Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyżyna Krakowsko-Częstochowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyżyna Krakowsko-Częstochowska. Pokaż wszystkie posty
Zabójstwo następcy tronu Austro-Węgierskiego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga i jego małżonki dokonane 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie przez serbskiego zamachowca wywołało ciąg wydarzeń, który doprowadził do wybuchu Wielkiej Wojny. Miesiąc po zamachu rząd austriacki mając informacje o tym, że rząd serbski był inspiratorem zamachu wypowiada wojnę Królestwu Serbii, co zapoczątkowuje kolejne działania ze strony innych państw wynikające ze złożonego systemu sojuszy międzynarodowych. Dzień później Rosja zarządza mobilizację militarną, a Niemcy domagają się odwołania tej mobilizacji i stawiają Rosji ultimatum, grożąc wypowiedzeniem Rosji wojny. W odpowiedzi na to także Francja ogłasza mobilizację. W związku z odrzuceniem ultimatum przez Rosję, Niemcy wypowiadają jej wojnę, a dwa dni później również Francji, na którą rozpoczynają inwazję przemieszczając wojska przez terytorium Belgii bez jej zgody, a więc naruszając jej neutralność. To z kolei zmusza Anglię do wypowiedzenia wojny Niemcom. Niemcy zaś wypowiadają wojnę Belgii. W niedługim czasie stronami konfliktu stają się inne państwa, położone nawet daleko od Europy jak np. Japonia mająca umowę sojuszniczą z Austro-Węgrami. Dawny świat nigdy wcześniej nie stanął w obliczu dramatycznych zmagań wojennych na tak szeroką skalę.

Mapa Europy w przeddzień wybuchu Wielkiej Wojny nie przypomina tej współczesnej. W środkowej części nie widać wielu państw, które pojawiły się po jej zakończeniu, a tylko kilka ogromnych mocarstw. Terytoria trzech mocarstw przysłaniają dawne polskie ziemie, znajdujące się od ponad 100 lat pod ich zaborem. Jednak mimo tak długiego czasu marzenia Polaków na odzyskanie niepodległości wciąż są żywe. Nadzieje na niepodległą Ojczyznę rozbudził wybuch konfliktu w Europie, szczególnie w Małopolsce, a przede wszystkim w Galicji Zachodniej, skąd Polacy wcieleni do armii austriackiej mogli wyruszać na bój nie tylko pod sztandarami austro-węgierskimi, ale również biało-czerwonymi przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego. Nikt jednak wówczas nie przypuszczał, że czas wojny przeciągnie się na ponad cztery lata.

Legioniści Piłsudskiego.
Legioniści Piłsudskiego.

W dniu 3 sierpnia 1914 roku kiedy Austro-Węgry wypowiadają wojnę Rosji, w Krakowie Józef Piłsudski tworzy Pierwszą Kompanię Kadrową , która daje zalążek Legionom Polskim, pierwszej od czasów powstania styczniowego formacji wojskowej. Dzięki napływowi ochotników Legiony Polskie rosły w siłę. W początkowym okresie wojska austrowęgierskie w starciach z wojskami rosyjskimi notowały szereg niepowodzeń, w wyników których front walk przesunął się w okolice podkrakowskich wiosek. W ręce rosyjskie wpadła znaczna część Galicji. Ofensywa rosyjska została zatrzymana dopiero pod Krzywopłotami, gdzie na bagnach między Bydlinem a Załężem w dniach 16-19 listopada toczyła się bitwa, w której starli się polscy legioniści i oddziały carskiej armii. Pokonane w tej bitwie wojska rosyjskie musiały po raz pierwszy cofnąć się na wschód.

Fragment makiety przedstawiającej bitwę pod Krzywopłotami.
Fragment makiety przedstawiającej bitwę pod Krzywopłotami.

Mapa bitwy pod Krzywopłotami wykonana przez jednego z uczniów szkoły w Bydlinie.
Mapa bitwy pod Krzywopłotami wykonana przez jednego z uczniów szkoły w Bydlinie.

Gawra.
Gawra.

Wnętrze gawry.
Wnętrze gawry.


Jednym ze strategicznych punktów tamtej bitwy było wzgórze Świętego Krzyża ze starymi ruinami kościoła Świętego Krzyża. Na wzgórzu tym zachowały się jeszcze okopy z okresu bitwy pod Krzywopłotami. U podnóża zaś znajduje się cmentarz, na którym góruje krzyż z kamienia ciosowego, wysoki na 7 metrów, upamiętniający poległych w boju 44 legionistów Józefa Piłsudskiego. Na  tablicy wyryta jest treść:
Ty Panie, który z wysokości
Patrzysz jak giną Ojczyzny obrońce,
Prosimy Ciebie, przez tę garstkę kości,
Zapal przynajmniej na śmierć naszą słońce,
Niechaj dzień wyjdzie z jasnej niebios bramy
Niechaj nas, Panie, widzą gdy konamy.
Na marmurowych płytach wyryte są nazwiska poległych. W innej kwaterze cmentarza spoczywają żołnierze austriaccy i rosyjscy.

Krzyż upamiętniający poległych w boju 44 legionistów Józefa Piłsudskiego.
Krzyż upamiętniający poległych w boju 44 legionistów Józefa Piłsudskiego.

W tym roku wypada 100-lecie bitwy Legionów Józefa Piłsudskiego pod Krzywopłotami. Wokół krzyża na cmentarzu w Bydlinie zgromadzili się licznie Ci, dla których pamięć tych bohaterów nie jest obojętna. Również dla nas ten dzień stał się okazją uczczenia ofiar Wielkiej Wojny i odwiedzenia tego miejsca, znanej areny tamtego konfliktu.

W Bydlinie, gdzie uczestniczyliśmy w obchodach 100-lecia bitwy pod Krzywopłotami, doświadczyliśmy lekcji patriotyzmu i historii. Poznaliśmy ludzi, dla których patriotyzm jest czymś zwyczajnym i naturalnym, a nie wymuszonym gestem. Uzewnętrznia się on bez barier pokoleniowych w mieszkańcach tutejszych wiosek. Jest on równie silny wśród młodego pokolenia, co widać żywo w murach szkoły w Bydlinie, gdzie znajduje się biblioteka i izba pamięci z licznymi pamiątkami, kroniką oraz historycznymi zapiskami dotyczącymi tego terenu. Nosi ona imię Legionistów Józefa Piłsudskiego.

Przed szkołą z mieszkańcami Bydlina.
Przed szkołą z mieszkańcami Bydlina.
Przed nami (od lewej) stoją: Krzyś, Jagoda i Filip, którzy za chwilę będą witać Legionistów.

Józef Piłsudski.
Na czele szwadronu przybywa Józef Piłsudski.

Przed szkołą w Bydlinie mieszkańcy witają Legionistów, przybyłych pod komendą Józefa Piłsudskiego. Szczególna rola przypadła Krzysiowi, Jagodzie i Filipowi, reprezentującym najmłodsze pokolenie wioski. Po powitaniu ruszamy za szwadronem legionowej kawalerii przy dźwiękach pieśni legionowej w kierunku bydlińskiego cmentarza. Tam nad mogiłą Legionistów odbywa się uroczystość celebrowana przez Biskupa Diecezji Sosnowieckiej, a po niej apel poległych zakończony salwą honorową Kompanii Honorowej Wojska Polskiego. Na koniec wracamy do szkoły, by wysłuchać spektaklu poetycko-muzycznego w wykonaniu jej uczniów oraz występu zespołu Ziemia Kluczewska.

Powitanie Legionistów.
Powitanie Legionistów.

Za szwadronem legionowym.
Za szwadronem legionowym.

Cmentarz w Bydlinie.
Cmentarz w Bydlinie.

Cmentarz w Bydlinie.
Cmentarz w Bydlinie.

Salwa honorowa.
Salwa honorowa.

Składanie wieńców pod krzyżem.

Szkołę Podstawową im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Bydlinie otwarto w roku szkolnym 1938/39. Została ona wybudowana z inicjatywy Marszałka Piłsudskiego za pieniądze legionistów, którzy pragnęli pozostawić po sobie żywy pomnik - pamiątkę przekazującą młodym pokoleniom tradycje i patriotyzm.

Ekspozycja „Szkolne dzieje atramentem pisane”.
Ekspozycja „Szkolne dzieje atramentem pisane”.

Spektakl poetycko-muzyczny.
Spektakl poetycko-muzyczny.

Dzień ten był dużym przeżyciem dla nas. Czujemy też dużo satysfakcji, że choć w taki sposób, poprzez udział w uroczystościach mogliśmy złożyć hołd ku pamięci poległych Legionistów i tradycji walki o niepodległość ojczyzny. Pamięć czasu wojny i jej ofiar jest zawsze aktualna, bo ta odstrasza przed widmem kolejnej.


Pośród lesistych wzniesień Jury Krakowsko-Częstochowskiej, na Szlaku Orlich Gniazd leżą Rodaki. Najstarsze podania o wsi Rodaki pochodzą z 1386 roku i mówią o królewskich wsiach: Rodaki i Klucze. Podczas I wojny światowej przez wieś przebiegał front wojenny. Przemieszczali się tędy Legioniści Piłsudskiego, a wśród nich malarz Wojciech Kossak - jako żołnierz armii austriackiej. Zatrzymali się tutaj przy figurze św. Antoniego Padewskiego. Kossak uwiecznił tamten dzień na swych obrazach, przedstawiając na nich kolegów legionistów i ich konie. Od miejsca, w którym stoi owa zrekonstruowana figura rozpoczęliśmy spotkanie z Rodakami.

Figura św. Antoniego Padewskiego w Rodakach.
Figura św. Antoniego Padewskiego w Rodakach.
Rodaki olkuskie - Refugium Dolentium.Po bitwie - Refugium Dolentium.Po bitwie - Refugium Dolentium.

Poza osobliwym jurajskim krajobrazem, znajdziemy w Rodakach perełkę będącą elementem Małopolskiego Szlaku Architektury Drewnianej. Stoi tu zabytkowy modrzewiowy kościółek św. Marka zbudowany w 1601 roku. Jednak przypuszcza się, iż część ołtarzowa jest starsza. Kościółek ten ma konstrukcję zrębową, jednonawową z prezbiterium, zwieńczoną barokową wieżyczką. Przylegają do niego otwarte soboty. Obok świątyni stoi drewniana dzwonnica z XVIII lub XIX wieku.

Kościółek św. Marka z 1601 roku.
Kościółek św. Marka z 1601 roku.

Przy wejściu do kościoła stoi duży siedemnastowieczny krzyż. Wnętrze emanuje klimatem dawnej epoki, choć pozbawiony jest części swojego pierwotnego wyposażenia (gdyż ze względów bezpieczeństwa zostało przeniesione do nowego kościoła). W półmroku świątyni obraz w ołtarzu głównym ukazuje nam św. Marka, jako twórcę najstarszej ewangelii o Jezusie Chrystusie trzymającego pióro w ręku. Z za postaci św. Marka wyłania się lew - król pustyni, która zmusza do walki o przetrwanie i z własnymi słabościami, na której rozpoczyna się ewangeliczna relacja św. Marka. Lew ten stał się symbolem ewangelisty Marka. Powyżej obrazu św. Marka widoczny jest mniejszy przedstawiający św. Wawrzyńca. Skromnie urządzone boczne ołtarzyki przedstawiają Matkę Boską Częstochowską i św. Katarzynę Aleksandryjską.

Wnętrze kościółka św. Marka.
Wnętrze kościółka św. Marka.
Wnętrze kościółka św. Marka.

W Rodakach jest też stary dom wiejski zbudowany w 1930 roku, który pełni funkcję Izby Regionalnej. Składa się on z dwóch części: mieszkalnej i gospodarczej. Wewnątrz znajdziemy mnóstwo dawnych sprzętów i przedmiotów codziennego użytku. Wiele z nich jest jak wehikuł czasu, bo ich widok potrafi przenieść myślami do czasów dzieciństwa, w czasy naszych babć i dziadków. Eksponaty te gromadzone były przez wiele lat, częstokroć przypadkowo znajdowane na strychach starych domów. Niekiedy miały być po prostu wyrzucone, ale znalazły swoje miejsce w tym starym domu, z którym wspaniale integrują się dziejowo dzięki staraniom pani Haliny Ładoń.

Dom wiejski w Rodakach z 1930 roku.
Dom wiejski w Rodakach z 1930 roku.

Dom wiejski w Rodakach z 1930 roku.

Dom wiejski w Rodakach z 1930 roku.

Dom wiejski w Rodakach z 1930 roku.
Ekspozycja w domu wiejskim z 1930 roku

Pasja pani Haliny, jak też przywiązanie do dziedzictwa kulturowego mieszkańców wsi owocuje również licznymi przedsięwzięciami kulturalnymi, z których wieś Rodaki słynie nawet poza granicami kraju. Z licznych wyróżnień wymienić należy udział w Europejskim Konkursie Odnowy Wsi organizowanym w 2004 roku przez Europejskie Stowarzyszenie ARGE w Wiedniu, w którym Rodaki zajęły I miejsce na szczeblu wojewódzkim oraz otrzymały wyróżnienie na szczeblu europejskim. Rok później wieś została zwycięzcą Polskiej Nagrody Dziedzictwa 2005 HERITAGE AWARD, gdzie inicjatywa „Zielona Gęś w krainie białego puchu” została uznana za najciekawszą spośród setek innych zgłoszonych w skali kraju, dla ochrony dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego. To nie wszystkie wyróżnienia jakimi wieś ta może się poszczycić. Zainteresowanych odsyłamy do poczytania na stronę wsi Rodaki lub działającego w niej Stowarzyszenia „Jurajska Wioska Rodaki”.

Zatrzymujemy się tutaj, zauroczeni oryginalną rzeźbą wapieni, wyrastających po obu stronach doliny, niczym orle baszty. Obracamy się na lewo, gdzie znów ponad Sanką przełożony jest mostek. Tam, po drugie stronie rzeczki trawiasta przestrzeń wcina się na zbocze pomiędzy wysmukłe i potężne skalne wieże...

TRASA:
Mników, sklep [niebieski szlak] Dolina Mnikowska [niebieski szlak] Mników, Skały [czarny szlak] Grodzisko [czarny szlak] Czułów, Dolina Sanki [czerwony szlak] Dolina „Zimny Dół” - Rezerwat „Zimny Dół” [czerwony szlak] Czułów, Dolina Sanki

Czułów, Dolina Sanki Czułówek

Czułówek, stacja benzynowa [czerwony szlak] Rezerwat „Kajasówka” / Bustryk (320 m n.p.m.) - Przeginia Duchowna

OPIS:
Koniec grudnia, a z tą pogodą tak się porobiło, że bardziej jest jesiennie, a może wiosennie, niż zimowo. Zrobiło się ciepło, a nawet bardzo ciepło, jak na ten czas. Te anomalie pogodowe są zaskakujące, a może aurę taką należałoby traktować już jako normalność, bo choć przejściową odzież i buty schowaliśmy w listopadzie głęboko w szafie, znów musimy je wyciągnąć. Po ostatnim halnym w Tatry nie ma się co wybierać, przynajmniej do czasu usunięcia skutków halnego, bo zamkniętych jest wiele szlaków. Po za tym lepiej nie przeszkadzać specjalistycznym służbom w przywracaniu drożności szlaków. Można by zrobić jakąś „traskę” w Beskidach, ale w głowach naszych zrodził się inny plan, do podjęcia którego zainspirowali nas ludzie z zaprzyjaźnionego oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.

Aura jaką mamy, może wydawać się nie najpiękniejszą, gdyż natura wydaje się być odarta ze swego naturalnego bogactwa - ozdoby w postaci różnorakiej roślinności. O tej porze roku zwykle tą pustkę wypełnia biel śnieżna, której dziś nam bardzo brakuje, ale z drugiej strony nie martwimy się, czy ścieżki są przetarte. To prawda, że drzewa wyglądają jak ogołocone, ale dzięki temu odsłaniają one to co zwykle przed nami skrywają, w tym m.in. wspaniałe zjawiska krasowe podkrakowskich dolinek, do których z Krakowa tak blisko...
Stąd o dwie mile w zachodniej stronie
Śliczna Mnikowska dolina;
(...)
Zamki to z głazu, herb to przyrody,
Związek harmonii i siły.
(...)
Ten tylko godnie wielbi twe wdzięki,
Kto pieszo zwiedza twe skały;
Kto z ich wierzchołka wschodu jutrzenki
Ogląda widok wspaniały.
Kto się nie boi, żeby kamienie,
Ciernie, lub urwiska skały;
Rozdarły jego modne odzienie,
I białe ciało zdrapały.

(Gustaw Ehrenberg, fragmenty wiersza „Dolina Mnikowska pod Krakowem”)

Mników.
Mników, początek niebieskiego szlaku. Z lewej widać budynek szkoły.

No więc jedziemy, by pospacerować po tej dolinie. Z Krakowa łatwo się tam dostać korzystając z podmiejskiej linii autobusowej. Na Salwatorze, w pobliżu pętli tramwajowej wsiadamy do autobusu linii nr 269. Po niespełna półgodzinnej jeździe o godzinie 9.30 wysiadamy koło sklepu spożywczo-przemysłowego w Mnikowie. Autobus jedzie dalej prosto, a my skręcamy w lewo za sklepem na inną drogę.

Kierujemy się za znakami niebieskiego szlaku, którego początek odnajdujemy tutaj przy sklepie. Z lewej mijamy budynek szkoły działającej tutaj od 1876 roku i od tamtego czasu noszącej imię Księcia Józefa Poniatowskiego. Po kilku minutach szosa osiąga kulminację garbu terenu, na którym skręcamy w lewo na boczną uliczkę. Zaraz na początku uliczka ta rozwidla się. Niebieski szlak prowadzi na prawą odnogę obniżającą się lekko ku dołowi. Z kolei boczna uliczka odchodząca na lewo biegnie w górę garbu na tzw. „Górkę” pod dawny dwór wybudowany w XVII wieku przez kamedułów z Bielan na siedzibę świeckich zarządców, który obecnie jest domem zakonnym Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Obok niego stoi kościół uruchomiony w 1992 roku w zaadaptowanym do tej funkcji budynku gospodarczym. Zaglądamy do jego wnętrza, które swą prostotą i skromnością przypomina o regule sióstr albertynek i braci albertynów, dzielących swój żywot z ubogimi. Ołtarz główny tej świątyni zdobi kopia obrazu Ecce Homo. Obraz namalowany przez Adama Chmielowskiego, czyli późniejszego św. Brata Alberta przedstawia Chrystusa Cierpiącego.

Kościół św. Brata Alberta w Mnikowie.
Kościół św. Brata Alberta w Mnikowie.

Kościół św. Brata Alberta w Mnikowie.
Kościół św. Brata Alberta w Mnikowie.

Ołtarz główny z kopią obrazu Ecce Homo.

Istnienie osady w miejscu dzisiejszego Mnikowa wzmiankowane było już w 1384 roku. Kroniki Jana Długosza podają, że w połowie XV wieku była ona własnością Marcina Frykacza herbu Topór, a następnie Gabriela z Tenczyna. Jednak od 1604 roku wieś została darowana ojcom kamedułom, osadzonym rok wcześniej na Srebrnej Górze w Bielanach pod Krakowem. Wtedy właśnie wioska ta zaczęła być nazywana Mnichów, jako wieś należąca do mnichów. Potem nazwa ta przeobraziła się w Mników.

O godzinie 10.15 na przykościelnym parkingu pojawia się biały bus. Wysiadają z niego animatorzy naszej dzisiejszej wędrówki - wędrowcy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Chrzanowie z prezesem Remigiuszem Lichotą na czele. Korzystając z ich życzliwości podczepiamy się do nich. Ruszamy w drogę.

Dolina Mnikowska

Niebieski szlak prowadzi początkowo wąską asfaltową drogą mijając z lewej kościół św. Brata Alberta stojący na wzniesieniu po lewej. Wzdłuż naszego szlaku biegnie również Droga Krzyżowa. Co jakiś czas przechodzimy obok krzyża, stanowiącego jej kolejną stację. Wnet przy naszej drodze napotykamy rzeczkę Sankę mającą źródła w okolicy wsi Frywałd. Od teraz idziemy wzdłuż niej, niejako pod prąd, a przy naszym szlaku pojawiają się pojedyncze skałki. Wkrótce zostawimy za sobą domy, znika asfalt na drodze. Za ostatnim gospodarstwem przechodzimy drewnianym mostkiem, a nieco dalej mamy czerwone tablice informujące, iż wchodzimy na obszar rezerwatu „Dolina Mnikowska” oraz obszar objęty programem ochrony „Natura 2000”. Ścieżka powoli zagłębia się w dolinę pomiędzy wzgórza.

Nad Sanką zaraz po wejściu do rezerwatu „Dolina Mnikowska”.
Nad Sanką zaraz po wejściu do rezerwatu „Dolina Mnikowska”.

Sanka.
Sanka.

Niebawem wracamy na lewy brzeg Sanki przechodząc kolejnym drewnianym mostkiem. Wchodzimy teraz na wygodny, szeroki trakt. Otaczające nas zbocza i wapienne skały rosną z każdym krokiem. Głębokość wąwozu wyciętego w wapieniach jurajskich dochodzi tutaj do 80 metrów.

Po około 400 metrach od chwili wejścia do Doliny Mnikowskiej” wychodzimy na polankę. Zatrzymujemy się tutaj, zauroczeni oryginalną rzeźbą wapieni, wyrastających po obu stronach doliny, niczym orle baszty. Obracamy się na lewo, gdzie znów ponad Sanką przełożony jest mostek. Tam, po drugiej stronie rzeczki trawiasta przestrzeń wcina się na zbocze pomiędzy wysmukłe i potężne skalne wieże. W głębi na jednej z nich widać kilkumetrowej wysokości wizerunek Matki Bożej zwanej Skalską. Nie jest to pierwotny obraz namalowany na skale w roku 1863 przez znanego malarza i taternika Walerego Eliasza Radzikowskiego. Działanie warunków atmosferycznych sprawiło, że tamten uległ zniszczeniu, zaś obecny obraz stanowi rekonstrukcję oryginału, choć nie do końca wierną. Jednak podobno ma być przywrócony jego pierwotny wygląd.

Skały z wizerunkiem Matki Bożej Skalskiej.
Skały z wizerunkiem Matki Bożej Skalskiej.

Na polance stoją ławeczki - można odpocząć, ale może potem, gdyż teraz wspinamy się po stopniach w kierunku ołtarza pod obrazem Matki Bożej Skalskiej. Są dziś mokre, a więc bardzo śliskie. Do pomocy mamy poręcz. Po drugiej stronie poręczy stoją ostatnie stacje Drogi Krzyżowej. Z bliska obraz Matki Bożej Skalskiej jest równie zdumiewający jak z dołu. Po lewej stronie do skały przymocowany jest metalowy krzyż. Pod nim tablica przypominając pobyt w tym miejscu Karola Wojtyły wówczas młodego jeszcze księdza, który 27 kwietnia 1952 roku odbył wycieczkę wraz ze studentem Jackiem Fedorowiczem, przez Sikornik, Bielany, Kryspinów, Mników, stając około godziny 15.00 przed Matką Bożą Skalską. Dla upamiętnienia tamtego dnia, corocznie w niedzielę najbliższą dacie 27 kwietnia odbywa się tu Msza Święta i Nieszpory, inaugurujące letni sezon turystyczny na Szlakach Papieskich. Pierwsza taka Msza Święta miała tutaj miejsce 25 kwietnia 2004 roku podczas otwarcia Podkrakowskiego Szlaku Papieskiego.

Wspinamy się po stopniach pod obraz.

Matka Boża Skalska.
Matka Boża Skalska.

To miejsce pozostawi w naszej pamięci ślad niesłychanie miły, nie tylko za sprawą swej niezwykłości. Otóż właśnie tutaj dostąpiliśmy ogromnego zaszczytu wyróżnienia przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie odznaką Głównego Szlaku Beskidzkiego. Serdecznie dziękujemy, zarówno Remigiuszowi Lichocie - prezesowi Oddziału PTT w Chrzanowie, a zarazem wieceprezesowi Zarządu Głównego PTT, jak też Józefowi Haduchowi - prezesowi Zarządu Głównego PTT, który również uczestniczył w tej uroczystości. Dziękujemy również pozostałym uczestnikom za serdeczności i gratulacje. To była dla nas szczególne chwile.

Uroczysta chwila.

Dziękujemy.

Na pamiątkę fotografię robimy.
Na pamiątkę fotografię robimy.

Zejście.
Zejście. Za skałą przypominającą Maczugę Herkulesa skręcamy na prawo.

Po uroczystych chwilach schodzimy stopniami w dół, jednak nie do końca. Za ostatnią skałą przypominającą pomniejszoną Maczugę Herkulesa z Pieskowej Skały skręcamy w prawo na niewyraźną ścieżkę przysypaną starymi liśćmi. Zaraz za skałą ścieżka pnie się stromo po zboczu, pomiędzy skałami. Na wysokości skał z obrazem Matki Bożej Skalskiej skręcamy na prawo, w kierunku widocznego otworu jaskini, zwaną Jaskinią Nad Matką Boską.Otwór wejściowy do jaskini znajduje się na wysokości około 280 m n.p.m. W większości jest ona przestronna i widna. Są w niej skalne okna na stronę dolinki, a po przeciwnej stronie ciasne szczeliny. Kilkanaście metrów przed jaskinią na wysokości 2 metrów jest też niewielki otwór.

Podejście do otworu Jaskini Nad Matką Boską.
Podejście do otworu Jaskini Nad Matką Boską.

Przy oknie w Jaskini Nad Matką Boska.
Przy oknie w Jaskini Nad Matką Boska.

W jaskiniowej szczelinie.
W jaskiniowej szczelinie.

Opuszczamy jaskinię.
Opuszczamy jaskinię.

O godzinie 11.10 zaczynamy schodzić z powrotem na polankę. Po ostrożnym zejściu osiągamy ją pięć minut później. Spoglądamy jeszcze raz na omszałe, porośnięte bluszczem skały wokół Matki Bożej Skalskiej, nieco dalej przy ławach krótka przerwa i ruszamy dalej Mnikowską Doliną. Niekiedy dolina ta zwana jest małym Ojcowem. Oprócz jej malowniczości i piękna, można by zachwycać się spokojem, ale niestety dolinka położona jest na przedłużeniu pasa startowego lotniska w Krakowie-Balicach. Startujące czasem jeden za drugim samoloty na pełnym ciągu wprowadzają w do dolinki sporo hałasu.

Miniaturowa paproć w jaskini.
Miniaturowa paproć w jaskini.

Niemal do samego wylotu doliny otaczają nas wysokie skalne iglice, od czasu do czasu słychać szmer płynącej obok Sanki, przy której u wylotu doliny dostrzegamy dzieło bobra - niemal do końca podgryzione już drzewo. Jakże tu też pięknie musi być, gdy skały pokrywa kwiecista roślinność. Warto będzie tu kiedyś wrócić, by się o tym przekonać na własne oczy.

Sanka.
Sanka.

Dolina Mnikowska, skały po północno-wschodniej stronie doliny.
Dolina Mnikowska, skały po północno-wschodniej stronie doliny.

Dolina Mnikowska, skały po północno-wschodniej stronie doliny.
Dolina Mnikowska, skały po północno-wschodniej stronie doliny.

Dzieło bobra.
Dzieło bobra.
Tymczasem już u wylotu dolinki przechodzimy obok niewielkiego źródełka, którego wody po kilku metrach zasilają Sankę. Idziemy dalej chwilę skrajem lasu i rezerwatu, oddalając się od koryta Sanki. Po prawej widzimy skryte w lesie ciekawe formacje skalne. Przed sobą mamy już domostwa z zachodnich krańców Mnikowa. O godzinie 11.45 osiągamy szosę przy której one stoją.


Wylot Doliny Mnikowskiej przy źródełku.
Wylot Doliny Mnikowskiej przy źródełku.

Grodzisko
Stary dom w Mnikowie Skała.
Stary dom w Mnikowie Skała.

Na szosie skręcamy w lewo, ale już po niespełna 100 metrach schodzimy z niej w prawo na boczną drogę. Droga prowadzi wprost do Doliny Półrzeczki - kolejnego wąwozu wyrzeźbionego w skałach wapiennych z okresu górnej jury. Tam też biegnie niebieski szlak. Jednak my w tym miejscu, zaraz za starym drewnianym domem kierujemy się za czarnymi znakami, które napotkaliśmy przed chwilą na szosie.

Czarne znaki po minięciu starego domu skręcają na lewo do lasu. Pną się przez wąski wąwóz na leśne wzgórze. Potem prowadzą grzbietową leśną drogą, obok pozostałości po okopach z czasów wojny. O godzinie 12.10 przecinamy polankę i przebiegającą przez nią drogę leśną. Przyłącza do nas tutaj czerwony szlak z Krzeszowic, który prowadzi do Czernichowa.

Przez wąski wąwóz na leśne wzgórze.
Przez wąski wąwóz na leśne wzgórze.

Obok pozostałości po okopach z czasów wojny.
Obok pozostałości po okopach z czasów wojny.

Po przecięciu leśnej drogi idziemy nieco po omacku, bowiem pod warstwą liści ścieżka gdzieś się skryła. Pozostały nam tylko znaki szlaku, których musimy uważnie wypatrywać na drzewach. Nieznacznie obniżamy swoją wysokość, ale za chwilę znów wspinamy się na wzniesienie odchodząc nieco od szlaku. Pokonujemy rów po fosie wczesnośredniowiecznego grodziska, za którym wdrapujemy się na szczyt wzgórza. Tutaj właśnie stała pradawna twierdza otoczona potężnymi wałami i fosą, których ślady pozostały do dziś. Miejsce to wykorzystywane było również wcześniej z uwagi na naturalne walory obronne przez ludność z czasów kultury łużyckiej (około V wieku p.n.e.). Chroniła sie na nim ludność łużyckiej osady znajdującej się na terenie obecnej wsi Baczyn.

Przed rowem po fosie wczesnośredniowiecznego grodziska.
Przed rowem po fosie wczesnośredniowiecznego grodziska.

Przylaszczki.
Opuszczamy miejsce usytuowania grodziska i stromym zboczem za wskazaniami szlaku czerwonego i czarnego schodzimy do doliny Sanki. Zaraz po wyjściu z lasu, o godzinie 12.35 przechodzimy kładkę nad Sanką. Przed nami wznosi się Górą Opatrzności, zwana wcześniej Koziniec. Nowa nazwa góry zaczęła się upowszechniać, gdy w roku 1922 roku zbudowano na jej szczycie kaplicę pw. Matki Bożej Opatrzności. W latach 1992-1996 na górze wzniesiony został murowany kościół, w którym funkcjonuje ośrodek duszpasterski księży orionistów „Małe Dzieło Boskiej Opatrzności”. Orioniści od 1959 roku mają tutaj swój dom zakonny. Ich zgromadzenie założone zostało we Włoszech w Tortonie w 1893 roku przez ks. Alojzego Orione. Prowadzi ono działalność wychowawczą i misyjną w myśl dewizy: „Kochać, modlić się, wychowywać sieroty i wyrzutki społeczeństwa do cnoty i pracy, cierpieć i poświęcać się z Chrystusem - to stanowi cel życia. Największym zatem przywilejem jest służba ubogim i odrzuconym”.

Znów przechodzimy przez Sankę.
Znów przechodzimy przez Sankę.

Zbliżamy się do Góry Opatrzności idąc pośród zabudowań. Po lewej widzimy strzeliste formacje wapienne, wyglądające jak baszty strzegące wejścia do doliny o nazwie Zimny Dół. Pod Górą Opatrzności przebiega szosa, na którą wchodzimy. Jesteśmy na skraju wsi Baczyn, która znajduje się po naszej prawej. My skręcamy w przeciwnym kierunku i maszerujemy pośród zabudowań wsi Czułów w kierunku doliny „Zimny Dół”. Po chwili docieramy pod charakterystyczną, murowaną kapliczkę, za którą wznosi się skała zwana Łysiną. Tutaj szosa skręca w lewo, a my zaś odbijamy na dróżkę za kapliczką.

Kapliczka i Skała Łysina u wylotu Doliny „Zimny Dół”.
Kapliczka i Skała Łysina u wylotu Doliny „Zimny Dół”.

Zimny Dół

Za kapliczką kończy się czarny szlak. Prowadzić będą nas dalej czerwone znaki. Jesteśmy dokładnie w połowie długości czerwonego szlaku. Do końcowej kropki w Krzeszowicach jest stąd 14 kilometrów i tyle samo jest do kropki w Czernichowie. Od godzinie 12.45 za wskazaniami tego szlaku zaczynamy podążać wąską, asfaltowaną drogą mijając po prawej kilka domów, a po lewej wapienne skały. Mijamy kolejno Łysinę, Sępią Czułowską, a następnie skałę z niszą do której wstawiono figurę Matki Bożej. Obok nas płynie potok, który pod stokami Grodziska wpada do Sanki. W dolinie „Zimny Dół” często tworzą się zastoiska zimnego powietrza, od których właśnie wzięła się jej nazwa. Wkrótce dolina zacieśnia się.

O godzinie 13.00 przekraczamy granicę rezerwatu „Zimny Dół”, obejmującego najciekawsze fragmenty doliny, zarówno pod względem geologicznym, jak i występującej flory. Na terenie tego niewielkiego rezerwatu (zaledwie 2,22 ha) rośnie około 230 gatunków roślin naczyniowych, w tym 10 gatunków podlegających ochronie ścisłej i 11 gatunków podlegających ochronie częściowej. Stoki po obu stronach doliny pokrywają liczne skały oddzielone od siebie szczelinami i dziedzińcami. Wije się pośród nich ścieżka dydaktyczna.
Najpierw przeskakujemy niewielki strumień wodny i wspinamy się na strome, południowe zbocze pod olbrzymiego ostańca. Powyżej niego leży mniejszy. Wchodzimy w szczelinę jaką razem tworzą i wkrótce osiągamy górną krawędź wąwozu, od której ciągną się pola uprawne.

Słońce ponad doliną.
Słońce ponad doliną.

Na południowym zboczu.
Na południowym zboczu.

Wracamy na zbocze okalające wąwóz. Ścieżka niknie po warstwą opadłych liści. Nie jest zbyt uczęszczana: czyżby wędrowców odstraszała nazwa doliny? Idziemy na wyczucie. Za kolejnym większym ostańcem teren się komplikuje. Przeciskamy się pomiędzy mniejszymi skałami. Schodzimy na niewielki dziedziniec, gdzie na skałach widzimy ślady magnezji. „Zimny Dół” to miejsce popularne wśród uprawiających wspinaczkę zwaną boulderingiem. Podczas niej nie jest używana lina, a jedyną asekuracją jest materac pod skałą. Często można tutaj spotkać ćwiczących wspinaczy.

Z dziedzińca podchodzimy skosem zbocze wąską szczeliną. Potem znów przez moment w dół zbocza pod niezwykłe skalne okapy, pełne śladów magnezji. Również dzisiaj spotykamy tutaj osoby ćwiczące bouldering.

Dziedziniec skalny.
Dziedziniec między skałami.


Skały ze śladami po magnezji.
Skały ze śladami po magnezji.

Przechodzimy pod skalnymi okapami, a za nimi nieco wyżej w górę zbocza, po czym prostym korytarzem, jakby wyciętym od linijki w skałach. Jest on wysoki na ponad 2 metry, długi na jakieś 20 metrów. Powstał tak jak inne na skutek działania sił ciężkości, które powodują przesuwanie i rozsuwanie się tutejszych mas skalnych.

Po wyjściu z korytarza obchodzimy ostańca, którego mamy po prawej. Schodzimy tym samym nieco w dół zbocza. Jest to jedna z dłuższych skał w „Zimnym Dole”. Ścieżka dydaktyczne po chwili odchodzi od niego w kierunku dna doliny, po cym wchodzi na przeciwległe zbocze. My zaś wracamy na początek naszej drogi przez rezerwat, podziwiając skalne formacje od drugiej strony.


Korytarz wysoki na ponad 2 metry, długi na jakieś 20 metry.
Korytarz wysoki na ponad 2 metry, długi na jakieś 20 metrów.

Pokaz boulderingu.
Pokaz boulderingu.

Zatrzymujemy się pod starym bluszczem oplatającym drzewo. W „Zimnym Dole” jest mnóstwo dorodnych okazów bluszczu pospolitego (Hedera helix L.), a pień tego osiąga grubość ludzkiego uda. Spotkać go można w całej Polsce, ale tą dolinę upodobał sobie szczególnie. Jego okazy spotykamy niemal na każdym kroku. Rozłożyste pędy pną się po drzewach, ale też po wapiennych skałach. Roślina ta nie jest zagrożona wyginięciem, choć w stanie dzikim zakwita nie często, a po raz pierwszy w wieku 8-10 lat. Nie mniej objęta jest ochroną prawną głównie ze względu na walory estetyczne, urozmaicające bioróżnorodność naszych lasów. Należy jednak do roślin inwazyjnych, szczególnie w miejscach intensywnego porostu, gdzie tworząc gęste agregacje uniemożliwia rozwój innym gatunkom roślinności. Jest on rośliną długowieczną, żyjącą w dzikim stanie nawet do kilkuset lat. Bluszcz pospolity jest rośliną trującą dla człowieka.

Zatrzymujemy się pod okazem bluszczu pospolitego (Hedera helix L.) oplatającym drzewo.
Zatrzymujemy się pod okazem bluszczu pospolitego (Hedera helix L.) oplatającego drzewo.

Ogromna skała za okazem bluszczu przecięta jest wąską szczeliną. Pozwala ona zbadać wysmukłość swojej sylwetki, ale tylko bez plecaka. Wkrótce przechodzimy pod pierwszym, a teraz ostatnim ostańcem przed zejściem na dno doliny. U szczytu skała ta tworzy fantastyczny okap, opleciony od spodu rozłożystymi pędami bluszczu. Wyrasta on z kilkunastu płożących się po skale dorodnych pędów. Wygląda to niezwykle.

Skała przecięta wąską szczeliną.
Skała przecięta wąską szczeliną.

Kolejny korytarz skalny.
Kolejny korytarz skalny.

Pod okapem skalnym.
Pod okapem skalnym.

Okap opleciony rozłożystymi pędami bluszczu.
Okap opleciony rozłożystymi pędami bluszczu.

Pędy bluszczu płożące się po skale.
Pędy bluszczu płożące się po skale.

Jeszcze ponad dnem doliny.
Jeszcze ponad dnem doliny.

Trawersujemy strome zbocze.
Trawersujemy strome zbocze.

O godzinie 13.40 osiągamy dno doliny. Jesteśmy ponownie w punkcie wyjścia. Południowe zbocze wąwozu warte było podwójnej eksploracji. Teraz przyszedł czas na zbocze znajdujące się po północnej stronie doliny. Stoi tam jedno, a może dwa domostwa. Dróżką kierujemy się w ich stronę, ale już po parunastu krokach zatrzymujemy się przy przyrodniczej osobliwości Jury Krakowsko-Częstochowskiej - krasowe wywierzysko. Wypływa z niego krystalicznie czysta woda z jaskiniowych źródeł.

Osobliwe wywierzysko.
Osobliwe wywierzysko.

Skały na północnym zboczu, powyżej wywierzyska.
Skały na północnym zboczu, powyżej wywierzyska.

Za wywierzyskiem podchodzimy zbocze zataczając łuk na lewo. Kierujemy się ponad wychodnie, ku krawędzi lasu. Wychodzimy w pobliże pól uprawnych, poza obszar rezerwatu, gdzie pośród młodnika robimy obiadową przerwę. Dzisiaj pichcimy kiełbaski na ogniu... chciałoby się powiedzieć znowu, ale cóż innego może lepiej smakować w terenie, jak pieczona kiełbaska pachnąca ogniskowym dymem, skonsumowana na łonie natury.

Obiadowa przerwa.
Obiadowa przerwa.

Po ponad półgodzinnej przerwie ognisko zostaje wygaszone, a my najedzeni o godzinie 14.20 ruszamy w dalszą wędrówkę pośród skalnych wychodni doliny „Zimny Dół”. Po tej stronie jest ich jednak mniej i są bardziej rozproszone. Jedynie na samym początku przechodzimy pomiędzy płaskimi ostańcami położonymi dość blisko siebie. Potem trawersujemy w miarę łagodne zbocze, mijając kolejne skały. W porównaniu do przeciwległej strony wąwozu, na tych zboczach jest dużo jaśniej i nie ma tak spektakularnej roślinności.

Trawersujemy w miarę łagodne zbocze, mijając kolejne skały.
Trawersujemy w miarę łagodne zbocze, mijając kolejne skały.

W dole zbocza widzimy opustoszały drewniany budynek. Na jego parterowe pomieszczenia zaadaptowano dwie ogromne beczki. Cel i przeznaczenie tego budynku pozostaje nam nieznany.

Opustoszały drewniany budynek w dole zbocza.
Opustoszały drewniany budynek w dole zbocza.

Około godziny 14.30 docieramy do drogi idącej dnem doliny „Zimny Dół”. Znajdujemy się w górnej części tej doliny, efektownie poprzecinanej gęstą siecią czynnych lejów krasowych. Stanowią one kolejną osobliwość „Zimnego Dołu”. Utworzone zostały przez wody opadowe, które odprowadziły materiał lessowy do podziemnych kanałów krasowych rozwiniętych w jurajskich wapieniach.

Czynne leje krasowe.
Czynne leje krasowe.

Osiągnąwszy drogę idącą dnem doliny skręcamy na nią w lewo i podążamy do punktu wyjścia. Tam czeka na nas bus, aczkolwiek pierwotny plan zakładał marsz w górę doliny za czerwonymi znakami do kolejnej jurajskiej atrakcji. Jednak charakter pokonywanej trasy i znajdujące się przy niej atrakcje wymuszają spacerowe tempo wędrówki, które sprzyja walorom poznawczym, ale oczywiście pochłania więcej czasu. Mając na uwadze krótki dzień podjeżdżamy busem pod kolejny punkt programu dzisiejszej wycieczki.

Kajasówka

Dzięki busowi o godzinie 14.50 przemieszamy się pod stację benzynową znajdującą się przy drodze wojewódzkiej nr 780, położoną 600 m od przystanku autobusowego w miejscowości Czułówek jadąc od strony Krakowa. Koło tej stacji spotykamy ponownie czerwony szlak, który opuściliśmy w Dolinie „Zimny Dół”. Maszerujemy nim teraz na południe około 400 metrów, po czym skręcamy w prawo, na ścieżkę dydaktyczną po rezerwacie przyrody „Kajasówka” utworzony w 1962 roku na Przegińskiej Górze. Ścieżką tą będziemy kontynuować naszą jurajską wędrówkę.

Przed nami Przegińska Góra.
Przed nami Przegińska Góra.

Bielany, komin Łegu i kościół w Liszkach widoczne ze szlaku do Kajasówki.
Bielany, komin Łegu i kościół w Liszkach widoczne ze szlaku do Kajasówki.

Zbliża się już godzina 15.00. Wąską ścieżką wchodzimy na grzbiet wapiennego garbu Przegińskiej Góry, zwanej zamiennie wzgórzem „Kajasówka”. Rozdziela ono południowe i północne obniżenie. Wzniesienie Przegińskiej Góry utworzone z górnojurajskich wapieni tworzy zręb tektoniczny pomiędzy tymi obniżeniami.

Niemal od początku marszu wzniesienie obdarowuje nas rozległymi widokami, głównie na stronę południową, gdzie grzbiet często obrywa się urwiście. Ścieżka nasza często wiedzie w pobliżu krawędzi tych urwisk i trzeba w związku z tym uważać. Kiedyś istniały tutaj kamieniołomy i wyrobiska, które naruszyły naturalny wygląd wapiennych zboczy wzgórza.

Wzgórze Przegińskiej Góry ma bardzo małą szerokość w porównaniu z jego długością. Tworzy około 2,5 kilometrowy garb o szerokości do 0,7 km. Na początku naszej wędrówki ścieżka prowadzi czasem wąskim grzbietem, ponad urwistymi zboczami po obu stronach.

Wzgórze Przegińskiej Góry.
Ścieżka prowadzi czasem wąskim grzbietem ponad urwistymi zboczami po obu stronach.

Dalej grzbiet rozszerza się. Porastają go niewielkie drzewka, które stopniowo przeistaczają się w bór, głównie sosnowy, rozprzestrzeniający się na północne stoki. Z południowej stronie wciąż mamy przepaściste wapienne ściany, albo strome zbocza na których zobaczyć można pozostałości trawiastych muraw.

W latach 70-tych XX wieku na terenie „Kajasówki” dominowały murawy kserotermiczne - ciepłolubne zbiorowiska trawiaste, powstałe i utrzymywane dzięki prowadzonemu tu wypasowi. Po zaprzestaniu wypasu murawy te zaczęły zarastać krzewami tarnin i głogów. Obecnie murawy te zajmują już niewielką powierzchnię i by zapobiec zupełnemu ich zarośnięciu od niedawna przeprowadzana jest wycinka zarośli.

Niewielkie drzewka.
Niewielkie drzewka, które wkrótce przeistaczają się w las.

O godzinie 15.10 dochodzimy do miejsca, z którego można zejścia do Jaskini Przegińskiej znajdującej się na południowymi zboczu. Ścieżka prowadząca do jaskini jest dobrze wydeptana, ale prowadzi po bardzo stromym stoku, na którym nie ma się czego chwycić w razie potknięcia. Po za tym jest on dalej mocno podcięty.

Stąd schodzimy do Jaskini Przegińskiej.
Stąd schodzimy do Jaskini Przegińskiej.

Zejście do Jaskini Przegińskiej.
Zejście do Jaskini Przegińskiej.

Zejście do Jaskini Przegińskiej.
Zejście do Jaskini Przegińskiej.

Przy drugim otworze jaskini.
Przy drugim otworze jaskini.
Jaskinia Przegińska posiada dwa otwory połączone korytarzem długości około 12 m. Pomiędzy tymi otworami znajduje się niewielkie okno skalne z widokiem na południe. Na tym ciągu wpada do niej światło słoneczne i dlatego jest on dostępny bez dodatkowego źródła światła. Jednak naprzeciwko otworu, którym weszliśmy jest niskie przejście do kolejnego korytarza. Można do niego zaglądnąć, ale tylko czołgając się i zapewne jest tam ciemno. Łączna długość korytarzy w tej jaskini wynosi 25 metrów.


Spojrzenie przez okno jaskini...

...i widok z okna.


O godzinie 15.20 wracamy z jaskini na grzbiet Przegińskiej Góry i podążamy dalej na zachód. Widok z lewej wciąż jest pasjonujący, choć skraca go znacznie słabsza przejrzystość powietrza i zapadająca szarówka. Warto byłoby wybrać się tutaj o poranku, kiedy powietrze jest klarowniejsze, by zobaczyć wspaniały widok na Beskidy z imponującą Babią Górą, a nawet podobno widocznymi stąd Tatrami. Dzisiaj widać tylko rozległe pola i łąki, ulokowane pośród nich wsie oraz zarysy Beskidów na horyzoncie. Na wprost na południu za zalesionym wzgórzem Chełm (278 m n.p.m.), za którym skrywa się wioska Czernichów. widoczny są zarys Beskidu Makowskiego z okolic Suchej Beskidzkiej i Makowa Podhalańskiego, nieco bardziej na prawo mamy Beskid Żywiecki, ponad którym góruje Babia Góra – dzisiaj jednak niewidoczna. Zaś na południowym wschodzie widoczne są rysy Beskidu Małego. Na południowym zachodzie widoki sięgają jedynie majaczących w wieczornej szarzyźnie kominów Skawiny.

Widok wciąż jest pasjonujący.
Widok wciąż jest pasjonujący.

Podążamy dalej na zachód.
Podążamy dalej na zachód.

Najwyższa kulminacja Przegińskiej Góry nazywa się Bustryk i osiąga 320 m n.p.m. Zdobywamy ją o godzinie 15.30. Stoi na niej trójnóg triangulacyjny, jest ławeczka i tablica informacyjna. Dodać trzeba, że część rezerwatu „Kajasówka” chroniona jest w ramach obszaru „Natura 2000: Rudniańskie Modraszki - Kajasówka”, a to w związku występowaniem tutaj bardzo rzadkich i chronionych motyli: modraszka telejusa i modraszka nausitousa.

Bustryk (320 m n.p.m.).
Bustryk (320 m n.p.m.).

Widok na wzgórze Chełm (278 m n.p.m.).
Widok na wzgórze Chełm (278 m n.p.m.).

Urwisko ponad dawnym wyrobiskiem kamieniołomu.
Urwisko ponad dawnym wyrobiskiem kamieniołomu.

Z kulminacji Przegińskiej Góry spoglądamy jeszcze na piękną panoramę. Po czym spoglądamy na zachód, dokąd dalej zmierzamy, a gdzie słońce zbliża się ku horyzontowi. Grzbiet „Kajasówki” łagodnie obniża się. Przechodzimy przez wykarczowane tereny po zaroślach, a następnie wygodną ścieżką zbliżamy się do zabudowań wsi Przeginia Duchowna. Pogania nas już zbliżający się zmrok. O godzinie 15.55 mijamy zabudowania wsi, po czym wchodzimy na chwilę na drogę leśną zmieniając kierunek marszu najpierw na północny wschód, a potem na zachód. O godzinie 16.05 docieramy do małego parkingu, oddalonego niecałe 700 metrów od drogi wojewódzkiej nr 780. Tu stoi nasz bus i tu kończy się nasza wycieczka.

Zwiedziliśmy niezwykle atrakcyjne i malownicze miejsca naszego najbliższego regionu. Aż wstyd się przyznać, że nigdy wcześniej ich nie widzieliśmy, choć znajdują się tak blisko zarówno miejsca naszego zamieszkania, jak też rodzinnych stron. Czasem tak bywa, że rozglądamy się daleko, a nie dostrzegamy tego piękna, które jest w naszym najbliższym otoczeniu.

Dziękujemy Polskiemu Towarzystwu Tatrzańskiemu z Chrzanowa za możliwość wspólnej wędrówki.


Krótki filmik z YouTube na którym możecie zobaczyć na czym polega bouldering:

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas