Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pogoda jakaś paskudna się zrobiła, mży i zaciąga chłodem. Cóż nas zatem ciągnie w Bieszczady. Najpewniej zniechęcenie do stagnacji, wszak czas biegnie do przodu, bez względu na to czy stoimy, czy idziemy. Nie ma co odkładać tej wędrówki na czas późniejszy, bo dzięki temu w czasie późniejszym odbędziemy kolejną. Nie jest jednak tak źle, jakby się zdawało. Tam trochę wyżej będzie ciekawiej, bo to jeden z najdzikszych bieszczadzkich masywów.

TRASA:
Żubracze (633 m n.p.m.) [niebieski szlak] Szymowa Hyrlata (1103 m n.p.m.) [niebieski szlak] Rosocha (1085 m n.p.m.) [niebieski szlak] Pilnik (943 m n.p.m.) [niebieski szlak] Roztoki Górne (685 m n.p.m.)

OPIS:
Zaczynamy o godzinie 9.40 przy szutrowej drodze odchodzącej ku źródłom Solinki, znanej bieszczadzkiej rzeczki. Są to tereny wsi Żubracze, lokowanej przed rokiem 1552 na prawie wołoskim w dobrach Balów...
...Jest ostatnią wsią pod samym Beskidem. Leży w tak nieprzystępnym wertepie i pomiędzy tak ogromnymi borami, że jeszcze dziś można by tego nazwać odważnym, kto by sobie ją obrał na stałe zamieszkanie” - pisał o Żubraczem znany XIX-wieczny powieściopisarz Zygmunt Kaczkowski, z którym zetknęliśmy się dwa dni temu podczas wędrówki na Łopiennik.
Po wojnie wieś Żubracze została wysiedlona, a potem w 1946 roku kompletnie spalona przez UPA. Obecnie wieś nie ma nawet połowy mieszkańców z liczby przedwojennych. Nie leży też na nieprzystępnym wertepie, dzięki wybudowanej drodze wojewódzkiej nr 897, czyli tzw. bieszczadzkiej obwodnicy.

Widok na Matragonę.
Widok na Matragonę.

Idziemy utwardzoną drogą w dolinę rozdzielającą masyw Hyrlatej od masywu Matragony, w górę Solinki. Jej źródła znajdują się na południowych stokach Rosochy leżącej w masywie Hyrlatej, na wysokości ok. 1000 m n.p.m. Oba masywy, Hyrlatej i Matragony przywdziane są czapami chmur. Nie dość że same w sobie są tajemnicze, to jeszcze próbują skryć się przed naszymi oczyma. Przed dziesiątą dochodzimy do miejsca, gdzie znakowany szlak schodzi z gruntowej drogi na lewo na stok Hyrlatej. Pnie się ostro, wspinamy się intensywnie, aczkolwiek bez pośpiechu, ale i tak robi się cieplej. Mżawka zanika wraz ze wzrostem wysokości, przechodzi w śnieżynki zabielające las. Pada śnieg.

Droga do Solinki z widokiem na masyw Hyrlatej.
Droga do Solinki z widokiem na masyw Hyrlatej.

Podejście na masyw Hyrlatej

Pierwsze śnieżynki zabielające las.
Pierwsze śnieżynki zabielające las.

Chwilka postoju i radość z bliskości piękna przyrody.
Chwilka postoju i radość z bliskości piękna przyrody.

Mija może ze czterdzieści minut od podejścia zbocza góry, gdy wyczuwalnie osiągamy grzbiet masywu. Grzbietowa droga łagodnie prowadzi w kierunku pierwszego wierzchołka. Biały opad choć rzadki, zakrywa dość szybko brunatne liście pokrywające leśne runo. Kto by pomyślał, że tak szybko zmianie ulegnie sceneria tej wycieczki. Pierwszy śnieg w Bieszczadach odmienia wizualną estetykę lasu.

O godzinie 11.05 mamy pierwszy wierzchołek Berdo (1042 m n.p.m.). Za nim jest też pierwsza polana, z pewnością widokowa, gdyby nie śnieżne chmury. Potem las bukowy, wyglądający na dość młody, bo buki jakieś nieduże, ale tak naprawdę to dorosłe osobniki, tylko karłowate. Takie są lasy na grzbiecie masywu, niskie drzewa, poskręcane i powyginane, walczące z surowymi warunkami tutaj panującymi. Za Berdem grzbiet góry pokryty jest w całości warstwą śniegu. Jest bielutko, trochę mgliście. Wiatr powiewa delikatny, momentami chłodny, może nawet mroźny. Jakaś dziecięca radość ogarnia nas z tej zimowej aury.

To już grzbiet masywu.
To już grzbiet masywu.

Berdo (1042 m n.p.m.).
Berdo (1042 m n.p.m.).

Młodniki pośród karłowatych buczków.
Młodniki pośród karłowatych buczków.

Przedziwny bukowy las.
Przedziwny bukowy las.

Niezwykły las.
Niezwykły las.

Wejście na polanę.
Wejście na polanę.

Polana przed Zwornikiem (1083 m n.p.m.).
Polana przed Zwornikiem (1083 m n.p.m.).

Dzisiaj są na polanie tylko takie widoki, cudownie zimowe.
Dzisiaj są na polanie tylko takie widoki, cudownie zimowe.

Kolejny punkt wierzchołkowy Zwornik (1083 m n.p.m.) osiągamy o godzinie 11.40, nieznany na mapach, bo nie jest zaznaczany. Gdyby nie lokalny szlak GPS, to pewnie byśmy przeszli nie dowiadując się o jego istnieniu. Przy znakach szlaku pojawia się wykrzyknik. To znak, żeby zachować baczniejszą uwagę. Wchodzimy na rozległą polanę pokrywającą siodło przełęczy. Tu można łatwo szlak zgubić w taką mglistą pogodę. Ścieżka jest jednak wyraźna, obrośnięta gęstym borówczyskiem. Gdy napada więcej śniegu zniknie pod nim zarówno ścieżka i borówczysko, ale dzisiaj można iść bez obaw zagubienia drogi do lasu znajdującego się po drugiej stronie polany, a tak grzbiet podnosi się już ku najwyższej kulminacji masywu.

Zwornik (1083 m n.p.m.).
Zwornik (1083 m n.p.m.).

Karłowate buki przed Wielką Polaną.
Karłowate buki przed Wielką Polaną.

Wielka Polana.
Wielka Polana.

Szlak przez Wielką Polanę.
Szlak przez Wielką Polanę.

Przed wierzchołkiem Szymowej Hyrlatej.
Przed wierzchołkiem Szymowej Hyrlatej.

Ciąg polan przed Szymową Hyrlatą.
Ciąg polan przed Szymową Hyrlatą.

Podejście wiedzie skrajem polan. Sam szczyt Szymowa Hyrlata (tak jest zwany w odróżnieniu od nazwy całego masywu) leży na granicy lasu i polany z widokami na pasmo graniczne ze Strybem, na którym byliśmy wczoraj. Nieopodal wierzchołka stoi metalowy krzyż z tabliczką, na której wyryto napis:
Chodźcie
dopóki macie światłość
aby was ciemność
nie ogarnęła
J 12,35
kwiecień-maj 2011 r.

Ostatnia polana przed szczytem.
Ostatnia polana przed szczytem

Krzyż pod wierzchołkiem.
Krzyż pod wierzchołkiem.

Szczyt.
Szczyt.

Szymowa Hyrlata (1103 m n.p.m.).
Szymowa Hyrlata (1103 m n.p.m.).

Godzina 12.00. Na szczycie Szymowej Hyrlatej (1103 m n.p.m.) skupia się 14 osób z końca grupy. Odpoczywamy kilka chwil. Kilkanaście minut po dwunastej zaczynamy schodzić na południowo-wschodnią stronę. Szlak prowadzi przez gęstą, karłowatą buczynę. Klimaty zimowe wzmagają się. Krajobraz, w szczególności na śródleśnych polanach przywodzi myśli o śnieżnobiałej zimie, jaka kiedyś nawiedzała nas rokrocznie i nie koniecznie trzeba było być w górach, aby jej doświadczyć. Śnieg skrzypi pod butami, choć temperatura oscyluje na granicy topnienia. Wysokie trawy przywdziały białe pióropusze. Mgły silniej ogarnęły okolicę i znów pada śnieg.

Na szczycie Hyrlatej.
Na szczycie Hyrlatej.

Opuszczamy szczyt.
Opuszczamy szczyt.

Mgły wzmagają się.
Mgły wzmagają się.

Trawy przywdziały pióropusze.
Trawy przywdziały pióropusze.

Podejście na Rosochę.
Podejście na Rosochę.

Wychodzimy na polanę Rosochy.
Wychodzimy na polanę Rosochy.

O godzinie 12.40 przecinamy polanę wierzchołkową Rosochy (1085 m n.p.m.). Schodzimy utrzymując kierunek marszu. Znów karłowaty las buków, jeszcze bardziej dziwacznie powykręcanych, powyginanych z fantazyjnym chaosem. Na zejściu z Rosochy trafia się też niezwykłe skupisko jaworów. W niektórych miejscach w zasięgu wzroku mamy nawet po kilkanaście okazów jednocześnie.

Szlak schodzi po dość stromym stoku. Około godziny 13.05 tuż pod wierzchołkiem Pilnik (943 m n.p.m.) szlak skręca 90 stopni w prawo. Dalej schodzimy ostro w dół. Na szlaku i w jego otoczeniu stopniowo ubywa bieli. Zanika śnieg i wyczuwamy co raz bardziej występującą grząskość na ścieżce, aby nie powiedzieć błoto. To zapewne wynika z wysokości na jakiej się znajdujemy, a jesteśmy już zdecydowanie niżej niż jeszcze niecałą godzinę temu.

Rosocha, polana wierzchołkowa.
Rosocha, polana wierzchołkowa.

Rosocha (1085 m n.p.m.).
Rosocha (1085 m n.p.m.).

Jawor.
Jawor.

Jawory.
Jawory.

Jawor pod szczytem Pilnika.
Jawor z konarem pozbawionym wnętrzności pod szczytem Pilnika.

Gdy nachylenie stoku zmniejsza się z boku przychodzi do nas leśna droga. Wydawać by się mogło, że będzie odtąd wygodniej, ale nad drodze zapanowała błotno-listna ślizgawica. Liście taplają się w błocie pod naciskiem naszych butów. O godzinie 13.35 wychodzimy z lasu na brzeg rzeki. Nie ma mostka, a poziom wody jest wyraźnie podniesiony, jak przy roztopach. To jeden z dopływów Roztoczki mający swoje źródła na stokach Rosochy. Wyszukujemy w nurcie najpłycej zanurzonych kamyczków. Udaje się, ale czeka nas jeszcze jedna przeprawa, tym razem przez Roztoczkę. Roztoczka sprawia jednak mniej trudności, bo w jej korycie leżą cztery betonowe słupy, z których korzystamy. I zostaje nam kilkadziesiąt metrów do rozdroża w Roztokach Górnych, gdzie kończy się nasze przejście. O godzinie 14.00 kończy się nasza wycieczka.

Przychodzi do nas leśna droga.
Przychodzi do nas leśna droga.

Leśna droga do Roztok Górnych.
Leśna droga do Roztok Górnych.

Brzeg rzeki.

Jest to dopływ Roztoczki.

Przeprawa przez Roztoczkę.

Listopadowa wyprawa w Bieszczady, połączona z okresem katarzynkowo-andrzejkowych zabaw kończy się. Zaliczyliśmy wszystko co zostało zaplanowane, choć obawy były o aurę: czy pozwoli ona nam na to? Tak pozwoliła, a nawet można powiedziecie, że sprzyjała. Listopad to przede wszystkim deszcze, które właściwie ominęły nas. Pokonaliśmy najdziksze tereny Bieszczadów praktycznie na sucho. Trafiliśmy na czas, kiedy góry te zaczyna pokrywać śnieg, by zalśniły świetlistą białą aurą, lśniącą oślepiająco w promieniach słońca. I już nie będą tak tajemnicze, jak teraz, ale z pewnością błysną niezwykłą urodą. Już wkrótce je zobaczymy właśnie takie.

GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Pierwszy śnieg na Hyrlatej

Chmury zawisły nad bieszczadzkimi dolinami, skryły leśne szczyty. Wyglądają jakby miało z nich zaraz popadać. Północne stoki pasma granicznego pokrywa nieduża warstewka śniegu mokrego, bo temperatura jest dodatnia. Nieszczelna biel pokrywa tylko runo leśne, bo buki są wolne od liści i od śniegu. Przyroda czeka już na zimę w stu procentach przygotowana na jej bezwzględną surowość. Nie boi się już chłodów, mrozów i wiatrów.

TRASA:
Roztoki Górne (685 m n.p.m.) [żółty szlak] Przełęcz nad Roztokami Górnymi (słow. Ruské Sedlo; 801 m n.p.m.) [niebieski szlak]+[czerwony szlak] Rypi Wierch (słow. Rypy; 1003 m n.p.m.) [niebieski szlak]+[czerwony szlak] Sinkowa (słow. Šipková; 995 m n.p.m.) [niebieski szlak]+[czerwony szlak] Stryb (1011 m n.p.m.) - Przełęcz Pryslipce (831 m n.p.m.) - Roztoki Górne (685 m n.p.m.)

OPIS:
W listopadową aurę jeszcze nie dane nam było wędrować bieszczadzkimi ścieżkami, zupełnie opustoszałymi. Na szlaku łatwiej jest teraz spotkać niedźwiedzia niż innego człowieka. W przeszłości niedźwiedź zasiedlał obszar całego kraju, konkurując z człowiekiem o tereny siedlisk. Polowania unicestwiały go jednak stopniowo, a przed końcem XIX wieku niedźwiedź został wytępiony niemal na całym obszarze Polski. Jedyną jego ostoją pozostały Karpaty. Dzisiaj nie wiadomo ile ich jest. Podawane liczby bieszczadzkiej populacji w Polsce są bardzo rozbieżne... 20, 60, a może nawet 80 sztuk. Kalkulacje jednak skłaniają się ku tych najniższych liczbach, ale też pewne jest, że największą ostoją niedźwiedzia nadal są Bieszczady i to te rzadziej uczęszczane przez człowieka, do których zaliczyć należy pasmo graniczne na które dzisiaj podążamy. O tej porze roku, jesienią, niedźwiedzie preferują starodrzewia bukowe, gdzie mają jeszcze duże ilości pożywienia i mogą się najeść przed zimą.

Roztoki Górne.
Roztoki Górne.

O godzinie 9.20 ruszamy z Roztok Górnych asfaltową drogą w kierunku granicy. Roztoki Górne to obecnie niewielka osada, składająca się zaledwie z kilku domów. Była lokowana w 1559 roku na prawie wołoskim jako wieś królewska. Leżała na ważnym szlaku handlowym przechodzącym przez pobliską Przełęcz nad Roztokami Górnymi, zwaną dawniej Bramą Ruską (Porta rusica). Roztoki Górne były wsią bojkowską leżącą na pograniczu z łemkowszczyzną. Za taką ją uważano, choć w znacznym stopniu obie kultury silnie przenikały się tutaj wzajemnie.

Kilkakrotnie w swojej historii wieś wyludniała się. W 1665 roku opustoszała najprawdopodobniej w wyniku najazdu wojsk Rakoczego. W 1686 roku na wieś napadła banda węgierskich tołhajów, która spaliła jej zabudowania i wymordowała mieszkańców. Od tamtego czasu aż do końca XVIII wieku miejsce to było bezludne. Nowi osadnicy pojawili się tu dopiero w czasach zaboru austriackiego. Zdecydowano wówczas, że Roztoki będą przysiółkiem Solinki. Po drugiej wojnie światowej wieś znów została wyludniona. Zniknęła jej zabudowa. Te kilka obecnych zabudowań wsi powstało w latach 60-tych XX wieku.

Idziemy wzdłuż potoku Roztoczki, który swe źródła ma pod przełęczą. O godzinie 9.45 docieramy na Przełęcz nad Roztokami Górnymi (słow. Ruské Sedlo; 801 m n.p.m.). Kończy się tutaj asfaltowa droga. Jej przedłużeniem jest droga gruntowa schodząca na stronę słowacką do nieistniejącej wsi Ruské.

Droga z Roztok Górnych na Przełęcz nad Roztokami.
Droga z Roztok Górnych na Przełęcz nad Roztokami.

Przełęcz nad Roztokami Górnymi (słow. Ruské Sedlo; 801 m n.p.m.).
Przełęcz nad Roztokami Górnymi (słow. Ruské Sedlo; 801 m n.p.m.).

Krótka przerwa na przełęczy przed zmianą szlaku i po kilku minutach idziemy dalej granicznym szlakiem. Przez pas graniczny wiodą czerwone znaki słowackiego szlaku i niebieskie polskiego. Od Przełęcz nad Roztokami Górnymi kierujemy się na zachód. Dróżka pokryta mokrymi liśćmi zrywa się w górę stoku. Ścieżkę otaczają skrawki śniegu. W miarę nabierania wysokości co raz bardziej wnikamy w chmurę ogarniającą wzniesienie. Robi się chłodniej. Widoczność jest ograniczona, ale idąc pasem granicznym trudno zgubić szlak. Mijamy kolejne słupki graniczne. Nabieramy wysokości. Drzewa zasłaniają się mglistością. O godzinie 10.30 osiągamy pierwszy wierzchołek na naszym szlaku - Rypi Wierch (1003 m n.p.m.).

Podejście na Rypi Wierch.
Podejście na Rypi Wierch.
Podejście na Rypi Wierch.
Mgły.
Mgły.

Graniczny szlak.
Graniczny szlak.

Rypi Wierch (słow. Rypy; 1003 m n.p.m.).
Rypi Wierch (słow. Rypy; 1003 m n.p.m.).

Nieco stromo, ale krótko schodzimy z Rypiego Wierchu. Grzbiet ciągnie się dalej w miarę płasko. Na płaskim kamieniu po prawej zauważamy garść zardzewiałych łusek. Ktoś żartem mówi, że to robota niedźwiedzia, który ułożył je po to by nas odstraszyć od jego rewirów. Idziemy dalej. Od południa stok jest teraz bardzo stromy. Kolejne wypiętrzenie na grzbiecie to Sinkowa (995 m n.p.m.), które przechodzimy o godzinie 11.05. Grzbiet staje się szerszy. Kilka minut marszu od szczytu Sinkowa rozkłada się widokowa polana z widokami na południe. Choć nieco przejaśnia się, a może nawet słońce zdaje się trochę przenikać do nas, to widać z tego miejsca jedynie kontury najbliższych wzniesień. Za polaną mamy zalesiony wierzchołek o nazwie Manewa (1020 m n.p.m.), który nie na każdej mapie jest zaznaczany.

Łuski.
Łuski.

Odcinek ze stromym południowym stokiem.
Odcinek ze stromym południowym stokiem.

Sinkowa (słow. Šipková; 995 m n.p.m.).
Sinkowa (słow. Šipková; 995 m n.p.m.).

Sinkowa (słow. Šipková; 995 m n.p.m.).
Sinkowa (słow. Šipková; 995 m n.p.m.).

Widokowa polana przed Manewą.
Widokowa polana przed Manewą.

Manewa (1020 m n.p.m.) ze szlaku.
Manewa (1020 m n.p.m.) ze szlaku.

Dalej podążamy dość szerokim traktem, jakby aleją pośród drzew lasu zmierzamy prosto na Stryb. Mgły snują się przez las, tworząc niesamowity klimat. Około 11.45 wychodzimy na polanę rozciągającą się od wierzchołka Stryba. Łatwo można zauważyć, że polanę tą czeka niechybnie zatracenie. Zarośnięta jest już silnie borówczyskami, pokrywa się samosiejkami. Dokładnie w południe zdobywamy najwyższą kulminację dzisiejszego dnia - Stryb (1011 m n.p.m.). Zrzucamy plecaki.

Aleja pośród drzew lasu.
Aleja pośród drzew lasu.
Aleja pośród drzew lasu.

Polana szczytowa na Strybie.
Polana szczytowa na Strybie.

Stryb (1011 m n.p.m.).
Stryb (1011 m n.p.m.).

Ryszard z grupą daje sygnał, że minął już Czerenin, czyli szczyt znajdujący się blisko 5 km dalej. Idą w sześcioosobowym składzie wydłużonym wariantem do Maniowa. Muszą mieć większe tempo od naszego. W przeciwieństwie do nich mamy więcej czasu na posiedzenie sobie na szczycie. Po przerwie postanawiamy zejść ze Stryba nie tym samym szlakiem co przy wejściu, lecz starym szlakiem schodzącym na Przełęcz Pryslipce, znajdującą się pod masywem Hyrlatej.

Wpierw musimy wycofać do z powrotem na wschód do lasu, skąd niegdyś niebieski szlak schodził po północnym stoku. Dzisiaj znaków tamtego szlaku oczywiście już nie ma, ani widocznej ścieżki. Poruszamy się na azymut, aż do napotkania drogi leśnej. Dalej tą drogą dochodzimy na samą przełęcz. Na przełęczy teren jest nieco podmokły, ale da się ominąć grząskości. O godzinie 12.55 Przełęcz Pryslipce (831 m n.p.m.), mamy już za sobą i stoimy na znajdującej się kilkadziesiąt metrów dalej gruntowej drodze, która łączy Solinkę i Roztoki Górne. Skręcamy na tej drodze w prawo. Idziemy na wschód, wygodnie zmierzając prosto do Roztok Górnych.

Wracamy na wschód do lasu.
Wycofujemy się na wschód do lasu.

Zejście na Przełęcz Pryslipce.
Zejście na Przełęcz Pryslipce.

Szczęśliwi, nie zjedzeni przez niedźwiedzia.
Szczęśliwi, nie zjedzeni przez niedźwiedzia na drodze przed Roztokami Gónymi.

Droga spokojnie schodzi w dół. Z lewej mamy wzniesienie Kiczerki (911 m n.p.m.) wchodzące w skład masywu Hyrlatej. Z prawej zaś możemy popatrzeć sobie na graniczny grzbiet, po którym podążaliśmy przed południem. Na wprost nas w chmurach jawią się stoki masywu Jasła. Wkrótce wychodzimy na otwarty obszar Roztok Górnych. Mijamy rozlewiska z bobrzymi tamami. Przechodzimy mostem nad potokiem Ksenia i o godzinie 13.35 docieramy na węzeł dróg w Roztokach Górnych.

Droga do Roztok Górnych.
Droga do Roztok Górnych.

Bobrza tama w Roztokach Górnych.
Bobrza tama w Roztokach Górnych.

Rozlewiska w Roztokach Górnych.
Rozlewiska w Roztokach Górnych.

Roztoki Górne.
Roztoki Górne.

Część osób jest już autokarze. Czekamy jeszcze na osoby, które wracały ze Stryba przez Przełęcz nad Roztokami. Ostatnia osoba dociera pół godziny po nas. Wiemy już, że Rysiek z grupą będzie 5 minut później w Maniowie. Idealna synchronizacja. Jedziemy po nich, a potem już w komplecie udajemy się do Cisnej.

W Cisnej wstępujemy na kawę do „Siekierezady”. Pośród miejscowych zakapiorów, wśród mnóstwa biesów i czadów poszukujemy legendarnych bieszczadzkich Dusiołków. Ponoć spełniają marzenia. Znane są ze słowiańskiej mitologii jako istoty złośliwe, wysysające szczęście z ludzi, ale te bieszczadzkie są zupełnie inne. Niewielkie, kanciaste, długonose i brodate, w drewnie rzeźbione zaczepione na rzemyku pełnią rolę talizmanu. Wystarczy o północy ścisnąć takiego Dusiołka w lewej dłoni, uklęknąć na lewe kolano i pomyśleć sobie życzenie. Spełni, ale pod warunkiem, że Dusiołka nie będziemy trzymać zbyt długo przy sobie. Przed upływem roku trzeba go podarować komuś innemu, aby wymarzone życzenie nie odwróciło się przeciwko nam.

Żegnamy kolejny dzień i Bieszczady dzikie, momentami tajemnicze i chyba jeszcze nie do końca odkryte. Powrócimy do nich jutro, w poszukiwaniu spokoju, harmonii, zjednoczenia się z naturą, czyli tego wszystkiego co odnaleźli ludzie żyjący tu od pokoleń.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas