Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Niski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Niski. Pokaż wszystkie posty
Główny Szlak Beskidzki doprowadził nas w okolice, w których silnie emanuje duch niezwykłego świętego, Jana z Dukli. Znaki tego szlaku pozwalają jednak tylko wyrywkowo zobaczyć miejsca kultu tego świętego. Podejmując zeszłego roku po raz kolejny Główny Szlak Beskidzki chcieliśmy, aby dał nam więcej niż wcześniej, abyśmy mogli poznać i zobaczyć takie miejsca i obiekty, które są nieopodal, ale są zwykle pomijane. Przeciętny turysta pragnąc pokonać dystans najdłuższego górskiego szlaku w Polsce skupia się tylko na kilometrach, chcąc jak najszybciej je zaliczyć. Jakże wiele wtedy traci się ciekawych atrakcji , które są w pobliżu, w zasięgu ręki, a które idealnie wpisują się w koncepcję wytyczonego przebiegu tego szlaku. Wiemy o tym doskonale, bo doświadczyliśmy tego wędrując nim wcześniej. Trzecia nasza wędrówka nastawiona jest na uzupełnienie tych wartości i w związku z tym staramy się wyeliminować pośpiech i pokonywanie szlaku li tylko na zaliczenie go. To szlak który zasługuje na przystanek, by później móc powiedzieć nie tylko, że byłem i pokonałem (byłam i pokonałam), ale byłem, pokonałem i widziałem pełnię jego piękna (byłam, pokonałam i widziałam pełnię jego piękna). Tak też dziś schodzimy nieco z czerwonego szlaku i zatrzymujemy się w miejscach żywota świętego Jana z Dukli.


Jesteśmy w Dukli, miasteczku uduchowionym żywotem świętego. Centrum jego duchowej energii znajduje się w świątyni pod jego wezwaniem, tytułowana od wieków mianem sanktuarium przez miejscowych, jak i pielgrzymów. Oficjalnie jednak Kościół Ojców Bernardynów w Dukli cieszy się statusem sanktuarium od 12.07.2009 roku, kiedy została erygowany do tego miana na prawie diecezjalnym. Odtąd każdy pielgrzymujący do tej świątyni może uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami, ale nie tylko do niej, bo oprócz świątyni, wyznaczone zostały również dwa inne miejsca, gdzie pielgrzymując można uzyskać odpust, a są to: Pustelnia św. Jana z Dukli „Na Puszczy” i Złota Studzienka na Górze Cergowej.

Kościół i klasztor OO. Bernardynów w Dukli.
Sanktuarium św. Jana w Dukli.

Myśl powstania kościoła i klasztoru w Dukli zrodziła się zaraz po beatyfikacji Jana z Dukli w 1733 roku. Dukla jest rodzinną miejscowością Jana. Urodził się tutaj około 1414 roku. Wyliczono taki rok narodzin, bowiem wiadomo, że zmarł w 1487 roku i to, że żył 70 lat. Wiadomości z czasów pierwszych lat życia Jana są bardzo skąpe. Opierają się na zeznaniach mieszczan dukielskich. Według ich przekazów rodzice Jan mieli mieszkać w południowej części miasta, w starej Dukli przy ulicy Kaczyniec. Jan zapewne uczęszczał do miejscowej szkoły, a potem być może udał się do Krakowa, gdzie może studiował, ale brak jest zupełnie jakikolwiek źródeł historycznych, które by ten fakt potwierdzały. Tradycyjne przekazy mówią, że w młodości prowadził życie pustelnicze w pobliskich lasach, ale nie wiadomo co go skłoniło do opuszczenia pustelni i wstąpienia do zakonu franciszkanów. Jest taka legenda, która mówi, iż pewnego dnia po długim okresie postu i umartwiania się zapragnął odwiedzić swój dom rodzinny. Udał się więc ze swej pustelni do Dukli. Drzwi do domu otworzyła mu matka, która go nie poznała. Wygoniła go wyzywając od żebraków. Ten z pokorą odszedł odczytując w tym znak boży zwracający go ku zakonowi o charakterze żebraczym, jakim byli Franciszkanie. Ich najbliższy klasztor znajdował się w Krośnie, oddalony zaledwie 19 km od Dukli. Tam najprawdopodobniej powędrował przyszły święty.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Nawa główna.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Ołtarz główny.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Kaplica św. Jana z Dukli.

Szybko zwrócił na siebie uwagę swoją pobożnością, w związku z czym częstokroć sprawował ważne funkcje w zakonie. Kilkakrotnie wybierany był gwardianem, pełnił też wysoką funkcję kaznodziei w kościele szpitalnym Świętego Ducha we Lwowie, a także kustosza kustodii ruskiej. Lubiano go i bardzo ceniono, zaś piastowane urzędy zapewniły mu wpływowe znacznie w zakonie. Jednak w drugiej połowie XV wieku powstał odłam franciszkańskiego zakonu, skupiający Braci Mniejszych Obserwantów, zwanych w Polsce Bernardynami. Jan został zauroczony bernardyńską regułą, która nawiązywała do pierwotnej reguły franciszkańskiej, która z czasem uległa wypaczeniu wskutek różnych złagodzeń (zwłaszcza w zakresie dotyczącym życia w ubóstwie). Zapragnął wtedy przejść z franciszkańskiego zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych do bernardyńskiego zakonu Braci Mniejszych Obserwantów. Nie było to raczej proste, choć obydwa zakony miały wspólnego przełożonego generalnego. Przejście z jednego zakonu do drugiego uważane było z rodzaj dezercji, a poza tym Bernardyni mieli zaostrzone przepisy, które utrudniały przyjęcie zakonników konwentualnych w obawie o obniżenie dyscypliny życia w surowej ascezie ducha. Jednak Jan musiał być bardzo znany ze swoich skłonności do surowej ascezy, skoro bez wahania przyjęto go do zakonu Bernardynów. Zanim to jednak nastąpiło musiał wcześniej uzyskać zgodę prowincjała. Szanse na transfer były raczej nikłe, bo u Franciszkanów Jan był bardzo cenionym zakonnikiem i sprawował w nim ważne funkcje: urząd kustosza kustodii i obowiązki kaznodziei. Jednak spróbował, gdy zakonników odwiedził prowincjał przyjeżdżając prosto z Czech. Jan wówczas poprosił prowincjała o pozwolenie udania się do obserwantów. Prowincjał sądząc, że Jan zamierza tam tylko odwiedzić jakiegoś bliskiego mu zakonnika wyraził taką zgodę w obecności wielu świadków, którzy brali udział w uroczystej uczcie wydanej na cześć prowincjała. Jan podziękował i natychmiast udał się do obserwantów i już tam został na zawsze, a gdy prowincjał spostrzegł swoją pomyłkę nie mógł już zmusić Jana do powrotu. Wydarzyło się to najprawdopodobniej w roku 1463.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Figura przedstawiająca zakonnika.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Jeden z ołtarzy bocznych.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Przed sanktuarium.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Wejście główne do kościoła.

Zabudowa klasztorna.
Przylegające do kościoła budynki klasztorne.

Za klasztorem OO. Bernardynów.
Kiedyś był to budynek oazowy.

Dom Franciszkański (z prawej).
Dom Franciszkański (z prawej).

Surowe życie w bernardyńskim klasztorze napełniało Jana ogromną radością. Z gorliwością oddawał się surowej bernardyńskiej regule, pracowała, a wolny czas poświęcał ćwiczeniom duchowym. Wśród braci cieszył się wielką powagą. Imponował mądrością i cnotą. Ostatnie lata życia spędził we Lwowie, oddając się ascezie i kaznodziejstwu. Nawet, gdy pod koniec życia stracił wzrok prowadził zwyczajne życie zakonne i wykonywał jego obowiązki. Umarł chorując na bezwład nóg w 29 września 1484 roku. Pochowano go w kościele św. Andrzeja we Lwowie. Przekonanie o jego świętości było powszechne, że od razu po jego śmierci w pobliżu jego grobu zaczęli gromadzić się pielgrzymi. Już w 1487 roku obserwanci wystarali się u papieża Innocentego VIII o zezwolenie na wyniesienie grobu zakonnika, co było równoznaczne z przyzwoleniem na oddawanie zmarłemu czci publicznej. Akt przeniesienia przeprowadzony został w 1521 roku.

Kościół pw. św. Jana z Dukli.
Kościół pw. św. Jana z Dukli.

Łaski i uzdrowienia jakich doświadczali pielgrzymi odwiedzający grób Jana stwarzał przesłanki do jego beatyfikacji. Proces beatyfikacyjny trwał dość długo ze względu na zmieniające się w tym okresie normy kanonizacyjne i beatyfikacyjne kościoła katolickiego. Rozpoczął się w 1615 roku, a ukończył w 1733, kiedy papież Klemens XII wprowadził Jana z Dukli w poczet błogosławionych. Wieść o beatyfikacji Jana z Dukli rozeszła się z echem po całej Polsce. Niedługo po niej wystosowana została do Rzymu prośba o kanonizację, która jednak nie doszła do skutku ze względu na rozbiory Rzeczpospolitej.

Kult Jana z Dukli rozwijał się bardzo szybko, był większy niż nie jednego kanonizowanego. Wierzono, że poprzez swoje stawiennictwo przyczynił się również do ocalenie Lwowa oblężonego przez wojska Chmielnickiego. Dlatego na wniosek króla polskiego Augusta II Sasa, biskupów, kapituł katedralnych oraz magistratu lwowskiego bł. Jan z Dukli został ogłoszony w 1739 roku przez papieża Klemensa XII patronem Korony i Litwy.

Pomnik św. Jana z Dukli i Krzyż Pojednania.
Pomnik św. Jana z Dukli i Krzyż Pojednania.

Jan z Dukli i Jan Paweł II.
Jan z Dukli i Jan Paweł II.

Pomnik Jana Pawła II upamiętniający kanonizację św. Jana z Dukli.

Pomnik Jana Pawła II upamiętniający kanonizację św. Jana z Dukli.
Pomnik Jana Pawła II upamiętniający kanonizację św. Jana z Dukli, postawiony w 1998 roku.

Przed Krzyżem Pojednania.
Przed Krzyżem Pojednania.

Beatyfikacja Jan z Dukli miała oczywiście swój silny wydźwięk w jego rodzinnej Dukli, gdzie postanowiono ufundować klasztor bernardyński. W krótkim czasie powstał w Dukli drewniany kościółek pw. bł. Jana z Dukli, a przy nim klasztor. W roku 1743 przekazano dukielskim bernardynom część relikwii błogosławionego. W roku 1761 rozpoczęto budowę nowego, murowanego kościoła i klasztoru pw. bł. Jana z Dukli. Ukończono go i konsekrowano w 1764. Przez kolejne lata, aż do 1777 roku trwały prace wykończeniowe (wyposażono kościół w ławki, organy, ołtarze oraz dzwony). I niestety w roku 1835 wybuchł pożar, który strawił niemal całkowicie kościół i klasztor. Obudowa trwała wiele lat. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku doprowadzono kościół do okazałego wyglądu, a na początku XX wieku powstaje boczna Kaplica św. Jana (wówczas Kaplica bł. Jana). Z tamtego okresu pochodzi polichromia ścienna nawy głównej, autorstwa Tadeusza Popiela, która przedstawia sceny życia św. Jana z Dukli: „Chrzest”, „Pobyt w Puszczy”, „Wprowadzenie Bernardynów do Krakowa wraz ze świętym Janem Kapistranem”, „Kazanie Jana we Lwowie do prawosławnych”, „Objawienie Matki Bożej z Dzieciątkiem”, „Błogosławienie Najświętszym Sakramentem obrońców Lwowa w 1473 roku”, „Ogłoszenie Jana Błogosławionym przez papieża Klemensa XII”, „Procesja z relikwiami Błogosławionego Jana we Lwowie w 400-letnią rocznicę jego zgonu”. Serię kończą obrazy przedstawiające ołtarze św. Jana we Lwowie i tzw. jego „apoteoza”.

Święty Jan z Dukli.
Święty Jan z Dukli.

W 1974 roku do Kaplicy św. Jana przywieziono trumienkę z relikwiami św. Jana. Relikwie te do 1946 roku znajdowały się w kościele św. Andrzeja we Lwowie. Przewieziono ją do kościoła bernardynów do Rzeszowa, gdy Lwów znalazł się na terenie ówczesnego ZSRR. Z Rzeszowa trafiły do Dukli, która stała się głównym miejscem kultu św. Jana z Dukli. Kanonizację Jana z Dukli długo czekała na swój finał. Dokonała się ona w dniu 10 czerwca w Krośnie, podczas pielgrzymki Jana Pawła II. Dzień wcześniej papież odwiedził dukielskie sanktuarium. W ikonografii św. Jan z Dukli przedstawiany jest w habicie zakonnika, niekiedy jako niewidomy, a jego atrybutem są promienie światła.



Żywot tego niezwykłego zakonnika ma bez wątpienia dla na osobisty wymiar duchowy. Dukla przypomina nam o czasach młodości, latach 80-tych XX wieku, inspirowanych Ruchem „Światło i Życie”. Nasze młodzieńcze życie toczyło się blisko bernardyńskich klasztorów, a w szczególności tego w naszej rodzinnej Alwerni. Wciąż czujemy silny duchowy związek z braćmi obserwantami, których spotykamy na naszych szlakach. Gdzie ich spotkamy, zawsze nawiązuje się niekończąca się rozmowa o życiu i naszych dziejach. Ta wędrówka przez Beskid Dukielski ma w sobie szczyptę melancholijnego wyrazu. Poświęcamy w niej więcej czasu niż dotychczas postaci, która wpisana jest trwale w dzieje regionu, przez który prowadzi nas najdłuższy górski szlak w Polsce.


Wkrótce ciąg dalszy wędrówki śladami św. Jana z Dukli...

za nami
pozostało
161,2 km
357,8 km
Doczekaliśmy się nareszcie. Przed nami Główny Szlak Beskidzki i październikowy Beskid Niski w kolorach jesieni. Jak to jest, że ten szlak przemierzaliśmy już dwukrotnie, a niektóre odcinki jeszcze częściej, a tak tęskno nam było czekać na ten dzień? Ten szlak to zespolenie cudownych wspomnień z przeszłości, chęci przeżywania na nowo piękna tego szlaku, ale też, a może przede wszystkim współtworzenia nowej historii z grupą niezwykłych ludzi. Zjechali się tutaj z różnych stron Polski, choć większość jest z Małopolski. Zagościliśmy w Iwoniczu-Zdroju. Zaczynamy nietypowo, bo od godzinnej przerwy na spacer po malowniczym kurorcie.


POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Iwonicz-Zdrój (400 m n.p.m.) [czerwony szlak] Lubatowa (415 m n.p.m.) [czerwony szlak] Cergowa (716 m n.p.m.) [czerwony szlak] Nowa Wieś (350 m n.p.m.)

OPIS:
Nad Iwoniczem-Zdrojem wisi jeszcze poranna mgiełka, choć już godzina 10.45. Pełza ospale po willach kurortu. Gdy kończyliśmy tutaj czerwcową wędrówkę promieniało gorącem słońce. A dzisiaj? Też tak ma być, aura ciepła, słoneczna, ale już jesienna. Iwonicz swą historią sięga XIV wieku. Jego lokacja na prawie niemieckim nastąpiła w wieku XV. Wówczas znaczną część mieszkańców Iwonicza stanowili osadnicy niemieccy, a jego właścicielami byli przedstawiciele rodu Iwanickich. W kolejnych stuleciach właściciele zmieniali się dość często, zaś samą miejscowość dotykały różne nieszczęścia: pożary, powodzie, epidemie chorób, grabieże Tatarów, Szwedów i Siedmiogrodziań. Jednak wieś Iwonicz rozwijała, choć powoli. W 1799 roku Iwonicz został posiadłością rodziny Załuskich i należał do nich aż do 1945 roku. W drugiej połowie XIX wieku Załuscy wybudowali w Iwoniczu eklektyczny dwór, który stał się ich siedzibą rodową. Wokół powstał park. Dopiero w czasach Załuskich Iwonicz stał się znanym uzdrowiskiem, bo lecznicze właściwościach tutejszych wód mineralnych znane były dużo wcześniej. Wzmiankowane były już w 1413 roku, a więc Iwonicz można uznać za jedno z najstarszych w Polsce uzdrowisk. O istniejącym tutaj uzdrowisku wspomina również nadworny lekarz Stefana Batorego w swojej książce napisanej w 1578 roku.

Dzisiejszy Iwonicz-Zdrój funkcjonuje jako odrębna jednostka administracyjna. Podział wsi Iwonicz na dwie miejscowości: Iwonicz i Iwonicz-Zdrój przeprowadzony został w 1955 roku. W 1973 roku Iwonicz-Zdrój otrzymał prawa miejskie. Od zakończenia ostatniej wojny rozkwita. Pośród starych drewnianych willi i pensjonatów z XIX wieku, wzorowanych na modnym wówczas budownictwie uzdrowiskowym Szwajcarii, powstały nowe sanatoria poszerzające ofertę leczniczą dla kuracjuszy. Trudno jest porównywać Iwonicz-Zdrój z sąsiednim Rymanowem-Zdrojem, który olśniewa równie swoistym pięknem, choć raczej dla siebie charakterystycznym i niepodobnym do iwonickiego. Te dwie cudowne miejscowości uzdrowiskowe Podkarpacia, należące do najpiękniejszych i najbardziej malowniczych zakątków Beskidu Niskiego. Obydwie położone pośród wzniesień pokrytych lasami, będącymi pozostałościami dawnej puszczy karpackiej o wyjątkowych walorach przyrodniczo-krajobrazowych.

Biały Orzeł.
Dawna willa a później sanatorium „Biały Orzeł” zbudowane w 1923 roku.

Grupa na deptaku w Iwoniczu-Zdroju.
Grupa na deptaku w Iwoniczu-Zdroju.

Po godzinnej przerwie ruszamy przez Iwonicz-Zdrój w górę potoku Iwonka. Zostawiamy za sobą okazały gmach „Bazaru”. Wzniesiono go w latach 1876-80. Drewniana, dwupiętrowa bryła tego obiektu z czworoboczną wieżą zegarową przykuwa wzrok za każdym razem gdy tylko jesteśmy w Iwoniczu. Budynek ten jest popularnym motywem obrazów i fotografii. Stanowił luksusowy hotel dla gości uzdrowiska, obecnie mieszczą się w nim lokale handlowe oraz mieszkania dla pracowników uzdrowiska. Stanął naprzeciwko piętrowego „Domu Zdrojowego” z 1861 roku, który przypomina swoją bryłą osiemnastowieczny pałac.

Przechodzimy alejką wzdłuż podcieni budynku pijalni iwonickich wód. Został on wzniesiony z inicjatywy Załuskich w 1837 roku, ale obecny jego wygląd nadany został po przebudowie w roku 1922, a potem w latach 80-tych XX wieku. Alejka ciasno przechodzi miedzy budynkiem pijani i budynkiem Starych Łazienek zbudowanych w 1838 roku. Aktualnie mieszczą się w nim sanatorium i przychodnie uzdrowiskowe. Za budynkiem pijalni znajduje się ośmioboczna altanka z zadaszeniem wspieranym na kolumnach opartych na postumentach. Jest to tzw. „Pawilon nad źródłami” ze źródłami Amelii i Karola.

Pijalnia i Stare Łazienki.
Pijalnia i Stare Łazienki.

„Pawilon nad źródłami” ze źródłami Amelii i Karola oraz źródło Józefa.
„Pawilon nad źródłami” ze źródłami Amelii i Karola oraz źródło Józefa.

Dalej mamy modrzewiową willę „Krakowiak” wybudowaną w stylu szwajcarskim. Słynęła z najlepszych w okolicy dancingów. Do dzisiaj można usłyszeć wydobywające się z niej dźwięki muzyki tanecznej, ale obecna willa „Krakowiak” nie jest tym samym obiektem, co pierwotnie wybudowany w latach 1865-1868. Jest jednak jego kopią odbudowaną po pożarze w 2004 roku. Dochodzimy do al. Teodora Torosiewicza, na której łapiemy czerwony szlak. Główny Szlak Beskidzki prowadzi tą szosą omijając deptak zdrojowy. Aleja Teodora Torosiewicza jest asfaltową drogą poprowadzoną w górę doliny potoku Iwonka, która potem skręca do Lubatowej. Za nami znajduje się już „Stary Pałac” - najstarszy zabytek uzdrowiska, wzniesiony w 1837 roku według projektu Amelii Załuskiej, współzałożycieli uzdrowiska Iwonicz-Zdrój. Obiekt ten służył jako letni pałac rodziny Załuskich.

Stary Pałac.
Stary Pałac.

Podążamy w górę doliny wzdłuż ulicy, która na dalszym odcinku zmienia nazwę z Torosiewicza na Leśną. Przechodzimy między sanatoryjnymi budynkami: „Pod Jodłą” z lewej, „Biały Orzeł” po prawej. Wyżej mamy obiekty sportowe „Orlika”, boisko i kort tenisowy, a przed nimi nieużytkowany od lat basen kąpielowy. Wyżej na stokach Przedziwnej znajdowała się kiedyś skocznia narciarska, po której ślady wciąż można dostrzec. Poniżej dawnej skoczni stoi obecnie amfiteatr. Z tego miejsca rozchodzą się ścieżki turystyczne wiodące przez widokowe wzniesienia Przymiarki do Rymanowa-Zdroju.

Amfiteatr pod stokami Przedziwnej.
Amfiteatr pod stokami Przedziwnej.

Czerwony szlak prowadzi nas ulicą Leśną. Wkrótce oddalamy się nieco od potoku Iwonki wchodząc wyżej na stoki Przedziwnej, a następnie Żabiej Góry, na którym rozlokowały się osiedla Turkówki i Za Górą. Trasa przez te osiedla jest malownicza. Krajobrazowo śliczna szczególnie po zmianie kierunku marszu z południowego na zachodni. Wtedy naszym oczom ukazuje się po raz pierwszy Cergowska Góra. Jej masywna, garbata sylwetka może trochę przerażać, bo wiemy, że będziemy musieli się wspiąć na to wzniesienie. Na pewno wyciśnie z nas trochę potu.

Oddalamy się od potoku Iwonka, który ma swoje źródła po stronie przeciwnej niż kierunek naszego marszu, na północnych stokach Sroków Działu i na zachodnich stokach Przymiarek. Schodzimy powolutku do doliny rzeki Lubatówka, z którą potok Iwonka spotyka się na wysokości około 285 m n.p.m. w tzw. Miejscu Piastowym, gdy przepłynie przez Iwonicz, następnie płaskie obszary Dołów Jasielsko-Sanockich. My spotykamy się z Lubatówką o godzinie 12.25. Wchodzimy na prostopadłą drogę. Skręcamy w lewo i przechodzimy przez most nad Lubatówką. Idziemy do centrum wsi Lubatowa.

Stok Przedziwnej i droga do Turkówki.
Stok Przedziwnej i droga do Turkówki.

Las Przedziwnej.
Las Przedziwnej.

Widok na Cergową.
Droga z widokami na Cergową.

Z prawej mamy kościół parafialny pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Lubatowej oraz pomnik rozstrzelanych przez SS Galizien w 1944 roku. Po wybuchu II wojny światowej w Lubatowej powstał jeden z pierwszych na tym terenie ruchów oporów. Mieszkańcy wsi byli silnie zaangażowani w działania przeciwko okupantowi. Organizowane były w niej punkty przerzutowe, ukrywano i udzielano schronienia ludziom poszukiwanym przez Niemców (m.in. partyzantom, jeńcom radzieckim zbiegłym z obozu pod Rymanowem, Polakom wypędzonym z Wielkopolski i Śląska). Mieszkańcy wsi w związku z tym doświadczali wielokrotnie odwetowego rozstrzeliwania, czy pacyfikacji. Najbardziej dramatycznym pod tym względem był 1944 roku. W pierwszej akcji pacyfikacyjnej po czerwcowym zamachu partyzantów na Paula Diebala, krwawego komendanta Schutzpolizei w Dukli, Niemcy aresztowali, a następnie rozstrzeliwują 1 lipca w Lesie Warzyckim koło Jasła kilkunastu mieszkańców Lubatowej. Niedługo potem mieszkańcy Lubatowej objęci zostali kolejną pacyfikacją. Tym razem objęła ona 38 mieszkańców, straconych 24 lipca 1944 roku w Lesie Grabińskim koło Iwonicza. Tamtego dnia razem z nimi zastrzeleni zostali również aresztowani z innych miejscowości m.in. Iwonicza, Brzostka i Korczyna. Razem tamtego dnia zamordowano strzałem w tył głowy 72 osoby. Uroczystości żałobne odbyły się w dniu 9 maja 1945 roku. Rozpoczęły się w miejscu mordu w lesie Grabińskim, po czym kondukt pogrzebowy podzielił się na 2 orszaki. Pierwszy z 38 trumnami skierował się do Lubatowej, gdzie dokonano uroczystego pochówku we wspólnej mogile przy kościele parafialnym. Drugi kondukt skierował się na cmentarz do Iwonicza.

Kościół pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Lubatowej.
Kościół pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Lubatowej.

Pomnik rozstrzelanych przez SS Galizien w 1944 roku.
Pomnik rozstrzelanych przez SS Galizien w 1944 roku.

Górujący w dolinie Lubatówki kamienno-ceglany kościół pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika wzniesiono w latach 1911-1918. Jego wieża wznosi się na wysokość 56 metrów. Kościół ten został wybudowany kilkanaście metrów na północny-wschód od nieistniejącego już starego drewnianego kościoła z ok. 1529 roku, który został rozebrany w obawie przed zawaleniem w 1921 roku.

Przechodzimy centrum wsi. Przed budynkiem szkoły podstawowej skręcamy na szosę odchodzącą w prawo do Jasionki i Dukli. Szosą pniemy się na bardzo widokowe wzniesienie Lipki. Z prawej widoczna jest kulminacja Zygmuntówki (505 m n.p.m.) z masztem telekomunikacyjnym i przebiegającą przezeń linią wysokiego napięcia, która nadaje krajobrazowi dziwnego uroku. Zwisające nad polami przewody zawieszone na wysokich konstrukcjach – jakaś jest w tym malowniczość, a nie tylko nasze skrzywione spojrzenie wynikające z sentymentalnego powrotu w te strony. Te słupy towarzyszyły nam od pierwszej wędrówki i wpisały się już w naszej pamięci jak stały element tutejszego krajobrazu. Obracamy głowę za siebie, na północny wschód, gdzie widać Wzgórza Rymanowskie, wspomnienie czerwcowej wyprawy, i wcześniejszych wędrówek. Za nimi Rymanów-Zdrój, Wołtuszowa, Wisłoczek, Puławy, Komańcza i dalej Bieszczady. Stopniowo oddalamy się od nich. Idziemy ten szlak po raz trzeci. Czy kiedyś będzie się nam chciało przejść go kolejny raz? Z jednej strony kuszą miejsca nowe, w których jeszcze nie byliśmy, a z innej pociągają stare miejsca, w których zostały nasze najmilsze chwile wspomnień. Idąc tym samym szlakiem wracamy do nich, ale też tworzymy nowe, cudowne obrazy dla wspomnień.

Lubatowa.
Panorama Lubatowej ze stoków Lipki.

Przed rośnie Cergowska Góra. Przechodzimy wierzchołek wzniesienia Lipki. Schodzimy. Po drugiej stronie wzniesienia Lipki szosa ostro skręca na prawo na Jasionkę i Duklę. Opuszczamy w tym miejscu szosę, bo szlak kieruje nas dalej prosto na łąki. Skraj lasu barwi się jeszcze silnymi kolorami jesieni. Takiej właśnie wędrówki oczekiwaliśmy - jesiennej i udało się. W pewnych odstępach na drzewach wiszą wstążki znakujące trasę jakiegoś biegu. Ta forma rekreacji jest co raz bardziej popularna: maratony, półmaratony i inne biegi. O!... Na jednym z krzaków obok wstążki wisi czarny biustonosz. Komuś musiało być naprawdę gorąco ;)

Wzniesienie Lipki i widok na Cergową.
Wzniesienie Lipki i widok na Cergową.

Zygmuntówka (505 m n.p.m.).
Zygmuntówka (505 m n.p.m.).

Do dolinki.
Do dolinki.

Biustonosz na krzaku.
Komuś było gorąco ;)

Teren obniża się ku brzegowi lasu do miejsc podmokłych i błotnistych na szlaku. Udaje się przejść w miarę na czysto. Wchodzimy do lasu i zaraz na jego skraju robimy postój. O godzinie 13.30 ruszamy dalej. Zaczynamy podejście Cergowej. Nie jest aż takie ostre, jak sugerowała potężna sylwetka góry widziana z pokonanych wzniesień. Szlak prowadzi trawersem po południowej stronie stoku. Płaj wiedzie przez barwny las do osuwiskowego rowu. Do którego skręca i dalej ostro pnie się na wschodnią krawędź grzbietu. Gdzieś w okolicy, w pasie skałek ograniczających rów osuwiskowy znajduje się jaskinia o nazwie „Gdzie spadł samolot”. Znów nie znajdujemy tej jaskini, ale pewnie dlatego, że właściwie nie poświęcamy czasu na jej poszukiwania.

Las.
Wchodzimy do lasu.

Płajem w górę.
Płajem w górę stoku.

Płaj przed rowem osuwiskowym.
Płaj przed rowem osuwiskowym.

Korona jesiennego lasu.
Korona jesiennego lasu.

Idziemy w górę rowem osuwiskowym. Jego brzegi wypełnia mnóstwo wychodni. Teren porasta piękny las bukowy. Las rozsłonecznia słońce. Drzewa nie mają już szczelnego listowia. O godzinie 14.05 osiągamy grzbiet. Z miejsca tego na południowo-wschodnią stronę schodzi stromym stokiem przecinka. My kierujemy się w przeciwnym kierunku.

Rów osuwiskowy.
Rów osuwiskowy.

Las Cergowej.
Las Cergowej.

Początek grzbietu.

Wędrujemy teraz już w miarę wyrównanym grzbietem Cergowej, porośnięty z obu stron bukami, których gałęzie wygięte są w północno-wschodnim kierunku (wyglądają tak jakby poddawały się silnemu wiatrowi wiejącemu od południowego zachodu). Dzisiaj jednak nie ma żadnego wiatru. W przeciwieństwie do dość łagodnego stoku południowo-zachodniego, po drugiej stronie grzbietu uformowane zbocze jest bardzo bliskie pionowej ścianie. Zejście w dół tamtą stroną nie było by możliwe bez lin.

Pośród buków rosną również inne drzewa, w tym cis pospolity (jedno z najrzadszych drzew w Polsce) chroniony tutaj rezerwatem leśnym o powierzchni 63,5 ha. Obejmuje on północne zbocza Cergowej. Ochroną tego rezerwatu objęte są również fragmenty lasu mieszanego z rzadkimi gatunkami flory. W najniższych położeniach rezerwatu rośnie olszynka karpacka, wyżej zaś grąd z wielogatunkowym drzewostanem, na który składają się graby, lipy, dęby szypułkowe, trześnia, jesiony i jawory. We wschodniej części rezerwatu rośnie też wiąz górski i jaworzyna górska. Gdybyśmy wędrowali tędy w czerwcu, lipcu lub sierpni zapewne spotkalibyśmy w runie paprocie, miesięcznice, czosnek niedźwiedzi, a przy odrobinie szczęścia także kwiaty chronionej i rzadkiej lilii złotogłów.

Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.
Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.

Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.
Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.

Widok na dolinę Jasionki.
Widok na dolinę Jasionki.

Dobrze jest przejść się Tymy samymi szlakami o różnych porach roku. W październiku las na Cergowej jest bardzo przejrzysty, wpada do niego mnóstwo światła słonecznego, a widoki na doliny, szczególnie na dolinę pod urwistymi północno-wschodnimi stokami do doliny Jasionki są imponujące. W lecie, czy podczas zazielenionej już wiosny widoki z Cergowej pojawiają się właściwie tylko z jednego znanego nam miejsca. Teraz między drzewami pozbawionymi w znacznej części liści dolinę Jasionki widzimy prawie cały czas. Ma się wrażenie, że jesteśmy na najwyższej górze w okolicy, a nawet najwyższej w całym Beskidzie Niskim, ale to tylko tak się wydaje.

Grzbiet Cergowej.
Grzbiet Cergowej.

Około godziny 14.30 przechodzimy przez środkowy wierzchołek Cergowej. Cergowa ma ich trzy. Pierwszy jaki mijaliśmy, wschodni mamy już za sobą. Przed nami najwyższy, zachodni, mający 716 m n n.p.m. Wchodzimy na niego o godzinie 14.45. Na szczycie trwa budowa wieży widokowej. Miała być ponoć gotowa na wakacje 2017. Na chwilę obecną jest wylany solidny fundament. Pewnie budowniczowie nie zdążą jej wznieść tego roku.

Na szczycie Cergowej stoi metalowy krzyż, a przy nim skrzyneczka z dziennikiem i długopisem. W dzienniku można pozostawić swój ślad pobytu na szczycie góry. Po gościnie na szczycie Cergowej zaczynamy schodzić w dół o godzinie 15.00. W partiach wierzchołkowych spotykamy turystów podążających cały GSB w przeciwną stronę. Jeszcze trochę im zostało do końca, ale już znacznie mniej dystansu, niż ten który pozostawili za sobą. Zagadujemy się dłuższą chwilę. Żegnamy z życzeniami szczęśliwej drogi.

Zespół zamykający grupę na najwyższym szczycie.
Zespół zamykający grupę na najwyższym szczycie.

Cergowa (716 m n.p.m.).
Cergowa (716 m n.p.m.).

Szlak wprowadza na wierzchołek krótkiego bocznego grzbietu odchodzącego od głównego wierzchołka Cergowej. Za tym wierzchołkiem szlak prowadzi przez niewielkie polanki obrośnięte młodnikiem, po czym wprowadza do bukowego lasu. Na skraju lasu napotykamy kilka egzemplarzy dzwonka rozpierzchłego (Campanula patula L.). To zaskoczenie o tej porze roku, bo roślina ta kwitnie normalnie od maja do lipca. Jesienne barwy ujmują wszelkie ludzie umysły, nie tylko oczy, ale też ta zasypiająca przyroda zdaje się cudownie pachnieć, fascynować cichością. Ptasie nawoływania odeszły już w niepamięć. Ptaki opuściły lasu już niemal zupełnie. Przez moment daje się usłyszeć jedynie głuche, ale donośne bębnienie dzięcioła. Między konarami widać coraz bliższą dolinę Jasiołki. Co raz natarczywiej słychać ruchliwość szosy (droga krajowa nr 9).

Szlak z Cergowej.
Szlak ze szczytuj wprowadza na boczny grzbiet.

Kulminacja bocznego grzbietu.
Kulminacja bocznego grzbietu.

Przed polankami.
Przed polankami.

Na skraju lasu.
Na skraju lasu.

Dzwonek rozpierzchły (Campanula patula L.).
Dzwonek rozpierzchły (Campanula patula L.).

Wejście do lasu.
Wejście do lasu.

Przeszkody.
Przeszkody.

Zbocze przed wyjściem z lasu jest stromsze. O godzinie 15.50 wchodzimy na widokowe łąki Nowej Wsi. Pod drugiej stronie doliny wznosi się przed nami kolejny masyw do przejścia. Pod jednym ze szczytów tego masywu o nazwie Kilianowska Góra (560 m n.p.m.) intensywnie pracuje kamieniołom. Pod wzniesieniem Kilianowskiej Góry znajduje się dolina Chyrowskiego Potoku, przez którą poprowadzona jest droga dojazdowa do kamieniołomu. Dolinę tą zamyka wzniesienie Chyrowej (695 m n.p.m.). Z lewej zaś wzgórze Zaśpit, na które podążymy czerwonym szlakiem już jutro.

Zaraz opuścimy las.
Zaraz opuścimy las.

Kilianowska Góra (560 m n.p.m.).
Kilianowska Góra (560 m n.p.m.).

Stok Cergowej.
Stok Cergowej.

Łąki i pola Nowej Wsi na stoku Cergowej.
Łąki i pola Nowej Wsi na stoku Cergowej.

Ostrewki.
Ostrewki.

Kapliczka przydrożna w Nowej Wsi.
Kapliczka przydrożna w Nowej Wsi.

Barwy jesieni.
Pomalowała jesień.

Schodzimy do wsi. Żegnamy las Cergowej malowany barwami jesieni. Wchodzimy między domostwa Nowej Wsi. Dróżki kierują nas do kładki nad rzeką Jasiołką, za którą mamy bardzo ruchliwą szosę. Tutaj o godzinie 16.00 opuszczamy Główny Szlak Beskidzki. Odjeżdżamy w kierunku Dukli, gdzie już (nie czekając na jutro) dzisiaj rozpoczynamy program uzupełniający wędrówki po Głównym Szlaku Beskidzkim...




Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas