Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Główny Szlak Beskidzki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Główny Szlak Beskidzki. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
227,6 km
291,4 km
Dzisiaj trasa nie wymaga dojazdu autokarem. Ruszamy na nią wprost ze Zdyni z naszej bazy „U Zosi”. Przez lekko przychmurzone niebo wydawało się, że będzie dzisiaj chłodniej, ale jest tak samo ciepło jak w poprzednie dni. Chmury rozpływają się. Za jakąś godzinę powinny odejść zupełnie. Dopisuje pogoda, wręcz rozpieszcza nas podczas tegorocznej Wielkiej Majówki.

Przez ostatnie dni przemierzaliśmy Beskid Niski kontemplując się jego przyrodą, ale też nawiązując do kwitnącej tu niegdyś łemkowskiej kultury. Beskid Niski jest piękny, cichy i spokojny - taki jest teraz, choć kiedyś został nasączony krwią. Obie wojny światowe silnie odcisnęły swe piętno. II wojna światowa, a przede wszystkim akcja „Wisła” zmieniła zupełnie oblicze tych gór, kiedy nagle zniknęli żyjący w nich ludzie. Beskid Niski stał się też pochówkiem dla tysięcy ofiar tzw. Wielkiej Wojny. Piękny, cichy Beskid Niski zmusza do refleksji.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Zdynia-Ług (475 m n.p.m.) [czerwony szlak] Rotunda (771 m n.p.m.) [czerwony szlak] Regietów (535 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kozie Żebro (847 m n.p.m.) [czerwony szlak] Hańczowa (450 m n.p.m.)

OPIS:
Spotykamy się po o siódmej na jadalni. Zabieramy dodatkowy ekwipunek i wsad na ognisko, które chcemy rozpalić na trasie wędrówki. Wyruszamy o godzinie 7.20. Czerwony szlak okala naszą bazę schodząc z głównej szosy na boczną drogę prowadzącą wprost do doliny rzeki Zdynianka. Rzekę przechodzimy mostem. Idziemy dalej wzdłuż lewego brzegu rzeki, po czym odbijamy na dróżkę prowadzącą w górę malowniczego wzniesienia pokrytego polami i łąkami. Wkrótce mamy z niego ładny widok na dolinę Zdynianki, wzniesienia po drugiej stronie doliny wraz z Popowymi Wierchami, które pokonywaliśmy wczoraj.

Na źdźbłach traw wystających z dróżki przycupnął rusałka admirał (Vanessa atalanta). Motyl ten zwykle unika otwartych przestrzeni. Woli sady i ich przejrzałe owoce, gruszki i śliwy z których wpijają soki. Ten tutaj chłodzi się zimną kroplą porannej rosy, bo choć godzina jeszcze wczesna, słońce zaczyna wyglądać z za chmur rozgrzewając powietrze..

Zdynia-Ług. Odejście w górę stoku.

Przez łąki z widokami na dolinę Zdynianki.
Przez łąki z widokami na dolinę Zdynianki.

Rusałka admirał (Vanessa atalanta).
Rusałka admirał (Vanessa atalanta).

O godzinie 7.50 ścieżka prowadzi nas przez las. Otwarte przestrzenie zostawiamy za sobą, przysłonięte wpierw młodnikami, później lasem liczącym z pewnością nie więcej niż 100 lat. Na początku XX wieku góra ta w większości była pozbawiona lasu. Użytkowana przez mieszkających u jej podnóża Łemków z Ługu, stanowiącego obecnie przysiółek Zdyni, czy też leżącego z drugiej strony Regetowa. Góra ma kształt dość regularnej kopy, nieco tylko wyciągniętej w kierunku doliny Zdynianki. Owalny kształt przyczynił się do nadania jej nazwy Rotunda.

Na szczyt Rotundy (771 m n.p.m.) docieramy o godzinie 8.20. Stoi na nim niecodzienna mogiła - jedna z wielu takich w Beskidzie Niskim i pogórzach tego pasma, ale będąca zarazem ewenementem w skali światowej. Powstały one w latach 1915-18 na terenie byłego austriackiego okręgu wojskowego „Galicja Zachodnia”, po definitywnym odejściu frontu, kiedy zastanawiano się jak trwale i godnie upamiętnić poległych, również przeciwników. Na terenie działań wojennych istniało mnóstwo prowizorycznych grobów, które wymagały likwidacji i przeniesienia zwłok na cmentarze wojskowe.

Na skraju lasu.
Na skraju lasu.

Leśna droga na szczyt Rotundy.
Leśna droga na szczyt Rotundy.

W maju 1915 roku rozegrała się na terenie Beskidu Niskiego przełomowa batalia I wojny światowej - operacja gorlicka. W jej wyniku wojska rosyjskie zostały wypchnięte na wschodni skraj Galicji. Wcześniej w trakcie trwających działań wojennych trudno było zapewnić godziwy pochówek poległym. Dopiero po operacji gorlickiej, kiedy front przesunął się na wschód, a Rosjanie nie byli w stanie już zagrozić, pojawiła się koncepcja zbiorowych mogił. Powołany został Oddział Grobownictwa Wojennego, którego zadaniem takie zaprojektowanie miejsc pochówku i pamięci, aby były zespolone z naturalnym, przyrodniczym i kulturowym krajobrazem regionu. Było to przedsięwzięcie o ogromnej skali i rozmachu. Obejmowała 60 829 poległych. Wcześniej należało przeprowadzić identyfikację zwłok, co nie zawsze było możliwe za pomocą znaczka identyfikacyjnego i nierzadko posługiwano się w tym celu również listami, fotografiami, notatkami, czy innymi przedmiotami znalezionymi przy poległych. Obszar prac podzielony został na okręgi cmentarne, na czele którego stał oficer z wykształceniem inżynierskim lub artystycznym. W ciągu lata 1915 roku powstały pierwsze szkice i rysunki cmentarzy, zaczęto pozyskiwać tereny pod ich budowę. Do wielu miejsc budowy należało wybudować drogi dojazdowe. Na ogół cmentarze lokowano w miejscach eksponowanych, na zboczach lub wierzchołkach wzniesień, aby widoczne z daleka stanowiły przestrogę przed wojną.

Przedsięwzięcie budowy cmentarzy nie zostało do końca zrealizowane na skutek rozpadu monarchii austro-węgierskiej i prace nad nimi definitywnie przerwano we wrześniu 1918 roku. Nie mniej ogrom włożonej pracy i jej efekty imponują do dzisiaj, choć wiele z tych cmentarzy podupadło pozbawione instytucjonalnej opieki. W latach między wojennych były licznie odwiedzane, ale II wojna światowa i wysiedlenia ludności łemkowskiej z Beskidu Niskiego spowodowały zacieranie pamięci o tych miejscach, a także naturalne ich zarastanie lasami. Cmentarz na Rotundzie po latach doczekał się renowacji, dzięki Komitetowi Odbudowy Cmentarza Wojennego na Rotundzie, powołanemu z inicjatywy Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie.

Jest jednak wiele innych zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych, które czekają na renowację i opiekunów. Są na nich mogiły również Polaków, którzy często w tamtej wojnie stanąć musieli naprzeciw walcząc we wrogich mundurach. Są to pomniki walki i męczeństwa, ale też polskiego zwycięstwa w walce o niepodległość, bo ostatecznie i taki skutek miała I wojna światowa.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda” zaprojektował wybitny słowacki projektant Dušan Jurkovič. Pochowano na nim 42 żołnierzy austro-węgierskich oraz 12 rosyjskich poległych w lutym i marcu 1915 roku. Cmentarz na Rotundzie utworzono na planie koła. Otoczono go kamiennym murkiem, we wnętrzu stoją krzyże i 5 wysokich drewnianych wież zwieńczonych krzyżami przypominającymi stylistyką wieże łemkowskich cerkwi. Na centralnej, najwyższej wieży odnajdujemy inskrypcję (miał taką każdy cmentarz, a każda była inna). Ta na Rotundzie wykuta jest na kamiennej tablicy z krzyżem maltańskim i jest czterowierszem napisanym w języku niemieckim przez Hansa Hauptmanna. W tłumaczeniu brzmi on:

Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi,
A burze już nam nieraz we znaki się dały –
Wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi
I wcześniej okrywa purpurą swej chwały.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Brama na cmentarz wojenny.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Krzyże na Rotundzie.

O godzinie 8.55 zaczynamy schodzić do doliny Regietówki. Dróżka wiedzie na początku łagodnie przez ładny bukowy las. Sprowadza nas z kopuły szczytowej góry do stromszego, ale krótkiego uskoku stoku. Dalej już leśną drogą opuszczamy stok góry. O godzinie 9.15 rozpoczynamy biwak, korzystając z obiektów studenckiej bazy namiotowej „Regietów”.

Zejście z Rotundy do Regetowa.
Zejście z Rotundy do Regetowa.

W każdej wędrówce trzeba znaleźć chwilę na przystanek i odpoczynek - na szlaku, w schronisku, czy przy ognisku. Ludzi gór łączy nie tylko zamiłowanie i pasja, swoista kultura bycia i obcowania z naturą, a także nieprzeciętna życzliwość i przyjaźń przerastająca ich poglądowe różnice, religie, granice pokoleniowe i wszelkie inne, jakie można by jeszcze długo wymieniać. Wyrazem tego jest właśnie spotkanie, na którym wspólnie wsłuchujemy się w opowieści, oglądamy fotografie, deklamujemy wiersze lub śpiewamy wspólnie piosenki  będące wyrazem zachwytu urokami przyrody i krajobrazu, uzewnętrzniającymi radość z bycia razem w braterskim kręgu wokół ogniska.

Góry to świat wyjątkowy, wypełniony autentyzmem, ekspresją, pięknem zmuszającym do mistycznych uniesień i refleksji. Wędrówka, góry, obcowanie z przyrodą już dawno temu stały się stylem życia, pozwalającym cieszyć się jego pełnią, mimo wszelakich niewygód, jakie pojawiają się podczas takiej wędrówki, czy też pomimo konieczności dostosowania się i radzenia sobie w specyficznych warunkach górskich. Do końca Głównego Szlaku Beskidzkiego pozostał nam jeszcze spory dystans. Drogowskaz na drzewie podaje, że za sobą mamy 222 km, do Ustronia zostało 296 km. Wygaszamy zatem ognisko, zalewając go wodą z pobliskiego źródełka i o godzinie 10.40 ruszamy w dalszą drogę.

Dolina Regietówki.
Dolina Regietówki.

W bazie „Regietów”.
W bazie „Regietów”.
W bazie „Regietów”.

Ognisko już dogasa.
Ognisko już dogasa. Grupa zaraz ruszy w dalszą drogę.

Studencka baza namiotowa „Regietów”.
Studencka baza namiotowa „Regietów”.

Rusałka kratkowiec (Araschnia levana).
Rusałka kratkowiec (Araschnia levana).

Przekraczamy potok Regietówka. Poprowadzono przez niego drogę z przepływem, ale jeszcze niedawno przerzucona była przez niego chwiejna kładka. Teraz to jest łatwizna, ale wcześniej z kładką było jakoś bardziej swojsko. Po drugiej stronie potoku biegnie do niego równoległa droga. Skręcamy na niej w prawo w kierunku Regietowa. Idziemy kilkadziesiąt metrów, po czym schodzimy z drogi na odchodzącą w lewo drogę gruntową. Idziemy w kierunku kolejnego szczytu początkowo dość płasko. Za nami pokazuje się Rotunda porośnięta gęstym lasem. Chwilę później sami wchodzimy do lasu porastającego stoki Koziego Żebra. Stopniowo stok jest co raz bardziej stromy, niebawem podejście staje się wymagające i forsowne.

Początek drogi na Kozie Żebro.
Początek drogi na Kozie Żebro.

Widok na Rotundę.
Widok na Rotundę.

Podejście wschodnim stokiem Koziego Żebra znane jest w Beskidzie Niskim, podobnie jak zachodni stok Lackowej, który jest jeszcze bardziej stromy, ale krótszy od tego, który pokonujemy. Ktoś pozostawił na podejściu czerwony rower. Stoi teraz oparty drzewo. Może ten ktoś nie miał już siły dociągnąć nim do szczytu, a może bał się zjeżdżać w dół, a może pozostawił inny turystom, którzy chcieliby się nim wesprzeć. Jest całkiem, całkiem, z przerzutkami, ale tylko poprzymierzaliśmy się do niego. Niech sobie stoi dalej pod drzewem i czeka na kogoś chętnego.

Ciągniemy z mozołem dalej do góry na butach. Mija 11.45, kiedy nachylenie stoku wyraźnie łagodnieje. Wchodzimy na kopułę szczytową i kilka minut później osiągamy kulminację góry. Kozie Żebro (847 m n.p.m.) jest charakterystycznym i wyróżniającym się masywem w okolicy. Jego nazwę nadali mu podobno austriaccy kartografowie, którzy pod szczytem znaleźli szkielet sarny nazywanej przez okolicznych mieszkańców kozą.

Podejście wschodnim stokiem.
Podejście wschodnim stokiem.

Czerwony rower.
Czerwony rower.

Górne partie Koziego Żebra.
Górne partie Koziego Żebra.

Niedaleko wierzchołka.
Niedaleko wierzchołka.

Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).

Odpoczywamy na szczycie z inną wesołą grupa. O godzinie 11.50 opuszczamy wierzchołek góry. Idziemy grzbietem masywu na północ. Po chwil szlak zaczyna schodzić w dół stoku kierując nas na zachód. Przemierzamy cudowny las bukowy. O godzinie 12.25 wpadamy na utwardzoną drogę. Skręcamy na niej w prawo i idziemy po niej na północny-zachód. Droga ta trochę dalej pokryta jest asfaltem. Prowadzi prosto do Hańczowej.

Szlak na grzbiecie Koziego Żebra.
Szlak na grzbiecie Koziego Żebra.

Zejście.
Zejście.

Utwardzona droga prowadząca do Hańczowej.
Utwardzona droga prowadząca do Hańczowej.

Wydawać by się mogło, że to królewska droga, bo fruwa nad nią paź królowej. Wyraźnie nie może sobie miejsca znaleźć. Skacze z miejsca na miejsce. Czerwony szlak jednak za moment wprowadza do koryta potoku Matisa - prowadzi jego brzegami i skarpami kilkakrotnie przecinając bród. To kontrastowa odmiana dla wygodnej drogi. Często bywa tutaj błotniście, grząsko, a po deszczu bywa bardzo uciążliwie. Po za tym często pędzone są tędy krowy z pastwisk, co daje pewnego poślizgu. Nie spodziewaliśmy się, że teren przy potoku będzie dzisiaj taki suchy, nawet biorąc pod uwagę dominującą od kilku dni słoneczną aurę.

Paź królowej (Papilio machaon).
Paź królowej (Papilio machaon) w locie.

Zejście przez chaszcze nad potok Matisa.
Zejście przez chaszcze nad potok Matisa.

Potok Matisa.
Potok Matisa.
Potok Matisa.
Potok Matisa.

Wchodzimy na uliczkę wsi Hańczowa, mijamy jej kolejne domostwa. Następnie przechodzimy przez Ropę po zawieszonej wysoko metalowej kładce. Dalej mamy szosę, za szosą sklepik, przy którym umówiliśmy punkt zborny. O godzinie 13.00 docierają tam ostatnie osoby. Kończymy tutaj kolejny etap wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim.

Kładka nad Ropą.
Kładka nad Ropą.

Rzeka Ropa.
Rzeka Ropa.



za nami
pozostało
216,3 km
302,7 km
Myślami wciąż jesteśmy w dolinie Świerzówki. Opuszczona wioska, konsumowana przez przyrodę nie pozwala przestać o niej myśleć. Przejście tej doliny pozostawia trwały ślad w ludzkiej głębi. Dolina Świerzówki doprowadziła nas na Przełęcz Majdan, na której wczorajszego dnia przerwaliśmy wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Możemy teraz podjąć ciąg dalszy tego szlaku, przemierzać po raz kolejny Beskidy z tą samą fascynującą, jak pierwszy, drugi i każdy następny raz. Na ten szlak chce się wracać. Na każdym jego metrze szlaku pozostawiamy przeżycia i emocje, zapisujemy je na drzewach lasu, przydrożnych kamieniach, łemkowskich chyżach i przydrożnych krzyżach. Kojarzymy je z napotkanymi ludźmi i ze tymi wspaniałymi ludźmi, z którymi przemierzamy ten szlak.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.) [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.) [czerwony szlak] Wołowiec (500 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krzywa (570 m n.p.m.) [czerwony szlak] Popowe Wierchy (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Zdynia-Ług (475 m n.p.m.)

OPIS:
Jest godzina 11.05. Niebo niemal bezchmurne, słońce przygrzewa, parzy gdy stoimy w otwartym polu. Niedaleko stąd na stokach Mareszki jest bacówka, z pysznymi pierogami po łemkowsku. Opuściliśmy już obszar Magurskiego Parku Narodowego, ale wędrujemy w jego bliskości. Droga z Majdanu prowadzi troszkę laskiem, potem wyprowadza na podmokłe łąki. Zawsze były tu problemy z suchym przejściem. Niekiedy tego grzęzawiska nie dało się ominąć, szczególnie po deszczu. Dzisiejszego dnia po raz pierwszy chyba udaje się nam przejść ten obszar w miarę sucho. Trochę trzeba pokluczyć między drzewkami, których jest tu coraz więcej. Podmokłości sprzyjają rozwojowi przyrody. Nieco powyżej podmokłości, ciągnie się łąka sięgająca skraju lasu porastającego niewielkie, bezimienne wzniesienie. W jej zieleni fiolecą się storczyki, żółcą mniszki na którymi podryguje latolistek cytrynek.

Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.).
Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.).

Łąka poprzedzająca podmokłe tereny.
Łąka poprzedzająca podmokłe tereny.

Mniszek lekarski i latolistek cytrynek.
Mniszek lekarski i latolistek cytrynek.

Latolistek cytrynek (Gonepteryx rhamni) jest długowiecznym motylem, żyjącym niemal cały rok, przeważnie 10-11 miesięcy. Pojawia się już wczesną wiosną, często, kiedy na łąkach zalegają jeszcze płaty śniegu. Pojawia się jako zwiastun wiosny. Fruwają do późnej jesieni. Inne motyle żyją znacznie krócej - paź królowej (Papilio machaon), którego przedwczoraj spotkaliśmy żyje nie dłużej niż dwa miesiące, żywot popularnych bielinków kapustników (Pieris brassicae) nie przekracza jednego miesiąca. Cytrynki żyją dłużej, gdyż potrafią przejść w stan diapauzy letniej, czyli formy snu podczas którego spowalniają procesy życiowe w czasie dokuczliwych największych upałów. Odpoczywają i zbierają siły w ten sposób na jesień, chowając się pod liśćmi, w dziuplach, szparach budynków.

O godzinie 11.30 przeskakujemy niewielki potok. Droga, którą maszerowaliśmy odchodzi przed potokiem w kierunku wsi Bartne. Szlak prowadzi nas teraz ścieżką na stok Mareszki, chwilkę skrajem lasu, potem lasem. Po kilku kolejnych minutach jesteśmy przy Bacówce PTTK w Bartnem. Robimy południową długą przerwę do godziny 12.35.

Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).

Niedaleko od bacówki u podnóża Mareszki.
Niedaleko od bacówki u podnóża Mareszki.

Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.).
Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.).

Słońce nie ustaje, wyraźnie zwiększyło moc. Ludzie generalnie wolą trwać w sjeście. Nasze gromadka jednak rusza dalej za czerwonymi znakami Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzimy krótko asfaltową drogą w kierunku wsi Bartne, a przed pierwszymi zagrodami skręcamy w lewo na drogę gruntową. Mamy z niej panoramę na całą dolinę Bartnianki, rozdzielającą grzbiety Magury Wątkowskiej na północnym wschodzie i Magurycza Dużego na południowym zachodzie. W dali dolinę zdaje się zamykać Męcińska Góra, lecz w rzeczywistości dolina łamie się przed tym wzniesieniem na zachód.

Mijamy starą łemkowską chyże (przetrwało ich w Bartnem co najmniej kilkanaście). Pod chyżą na łące odpoczywa kilka krów. Najadły się już, albo po prostu nie mają siły paść się w tym upale. I dobrze, że nasza droga wchodzi między drzewa lasu, który nam daje trochę cienia, bo też pewnie byśmy padli jak te krowy. Przed trzynastą dochodzimy do odejścia z drogi. Szlak wprowadza na leśną drogę, bardziej zacienioną. Chwilkę mamy pod górkę, potem szlak zaczyna schodzić w dół po drugiej stronie grzbietu. Tam też przecinamy inną drogę gruntową, za którą mamy jeszcze niewielki lasek, a potem już tylko odkryty stok z tarasami dawnych pół łemkowskich. Od wielu lat nieużytkowane zarastają młodnikami. Wśród nich rosną dzikie jabłonie, rosnące niegdyś w łemkowskich obejściach, po których zostały już tylko nieliczne kamienne piwnice wkopane w stok. Są też stare krzyże lub ich pozostałości stojące samotnie na zielonych stokach wsi Wołowiec.

Łemkowska chyża w Bartnem.
Łemkowska chyża w Bartnem.
Łemkowska chyża w Bartnem.

Dolina Bartnianki.
Dolina Bartnianki.

W drodze.
W drodze.

Przed nami Magurycz Duży.
Przed nami Magurycz Duży.

Las na stoku Mareszki.
Szlak przez Mareszkę.

Las na stoku Mareszki.
Las na stoku Mareszki.

Łąki i drzewa owocowe w Wołowcu.
Łąki i drzewa owocowe w Wołowcu.

Dawna łemkowska wieś Wołowiec położona jest w dolinach potoków Mareska i Zawoja. Przed 1939 rokiem było w niej ponad 120 gospodarstwa. Obecnie jest ich kilkanaście, w większości zamieszkałych przez Łemków. O godzinie 13.20 docieramy nad koryto Mareski. Szlak skręca w lewo i prowadzi teraz wzdłuż jego brzegu. Mijamy kilka domów, w tym starą opuszczoną chyżę. Po 10 minutach wędrówki wzdłuż potoku dochodzimy do mostu. Przed mostem stoi Chata u Kasi. Zachodzimy do niej i spoczywamy na tarasie przy chłodnym, orzeźwiającym napoju.

Łemkowskie piwnice.
Łemkowskie piwnice.

Chata u Kasi.
Chata u Kasi.
Chata u Kasi.

Trudno rozstać się z przytulną, klimatyczną Chatą u Kasi. Odpoczywamy do godziny 14.00, po czym ruszamy w dalszą drogę. Przechodzimy przez most nad potokiem i wchodzimy na szosę. Stoi tutaj stary krzyż. Na jego cokole widoczny jest jeszcze wyryty rok 1878. Idziemy szosą w kierunku centrum Wołowca. W polach zauważyć można inne stare krzyże. Niektóre już nie wytrzymały upływu czasu. Pod jednym z obejść widać kikut betonowego cokołu, o który wsparty jest betonowy krzyż z Chrystusem. Kiedyś stał on na tym cokole.

Krzyż przydrożny z 1878 roku w Wołowcu.
Krzyż przydrożny z 1878 roku.

Krzyż łemkowski w Wołowcu.
Kiedyś stał na cokole - krzyż łemkowski w Wołowcu.

O godzinie 14.15 docieramy do miejsca, gdzie Mareska wpływa do potoku Zawoja, który pojawia się z prawej strony. W tymże miejscy szlak zmienia kierunek. Skręcamy na utwardzoną drogę po prawej i idziemy w górę potoku Zawoja, spływającego zalesioną doliną. O godzinie 14.50 dochodzimy do odejścia szlaku z gruntowej drogi. Znaki kierują na lewo, gdzie widać kamienisty bród potoku. Musimy przejść po kamieniach na drugą stronę potoku, gdzie w blasku słońca wygrzewa się całkiem spora żmija zygzakowata. Dobrze, że ją wcześniej zauważamy, lecz i o na wyczuła naszą obecność. Spłoszona zsunęła się po kamieniach do potoku i niczym poduszkowiec (dosłownie tak to wyglądało) przemknęła po powierzchni wody na drugi brzeg, zaledwie pół metra od nas. Staliśmy w bezruchu na wystających z potoku kamieniach, podziwiając grację z jaką żmija pomknęła po powierzchni wody.

Nieco wyżej ponownie przekraczamy bród potoku. Wychodzimy na urwistą skarpę. Idziemy chwilkę ponad potokiem, nie za długo, bo znów schodzimy nad jego kamieniste koryto. Ponownie przekraczamy jego wody i nie jest to ostatni raz. Na szczęście nie musimy ściągać butów, bo poziom wody nie jest wysoki. Gdyby było po deszczu, to by była przygoda.

Droga przez dolinę.
Droga przez dolinę.


Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.
Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.

Żmija zygzakowata.
Żmija zygzakowata.
Żmija zygzakowata.

Urwista skarpa nad Zawoją.
Urwista skarpa nad Zawoją.

Przeprawa przez potok Zawoja.
Kolejna przeprawa.

O godzinie 15.00 wychodzimy z zarośniętego otoczenia potoku Zawoja na łąki. Nieco dalej droga nasz zanurza się krzyżując się z wodami potoku, ale tuż przed potokiem szlak skręca tak jak potok na prawo. Tym razem nie maczamy się w wodach potoku. Wchodzimy na wzniesienie mając Zawoję po prawej. Wydaje się, że szlak będzie za chwilę oddalał się od niej, ale po przejściu krótko lasem obniża się ku niemu. Przekraczamy ostatni raz jego koryto, jednym szerokim korkiem, bo w tym miejscu już bardzo wąskie. Wchodzimy na szosę pomiędzy dawnymi łemkowskimi wsiami Krzywa i Jasionka.

Obie wsie opustoszały po wysiedleniach. W latach 50-tych XX wieku w Jasionce założono PGR, a w latach 60-tych powstała Stadnina Koni Huculskich. Po łemkowskiej wsi pozostały już tylko niszczejące krzyże i figury przydrożne. Obecnie Jasionka z popegeerowskimi budynkami stanowi przysiółek Krzywej. Czerwony szlak przecina szosę obok figury Matki Bożej z Dzieciątkiem stojącej pod drzewem, która niegdyś leżała w granicach wsi Jasionka. Za figura przemierzamy krótko łąki, po czym wchodzimy do lasu.

Szosa w Krzywej (teren dawnej wsi Jasionka).
Szosa w Krzywej (teren dawnej wsi Jasionka).

Spojrzenie na Jasionkę.
Spojrzenie na Jasionkę.

Wspinamy się dość ostro na grzbiet Popowych Wierchów. Przez masyw przechodzi szutrowa droga, na której skręcamy w prawo. Idziemy tą drogą parę minut. Droga łagodnie obniża się, co może niepokoić, tym bardziej, że znaków szlaku przy niej jest skąpo. W końcu jednak mamy odbicie na lewo. Przeskakujemy rów przy drodze i znów zagłębiamy się w gęstym lesie. Idziemy wyczekując właściwego wierzchołka Popowych Wierchów (684 m n.p.m.). Wreszcie osiągamy go o godzinie 16.15. Stąd do Zdyni mamy już bardzo blisko.

Zejście z szutrowej drogi.
Zejście z szutrowej drogi.

Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Iglasty las na Popowych Wierchach.
Iglasty las na Popowych Wierchach.

Niedaleko od wierzchołka Popowych Wierchów szlak przeprowadza przez niewielki stary las iglasty. Jest jakby z innej bajki, bo na Popowych Wierchach zdecydowanie przeważają drzewa liściaste. Za tym iglastym skrawkiem drzewa szlak nagle obniża się po stromy zboczu. Sprowadza obok ogrodzonych szkółek leśnych. O godzinie 16.35 wychodzimy na łąkę, poniżej której biegnie szosa z Gorlic do polsko-słowackiego przejścia granicznego w Koniecznej. Jesteśmy na terenie wsi Ług, której nie znajdziemy już na mapach. Była to wieś królewska, założona za zezwoleniem Piotra Gładysza. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1581 roku. W latach 30-tych XX wieku mieszkało w niej ponad 200 osób. Po II wojnie światowej teren wsi Ług opustoszał. Ocalałe na południowych krańcach wsi domostwa zostały przyłączone administracyjnie do wsi Zdynia.

Zejście z Popowych Wierchów do Zdyni.
Zejście do Zdyni.

Widok na Rotundę.
Widok na Rotundę.

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług. Do końca tej wędrówki pozostało już niecałe 800 metrów.

Szlak wiedzie dalej szosą około 800 metrów przez Zdynię w kierunku Koniecznej, by za budynkiem ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego „U Zosi” w Zdyni zejść w kierunki wzniesienia Rotundy. Zatrzymujemy się w ośrodku „U Zosi”, bo to jedno z naszych ulubionych miejsc w Beskidzie Niskim, słynące ze znakomitej kuchni opartej na swojskich i regionalnych produktach. Dlatego po raz kolejny to właśnie u Zosi założyliśmy sobie bazę wypadową. Kończymy zatem dzisiejszą wędrówkę, piękną i słoneczną, z odświeżonymi wspomnieniami którejś zimy, kiedy przemierzaliśmy po raz pierwszy dolinę Świerzówki. Odpoczniemy, a jutro podążymy dalej przez Beskid Niski prowadzeni czerwonym szlakiem.



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas