Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Śląski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Śląski. Pokaż wszystkie posty
Uwielbiamy góry, wędrujemy po nich i zagłębiamy się w górskiej naturze, próbujemy ogarnąć rozległość fantastycznych krajobrazów, chłoniemy głęboko górskie powietrze. Góry są z natury surowe i niedostępne, ale mimo wszystko pociągają człowieka swoim pięknem, ale chyba też właśnie swoją surowością i niedostępnością. Podziwiamy górskie polany, bogactwo występującej na nich flory, którą mamy na wyciągnięcie ręki. Z tych samych polan możemy spojrzeć szerzej i dalej, aż po kres horyzontu. Jakże jest dobrze popatrzeć na świat z tej perspektywy. Czasem lepiej popatrzeć na coś z większego dystansu, by to docenić. Tam gdzieś na zboczu zobaczymy chałupkę z zagrodą, a może kilka obejść, zaś w dolinie zapewne usadowiła się wioska, a może nawet większe miasteczko. Gdy jesteśmy na tych wierchach, jakże często nawet do głowy nam nie przyjdzie, że na ich zboczach i w dolinach jest życie, że wiele pokoleń przecierało szlaki przez karpacką puszczę, po której sami stąpamy. Jednak dzikie, niedostępne góry nie sprzyjały osadnictwu, a ubogie gleby nie nadawały się pod uprawę na skalę pozwalającą żyć w górskim terenie. Ekspansja osadnictwa w Karpatach odniosła jednak sukces, bowiem przodkowie górali znali taką formę gospodarki, która nawet w trudnych górskich warunkach dawała im wszystko, co do życia było potrzebne: żywiła ich i ubierała. W wyniku tej gospodarki powstały górskie polany, którymi tak się rozkoszujemy, zarówno ich bioróżnorodnością, jak również roztaczającymi się z nich panoramami.

W ostatnich latach gospodarka ta jednak zanikła, a wraz z nią zanikają górskie polany. Niegdyś, ale nie tak dawno, wielu to jeszcze pamięta, jak po górskich halach niosły się dźwięki pasterskich dzwoneczków, a gdziekolwiek byś nie przysiadł mógłbyś posłuchać bacowskich opowieści o tajemnicach gór, magach i zbójnikach. Tak było również tu w Beskidzie Śląskim, gdzie zagościliśmy. Dziś na górskich halach tego regionu pozostali już tylko nieliczni pasterze ze swoimi stadami: Piotr Kohut z Koniakowa, Henryk Kukuczka z Istebnej, czy Michał Milerski z Nydku. Z różnych przyczyn pasterstwo stało się nieopłacalne. Jednak wciąż tkwi w sercach górali, nawet tutaj na Śląsku, gdzie góry znacząco zagospodarowane zostały nową infrastrukturą rekreacyjno-wypoczynkową, dającą pole nowym profesjom. A jednak przyjeżdżając tu do Ustronia wciąż słyszymy i widzimy żywe echo tradycji. Spod Karczmy Góralskiej wypływają nuty góralskiej muzyki, a dym niesie zapach pieczonej baraniny. W koszarze pasą się owce, tu i tam chadzają najprawdziwsi górale i zbójnicy. Dziś jest 16 sierpnia 2014 roku. W Ustroniu rozpoczęło się coroczne Święto Baraniny.

Tego roku to już IX edycja Święta Baraniny, nawiązującego do tradycji pasterskich i wartości jakie one niosą. Przesłaniem tej imprezy jest ratowanie tradycji, a także prezentacja swoistej kultury góralskiej, zarówno owczarstwa, jak też rękodzieła, czy muzyki. Inicjatorem tego znamienitego przedsięwzięcia jest Gromada Górali na Śląsku Cieszyńskim z siedzibą w Ustroniu, głównymi organizatorami są Jan Sztefek - Wielki zbójnik Gromady Górali na Śląsku Cieszyńskim i Leszek Makulski.

Konsul Generalna RP w Ostrawie Anna Olszewska i Poseł na Sejm RP Czesław Gluza.

Kapela Kaza Nędzy Urbasia TORKA.
Kapela Kaza Nędzy Urbasia TORKA.

Zanim jednak opowiemy co działo się pod Karczmą Góralską, przenieśmy się w inne miejsce, gdzie w ramach Święta Baraniny przeprowadzane są Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny. Nieopodal przy ulicy Sportowej, w siedzibie producenta urządzeń gastronomicznych RM GASTRO spotkali się najlepsi profesjonaliści w sztuce kulinarnej. Jury konkursu chyba nie miało prostego zadania. Kolejne zespoły z niezwykłą pieczołowitością przygotowywały niezwykłe kąski, które pożeraliśmy jedynie wzrokiem, bo oczywiście prawdziwe smakowanie było po stronie zawodowego jury. Znakomitych smaków jagnięciny mogliśmy jednak zakosztować na przygotowanym poczęstunku dla gości Mistrzostw Polski w Podawaniu Baraniny, a były one poezją dla podniebienia. A kto wygrał konkurs? Dowiemy się później podczas części folklorystycznej tej imprezy w Karczmie Góralskiej. Zatem udajmy się tam.

RM GASTRO.
RM GASTRO.


IX Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny.

IX Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny.

IX Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny.

IX Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny.

IX Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny.

IX Mistrzostwa Polski w Podawaniu Baraniny.
Zadanie jury nie jest łatwe.

Tam już jest mała zagródka z owieczkami. Duże, małe, wszystkie śliczne, nieco płochliwe, a jakże przyjaźnie nastawione, ku radości dzieci, ale też i dorosłych. Ileż to kultur oparło swój żywot na tym niedużym zwierzęciu - zastanawiamy się - a ileż to symbolicznych znaczeń przyniosła owca od czasów starożytności, do czasów kiedy stała się zwierzęciem udomowionym, dającym ludziom mleko, mięso, skóry i wełnę. Wieki temu owca stała się symbolem: miłości i dobroci, miłosierdzia i przebaczenia, ofiarności i poświęcenia się, i wielu innych cech, czasem nawet przeciwstawnych.




Owczej zagródki pilnuje Karol Zorychta z Dzięgielowa, hodowca owiec, który na oczach widzów zrobił pokaz strzyżenia owcy, ale nie maszynką elektryczną, jak to zazwyczaj robi się obecnie, ale tradycyjnie, za pomocą specjalnych stalowych nożyc. Zrobił to nadzwyczaj wprawnie, nie pozostawiając na skórze owcy żadnych nierówności, czyli tzw. „schodów”.

Karol Zorychta z Dzięgielowa podczas pokaz strzyżenia owcy.
Karol Zorychta z Dzięgielowa podczas pokazu strzyżenia owcy.

Tymczasem przed karczmą słychać huk strzałów z pistoletów na wiwat. To zbójnicy oraz członkowie Cieszyńskiego Bractwa Kurkowego. Przygotowali oni armatę! Do zapalenia lontu zaproszono Konsul Generalną RP w Ostrawie Annę Olszewską. Najpierw nastąpił ogłuszający huk, a potem siwy dym uniósł się nad okolicą. Jeszcze emocje nie opadły, a wtem rozległa się salwa z broni czarnoprochowej.

Armata przygotowana.
Armata przygotowana.

Konsul Generalna RP w Ostrawie Anna Olszewska zapala lont.
Konsul Generalna RP w Ostrawie Anna Olszewska zapala lont.

I jeszcze salwa z broni czarnoprochowej.
I jeszcze salwa z broni czarnoprochowej.

Na tarasie karczmy pojawiają się kolejni muzycy. Gra żwawo kapela, jakby muzyką chciała rozgonić chmury deszczowe, które pojawiły się nad nami. Stajemy w długiej kolejce, by kupić sobie coś z jagnięciny. Wszak po to też tutaj przyjechaliśmy, by spróbować tego specjału przygotowanego tradycyjnie na otwartym ogniu. Czymże jest baranina - tłumaczy dr Michał Milerski z Nydku, który jest znakomitym konferansjerem, a swoją wiedzą i kompetencją uświetnia imprezę. Takiego mięsa na co dzień nie jadamy, a szkoda bo jak gadają górale: tyn gdo jy jagnioki żyje dłógi roki. Mięso jagnięce jest lekkostrawnym pokarmem, bogatym w białka, wszystkie niezbędne aminokwasy w zbilansowanych proporcjach. Jest też źródłem cennych witamin, zwłaszcza z grupy B, a także substancji mineralnych, w tym żelaza. W jagnięcym i owczym mięsie, tak samo jak w owczym mleku zawarty jest sprzężony kwas linolowy o właściwościach przeciwnowotworowych i odchudzających. To oczywiście nie wszystkie pożytki płynące ze spożywania jagnięciny, dlatego zainteresowanych odsyłamy do fachowej literatury.

Dr Michał Milerski z Nydku.
Dr Michał Milerski z Nydku.

Deszcz ustaje, ale nie stanowił on problemu. Gospodarze zadbali, aby wokół karczmy można było się schronić, usiąść przy ławie i spokojnie coś skonsumować, albo po prostu tylko popatrzeć na to co dzieje się przed Karczmą Góralską. A pojawił się właśnie przy niej kucharz znany i znamienity, to on we własnej osobie - Remigiusz Rączka. Co nam dziś przyrządzi, hmm... nie trudno zgadnąć z czego będzie gotował... oczywiście... z jagnięciny. Wszyscy mogą popatrzeć jak „Rączka gotuje, Rączka gotuje, lewa wymiesza, prawa robi test, Rączka gotuje, Raczka gotuje, tak przyprawi, że ze smakiem zjesz”.

Remigiusz Rączka wraz z pomocnikiem Kamilem Widenką gotowali potrawy z jagnięciny.
Remigiusz Rączka wraz z pomocnikiem Kamilem Widenką gotowali potrawy z jagnięciny.

Remigiusz Rączka wraz z pomocnikiem Kamilem Widenką gotowali potrawy z jagnięciny.

Palce lizać, a gdyby ktoś chciał więcej, to może sobie kupić do domu nawet całe jagnię. Dr Michał Milerski osobiście zademonstrował co i jak zrobić, by go zmieścić w lodówce, czy zamrażarce - co, jak i czym pokroić, by dokonać kompletnego rozbioru jagnięcia. W międzyczasie kapela wtórowała:
Nic mě netěší jak řeznické řemeslo,
Ráno vstanu jdu do krámu, uříznu si kus salámu.
Řezník chodí po dědině, poplácává hospodyně,
Nic mě tak netěší, jak řeznické řemeslo.
Pokaz rozbioru jagnięcia w wykonaniu dr Michała Milerskiego z Nydku.
Pokaz rozbioru jagnięcia w wykonaniu dr Michała Milerskiego z Nydku.

Kapele nieustannie przygrywają. Słoneczko wraca na nieboskłon. Grają dziś uznane kapele góralskie: Kazo Nędza Urbaś z „Torką”, „Oldrzychowice”, gajdosz Otmar Kantor Bukoń, a na wieczór ma pod karczmę zajechać „Tekla Klebetnica”. Przed sceną podryguje Jan Śliwka góral z jednego z najstarszych rodów w Ustroniu, który niegdyś wypasał na Czantorii. Dziś pełen energii z uśmiechem na twarzy jest przykładem człowieka, który zna wartości jadła, które daje nam owca.

Otmar Kantor Bukoń.
Otmar Kantor Bukoń.

Jan Śliwka góral jednego z najstarszych rodów w Ustroniu, który niegdyś wypasał na Czantorii.
W towarzystwie Jana Śliwki - górala z jednego z najstarszych rodów w Ustroniu,
który niegdyś wypasał na Czantorii.

Wielki Zbójnik Jan Sztefek i Kazo Nędza Urbaś.
Wielki Zbójnik Jan Sztefek i Kazo Nędza Urbaś.


Zbliża się godzina siedemnasta. Dziecięcy konkurs plastyczny został już zakończony, nagrody zostały rozdane. Również rywalizacja IX Mistrzostw Polski w Podawaniu Baraniny zakończyła się już parę godzin temu. Czas oczekiwania na ogłoszenie wyników właśnie minął. Oto werdykt jury - trzy najlepsze zespoły:
  • I miejsce zajmują Tomáš Janíček i Vojta Hacsik z Junior Team Stowarzyszenia Kucharzy i Cukierników Republiki Czeskiej - zarazem najmłodsza ekipa, która zdobyła nagrodę Wielkiego Zbójnika.
  • II miejsce zajmuje zespół w składzie Adam Rokicki i Robert Pęcherzewski z Restauracji „Endorfina” w Warszawie, którzy jednocześnie jako najlepszy polski zespół zdobywa też nominację do Kulinarnego Pucharu Polski.
  • III miejsce: Miłosz Kępka i Roman Dziwisz z Hotelu „Hugo” w Kędzierzynie-Koźlu.
Tomáš Janíček i Vojta Hacsik z Junior Team Stowarzyszenia Kucharzy i Cukierników Republiki Czeskiej (I miejsce).
I miejsce
Tomáš Janíček i Vojta Hacsik z Junior Team Stowarzyszenia Kucharzy i Cukierników Republiki Czeskiej.

Adam Rokicki i Robert Pęcherzewski z Restauracji „Endorfina” w Warszawie (II miejsce).
II miejsce
Adam Rokicki i Robert Pęcherzewski z Restauracji „Endorfina” w Warszawie.

Miłosz Kępka i Roman Dziwisz z Hotelu „Hugo” w Kędzierzyn-Koźle (III miejsce).
III miejsce
Miłosz Kępka i Roman Dziwisz z Hotelu „Hugo” w Kędzierzynie-Koźlu.

Tomáš Janíček i Vojta Hacsik oraz my
Tomáš Janíček i Vojta Hacsik oraz my.

Święto Baraniny trwa jeszcze w Ustroniu do późnych godzin wieczornych. Do końca zostać niestety nie możemy. Dobrze było pobyć u boku cieszyńskich górali i zbójników. Kończymy uroczy pobyt nieopodal miejsca gdzie jakiś czas temu zaczynaliśmy, a innym razem kończyliśmy wędrówkę przez całą długość polskich Beskidów, pokonując dystans Głównego Szlaku Beskidzkiego. To dla nas tym bardziej szczególne miejsce, bo tu siła góralskiej tradycji łączy się z górską wędrówką.


Dziękujemy Wielkiemu Zbójnikowi, Janowi Sztefkowi za zaproszenie, a także pamiątkowy beskidzki łobuszek, a przede wszystkim za niezapomniane spotkanie, świetną zabawę, lekcję tradycji i beskidzkiej kultury. Niech Wasze pasterskie hale, góry i doliny po których razem stąpamy nigdy nie zapomną ujmującego głosu pasterskich trombit. Niechaj pasterstwo wraca na Wasze ziemie, dla dobra przyrody i dla nas wszystkich.

Gazeta Ustrońska
Gazeta Ustrońska

www.zwrot.cz




Kto by pomyślał, że jeszcze tego samego roku zagościmy po raz drugi w Muzeum Beskidzkim im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle. Pod koniec stycznia dogłębnie obejrzeliśmy jego ekspozycję, zwiedziliśmy znajdujący się obok mały skansen, poznaliśmy tradycyjne rzemiosło, historię i zwyczaje regionu, a kultura górali śląskich zawładnęła naszymi sercami. Zaś w środę 13 listopada 2013 roku przeżyliśmy w tym samym miejscu ponowne ekscytujące spotkanie ze śląską góralszczyzną, lecz tym razem nie poprzez muzealne eksponaty, ale niezwykłych ludzi płonących najbardziej prawdziwą, żywą i naturalną kulturą regionu. Wielu z nich widzieliśmy po raz pierwszy, a po chwili wydawało się nam, że znamy ich od lat. Tacy już są tutejsi górale.

Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle.
Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle.

We wnętrzu Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.
We wnętrzu Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

We wnętrzu Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

Okazją do takiego spotkania było otwarcie wystawy fotograficznej „Redyk Karpacki 2013". Poprzedziła je intrygująca prezentacja migracji Wołochów w regionie Śląska Cieszyńskiego, przeprowadzona przez niebywałą osobę - rodowitą góralkę z Istebnej, dla której historia kultury górali beskidzkich oraz kultury Śląska Cieszyńskiego jest życiową pasją. Chyba właśnie z tej pasji wzięło się bogactwo wiedzy mgr Małgorzaty Kiereś. Wiedzą tą dzieli się w taki sposób, że człowiek chłonie z zapartym tchem. Zresztą przekonaliśmy się już o tym podczas poprzedniej naszej wizyty w Muzeum Beskidzkim w Wiśle, kiedy poprowadziła nas osobiście w świat tutejszych górali. Muzeum Beskidzkie to miejsce, którego nie można pominąć podczas pobytu w Wiśle lub okolicy. Tam właśnie można spotkać panią Małgosię, gdyż jest ona kustoszem i kierownikiem tego muzeum.

Małgorzata Kiereś o migracjach Wołochów.
Małgorzata Kiereś o migracjach Wołochów.

Potem przyszła kolej na postać równie interesującą, jak i skromną, choć ma się czym pochwalić. Chyba najbardziej znany sałasznik i bacza w Karpatach, który przeprowadził ich łukiem Redyk Karpacki - Piotr Kohut. Jego ujmująca opowieść o dniach i nocach spędzonych na sałaszu, różnych zaistniałych zdarzeniach - czasem śmiesznych, czasem trudnych i tych zwyczajnych jakie towarzyszą na co dzień pasterzowi, sprawiły, że słuchacze zapragnęli być choć przez chwilę pasterzem takim jak on. Opowieść tą wzbogacił swoim występem współorganizator i koordynator projektu „Redyk Karpacki”, baca z równie ogromną pasją - Józef Michałek. Ilustracją do opowieści baców były fotografie Józefa Michałka oraz Jacka Kubiena znanego z licznych publikacji dotyczących regionalnej kultury.

Piotr Kohut (z lewej).
Piotr Kohut (z lewej).

Józef Michałek.
Józef Michałek.

Józef Michałek i Jacek Kubiena są autorami licznych fotografii z trasy Redyku Karpackiego. To właśnie ich fotografie możemy obecnie oglądać w Muzeum Beskidzkim w Wiśle. Prezentują one zwyczajne pasterskie życie Redyku Karpackiego na tle karpackiego piękna przyrody i krajobrazu. Emanuje z nich nadzwyczaj przyjemne ciepło, spokój i niepohamowana chęć zjednoczenia się z naturą. Na kolejnych obrazach dostrzegamy też integrację człowieka z człowiekiem, życzliwe międzyludzkie relacje jako najbardziej pożądane cnoty. Tutaj owca, bez której Redyk nie mógłby się odbyć, pokazana jest również pięknie, ale jest ona przede wszystkim pretekstem – jak to często podkreślali pasterze Redyku Karpackiego – do tego, by się spotykać, rozmawiać, tworzyć jedność dla wspólnego dobra.

Wystawa fotograficzna „Redyk Karpacki 2013".

Wystawa fotograficzna „Redyk Karpacki 2013".
Wystawa fotograficzna „Redyk Karpacki 2013".

Dla nas ten Redyk jakoś nie może się skończyć i chyba już zawsze będzie przeplatał się z naszymi górskimi wędrówkami. Właśnie upływa drugi miesiąc od zakończenia jego wędrówki, a my wciąż nie ochłonęliśmy od spotkań z pasterzami na jego trasie. Jakoś trudno jest zebrać myśli, by ogarnąć ich wędrówkę w jedną syntezę i dopisać do niej podsumowanie. Obiecywaliśmy to zrobić jeszcze w Rožnovie pod Radhoštěm, 14 września 2013 roku, zaraz po tym jak Redyk zakończył marsz przez Karpaty, ale dla nas jego wędrówka wciąż trwa w naszych sercach. I chyba tak to właśnie powinno być, bo przecież o to chodziło, by w ludziach obudził się duch Karpat. Wędrówka Redyku Karpackiego musi zatem trwać, zarówno w wymiarze duchowym, ale i rzeczywistym na płaszczyźnie kolejnych przedsięwzięć - nie koniecznie poprzez kolejny transhumancyjny przegon owiec, choć taki kiedyś w przyszłości może znów nastąpić, choćby przez Bałkany, w których leży rdzeń wołoskiego pasterstwa.

Piotr Kohut - główny baca Redyku Karpackiego, Józek Michałek - główny organizator i koordynator tego projektu dali jednoznacznie do zrozumienia, że dusza naszych gór umrze, jeśli żyjąca w nich kultura odejdzie w zapomnienie lub będzie jedynie wspomnieniem. Dotyczy to zarówno tej przejawiającej się twórczością artystyczną, jak też (a może przede wszystkim) zwyczajnym, codziennym życiem w harmonii z naturą i jej przyrodą, jakiego przykładem i przejawem jest pasterstwo. Niestety w dzisiejszych czasach ta forma gospodarowania zanika, ale nie wszędzie tak jest.

Muzyka Karpat - kapela z Terchowej.

Muzyka Karpat - kapela z Terchowej.
Muzyka Karpat - kapela z Terchowej.

Redyk Karpacki 2013 był wędrówką ze skrajności w skrajność. Zaczynał się tam gdzie pasterstwo jest czymś zwyczajnym i powszechnym, a nawet zajęciem opłacalnym. Rumunia to kraj, gdzie jest ono bliskie temu pierwotnemu, a więc takiemu, które nie narusza równowagi ekologicznej górskiej przyrody. Świadczy o tym zachowana bioróżnorodność terenów górskich. Można powiedzieć wręcz na odwrót: to bioróżnorodność w dużej mierze wynika z intensywnego wypasu. Jest to widoczne tam na każdym kroku. Wbrew powszechnemu przekonaniu degradacja roślinności w wyniku wypasu ma oddziaływanie lokalne i okresowe, a unicestwianie pewnych gatunków roślinności przez owce stwarza dogodne warunki rozwoju innym gatunkom.

W Polsce bioróżnorodność terenów górskich jest znacznie skromniejsza i wciąż zmniejsza się wraz z zanikiem pasterstwa. Polany i połoniny zarastają, a w następstwie ginie roślinność dla nich charakterystyczna. Dobitnym przykładem są tu Gorce, czy Beskid Sądecki. Tylko czekać, jak za parę lat tereny te pokryje szczelnie las, zmniejszając florystyczne bogactwo, a w konsekwencji również ich atrakcyjność turystyczną - wszak równie ważną dla rozwoju regionów, jak ochrona górskich ekosystemów. Problem ten jest już dostrzegany, ale działania wydają się być na razie marginalne, nie współmierne do faktycznych potrzeb. Wprowadzany od niedawna wypas kulturowy w parkach narodowych może tym potrzebom nie sprostać. Poza tym niska liczebność owczych stad sprawia, że wypas taki jest nierentowny, co może zaważyć na jego przyszłości. Istnieją też pewne historyczne skonfliktowania górali z parkami narodowymi, którzy przecież niegdyś byli przez parki wypierani ze swoich terenów pasterskich. Jednak w tym aspekcie Redyk Karpacki zrobił pierwszy krok do przełamania bariery z historycznej zaszłości, przemierzając również przez enklawy parków narodowych.

Tradycyjne pasterstwo w dzisiejszych czasach ma znaczenie wielowymiarowe. Dawniej stanowiło wyłącznie zasadnicze źródło utrzymania i bytu w górach. Owce ubierały i żywiły mieszkających w nich górali. Dzisiaj mają one w tym względzie mniejsze znaczenie, jednak wiele innych istotnych aspektów stało się od nich bardziej zależnych niż kiedykolwiek wcześniej. Pasterstwo stanowi bowiem nie tylko gwarant zachowania tożsamości Karpat, ich unikatowej kultury i tradycji, ale jednocześnie ma fundamentalne znaczenie dla ekologii terenów górskich i ich rozwoju, uwarunkowanego przecież turystyczną atrakcyjnością. Kwestie te lepiej dostrzec zawczasu, a nie czekać, bo za chwilę może być za późno. W tym ujęciu hasło „Pasterstwo to krajobraz gór”, którego tak często używają pasterze Karpat nie jest bynajmniej jakimś reklamowym sloganem, ale staje się najistotniejszym przesłaniem dla przyszłości Karpat.

Nasze spotkania z pasterzami Redyku Karpackiego były dla nas szczególnym przeżyciem. Pozwoliły spotkać niesamowitych, wspaniałych ludzi. Jesteśmy dumni, że choć maleńką cząstką mogliśmy uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, jakże istotnym dla integracji Karpat, zarówno na płaszczyźnie spadkobierców wołoskiej kultury, ale też sympatyków tych gór. Tak to właśnie postrzegamy. Nie jest w tej sprawie istotne czy w kimś płynie wołoska krew, czy też nie. Idea Redyku Karpackiego jest ważna nie tylko dla górali, ale też dla każdego, kto lubi w górach przebywać, kto czerpie z gór siłę i radość.

Misja Redyku Karpackiego nie zakończyła się jeszcze. Wędrówka Piotra Kohuta z międzynarodową ekipą innych baców winna być odebrana jako impuls do dalszych działań na rzecz Karpat. Misja przywrócenia naturalnej równowagi środowiska tych gór została rozpoczęta, ale jak się zakończy zależy już od wszystkich ich sympatyków.

I skoro mowa o sympatykach Karpat, to wspomnimy jeszcze o niezwykłym wydawnictwie, unikatowym albumie pt. „Pasterstwo w Karpatach” wypełnionym fantastycznymi zdjęciami Jacka Kubieny. Lista osób, które przyczyniły się do powstania tej książki jest bardzo długa i dlatego prosimy o zrozumienie, że nie wymienimy tutaj wszystkich nazwisk. Nie jest to typowy album. Pozycja ta stanowi w rzeczywistości bogato ilustrowane kompendium wiedzy o karpackim pasterstwie. Jest to drobiazgowo i ciekawie napisany przewodnik po karpackich halach, ale nie ograniczający się wyłącznie do nich. Tematyka albumu szeroko traktuje zagadnienie pasterstwa uwzględniając całe otaczające go środowisko - florę i faunę, uwarunkowania geograficzne, a nawet budowę geologiczną. Znajdziemy w nim historię pasterstwa w Karpatach, a więc genezę wędrówek Wołochów. Poznamy tradycje i zwyczaje, a także osobliwości pasterstwa w różnych regionach polskich Karpat. Pozycja ta z pewnością zalicza się do kanonów karpackiej literatury, jakże ważnej dla rozwoju Karpat. Warta jest szczególnej uwagi.

Z kolei zainteresowanych samym Redykiem Karpackim odsyłamy do innej publikacji, jest to kalendarz na rok 2014, ale kalendarz w tym przypadku jest tylko „przykrywką” do blisko 150-stronicowego barwnego albumu fotograficznego zatytułowanego „Od Owcy Plus do Redyku Karpackiego 2013”, który dokumentuje trasę Redyku Karpackiego 2013. Poszerzają go fotografie związane z pasterstwem i jego obrzędami. Zaś między tymi zdjęciami znajdziemy opowieść o Wołochach autorstwa Ilony Czamańskiej i rozprawę na temat istoty Redyku Karpackiego w opracowaniu Adama Kitkowskiego.

Skansen przy Muzeum Beskidzkim.
Skansen przy Muzeum Beskidzkim.

Uczestnicy spotkania.
Uczestnicy spotkania.

No cóż... spotkanie dobiega końca i niechętnie żegnamy się. Pozostaje nam podziękować za spotkanie, urzekającą muzykę Karpat w wykonaniu słowackiej kapeli z Terchowej, wyśmienity tradycyjny poczęstunek oraz muzealną herbatę z zielin, a czynimy to ze szczególnie niskimi ukłonami.

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas