Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GSB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GSB. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
241,9 km
277,1 km
Żegnamy się ze Zdynią. Była wyśmienitą baza wypadową przez te kilka dni. Spokojny zakątek pozwala zapomnieć o miejskim gwarze. Jadło u Zosi, jak zwykle wyśmienicie smaczne. Wiemy już, że wrócimy tu jeszcze tego roku. Przed nami ostatni dzień Wielkiej Majówki w Beskidzie Niskim.

Foto na pożegnanie ze Zdynią.

Jesteśmy już na zachodnich krańcach Beskidu Niskiego. Pokonując kolejne wzniesienia schodzimy do dolin z wioskami co raz bardziej ludnymi. Wysiedlenia dotknęły te wioski w takim samym stopniu jak te położone na wschodzie, a jednak tym łatwiej było dźwignąć się. Powrócili do nich wypędzeni Łemkowie. Może dlatego, że były one bliżej lepiej zurbanizowanych terenów, a może dlatego, że nie zostały tak bardzo zniszczone i ograbione po 1947 roku.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Hańczowa (450 m n.p.m.) Ropki (560 m n.p.m.) Banica (530 m n.p.m.) Mizarne (770 m n.p.m.) Mochnaczka Niżna (629 m n.p.m.)

OPIS:

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Hańczowa (łem. Ганчова) do której przyjechaliśmy jest dużą wsią, gdzie występuje jedno z największych skupisk ludności Łemkowskiej, którzy wrócili tu po 1956 roku. Dawniej Hańczowa również zaliczana była do dużych wsi. W szczytowym okresie rozwoju, w 1936 roku mieszkało w niej 1189 osób. Obecnie wieś liczy nieco ponad 500 mieszkańców. Została założona w 1480 roku na prawie wołoskim przez Gładyszów. O początkowym okresie rozwoju wsi niewiele wiadomo, tak samo, jak o wybudowaniu we wsi pierwszej cerkwi, a stała ona już w XVII wieku. Istniejąca obecnie cerkiew została wzniesiona w pierwszej połowie XIX wieku na miejscu pierwotnej świątyni. Bardzo prawdopodobne, że jej fragmenty pochodzą z wcześniejszej cerkwi, niektórzy badacze oceniają, że wieża cerkwi może pochodzić z XVIII wieku.

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Ikonostas.

Po akcji „Wisła” opuszczona cerkiew służyła krótki czas obrządkowi łacińskiemu, jednak nie remontowana zaczęła popadać w ruinę. W 1956 roku podjęta została decyzja o jej rozbiórce i wywiezieniu wyposażenia do składnicy ikon w Łańcucie. Cerkiew została uratowana przed rozbiórką przez kilka wysiedlonych rodzin łemkowskich, które powróciły do Hańczowej. Własnymi siłami odremontowali ją i została przekazana parafii prawosławnej. Cerkiew funkcjonuje do dzisiaj, a przeprowadzone później kolejne remonty przyczyniła się do tego, że cerkiew ta jest zaliczana do najlepiej odrestaurowanych na Łemkowszczyźnie.

Opiekujący się cerkwią ksiądz Władysław zaprosił nas do środka. Wnętrze cerkwi - ściany i stropy zdobi bogata polichromia figuralna i orientalna wykonana pod koniec XIX w. Na stropie w nawie widzimy scenę Przemienienia Pańskiego, pod wieżą Matkę Boską z Dzieciątkiem, a w przedsionku scenę wypędzenia kupców ze świątyni. Ze ścian nawy spoglądają na nas wymalowane postacie świętych: Cyryla i Metodego, Włodzimierza i Olgi oraz Heleny i Konstantyna. W prezbiterium stoi barokowy ołtarz główny, zaś w nawie dwa ołtarze boczne, z których w lewym umieszczony jest obraz ze sceną Zdjęcie z Krzyża, zaś w prawy przedstawia Opiekę Bogurodzicy. Ikonostas oddzielający prezbiterium przypuszczalnie pochodzi z XVIII wieku, zaś pozostałe zachowane wyposażenie z przełomu XVIII i XIX wieku.

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej.
Polichromia w cerkwi Opieki Matki Bożej w Hańczowej.

Z zainteresowaniem słucha się księdza Władysława i choć nie wypędza nas, czas nam w drogę, na ostatni odcinek naszej wyprawy na GSB. O godzinie 10.15 przecinamy główną szosę wsi i kierujemy się do Ropek. Idziemy wąską asfaltówką, która łagodnie wchodzi na wzniesieni pokryte trawami. Z lewej ciągnie się w głąb pod Przełęcz Wysowską dolina Ropy. Niedaleko tej przełęczy na stokach Jaworzynki rzeka ma swoje źródliska. Za przełęczą widoczny jest rozległy masyw Magury Stebnickiej. Przed nami zaś widać już kilka domów wsi Ropki. O godzinie 10.40 dochodzimy do początku drogi utwardzonej odchodzącej w lewo od tej którą dotąd maszerowaliśmy. Skręcamy, droga na chwilkę obniża się ku dolince potoku Ropka, a właściwie ku jego terenom źródliskowym, na którym rozlewają się również duże stawki.

Opuszczamy dolinę Ropy i Hańczową.
Opuszczamy dolinę Ropy i Hańczową.

Dolina Ropy.
Dolina Ropy. W głębi widać Magurę Stebnicką.

W górę doliny Ropki.
W górę doliny Ropki.

Droga do wsi Ropki.
Droga do wsi Ropki.

Stawki w Ropkach.
Stawki w Ropkach.

Idąc dalej mijamy współczesne gospodarstwo agroturystyczne. Dalej za nim stoi łaciński krzyż metalowy na betonowym cokole z wyrytym 1900 rokiem i krzyżem prawosławnym. Z pewnością pamięta czasy starej, łemkowskiej wsi Ropki. Dzisiaj wieś wygląda, jakby nikt do niej nie zaglądał. Była lokowana w 1581 roku na prawie wołoskim, na świeżo wykarczowanym terenie (czyli na tzw. surowym korzeniu). Około roku 1609 wzniesiono we wsi cerkiew. W 1801 roku została zastąpiona nową pod wezwaniem Narodzenia Bogarodzicy. Stała tam, gdzie droga skręca do Huty Wysowskiej i Wysowej, aż do lat 70-tych XX wieku. Teraz stoi w skansenie w Sanoku wraz z zachowanym ikonostasem. Została tam przeniesiona, gdy chyliła się ku upadkowi.

Krzyż z 1900 roku.
Krzyż z 1900 roku.

W XIX wieku i w XX wieku do czasu wysiedlenia wieś liczyła około 400 mieszkańców. Jej mieszkańcy reprezentowali różne zawody i rzemiosła, co pozwalało być im niemal w każdym aspekcie samowystarczalnym. Byli we wsi krawce, tkacze, cieśle, czy też muzykanci. Działały w niej folusz, olejarnia, tartak parowy, młyn wodny i dwie kuźnie. Było to ważne ze względu na utrudniony dojazd do wsi, która oddalona była od głównych traktów około 4 kilometry. W 1853 roku mieszkańcom udało się wykupić od właściciela las zwany „Debra”, który pozwolił im na pełne korzystanie z jego dóbr. Jednak w okresie kryzysu ekonomicznego na przełomie XIX i XX wieku wielu mieszkańców musiało wyjechać za pracą do Ameryki. Dzięki zbiórce pieniędzy przeprowadzonej w 1930 roku przez przebywających w Ameryce mieszkańców Ropek wybudowano we wsi przestronną szkołę.

Po wysiedleniach w Ropkach pozostała tylko jedno polsko-łemkowskie małżeństwo. To dzięki niemu i dwóm innym rodzinom, które powróciły tu po latach przetrwała cerkiew wraz z wyposażeniem. O godzinie 11.00 docieramy do miejsca gdzie stała. Droga rozwidla się tutaj. Jedna z jej nitek odchodzi na lewo w kierunku Wysowej. Ta, która my podążamy dalej idzie na prawo, gdzie wchodzi między ciąg młodych drzew. Ta droga doprowadza nas do kolejnego rozwidlenia, przed trawiasty wzgórek. Szlak wiedzie na prawo od wzgórka. Bardziej na prawo, gdzie pod drzewem widać murowaną kapliczkę odchodzi polna droga do dolinki wciskającej się między wzniesienia Zielonej Lipki i Siwejki.

Droga w Ropkach.
Droga wchodzi pomiędzy ciągi młodych drzew.

Droga boczna.
Droga boczna do dolinki wciskającej się między wzniesienia Zielonej Lipki i Siwejki.

Wkrótce idziemy drogą przylegającą do ściany lasu, która niebawem wchodzi do lasu, a następnie wyprowadza na szutrową drogę. Droga ta przechodzi przez przełęcz między zalesionymi wzniesieniami, do doliny rzeki Biała. O godzinie 12.20 wchodzimy na szosą do położonej na południu wsi Izby. Chwilkę idziemy ta szosą w przeciwnym kierunku, na północ, po czym odbijamy w lewo na dróżkę przeprowadzającą przez gęsty młodnik. Za młodnikiem mamy rzekę o szerokim, kamienistym korycie. Dzisiaj rzeka Biała leniwie płynie wąską strugą, ale po opadach przybiera znacznie większe rozmiary, a jej wartki nurt rozlewa się szeroko dokonując zniszczeń brzegów i porywając to co na nich stoi. To ona zniszczyła stojące niegdyś potężne betonowe mosty z czasów austro-węgierskich.

Pod lasem.
Pod lasem. Widok na ostatnią polanę przed wejściem do lasu.

Zejście do doliny Białej.
Zejście do doliny Białej.
Zejście do doliny Białej.

Przekraczamy rzekę Biała, za którą zaczynamy podchodzić nieduże wzniesienie - wpierw łąką pełną storczyków, potem krótko lasem, następnie przechodzimy przez polanę. O godzinie 12.40 znajdujemy się na grzbiecie. Przebiega przez niego wąska asfaltowa droga. Przechodzimy na drugą stronę drogi i troszkę dalej, na widokowych łąkach zatrzymujemy się. Robimy sobie kilkunastominutową przerwę.

Biała.
Biała.

Widok na dolnę Białej.
Widok na dolnę Białej.

Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis)..

Schodzimy dalej łąkami z których rozpościerają się niezwykle malownicze pejzaże. Przed nami rozległa dolina ze wsią Banica. Płynie przez nią Banicki Potok. O godzinie 13.20 przecinamy szosę wsi, chwilkę potem przechodzimy mostem nad Banickim Potokiem. Przechodzimy wśród domostw, na rozciągające się za nimi pastwiska. Szlak prowadzi nas wkrótce polną drogą osłonięta drzewami i krzewami. Na południowym wschodzie ponad zielonymi połaciami, wykropkowanymi żółtymi mniszkami lekarskimi, widać imponujący garb Lackowej (997 m n.p.m.), najwyższego polskiego wzniesienia w Beskidzie Niskim.

Zejście do Banicy.
Zejście do Banicy.

Dolina Banickiego Potoku.
Przed nami dolina Banickiego Potoku.

We wsi Banica.
We wsi Banica.

Droga między łąkami należącymi do wsi Banica.
Droga między łąkami należącymi do wsi Banica.

Dróżką łagodnie podchodzimy kolejny wał górski, oddalając się od zabudowań Banicy. Nieco na południe od nich widać wyłaniającą się z doliny cerkiewną wieżę. To kamienna, otynkowana świątynia greckokatolicka pw. św. Łukasza Ewangelisty w Izbach, pełniąca obecnie funkcję rzymskokatolickiego kościoła filialnego pod tym samym wezwaniem. W miarę nabierania wysokości ukazują się nam szersze widoki. Uwidacznia się ciąg dalszy pasma granicznego za wyrazistą Przełęczą Pułaskiego, za która wznosi się Ostry Wierch (938 m n.p.m.) - drugi co do wysokości szczyt w polskiej części Beskidu Niskiego, leżący w tzw. Hańczowskich Górach Rusztowych.

Widok na Lackową.
Widok na Lackową.


Cerkiew św. Łukasza Ewangelisty w Izbach.
Cerkiew św. Łukasza Ewangelisty w Izbach.

Trzeba nam się jednak pożegnać z malowniczością doliny. Szlak wprowadza nas do iglastego lasu, potem na polankę, szczelnie otoczoną drzewami. Podchodzimy w kierunku szczytu grzbietu ścieżką, na którą drzewa rzucają swój cień. Słońce przesuwa się już na zachodni horyzont. Przechodzimy grzbiet przez płytką przełęcz pomiędzy dwoma jego kulminacjami i zmierzamy dalej ku końcowi tej wędrówki. Znów zaczynają przeważać otwarte przestrzenie, aplikujące cudowne panoramy łagodności. Uświadamiamy sobie z żalem, że to już zachodni krańce Beskidu Niskiego. W dali widzimy Jaworzynę Krynicką (1114 m n.p.m.) zwieńczoną wysokim masztem antenowym – to jest już Beskid Sądecki. Na lewo zaś mamy inne zalesione wzniesienia tego pasma m.in. Huzary (864 m n.p.m.), gdzie poprowadzi nas dalej czerwony szlak, ale już nie dzisiaj.

Przed polanką.
Przed polanką.

Przed nami Beskid Sądecki.
Przed nami widoczne są już wzniesienia Beskidu Sądeckiego.

Jaworzyna Krynicka.
Jaworzyna Krynicka.

To już pożegnanie z Beskidedm Niskim.
To już pożegnanie z Beskidedm Niskim.

Ostatni pagórek Beskidu Niskiego.
Ostatni pagórek Beskidu Niskiego.

Zejście do Mochnaczki Niżnej.
Zejście do Mochnaczki Niżnej.

Cerkiew św. Michała Archanioła w Mochnaczce.
Cerkiew św. Michała Archanioła w Mochnaczce.

Wiemy, że to już pożegnanie z Beskidem Niskim, z pasmem niezwyczajnym, niepowtarzalnym w swoich plenerach oraz klimatach. Czemuż nam się żegnać trzeba z jego pięknem? Widać już cerkiew stojąca w dolinie nad potokiem. Jeszcze może nie ostatnią na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego, bo jeszcze przed nami Krynica, a Łemkowszczyzna ciągnie się jeszcze kawałek dalej na zachód. Schodzimy do wsi Mochnaczka Niżna. Godzina 15.35. Jesteśmy przy potoku Fataloszka (Fatałowski Potok), który kilkadziesiąt metrów dalej, za główną szosą niknie w wodach Mochnaczki. Dzisiaj przechodzimy tylko Fataloszkę, a przez Mochnaczkę, która rozdziela Beskid Niski i Beskid Sądecki - przeprawimy się następnym razem.

Na pamiątkę Wielkiej Majówki.
Na pamiątkę Wielkiej Majówki.

Grupa „Zanim znów wyruszysz w góry”, jak sympatycznie ją nazywacie, po pięciu dniach dotarła do celu Wielkiej Majówki. Ktoś rzuca jeszcze hasło, że przecież jest jeszcze jeden, kolejny dzień, niedziela - żal rozstawać się. Siły są, organizmy nastrojone po tych kilku dniach do wędrówki. Będzie głupio jutro wstać i nie założyć plecaka, i nie wyruszyć znów w góry. Żal się rozstawać z górami i z grupą ludzi, którzy współtworzą tak świetny, zgrany i wesoły krąg osób. Mamy nadzieję, że powiedzielibyście o niej tak jak my: dobrze że ją mamy! Dziękujemy, że możemy razem współtworzyć coś pięknego i harmonijnego, co nie zawsze jest proste przy pięćdziesiątce dusz, a nierzadko i większej ilości. Po każdej takiej wyprawie pozostaje przezwyciężyć tęsknotę. Czas mija, a kolejna wyprawa wcale nie jest tak odległa, jak to się wydaje. Znów wyruszymy w góry.



za nami
pozostało
227,6 km
291,4 km
Dzisiaj trasa nie wymaga dojazdu autokarem. Ruszamy na nią wprost ze Zdyni z naszej bazy „U Zosi”. Przez lekko przychmurzone niebo wydawało się, że będzie dzisiaj chłodniej, ale jest tak samo ciepło jak w poprzednie dni. Chmury rozpływają się. Za jakąś godzinę powinny odejść zupełnie. Dopisuje pogoda, wręcz rozpieszcza nas podczas tegorocznej Wielkiej Majówki.

Przez ostatnie dni przemierzaliśmy Beskid Niski kontemplując się jego przyrodą, ale też nawiązując do kwitnącej tu niegdyś łemkowskiej kultury. Beskid Niski jest piękny, cichy i spokojny - taki jest teraz, choć kiedyś został nasączony krwią. Obie wojny światowe silnie odcisnęły swe piętno. II wojna światowa, a przede wszystkim akcja „Wisła” zmieniła zupełnie oblicze tych gór, kiedy nagle zniknęli żyjący w nich ludzie. Beskid Niski stał się też pochówkiem dla tysięcy ofiar tzw. Wielkiej Wojny. Piękny, cichy Beskid Niski zmusza do refleksji.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Zdynia-Ług (475 m n.p.m.) [czerwony szlak] Rotunda (771 m n.p.m.) [czerwony szlak] Regietów (535 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kozie Żebro (847 m n.p.m.) [czerwony szlak] Hańczowa (450 m n.p.m.)

OPIS:
Spotykamy się po o siódmej na jadalni. Zabieramy dodatkowy ekwipunek i wsad na ognisko, które chcemy rozpalić na trasie wędrówki. Wyruszamy o godzinie 7.20. Czerwony szlak okala naszą bazę schodząc z głównej szosy na boczną drogę prowadzącą wprost do doliny rzeki Zdynianka. Rzekę przechodzimy mostem. Idziemy dalej wzdłuż lewego brzegu rzeki, po czym odbijamy na dróżkę prowadzącą w górę malowniczego wzniesienia pokrytego polami i łąkami. Wkrótce mamy z niego ładny widok na dolinę Zdynianki, wzniesienia po drugiej stronie doliny wraz z Popowymi Wierchami, które pokonywaliśmy wczoraj.

Na źdźbłach traw wystających z dróżki przycupnął rusałka admirał (Vanessa atalanta). Motyl ten zwykle unika otwartych przestrzeni. Woli sady i ich przejrzałe owoce, gruszki i śliwy z których wpijają soki. Ten tutaj chłodzi się zimną kroplą porannej rosy, bo choć godzina jeszcze wczesna, słońce zaczyna wyglądać z za chmur rozgrzewając powietrze..

Zdynia-Ług. Odejście w górę stoku.

Przez łąki z widokami na dolinę Zdynianki.
Przez łąki z widokami na dolinę Zdynianki.

Rusałka admirał (Vanessa atalanta).
Rusałka admirał (Vanessa atalanta).

O godzinie 7.50 ścieżka prowadzi nas przez las. Otwarte przestrzenie zostawiamy za sobą, przysłonięte wpierw młodnikami, później lasem liczącym z pewnością nie więcej niż 100 lat. Na początku XX wieku góra ta w większości była pozbawiona lasu. Użytkowana przez mieszkających u jej podnóża Łemków z Ługu, stanowiącego obecnie przysiółek Zdyni, czy też leżącego z drugiej strony Regetowa. Góra ma kształt dość regularnej kopy, nieco tylko wyciągniętej w kierunku doliny Zdynianki. Owalny kształt przyczynił się do nadania jej nazwy Rotunda.

Na szczyt Rotundy (771 m n.p.m.) docieramy o godzinie 8.20. Stoi na nim niecodzienna mogiła - jedna z wielu takich w Beskidzie Niskim i pogórzach tego pasma, ale będąca zarazem ewenementem w skali światowej. Powstały one w latach 1915-18 na terenie byłego austriackiego okręgu wojskowego „Galicja Zachodnia”, po definitywnym odejściu frontu, kiedy zastanawiano się jak trwale i godnie upamiętnić poległych, również przeciwników. Na terenie działań wojennych istniało mnóstwo prowizorycznych grobów, które wymagały likwidacji i przeniesienia zwłok na cmentarze wojskowe.

Na skraju lasu.
Na skraju lasu.

Leśna droga na szczyt Rotundy.
Leśna droga na szczyt Rotundy.

W maju 1915 roku rozegrała się na terenie Beskidu Niskiego przełomowa batalia I wojny światowej - operacja gorlicka. W jej wyniku wojska rosyjskie zostały wypchnięte na wschodni skraj Galicji. Wcześniej w trakcie trwających działań wojennych trudno było zapewnić godziwy pochówek poległym. Dopiero po operacji gorlickiej, kiedy front przesunął się na wschód, a Rosjanie nie byli w stanie już zagrozić, pojawiła się koncepcja zbiorowych mogił. Powołany został Oddział Grobownictwa Wojennego, którego zadaniem takie zaprojektowanie miejsc pochówku i pamięci, aby były zespolone z naturalnym, przyrodniczym i kulturowym krajobrazem regionu. Było to przedsięwzięcie o ogromnej skali i rozmachu. Obejmowała 60 829 poległych. Wcześniej należało przeprowadzić identyfikację zwłok, co nie zawsze było możliwe za pomocą znaczka identyfikacyjnego i nierzadko posługiwano się w tym celu również listami, fotografiami, notatkami, czy innymi przedmiotami znalezionymi przy poległych. Obszar prac podzielony został na okręgi cmentarne, na czele którego stał oficer z wykształceniem inżynierskim lub artystycznym. W ciągu lata 1915 roku powstały pierwsze szkice i rysunki cmentarzy, zaczęto pozyskiwać tereny pod ich budowę. Do wielu miejsc budowy należało wybudować drogi dojazdowe. Na ogół cmentarze lokowano w miejscach eksponowanych, na zboczach lub wierzchołkach wzniesień, aby widoczne z daleka stanowiły przestrogę przed wojną.

Przedsięwzięcie budowy cmentarzy nie zostało do końca zrealizowane na skutek rozpadu monarchii austro-węgierskiej i prace nad nimi definitywnie przerwano we wrześniu 1918 roku. Nie mniej ogrom włożonej pracy i jej efekty imponują do dzisiaj, choć wiele z tych cmentarzy podupadło pozbawione instytucjonalnej opieki. W latach między wojennych były licznie odwiedzane, ale II wojna światowa i wysiedlenia ludności łemkowskiej z Beskidu Niskiego spowodowały zacieranie pamięci o tych miejscach, a także naturalne ich zarastanie lasami. Cmentarz na Rotundzie po latach doczekał się renowacji, dzięki Komitetowi Odbudowy Cmentarza Wojennego na Rotundzie, powołanemu z inicjatywy Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie.

Jest jednak wiele innych zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych, które czekają na renowację i opiekunów. Są na nich mogiły również Polaków, którzy często w tamtej wojnie stanąć musieli naprzeciw walcząc we wrogich mundurach. Są to pomniki walki i męczeństwa, ale też polskiego zwycięstwa w walce o niepodległość, bo ostatecznie i taki skutek miała I wojna światowa.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda” zaprojektował wybitny słowacki projektant Dušan Jurkovič. Pochowano na nim 42 żołnierzy austro-węgierskich oraz 12 rosyjskich poległych w lutym i marcu 1915 roku. Cmentarz na Rotundzie utworzono na planie koła. Otoczono go kamiennym murkiem, we wnętrzu stoją krzyże i 5 wysokich drewnianych wież zwieńczonych krzyżami przypominającymi stylistyką wieże łemkowskich cerkwi. Na centralnej, najwyższej wieży odnajdujemy inskrypcję (miał taką każdy cmentarz, a każda była inna). Ta na Rotundzie wykuta jest na kamiennej tablicy z krzyżem maltańskim i jest czterowierszem napisanym w języku niemieckim przez Hansa Hauptmanna. W tłumaczeniu brzmi on:

Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi,
A burze już nam nieraz we znaki się dały –
Wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi
I wcześniej okrywa purpurą swej chwały.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Brama na cmentarz wojenny.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Krzyże na Rotundzie.

O godzinie 8.55 zaczynamy schodzić do doliny Regietówki. Dróżka wiedzie na początku łagodnie przez ładny bukowy las. Sprowadza nas z kopuły szczytowej góry do stromszego, ale krótkiego uskoku stoku. Dalej już leśną drogą opuszczamy stok góry. O godzinie 9.15 rozpoczynamy biwak, korzystając z obiektów studenckiej bazy namiotowej „Regietów”.

Zejście z Rotundy do Regetowa.
Zejście z Rotundy do Regetowa.

W każdej wędrówce trzeba znaleźć chwilę na przystanek i odpoczynek - na szlaku, w schronisku, czy przy ognisku. Ludzi gór łączy nie tylko zamiłowanie i pasja, swoista kultura bycia i obcowania z naturą, a także nieprzeciętna życzliwość i przyjaźń przerastająca ich poglądowe różnice, religie, granice pokoleniowe i wszelkie inne, jakie można by jeszcze długo wymieniać. Wyrazem tego jest właśnie spotkanie, na którym wspólnie wsłuchujemy się w opowieści, oglądamy fotografie, deklamujemy wiersze lub śpiewamy wspólnie piosenki  będące wyrazem zachwytu urokami przyrody i krajobrazu, uzewnętrzniającymi radość z bycia razem w braterskim kręgu wokół ogniska.

Góry to świat wyjątkowy, wypełniony autentyzmem, ekspresją, pięknem zmuszającym do mistycznych uniesień i refleksji. Wędrówka, góry, obcowanie z przyrodą już dawno temu stały się stylem życia, pozwalającym cieszyć się jego pełnią, mimo wszelakich niewygód, jakie pojawiają się podczas takiej wędrówki, czy też pomimo konieczności dostosowania się i radzenia sobie w specyficznych warunkach górskich. Do końca Głównego Szlaku Beskidzkiego pozostał nam jeszcze spory dystans. Drogowskaz na drzewie podaje, że za sobą mamy 222 km, do Ustronia zostało 296 km. Wygaszamy zatem ognisko, zalewając go wodą z pobliskiego źródełka i o godzinie 10.40 ruszamy w dalszą drogę.

Dolina Regietówki.
Dolina Regietówki.

W bazie „Regietów”.
W bazie „Regietów”.
W bazie „Regietów”.

Ognisko już dogasa.
Ognisko już dogasa. Grupa zaraz ruszy w dalszą drogę.

Studencka baza namiotowa „Regietów”.
Studencka baza namiotowa „Regietów”.

Rusałka kratkowiec (Araschnia levana).
Rusałka kratkowiec (Araschnia levana).

Przekraczamy potok Regietówka. Poprowadzono przez niego drogę z przepływem, ale jeszcze niedawno przerzucona była przez niego chwiejna kładka. Teraz to jest łatwizna, ale wcześniej z kładką było jakoś bardziej swojsko. Po drugiej stronie potoku biegnie do niego równoległa droga. Skręcamy na niej w prawo w kierunku Regietowa. Idziemy kilkadziesiąt metrów, po czym schodzimy z drogi na odchodzącą w lewo drogę gruntową. Idziemy w kierunku kolejnego szczytu początkowo dość płasko. Za nami pokazuje się Rotunda porośnięta gęstym lasem. Chwilę później sami wchodzimy do lasu porastającego stoki Koziego Żebra. Stopniowo stok jest co raz bardziej stromy, niebawem podejście staje się wymagające i forsowne.

Początek drogi na Kozie Żebro.
Początek drogi na Kozie Żebro.

Widok na Rotundę.
Widok na Rotundę.

Podejście wschodnim stokiem Koziego Żebra znane jest w Beskidzie Niskim, podobnie jak zachodni stok Lackowej, który jest jeszcze bardziej stromy, ale krótszy od tego, który pokonujemy. Ktoś pozostawił na podejściu czerwony rower. Stoi teraz oparty drzewo. Może ten ktoś nie miał już siły dociągnąć nim do szczytu, a może bał się zjeżdżać w dół, a może pozostawił inny turystom, którzy chcieliby się nim wesprzeć. Jest całkiem, całkiem, z przerzutkami, ale tylko poprzymierzaliśmy się do niego. Niech sobie stoi dalej pod drzewem i czeka na kogoś chętnego.

Ciągniemy z mozołem dalej do góry na butach. Mija 11.45, kiedy nachylenie stoku wyraźnie łagodnieje. Wchodzimy na kopułę szczytową i kilka minut później osiągamy kulminację góry. Kozie Żebro (847 m n.p.m.) jest charakterystycznym i wyróżniającym się masywem w okolicy. Jego nazwę nadali mu podobno austriaccy kartografowie, którzy pod szczytem znaleźli szkielet sarny nazywanej przez okolicznych mieszkańców kozą.

Podejście wschodnim stokiem.
Podejście wschodnim stokiem.

Czerwony rower.
Czerwony rower.

Górne partie Koziego Żebra.
Górne partie Koziego Żebra.

Niedaleko wierzchołka.
Niedaleko wierzchołka.

Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).

Odpoczywamy na szczycie z inną wesołą grupa. O godzinie 11.50 opuszczamy wierzchołek góry. Idziemy grzbietem masywu na północ. Po chwil szlak zaczyna schodzić w dół stoku kierując nas na zachód. Przemierzamy cudowny las bukowy. O godzinie 12.25 wpadamy na utwardzoną drogę. Skręcamy na niej w prawo i idziemy po niej na północny-zachód. Droga ta trochę dalej pokryta jest asfaltem. Prowadzi prosto do Hańczowej.

Szlak na grzbiecie Koziego Żebra.
Szlak na grzbiecie Koziego Żebra.

Zejście.
Zejście.

Utwardzona droga prowadząca do Hańczowej.
Utwardzona droga prowadząca do Hańczowej.

Wydawać by się mogło, że to królewska droga, bo fruwa nad nią paź królowej. Wyraźnie nie może sobie miejsca znaleźć. Skacze z miejsca na miejsce. Czerwony szlak jednak za moment wprowadza do koryta potoku Matisa - prowadzi jego brzegami i skarpami kilkakrotnie przecinając bród. To kontrastowa odmiana dla wygodnej drogi. Często bywa tutaj błotniście, grząsko, a po deszczu bywa bardzo uciążliwie. Po za tym często pędzone są tędy krowy z pastwisk, co daje pewnego poślizgu. Nie spodziewaliśmy się, że teren przy potoku będzie dzisiaj taki suchy, nawet biorąc pod uwagę dominującą od kilku dni słoneczną aurę.

Paź królowej (Papilio machaon).
Paź królowej (Papilio machaon) w locie.

Zejście przez chaszcze nad potok Matisa.
Zejście przez chaszcze nad potok Matisa.

Potok Matisa.
Potok Matisa.
Potok Matisa.
Potok Matisa.

Wchodzimy na uliczkę wsi Hańczowa, mijamy jej kolejne domostwa. Następnie przechodzimy przez Ropę po zawieszonej wysoko metalowej kładce. Dalej mamy szosę, za szosą sklepik, przy którym umówiliśmy punkt zborny. O godzinie 13.00 docierają tam ostatnie osoby. Kończymy tutaj kolejny etap wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim.

Kładka nad Ropą.
Kładka nad Ropą.

Rzeka Ropa.
Rzeka Ropa.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas