Diablak słynie z efektownych wschodów i zachodów słońca, zwłaszcza w lipcu. Często można z niego obserwować rankiem morze mgieł zalegające Kotlinę Orawsko-Nowotarską, ponad którym wyłaniają się szczyty Tatr. Całkowicie odsłonięty i wysoko wznoszący się nad okolicznymi górami szczyt jest doskonałym punktem widokowym. Dookolna panorama widokowa obejmuje Beskid Żywiecki, Śląski, Mały, Makowski, Wyspowy, Gorce, Kotlinę Orawsko-Nowotarską, Tatry, Wielką Fatrę, Małą Fatrę, Góry Choczańskie, przy dobrej pogodzie widoczny jest Kraków. W wyjątkowo sprzyjających warunkach można dostrzec Górę Świętej Anny, klasztor na Jasnej Górze w Częstochowie, Góry Świętokrzyskie oraz Jesioniki w Sudetach.

TRASA:
Zawoja-Markowa (718 m n.p.m.) zielony szlak Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.) żółty szlak Perć Akademików żółty szlak Babia Góra (słow. Babia hora; 1725 m n.p.m.) czerwony szlak Przełęcz Brona (słow. Brána; 1408 m n.p.m.) czerwony szlak Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.) zielony szlak Zawoja-Markowa (718 m n.p.m.)

OPIS:
Data wyprawy na Diablaka, 27 lipca 2018 roku, nie jest przypadkowa. Rok 2018 jest obfity w zjawiska astronomiczne, w tym w zaćmienia Słońca i Księżyca. Jedno z nich - zaćmienie Księżyca w dniu 27 lipca - będzie najdłuższym takim wydarzeniem astronomicznym w ciągu najbliższych 100 lat i w fazie całkowitej potrwa aż 1 godzinę i 43 minuty. Jego obserwacja uzależniona jest od pogody, a w szczególności od zachmurzenia. Ostatnie tygodnie były bardzo zmienne, a burze i deszcze na południu nader częste. Dlatego zakładaliśmy różne warianty tej wyprawy - oprócz podstawowego, mieliśmy w rezerwie jeszcze dwa warianty, przygotowane do uruchomienia w zależności od występujących warunków meteorologicznych. Jednak na dwa dni przed terminem wyjazdu prognozy zaczęły wyraźnie poprawiać się. Najbardziej ucieszyło nas to, że zniknęły zapowiedzi możliwości wystąpienia burz, jak i  opadów.

O godzinie 16.15 przyjeżdżamy do przysiółka wsi Zawoja o nazwie Markowa, położonego 718 m n.p.m. To miejsce, gdzie należy dokonać ostatniego sprawdzenia sprzętu. Nocne marki na Diablaku, jak każda inna wyprawa nocna w góry wymaga zabrania większej ilości sprzętu umożliwiającego spędzenie nocy na wysokości 1725 m n.p.m. Po tych czynnościach, zakupujemy bilety wstępu do Babiogórskiego Parku Narodowego i ruszamy drogą, którą wielokroć już przebywaliśmy. Po około półtoragodzinnym marszu docieramy do Schroniska PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.). Robimy godzinną przerwę – to czas kolacji. O dziewiętnastej ruszamy dalej.

Markowe Szczawiny.
Markowe Szczawiny.

Od węzła szlaku na Markowych Szczawinach idziemy już żółtym szlakiem, wpierw wygodnym górnym płajem, który płasko wije się po nieregularnym stoku, poprzecinamy licznymi wklęśnięciami, z których spływają cieki wodne. Zbocza porasta stary las o bogatym runie. Po kilku minutach dochodzimy do Skrętu Ratowników, gdzie strzałka żółtego szlaku nakazuje nam wejście na leśną dróżkę wyłożoną kamieniem. W tym miejscu ma swój początek Perć Akademików, której szlak prowadzi wpierw dość niewinnie. Zaczynamy od kamiennych stopni, potem przez chwilę płasko, po czym znów ostrzej w górę i tak na przemian podchodzimy stok masywu. Idziemy lasem sprawiającym wrażenie dziewiczego, nietkniętego. O tym, że inny człowiek tutaj już był przed nami świadczy tylko kamienna dróżka. Dominują w nim wiekowe świerki, a w poszyciu bujne paprocie. W wyższych położeniach rosną coraz niższe świerki, potwierdzające większa surowość tych miejsc dla życia. Wkrótce ponad koroną drzew uwidacznia się kopuła wierzchołkowa Diablaka, a po ostrzejszym podejściu wśród karłowaciejącej roślinności, gdzie nieźle sobie radzą drzewa jarzębinowe docieramy pod skalną ścianę. Tutaj dobrze jest złożyć kijki trekkingowe, aby nie przeszkadzały w dalszym przejściu.

Perć Akademików.
Szlak wiedzie wzdłuż bujnych paproci.

Diablak.
Diablak.

Perć Akademików.
Kamienna dróżka.

Dalsze przejście wspierają żelazne ułatwienia. Stok na tym odcinku jest urwisty i skalisty, a roślinność towarzyszy nam już głównie niska, co raz częściej pojawia się kosodrzewina. Mamy godzinę 19.40. Do zachodu Słońca pozostała już niecała godzina. Pierwsze żelazne ułatwienie w postaci łańcucha przeprowadza płasko na lewo po półce skalnej. Potem w górę po kamieniach niczym po stopniach i znów łańcuch na lewo. Pniemy się sukcesywnie w górę, dwukrotnie przecinając oberwane miejsca bez większych problemów. Ze szlaku pojawiają się szersze widoki, których nie przysłania już żadna roślinność. Około dwudziestej podchodzimy pod odcinek sprawiający największe trudności, wymagające szczypty umiejętności wspinaczkowych. Jest to Czarny Dziób - skała leżąca na wysokości około 1540 m n.p.m. Ma ona 8 metrów wysokości. Przytwierdzono do niej łańcuch i kilka klamer ułatwiających wspięcie się wyżej. Chwila zastanowienia nad techniką pokonania skały i po kilku podciągnięciach jesteśmy u góry. Od szczytu dzieli nas już łatwy odcinek drogi, po kamiennym chodniku prowadzącym przez rumosz północnego stoku Diablaka.

Perć Akademików.
Skalna półka i pierwsze żelazne ułatwienia.

Perć Akademików.
Po drugiej stronie skalnej półki.

Omieg górski (Doronicum austriacum).
Omieg górski (Doronicum austriacum).

Perć Akademików.
W górę po łańcuchu.

Mija godzina dwudziesta. Zbliżamy się do szczytu, a spektakl Matki Natury zaczyna się jeszcze przed zachodem Słońca, a wszystko chyba przez chmury. Jedne o kształcie wyrazistych kłębów wpływają nisko od wschodu przez przełęcz Krowiarki i nie mogąc się wydostać piętrzą się nad masyw Jałowca. Nabiera przy tym rumieńców w blasku czerwieniejącego Słońca. Inne chmury przepływają od południowego wschodu ocierając się o masyw Babiej Góry. Mają one postać rozrywanej mgiełki, która napływa falami w kierunku północnego zachodu. Powyżej chmur mamy błękitne niebo, z niewielką ilością wysokich chmur. Niezwykłość tego zjawiska wzbudza zachwyt i znacznie spowalnia nasz marsz.

Chwilami tracąca na jaskrawości tarcza słoneczna chowa się za warstwą chmur, po czym wychodzi z nich dołem, co wygląda jak wschód Słońca, tylko widziany do góry nogami. Dolina poniżej wypełniła się po brzegi rozczochranymi chmurami. Godzina 20.30. Słońce zaczyna chować się za horyzont. Jego powiększona wizualnie tarcza blaknie. Pięć minut później widać już jego ostatni skrawek. Minutę później znika nam z oczu. Na sklepieniu horyzontu pozostaje jeszcze mariaż barw czerwieni przechodzącej w złoto. Powyżej niebo wytraca intensywność błękitu, który przechodzi powoli w szarość. Większość chmur zapadła w dolinę, tworząc bezkresne, rozszalałe morze, z którego wystaje tylko Diablak, na którego wierzchołku już stoimy.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:16.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:16.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:17.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:18.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:19.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:25.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:26.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:27.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:28.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:28.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:30.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:31.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:32.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:35.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:36.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:41.

Zachód Słońca obserwowany z Diablaka.
Zachód Słońca. Godzina 20:43.

Jest tu już całkiem sporo ludzi, ale z pewnością nie są to wszyscy, którzy zapragnęli być tu tej nocy. Wielu jest jeszcze w drodze. Wielu dotrze tu w nocy przed świtem. Wśród znanych bywalców – nie zgadniecie - dotarł tu przed nami Mikołaj, ten sam, którego spotkaliśmy w grudniu zeszłego roku na Mogielicy z workiem pełnym prezentów. O tej porze roku jest na wypoczynku. Jest też Gosia, co nie potrafiła wysiedzieć dziś w domu. Pojawia się też niespodziewanie Patryk, a później Zygmunt, który był pewny, że nie zdąży jadąc tu z centralnej Polski. Jednak zdążył, jak zwykle szybki.

Święty Mikołaj.
Przybyłeś tu dzisiaj?

Ze Świętym Mikołajem.
...a czy ty Mikołaju Święty przyjdziesz do nas w grudniu tego roku?

Księżyc wzeszedł jeszcze zanim zaszło Słońca. Jego zaćmienie rozpoczęło się o godzinie 19:26. Szukamy miejsca na swoje legowisko. Nie jesteśmy zdecydowani, ale w końcu pozostajemy przy pierwszym upatrzonym miejscu, nieopodal kamiennego muru w niewielkim zagłębieniu, które powinno nas chronić przed ewentualnym wiatrem. Z silnych wiatrów słynie Babia Góra, podobnie jak z nagłych zmian pogody, z czego przylgnęło do niej przydomek Matka Niepogód. Póki co jest ciepło, a wiatr nie jest silny, choć odczuwalny (teraz powiewający od strony południowej). Przyniósł chmury, które zwiększają jeszcze bardziej wysoką wilgotność powietrza. Para skrapla się na wszystkim co mamy. Chmura nie chce odczepić się od Babiej, a przez nią trudno Księżyc upolować. Może gdyby Babia Góra było trochę wyższa, to byłby pięknie widoczny cały czas, a tak to tylko przez krótkie momenty pokazuje się wraz z gwieździstym niebem, a wtedy słychać tu euforyczne okrzyki: Jest! Jest! Nie wszystkim udaje się sfotografować Krwisty Księżyc, bo zacieniony odbija niewielką ilość światła. Jedynie tyle ile załamuje ziemska atmosfera, która barwi słoneczne promienie na czerwono krwisty kolor.

Księżyc zachodzi cieniem. Godzina 21:11.

Iluminacja na Diablaku [fot. Patryk Ciepiela]
Iluminacja na Diablaku jak na najlepszej imprezie ;) (fot. Patryk Ciepiela).

Fenomenalnie jasna noc zaczyna się dopiero około północy, ale wtedy Księżyc wychodzi już z zaćmienia. Odtąd gwiazdy migocą już na nami, a wierzchołek góry oraz całe jej okolice rozświetla srebrzysty glob. Poniżej niego widać czerwoną planetę, czyli Mars znajdujący się blisko Ziemi. Magiczna, jasna noc. Jest tak jasno, że do poruszania się po górze nie jest potrzebne inne źródło światła. Do tego jest bezwietrznie. Babia Góra utula do snu w ciszy i spokoju, lecz blask Księżyca nie pozwala przymknąć oczu. Wysysa z nas skryte w głębi marzenia i lęki. Rozświetla noc i wyciąga z cienia to co mamy skryte, co zwykle jest w nas niewidoczne. Różnie był postrzegany w dawnych kulturach. Jedni widzieli w nim przeciwieństwo Słońca, dla innych był bogiem. Każdy człowiek ma dwie natury, tę zawsze widoczną przez wszystkich, i tą skrytą, którą zna tylko on sam, którą niekiedy odkrywają jedynie bliskie osoby. Ta skryta natura człowieka tworzy bliską relację z Księżycem. To jego magia, której moc przeszywa nasze ciała, nie chcemy przyznać się do swoich leków i słabości, by nie zostały one wykorzystane przeciwko nam.

Czas Pełni Księżyca jest takim czasem, kiedy wszelkie zaklęcia mają większą moc. Warto go wykorzystać i jego siły, by przyciągnąć pomocne nam energie. Księżyc srebrzy się do samego świtu. Srebrzy się jeszcze, gdy noc wychodzi z mroku. Czernie przechodzą w szarości, a potem szarości przybierają niebieskości, najpierw ledwie zauważalnej, potem przybierającej na intensywności.

Księżyc wychodzi z zaćmienia (fot. Patryk Ciepiela).
Księżyc wychodzi z zaćmienia (fot. Patryk Ciepiela).
Księżyc wychodzi z zaćmienia (fot. Patryk Ciepiela).

Nasza sypialnia.
Nasza sypialnia (fot. Patryk Ciepiela).

Noc na Diablaku.
Srebrny Glob i Czerwona Planeta, Godzina 2:00.

Noc na Diablaku.
Srebrny Glob i Czerwona Planeta, Godzina 2:10.

Księżyc, a poniżej Mars.
Księżyc, a poniżej Mars. Godzina 2:10.

Mars - czerwona planeta.
Mars - czerwona planeta.

Noc na Diablaku.
Srebrny Glob i Czerwona Planeta, Godzina 2:16.

Czwarta rano, to moment, kiedy na szczycie Diablaka daje się zauważyć poruszenie. Nie słychać już żadnego chrapania. Nikt już nie śpi, choć niektórzy jeszcze leżakują. Co niektórzy zwijają już śpiwory i karimaty, by być gotowym na finał nocy, a może raczej wspaniały początek nowego dnia. Scena dla tego spektaklu została przygotowana wyśmienicie. Znajdujący się daleko na zachodzie Księżyc blaknie za cienką warstewką chmur, zaś na wschodzie toczy się gra kolorów. Pod intensywnym już błękitem nieba tworzy się horyzontalna gama ciepłych barw. Horyzont jarzy się na czerwono, a wyżej czerwony przechodzi w żółtą poświatę, która niknie w czystym błękicie sklepienia. Kilka chmur na horyzoncie wygląda jak niezidentyfikowane obiekty latające. Lecz co jest najbardziej zadziwiające? Ta bezwietrzna cisza na szczycie góry. Oj, Babo, Babo, ty chyba jeszcze śpisz.

Diablak.
Czwarta rano, to moment, kiedy na szczycie Diablaka daje się zauważyć poruszenie.

Pobudka, ale pospałabym sobie jeszcze.
Pobudka, ale pospałabym sobie jeszcze.

Niebieska godzina.
Czas niebieskiej godziny.

Po godzinie 4.30 nieliczne chmury na wschodzie podświetlają się na ciemnoczerwono. To sygnał, że do finału pozostało już tylko około pół godziny. Wszyscy wiedzą, że finał będzie trwał tylko kilka minut. W dolinach jest już jasno. W nocy iskrzyły w nich światełka. Teraz zalegają w nich majestatyczne mgły. W dolinach panuje jeszcze ewidentnie senność, lecz tutaj na 1725 metrach nad poziomem morza wszyscy są w pogotowiu, jakby za chwile miał nastąpić wielki pożar. Tak to właśnie teraz wygląda na wschodzie, jakby miało tam zapłonąć ogniem wydobywającym się z wnętrza piekieł. Czy to ma związek z nazwą szczytu, który słynie z tak spektakularnych przedstawień. Legendy mówią zupełnie o czymś innym, o zamku, który dawno temu diabeł budował dla jednego zbójnika, który podpisał z nim umowę. Diabeł jednak nie skończył budowy zamku przed świtem, a gdy kur zapiał niemal już ukończony zamek zawalił się, grzebiąc przy okazji zbójnika. Podobno podczas burzy można usłyszeć wydobywający się spod głazów brzęk jego ciupagi.

Brzask. Godzina 4:38.

Brzask. Godzina 4:45.

Zachodzący Księżyc. Godzina 4:45.

Zachodzący Księżyc. Godzina 4:52.

Brzask. Godzina 4:53.

Brzask. Godzina 4:56.

Złocisty Księżyc.
Złocisty Księżyc.
Złocisty Księżyc. Godzina 4:58.

O piątej Słońce zaczyna wynurzać się zza horyzontu. Tutaj nieco wcześniej pokazuje się nam niż ludziom w dolinach. Okrąg wypełniony krwistą barwą wznosi się ku zawieszonej powyżej chmurze, niewielkiej, ale największej spośród widocznych. Chmura mieni się od spodu intensywnie żółtymi barwami, choć Słońce ma trudności z rozpromienieniem oślepiającego światła. Jakaś przeszkoda w atmosferze jest, albo nisko w powietrzu coś wisi. Dopiero o 5.07 słoneczny okrąg odrywa się od horyzontu.

Znajdujący się naprzeciwko srebrzysty niedawno jeszcze Księżyc, okrył się złotem. Słońce i Księżyc stanęli teraz naprzeciw siebie, symbole dnia i nocy. Noc jednak musi juz odejść. Księżyc tonie wkrótce, jak we mgle. Zanika. Słońce zaś nabiera mocy. Wrzuca swe promienie do dolin, których ciepło budzi osiadłe w nich chmury. Na twarzy obserwatorów widać zdumienie, na wielu z nich rysuje się uśmiech radości z bycia tu i teraz. Ta radość pojawi się u wszystkich, gdy tylko nieco ochłoną. O godzinie 5.15 słońce dotyka wiszącej nad nim chmurki. Słońce jest już na tyle rozpalone, ze chmurka ta nie jest w stanie zabrać Słońcu energii i blasku. Słońce pnie się szybko, co raz wyżej na sklepienie, tam gdzie jego miejsce na kolejne godziny. Wydawać by się mogło, że spektakl natury zakończony, lecz okazuje się, że ta baśń wywodząca się z pogranicza nocy i dnia wciąż trwa jeszcze.

Wschód Słońca. Godzina 4:59.

Wschód Słońca. Godzina 5:00.

Wschód Słońca. Godzina 5:00.

Wschód Słońca. Godzina 5:01.

Wschód Słońca. Godzina 5:03.

Wschód Słońca. Godzina 5:05.

Wschód Słońca. Godzina 5:06.

Wschód Słońca. Godzina 5:07.

Księżyc blaknie. Godzina 5:08.

Wschód Słońca. Godzina 5:08.

Patrzymy na południe szukając grzebienia Tatr.
Patrzymy na południe szukając grzebienia Tatr.

Wschód Słońca. Godzina 5:08.

Wschód Słońca. Godzina 5:09.

Wschód Słońca. Godzina 5:11.

Wschód Słońca. Godzina 5:13.

Wschód Słońca. Godzina 5:13.

Wschód Słońca. Godzina 5:15.

Wschód Słońca. Godzina 5:21.

Jest godzina 5.30 (mieliśmy o tej godzinie opuścić szczyt Diablaka), gdy chmury leżące nisko w dolinach unoszą się. Nad wzniesieniami tworzą aksamitną mgiełkę, okrywają delikatnym woalem. Mgły przeciągają się po zielonych grzbietach, wpełzając również na najwyższe punkty Babiej Góry. Widziane przezeń Słońce wygląda jak z zaświatów, my zaś czujemy się jakby mrok chciał powrócić na szczyt Diablaka. Przepiękna złota godzina na Diablaku mieni się euforią mgielnych smug. Nie do wiary! – chce się krzyknąć – czy to realne, a może to czary, jakieś omamy, a może zbyt długo przebywaliśmy na szczycie Diablaka i jesteśmy teraz pod wpływem jego tajemnych mocy.

Osoby stojące na zachodniej stronie kopuły szczytowej dostrzegają wokół swoich cieni unoszących się powietrzu tęczowe aureole, zwane widmem Brockenu. Niesamowite to zjawisko świetlne, dla którego ekranem jest ledwie widoczny woal chmur. Zjawisko to znika jednak tak szybko jak się pojawia, bo dzisiaj wszystko dzieje się tutaj jak ze wzmożoną dynamiką.

Na Diablaku.
To co? Schodzimy? (fot. Patryk Ciepiela).

Popatrzmy jeszcze na Orawę (fot. Patryk Ciepiela).

Pakujemy rzeczy do plecaków. (fot. Patryk Ciepiela).

Mgiełka sunie po zboczach gór.
Mgiełka sunie po zboczach gór.

Na Diablaku.
Nie, jeszcze nie możemy schodzić! (fot. Patryk Ciepiela).


To nie jest film z wytwórni Industrial Light & Magic,
to się działo naprawdę na Diablaku (fot. Zygmunt Jabłoński).

W słońcu i we mgle na Diablaku (fot. Patryk Ciepiela).

Diablak.
Diablak.
Diablak.
Diablak w objęciach przepływającej mgły. Godzina 5:45.

Widmo Brockenu.
Widmo Brockenu Patryka (fot. Patryk Ciepiela).

Widmo Brockenu.
Zdjęcie zrobione w tej samej chwili co powyższe, ale uchwycone na nim Widmo Brockenu
należy do innej osoby. Osobę tą widzicie na zdjęciu powyżej.
Każda osoba widzi tylko swoje Widmo Brockenu (fot. Marek Szala).

Diablak.
Obelisk i ołtarz.

Diablak. Widok na Orawę.
Widok na Orawę.

Zwykle szczyt pustoszeje pół godziny po wschodzie Słońca. Zdaje się, że dzisiaj nikomu nie chce się schodzić. Przemykają myśli, a może by tu zostać jeszcze na jedną dobę, albo co najwyżej zejść do schroniska by ochłonąć i powrócić. Wszak wszystko mamy, co trzeba, aby pozostać tu na kolejną noc, przeżyć kolejne nocne marki i zobaczyć przedstawienie z pogranicza snu i jawy. Idziemy z tą myślą do schroniska. Opuszczamy szczyt o szóstej.

Schodzimy szlakiem na przełęcz Brona. Ileż to razy juz tędy przechodziliśmy i wciąż nam tego spaceru za mało. Po czterdziestu minutach jesteśmy na przełęczy, skąd już schodzimy z grzbietu masywu i podążamy wprost na polane Markowe Szczawiny. Docieramy tam kilka minut przed siódmą. W schronisku na Markowych Szczawinach gospodarzą niezwykli gospodarze, przyjaciele. Wiedzą, że przybędziemy godzinę przed otwarciem bufetu. Wstali godzinę wcześniej niż zwykle i otwarli nam bufet. Przygotowali śniadaniowe jadło, pokrzepili ciepłą herbatą i kawą. Bardzo Wam dziękujemy za tą uprzejmość. Na Markowych Szczawinach gościmy do ósmej piętnaście. Schodzimy dalej na do Zawoi Markowe. Ostatnie pożegnanie z Diablakiem, spoglądamy na niego z dolnych części polany. Płyną nad nim śliczne, lekko postrzępione obłoki. To piękny poranek - początek gorącego dnia. Może nieco niedospani, lecz jakże szczęśliwi docieramy do końca tej wędrówki.

Pośredni Grzbiet.
Pośredni Grzbiet.

Kościółki.
Kościółki.

Diablak widziany z Kościółków.
Diablak widziany z Kościółków.

Piętro kosodrzewiny.
Piętro kosodrzewiny.

Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach.
Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach.

Diablak.
Spojrzenie na Diablaka w drodze powrotnej.

Ta wędrówka była jak znakomity film, na którym nie chcemy, aby pojawiły się napisy końcowe i napis „The End”. Gdy się jednak kończy, my wciąż o nim myślimy przez wiele dni, a może przez wiele tygodni siedzi nam w głowie cała jego fabuła. Nie możemy wyzbyć się wspomnień i powrotów myśli. Ten film był szczególny, bo główne role przypadły Naturze, która dała przedstawienie na żywo, takim zwyczajnym ludziom jak my, całej grupie, która wczorajszego dnia podążyła na Królową Beskidów, nie będąc tak naprawdę pewnym, co nas tam spotka, a spotkało coś cudownego.

To noc do innych była niepodobna,
Teraz sercu mówię, aby sercem było...


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas