Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hala Kondratowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hala Kondratowa. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Dolina Kościeliska, Kiry (937 m n.p.m.) Cudakowa Polana (952 m n.p.m.) Ciemniak, słow. Temniak (2096 m n.p.m.) Mułowa Przełęcz (2067 m n.p.m.) Krzesanica, słow. Kresanica (2122 m n.p.m.) Litworowa Przełęcz (2037 m n.p.m.) Małołączniak, słow. Malolúčniak (2096 m n.p.m.) Małołącka Przełęcz (1924 m n.p.m.) Kopa Kondracka, słow. Kondratova kopa (2005 m n.p.m.) Przełęcz pod Kopą Kondracką, słow. Kondracké sedlo (1863 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Hali Kondratowej (1333 m n.p.m.) Hotel górski PTTK Kalatówki (1198 m n.p.m.) Kuźnice

OPIS:

Od zawsze marzyłam o przejściu Czerwonych Wierchów w piękny jesienny dzień. We wtorek obudziła mnie myśl, że to przecież dziś idziemy na wędrówkę moich marzeń. Wstajemy o 3.30, ubieramy się, zjadamy szybkie śniadanie i o 4.25 jedziemy pierwszym tramwajem na dworzec autobusowy. O 5.05 łapiemy autobus do Zakopanego, skąd busem przemieszczamy się do Kir. I tak o 7.30 stajemy przed wejściem do Tatrzańskiego Parku Narodowego, u wylotu Doliny Kościeliskiej. O tej porze panuje tu zupełny spokój, cisza. Przy drodze stoi pierwszy woźnica ze swoim zaprzęgiem. Niebawem będzie woził turystów, ale nie nas, bo my ruszamy pieszo w górę doliny. Nie ma tylko zapowiadanego przez meteorologów słońca, zamiast niego napływają coraz czarniejsze i grubsze chmury. Patrzę z boku na mojego najlepszego przyjaciela – Marka. Proponuję ci zmysłowy trójkąt: Ty, ja i górska przygoda. Wiem, że jesteś przeziębiony i paskudna pogoda może Ci nie służyć. Idziesz obok mnie i nie narzekasz, a ja  wznoszę modły do Boga o słoneczną pogodę.

No cóż, faktycznie mamy piękny jesienny poranek, ale mglisty i chłodny. Prognozy na dzień mamy jednak bardzo optymistyczne. Dolina Kościeliska jeszcze nie wstała. Oprócz nas nie ma tu chyba żywej duszy, tylko Ty i ja. Nawet biletów wstępu do parku nie było u kogo kupić, bo kasy jeszcze zamknięte. Na Wyżniej Miętusiej Kirze mijamy tylko ospałe stado owiec odpoczywające w koszarze i leżącą obok niej psinę. Dolina Kościeliska ogarnia nas niespotykaną dla siebie atmosferą spokoju - zupełnie do niej niepodobną, a jednak jak człowiek wcześnie wstanie, to nawet na tak ruchliwym szlaku poczuje niezwykłą samotnię. Idziemy razem na Czerwone Wierchy. Nie martw się przyjaciółko moim zdrowiem, bo soczyste i rześkie powietrze górskie robi swoje, a słowa Twe mają magiczną moc uzdrawiania.


I tak dochodzimy na drugi koniec Wyżniej Miętusiej Kiry. Nieopodal przed nami Miętusi Potok zasila wody Kościeliskiego. Skręcamy na lewo, na czerwony szlak, któremu przez krótki odcinek towarzyszy czarny szlak Ścieżki nad Reglami. Idziemy chwilkę wzdłuż Miętusiego Potoku, po czym przeprawiamy się przez niego, zostawiając czarne znaki na drugim brzegu potoku. Mamy przed sobą stromą skalną ścieżkę, którą  wspinamy się kilkanaście metrów wyżej. Wchodzimy w las, przez który wiedzie nas trochę niewygodna i nadal dość stroma ścieżka. Z mozołem pokonujemy grzbiet Adamicy, ale dzięki temu zrobiło się nam ciepło. O godzinie 8.30 osiągamy jego kulminacyjny punkt, niewielkie wzniesienie na jego grzbiecie zwane Upłaziańskim Wierszykiem (1203 m n.p.m.).

Na Upłaziańskim Wierszyku (1203 m n.p.m.).

W prześwicie między drzewami, na północy dostrzegamy wystające skały Kończystej Turni, a nieco bardziej na wschód Zawiesistą Turnię. Przenosząc wzrok dalej na wschód widać siodło Przysłopu Miętusiego, na którym stoi słupek ze znakami rozdroża szlaków turystycznych. Tamtędy przebiega m.in. czarny szlak, który spotkaliśmy przy Miętusim Potoku.

Kończysta Turnia.

Zawiesista Turnia.

Przysłop Miętusi.

Z Upłaziańskiego Wierszyka schodzimy niedługim, łagodnym spadem. Ścieżka przez chwilkę pozwala odsapnąć, potem znów przybiera na stromości, zataczając szeroki łuk na południe. Otaczają nas teraz niskie drzewka świerkowe, wśród których wiele jest barwnych liściastych intruzów, niwelujących zieloną monotonię. Jesień rozścieliła się na tatrzańskich zboczach wzorzystymi dywanami, pełnymi odcieni żółci, brązu i czerwieni. Każdy pokonany metr przynosi kolejny zachwyt czarownością otaczającej przyrody i widoków. Nie przeszkadza nam, że czekać jeszcze musimy na przebudzenie słońca, które marudzi za białą pierzyną chmur i nadmiernie zwleka z tym by uraczyć nas swoim blaskiem.

O godzinie 8.50 wchodzimy na śródleśną Polanę Upłaz. Polana leży na pochyłym stoku, na wysokości 1260-1350 m n.p.m. Patrzymy w kierunku, gdzie powinny być Czerwone Wierchy, ale jeszcze ich nie widać - tylko grzbiet porośnięty lasem, a nieco z prawej górującą Upłaziańską Kopę. Z polany mamy dobry widok na Kominiarski Wierch, Stoły i Kościeliskie Kopki.

Jesteśmy na Polanie Upłaz, w tle widać Upłaziańską Kopę, wznoszącą się na wysokość 1796 m n.p.m.

Polana na Stołach.

Kościeliskie Kopki z Polany Upłaz - z bezleśnymi zboczami Zadnia Kopka (1333 m n.p.m.)
a dalej na prawo Pośrednia Kopka (1305 m) i Przednia Kopka (1113 m n.p.m.).
Las na szczycie Zadniej Kopki zniszczył potężny huragan w 2004 roku.

Idziemy w górę polany, blisko jej północnego skraju. Wchodzimy znów do lasu, ale na krótko. Kamienne stopnie szybko wyprowadzają nas na odsłonięty teren północno-zachodniej grani Ciemniaka. W kilka minut wychodzimy na Siodło za Piecem o wysokości około 1450 m n.p.m. Jest to płytka przełęcz, nad którą wznosi się na ok. 1460 m n.p.m. charakterystyczna skała wapienna Piec. Miejsce pod Piecem to znakomite miejsce do odpoczynku, wspaniale stąd widać zachodnie zbocza Giewontu, a także urwiście opadającą ścianę grzbietu odchodzącą od Małołączniaka. Widać też Małołączniaka, ale jego szczyt wciąż spowity jest w gęstej chmurze. Wygląda to niesamowicie, ale mamy nadzieję, że przejaśnienie przyjdzie na czas, zgodnie z prognozami.

Siodło za Piecem (ok. 1450 m n.p.m.). Z lewej widoczny jest wierzchołe​k Giewontu.

Siodło za Piecem (ok. 1450 m n.p.m.), nad którą wznosi się charakterystyczna skała wapienna Piec.

Po krótkiej przerwie o 9.20 ruszamy grzbietem w górę. Po chwili ścieżka pnie się zdecydowanie ostrzej. Bardzo szybko nabieramy wysokości, szybko przechodzimy przez piętro kosodrzewiny, i wchodzimy na wysokogórską halę. Nie spieszymy się, bo przesuwające się chmury nie wyglądają za dobrze, a im wyżej jesteśmy, tym trudniej będzie umknąć lub schować się w razie deszczu.

Nie jest to może najlepsza pora na poszukiwania okazów flory, ale na zboczach znajdujemy ciekawe okazy roślinności. Są też takie, które zamiast szykować się do zimowego snu w dalszym ciągu próbują zwrócić na siebie uwagę pięknymi kwiatami. Zachowują się ona, jakby w ogóle ignorowały zbliżający się okres mrozu i śniegu.


Widoki mamy coraz wspanialsze. Ścieżka prowadzi nas ponad kotłem skalnym Małej Świstówki. W dali widać maleńkie zabudowania Kościeliska i Zakopanego, a za nimi w całej rozciągłości Pasmo Gubałowskie. A może gdy śniegi przykryją wysokogórskie, tatrzańskie szlaki, to tam się wybierzemy?

Ponad kotłem skalnym Małej Świstówki.

Kocioł Małej Świstówki.

Gdy zbliżamy się do Chudej Turni zaczyna się w końcu  dziać coś, co wprawia nas w jeszcze lepszy nastrój.  Znika homogamia zawiesiny znad naszych głów, a pojawia się orkiestra przepływających obłoków, tworząca ponad przeciętne widowisko. Chwilami wyłania się również słońce, przeciągające promienie po zboczach, podtrzymując niczym dyrygent symptom zmiany pogody.

O godzinie 10.30 podchodzimy pod samotną niewielką skałę Chudej Turni, wznoszącej się zaledwie 8 metrów powyżej otaczającego ją terenu, na wysokość 1858 m n.p.m. zaraz za skałą, na Chudej Przełączce do naszego czerwonego szlaku dochodzi szlak zielony łączący ze schroniskiem na Hali Ornak.

Niezwykle efektownie prezentuje się stąd Kominiarski Wierch oraz urwisty grzebień Raptawickiej Grani. Nieprawdopodobnie wygląda również ciąg turni leżący na przedłużeniu Raptawickiej Grani idący w naszym kierunku, a szczególnie w okolicy Wysokiej Turni (1634 m n.p.m.). Wydaje się stąd, jakby ich cienki grzebień podtrzymywał cały masyw na którym stoimy przed obsunięciem się. Z kolei na horyzoncie mamy istną plejadę szczytów: Smreczyński Wierch, Kamienista, Bystra, Błyszcz, Starorobociański Wierch i dalsze aż po Brestową. Widoczność jest nieco ograniczona, bo wciąż górskie wierzchołki przenikają w chmurach.

Na Chudej Przełączce. Z prawej widać Kominiarski Wierch i odchodzącą od niego Raptawicką Grań.
Grzbień skalny na środku to szczyt Wysokiej Turni (1634 m n.p.m.).

Wspinamy się teraz na Twardy Grzbiet. Wkrótce zza jego wierzchołka wyłania się Ciemniak, spowity jednak gęstą chmurą. Po chwili mgła chmury pochłania i nas. Chmury falują ponad nami przesuwając się na południe. Szczyt Ciemniaka jest jednak dla nich przeszkodą. Zagęszczają się zatem wokół niego, nawarstwiając od kierunku napływu, czyli od północy. Wprowadza to nas w stan niecierpliwości. Wyczekujemy poprawy pogody. Giną widoki, które jeszcze parę chwil temu owładnęły nasze dusze. Zatrzymajmy się!

Ciemniak, spowity gęstą chmurą.

Trawiaste stoki Czerwonych Wierchów są łagodne i zaokrąglone, ale też w wielu miejscach niespodziewanie kończą się stromo podciętymi, kilkusetmetrowymi urwiskami. Stanowią one zdradliwy teren, zarówno zimą jak też we mgle. Utrata orientacji grozi zabłądzeniem i zwiększa ryzyko wypadku, a takich było w tym miejscu już wiele.

Czerwone Wierchy urzekają swoim pięknem, a także tym jak malowniczo potrafią ze swojego grzbietu zaprezentować nam otaczający świat, ale do tego potrzeba oczywiście ładnej pogody. No więc czekamy. Zasiadamy na stronie zawietrznej, po drugie stronie kulminacji Twardego Grzbietu i konsumujemy posiłek. Rozgrzewa nas ciepła herbatka, bo w bezruchu trudno jest się przeciwstawić chłodowi powietrza napływającego od północy.

W końcu przez chmury zaczyna ponownie przebijać się słońce. O godzinie 11.20 ruszamy dalej. Szczyt Ciemniaka jeszcze przez kilkanaście minut jest niewidoczny, ale widoczność stopniowo poprawia się. Najpierw jaśnieją otaczające nas doliny. Rozpoznajemy Wyżnią Smreczyńską Polanę i Smreczyński Stawek, który początkowo kojarzy nam się zupełnie z czymś innym - szałasem pasterskim.

Jaśnieją otaczające nas doliny (tu Dolina Tomanowa).

Tomanowe Stoły.

O godzinie 11.40 jesteśmy na szczycie Ciemniaka (słow. Temniak), wznoszącym się 2096 m n.p.m. Przepływają jeszcze na jego wysokości chmury, ale są to ich ostatnie ławice. Tylko wysoko nad nami pozostaje ich cienka warstwa, przez którą coraz śmielej przebija się słoneczko. Zrobiło się ładnie i robi się jeszcze lepiej.

Na szczycie Ciemniaka (2096 m n.p.m.).

Na Ciemniaku robimy sobie 20 minut postoju, bo roztaczająca się z niego panorama w oczach poprawia się. Widać wyraziście Krzesanicę z jej zdradliwymi północnymi zboczami, a za nią wyłania się bliźniak Ciemniaka - Małołączniak mierzący również 2096 m n.p.m. Na Ciemniaku główna grań Tatr Zachodnich załamuje się na południe, w kierunku Tomanowego Wierchu Polskiego.

Tomanowy Wierch Polski (ten za nami), a na prawo od niego Smreczyński Wierch.

Z Ciemniaka widać Krzesanicę z jej zdradliwymi północnymi zboczami,
za którą wyłania się Małołączniak (kopuła szczytu po lewej).

Wśród skałek Ciemniaka odnajdujemy okazy roślinności...


O godzinie 12.00 schodzimy z Ciemniaka na Mułową Przełęcz (2067 m n.p.m.). Począwszy od szczytu Ciemniaka trasa naszej wędrówki biegnie wzdłuż granicy polsko-słowackiej. W oczach rośnie potężna Krzesanica. Zbliżamy się do krawędzi urwiska opadającego do Mułowej Doliny, ciągnącego się przez całą szerokość Krzesanicy. Od jej wierzchołka urwisko to ma około 200 metrów wysokości. Widok ten wyzwala wiele emocji, zionie gwałtownością i nieobliczalnością, ale nie jest to jedyne oblicze Krzesanicy. Od wschodu i zachodu łagodzą je dwaj jej synowie - Małołączniak oraz Ciemniak z którego schodzimy, natomiast od południa jej natura emanuje łagodnością i potulnością.

To od północnej ściany, która zwana jest krzesaną pochodzi jej nazwa. Walery Eljasz-Radzikowski w 1891 roku napiisał o niej: „Krzesanica ze ścianą od północy gdyby skrzesaną i stąd tak nazwana”.

Ciemniak widziany ze zbocza Krzesanicy.

O godzinie 12.10 szczęśliwie zdobywamy szczyt Krzesanicy (słow. Kresanica). Rozciąga się z niego nieprzeciętny widok na wszystkie strony. Tatry Zachodnie osaczają nas z każdej strony. Chyba widać stąd większość ich szczytów. Ślicznie też prezentują się Tatry Wysokie, w które wbiega główna grań Tatr Zachodnich. Nie można nie wspomnieć o Gubałówce, Gorcach i ciągnącej się hen Kotlinie Nowotarskiej. Wypatrzeć też można Babią Górę, Policę. Na południu panoramę wieńczą Niżne Tatry. W tym zachwycie o mały włos pominęli byśmy pasące się kozice na zboczach najwyższego z Czerwonych Wierchów.

Na Krzesanicy (2122 m n.p.m.).

Widok z Krzesanicy na Babią Górę i Pilsko.

O 12.25 zaczynamy schodzić ze szczytu Krzesanicy. Niebo mamy jeszcze trochę zachmurzone, ale nie ujmuje to już w żaden sposób rozmachu z jakim Krzesanica prezentuje nam to co ją otacza i nad czym góruje. Nawet Tatry Wysokie wydają sie stąd być u jej stóp, ale wiemy, że to tylko fantasmagoria wyzwalana z Krzesanicy. Schodząc ze szczytu cały czas napawamy się tym widokiem, bo mamy go teraz cały czas przed sobą.  Upiększa go coraz większy błękit nieba.

Schodzimy na Litworową Przełęcz, 2037 m n.p.m.  po czym wspinamy się na Małołączniaka (słow. Malolúčniak). Na szczycie jesteśmy o 12.50. Na jego szczyt poza naszym czerwonym szlakiem, prowadzi również niebieski z Doliny Małej Łąki. Podobnie jak wcześniejsze szczyty, również Małołączniak oferuje bogate i rozległe widoki. Bardziej okazale prezentują się szczyty Tatr Wysokich, przed nimi Kasprowy, świetnie też wygląda Giewont, a wszystko co rozciąga się przed nimi na północ uderza swoją rozciągłością.

Na Litworowej Przełęczy (2037 m n.p.m.)

Na szczycie Małołączniaka (2096 m n.p.m.).

Leżymy na trawiastym zboczu Małołączniaka delektując się otaczającą panoramą, której spektakularność każe zastanowić się czy to nie miraż. Wdychamy głęboko soczyste powietrze, przymykamy na chwilę oczy, ale nie na długo, by nie zapaść w niebiańską drzemkę. Zastanawiamy się co sprawia, że Czerwone Wierchy mienią się o tej porze roku czerwonością. Zwróciliśmy uwagę na wiele roślin rosnących przy szlaku, ale były to pojedynczo rosnące okazy. Pospolicie występuje tu kilka roślin tworzących czerwieniejącą murawę, a jej głównym sprawcą są gęste kępki Sit skucina (Juncus trifidus). Jest to roślina, która jesienią, a często już w połowie lata przebarwia się na czerwono.

Na trawiastym zboczu Małołączniaka.

Panorama z Małołączniaka (od lewej: Butorowski Wierch i Gubałówka).

Gubałówka (1126 m n.p.m.),
przekaźnik RTV RTON Gubałówka z masztem o wysokości 102 m.
Sit skucina (Juncus trifidus).

Koniec leżenia na trawiastym zboczu Małołączniaka.

Kopa Kondracka widziana od strony Małołączni​aka, a na ostatnim planie piętrzą się Tatry Wysokie.


Zbliżenia na pobliskie szczyty Tatr Zachodnich

Kasprowy Wierch.

Giewont.
Zbliżenia na szczyty Tatr Wysokich

Świnica.

Granaty.

Mija 13.30, gdy podrywamy się do dalszej wędrówki. Schodzimy na Małołącką Przełęcz (1924 m n.p.m.). Pół godziny później jesteśmy już na Kopie Kondrackiej (słow. Kondratova kopa), sięgającej 2005 m n.p.m.), która jest już ostatnim szczytem Czerwonych Wierchów na trasie naszej wędrówki. Znów mamy przepiękne widoki, nieprzyzwoicie pociągające, wręcz obezwładniające, co sprawia, że zasiadamy na  wschodnich zboczach Kondrackiej Kopy, wpatrzeni w Tatry Wysokie, w przejeżdżające wagoniki kolejki między Kuźnicami, Myślenickimi Turniami i Kasprowym Wierchem,. Okazale widać stąd Dolinę Kondratową z Halą Kondratową na której stoi schronisko. Z odleglejszych widoków dostrzec można Trzy Korony, za którymi horyzont zamyka Beskid Sądecki.

Podejście na Kondracką Kopę, z tyłu wznosi się Małołączniak.

Na szczycie Kondrackiej Kopy (2005 m n.p.m.).

Dolina Kondratowa (widok z Kondrackiej Kopy).



Z odleglejszych widoków dostrzec można Trzy Korony.

O godzinie 14.20 wstajemy kierując się już niestety ku dolinom. Schodzimy na Przełęcz pod Kopą Kondracką (słow. Kondracké sedlo), na wysokość 1863 m n.p.m. Tam dosznurowujemy buty, bo dalsze zejście jest dość strome. Za zielonymi znakami kierujemy się do Doliny Kondrackiej. Schodzimy po kamiennej ścieżce z mnóstwem krótkich zakosów. Giewont całą swoją szerokością rośnie ponad nami, bo uskrzydleni wspaniałymi przeżyciami gibko pokonujemy kamienne stopnie, obniżając wysokość. Ten slalom do nieodległej Doliny Kondratowej nie jest jednak krótki i zajmuje nam blisko 40 minut. Ścieżka zaczyna już biec prawie płasko na wskroś przez Halę Kondratową - miłą sercu każdego miłośnika Tatr - zarówno pamiętającego ją od lat dziecinnych Zakopianina -  jak i przybysza ze stron dolinnych - jak pisał o niej w 1948 roku Tadeusz Zwoliński.

Schodzimy na Przełęcz pod Kopą Kondracką.

Na Przełęczy pod Kopą Kondracką (1863 m n.p.m.).

Myślenickie Turnie (widok z zejścia z Przełęczy pod Kopą Kondracką).

Wielki i Długi Giewont (widok z zejścia z Przełęczy pod Kopą Kondracką).

Kasprowy Wierch (widok z Doliny Kondratowej).

Na niższej części Hali Kondratowej, na wysokości 1333 m n.p.m. stoi niewielkie schronisko. Docieramy do niego o godzinie 15.30. Schodzą się przy nim szlaki z Czerwonych Wierchów i Giewontu. Po 15-minutowej przerwie kierujemy się niebieskim szlakiem do Kuźnic. Z Kondratowej Polany wchodzimy w gęsty las. Schodzimy wygodną drogą, przeważnie dość łagodną. Tylko przez krótki odcinek szlak opada ostrzej po kamiennych głazach.

Schronisko Górskie na Hali Kondratowej (1333 m n.p.m.).

O godzinie 16.10 wchodzimy na Polanę Kalatówki, gdzie nasz szlak rozwidla się. Jak ktoś chce zahaczyć o hotel górski skręca na lewo, jeśli nie idzie w prawo. Wybieramy pierwszy wariant. Ścieżka delikatnie wznosi się w górę, dając nam znakomite widoki na Myślenickie Turnie. O godzinie 16.15 doprowadza nas pod progi Hotelu Górskiego PTTK Kalatówki, położonego na wysokości 1198 m n.p.m. Zaglądamy na kilka minut do jego wnętrza, zaopatrując się w pamiątkowe pieczęcie w książeczkach GOT, po czym ruszamy dalej.

Kasprowy Wierch z Polany Kalatówki.

Hotel Górski na Kalatówkach (1198 m n.p.m.).

Dalsza droga jest brukowana granitowymi kamieniami tworzącymi tzw. „kocie łby”. Nadaje się ona dla ruchu pojazdów samochodowych, ale wjazd na nią jest możliwy wyłącznie po uzyskaniu specjalnego zezwolenia. Drogą tą wchodzimy z powrotem do lasu. Przy klasztorze Albertynek wraca do nas odnoga niebieskiego szlaku, omijająca hotel górski na Polanie Kalatówki. Dziesięć minut później przechodzimy pod linami kolejki na Kasprowy Wierch i zaraz potem kończymy trasę w Kuźnicach.

O godzinie 16.50 kończymy wspaniałą wędrówkę, nasze wspólne rendez-vous z górami. Nasyceni górskim powietrzem, pięknymi panoramami i niezapomnianą przygodą, wracamy. Troszeczkę zasmuceni, że już się skończyła, ale tylko troszeczkę, bo w zasadzie ogarnia nas poczucie szczęśliwości ze spędzonego czasu, kolejnego wspólnie przeżytego dnia.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas