OPIS:

W objęciach zauroczenia i nostalgii 

Spojrzenie przez okno. Wita nas tak jak wczoraj - piękna pogoda, najprawdziwsza zima i potężne Tatry. Widok taki radość przynosi, ale i żal, bo to dziś dzień ostatni naszego pobytu w Bukowinie Tatrzańskiej. Trzeba będzie pożegnać się z piękną, białą zimą.

Widok z okna o poranku.




Pozostał Jeszcze tylko jeden dzień narciarskiej przygody na stoku „U Andrzeja”. Przyzwyczailiśmy się do niego i jakoś nie chce się nam go zmienić na inny, tym bardziej, że wypożyczony sprzęt jest też stąd i wygodniej będzie go zwrócić.






Tutaj w górach przekonaliśmy się, że narciarstwo to nie tylko sport, ale też znakomita forma aktywnego wypoczynku, umożliwiająca utrzymanie kondycji zimą. To również kontakt z naturą, wytchnienie od codzienności, napływ pozytywnej energii i witalności.

Szkoda, że obecne warunki klimatyczne (globalne ocieplenie) nie sprzyjają narciarzom. Przecież jeszcze nie tak dawno na narty można było wskoczyć niemal za progiem domu. Śniegu było wszędzie dostatek, a fakt ten wcale nie zaskakiwał drogowców. Jeśli w góry nie dało się jechać, to o ile w pobliżu była jakaś górka, to po prostu brało się narty i wychodziło na zewnątrz, wpinało narty i niczym skitourem (kto wtedy słyszał o takiej formie narciarstwa?) zmierzało się na pobliskie wzniesienie. Nie było co prawda na nim wyciągu, ale w niczym to nie przeszkadzało, bo przecież ogólnie znana była technika podchodzenia tzw. „jodełką” lub bokiem w górę stoku.

O czym myśli człowiek, który na nowo odkrywa w sobie pasję narciarstwa? Napewno o tym ile kosztuje teraz sprzęt do jego uprawniania.-:) Widząc też jak daleko w ostatnich latach posunęła się technika jazdy na nartach, zastanawia się też o tym jak szybko można nadgonić zaległości.

Stok „U Andrzeja” (powyżej widać budynek nowego kościoła w Bukowinie Tatrzańskiej).

Niepowtarzalny klimat Bukowiny Tatrzańskiej pozostanie na zawsze w pamięci. Pokrzepił, a jednocześnie ożywił dawne wspomnienia. W blasku zachodzącego słońca żegnamy Bukowinę Tatrzańską.


OPIS:

Bukowiańskie historie

Budzi nas znowu rześki, słoneczny poranek. Do naszego pokoju wpadają jaśniejące nitki promieni słonecznych. Za oknem rozciąga się piękna panorama zwieńczona ostrymi wierzchołkami Tatr. Ponad nimi, ale tylko kilka centymetrów od okna, jakby w przeciwwadze do górskich szczytów, zwisają imponujące lodowe sople, mieniące się blaskiem przenikającego blasku słonecznego.

Za oknem świta.

Poranek (z prawej widać Giewont).


Dzień rozpoczynamy przechadzką po Bukowinie Tatrzańskiej. Naszą pozycją startową jest Klin. Stąd najpierw schodzimy w kierunku południowo-zachodnim do zacisznego miejsca otoczonego lasami, gdzie niedawno otwarto kompleks basenów termalnych. Potem wracamy na Klin i schodzimy w dół wioski ulicą Kościuszki. Mijamy szereg drewnianych pensjonatów i jedną z największych w Polsce budowli drewnianych, w której mieści się Bukowiańskie Centrum Kultury. Poza sezonem zimowym odbywają się w nim słynne imprezy folklorystyczne: cykliczny (od 1973 roku) Góralski Karnawał oraz słynne Sabałowe Bajania z legendami i opowieściami o diabłach, duchach, zbójnikach, a także autentyczne opowieści o ludziach. Organizowane są tu również występy zespołów góralskich oraz przedstawienia teatralne w gwarze góralskiej, grane przez miejscową amatorską grupę teatralną.

Idziemy niżej w dół Bukowiny Tatrzańskiej mijając liczne wille i pensjonaty turystyczne, dzięki którym i napływającym do nich turystom Bukowina zmieniała przed laty swoje oblicze. Wcześniej życie wyglądało tu zupełnie inaczej i nie było łatwe. Niewiadomo kiedy dokładnie pojawili się tu pierwsi osadnicy, ale napewno była to jedna z ostatnich wsi jaka zawiązała się na Podhalu. Przypuszczalnie pierwsi zarębnicy zaczęli karczować tutejsze lasy na początku lat dwudziestych XVII wieku, ale surowy lokalny klimat oraz niedostępność okolic z powodu braku dróg nie sprzyjał rozwojowi osady. Ludzie żyli tu w biedzie, nie było pracy, ziemia była nieurodzajna, a klęski żywiołowe często niszczyły plony i dorobek. Dlatego też na przełomie XIX i XX wieku tutejsi osadnicy zaczęli masowo migrować za pracą. Wyjeżdżali za nią nie tylko do pobliskich miejscowości, ale również za ocean do odległej Ameryki.

Wtedy też jednak Bukowina zaczęła się zmieniać. Powstaje drewniany kościół, dzięki uporowi tutejszego gazdy Jędrzeja Kramarza, górala niezwykle wszechstronnego, który podczas budowy był jednocześnie cieślą, stolarzem, kowalem, a nawet rzeźbiarzem. Sam wyrzeźbił ołtarz i dwie figury: Serca Pana Jezusa i Serca Matki Bożej, które obecnie znajdują się po obu stronach wejścia do tego kościoła. Budowa kościoła trwała aż 20 lat.

Od razu po wybudowaniu kościoła mieszkańcy Bukowiny zaczęli czynić starania o proboszcza parafii. W roku 1900 przybywa tu ksiądz Walenty Gadowski, osoba niezwykle barwna, znana nie tylko jako orędownik życia religijnego duchowego, ale również jako miłośnik gór. Każdy współczesny pasjonat górskiej wędrówki zapewne zna tą postać, wszak to istna legenda, współtwórca słynnej Orlej Perci, zdobywca i traser wielu wejść wspinaczkowych na najwyższe szczyty Tatr. Swojej górskiej pasji oddawał się niemal do końca swoich dni. Jeszcze w 1949 roku, mając lat 88, był pieszo na Kasprowym Wierchu i Giewoncie.

To właśnie w osobie księdza Walentego Gadowskiego Bukowianie postrzegali pierwszego proboszcza parafii i wybudowali mu willę zwaną „Primula”. Była zarazem pierwszą willą w wiosce. Jednak historia potoczyła się inaczej i proboszczem został kto inny, a ksiądz Gadowski, po dwóch latach pobytu w Bukowinie wyruszył wraz ze słynnym Klimkiem Bachledą i kilkoma innymi bardziej lub mniej znanymi góralami wytyczać szlak Orlej Perci. Willa „Primula” pozostała jednak do dziś. Niedługo po niej pojawiać zaczęły się inne. Zaczęli pojawiać się coraz liczniejsi letnicy, a wśród nich m.in. pisarz Andrzej Strug i późniejszy naczelnik państwa, Józef Piłsudski. Zmieniał się charakter Bukowiny, która stawała się popularnym w Polsce ośrodkiem letniskowym, turystycznym i narciarskim, czyli takim jakim jest obecnie. Z biednej osady Bukowina Tatrzańska przeobraziła się na siedzibę gminy.

W 1982 roku na placu obok drewnianego kościoła, wybudowano nowy o nowoczesnej sylwetce z żelbetu, marmuru i szkła, oczywiście o sylwetce idealnie zharmonizowanej z góralską kulturą. W 1994 roku budynek starej świątyni został wpisany w rejestr zabytków, uchroniony tym samym od rozbiórki. Daje on dziś świadectwo religijności ludu podhalańskiego. Stoi również willa „Primula”, po drugiej stronie drogi naprzeciwko kościoła.

Dzisiejsza Bukowina, to zapewne osada o jakiej śnili jej pierwsi osadnicy, piękna tatrzańska wioska, o której śpiewano do nut przyśpiewki:
Z bukowiańskich wierchów – tatrzańskie widoki,
drugik takik ni ma – jako świat syroki.
Ej, wy dalekie miasta, dalekie dziedziny,
Niek  do wos doleci śpiywka z Bukowiny.
Przy nowym kościele kończymy spacer po Bukowinie Tatrzańskiej, a po nabożeństwie wracamy na stok „U Andrzeja”. Oddajemy się ponownie narciarstwu, przypominając sobie młodzieńczy zapał do jego uprawiania. Dzisiejszy dzień pozostanie również niezapomniany z powodu debiutu narciarskiego Doroty. Pierwsza próba zjazdu lekką nie była, ale jak to się mówi: pierwsze koty za płoty  i... po kolacji, sami we dwoje urządzamy sobie z Dorotą wieczorny spacer na nartach po Wierchu Kurucowym. Niczym skitourowcy przemierzamy po nieprzetartych szlakach ośnieżonych pól i wydeptanych ścieżkach. Bukowina Tatrzańska urzeka nas również po zmroku. Z Wierchu Kurucowego nawet w ciemności rozciąga się wspaniała panorama na Bukowinę Tatrzańską i znajdującą się w niej gęstą sieć stoków narciarskich, rozświetloną o tej porze blaskiem sztucznego światła, które odbijając się od ich powierzchni tworzy nad wioską niesamowitą, jasną poświatę. W tak cudownym nastroju zjeżdżamy do naszego pensjonatu, by zapaść w głęboki sen.




Panorama na Kurucowy Wierch ze stoku „U Andrzeja”.
OPIS:

W poszukiwaniu zimy

Kiedyś to zimy były naprawdę srogie. Śnieg jak spadł na początku grudnia, tak bez problemów utrzymywał się często do wczesnej wiosny, i wcale nie trzeba było szukać go w górach. W nocy z 5 na 6 grudnia tradycyjnie wyglądało się sań  ciągniętych przez zaprzęg reniferów, a na nich Świętego Mikołaja z prezentami. Zwykle jednak przysypiało się, ale mimo tego prezenty jakimś tajemniczym zrządzeniem zawsze trafiały pod poduszkę lub w inne specjalnie przygotowane miejsce. Gdy jednak było nam dane osobiście spotkać się ze Świętym Mikołajem, to ze świadomością, że musiał przebyć szmat drogi pośród zasp śnieżnych lub pryzm odgarniętego śniegu. Był to przecież tak zwyczajny widok na terenie całego kraju. To typowe dla nas wyobrażenie okresu mikołajowego, jak też całego okresu zimowego chcielibyśmy przekazać naszym dzieciom, ale nie jest to proste, bo panuje obecnie totalna bezśnieżność.

Jakąż naturalność miały dla nas słowa wiersza Marii Konopnickiej, będącego zarazem tekstem przedszkolnej piosenki. W repertuarze przedszkolnym znajduje się ona do dziś, choć przeważnie oddaje iluzoryczny wizerunek zimy.
Zima zła

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
mroźnym śniegiem w oczy prószy,
wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
w ręku gałąź oszroniała,
a na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
dalej śnieżkiem w plecy zimy,
niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!

No cóż... dzisiaj raczej w ręce chuchać nie musimy. Personifikacja zimy ubranej w długą białą płachtę i trzymającej w ręku zmarzniętą, oszroniałą gałązkę, w ogóle nijak nie pasuje do obecnie panującej, bo choć to już koniec grudnia, to w rodzinnych, podkrakowskich stronach śniegu nie ma nawet krzty. Niedługo to będzie trzeba dzieciom opowiadać, jak to zima kiedyś wyglądała, a śnieg będziemy oglądali jedynie gdzieś wysoko w górach.


Zimy zapisanej przed laty w naszej pamięci pozostało nam poszukać w górach. Jechać musieliśmy spory kawałek, aby napotkać pierwsze prawdziwe symptomy zimy. Dopiero gdzieś za Nowym Targiem przy drodze pojawił się poważniejszy śnieg. Przemieszczaliśmy się dalej zyskując na bezwzględnej wysokości nad poziomem morza. Przed Białką Tatrzańską śnieg zaczął zalegać powszechnie i wtedy brat zmniejszył prędkość swojego pojazdu. Wówczas też pomyślał, że może być kiepsko, bo nie mamy łańcuchów na koła. Niebawem jego przemyślenia urzeczywistniły się. Za Białką Tatrzańską skręciliśmy na podrzędną drogę prowadzącą do miejsca naszego zakwaterowania, na której po chwili stromego podjazdu auto zaczęło buksować w miejscu. Na dodatek jego tył lekko zarzuciło na barierkę okalającą drogę. Każda próba jazdy w górę kończyła się fiaskiem, a nierówność drogi jeszcze bardziej znosiła tył pojazdu na przydrożną metalową barierę. Śliska nawierzchnia uniemożliwiała dalszą jazdę do przodu. Odwrót był nieunikniony, ale też bardzo trudny. Nie było mowy o zawróceniu, bo droga była bardzo wąska. Zarzucony na barierkę tył pojazdu nie pozwalał również na jazdę tyłem z powrotem w dół. Musieliśmy wcześniej ręcznie nadrzucić tyłu pojazdu na oś drogi. W operacji tej niezwykle ważna była umiejętność skoordynowanego kierowania autem przez naszego kierowcę. Operacja ta udała się i powolutku wróciliśmy na drogę wojewódzką nr 960. Morał z tego taki: bez łańcuchów nigdy zimą samochodu nie zabieraj w góry.

Drogą tą wjechaliśmy do centrum Bukowiny Tatrzańskiej. Następnie dojechaliśmy do górnej części Bukowiny, zwanej przez górali Klin, gdzie rozchodziły się drogi do Poronina, do Jurgowa i przez Łysą Polanę do Morskiego Oka. Kiedyś podróżni zatrzymywali się tu na popasy i noclegi, i wynajmowali przewodników i fiakrów, i stąd dopiero wyruszali dalej do Morskiego Oka. My natomiast musimy jakoś trafić na Wierch Kurucowy. Na Klinie skręcamy na ul. Wierch Olczański, a dalej w prawo na ul. Międzywierchową i znów w prawo na ul. Kurucowy Wierch. Pozostał jeszcze krótki podjazd i jesteśmy na miejscu.

Bukowina Tatrzańska rozkłada się szeroko na grzbietach kilku wzgórz porozdzielanych potokami, zwanych przez górali Wierchami, wchodzących w skład Pogórza Spisko-Gubałowskiego. Położona jest u stóp Tatr na wysokościach 860-1000 m n.p.m. Widać stąd cały ośnieżony łańcuch Tatr, ze wschodu na zachód. Widok ten robi nieprawdopodobne wrażenie. Do tego jeszcze ta cisza i spokój. Trudno się dziwić góralom, którzy upatrzyli sobie to miejsce i właśnie na wierchach porozrzucali swoje chaty i domy. Bukowina Tatrzańska to miejscowość o dobrze zachowanych tradycjach góralskich. Wręcz pachnie wokół żywym, tradycyjnym folklorem i rzemiosłem. Choć „lud tu twardy jak skała, mocniyjsy jak smyreki...” - jak mawiał rodowity Bukowianin Józef Pitorak - „...obycaji góralskik nie popuści na wieki”.

Domy na Kurucowym Wierchu.

Obecnie na terenie Bukowiny Tatrzańskiej funkcjonuje wiele wyciągów narciarskich (ponad 20), aż korci człowieka, żeby spróbować się na nartach. Zdaje sie, że minęło ćwierć wieku od ostatniego razu - aż wierzyć się nie chce, że aż tyle - ale może nart (podobnie jak pływania) nie zapomina się. Jak nie spróbuję to się tego nie dowiem.

Po zainstalowaniu się na kwaterze, ruszyliśmy na objazd wierchów Bukowiny Tatrzańskiej. Tyle tu stoków narciarskich, co prawda małych, ale w sam raz by się sprawdzić. Przejechaliśmy obok większości z nich, aż w końcu zatrzymaliśmy się nieco poniżej kościoła, przy jednej z łatwiejszych tras. z wyciągiem orczykowym „U Andrzeja”. Trasa ta wytyczona została w linii prostej po zboczu opadającym na północny zachód, do Odewsiańskiego Potoku.

„U Andrzeja”.

Bez zwłoki - najpierw ruszyliśmy (a właściwie tylko ja) do wypożyczalni sprzętu, a potem na stok. W międzyczasie Dorota z bratową, urzeczone tutejszą klimatycznością, zasiadły w pobliskiej bazie gastronomicznej, skąd mogły bacznie obserwować poczynania swoich ulubieńców.



W Bukowinie Tatrzańskiej ruch narciarski jest nietypowy - najpierw człowiek zjeżdża, a potem wyciąga się. Wynika to z lokalizacji miejscowości i dróg poprowadzonych grzbietami wierchów. Zaliczam pierwszy zjazd... dość statyczny i w lekkim stresie, ale zaskakuje mnie, bowiem okazuje się, że nart faktycznie nie zapomina się. Przy drugim zjeździe pozwalam sobie na więcej. Trzeci zjazd to powrót pewności siebie i pozwalam sobie na więcej dynamiki. Jest ok! Następuje napływ satysfakcji i uczucia pełnej przyjemności z jazdy na nartach, któremu nawet dżinsy nie przeszkadzały, choć nieco krępowały swobodę ruchów. Mój pierwszy karnet 10-zjazdowy szybko skończył się, ale nikt nie musiał mnie namawiać by dokupić nowy, potem kolejny, i jeszcze kolejny, i jeszcze, i jeszcze...



Stok „U Andrzeja”, a za nim wznosi się Kurucowy Wierch.

Stok jak na początek okazał się w sam raz. Niedługi, bo liczący tylko 300 m. Z lekkim nachyleniem, oznaczonym niebieskim stopniem trudności. Jednak, gdyby na bardziej stroma końcówka stoku, zapewne oznaczony byłby zielonym stopniem trudności. Trasa dobra dla początkujących i średniozaawansowanych.


Nadchodził zmrok i czas obiadokolacji. Trzeba było zakończyć narciarską przygodę, ale nart ani nie myślałem jeszcze oddawać do wypożyczalni.

W kwaterze po posiłku następuje krótka narada z grupą znajomych, przybyłą tu w międzyczasie, z naszych rodzinnych stron. Plan jest krótki: wieczorna wędrówka górska po usypiającym się Kurucowym Wierchu, w kierunku Bacówki „U Malorza”. Tą piękną, stylową bacówkę widzieliśmy już w dzień, ale nie spodziewaliśmy się, że jej wnętrze przepełnione jest najprawdziwszą sztuką góralską. Nie wiedzieliśmy, że jej szefem jest uznany rzeźbiarz. Fantastyczna atmosfera, wykwintna grupa znajomych, znakomite jadło i doborowy grzaniec sprawił, że wizyta „U Malorza” była świetnym odpoczynkiem od białego szaleństwa.

Witojcie „U Malorza”.
Miejscie do siedzenia przed bacówką z niezwykłym oparciem.

MAPA TRAS:

Trasa/Wyciąg
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
 Centrum
1
 Smyk
400 m 
70 m 
2
 U Andrzeja
350 m 
60 m 
3
 Na Odewsiu
320 m 
53 m 
 Olczański Wierch
4
 Pod Trafem
240 m 
40 m 
5
 Linka
70 m 
- m 
6
 Przy Kolibie
320 m 
50 m 
7
 Wierch Olczański
300 m 
50 m 
8
 UFO
320 m 
65 m 
9
 Halny
320 m 
60 m 
10
 Zwyrtlik
400 m 
90 m 
11
 Mały Kasprowy
400 m 
90 m 
12
 Turnia
400 m 
90 m 
13
 Bartek
370 m 
50 m 
14
 Wierchy
350 m 
72 m 
 Wysoki Wierch
15
 Na Wysokim Wierchu
500 m 
60 m 
16
 Niedźwiadek
524 m 
60 m 
17
 Wysoki Wierch
350 m 
60 m 
18
 Ku Dolinie
400 m 
60 m 
 Głodówka
19
 Brzegi-Głodówka
400 m 
- m 
20
 Głodówka
350 m 
- m 
21
 Głodówka
350 m 
- m 
 Wierch Szymkówka
22
 Juhas, Polana Szymkówka
350 m 
65 m 
23
 Baca, Polana Szymkówka
700 m 
125 m 



Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas