Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaworzec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaworzec. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Przełęcz Wyżna (872 m n.p.m.) Schronisko PTTK „Chatka Puchatka” na Połoninie Wetlińskiej (1228 m n.p.m.) Połonina Wetlińska (1255 m n.p.m.) Przełęcz Orłowicza (1099 m n.p.m.) Smerek (1222 m n.p.m.) Przełęcz Orłowicza (1099 m n.p.m.) Krysowa (840 m n.p.m.) Bacówka PTTK na Jaworzcu (605 m n.p.m.) Jaworzec.

OPIS:
Przez ostatnie lata Bieszczady zapełniły się turystami, ale w dalszym ciągu góry te są dla wielu mityczne, postrzegane jak żadne inne, bezludne, dzikie i trudnodostępne. Od innych pasm górskich wyróżnia je swoista specyfika wypisana na kartach historii, podkreślona odrębnością kulturową, ale też kreowana występującym tu klimatem oraz elementami tutejszego krajobrazu - bukowych lasów i połonin. Dlatego często mówi się o nich, że są one czymś znacznie więcej niż jedynym skrawkiem Karpat Wschodnich w Polsce. Toteż przy okazji imprezy 49 Centralnego Rajdu Hutników, na który przyjechaliśmy do Rzepedzi zapragnęliśmy zobaczyć na własne oczy wspomniane elementy krajobrazu, wyróżniające Dzisiejsza górskiej wędrówka ma nam ukazać...

Bieszczadzkie połoniny

Bieszczadzkie połoniny to rozległe hale górskie wznoszące się ponad górną granicę bukowych lasów regla dolnego. Najbardziej wyniosłe z nich, znajdujące się na terytorium Polski to: Połonina Wetlińska (1255 m n.p.m.), sąsiadującą z nią Połonina Caryńska (1297 m n.p.m.), a także najwyższy szczyt polskich Bieszczadów - Tarnica, wznosząca się na wysokość 1346 m n.p.m. Nam przypadła najbardziej rozległa i najdłuższa, bo licząca 8 km długości, najdalej wysunięta na zachód z całego bieszczadzkiego pasma połonin - Połonina Wetlińska.

Wybieramy najkrótsze i najłatwiejsze podejście na grzbiet Połoniny Wetlińskiej - z Przełęczy Wyżnej położonej na wysokości 872 m n.p.m., na której rozpoczynamy wędrówkę. Najpierw oczywiście kupujemy bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, w którego granicach położona jest Połonina Wetlińska. Pogoda zapowiada się nieciekawa. Jest pochmurno, mgliście i mży, ale zakładamy kurtki przeciwdeszczowe i o godzinie 10.00 rozpoczynamy wędrówkę kierując się żółtym szlakiem.

Za punktem kasowym do Bieszczadzkiego Parku Narodowego mijamy dwa głazy z drewnianymi tablicami upamiętniającymi Jerzego Harasymowicza. Na jednej z nich czytamy wyrytą pierwszą strofę jego wiersza pt. „W górach”:
W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka.
Dobrze ją znamy, dla niejednego sympatyka gór stały się one życiowym mottem, a nas słowa te umacniają w nadziei przeżycia nowej górskiej przygody.

Idziemy w górę szeroką drogą, mokrą i nieco zabłoconą. Z początku szlak prowadzi nas łagodnie w górę, ale później stopniowo traci na łagodności. Mimo niezbyt ciekawej aury idzie z nami bardzo wielu turystów. W miarę nabierania wysokości droga nasza staje się bardziej kamienista, wokół niej gęstnieje od roślinności.


Po wejściu do lasu droga jest zdecydowanie bardziej stroma. O godzinie 10.30 mijamy czarne znaki prowadzące do campingu BPN Górna Wetlinka. Zaraz potem mamy fragment po wystających korzeniach drzew, ubezpieczony drewnianą poręczą. I znów wracamy na kamienistą drogę. Na pewnej wysokości ogarnia nas mgła, która wprowadza nas w minorowe nastroje, bo co będzie z tymi widokami.



O 10.50 wychodzimy z lasu i wychodzimy na chciałoby się powiedzieć rozległą połoninę, ale rozległości tej nie można zobaczyć przez mgłę. Szlak zakręca bardziej na wschód i dalej pnie się w górę. Kto się zmęczył może tutaj odetchnąć na znajdujących się przy szlaku ławeczkach. Już chyba blisko do schroniska. Zdaje się, że nieco przejaśnia się, a z pewnością przestało mżyć. Przez moment przez chmurę mgły widać doliny, a zaraz potem mgła znów gęstnieje. Widoczność staje się jeszcze słabsza niż wcześniej.

Przez moment przez chmurę mgły widać doliny...
...a zaraz potem mgła znów gęstnieje.


O godzinie 11.00 dochodzimy do czerwonego Głównego Szlaku Beskidzkiego, przechodzącego przez Połoninę Wetlińską. Na drogowskazie szlaków odnajdujemy dość ironiczną w naszej sytuacji informację, że 20 metrów dalej (czyli na grzbiecie połoniny) znajduje się punkt widokowy i WC - potrzeba przyciąga nas właśnie do tego drugiego obiektu. W ten sposób zdobywamy Hasiakową Skałę (1228 m n.p.m.) - najdalej na wschód wysuniętą kulminację Połoniny Wetlińskiej. Potem wracamy z powrotem 20 metrów w dół i instalujemy się w Schronisku PTTK „Chatka Puchatka”. Jest to najwyżej położone schronisko w Bieszczadach. Odbiega standardami od znanych nam schronisk. Nie ma w nim elektryczności, ani bieżącej wody. Jako oświetlenia nocnego używa się lamp naftowych.


Przed 11.30 wychodzimy z ponurego wnętrza schroniska. Chmury grają z nami odsłaniając i zasłaniając doliny, ale chyba wszystko zmierza ku lepszemu. Widoczność jest znacznie lepsza niż jeszcze pół godziny temu. Kierować będziemy się teraz znakami szlaku czerwonego. Ruszamy na zachód. Budynek schroniska szybko ginie za nami we mgle, a na odsłoniętej połoninie robi się chłodniej. Przydatne stają się rękawiczki i kurtki. Nie mija wiele czasu, gdy chmury znów rzedną. Znów jest ładnie i widać też, jak bardzo malowniczo położony jest budynek schroniska. Chmury zaczynają przesuwać się nad połoninami, odsłaniając coraz rozleglejsze widoki. Zaczyna to bardzo ładnie wyglądać.

Przed nami Osadzki Wierch.
Za nami Hasiakowa Skała (1228 m n.p.m.) ze Schroniskiem PTTK „Chatka Puchatka”.
Hasiakowa Skała (1228 m n.p.m.) ze Schroniskiem PTTK „Chatka Puchatka”
(z prawej widać wierzchołek Połoniny Caryńskiej).


Panujący dziś duży ruch turystyczny potęgują biegacze VIII Biegu o Puchar Rzeźnika na blisko osiemdziesięciokilometrowej trasie pokrywającej się z czerwony szlakiem z Komańczy aż do Ustrzyk Górnych. Co chwilę mijamy nadbiegających sympatyków biegania i Bieszczad, przekazując im sportowo-turystyczne pozdrowienia. Mijanka nie zawsze jest łatwa, bo nasza ścieżka jest wąska, a na dodatek miejscami dość błotnista.

Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.).

Najwyższą kulminację Połoniny Wetlińskiej - Roh o wysokości 1255 m n.p.m. omijamy południową stroną. Pomiędzy chmurami, gdzieniegdzie przebijają się już promienie słoneczne. Przeplecione warstwy ciemnych i jasnych chmur dodają panoramie niesamowitości. Nad trawami połoniny przesuwają się jedynie pojedyncze, delikatne mgiełki. Jakież to wszystko wspaniałe.

Zaraz potem wspinamy się po kamieniach, zabezpieczonych przed obsuwaniem się poprzecznymi belkami. Tak zdobywamy Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.), drugi co do wysokości i najwyższy dostępny szlakiem turystycznym szczyt w paśmie Połoniny Wetlińskiej. Na ostatnich metrach trzeba sobie nawet pomóc rękoma. Wierzchołek staje się nasz o godzinie 12.10, a zrobiło się tak plenerowo, że przystajemy tu na chwilę.

Na Osadzkim Wierchu (1253 m n.p.m.).
Osadzki Wierch za nami; widać na nim kolejną grupę wędrowców.


Z Osadzkiego Wierchu idziemy teraz jakby granią. Nasza ścieżka biegnie obok lub po wystających skałkach. Prowadzi nas na zachód w kierunku krótkiego grzbietu Hnatowego Berda (1187 m n.p.m.) - kolejnej kulminacji Połoniny Wetlińskiej. Nasz szlak omija ten wierzchołek. Zakręcając w prawo zaczyna dość stromo opadać, wprowadzając nas na przełęcz przed Szarym Berdem. Szare Berdo o  wysokości 1108 m n.p.m. to najniższe wzniesienie Połoniny Wetlińśkiej. Prowadząca na niego ścieżka wznosi się wśród dość wysokich traw i zarośli, momentami jest dość ciasno. Przez chwilkę idziemy po wystających skośnie skałkach, uważając, aby nie poślizgnąć się.

Zejście na przełęcz przed Szarym Berdem jest początkowo dość strome.





Przez chwilkę idziemy po wystających skośnie skałkach

Słońce w tym momencie mocno już grzeje, a nasze kurtki dawno poszły do plecaków. Rozświetlone promieniami słonecznymi trawiaste połoniny ożyły. Wypełzły na nie cienie chmur, które suną po nich jak stada rumaków. Oniemieliśmy. Takie połoniny znaliśmy do tej pory tylko z obrazka. Nawet nie marzyliśmy, że coś tak cudownego spotka nas dziś na szlaku, uczucie wszechobecnej swobody, potęgi rozległych przestworzy górskich. Zwalniamy wędrówkę, zaczarowani, a może zahipnotyzowani tym, co widzimy. W chwili ocknięcia pierwsza myśl każe nam się zastanowić, czy jesteśmy na początku, czy na końcu naszej grupy turystycznej. Wydaje się, że widzimy kogoś znajomego z tyłu, ale jak się po chwili okazuje, to tylko podświadoma ułuda, która chciała nas jak najdłużej zatrzymać w letargu na połoninie. Przecież to jeszcze nie koniec wędrówki. Przechodzimy szybko przez niewybitne Szare Berdo i schodzimy na Przełęcz Mieczysława Orłowicza (1099 m n.p.m.), gdzie czeka na nas nasza grupa. Na Przełęczy Orłowicza meldujemy się na niej o godzinie 13.30.


Na połoniny wypełzły cienie chmur.

Na Przełęczy Orłowicza znajduje się węzeł szlaków turystycznych. Szlakiem żółtym można zejść do Wetliny, czarnym do Jaworzca, albo kontynuować wędrówkę czerwonym na Smerek. Po krótkiej przerwie zapada decyzja: nie schodzimy jeszcze w dół - nie mogło być inaczej. Tylko nieliczni, bardziej zmęczeni z naszej grupy postanawiają już teraz schodzić czarnym szlakiem do Jaworzca. Przed nami Smerek przedłużający grzbiet Połoniny Wetlińskiej w kierunku zachodnim. Wspinamy się na niego wąską ścieżką po grzebiecie połoniny. Wspinaczka nie jest męcząca, choć z dołu podejście wyglądało na bardziej wybitne, a przewidywany czas przejścia ze znaku turystycznego na Przełęczy Orłowicza wydawał się mocno wyśrubowany. Okazało się, że 20 minut wystarczyło na bardzo spokojne pokonanie tego odcinka trasy.

Przełęcz Mieczysława Orłowicza (1099 m n.p.m.).

Połonina Wetlińska widziana z podejścia na Smerek.

Na podejściu na Smerek.

Smerek (1222 m n.p.m.).

Smerek ma dwa wierzchołki, oddzielone trawiastym obniżeniem, które przez miejscową ludność nazywany były dawniej Dołyną. Szlak wprowadził nas na niższy szczyt południowy, gdzie stoi metalowy krzyż, postawiony w miejscu, w którym kiedyś piorun zabił turystę. Panorama ze Smereka jest bardzo rozległa. Widać z niej całą przebytą przez nas Połoninę Wetlińską, południowe pasma graniczne, a na zachodzie panorama sięga, aż do Wysokiego Działu z odległym masywem Chryszczatej, po którym wczoraj wędrowaliśmy. Południowe i zachodnie zbocza ostro opadają do doliny Wetlinki, w której widać skupiska domów wiosek Wetliny oraz Smereka.

Dolina Wetlinki, widok w kierunku wioski Wetlinka.
Jest kilka minut po 14.00, gdy zaczynamy schodzić ze Smereka. Wracamy na czarny szlak, biegnący z Przełęczy Orłowicza, trawersując północne zbocze Smereka. Dotychczasowa ścieżka naszej wędrówki wiodła nas przez nasłonecznione, południowe zbocza Połoniny Wetlińskiej, porośnięte trawą. Północną stronę Smereka zdominowały bujne borówczyska. Ścieżka nasza ciasno przedziera się wśród nich i sprowadza nas do regla lasów (oczywiście zdominowanego przez buki). Tam początkowo idziemy podmokłą ścieżką dość stromo w dół, a potem już łagodnie mijając Wysokie Berdo (968 m n.p.m.). Dalej wijąca się ścieżka niesie nas pofalowanym terenem, przez zarastające polanki, aż do rozstaju dróg na Krysowej (840 m n.p.m.), gdzie dochodzi zielony szlak. Mijamy go o godzinie 15.20.




Smerek (niższy wierzchołek z krzyżem).

Połonina Wetlińska widziana ze Smereka.
 
Widok ze Smereka na północ (dostrzec można Jezioro Solińskie).

Dalej to już istna masakra błotna, po same kostki, albo jeszcze wyżej, bo chwilę potem odpryski błota na spodniach sięgają do kolan. Błoto oczywiście nam nie straszne, a ktoś chyba urządza sobie kpiny, bo przed nami tabliczka: „Zakaz wstępu! Ścinka i zrywka drzew”. Większość drogi mamy już za sobą, do bacówki mamy już niecałe 45 minut - co zrobiliśmy? Na pewno nie wracamy na Przełęcz Orłowicza, bo jesteśmy od niej już za daleko. Idziemy dalej przed siebie, bo dziś nie słychać, aby ktoś ścinał drzewa, ale co zrobi turysta w przeciwnej sytuacji? Może wypadałoby zakaz umieścić na początku czarnego szlaku, albo w ogóle go zamknąć.



Schodząc z połonin ścieżka nasza wije się przez liczne polanki.

Z każdym kolejnym krokiem jest coraz gorzej. Szlak kilka razy przecina tą niefortunną drogę zrywkową. W jednym z takich miejscu ginie ścieżka szlaku i nie widać dalszych znaków. Nie da się też iść dalej ze względu na grzęzawisko błotne. Dopiero po kilku minutach, po odszukaniu w miarę dogodnego przejścia na drugą stronę drogi zrywkowej, udało się odnaleźć ciąg dalszy ścieżki i znaków szlaku. Dobrze, że w niektórych miejscach postawiono tabliczki - strzałki z napisem „bacówka”, szczególnie w miejscu, w którym szlak schodzi z drogi na niewidoczną z niej ścieżkę leśną.

Pomijając te krytyczne momenty szlak jest przyjemny, mało uczęszczany, panuje na nim cisza i spokój, ale i pewna ponętna dzikość. Z pewnością odczucia byłyby inne, gdybyśmy natrafili tu na ścinkę drzew, ale na szczęście tak się nie stało.

Bywa, że i taką drogą wiedzie nasz czarny szlak turystyczny.

Dochodzimy znów do zarośli zdziczałych sadów, przechodzimy kolejne zarastające polanki, aż o godzinie 16.10 osiągamy krawędź lasu. Przed nami po opadającym zboczu rozciąga się polana. Na niej znajduje się ogrodzony wybieg z końmi, a nieco niżej widać już budynek bacówki. Jeszcze 2-3 minuty wędrówki wzdłuż krawędzi lasu i jesteśmy przy bacówce położonej na wysokości 605 m n.p.m. To ostatni postój na dzisiejszej trasie. Kilkadziesiąt lat temu na tym terenie znajdowała się wieś Jaworzec. Jej kres nastał, kiedy to w ramach Akcji „Wisła” wysiedlono ze niej wszystkich 557 mieszkańców wyznania greckokatolickiego. Od tego czasu nikt się tu nie osiedlił. Obecnie jedynym budynkiem jest wybudowana tu w 1976 bacówka PTTK, pełniąca również funkcję schroniska turystycznego.

Przez zarośla zdziczałych sadów i zarastające polanki.
Widać już Bacówkę na Jaworzcu.
Bacówka na Jaworzcu (605 m n.p.m.).

Na trawkę (fot. Grzegorz Szczotka).

O godzinie 16.35 schodzimy dalej szutrową drogą (cały czas szlakiem czarnym). Niedaleko czeka na nas autokar, ale lepiej nie denerwować Tadka, naszego kierowcy. Za mostem nad potokiem Wetlina schodzimy nad jego brzeg, w którym płuczemy obłocone buty. Od razu też nogom zrobiło się lżej.

Pucowanie nad brzegiem Wetlinki.

Tą niezwykłą trasę kończymy w pełni usatysfakcjonowani, ale jednocześnie smutni, że już się skończyła. Wybierając się w te strony naoglądaliśmy się różnych pięknych fotografii z bieszczadzkimi połoninami, przeczytaliśmy wiele opisów i relacji z wypraw w te strony. Chcieliśmy to samo przeżyć co inni, zobaczyć wszystko na własne oczy, ale nie wierzyliśmy, że nam się to uda i to tak wspaniale.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas