Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogórze Spisko-Gubałowskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogórze Spisko-Gubałowskie. Pokaż wszystkie posty
Wyobijani wróciliśmy dzisiaj z Bani, gdzie wykonaliśmy nasze pierwsze ślady deską snowboardową, jak też swoim ciałem podczas częstych upadków. Upadki na desce są bardziej bolesna niż na nartach. Nie możemy łagodzić ich nogami, które są uwiązane na desce zawsze w tym samym rozstawie. Co gorsza na stokach przeważa obecnie sztuczna, stwardniała warstwa śniegu. O puchu można tylko pomarzyć. Śnieg rozpływa się na skutek wczesnowiosennych temperatur. Dzisiaj dochodziły one do 12 st. C., zaś w słońcu nawet powyżej dwudziestu. W przypadku snowboardu z upadkami mamy do czynienia dość często, ale mówią: „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Przydał się instruktor - warto go wynająć na początek, bo początki na snowboardzie do łatwych nie należą. Technika jazdy w przypadku tej dyscypliny nie jest porównywalna z narciarstwem. Dużo łatwiej jest utrzymać równowagę na nartach, na których noga od nogi jest uwolniona, a do pomocy są jeszcze kijki. Na desce podstawą jest niemal wyłącznie balans ciała, utrzymanie odpowiednio środka ciężkości z uwzględnieniem sił odśrodkowych przy skrętach.


Jesteśmy wciąż na etapie nauki umiejętności utrzymywania równowagi na desce, szczególnie podczas wykonywania skrętów. Jednak już teraz wydaje się nam, że snowboard daje większy komfort fizyczny zjazdów. Mięśnie nóg nie muszą w tym przypadku pracować tak mocno jak przy jeździe na nartach. Z kolei na nartach łatwiej jest zahamować i zatrzymać się. Wygodniej też jest na nich stać. W przypadku deski woleliśmy siedzieć na śniegu niż stać, tak jak robi zdecydowana większość miłośników snowboardu. Trochę denerwująca jest też konieczność ciągłego odpinania i wpinania się do deski podczas korzystania z wyciągu, jak też po zatrzymaniu się na płaskich odcinkach. Ciekawe dlaczego nie wymyślono jeszcze do tej pory jakiegoś automatycznego zatrzasku.


O ile śnieg zupełnie nie stopnieje spotkamy się znów na stoku. W dalszym ciągu ujarzmiać będziemy deskę snowboardową, ale następnym razem zapewne wskoczymy na dwie deski. Chyba, że nasypie białego puchu, w którym nawet upadek będzie przyjemny. Jednak raczej nie zanosi się aby w najbliższym czasie biały puch pokrył nasze górki. W przyszłości chcielibyśmy cieszyć się obiema dyscyplinami i czerpać z nich takąż samą frajdę. Mamy nadzieję, że da się to zrobić.

Poniżej przedstawiamy fotograficzne migawki z naszych początków na desce. Więcej jest Eli, bo jej lepiej szło. Pozdrawiamy miłośników obu tych zimowych sportów.

Marek i Ela - narciarze próbujący ujarzmić deskę.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.

Ośrodek narciarski Bania.



Zima płata figle narciarzom, jak też właścicielom stacji narciarskich - pierwsi tego roku chyba sobie nie pojeżdżą, a ci drudzy nie zarobią. W ostatnie dni w Małopolsce spadło trochę śniegu. Przyszły też ujemne temperatury, które nie pozwoliły, aby stopiło się to, co z nieba nasypało. Dzięki temu na wielu małopolskich stacjach narciarskich warunki do uprawniania narciarstwa uległy poprawie. Nie wiadomo oczywiście na jak długo, ale raczej na krótko bo już od przyszłego tygodnia meteorolodzy zapowiadają ocieplenie. Decyzje zapadały zatem spontanicznie: trzeba korzystać z chwili – trzeba jechać tam gdzie jest śnieg, a gdzie?... - Na Podhale, na bukowiańskie wierchy, gdzie jest mnóstwo stoków narciarskich, a na wielu zaistniały dobre warunki do uprawiania narciarstwa.

Bukowina Tatrzańska dobra jest na każdą porę roku, również w zimie kiedy oprócz tradycyjnych imprez kulturalnych oferuje szereg możliwości sympatykom narciarstwa. Nie ma tu co prawda długich, stromych stoków narciarskich, ale jest multum łatwych i przyjemnych. Zainteresowała nas szczególnie oferta karnetu Olczan-ski łączącego kilka odrębnych wyciągów narciarskich. W Bukowinie Tatrzańskiej generalnie przeważają trasy z niezależnymi karnetami, a szkoda bo byłoby to jeszcze większą zachętą do przyjazdu na bukowiańskie wierchy. Olczan-ski funkcjonujący na Olczańskim Wierchu jest wyjątkiem i scala w jeden kompleks 5 wyciągów i tyleż samo tras narciarskich.

Trasa/Wyciąg
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
 UFO
350 m 
60 m 
2
 Zwyrtlik
400 m 
60 m 
3
 Mały Kasprowy
400 m 
65 m 
4
 Turnia
400 m 
70 m 
5
 Skałka
260 m 
25 m 

Trasy objęte karnetem Olczan-ski nie mają skomplikowanej charakterystyki. Są to proste odcinki, poprowadzone po łagodnych wschodnich stokach Olczańskiego Wierchu. Rozpoczynają się na jego grzbiecie, tuż przy biegnącej tamtędy szosie, a kończą niemal w tym samym miejscu, w dolinie Odewsiańskiego Potoku. To właśnie stamtąd wybieramy trasę do kolejnego zjazdu, decydując się na konkretny wyciąg. Tam też ewentualnie możemy zrobić sobie przerwę korzystając z gastronomii „Szałasu pod Turnią”. W dolinie znajdują się również kasy, gdzie nabyć możemy karnety. Natomiast zwracamy je w wypożyczalniach sprzętu zlokalizowanych przy górnych stacjach wyciągów, przy których również znajdują się punkty gastronomiczne.

Trasy narciarskie w zakolu Olczańskiego Wierchu.
Trasy narciarskie w zakolu Olczańskiego Wierchu.

Zjazdy zaczynamy od trasy „UFO”, bo ta znajduje się najbliżej naszej bazy noclegowej, zaledwie 100 metrów od naszego pensjonatu „Dom z PRL-u”. Jest to trasa o długości 350 metrów i różnicy poziomów 60 metrów. Dość szeroka, jednak w końcowym fragmencie zauważalnie zwęża się. Obsługiwana jest orczykiem talerzykowym, nieco nietypowym, w którym talerzyk umocowany jest do giętkiej linki. Trzeba się do niego przyzwyczaić. W niedzielę mogliśmy spróbować na tej trasie nietrudnego slalomu, który został wytyczony na prawym obrzeżu trasy.

Trasa „UFO”
Trasa „UFO”.

Trasa „UFO”
Trasa „UFO” z dołu. Widoczne jest dolne przewężenie trasy.

Na lewo od „UFO” (patrząc w dół) mamy nie objętą karnetem „Olczan-ski” trasę z wyciągiem orczykowym „Halny”. Zaś za nim mamy trasę „Zwyrtlik” wchodzącą w skład tego karnetu. Jest chyba minimalnie trudniejsza od wcześniejszej trasy „UFO”, ale również bardzo łatwa i dlatego też oznaczona kolorem niebieskim. Jej długość to 400 metrów, zaś różnica poziomów wynosi w jej przypadku również 60 metrów. Trasa „Zwyrtlik” jest szeroka na około 60 metrów i nieznacznie zwęża się przy dolnej stacji wyciągu. Obsługuje ją tradycyjny orczyk talerzykowy.

Trasa „Zwyrtlik” od dolnej stacji orczyka
Trasa „Zwyrtlik” od dolnej stacji orczyka.

Trasa „Zwyrtlik”
Trasa „Zwyrtlik” z góry.



Trasa „Zwyrtlik”
Trasa „Zwyrtlik”.

Trasa „Zwyrtlik”
Wieczorna jazda trasą „Zwyrtlik” .

Ze „Zwyrtlikiem” sąsiaduje kolejna trasa o nazwie „Mały Kasprowy”. Niestety podczas naszego pobytu w Bukowinie Tatrzańskiej trasa ta była nieczynna ze względu na trudne warunki śniegowe. Trasa ta liczy sobie 400 metrów długości i 65 metrów różnicy poziomów. Ma ona zauważalnie trudniejszą charakterystykę niż wcześniejsze trasy. Na górnym odcinku charakteryzuje się silniejszym nachyleniem. Zbocze po którym prowadzi ta trasa jest trochę przechylone na prawo (patrząc w dół stoku). To zapewne sprawiło, że „Mały Kasprowy” sklasyfikowany jest jako trasa trudna i została oznakowana kolorem czerwonym. Jednak jej trudność nie jest w naszej ocenie tak duża jak większość znanych nam czerwonych tras. Gdyby skala trudności tras narciarskich przewidywała coś pomiędzy kolorem niebieskim i czerwonym zapewne „Mały Kasprowy” byłby zaliczany do tego czegoś.

Trasa „Mały Kasprowy”
Trasa „Mały Kasprowy”.

Trasa „Mały Kasprowy”
Dolny, płaski odcinek trasy „Mały Kasprowy”.

Trasa „Mały Kasprowy”
Z lewej mamy „Zwyrtlik”, z prawej „Turnię”, a w środku „Mały Kasprowy” (widok z trasy „Skałka”).

Najtrudniejszą z tras objętych karnetem „Olczan-ski” jest naszym zdaniem kolejna trasa, równoległa do „Małego Kasprowego”. Zwie się ona „Turnia” i ma 400 metrów długości oraz różnicę poziomów 70 metrów. Początkowo jest ona bardziej stroma, potem łagodnieje, by znów nieco zwiększyć swoje nachylenie. Istnieje również łagodniejszy wariant zjazdu „Turnią”, znajdujący się nieco na lewo od linii wyciągu krzesełkowego. Trasa zjazdu jest oczywiście nieco dłuższa niż ta standardowa wzdłuż wyciągu. Niestety nie było nam dane przetestować tamtego wariantu ze względu na brak śniegu.

Trasa „Turnia”
Początek trasy „Turnia”.

Trasa „Turnia”
Ruszamy w dół.

Trasa „Turnia”
Z górnego fragmentu trasy „Turnia” mamy piękną panoramę na okolicę i Tatry.

Trasa „Turnia”
Trasa „Turnia” - najbardziej stromy odcinek.

Trasa „Turnia”
Trasa „Turnia” - najbardziej stromy odcinek.

Trasa „Turnia”
Na łagodniejszym fragmencie trasy „Turnia”.

Trasa „Turnia”
Trasy „Turnia” wieczorową porą (z lewej widoczny jest nieczynny „Mały Kasprowy”.

Za dolną stacją wyciągu krzesełkowego trasy „Turnia” znajduje się dolna stacja orczyka wyciągającego na kolejną trasę o nazwie „Skałka”. Jest to trasa odpowiednia zarówno do nauki, jak też spokojnego szlifowania technik narciarskich. Ma 260 metrów długości i tylko 25 metrów różnicy poziomów. Wytyczony jest prostopadle względem pozostałych tras wchodzących w skład Olczan-ski. Można dostać się do niego idąc od strony ulicy Tadeusza Kościuszki przechodzącej przez centrum Bukowiny Tatrzańskiej. Na „Skałce” usytuowany jest również mały park przeszkód dla najmłodszych adeptów narciarstwa. Zaś po drugiej stronie orczyka ułożone też kilka przeszkód umożliwiających znacznie bardziej zaawansowane ćwiczenia trików snowboardowych i narciarskich.

Trasa „Skałka”
Trasa „Skałka”.

Trasa „Skałka”
Na trasie „Skałka”.

Trasa „Skałka”
Park przeszkód dla najmłodszych na trasie „Skałka”.

Dodać trzeba, że wszystkie wymienione trasy kompleksu Olczan-ski są oświetlone. To umożliwiło nam jazdę do późnych godzin wieczornych. Normalnie wyciągi czynne są do godziny 22.00, ale obecnie do 21.00 ze względu na niską frekwencję. Lepiej to dla nas, bo z pewnością gdyby była taka możliwość jeździlibyśmy dłużej, do końca aż do czasu wyjazdu ratraków na stoki. Zmęczenie owszem odczuwamy, choć nie tak duże jakby można przypuszczać. Jeździliśmy od rana do wieczora, a następnego dnia również od samego rana niemal do odjazdu naszego autobusu. Buty narciarskie przez cały ten weekend mieliśmy założone na nogach dłużej niż jakiekolwiek inne obuwie. Było mnóstwo dobrej zabawy i świetny relaks. Gdy w niedzielę musieliśmy już kończyć, myśleliśmy: szkoda, że nie możemy zostać jeszcze choćby jeden dzień.


Olczański Wierch nocą.
Olczański Wierch nocą.


Dom z prl-u
Dom z PRL-u.
„Choćby jeden dzień, szkoda, że nie damy rady dłużej” - mówiliśmy do naszych gospodarzy, Wirginii i Jacka, którzy udzielili nam noclegu. To bardzo sympatyczni ludzie. Żal było od nich wyjeżdżać. Prowadzony przez nich „Dom z PRL-u” okazał się być dla nas doskonałą lokalizacją, niedrogą, z możliwością dobrego wyżywienia. Na powtórną wizytę w Bukowinie Tatrzańskiej wiemy już gdzie będziemy nocować.

Bukowina Tatrzańska wydaje się być niedoceniana przez narciarzy. Jedno wiemy na pewno - jest doskonałą propozycją na narciarski wyjazd z dzieckiem. To prawdziwe bogactwo łatwych i przyjemnych stoków narciarskich, przy których funkcjonują liczne szkółki narciarskie. Wszystko to rozlokowane jest na nieprzeciętnie malowniczych terenach, otoczonych niesamowitymi krajobrazami i zachwycającą panoramą Tatr.


Panorama Tatr z tras narciarskich na Olczańskim Wierchu.
Panorama Tatr z tras narciarskich na Olczańskim Wierchu.
Panorama Tatr z tras narciarskich na Olczańskim Wierchu.

Chętnie skorzystamy z zaproszenia.


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Tatry z Olczańskiego Wierchu



Idziemy w górę polany, tam gdzie droga chowa się z powrotem do lasu. Stamtąd właśnie wylatują świetliste promyki słońca, którego tarcza znajduje się gdzieś za lasem po drugiej stronie wzniesienia.

TRASA:
Witów [czarny szlak] Przysłop Witowski (1164 m n.p.m.) [czarny szlak] Magura Witowska (słow. Oravická Magura, 1232 m n.p.m.) niebieski szlak Vyšné diely [żółty szlak]- Orawice (słow. Oravice)

OPIS:
Południowym skrajem wioski przez drogę wojewódzką nr 958 przechodzi czarny szlak - ten sam, którym niespełna dwa lata temu przybyliśmy do tej wioski idąc z Gubałówki. Dzisiaj o godzinie 11.30 podejmujemy niejako kontynuację tamtej wędrówki. Wyruszamy na trasę znaczoną czarnym szlakiem. Idziemy najpierw przez Witów wzdłuż biegnącej przez tą wioskę drogi wojewódzkiej nr 958. Za niedługo przechodzimy przez mostek, za którym schodzimy z szosy skręcając w prawo na drogę gruntową. Rozpoczynamy podejście zbliżając się do krawędzi lasu.

Witów
Witów.

Przed lasem omijamy porozrzucane konary pochodzące ze ścinki drzew. Wre przy nich praca drwali. Obchodzimy to miejsce drogą i nikniemy w świerkowym lesie. Droga lekko pnie się jego gąszczem, miejscami lekko błotnista, miejscami lekko oblodzona tylko nieco utrudnia marsz. Nie ma mrozu, nie jest zimno. Nad lasem wiszą nisko chmury, lecz nie chcą uronić ni kruszynki białego puchu. Chętniej pewnie oblałyby nas deszczem. To dziwna pogoda jak na tą porę roku. Ktoś pyta się, czy byliśmy już tej zimy na nartach. – Nie, nie byliśmy. Tego roku zima jakaś taka jest figlarna, a tak się do niej przygotowywaliśmy. Napisaliśmy nawet serię artykułów na bloga dedykowaną narciarzom, ale chyba puścimy je dopiero w przyszłym sezonie, bo na tle obecnej aury zimowej śmiesznie by wyglądały. Już pierwsze słowa prologu odebrane byłyby za groteskę:
Za oknem czeka biały puch,
zimowy trzeba wdziać już ciuch;
bałwana lepić trza lub na narty iść,
a nie leżeć na kanapie jak jesienny liść.
Na skraju wioski
Na skraju wioski.

Szlak przy polanie Mnichówka
Szlak przy polanie Mnichówka.

Tymczasem podążamy w górę zbocza. O godzinie 11.45 przechodzimy skrajem lasu, zataczając łuk wokół polany. To polana zwana Mnichówką. W jej górnej części stoi kilka starych domów góralskich. Wstępujemy na chwilkę na polanę, ale widoki z niej mamy wątłe. Znów zagłębiamy się w lesie.

Polana Mnichówka
Polana Mnichówka.

Polana Mnichówka
Polana Mnichówka.

Leśna droga nastawia nas interpersonalnie. Rozmawiamy. Planujemy wiosnę, lato. Gdzie by się tu wybrać: może Mały Szlak Beskidzki, a może powrócić w Sudety, po głowie plączą się Niżne Tatry, które tak słabo znamy. Idący obok Piotr namawia nas na powtórzenie Głównego Szlaku Sudeckiego - to by było dobre, ale w przeciwną stronę niż wcześniej. Najlepiej byłoby mieć czas na realizację wszystkich pomysłów, bo lubimy nowe i stare szlaki. Planować jest równie wspaniale, jak później wędrować.

O godzinie 12.10 wychodzimy kolejna na polanę. W ciszy stoi na niej jeden nowszy dom. Słońce przebłyskuje przez chmury. Po chwili rozrzuca kilka swoich promieni między leśne drzewa. Niektóre przedostają się na polanę, a parę z nich uderza nam prosto w twarz. Trudno jest patrzeć przed siebie. Po lewej na południowym wschodzie pokazuje się zarys Giewontu. Chmury nieco przerzedły, a więc prognozy były trafne. Wkrótce zachmurzenie powinno zmniejszyć się.

Giewont
Giewont.

Stamtąd właśnie wylatują świetliste promyki słońca
Stamtąd właśnie wylatują świetliste promyki słońca.

Idziemy w górę polany, tam gdzie droga chowa się z powrotem do lasu. Stamtąd właśnie wylatują świetliste promyki słońca, którego tarcza znajduje się gdzieś za lasem po drugiej stronie wzniesienia. Idziemy do światła. Promyki na leśnej drodze ogarniają nas rozkosznym ciepłem. Jest zbyt ciepło, aby iść w kurtce. Schodzimy na chwilę nieco z leśnej drogi, bo ta jest tutaj błotnista, rozjeżdżona. Poruszamy się między świerkami.

Promyki na leśnej drodze ogarniają nas rozkosznym ciepłem
Promyki na leśnej drodze ogarniają nas rozkosznym ciepłem.
Wolno i sennie chodzą
po jasnym tle błękitu
srebrzystobiałe chmurki
z połyskiem aksamitu.

Szmaragdem słońce błyska
na ciemnej drzew zieleni,
lub przez konary rzuca
ognistych pęk promieni.

Po niebie i po lesie,
po łąk zielonych łanie,
przejrzyste, zwiewne idzie
błękitne zadumanie.

(Kazimierz Przerwa-Tetmajer, "W lesie", fragmenty)

Słonce przez konary rzuca ognistych pęk promieni
Słonce przez konary rzuca ognistych pęk promieni.

Idziemy do światła
Idziemy do światła.


Szmaragdem słońce błyska na ciemnej drzew zieleni
Szmaragdem słońce błyska na ciemnej drzew zieleni.



Las przeniknięty promieniami słońca
Las przeniknięty promieniami słońca.

Niebawem droga wypłaszcza się. Robi się bardziej sucha. Las przeniknięty promieniami słońca wciąż olśniewa, otumania. W tym otaczającym nas pięknie czujemy się pozytywnie odurzeni. Wydaje się jakbyśmy za chwilę mieli odkryć jakąś tajemnicę tego lasu, jakbyśmy byli wybrańcami przed którymi świerki odsłonią rąbek nieznanej historii. Poruszą się niespodziewanie niczym tolkienowscy Entowie z lasu Fangorn.




Wkrótce przecinamy poletko przerzedzonych drzew i kilka minut później, o godzinie 12.50 jesteśmy na wierzchołku Przysłopu Witowskiego (1164 m n.p.m.). Na szczycie spotykamy słupek graniczny II/265. Odtąd szlak prowadzić nas będzie granicą państwową. Wierzchołek Przysłopu Witowskiego jest w całości zalesiony, a tym samym nie przedstawia walorów widokowych. Na południowym wschodzie, niecałe 500 metrów, jest całkiem spora polana Kosarzyska (bliżej było do niej z niedawno przecinanego poletka przerzedzonych drzew), ale rezygnujemy z jej zbadania, bo choć wiatr rozwiał chmury to i tak przejrzystość rozgrzanego powietrza nie jest zbyt duża. Ciąg kilku śródleśnych polan znajduje się blisko przed nami na północnym zachodzie. Najbliższa z nich Polana Przysłop za szczytem niemal dotyka naszego szlaku.

Przysłop Witowski
Poletko przerzedzonych drzew na Przysłopie Witowskim.

Przysłop Witowski (1164 m n.p.m.)
Przysłop Witowski (1164 m n.p.m.).

Za szczytem Przysłopu Witowskiego szlak nieco obniża się. Omijamy ścięte lodem rozlewiska kałuż. Na drodze znajdują się śladowe ilości śniegu, które uchowały się skryte w cieniu drzew. Po niedługim czasie znów nabieramy spokojnie wysokości. Przecinamy jakąś niewielką polankę, skąd na południu ponad koroną drzew pokazuje się kilka tatrzańskich wierzchołków.

Na przełęczy między Magurą Witowską i Przysłopem Witowskim
Na przełęczy między Magurą Witowską i Przysłopem Witowskim.

Tatry Zachodnie
Ponad koroną drzew pokazuje się kilka tatrzańskich wierzchołków.

Pod szczytem Magury Witowskiej
Pod szczytem Magury Witowskiej
Pod szczytem Magury Witowskiej.

Od Przysłopu Witowskiego aż na szczyt Magury Witowskiej szlak cały czas biegnie prosto granicą państwową. Magurę Witowską (słow. Oravická Magura, 1232 m n.p.m.) zdobywamy spacerowym tempem o godzinie 13.10. Magura Witowska i zdobyty wcześniej Przysłop Witowski są najwyższymi wzniesieniami Orawicko-Witowskich Wierchów (słow. Oravicko-vitovské vrchy). Do godziny 13.35 robimy sobie przerwę.

Magura Witowska (słow. Oravická Magura, 1232 m n.p.m.)
Magura Witowska (słow. Oravická Magura, 1232 m n.p.m.).

W niedługim czasie na szczycie zbiera się cała grupa, z którą wyruszyliśmy na dzisiejszą wędrówkę. Agatka, która jest wiceprezesem Klubu Turystyki Górskiej „Wierch” coś trzyma w rękach... tajemniczą zieloną obwolutę, w tejże chwili ją otwiera i zaczyna czytać znajdującą się w niej treść:
List gratulacyjny
dla naszej klubowiczki Eli Szali

Przyjmij gratulacje za zdobycie jako najmłodsza turystka
złotej odznaki Głównego Szlaku Beskidzkiego.
Podziwiamy Cię za wytrwałość i jesteśmy dumni, że jesteś
w naszym Klubie.

Życzymy Ci dalszych sukcesów turystycznych,
miło nam będzie wędrować z Tobą po górach.
Za Agatą szpalerem stoją Janek i drugi Janek, co z jednym i z drugim Ela grzyby zbiera. Jest też Gienek - Prezes Oddziału. Po kolei dłoń ściskają Eli, gratulacjom nie ma końca - wszyscy pozostali wędrowcy z którymi depczemy dzisiaj te same ścieżki do nich dołączają. Mała uroczystość, miła chwila, piękny gest. Wszak Ela od dłuższego czasu chodzi po górach dorównując dorosłym, a wcale choć młodsza nie jest jej łatwiej - przecież jak sama trafnie podkreśla musi zrobić więcej kroków od każdego dorosłego, bo ma krótsze nogi.

Na Magurze Witowskiej kończy się czarny polski szlak, którym do tej pory wędrowaliśmy. Zaczyna się zaś słowacki niebieski, którym schodzimy ze szczytu, a jednocześnie wchodzimy na terytorium Słowacji. Po około 10 minutach schodzenia wychodzimy na polanę Vyšné diely ciągnącą się długim pasem na północ, a potem na zachód. Z tego miejsca widzielibyśmy ponad drzewami wierzchołki z zachodniej części Tatr, ale z tamtej strony akurat nadeszła chmura.

Vyšné diely
Vyšné diely.

Ścieżka wiedzie nas pasem polany. Po około 600-700 metrach dochodzimy do miejsca, gdzie pas polany zakręca na zachód. Rośnie tu kilka młodych świerków, które jakby przedzielają polanę na dwie części. Pod tymi świerkami kończy się niebieski szlak, dochodząc do żółtego łączącego miejscowości Sucha Góra (słow. Suchá Hora, węg. Szuchahora) i Orawice (słow. Oravice). Kierując się żółtymi znakami obieramy kierunek na Orawice.

Vyšné diely
Vyšné diely.

Kłody drzew
Wykorzystujemy leżące kłody drzew, aby nie ugrzęznąć w błocie.

Przed nami jeszcze około 800 metrów wędrówki polaną. O godzinie 14.10 wchodzimy do lasu na drogę, która początkowo jest bardzo podmokła i grząska. W jednym miejscu wykorzystujemy leżące kłody drzew, aby nie ugrzęznąć w błocie. Droga wkrótce zaczyna obniżać się coraz szybciej. Pojawiają się na niej powalone świerki - zapewne dzieło niedawnego halnego. Omijamy je szerokimi obejściami, bowiem gęste gałęzie pokryte zielonymi igłami nie pozwalają ich przeskoczyć.

Powalone świerki na szlaku
Powalone świerki na szlaku.

Powalone świerki na szlaku

W międzyczasie zbocze po którym schodzimy robi się bardzo strome. Wracamy również na drogę po której biegnie nasz szlak. O godzinie 13.35 przecinamy utwardzoną drogę leśną. Niedługo potem wchodzimy na dróżkę pokrytą połamanymi gałęziami i patykami ze zniszczonych drzew. Wkrótce na przedłużeniu dróżki dostrzegamy wycinek grzbietu Tatr Zachodnich.

O godzinie 14.50 wchodzimy na rozległą polanę. Jesteśmy już blisko kresu naszej wędrówki w Dolinie Cichej Orawskiej. Na wprost, tuż przed nami wyrasta Osobita (słow. Osobitá, 1687 m n.p.m.), szczyt - symbol końca Tatr. Słońce dotyka już jego krawędzi. Na lewo od Osobitej widzimy kolejne szczyty Tatr Zachodnich wznoszące się nad Doliną Rohacką.

Osobita (słow. Osobitá, 1687 m n.p.m.)
Na przedłużeniu naszej ścieżki pokazuje się Osobita.

Osobita (słow. Osobitá, 1687 m n.p.m.).
Osobita (słow. Osobitá, 1687 m n.p.m.).

Tatry Zachodnie z polany pod Orawicami

Tatry Zachodnie z polany pod Orawicami

Tatry Zachodnie z polany pod Orawicami
Tatry Zachodnie z polany pod Orawicami.

Idąc skrajem polany docieramy do drogi asfaltowej. Spotykamy na niej czerwony szlak biegnący z Doliny Juraniowej (słow. Juráňova dolina), w której znajduje się efektowny wąwóz skalny zwany Juraniową Cieśniawą (słow. Tiesňavy) o długości około 1000 metrów. Droga do niego prowadzi na lewo, zaś my skręcamy na prawo i idziemy szosą do Orawic. Po około 250 metrach przechodzimy mostkiem nad rzeką Orawica (słow. Oravica).

Po prawej stronie widzimy słynne orawickie baseny termalne „Meander Park”. Wypełnione wodami pochodzącymi ze źródeł z głębokości 1687 metrów. Ujęta z tych źródeł woda ma temperaturę 58° C, ale dla potrzeb gości ochładza się ją do 32-38° C.

Droga do Orawic
Droga do Orawic.

Orawice, baseny termalne „Meander Park”
Orawice, baseny termalne „Meander Park”.

Nad basenami termalnymi wznosi się Krupová (1065 m n.p.m.) - wzniesienie Orawicko-Witowskich Wierchów. Na jej zboczach znajdują się nartostrady. Przechodzimy przez drugi mostek nad potokiem Bystra (słow. Bystrá), który tuż poniżej kąpieliska termalnego zasila Orawicę. O godzinie 15.15 jesteśmy na głównej szosie miejscowości.

Pierwsza założona tutaj osada nazywała się Bystra. Była to typowa osada pasterska, założona w 1643 roku. Ze względu na trudne warunki nie przetrwała jednak zbyt długo. W 1659 roku tereny te wydzierżawili mieszkańcy Twardoszyna i założyli na nich osiedle o obecnej nazwie. Później przez około dwa wieki funkcjonowały w tym rejonie kopalnie rud żelaza. W 1931 roku uruchomiono tu schronisko turystyczne i tak dla Orawic zaczęła się era ośrodka turystyczno-rekreacyjnego. W ciągu jednego dnia można zakosztować tu zarówno wędrówki górskiej, w zimie również jazdy na nartach, a potem kąpieli w zmineralizowanej wodzie, podczas której delektować można się widokiem górskich wierchów.

Krupová (1065 m n.p.m.)
Krupová (1065 m n.p.m.) wznosząca się nad basenami termalnymi.

Kaplica w Orawicach.
Kaplica w Orawicach przy drodze do Chaty Oravice.

Chata Oravice
Chata Oravice.

Nam pozostał już tylko czas by odpocząć w Chacie Oravice i skosztować tamtejszych specjałów w ramach obiadu. Chata położona jest na wysokości 812 m n.p.m. w odległości nie większej niż 200 metrów od głównej szosy. Podchodzimy do niej asfaltową drogą.

Będąc pod schroniskiem z ciekawości obracamy się za siebie. Niespodziewanie ponad leśnymi zboczami Orawicko-Witowskich Wierchów, które dzisiaj przemierzyliśmy pokazują się od nietypowej strony Giewont i Czerwone Wierchy. Niebo ponad nimi pełne jest jaskrawego błękitu, ale granie okryły już cienie zachodzącego słońca.

Giewont i Czerwone Wierchy widoczne spod Chaty Oravice
Giewont i Czerwone Wierchy widoczne spod Chaty Oravice.

Giewont
Giewont.

Bystra (słow. Bystrá)
Bystra (słow. Bystrá).



LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej „Wierch”
GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Las Przysłopu Witowskiego


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas