Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perć Akademików. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perć Akademików. Pokaż wszystkie posty
Teraz mówię sercu, aby sercem było;
Ta noc do innych jest niepodobna.
(fragment utworu grupy Maanam)
To była noc do innych niepodobna. Była niemal pełnia księżyca, gwieździste niebo mrugało maleńkimi punkcikami gwiazd. Na wschodzie jaśniała Wenus. W świetle zachodzącego księżyca pożegnaliśmy noc, by zaraz potem w bajecznej kolorystyce świtu powitać nowy dzień. Mieszkańcy babiogórskiego boru okazali się nam przychylni, a szczególnie niedźwiedź, który nie był głodny, zaś chłodna Królowa okazała się być łaskawą, ale wróćmy do początku...

Piątek, 28 września, godzina 23.00, bus zatrzymuje się w miejscowości Zawoja-Widły. Wysiadamy. Większość domów już śpi, co zdradza ciemność w oknach. W oddali słychać szczekanie psa. Drogę rozświetla nam blask księżycowej tarczy. Do pełni już blisko, dzieli nas od niej tylko jedna noc.

TRASA:
Zawoja-Widły (598 m n.p.m.) zielony szlak Zawoja-Składy (638 m n.p.m.) zielony szlak Zawoja-Markowa (718 m n.p.m.) zielony szlak Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.) żółty szlak Babia Góra, słow. Babia hora (1725 m n.p.m.) czerwony szlak Przełęcz Brona, słow. Brána (1408 m n.p.m.) czerwony szlak Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.) czarny szlak Sulowa Cyrhla (891 m n.p.m.) czarny szlak Stary Groń (844 m n.p.m.) czarny szlak Zawoja-Podryzowane (663 m n.p.m.)

OPIS:
W Zawoi-Widły odnajdujemy zielony szlak. Jest zaraz przy rozgałęzieniu ulic. Ruszamy wzdłuż asfaltowej drogi. Po 20 minutach mijamy osiedle Zawoja-Składy. Tutaj na rozwidleniu dróg nasz szlak prowadzi na lewą odnogę drogi. Prawą doszlibyśmy do osiedla Zawoi o nazwie Czatoża. Lewa, biegnąca wzdłuż Marków Potoku prowadzi nas do osiedla Markowe. Docieramy do niego po 50 minutach wędrówki.

Zawoja-Składy. Obelisk przy rozwidleniu dróg.
Zawoja-Składy. Obelisk przy rozwidleniu dróg.

W Zawoi Markowe wchodzimy do boru Babiogórskiego Parku Narodowego, gdzie księżycowe światło jest zbyt słabe, by oświetlać nam drogę. Uruchamiamy własne źródła światła. Szlak wiedzie teraz szeroką, częściowo kamienistą drogą. Podobnie jak przez osiedla Zawoi wciąż nabieramy spokojnie wysokości. Przechodzimy przez Polanę Pośredni Bór i wchodzimy na węższą drogę zwaną Zbójeckim chodnikiem. Droga zaczyna nabierać większej stromości. Po przecięciu dolinki potoku szlak dalej regularnie pnie się w górę. W końcu ścieżka zaczyna robić zakosy po zboczu. Wyprowadzają one na niewielką polankę. Po drugiej stronie polanki dołącza do nas czarny szlak z osiedla Podryzowane. Chwilę potem, o godzinie 1.00 wychodzimy na Markowe Szczawiny, gdzie na wysokości 1180 m n.p.m. stoi budynek schroniska. Zatrzymujemy się w nim przed dalszym podejściem, korzystając z turystycznej kuchni schroniska. Schronisko jeszcze mocno śpi, ale z pewnością już za niedługo obudzi się i jego goście wyruszą tam gdzie my. Zapewne po to też przyjechali tu, tylko trochę wcześniej.

Pod Schroniskiem PTTK na Markowych Szczawinach. Godzina 1.00.
Pod Schroniskiem PTTK na Markowych Szczawinach. Godzina 1.00.

Nie czekając na pobudkę w schronisku o godzinie 1.30 wychodzimy na zewnątrz i w górnej części polany odnajdujemy żółte znaki, które kierują nas w lewo na wygodny płaj. Prowadzą wspólnie z niebieskimi znakami, aż do „skrętu ratowników”, na którym żółte znaki skręcają na lewo wprost na zbocze. Zostawiamy płaj za sobą. Kamienna ścieżka pnie się systematycznie gęstym borem, wzdłuż potoku Szumiąca Woda.

Początek żółtego szlaku na Markowych Szczawinach.
Początek żółtego szlaku na Markowych Szczawinach.

Nie istnieje tu coś takiego jak cisza nocna. Trzeba przyznać, że nocą las tętni zupełnie innymi dźwiękami niż w dzień. Samotna wędrówka zapewne dostarczyłaby ogromnej dawki adrenaliny, choć nawet w grupie można wzdrygnąć się na dobiegający szelest, czy odgłos łamanej gałązki. Wkrótce bór zaczyna rzednąć, mijane drzewa stają się coraz bardziej karłowate. Tarcza księżyca zaczyna być widoczna ponad naszymi głowami. Odbijane przez niego światło słoneczne oświetla nam drogę, ale nie myślimy o wyłączeniu własnych źródeł światła, które pozwalają sprawdzić to co dzieje się między leśnymi drzewami, a dzieje się tam wiele. Coś tam się rusza, a odgłosy rozlegające się echem po okolicy zdradzają rykowisko jeleni.

Wkrótce wychodzimy ponad górną granicę lasu. Ścieżka wchodzi do Kotlinki Suchego Potoku. Przed nami skryte mrokiem nocy północne stoki Babiej Góry i urwiste Kościółki. Ich imponująca wyniosłość przysłoniła tarczę księżyca. Wrócił nieskazitelny mrok. Pośród ostatnich drzew, szlak skręca w lewo i pnie się ostro po kamiennych stopniach w górę przez zarośla i kosodrzewinę. Idziemy powoli, bynajmniej nie z powodu zmęczenia. Staramy się optymalnie dostosować tempo wędrówki, by nie przegrzać się. Tu jest dość ciepło, ale na szczycie może być diametralnie inaczej, co jest zjawiskiem zupełnie normalnym w przypadku kapryśnej Babiej Góry. Wszyscy o tym wiedzą, jak potrafi być zaskakująca.

Perć Akademików. Pierwsze łańcuchy.
Pierwsze łańcuchy na Perci Akademików.

O godzinie 2.20 docieramy pod skały Perci Akademików. Ruszamy dalej trawersem na lewo pod skalną ścianą po wąskim, podskalnym przejściu przytrzymując się łańcucha. Potem w górę kamiennym chodnikiem i kamiennymi stopniami do następnego łańcucha pod skałami urwiska. Uwalniamy się od leśnych szmerów, zostawiamy je w dole, ale jeszcze słychać szelest poruszających się zarośli. To z pewnością jakiś zwierz, bo gdyby to byli inni wędrowcy widzielibyśmy światełka czołówek. Niebawem jednak z jednej strony mamy skałę, a po drugiej otwartą przestrzeń. Nocne wspinanie dostarcza odmiennych emocji. Nie widzimy pod nami pokonanej wysokości, ale mimowolnie ją wyczuwamy. Rozciągająca się za mrocznym dnem panorama jednoznacznie to potwierdza. Widoki (pewnie zaskoczymy) są rewelacyjne. Widać to, czego nie widać w dzień. Multum wsi i miasteczek, tysiące mrugających światełek osad ludzkich aż po kres horyzontu. Dalekosiężność tego widoku jest ogromna, mimo panującej nocy. Nigdy nie spotkaliśmy się z taką za dnia.

Perć Akademików.
Perć Akademików i kolejne łańcuchy.

Perć Akademików.
Nad urwiskiem.

Perć Akademików.

Dalej szlak pnie się w górę idąc skosem na lewo. Na skałach rozświetlanych światłem czołówek dostrzegamy mnóstwo długonogich pajęczaków. Cały czas wspinamy się wąską ścieżką nad skalnymi obrywami, ubezpieczając się łańcuchami. W końcu docieramy pod klamry ułatwiające wejście na pionową skałę Czarnego Dziobu. Bez nich wdrapanie się po obrywie skalnym byłoby bardzo trudne. Powyżej mamy jeszcze krótki odcinek z łańcuchem i zbocze zmienia charakter. Jest łagodniejsze i pokryte potężnymi głazami. To skalne rumowisko, w którym ścieżka naszego szlaku lubi na chwilę zaniknąć. Marsz przez rumowisko zajmuje nam przeszło 20 minut.

Naskalni towarzysze wspinaczki na Perci Akademików.
Naskalni towarzysze wspinaczki na Perci Akademików.

Perć Akademików.
Przy urwisku.

Łatwiejszy fragment Perci Akademików bez zamontowanych ułatwień.

Perć Akademików. Na Czarnym Dziobie.
Wspinaczka na Czarny Dziób.

Perć Akademików. Na Czarnym Dziobie.
Wspinaczka na Czarny Dziób.

Po prawej stronie światło naszych czołówek wychwytuje z czerni białą figurkę Matki Boskiej, umieszczoną w małej grocie na wysokości 1723 m n.p.m. Kopuła szczytowa jest już bardzo blisko. Po paru krokach docieramy do grzbietowego czerwonego szlaku. Znajdujemy się nieco na wschód od kopuły szczytowej Babiej Góry. Skręcamy w prawo i dosłownie za moment zdobywamy szczyt Babiej Góry (słow. Babia hora, węg. Babia gura, niem. Teufelspitze; 1725 m n.p.m.), Diablak jak go też zowią.

Figurka Matki Boskiej umieszczona w małej grocie na Babiej Górze.
Figurka Matki Boskiej umieszczona w małej grocie na Babiej Górze.

Jest godzina 3.30. Księżyc rządzi jeszcze na niebie pokrytym tysiącami gwiazd. Po południowej stronie doliny toną w bieli morza mgieł. Na północy wszystko tonie w kolorowych punkcikach świateł miast i wsi. W dzień nie widać tej rozciągłości ludzkiego osadnictwa. Nie widać też tylu mrugających czerwonym światłem kominów i masztów antenowych. Na północnym wschodzie doskonale widać rozciągłość Krakowa, a na północnym zachodzie szczególne zagęszczenie świetlnych punkcików Śląska.

Lekko wieje chłodem z południa. Słychać pochrapywanie śpiących turystów, otulonych od stóp do głowy w śpiworach. Przybyli tu już wcześniej. Znajdujemy miejsce od zawietrznej pod kamiennym wiatrołapem, gdzie rozkładamy karimatę, ale nie kładziemy się. Nocny krajobraz naszych rodzimych stron oszałamia widokami. Trudno się jest mu oprzeć, tym bardziej, że przyszło nam się zmierzyć z nim po raz pierwszy. Jednak jak tylko usiedliśmy, poczuliśmy że wiatr dmie z coraz większą siłą i robi się bardzo chłodno. Otulamy się w pozycjach siedzących w śpiwory. Wkrótce robi się naprawdę bardzo zimno. Po jakimś czasie temperatura spada nieco poniżej zera, a poza kamiennym wiatrołapem porywistość wiatru jest bardzo nieprzyjemna.

Nocny widok z Babiej Góry w kierunku zachodnim.
Nocny widok z Babiej Góry w kierunku zachodnim.
Na wprost pod księżycem wznosi się masyw Pilska.

Nocny widok ze szczytu Babiej Góry w kierunku północnym.
Nocny widok ze szczytu Babiej Góry w kierunku północnym.
U dołu widać oświetloną szosę biegnącą przez Zawoję.
Silne światło po prawej na dole znajduje się pod stokiem narciarskim Mosorny Groń.

Nocny widok ze szczytu Babiej Góry w kierunku Śląska.
Nocny widok ze szczytu Babiej Góry w kierunku Śląska.

Babia Góra. Widok spod kamiennego wiatrołapu w kierunku wschodnim. Na niebie widać Wenus.
Widok spod kamiennego wiatrołapu w kierunku wschodnim.
Na niebie widać Wenus. Jest godzina 4.07.

Przed godziną 5.30 księżyc przenosi się już wyraźnie nad zachodni horyzont. Mniej więcej w tym samym czasie na przeciwległym nieboskłonie pojawia się niebiesko-granatowa poświata. Rozpoczyna się tzw. niebieska godzina. Chwilkę później pod tą poświatą, na styku z horyzontem pojawia się też wąska, czerwona łuna. Tworzą one niewielką aurę nad linią horyzontu.

Widok z Babiej Góry. Księżyc jest już wyraźnie nad zachodnim horyzontem.
Księżyc jest już wyraźnie nad zachodnim horyzontem.

Babia Góra. Widok w kierunku wschodnim. Minęła 5.30. Rozpoczęła się niebieska godzina.
Widok w kierunku wschodnim. Minęła 5.30. Niebieska godzina trwa.

Babia Góra. Na styku z horyzontem pojawia się wąska, czerwona łuna.
Godzina 5.36. Na styku z horyzontem pojawia się wąska, czerwona łuna.

Widok z Babiej Góry. Na niebie nikną gwiazdy, ale Wenus jest wciąż wyrazista.
Na niebie nikną gwiazdy, ale Wenus jest wciąż wyrazista.

Księżyc przed zachodem (z Babiej Góry).
Księżyc przed zachodem (z Babiej Góry).
Zachodzący księżyc, przyjmujący barwy brązowiejących czerwieni.

Zachód księżyca z Babiej Góry.
Zachód księżyca.

Babia Góra. Brzask.
Brzask.

Robi się nieprawdopodobne widowisko. Z jednej strony zachodzący księżyc przyjmujący barwy brązowiejących czerwieni, a po przeciwległej jaśniejący widnokrąg przygotowujący się na przyjęcie słońca. Jedno i drugie jest piękne i pociągające, cudowne tak, że trudno pogodzić się z tym, że w danym momencie możemy patrzeć tylko w jednym kierunku. Chciałoby się mieć oczy z przodu i z tyłu, albo może na te chwile zmienić się w kameleona i mieć niezależnie poruszające się źrenice.

Po piętnastu minutach aura na wschodzie jest już kilkakrotnie szersza. Uwidacznia znajdujące się tam nieduże chmurki. Jaśnieje błękit na sklepieniu, a promieniejąca aura otoczona zostaje żółcią. Tymczasem po przeciwległej księżyc niknie, albo za horyzontem, albo w napływającej jasności ze wschodu. Niknie szarówka, giną widoczne jeszcze przed chwilą światła miast i wiosek. Na południu widać już ładny kontur Tatr, a przed nimi uwypuklają się kłęby morza mgieł.

Panorama z Babiej Góry w kierunku wschodnim.
Panorama z Babiej Góry w kierunku wschodnim.

Panorama z Babiej Góry w kierunku południowo-wschodnim.
Panorama z Babiej Góry w kierunku południowo-wschodnim.
Z prawej widać Tatry.

Tatry za morzem mgieł (widok z Babiej Góry).
Tatry za morzem mgieł.

Zniewoleni widowiskiem, walczymy z silnym, lodowatym wiatrem. Nie jest jednak najgorzej, a warunki pogodowe na tą porę roku są bardzo dobre jak powiadają rutyniarze nocnych wypadów na Babią Górę. Chciałoby się zjednoczyć z przyrodą i jej siłą, by nabrać mocy, zanim dzienny chaos da nam znać o sobie. Dla takich chwil, jak ta warto oddać odrobinę siebie, zapłacić trudem i zmęczeniem. Nie jest on współmiernie wysoki do wspaniałości obserwowanego zjawiska.

Turyści na Babiej Górze oczekujący wschodu słońca.
Turyści na Babiej Górze oczekujący wschodu słońca.

Brzask na Babiej Górze.

Magiczny czas na Babiej Górze trwa. Pojawiają się koloryzujące pomarańcze i fiolety. O godzinie 6.26 barwy przybierają na intensywności. Teraz wszystko dzieje się jakby szybciej, nabiera jakby większej nerwowości, jakby miało za chwilę wybuchnąć. Gorce płoną w czerwieni, bo właśnie nad nimi znajduje się centrum gorejących barw. Płoną być może jak ongiś, gdy pozyskiwano na nich śródleśne polany do wypasu.

Brzask na Babiej Górze.

Brzask na Babiej Górze.

Brzask na Babiej Górze.
Brzask nad morzem mgieł.

Tatry o brzasku widziane z Babiej Górze.
Tatry o brzasku widziane z Babiej Górze.

Intensyfikujące się czerwienie przenoszą się na grupkę obłoków wiszących nad horyzontem, aż w końcu o 6.32 ponad gorczańskim grzbietem pojawia się rąbek tarczy słonecznej. Unosi się i rośnie z każdą sekundą. Świat ogarnia jeszcze półmrok, ale już wszyscy wiedzą, że na niedługo. W ciągu trzech minut słońce ukazuje nam całą swoją tarczę. Rozświetlają się szczyty górskie, a w doliny zaczynają wpadać ich cienie. Zawoja nie widzi jeszcze władcy dnia, podobnie jak wiele innych osad położonych w dolinach. Tam promienie słoneczne dotrą, ale jeszcze nie teraz. Robi się cieplej, ale wciąż silnie wieje. Przez ten czas niebo zabarwia się błękitem, takim, jaki znamy za dnia. Witamy kolejny dzień, piękniejszy od poprzedniego. Szczyt Babiej Góry pustoszeje.

Babia Góra. Intensyfikujące się czerwienie przenoszą się na grupkę obłoków wiszących nad horyzontem.
Godzina 6.19. Intensyfikujące się czerwienie przenoszą się na chmury wiszące nad horyzontem.

Gorce goreją. Brzask widziany z Babiej Góry.
Gorce goreją.

Gorce płoną być może jak ongiś, gdy pozyskiwano na nich śródleśne polany do wypasu (widok z Babiej Góry).
Mija godzina 6.31.
Gorce płoną być może jak ongiś, gdy pozyskiwano na nich śródleśne polany do wypasu.

Babia Góra. Godzina 6.32. Ukazuje się rąbek tarczy słonecznej.
Godzina 6.32. Ukazuje się rąbek tarczy słonecznej.

Babia Góra. Godzina 6.32. Ukazuje się rąbek tarczy słonecznej.
Godzina 6.32. Początek świtu.

Wschód słońca z Babiej Góry. Godzina 6.33.
Godzina 6.33.

Wschód słońca z Babiej Góry. Godzina 6.34.
Godzina 6.34.

Wschód słońca z Babiej Góry. Godzina 6.36.
Godzina 6.36.

Wschód słońca z Babiej Góry. Godzina 6.38.
Godzina 6.38.

Wschód słońca z Babiej Góry. Godzina 6.40.
Godzina 6.40.

Wschód słońca na Babiej Górze. Niebo zaczyna zabarwiać się błękitem.
Niebo zaczyna zabarwiać się błękitem.

Na szczycie Babiej Góry robi się cieple, ale wciąż silnie wieje.
Na szczycie Babiej Góry robi się cieplej, ale wciąż silnie wieje.

Babia Góra. Pakowanie ekwipunku.
Pakowanie ekwipunku.

Widok ze szczytu Babiej Góry po wschodzie słońca w kierunku południowym.
Widok ze szczytu po wschodzie słońca w kierunku południowym.

Wczesny poranek na Babiej Górze.
Wczesny poranek na Babiej Górze.

Wczesny poranek na Babiej Górze.
Mamy kolejny dzień, piękniejszy od poprzedniego.

Godzina 7.01. Szczyt Babiej Góry opustoszał.
Godzina 7.01. Szczyt Babiej Góry opustoszał.

Z wierzchołka Babiej Góry schodzimy czerwonym szlakiem w kierunku wschodnim, na Przełęcz Brona. Najpierw schodzimy z kopuły szczytowej po kamiennych głazach. Jest dość stromo. W tym miejscu trzeba poświęcić dużo uwagi na to, gdzie stawiamy stopy, bo można trafić na chwiejne bloki skalne.

Szlak wyrównuje się. Po lewej stronie mamy łagodne zbocza słowackie, ale po prawej przepaściste zbocza polskie, bardzo niebezpieczne we mgle. Przed nami, za morzem mgieł pokrywającym Rów Orawicki (słow. Oravická brázda) wznosi się Pilsko (słow. Pilsko; 1557 m n.p.m.) - drugi po Babiej Górze co do wysokości szczyt górski w Beskidzie Żywieckim. Po lewej od niego ponad bielą chmur wystają grzbiety innych pasma górskich, w tym Małej i Wielkiej Fatry oraz Wielkiego Chocza. Na prawo od Pilska ciągnie się grupa Mędralowej i Pasmo Jałowieckie wznoszące się po północno-zachodniej stronie Zawoi. Na przedłużeniu naszego grzbietu mamy Małą Babią Górę (słow. Malá Babia hora; 1517 m n.p.m.).

Z Babiej Góry schodzimy w kierunku zachodnim. Przed nami widoczny jest masyw Pilska.
Schodzimy w kierunku zachodnim. Przed nami widoczny jest masyw Pilska.

Panorama na słowacką Orawę (słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa) o poranku.
Panorama na słowacką Orawę(słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa).

Słowacka Orawa (słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa).
Słowacka Orawa (słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa).

Zbliżenie na Wielki Chocz (słow. Veľký Choč, 1608 m n.p.m.).
Zbliżenie na Wielki Chocz (słow. Veľký Choč, 1608 m n.p.m.).

Szlak wiedzie już przez niską kosodrzewinę. Wiatr na tej wysokości nie jest już dokuczliwy. Przechodzimy nad urwiskami Kościółków. Spoglądamy za siebie na szczyt Babiej Góry, ponad którą słońce wisi już wysoko. Potem zostaje nam już patrzeć tylko przed siebie, wspominając przebyte niedawno szlaki. Chwilę później grzbiet załamuje się stromo w dół. Zejście na tym odcinku ułatwiają kamienne stopnie, po czym grzbiet wypłaszcza się z powrotem. Idąc pośród wysokiej kosodrzewiny docieramy na Przełęcz Brona (1408 m n.p.m.), gdzie kończymy wędrówkę grzbietem masywu. Szlak czerwony skręca w prawo i północnym stokiem ostro schodzi do lasu, gdzie niebawem łagodnieje i prowadzi dalej po kamienistej ścieżce pod Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach.

Ponad urwiskiem Kościółków.
Ponad urwiskiem Kościółków.

Spoglądamy za siebie na szczyt Babiej Góry.
Spoglądamy za siebie na szczyt Babiej Góry.

Hala Miziowa na stokach Pilska z budynkiem schroniska, a za nią wznosi się Palenica (słow. Brts; 1343 m n.p.m.).
Hala Miziowa na stokach Pilska z budynkiem schroniska,
a za nią wznosi się Palenica (słow. Brts; 1343 m n.p.m.).

Przełęcz Brona (słow. Brána; 1408 m n.p.m.). Widok w kierunku Pasma Jałowieckiego.
Przełęcz Brona (słow. Brána; 1408 m n.p.m.). Widok w kierunku Pasma Jałowieckiego.

Do Schroniska PTTK na Markowych Szczawinach docieramy o godzinie 8.25. W wewnątrz trochę gwarno, tak jak zwykle w pogodne weekendy.Jak zawsze wita nas wspaniały uśmiech na twarzy pani Kasi, i pyszne śniadanie, smakujące ponad przeciętność, nie ujęte w schroniskowym menu. Dzień zapowiada się pięknie, aż szkoda, że wracamy. O godzinie 9.25 zbieramy się drogę powrotną.

Schodzimy innym szlakiem niż szliśmy do góry, czarnym do Podryzowanego, jednego z osiedli Zawoi. Schodzimy lasem w kierunku północno-wschodnim. Szeroka ścieżka początkowo wyraźnie obniża swój bieg, potem łagodnieje. Prowadzi przez zupełnie inny las o przewadze buków, nie przypominający gęstego boru, którym wspinaliśmy się na Markowe Szczawiny. Dróżka jest bardzo wygodna, prawie spacerowa. Jest tylko jeden bardzo stromy, ale krótki fragment, który pokonujemy zakosami po kamiennych stopniach. Znajdują się przy nim drewniane poręcze.

Najtrudniejszy fragment czarnego szlaku do Podryzowanego.
Najtrudniejszy fragment czarnego szlaku do Podryzowanego.

Kontynuujemy wędrówkę sielankowym traktem. Przechodzimy wzdłuż górnej krawędzi polany Sulowa Cyrhla, pokrywającej stoki po naszej prawej. Widać z niej północne stoki Babiej Góry. W okolicy Sulowej Cyrhli pojawia się niebieski szlak, odbijający do osiedla Zawoja-Policzne. Maszerujemy dalej leśnym grzbietem za czarnymi znakami. Wkrótce opuszczamy Babiogórski Park Narodowy i wchodzimy na stokowe łąki i pola, z porozrzucanymi zagrodami osiedla Ryzowane. Niedługo potem szlak skręca ostro w prawo i wprowadza na drogę do osiedla Podryzowane. O godzinie 11.00 osiągamy szosę łączącą Zawoję z Krowiarkami, gdzie mamy przystanek busa i koniec trasy.

Widok z Polany Sulowa w kierunku Babiej Góry.
Widok z Polany Sulowa Cyrhla w kierunku Babiej Góry.

Łąki osiedla Ryzowane.
Łąki osiedla Ryzowane.

Osiedle Ryzowane.

Zawoja Podryzowane.
Zawoja Podryzowane.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas