Mroźna aura od parunastu dni zapowiadana, oczekiwana. Cała pięćdziesiątka wyczekiwała tego dnia. Wczesna pobudka i odjazd godzina 5.30. Na Niwie tradycyjna przerwa w podróży. Dojeżdżamy zgodnie z planem. Podstawiona eskadra busów przerzuca nas do Kuźnic. Kupujemy bilety TPN, które są jak wejściówka na szczyty Tatr.

TRASA:
Kuźnice (1010 m n.p.m.) niebieski szlak Boczań (1224 m n.p.m.) niebieski szlak Skupniów Upłaz niebieski szlak Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) niebieski szlak Hala Gąsienicowa niebieski szlak Schronisko PTTK „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej (1500 m n.p.m.) żółty szlak Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) żółty szlak Hala Gąsienicowa czarny szlak Betlejemka niebieski szlak Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) niebieski szlak Skupniów Upłaz niebieski szlak Boczań (1224 m n.p.m.) niebieski szlak Kuźnice (1010 m n.p.m.)

OPIS:
Początek dnia jednak nie daje żadnych symptomów nadejścia mrozów. Jest cieplutko. Niezła widoczność pozwala popatrzeć z Boczania na wagonik kolejki kursujący na Kasprowy Wierch. W dole Kalatówki nasuwają wiosenny obraz zakwitających tam krokusów. To będzie w kwietniowy czas, kiedy polana pod górskim hotelem zafioleci się. Teraz jest tam zupełnie biało. Droga przez Boczań wiedzie lasem ślicznie obsypanym śniegiem. Gałązki dźwigają puchowe pierzynki lekko uginając się pod ich ciężarem.

Szlak na Boczań.
Szlak na Boczań.

Grzbiet Giewontu i Kalatówki.
Grzbiet Giewontu i Kalatówki (widok z Boczania).

Skupniów Upłaz.
Skupniów Upłaz.

Wkrótce wychodzimy na bezleśny ciąg grzbietu Skupniowego Upłazu. W dali na końcu grzbietu wznosi się rzec by można królewski kopczyk, który niegdyś należał do niejakich Królów z Podhala, którzy wypasali na hali leżącej po drugiej stronie górki. Ów kopczyk nosi dumną nazwę Wielkiej Kopy Królowej, choć jest o 46 metrów niższy od widocznej po prawej Małej Kopy Królowej. Tak jednak postrzegali te wzniesienia górale, bo Wielka Kopa Królowa, choć niższa wygląda w rzeczywistości na masywniejszą, szczególnie od strony Hali Królowej, gdzie wypasali.

Maszerujemy tuż pod wapiennym grzebieniem Skupniowego Upłazu po północno-wschodnim stoku opadającym do Doliny Olczyskiej. Po stronie Doliny Olczyskiej wznoszą się Kopieńce: Mały Kopieniec (1167 m n.p.m.) po lewej, Wielki Kopieniec (1328 m n.p.m.) po prawej. Za nami zaś uwidacznia się Nosal (1206 m n.p.m.) z urwistymi wapienno-dolomitowymi skałkami. Przed Wielką Kopą Królową przechodzimy na drugą stronę grzbietu przez niewielką przełączkę zwaną Diabełkiem, bo ponoć czarcie moce sypią tu w oczy piaskiem unoszonym siłą wiatru. Wyczuwamy tutaj silniejsze podmuchy, ale ziarenka piasku leżą przykryte warstwą śniegu. Bez obaw przechodzimy na drugą stronę przełączki, nad którą unosi się dzisiaj niewielki, chwilowy śnieżny tuman wzniesiony prądem wiatru. Idziemy dalej trawersem stoku Wielkie Kopy Królowej do Przełęczy między Kopami (1499 m n.p.m.) zwanej niekiedy Karczmiskiem, choć nigdy nie odnotowana istnienia w tym miejscu jakiejkolwiek karczmy. Turyści jednak lubią zatrzymywać się tutaj na krótki odpoczynek, bo ozdobą tego miejsca jest ładna panorama w stronę Podhala.

Przed nami Wielka Kopa Królowa.
Przed nami Wielka Kopa Królowa.

Mały i Wielki Kopieniec.
Mały i Wielki Kopieniec.

Skupniów Upłaz.
Skupniów Upłaz.

Przecinamy Królową Rówień, z której zwykle ukazują się pierwsze ekscytujące widoki na imponujące granie Tatr, opiewane przez artystów i zwyczajnych turystów. Panująca zimowa aura, naprawdę piękna, mieni się dzisiaj dużą skromnością (zupełnie niepotrzebnie chciałoby się dodać) i nie pokazuje krasy pejzażu, jaki można stąd podziwiać. Niebawem krótkim zejściem schodzimy do Doliny Gąsienicowej, do kamiennego schroniska „Murowaniec”. Dotykając jego ścian można zjednać się ze ścianami Kościelca wznoszącymi się nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, bo właśnie stamtąd pochodzą te kamienie, z których wzniesiono mury „Murowańca”.

Odpoczywamy w „Murowańcu” przy szarlotce i kubku herbaty. Jak zwykle jest tu tłoczno i hałaśliwie. Taki jest urok tego schroniska, leżącego przy węźle bardzo popularnych szlaków turystycznych. Wycisza się w nim dopiero, gdy turyści zaczynają schodzić z gór do Kuźnic. Obsługa stara się sprawnie obsługiwać ten tłum ludzi, którego sami stanowimy cząstkę.

Na Hali Gąsienicowej.
Na Hali Gąsienicowej.

O godzinie 11.30 wymarsz do ataku szczytowego. Wychodzimy na zewnątrz. Niebo zaszło cięższymi chmurami. Nie widać nic powyżej. Ruszamy w kierunku Kasprowego Wierchu. Łatwa, wygodna droga doprowadza nas pod dolną stację wyciągu krzesełkowego w Kotle Gąsienicowym. Obchodzimy budkę stacji i forsujemy stromszy fragment stoku. Wchodzimy w trawers stoków Beskidu (2012 m n.p.m.). Im wyżej tym coraz bardziej pogarsza się widoczność. Poniżej szusują narciarze. Dziw bierze, że nie dochodzi do kolizji przy tej widoczności. Wierzchołek góry nie uwidacznia się nawet, gdy jesteśmy bardzo blisko, na Suchej Przełęczy (1950 m n.p.m.).

Dolina Gąsienicowa.
Dolina Gąsienicowa.

Przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego w Kotle Gąsienicowym.
Przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego w Kotle Gąsienicowym.

Pogoda wyraźnie pogarsza się. Na Suchej Przełęczy bardzo wieje, jest bardzo mroźnie. Trzeba opatulić się, aby nie wystawał nawet czubek nosa. Pozyskujemy informacje na temat szlaku przez Myślenickie Turnie. Ludzie stamtąd zawracają ze względu na porywisty wiatr. Wdrażamy zatem do realizacji wariant drugi, czyli zejście tą samą drogą co wyjście. Wcześniej jednak zaliczamy szczyt kierując się wbitymi w śnieg czerwonymi tyczkami. Wchodzimy na niego o godzinie 12.45. Robimy szybkie fotografie bo mróz szczypie jak diabli, a potem udajemy się odpocząć przy miseczce ciepłej strawy w restauracji górnej stacji kolejki linowej z Kuźnic. Termometry wskazują na zewnątrz temperaturę minus 19 stopni Celsjusza. Odczuwalna temperatura jest jednak dużo niższa i wynosi w granicach 30-40 stopni Celsjusza. Niektórzy powiadają, że „to nasze K2”, bo tak w rzeczy samej można odczuć. Są tacy, którzy dzisiaj położyli sobie poprzeczkę jeszcze wyżej: Świnica i Kościelec. Ich misja jest już zakończona sukcesem. Przesyłają nam meldunki, że szczyt zdobyty i są już na dole. My zaś siedzimy sobie jeszcze w cieple restauracji.

Po skończonej przerwie ruszamy jeszcze raz na szczyt z zespołem osób, które jeszcze na im nie były, bo postanowiły najpierw zagrzać się w murach restauracji. O godzinie 14.10 gościmy po raz drugi na niegościnnym dziś wierzchołku. Kasprowy Wierch w trudnych warunkach zimowych zdobywają prawie wszyscy uczestnicy wyprawy. Można o nich powiedzieć prawdziwi twardziele i lodowi wojownicy, nie wyłączając z tego tych, którzy postanowili opuścić szczyt w wagoniku kolejki linowej. Wieczorem media podały: „Polskie Karakorum, czyli dzisiejsze warunki na Kasprowym Wierchu. Temperatura odczuwalna sięgała dziś około -35°/-40°C”.

Droga na Kasprowy Wierch (widok z Suchej Przełęczy).
Droga na Kasprowy Wierch (widok z Suchej Przełęczy).

Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.).
Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.).
Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.).

Radość zdobywców.
To już zejście i radość zdobywców.

W dół schodzimy bardzo szybko. Droga jest wygodna, wyratrakowana. Nieco cieplej jest jednak dopiero na wysokości dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Tam już można ściągnąć rękawiczki na dłużej, bo na szczycie paluchy mroziło w minucie, a po trzech zaczynały odpadać od dłoni. A tymczasem tutaj płatki śniegu lecą z góry. Zima jak z bajki. Choineczki tylko wystają z puchowej powierzchni. Do niektórych chatek stojących w dolinie zasypało drogi dojścia. Zastygły w zimowym krajobrazie. Tylko z okien Betlejemki wydobywa się światło lamp. Ktoś tam jest, pewnie taternicy, a z nimi może adepci kursu zimowego dreptania po Tatrach.

Przez Halę Gąsienicową.
Przez Halę Gąsienicową.
Przez Halę Gąsienicową.

Hala Gąsienicowa.
Chaty zastygłe w zimowym krajobrazie.

Hala Gąsienicowa.
Zasypało do niej drogę dojścia.

Pod Betlejemką.
Pod Betlejemką.

Dolina Gąsienicowa.
Dolina Gąsienicowa.

Podejście na Rówień Królową.

Opuszczamy Dolinę Gąsienicową, następnie przecinamy Rówień Królową. Jakże wygodnie wędruje się zimą, kiedy dróżkę szlaku pokrywa równo warstwa skrzypiącego śniegu. Nie trzeba pod nogi patrzeć, by nie potknąć się o kamień. Fascynująca aura zapanowała w Tatrach, choć mroźna, choć mglista. Widoki zniknęły, ale radość ze spaceru jest ogromna. Sypie co raz bardziej. Skupniów Upłaz zmienił się nieco od poranka. Odmłodniał. Zataczają nad nim chmury. W strefie lasu panuje już delikatna szarówka, choć do zachodu słońca zostało jeszcze ponad godzinę.

Przed Diabełkiem.
Przed Diabełkiem.

Skupniów Upłaz.
Skupniów Upłaz.
Skupniów Upłaz.

Przed nami strefa lasu.
Przed nami strefa lasu.

Kuźnice.
Kuźnice.

O godzinie 16.20 wchodzimy do Kuźnic, przechodzimy mostem nad wartką Bystrą. Jesteśmy na miejscu godzinę przed zaplanowanym czasem. Zjeżdżamy busami do ronda Jana Pawła II, by w Tatrzańskim Barze Mlecznym po raz pierwszy razem wspomnieć fantastycznie spędzony dzień i ekstremalne warunki, dzięki którym wędrówkę ta zapamiętana zostanie na dłużej, nie wspomniawszy już o przeogromnej satysfakcji ze zdobycia dzisiejszego polskiego Karakorum.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom wyprawy za piękne chwile na szlaku! Świetnie się spisaliście. Z Wami pójdziemy wszędzie, gdzie tylko zechcecie! Nie boimy się tych słów obietnicy, bo wytrwałość, ale przede wszystkim rozwaga, a także potężna dawka życzliwości i sympatii emanuje z Was. Niech ta moc będzie z Wami na zawsze.

Wiem jak raduje oko krajobraz beskidzki
w różnych porach roku.
JP II, Castel Gandolfo, 30.08.1982 r.

TRASA:
Ochotnica Dolna [niebieski szlak] Lubań (1211 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krościenko nad Dunajcem (420 m n.p.m.)

OPIS:
W Gorcach wciąż gości piękna zima. Nic nie straciła na powabie od czasu naszej ostatniej wędrówki przez Gorc, wręcz przeciwnie - wypiękniała. Dzisiaj jest więcej słońca, na niebie zupełny brak chmur. Nieduży chłód utrzymuje śnieżny puch w najlepszej konsystencji. Jest ciepło. Rękawiczki mogą pozostać w plecaku. Można ruszać w góry na ostatni gorczański etap Małopolskiego Szlaku Papieskiego.

Dolina rzeki Ochotnica jest bardzo malowniczym miejscem. Wieś ulokowana została tu już dawno, w 1416 roku. Najstarsza wzmianka o niej pochodzi z 1336 roku. Jej nazwa pierwotnie brzmiała „Ochodnicza” i pochodzi od „ochodnika”, czyli obejścia, jakim był skrót drogi królewskiej z Nowego Targu przez Czorsztyn do Nowego Sącza. Jest obecnie bardzo dużą wsią, podzieloną na Ochotnicę Górną i Ochotnicę Dolną. Jednak obie te wsie często są traktowane nierozdzielnie i mówi się o niej jak o jednej, po prostu Ochotnica. Tworzy wówczas najdłuższą wieś w Polsce, której długość wraz ze wszystkimi odnogami w bocznych dolinach dochodzi do 38 km.

Kościół pw. Znalezienia Krzyża Świętego w Ochotnicy Dolnej.
Kościół pw. Znalezienia Krzyża Świętego w Ochotnicy Dolnej.
Kościół pw. Znalezienia Krzyża Świętego w Ochotnicy Dolnej.

O godzinie 9.00 na wysokości kościoła parafialnego pw. Znalezienia Krzyża Świętego opuszczamy dolinę Ochotnicy. Kierujemy się w stronę tej pięknej świątyni, otoczonej starymi lipami. Została zbudowana z drewna modrzewiowego w roku 1816. Pośród wyposażenia jej wnętrza znaleźć można cudami słynący XVII-wieczny krucyfiks z ekspresyjną rzeźbą Chrystusa Ukrzyżowanego. Obok świątyni stoi wpasowana stylistycznie, choć nie taka stara jak kościół, drewniana dzwonnica na kamiennym wysokim fundamencie. Z lewej mijamy budynek plebani, w której kardynał Karol Wojtyła przebywał kilkakrotnie. Stąd też wiedzie tędy papieski szlak.

Przed dzwonnicą, gdzie stoi obelisk Szlaku Papieskiego w Gorcach, skręcamy w lewo. Mijamy kilka obejść, po czym wracamy na pierwotny południowy kierunek. Wchodzimy do lasu. Zaczynamy powoli podchodzić stok. Po chwili przecinamy niedużą polankę, potem kolejne. Przechodzimy lasy i młodniki. Po niecałej godzinie z lewej dostrzegamy szczyt góry, częściowo ogołocony z lasu. Stoi na nim wieża widokowa. To nasz cel - Lubań. Dróżka biegnie dalej bardziej płasko. Ślicznie ośnieżone drzewa olśniewają, zimowy krajobraz zaczyna zniewalać. Śnieżne powierzchnie skrzą się cały czas w słońcu. Mrugają i błyskają tysiącami punkcików, śniegowymi gwiazdeczkami.

Spojrzenie w kierunku Turbacza,
Spojrzenie w kierunku Turbacza,

Jedna z polanek na podejściu.
Jedna z polanek na podejściu.

Droga.
Droga.

Świerkowy las.
Świerkowy las.

Tam gdzie Babia Góra i Turbacz.
Tam gdzie Babia Góra i Turbacz.

Droga na grzbiet pasma.
Droga na grzbiet pasma.
Droga na grzbiet pasma.

Na szlaku.
Na szlaku.

Szlak, którym dotąd podążaliśmy dochodzi do głównego traktu przebiegającego grzbietem pasma Lubania. Jest to doskonale nam znany czerwony szlak, pełen wspaniałych wspomnień. To droga ku jednemu z najpiękniejszych miejsc w Gorcach i do gościnnych ludzi, a na myśli mamy tu Studzionki - prawdziwie góralski przysiółek Ochotnicy Górnej. Droga w tamtą stronę wygląda na nieprzetartą po nocnym opadzie śniegu, ale nie nasypało go bardzo dużo. Małopolski Szlak Papieski prowadzi jednak w przeciwną stronę. Na Studzionki zajrzymy podczas innej wędrówki. Już nawet wiemy kiedy to będzie, bo ten czerwony szlak to przecież Główny Szlak Beskidzki, najdłuższy turystyczny szlak górski w Polsce wiodący przez najpiękniejsze zakątki naszych Beskidów. Zatrzymamy się wówczas na Studzionkach, a następnego dnia na Turbaczu przy wieczornym ognisku. Z jednej strony chcielibyśmy, aby ten czas już nadszedł, ale z drugiej lepiej, aby tak szybko nie mijał, bo po drodze mamy jeszcze tyle innych ciekawych miejsc do zobaczenia.

W stronę Lubania.
W stronę Lubania.
W stronę Lubania.

Wieża widokowa na Lubaniu.
Wieża widokowa na Lubaniu.

Tam gdzie Sącz i dolina Dunajca.
Tam gdzie Sącz i dolina Dunajca.

Wejście na grzbiet.
Wejście na grzbiet.

Kierunek Studzionki.
Kierunek Studzionki.

Słońce za drzewami.
Słońce za drzewami.

Przymocowana na drzewie tabliczka wskazuje kierunek na wieżę widokową na Lubaniu. Odległość 3,8 km (ktoś bardzo przesadził). Obok jest drugi kierunkowskaz, na którym podano czas przejścia do szczytu - 20 minut (to już lepiej). Wydeptana w śniegu dróżka idzie płasko i prosto pod wysokimi bukami. Śliczna alejka. Niedaleko jednak północne stoki pozbawione są lasu. Rośnie tam tylko kilka pojedynczych drzew, a właściwie schorowanych, suchych konarów. Teren ten wygląda na bardziej przetrzebiony od naszej ostatniej wizyty w tym miejscu. Las znika z północno-zachodnich stoków Lubania, ale przez to ostateczne podejście na szczyt obfituje widokami.

Alejka na szczyt.
Alejka na szczyt.

Pozbawione lasu stoki Lubania.
Pozbawione lasu stoki Lubania.

Marsz na Lubań.
Marsz na Lubań.

Końcowe podejście na Lubań to najbardziej strome zbocze do sforsowania dzisiejszego dnia. Zimową porą znikają jednak spod nóg niedogodności w postaci kamieni, czy wypłukane deszczowymi strumieniami zagłębienia. W odczuciu podejście zimowe sprawia wrażenie mniej wysiłkowego. Na samym wierzchołku Lubania drzew jest więcej. Szczytowy pik obrośnięty jest lasem. Nie jest to też rozległy wierzchołek, ale znalazło się na nim miejsce dla potężnej 21-metrowej wieży widokowej. Wzniesiono ją niedawno w 2015 roku. O ile sam wierzchołek nie jest zbyt rozległy, to w jego znajdziemy jednak wiele dostępnego miejsca, eksploatowanego i zagospodarowywanego turystycznie. Trzeba wiedzieć, że Lubań to nie jeden, ale dwa wierzchołki, pomiędzy którymi znajduje się wypłaszczenie terenu z polaną o nazwie Wierch Lubania. W źródłach pisanych znajdziemy informacje, że już w 1860 roku kiedy nie prowadziły tutaj jeszcze żadne turystyczne szlaki, wwożono tu furkami kuracjuszy ze Szczawnicy. Pierwszy szlak turystyczny na Lubań został wyznakowany wiele lat później w 1912 roku z Krościenka.

Stok pod wierzchołkiem Lubania.
Stok pod wierzchołkiem Lubania.

Końcówka podejścia.
Końcówka podejścia.

Widok na dolinę Dunajca i krainę Lachów Sądeckich.
Widok na dolinę Dunajca i krainę Lachów Sądeckich.

Tereny te musiały cieszyć się wówczas dużym zainteresowaniem wśród narciarzy, skoro Tatrzańskie Towarzystwo Narciarzy postanowiło wznieść tutaj wcale nie mały obiekt, bo liczący około 100 miejsc noclegowych. Schronisko to zostało wzniesione w latach 1936-39 na skraju polany Wierch Lubania, zaraz przy skałkach piaskowca magurskiego widocznych po południowej stronie. Skałki te zwane są Samorodami. Można bez problemów odszukać pozostałości dawnego schroniska (cześć piwniczną). Wybudowane schronisko istniało do 25 września 1944 roku. Tamtego dnia zostało spalone przez Niemców, gdyż stanowiło ważny punkt oporu partyzanckiego. Niemcy zamknęli pierścieniem teren wokół schroniska. W schronisku przebywało wówczas 8 partyzantów. Trzem z nich udało się zbiec, dwóch zastrzelono, pozostałych ujęto. Zastrzelonych partyzantów upamiętnia krzyż stojący nieopodal.

Kolejne schronisko powstało na Lubaniu dopiero w latach 70-tych XX wieku. Oddano go do użytku w grudniu 1975 roku. Był to obiekt PTTK, o niskim standardzie, oferujący 16 miejsc noclegowych. Długo nie poistniał, gdyż w styczniu 1978 roku strawił go pożar. Myślano o jego odbudowie, ale nigdy nie doszło to do skutku. Kamienne pozostałości po tym schronisku można odnaleźć nieco niżej na południu pod Wierchem Lubania, na zarastającej polanie Wyrobek. Kilka lat temu pojawiły się w mediach informacje o budowie na Lubaniu zupełnie nowego schroniska, ale jak dotąd nic tego tutaj nie potwierdza.

Wierch Lubania, Pieniny i Magura Spiska.
Wierch Lubania, Pieniny i Magura Spiska.
Wierch Lubania, Pieniny i Magura Spiska.

Obecnie na polanie Wierch Lubania funkcjonuje od lat 60-tych XX wieku sezonowa studencka baza namiotowa „Lubań”. Działa w miesiącach wakacyjnych. W pozostałym okresie czasu do dyspozycji turystów zostaje wiata bazy. Tam zaplanowaliśmy postój z ogniskiem i kiełbaskami. Trudno rozstać się dzisiaj z panoramą z Lubania, choć czuć już smakowity zapach ogniska. Ośnieżone stopnie wieży widokowej nie są dużym problemem, ale urok otaczającego pejzażu, który zatrzymuje na wieży mimo wyczuwalnego chłodu powietrza. Pejzaż zachwyca na każdą stronę świata. Wspaniale prezentują się Tatry z kilkoma obłokami zahaczonymi na najwyższych pikach. Na zachodzie wzrokiem sięgamy Babiej Góry i bladych zarysów Pilska niknącego we mgle lub w chmurze (trudno to ocenić). Na północy Mogielica i grzbiet Ostrej, i Cichonia, i wiele innych wschodnich wysp Beskidu Wyspowego. Na południu i południowym wschodzie pięknie widać całe Pieniny, które nie tak dawno przemierzaliśmy. To była również urokliwa, wędrówka w barwach jesiennych od Pienin Spiskich, poprzez Pieniny Właściwe z Trzema Koronami i Sokolicą, przeprawą przez Dunajec do Małych Pienin, gdzie szczytowaliśmy na Wysokich Skałkach. Całą tamtą wędrówkę widać stąd jak na wyciągnięcie ręki. A co widzimy na wschodzie? Nasz kolejny etap Małopolskiego Szlaku Papieskiego, czyli Beskid Sądecki. Pasmo to nasuwa na myśl inne wędrówki, w tym nadchodzący etap Głównego Szlaku Beskidzkiego, który pokonujemy sukcesywnie kilkudniowymi etapami, bo tak jest lepiej, bo tak można spędzić przyjemnie czas wieczorem z całą grupą. W ten sposób nadarzają się wspaniałe okazje spotkań w tak barwnym gronie skupiającym ludzi z różnych zakątków naszego kraju. To coś niebywałego, gdy ludzie nie tylko z Krakowa i podkrakowskich stron zjeżdżają się, by dzielić się turystycznym szlakiem z drugim człowiekiem. Chcą darzyć się uśmiechem i życzliwością, rozmową, po prostu chcą być razem. Nawet dzisiaj, na te kilka godzin wycieczki dołączyli ludzie ze Śląska, Małgosia i Urszula, a w drodze dołączyła również Joanna z Nowego Targu. To wspaniałe, że i wy chcecie z nami być.

Tatry.
Tatry z wieży widokowej.

Tatry.
Tatry.

Tatry.
Tatry.

Tatry.
Tatry.

Tatry.
Tatry. W centrum Łomnica.

W stronę Babiej Góry.
W stronę Babiej Góry.

Polana Wierch Lubania.
Polana Wierch Lubania (i nasi przygotowują ognisko).

Gorce, a dalej wzniesienia Beskidu Wyspowego. Z lewej dolina potoku Młynne.

Dolina Ochotnicy. W dali widać Mogielicę.
Dolina Ochotnicy. W dali widać Mogielicę.

Masyw Koziarza.
Masyw Koziarza.


Tatry z Lubania.
Tatry z Lubania.
Widok na Tatry.

Wierch Lubania i Średni Groń.
Wierch Lubania i Średni Groń.

Te rozległe widoki z Lubania nasuwają naprawdę natłok różnych miłych wspomnień z turystycznych wypraw. Trudno od nich się oderwać, gdy tylko zacznie się do nich wracać. Wróćmy jednak do dzisiejszego dnia. Kiełbaski pewnie już upieczone, a my na końcu grupy wciąż stoimy na wieży widokowej Lubania. Schodzimy na dół. U stóp wieży spotykamy znajomych turystów podążających z naprzeciwka. Będąc jeszcze chwilkę u stóp wieży wpatrujemy się w grzebień Tatr. Kilka metrów przed nami stoi krzyż papieski i ołtarz polowy. Przed nim tablica pamiątkowa upamiętniająca górskie wędrówki Karola Wojtyły, który wielokroć bywał w Gorcach.

Baza namiotowa na Wierchu Lubania.
Baza namiotowa na Wierchu Lubania.

Słońce nad Wierchem Lubania.
Słońce nad Wierchem Lubania.

Niektórzy już opuścili bazę namiotową. Ognisko dogorywa, ale nad niedużymi płomykami można jeszcze upiec ostatnie kiełbaski. Niegdyś na polanie był staw. Jeszcze w latach 70-tych XX wieku napełniała go woda deszczowa. Dzisiaj po tym stawie nie pozostał ślad. Według ludowych podań jest to miejsce przeklęte i magiczne zarazem. Ponoć wielcy bacowie, zwani dawniej również czarownikami toczyli tutaj między sobą spory. Podczas jednego z takich sporów pewien baca wypowiedział straszliwe przekleństwo, a wtedy znajdujące się na polanie stado owiec wraz z juhasami zapadło się pod ziemię. Odtąd ponoć w dniu św. Jakuba (25 lipca) słyszeć tu można wydobywające się spod ziemie okrzyki juhasów i dzwonki owiec.

Spojrzenie z bazy na szczyt z wieżą widokową.
Spojrzenie z bazy na szczyt z wieżą widokową.

Opuszczamy polanę Wierch Lubania.
Opuszczamy polanę Wierch Lubania.

O godzinie 13.40 kończymy sprzątanie po sobie. Kończymy biwak i ruszamy w dalszą drogę. Czerwony szlak prowadzi na drugi, wschodni wierzchołek Lubania nazywany Średnim Groniem (1211 m n.p.m.). Ostatnimi czasy zniknął z niego zwarty las. Z pojedynczymi, sterczącymi konarami wygląda niesamowicie. Musimy się przyzwyczaić do nowego image szczytu, bo jeszcze niedawno był niemal zupełnie zarośnięty lasem, a tym samym pozbawiony wszelkich widoków.

Niebo zaciąga się powoli chmurami. Napływają od południa. Najbliższej nocy spodziewane są tutaj duże opady śniegu. Za szczytem Średniego Gronia szlak sukcesywnie obniża się. Zejście jest długie. Wiedzie przecinając polany. Słońce nie promieniuje już bezpośrednio, lecz jarzy się poprzez warstewkę zachmurzenia. Tatry zostają w tyle na południowym zachodzie, lecz po prawej mamy piękną prezentację ciągu Pienin. Nieco z tyłu mamy Pieniny Spiskie, na południu widać rozległe wzniesienie z halą Majerz, od której grzbiet rośnie w kierunku wschodnim wraz z kolejnymi kopkami Macelaka i Nowej Góry, ku wapiennym skałom Trzech Koron. Wypatrzeć można wśród nich Okrąglicę z platformą widokową. Dalej na południowym wschodzie grzbiet ciągnie się ku Wysokim Skałkom.

Tatry z Wierchu Lubania.
Tatry z Wierchu Lubania.

Tatry z Wierchu Lubania.

Stok opadający w kierunku przełęczy Snozka.
Stok opadający w kierunku przełęczy Snozka.

Średni Groń (1211 m n.p.m.).
Przed szczytem Średniego Gronia.

Średni Groń (1211 m n.p.m.).
Średni Groń (1211 m n.p.m.).

Zejście ze Średniego Gronia do Krościenka.
Zejście ze Średniego Gronia do Krościenka.

Polana.
Kolejna polana.

Widoki na Pieniny.
Widoki na Pieniny.

O godzinie 16.10 przechodzimy przez Marszałka (828 m n.p.m.). Jego szczycik porośnięty jest niedużymi, karłowatymi bukami. Za szczytem mamy polankę widokową z altanką. Na południowym zachodzie wciąż pierwszy plan wysuwają się Pieniny, zaś na północnym wschodzie widzimy masyw Koziarza (942 m n.p.m.). Na północy w dolinie Dunajca widoczne są zabudowania Tylmanowej. W dali za doliną widać wschodnie krańce Beskidu Wyspowego.

Widok na Koziarza z polanki pod Marszałkiem.
Widok na Koziarza z polanki pod Marszałkiem.

Widokowe polany na zejściu do Krościenka.
Widokowe polany na zejściu do Krościenka.

W miarę zbliżania się do Krościenka widoki są coraz szersze. Na grzbiecie przeważają otwarte przestrzenie pól i łąk pokrytych śnieżnobiałą pierzynką. To przepiękny odcinek szlaku zejściowego. Na krótko wchodzimy do lasu, za którym otwiera się fascynujący widok na Krościenko i na dolinę Dunajca. Pośród gęstych zabudowań dominuje strzelisty kościół parafialny pw. Chrystusa Dobrego Pasterza. W jego wnętrzu przechowywane są szczątki doczesne ks. Franciszka Blachnickiego - Czcigodnego Sługi Bożego kościoła katolickiego i założyciela Ruchu Światło-Życie. Monumentalna bryła tej świątyni została wkomponowana w krajobraz gór otaczających Krościenko, a w szczególności kojarzy się ze szczytami Trzech Koron.

Krótki odpoczynek.
Krótki odpoczynek.

Okrąglica.
Okrąglica.

Słońce za niedługo schowa się za horyzontem.
Słońce za niedługo schowa się za horyzontem.

Krościenko nad Dunajcem.
Krościenko nad Dunajcem.

Szlak sprowadza nas nad dopływ Dunajca - potok Krośnicę, zwany tu powszechnie Starą Rzeką. Przypuszcza się, iż Krośnica wyznaczała obszar najstarszego osadnictwa Krościenka, co potwierdzać może dokument lokacyjny z 1348 roku mówiący o powstaniu Crosna (pierwotna nazwa Krościenka) nad rzeką Chrostnicza (czyli dzisiejsza Krośnica). Krośnica niegdyś stanowiła duże zagrożenie dla pobliskich domostw. Potok gwałtownie przybierał pod wpływem letnich ulew. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku dokonano regulacji Krośnicy. Obudowano murem jej koryto i nie stanowi obecnie zagrożenia.

Nieopodal ujścia Krośnicy do Dunajca kończymy wycieczkę. Jest godzina 16.30. Dziesiąty etap Małopolskiego Szlaku Papieskiego zostaje zakończony. Po drugiej stronie Dunajca wznosi się Beskid Sądecki. Tam podążymy następnym razem.

Zatrzymujemy się w Krościenku nad Dunajcem, pięknej miejscowości, leżącej na styku Pienin Czorsztyńskich, Gorców i Beskidu Sądeckiego. Jest godzina 16.30 i jesteśmy godzinę przed odjazdem. Gościmy przez ten czas w karczmie „Dunajec”. Dobrze jest przysiąść i pogadać w gromadce wspaniałych ludzi, których łączą i prowadzą najszczersze, i najżywsze turystyczne idee. Spędzamy czas z ludźmi przesiąkniętymi fascynacją gór i ich przyrodą. Prawdziwa wspólna pasja powoduje to, że ludzie uśmiechają się i są jak Wy bezmiar życzliwi. Trwajmy jak najdłużej w tej naszej niezwyczajnej pasji ponad wszelkimi podziałami. Dobrze być z Wami i jest nam bardzo miło, że sami mówicie to samo do nas i do tych wszystkich ludzi, z którym razem wędrujemy po górach i dolinach.


Kolekcjonerska Karta Etapu



Bajeczna zima w Gorcach.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas