Dziennik wypraw i przystań przed kolejną wędrówką.

GSBW, etap-16: Łyżka, Pępówka

Minęło od jesieni do jesieni. Nie do wiary jak czmychnął ten czas, choć to był niekrótki czas. Po wielu miesiącach znów spotykamy się na szlakach sygnowanych wizerunkiem Rysia. Przeciągnęło się, bo nijak nie mogliśmy dobrać dogodnych terminów z Rysiem, aby mógł z nami ruszyć w Beskid Wyspowy. Do tego jeszcze ta niespodziewana epidemia, co spowodowała szereg ograniczeń, unicestwiających, bądź istotnie ograniczających możliwości uprawiania turystyki. Ograniczenia minęły, a Ryś znów ma inne plany, ale przecież nie możemy przeciągać w nieskończoność naszego przedsięwzięcia. Czekaliśmy bardzo długo, aby powrócić na szlaki Beskidu Wyspowego, lecz prawdziwy turysta, to człowiek cierpliwy i wytrwały w swoich dążeniach. Kto wytrwał jest tutaj z nami, gdzie słońce skłania się do wyjrzenia zza jesiennej chmurki, by przyświecić tym, którzy pragną podążyć w poszukiwaniu tropów prawdziwego rysia, który stał się symbolem tego regionu. Nie jest go łatwo wytropić, a tym bardziej zobaczyć, lecz nadzieja w nas jest ogromna, że jego poszukiwania poprowadzą nas przez najpiękniejsze beskidzkie ścieżki.


TRASA:
Limanowa (402 m n.p.m.) Jabłoniec (624 m n.p.m.) Zarębówka (561 m n.p.m.) Kuklacz (702 m n.p.m.) Łyżka (803 m n.p.m.) Pępówka (774 m n.p.m.) Łukowica (448 m n.p.m.)

OPIS:
O godzinie 8.30 dojeżdżamy w niemalże do końca ul. Leśnej, która schodzi z Miejskiej Góry do doliny Mordarki. Tutaj rozpoczynamy trasę pieszą. Przecinamy ulicę Kopernika, a potem po przejściu kładką nad Mordarką przemierzamy ulicę Kilińskiego. Wprost przed nami widoczna jest monumentalna wieża bazyliki kolegiackiej Matki Boskiej Bolesnej w Limanowej. Tytularny charakter kolegiaty został nadany tej świątyni w październiku 2018 roku. Skupia ona życie duchowe mieszkańców Limanowej i okolic wokół słynącej łaskami figurą Matki Bożej Bolesnej. Papież Jan Paweł II podniósł w 1991 roku rangę tej świątyni do bazyliki mniejszej. Stojąca w świątyni figura Matki Bożej Bolesnej pochodzi z XIV wieku. W 1769 roku została uratowana wraz z XVI chrzcielnicą z płomieni pożaru, który strawił wcześniejszy kościół św. Mikołaja, pierwszy w miejscowej parafii. W jego miejsce wzniesiono nową świątynię w latach 1776-91. Podobnie jak poprzednia była to budowla drewniana, jednonawowa z pojedynczą wieżą. Nasilający się ruch pielgrzymkowy do Matki Bożej Bolesnej wymógł jednak potrzebę budowę większej świątyni. Tak w 1909 roku drewniany kościół został rozebrany i na jego miejscu zaczęto wznosić nowy, większy kościół murowany. Jego budowę ukończono w 1918 roku.

Po dotarciu na limanowski rynek możemy przekonać się o wyjątkowości bryły bazyliki Matki Bożej Bolesnej, która wyróżnia się od innych kościołów Małopolski. Jednakże pomimo osobliwej sylwetki idealnie komponuje się w otoczeniu beskidzkiego miasta i mimo swojej osobliwości jej kształt odwzorowuje piękno starych kościołów, wrośniętych w krajobraz regionu.

bolesnej bolesnej
Kościół Matki Bożej Bolesnej w Limanowej.

Rynek opuszczamy ulicą Józefa Marka, z której schodzimy pod Dwór Marsów, w którym mieści się obecnie Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej. Historia obecnie stojącego dworu sięga XVII wieku, ale jego rozkwit nastąpił w okresie gdy mieszkała w nim rodzina Dydyńskich (od połowy XVIII wieku), potem rodzina Marsów (w latach 1853-1945). Rodziny te przyczyniły się do znaczącego rozwoju Limanowej. Dwór szlachecki istniał tu już dużo wcześniej, bo od XV wieku, a należała do niego Stara Wieś leżąca na południu. Dwór stał na granicy miasta Limanowa i wsi Stara Wieś do II wojny światowej.

Przechodzimy Park Miejski ciągnący się za dworem, następnie osiedlowymi drogami przechodzimy na ulicę Zygmunta Augusta. Na niej szlak skręca w lewo, a po 600 metrach dalszego marszu schodzimy z niej w prawo na ulicę Jabłoniecką. Jabłoniecką wspinamy się na wzgórze Jabłoniec (624 m n.p.m.). Wtedy właśnie słońce zostaje zasłonięte zupełnie przez zwartą zasłonę chmur.

marsow
Dwór Marsów.

kaplica
Kaplica pw. Świętej Rodziny na zbiegu ulic Wiejskiej i Jabłonieckiej.

Wzmaga się wiatr, który wieje nam w twarz. Przynosi chłód. Wraz z wiatrem zaczyna padać. Najpierw drobnymi kropelkami, lecz wkrótce bardziej intensywnie. Nieodzownym staje się wyjęcie peleryn. Idziemy szosą dalej ku kulminacji wzniesienia. Jest ono niemal bezleśne, pokryte zagonami pól uprawnych. pośród których stoją rozproszone domy. Z partii szczytowych rozciąga się szeroka panorama, w której wyróżnia się pobliskie Pasmo Łososińskie. Było ono penetrowane przez nas zeszłego roku. To była wspaniała wędrówka w tą i w drugą stronę.

jabloniec
Droga na Jabłoniec.

pomnik
Pomnik rotmistrza 9 pułku huzarów – Leonarda hr. Thun Hohenstein
(w tle wzniesieni Golców).

Na szczycie wzgórza Jabłoniec stoi jeden z najciekawszych pod względem architektonicznym cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej. Zatrzymujemy się przy nim. Jest to cmentarz oznaczony numerem 368, na którym pochowano 140 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 247 żołnierzy armii rosyjskiej oraz jednego Niemca. Polegli oni podczas operacji limanowsko-łapanowskiej w okresie od 7 do 12 grudnia 1914 roku, która zatrzymała rosyjską ofensywę w kierunku Krakowa i Śląska. Projektantem tej nekropoli był Gustav Ludvig. Prace budowlane wykonywano pod nadzorem artystów krakowskich (Henryka Uziembły i Jana Szczepkowskiego) oraz słowackiego architekta Dušana Jurkoviča, znanego z projektów i budowy wielu innych tego typu obiektów. Cmentarz ma charakter reprezentacyjny. Oddaje tragizm tamtych dni, ale jednocześnie składa hołd poległym żołnierzom. Cmentarz otacza kamienny mur, a wchodzi się do niego przez kute bramki, znajdujące się po obu stronach swego rodzaju kaplicy, mającej kształt mauzoleum. Upamiętnia ono dowódcę oddziału astro-węgierskiego, pułkownika hr. Othomara Muhra, który poległ tutaj podczas walk 11 grudnia 1914 roku. To dowódca, który przyczynił się do sukcesu operacji limanowsko-łapanowskiej. Na prawo od kapliczki widzimy pomnik zwieńczony kulą, znaczący miejsce śmierci pułkownika. Pozostałe nagrobki leżą na obniżających się tarasach, do których prowadzą chodniki. Pozami murami cmentarza widzimy pomnik postanowiony w miejscu śmierci rotmistrza 9 pułku huzarów – Leonarda hr. Thun Hohenstein, który został ufundowany przez rodzinę, a zaprojektowany również przez Gustava Ludviga. Cmentarz usytuowany jest w niezwykle widokowym miejscu wzgórza, zaś kolisty taras widokowy z pomnikiem wieńczonym krzyżem maltańskim wysunięty od strony Limanowej podkreśla związek pochówków z tym miastem. Szkoda, że otoczony jest dzisiaj kordonem drzew, gdyż z tarasu byłby ładny widok na Limanową.

cmentarz
cmentarz
cmentarz
Cmentarz wojenny nr 368 – Limanowa-Jabłoniec.

maltanski
Pomnik z krzyżem maltańskim.

O godzinie 9.50 kończymy zwiedzanie cmentarza wojennego. Podążamy dalej ulicą Jabłoniecką, grzbietem wzgórza. Po chwili mamy rozwidlenie dróg, na którym wybieramy prawą odnogę. Droga ta nieco obniża się schodząc z grzbietu. Zbliżamy się do widocznego po prawej wzgórza Kuklacz, porośniętego w znacznej części lasem. Na kolejnym rozgałęzieniu dróg wybieramy tym razem lewą odnogę, tak jak wskazuje strzałka zielonego szlaku. Rozchodzą się tutaj niebieski i zielony szlak, które dotąd wiodły nas wspólnie. Niebieski szlak odchodzi w kierunki wzniesienia Golców, na którym znajduje się inny cmentarz wojenny, na którym pochowane są ofiary tej samej bitwy, co na Jabłońcu. Z kolei zielony szlak sprowadza nas do doliny potoku Słomka. Po przekroczeniu Słomki zaczynamy podchodzić zboczem Kuklacz. Chmury trzymają się wciąż nisko, ale przestało padać. Wkrótce przechodzimy skrajem śródleśnej polanki i zaraz potem, o godzinie 10.50. osiągamy szczyt Kuklacz (693 m n.p.m.). Szczyt nie przedstawia żadnych walorów widokowych. Na niewielkiej polance stoi jedynie tabliczka szczytowa. Robimy tu krótką, 20 minutową przerwę.

golcow
Wzniesienie Golców (z prawej) i Kuklacz (widoczne dalej z lewej).

kapliczka
Kapliczka na zejściu do doliny Słomki.

szopa
Za tą szopą szlak skręca w lewo i prowadzi już wprost na szczyt Kuklacza.

dolina
Widok na dolinę Słomki ze stoków Kuklacza (to widzimy, stojąc pod lasem).

kuklacz
kuklacz
Kuklacz (702 m n.p.m.).

kuklacz
Pod grupą brzóz.

kuklacz
Leśna dróżka sprowadzająca ze szczytu Kuklacza.

W międzyczasie istotnie rozpogadza się. Słońce wychodzi, błękit ukazuje się ponad nami. Ach jak przyjemnie się robi. Z Kuklacza schodzimy do osiedla Potoki, gdzie chwilkę poruszamy się asfaltowymi dróżkami, najpierw na wschód, potem na południe. Schodzimy w ten sposób do dolinki, gdzie skupiają się zabudowania osiedla oraz przekraczamy potok Lasówki. Stąd podążamy w górę, przechodząc to lasem, to przez młodniki, częściowo podmokłe, na których łatwo stracić orientację i zgubić szlak. Wkrótce szczęśliwie wychodzimy na wąską drogę asfaltową, na której skręcamy w prawo, a po chwili w lewo na gruntową drogę, która biegnie wprost ku szczytowi zalesionej Łyżki.

Niedługo od wejścia do lasu, zbocze zaczyna zadzierać większą stromizną. Tutaj ścieżka skręca ostro w prawo, przechodząc w trawers. Nieznaczenie niweluje stromość podejścia, przynajmniej przez pewien niedługi odcinek, powyżej którego jest już znacznie łagodniej. Wchodzimy na grzbiet góry i niebawem osiągamy szczyt Łyżki (803 m n.p.m.).

jaworz
Widok na Jaworz z południowo-wschodnich zboczy Kuklacza.

wschodni
Widok na Kuklacz Wschodni (672 m n.p.m.).

lyzka
Widok na Łyżkę.

niecierpek
Niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera).

domostwo
Samotne domostwo na zboczach Łyżki.

las
Las.

skraj
Na skraju lasu.

kapliczka
Kapliczka.

miejska
Miejska Góra widoczna ze stoków Łyżki.

wschodni
Kuklacz Wschodni, a w tle Pasmo Łososińskie.

wieza
Wieża widokowa na stokach Jaworza w Paśmie Łososińskim.

wyspowy
wyspowy
wyspowy
Beskid Wyspowy z północnych stoków Łyżki.

szlak
Tuż przed szczytem Łyżki.

Jest godzina 13.00. Na Łyżce mamy główną przerwę. Rozkładamy jadło, rozpalamy ognisko. Jest czas pokręcić się i poszukać wejść do piwnic zamczyska, kryjącego starosądeckie skarby. Zgodnie z przekazami historycznymi znajdował się na tej górze zamek, zwany Zamkiem w Przyszowej, o którym świadczą resztki obwarowań, ledwie już widoczne po wschodniej stronie wierzchołka. Są to pozostałości wału ziemnego i suchej fosy. Prawdopodobnie zamczysko to było zamieszkiwane już u zarania naszej państwowości, a więc w IX, bądź X wieku, przez rycerski ród Wierzbiętów. W zamku tym w XIII wieku schroniła się królowa Kinga, która uciekała tędy przed Tatarami. Podczas tej ucieczki zgubić miała złotą, bądź srebrną łyżkę, od której pochodzić ma nazwa góry. Legendy opowiadają również o  klejnotach, które święta Kinga miała tutaj ukryć.

lyzka
lyzka
Łyżka (803 m n.p.m.).

Szczyt opuszczamy łagodnym zejściem do przysiółka Na Bani. Osiągamy siodło przełęczy, które jest świetnym punktem widokowym. Dostrzegamy przypiętą do drzewa kartkę. Cóż na niej pisze? Ot to historia z Łyżką związana:
Strzeżone skarby Łyżki

W trzynastym wieku żyła sobie w Starym Sączu,
Księżna Krakowsko-Sandomierska, tak prawie na złączu,
Węgier i Polski, Bolesławowi Wstydliwemu poślubiona,
Ziemię sądecką dostała, choć konsumpcja małżeństwa nie została dopełniona.

Po owdowieniu do zakonu Klarysek wstąpiła,
Który przecież sama dla innych dziewic założyła,
Będąc na Węgrzech, pierścień do studni wrzuciła,
A po przybyciu do Polski, w wielickiej bryle soli go odkryła.

W czasie swojego panowania, przed Tatarami przyszło jej uciekać,
Wiozła na sześciu wozach skarby i nie mogła zwlekać.
Po cztery konie każdy pojazd z mozołem ciągnęły,
A pod ciężarem złota i srebra, aż wozy się gięły.

Tu w łyżce te drogocenności do piwnic złożono,
Zamku i skarbów, setki lat strzeżono.
Nigdy one do Starego Sącza nie wróciły,
Gdyż najazdy Tatarów kilka razy się powtórzyły.

Zostały w zamczysku Łyżki, strzeżone przez duchy wojów.
Nie dotarły do nich obce armie, w czasie Polski podbojów.
Wiele procesji z obrazami świętymi tu w przyszłości było,
Z Sącza, Przyszowej, Łukowicy, Limanowej. Niczego to nie zmieniło.

Zamek zburzono, a w podziemiach pod nim zostały,
Skarby starosądeckie, które cudem ocalały.
Miejsce owo porosło lasem, trudno go odnaleźć,
Wszystkich jednak przyciąga i frapuje, ludowa o tym wieść.

Gdy z Szymkiem i Władziem paśliśmy kózki i barany,
Postanowiliśmy wejść do piwnic zamczyska. O rany!
Najpierw rzucaliśmy kamienie, które długo po schodach stukały,
W tym właśnie miejscu, łopaty i kilofy, otwór kopały.

Po schodach weszliśmy na głębokość dwudziestu metrów,
Znaleźliśmy się w dwóch korytarzach, zmarznięci – bez swetrów.
Pochodnie z łuczywa zaczęły szybko przygasać,
A nam ogromne węże i żmije po plecach zaczęły hasać.

Włosy nam stawały na głowach z przerażenia,
Mnie, Władziowi i Szymkowi, zamarły sumienia,
Gdy śliskie jaszczury po gołych stopach nam łaziły,
A ze szczelin kamiennych, szare ropuchy wyłaziły.

Wtem małe światełko w oddali zamigotało,
To nam wielką nadzieję i radość dawało.
Poszliśmy do niego, błyskawicznie prawie.
Patrzymy! Są drzwi. Wszystko jak na jawie.

Nacisnęliśmy klamkę i drzwi otwarły się na całą szerokość,
Oto sztaby złota, wyroby ze srebra, aż budzi się zazdrość.
Wtem podchodzi do nas pani na biało ubrana
I rzecze, że była w jednym z wojów zakochana.

Razem zgrzeszyli, on jest jaszczurem i wspólnie pokutują,
Tak długo, aż ich jacyś bardzo zakochani odczarują.
Muszą jednak w czasie pocałunku o nich wspomnieć.
Pomodlić się za ich dusze i gromnicy nie zapomnieć.

Weszliśmy do środka, a tam Kinga z całą świtą urzęduje.
Powiedziała, iż bardzo się naszą wizytą raduje,
Gdyż blisko siedemset lat, tak dzielnych chłopców nie widziała,
No i wszystkie skarby strzeżone w Łyżce nam pokazała.

Oczy wychodziły nam z orbit, bo było tego tak wiele,
Wszystko ułożone, zabezpieczone, jak dusza w ludzkim ciele,
Później Bolesław Wstydliwy się ukazał, co pół wieku rządził,
Miał wiele kłopotów, kilka razy zbłądził.

W dwudziestej komnacie ustawione były stoły,
Byli ówcześni władcy i służby ludek wesoły.
Jedzenie nam smakowało, gdyż było południe,
Melodie z owego okresu nastrajały cudnie.

Wyjaśniono nam, że żmije, węże i jaszczury,
To duchy wojów czekające, aż przyjdzie wojna w góry.
Wówczas wraz ze śpiącymi rycerzami, zjawią się na walkę sprawiedliwą,
Bogactwa rozda się biednym. Polska będzie szczęśliwą.

Jaszczury, węże i żmije, które nas tak przestraszyły,
Teraz do innych wyjść nas podprowadziły.
Kinga dała nam pełno złota do kieszeni,
Jeszcze dziś od jego blasku w oczach mi się mieni.

Wyszliśmy z lochów w gąszczu jodeł i modrzewi,
Nie mogliśmy się widzianym bogactwom nadziwić.
Zaczęliśmy szukać naszego dobytku, w lesie pasionego,
A z powodu zwiedzania piwnic zamczyska – zagubionego.

W czasie szukania zaginionego stada,
Wypadło nam złoto z kieszeni, mówić nie wypada.
Lecz odnaleźliśmy owieczki, kózki, no i słońce jasne,
Choć nadal nas frapowały komnaty piwniczne, korytarze ciasne.

Nie chcemy wojny sprawiedliwej, niech wszyscy długo żyją,
Skarby Łyżki niech nadal piwnice zamczyska kryją.
Niech tacy śmiałkowie jak my, czasem do nich zaglądają,
Bogactwa błogosławionej Kingi i Bolesława Wstydliwego ogadają.

(Józef Iwan, 1995)

lyzka
Droga grzbietowa na Łyżce.

waly
Pozostałości wałów obronnych dawnego grodziska.

modyn
modyn
Widok na Modyń (w głębi).

okowaniec
okowaniec
Okowaniec (805 m n.p.m.).

przelecz
Na przełęczy między Pępówką i Łyżką.

Przełęcz między Łyżką i Pępówką przecina szosa, do której zbiegają się drogi z Łukowicy, Roztoki i Przyszowa. Przekraczamy tą drogę, a potem idziemy wzdłuż zagonu. Z łąki za zagonem przyglądają się nam dwie czerwono-białe mućki. Przodkowie tych krów pochodzą z Westfalii, Nadrenii i Wschodniej Fryzji. Bydło rasy czerwono-białej zostało sprowadzone początkowo w rejon Dolnego Śląska i Opolszczyzny, a później również na teren Polski Południowej, gdzie łatwo zaadaptowało się  do warunków środowiska górskiego i podgórskiego. Można powiedzieć, że ta samoistnie wytworzona rasa krów odporna i dobrze przystosowana do trudniejszych warunków jest już rasą polską.

W dali urokliwie majaczy się pejzaż chmur zawisłych nad Górami Grybowskimi. Zaczynamy podejście na Pępówkę. Po dotarciu do ściany lasu skręcamy w prawo i idziemy skrajem lasu, po czym tuż przed starym domem przez skarpę wchodzimy do lasu. Skrajem lasu biegnie drogą, którą mijamy stary dom stojący pod lasem. Za domem szlak skręca w lewo i przechodzimy do ostrzejszego podejścia. O godzinie 15.05 przechodzimy obok szczytu Pępówki. Mamy go blisko po prawej, a znaczy go betonowy słupek widoczny ze szlaku. Tabliczka szczytowa jest umieszczona nieco dalej przy szlaku. Zatrzymujemy się przy nim na kilka minut, po czym podążamy dalej za zielonymi znakami szlaku.


widok
Widok w stronę Gór Grybowskich.

pieklo
Widok na wzniesienie Piekło (660 m n.p.m.).

lyzka
Łyżka.

stary
Stary dom pod lasem.

pepowka
Betonowy słupek na szczycie Pępówki.

pepowka
Pępówka (774 m n.p.m.).

pepowka
Pod szczytem Pępówki.

Ze szczytu Pępówki szlak kieruje nas na południowy wschód. Niebawem szlak wprowadza nas na szeroką drogę leśną. Końcowe zejście jest strome, a odsłonięte podłoże fliszowe jest bardzo śliskie. Wkrótce z leśnej drogi przechodzimy wkrótce na polną, dalej asfaltową, która prowadzi już wzdłuż rozproszonych domostw. Wkraczamy do krainy sadów. Sady są niemal przy każdy domu, albo ciągną się naprzemiennie z polami i łąkami. Sady te muszą przepięknie prezentować się tutaj wiosną, kiedy obsypują sie biało-różowym kwieciem. Łukowica, podobnie jak wiele innych wsi w okolicy, stanowią duży ośrodek sadownictwa. Wkrótce przed rosłym dębem skręcamy w prawo na boczną uliczkę. Idziemy nią chwilkę pod górkę, a następnie dość stromo w dół. Dochodzimy do drogi głównej biegnącej wzdłuż koryta potoku Łukowica. Skręcamy w lewo w stronę centrum Łukowicy. Idziemy szosą wzdłuż potoku. Po minięciu budynku urzędu gminy i pawilonu handlowego skręcamy w prawo na most. Przechodzimy na drugą stronę potoku gdzie stoi kościół św. Andrzeja. Tu o godzinie 16.30 kończy się nasza wędrówka. Zostało jeszcze nam zwiedzić zabytkową świątynię.

pepowka
Zejście ze szczytu Pępówki.

sadecka
Kotlina Sądecka.

niski
Na horyzoncie Beskid Niski, a z prawej pasmo Jaworzyny Krynickiej.

tatry
tatry
Tatry.

kapliczka
Kapliczka przy drodze w Łukowicy.

Pierwsze wzmianki o Łukowicy pochodzą z lat 1325-27, kiedy istniała już tu parafia. Według przekazów ludowych nazwa miejscowości od wyrabiania w niej znakomitych łuków. Najcenniejszym skarbem wsi jest stojący w centrum drewniany kościół św. Andrzeja, wzniesiony w miejsce poprzedniej świątyni w latach 1693-97, z wieżą dobudowaną przed 1720 rokiem. Wewnątrz znajduje się ołtarz główny z końca XVII wieku z obrazem św. Andrzeja. W ołtarzach bocznych z stylu barokowym zobaczymy obrazy MB Nieustającej Pomocy i Przemienienia Pańskiego oraz św. Teresy i św. Michała Archanioła. W nawie odnajdziemy kamienną chrzcielnicę z 1693 roku. Dawniej w kościele znajdowała się piękna rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XIV wieku, ale została zrabowana w czasie okupacji.

kosciol
Kościół św. Andrzeja w Łukowicy.

kosciol

kosciol
Kościół św. Andrzeja od strony prezbiterium.

Kończymy wizytę w Łukowicy. Wyjeżdżamy kończąc tym samym z dawna wyczekiwany etap wędrówki Tropem Rysia po Beskidzkich Wyspach. Jesteśmy już bardzo blisko ukończenia tego projektu.


Udostępnij:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas