograniczony grzbietem Dyszowej (718 m n.p.m.) i Jasieniowej (736 m n.p.m.). Po drugiej stronie tego grzbietu znajduje się najpiękniejszy fragment doliny Osławy, której zbocza porasta drzewostan jodłowo-bukowy, tworzący zbiorowisko reglowej buczyny karpackiej. Właśnie tam leży dawna wioska łemkowska Duszatyn, a Osława spektakularnie meandruje na długości 1,7 km opływając wzgórze Łokieć.

Radoszyce.
Radoszyce.

Krzyż przydrożny.
Krzyż przydrożny.

Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach z 1868 roku.
Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach z 1868 roku.


Tymczasem wchodzimy w granice administracyjne wsi Radoszyce. Jest godzina 14.30. W 1931 roku, kiedy wieś zamieszkiwali Łemkowie, stało tu 172 domostw, w których mieszkało 1122 osób. Po wojnie ludzi tych wysiedlono na ukraińską część ówczesnego Związku Radzieckiego oraz na Pomorze. Z prawej przy gromadzkiej drodze na wzniesieniu stoi drewniana cerkiew greckokatolicka pw. św. Dymitra, użytkowana obecnie jako kościół. Została zbudowana w 1868 roku w miejscu wcześniejszej wzmiankowanej z 1507 roku. Jej bryła jest dość rzadko występująca, bo mimo trójdzielności, to babiniec nie jest w niej wyodrębniony, lecz stoi nad nim wieża o konstrukcji słupowej. Przypuszcza się, że jest to typ pośredni cerkwi pomiędzy stylem osławickim i zachodniołemkowskim, zwanym. północnowschodnim.

Przed wejściem do cerkwi stoi parawanowa, murowana dzwonnica bramna wzniesiona na początku XX wieku. Zwieńczona jest trzema hełmami o formie podobnej do kopuł cerkwi. Dzwonnica połączona jest z ogrodzeniem okalającym stary cmentarz, na którym zachowało się kilkanaście nagrobków.

Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach z 1868 roku.
Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach z 1868 roku.

Przechodzimy pod dzwonnicą i wchodzimy do środka cerkwi. Wewnątrz znajduje się zachowany ikonostas z okresu budowy cerkwi, ale część ikon - prazdniki pochodzą z końca XX wieku, wstawione w miejscu oryginalnych, które zostały skradzione w roku 1991. W świątyni zachował się również rokokowy ołtarzy z ikoną świętego Dymitra, pochodzący z końca XVIII wieku. Wnętrze cerkwi zdobi dobrze zachowana polichromia figuralno-ornamentowa.

Na tarasie chóru znajdują się ciekawe malowidła, które przedstawiają Radoszyce z czasów Łemków. Po lewej widać radoszycką cerkiew, przy której nie ma jeszcze murowanej dzwonnicy a zamiast niej, w obrębie muru, stoi mały, kamienny budynek. Na malowidle po prawej widać Łemko siejącego zboże. Pomiędzy tymi malowidłami wymalowano szarfę podtrzymywaną przez anioły, na której widnieje napis „Chwała na wysokości Bogu a na ziemi pokój”.

Malowidło na sklepieniu cerkwi.
Malowidło na sklepieniu cerkwi.

Wnętrze cerkwi św. Dymitra w Radoszycach.
Wnętrze cerkwi św. Dymitra w Radoszycach.

Chór.
Chór.


Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach.

Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach.
Cerkiew św. Dymitra w Radoszycach.

Kończy się nasza wiosenna wędrówka po Łemkowszczyźnie. Popadał na nas wiosenny deszczyk. Zielenią się srebrzyście trawy i liście na drzewach. Wiosna zagościła...
Łem...
jeno czekać
aż ptaki strzechom
radość roztrzepoczą
do gniazd rodzinnych powrócą

Ptaki jeno
Łem...
Przyroda powróci na wschodnie krańce Łemkowszczyzny, lecz nie dawni ich mieszkańcy, jak z żalem wyznaje jeden z najsłynniejszych poetów łemkowskich Petro Murianka. Chcielibyście ich zobaczyć? Ci dawni raczej już tu nie wrócą. Tęsknią, ale gdzieś daleko stąd ułożyli sobie nowe życie. Ale zaglądają na ziemie swych ojców i matek co pewien czas. Co rok jest w lipcu taki czas, gdy ożywa łemkowska kultura, na największym łemkowskim festiwalu „Łemkowska Watra” w Zdyni. Spotkamy tam Łemków zewsząd. Posłuchamy, potańczymy i pośpiewamy przy łemkowskiej muzyce, dotkniemy żywej ich kultury.


Grupa na Rzepedce.

Drodzy przyjaciele, został nam ostatni etap wędrówki.
Tak dobrze wędruje się z Wami, że trudno będzie doczekać się
kolejnego spotkania na szlakach Łemkowszczyzny.
Cierpliwości jednak, bo ta zawsze jest kluczem, często tym ostatnim,
która otwiera drzwi do spełnienia planów i marzeń.
Wiele dzieje się wokół nas, lecz dni biegną szybko i wkrótce nadejdzie czas
na ostatni epizod wędrówek po Łemkowszczyźnie.
Przygotujcie się na te wędrówki oraz na Łemkowską Watrę w Zdyni,
najsłynniejszy łemkowski festiwal,
gdzie spotkamy się ze wspaniałą łemkowską kulturą.

Do zobaczenia na zachodniej Łemkowszczyźnie.

Niech wiatr gra pieśń o Łemkowyni!




Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas