Dziennik wypraw i przystań przed kolejną wędrówką.

Przez świat gorczańskich polan (dzień 1)

...są one zaciszną świątynią przyrody, a choć nie imponują wyniosłością szczytów... to przecież mają niezwykle wiele powabu. Ten powab stanowi wielka obfitość hal i polan, powódź borów i najwspanialsza panorama Tatr– tak o Gorcach pisał w 1912 roku Kazimierz Sosnowski, autor pierwszego krajoznawczego opisu Gorców. Gorce wznoszą się wysoko ponad otaczającymi je dolinami, ale ich szczyty są łagodne, kopulaste, niewiele wznoszące się ponad grzbiet. Pasmo to jest w większości zalesione. Dolne partie zajmują najmniej zmienione przez człowieka lasy mieszane, zwane buczyną karpacką. Z kolei najwyższe wzniesienia porasta bór świerkowy. Drzewa dożywają tutaj sędziwego wieku i obumierają, ustępując miejsca młodemu pokoleniu. Elementem charakterystycznym pod względem przyrodniczo-krajobrazowym są liczne polany. To dzięki nim Gorce odznaczają się wielką biologiczną różnorodnością. Powstały one w wyniku tradycyjnej gospodarki pasterskiej. Pozostałością dawnej kultury są drewniane szałasy reprezentujące regionalne budownictwo zagórzańskie i podhalańskie.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.26)

Ta wędrówka musi trwać

Kilkakrotnie mieliśmy okazję spotkać pasterzy Redyku na szlaku pasterskiej wędrówki. Cały ten Redyk był dla nas szczególnym przeżyciem. Pozwolił nam spotkać niesamowitych, wspaniałych ludzi. Jesteśmy dumni, że choć maleńką cząstką mogliśmy uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, jakże istotnym dla integracji Karpat, zarówno na płaszczyźnie spadkobierców wołoskiej kultury, ale też sympatyków tych gór. Tak to właśnie postrzegamy. Nie jest w tej sprawie istotne czy w kimś płynie wołoska krew, czy tez nie. Idea Redyku Karpackiego jest ważna nie tylko dla górali, ale też dla każdego kto lubi w nich przebywać, kto czerpie z nich siłę i radość.

Wędrówka Redyku Karpackiego zakończyła się, ale jego misja musi trwać nadal. W ostatnich latach tradycyjne pasterstwo, które tak silnie wpłynęło na integrację człowieka z górami, niestety zanika. Jednak lepiej nie zastanawiać się jak będą wyglądać nasze góry, gdy nie będzie w nich baców i juhasów, owiec i dźwięku dzwoneczków pasterskich, ale zadbać o to aby idea Redyku Karpackiego urzeczywistniła się dla naszego wspólnego dobra - Karpat.

Wołoskie Muzeum w Rożnowie pod Radogostem.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.25)

Na krańcu wołoskich wędrówek

Sobota, 14 września. Zbliża się godzina dwunasta, gdy siąpliwy deszczyk nagle ustaje, a zza chmur wyłania się słoneczko. Wtem na zboczu Karlův kopec ukazuje się Redyk Karpacki. Na jego czele widzimy uśmiechniętego Piotra Kohuta. Tuż za nim przy stadzie maszerują Cristian Suciu i Michał Milerski. Za nimi konno podąża rodzina Kożdoniów. Kilka minut później już na szczycie wzgórza stawiają ostatnie kroki. Jeszcze zaganiają tylko stado do przygotowanej koszary. Rozbrzmiewa róg pasterski, a po chwili spod jednej z chałup rozpływa się góralska nuta kapeli z Terchowej ze Słowacji. Chwała pasterzom. Ich wędrówka szczęśliwie dobiegła końca.

Karlův kopec. Ostatnie metry wędrówki Redyku Karpackiego.

Udostępnij:

Bansko - brama do gór Piryn

Pod północno-wschodnimi zboczami Pirynu leży Bansko - urokliwe miasteczko, zachwycające architekturą starych budynków, mające długą i bogatą historię sięgającą kultury trackiej. Dla jego brukowanych uliczek emanujących sielskim spokojem rezygnujemy z górskiej trasy, bo lubimy poznawać ludzi, ich zwyczaje i kulturę. Są one dopełnieniem bogactwa regionu.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.24)

Pustevny

W czwartek, 12 września o godzinie 15.40 pasterze ze stadem osiągają przełęcz Pustevny. Opromienia ją blask słoneczny przedzierający się przez ciemne, kłębiaste chmurami. Maměnka i Libušín, bo tak zostały nazwane zbudowane tu dzieła architektury autorstwa Dušana Jurkoviča, lśnią dziś niebywałą kolorystką. Redyk Karpacki ma stąd jeszcze tylko kilka kilometrów od kresu swojej historycznej wędrówki. Na łąkach przełęczy stado i pasterze spędzą dzisiaj noc. Wieczorem odbywa się tutaj spotkanie pasterskiej braci połączonej karpackim łukiem wraz z ludźmi dla których góry są czymś więcej niż wzniesieniami, którzy dostrzegają w nich żywą kulturę, bez której wzniesienia te byłyby po prostu martwym krajobrazem.
Udostępnij:

Wichren

Niebo ponad marmurowymi masywami wygląda na bardziej błękitne niż u nas w kraju. Pozbawione chmur napawa optymizmem i nieodpartym pragnieniem wymarszu na najwyższy szczyt Pirynu. Chcielibyśmy już być na rozświetlonych graniach, bo tu w dolinie potoku Bynderica panuje jeszcze przenikający poranny chłód. Na ciepłe promyki trzeba tutaj jeszcze poczekać, bo słońce jest jeszcze zbyt nisko na horyzoncie.
Udostępnij:

Grań Konczeto

Grań Konczeto uchodzi za najtrudniejszą technicznie część gór Pirynu, dostępną znakowanymi szlakami turystycznymi. W niektórych miejscach jest ona bardzo wąska i praktycznie cały czas urwista. Łączy szczyty Banski Suchodoł (bułg. Бански Суходол, 2884 m n.p.m.) oraz Kuteło (bułg. Кутело, 2908 m n.p.m.).
Udostępnij:

Stobskie Piramidy

Opuszczając Rilski Monastyr, przepiękne dzieło rąk ludzkich, przemieszczamy się na zachodnie krańce gór Riła, gdzie natrafiamy na kolejne dzieło, ale w tym przypadku z jego powstaniem człowiek nie ma nic wspólnego. Znajduje się ono na obrzeżach bardzo starej wioski Stob. Pierwsze wzmianki o niej sięgają VII wieku, czyli początków państwa bułgarskiego. Mówiły o niej stare greckie pisma, w których, wymieniana była pod nazwą Στοβων (Stovon). Uważa się jednak, że jej powstanie sięga nawet czasów rzymskich, o czym świadczyć mają odkryte tutaj pozostałości po starożytnych budowlach rzymskich, stare monety i ceramika.
Udostępnij:

Rilski Monastyr

Góry Riła skrywają w sobie nie tylko piękno krajobrazowe i przyrodnicze, ale też najwspanialsze perły bułgarskiej kultury. Kultura ta o mało nie zanikła podczas blisko pięciowiecznej niewoli tureckiej w latach 1396-1877. Wypierana przez ludność turecką zasiedlającą podbite tereny przetrwała w odosobnionych klasztorach, dzięki zapobiegliwości mnichów, którzy skrupulatnie utrwalali bułgarskie dzieje i przekazywali je z pokolenia na pokolenie, aż do bułgarskiego odrodzenia narodowego.
Udostępnij:

Skakawica i Siedem Rilskich Jezior

Góry Riła cechuje bardzo urozmaicony krajobraz. Są strome, ale też istnieje w nich mnóstwo wypłaszczeń oraz dolin pełnych jezior i źródeł. Sama nazwa „Riła” oznacza „góry pełne wody”, co dobitnie oddaje charakter tych gór. Dzisiaj udamy się w jeden z najczęściej odwiedzanych zakątków Riły: nad jeziora, którym nadano oryginalne imiona, by odzwierciedlić ich wygląd i osobowość.
Udostępnij:

Musała

Z niecierpliwością czekaliśmy na ten wyjazd, bowiem w naszym przypadku są to Bałkany po raz pierwszy. Wyruszyliśmy w góry dla nas nieznane i choć wypełnione wydawać by się mogło „egzotyczną” kulturą, to jednak genetycznie powiązaną z naszą rodzimą góralszczyzną. Od Bałkanów ruszyła bowiem wielowiekowa migracja ludów pasterskich zwanych Wołochami, która dotarła do Karpat i ciągnęła się przez ich łuk od XIII do XVI wieku. Nastąpiło to prawdopodobnie w związku z pojawieniem się Turków w Bałkanach. W efekcie wędrujący Wołosi zaszczepili w Karpatach nową obyczajowość, charakterystyczny etos góralski.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.23)

Gruň, valaška i symbolicznie na Słowacji

Janek Kożdoń - „przyszłość” pasterstwa w Czechach.
Redyk znajduje się na rozległych polanach. Jest tu osada o szczególnie silnych tradycjach pasterskich. Nosi ona nazwę Gruň. Tutaj ludzka świadomość związku człowieka z naturą była wyjątkowa. Życie w przeszłości nie było tu łatwe. Stały niegdyś na tym terenie wyłącznie koliby pasterzy, które z czasem przekształcane były w stałe domy mieszkalne. Pasterze na czas zimy przestali przenosić się w doliny, gdyż hodowane przez nich owce były wyjątkowo odporne na surowe warunki. Była to rasa owiec o nazwie valaška, charakteryzująca się małym i średnim wzrostem oraz grubą wełną. Jest to rasa, można by powiedzieć pierwotna, taka jaką wypasali kiedyś Wołosi. Dziś jest to rasa bardzo rzadko spotykana w Karpatach, a był też czas kiedy wydawało się że zupełnie zaniknie. Niemal w ostatniej chwili udało się odtworzyć stado tej rasy, tak silnie wpisującej się w beskidzkie krajobrazy. Na czeskiej trasie to właśnie valaška wchodzi w skład Redyku, dzięki uprzejmości człowieka, który od granicy polsko-czeskiej stał się jednym z pasterzy Redyku Karpackiego - dr inż. Michała Milerskiego.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.22)

Czechy - ostoja pasterskiej tradycji

Ze stoków góry Ochodzita, gdzie rozlokował się Koniaków wędrowcy zobaczyli na zachodzie głęboko wciętą dolinę ograniczoną od północy rozłożystą kopą Kozubowej i masywem Wielkiego Połomu od południa. Jest to dawna dolina pasterska - jedna z najpiękniejszych kotlin w Beskidzie Śląsko-Morawskim. Leżą tam osady, które swoją nazwę wzięły od płynącej rzeczki Lomná. W tamtym kierunku podąża Redyk Karpacki na czeski etap swojej wędrówki.


Nieoczekiwanie Vasyl i Vasilie muszą wracać z ważnych przyczyn do swoich rodzinnych stron. Na granicy polsko-czeskiej pojawia się również problem z którym pasterz borykali się już wcześniej. Otóż o ile dzika zwierzyna może przekraczać granicę kiedy tego chce, to hodowlana już nie. Takie są przepisy weterynaryjne. Z pomocą jednak przychodzi Michał Milerski z przygranicznego, czeskiego Nydka, który powierza Redykowi Karpackiemu setkę swoich owiec i sam przyłącza się do niego.

Z nowym stadem Redyk wkracza na czeskie Zaolzie. Zanim pasterze wejdą do doliny Łomnej zbaczają nieco do pobliskiej górskiej osady Košařiska, gdzie w ostatni weekend sierpnia odbywa się co roczny, tradycyjny „Rozsod łowiec”. Jest to jedna z wielu imprez w tym regionie mających na celu zachować tradycyjne rzemiosła, folklor oraz pasterskie tradycje związane z gospodarką szałaśniczą. „Rozsod łowiec" to uroczystość sprowadzenia owiec z górskich pastwisk, czyli zakończenia sezonu pasterskiego. W praktyce oznacza ona zaprzestanie aż do wiosny produkcji serów z owczego mleka: oscypków i bundzu, a także żentycy. Ten piękny festyn region zawdzięcza stowarzyszeniu „Koliba” i Ognisku Goroli Śląskich.

Spotkanie pasterzy Redyku z pasterzami czeskimi. Przemawia wójt Košařiska.
Za nim stoi Josef Straka - prezes Stowarzyszenia „Koliba” (z prawej), Piotr Kohut - baca z Koniakowa (z lewej).
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.21)

Rodzinne strony Karpackiego Bacy: Koniaków

W Polsce jest takie jedno miejsce o niezrównanym poczuciu góralskiej tożsamości i pasterskiej tradycji, gdzie ludzie nader szanują swoją ziemię i kochają. Jest to Koniaków położony pośród malowniczych wzniesień Beskidu Śląskiego na stokach góry Ochodzita. W sobotę, 24 sierpnia spotykamy w tej wiosce Piotra Kohuta, który zatrzymał się w swoich rodzinnych stronach, w 75. dniu swojej pasterskiej wędrówki przez Karpaty. Stąd wyruszy na ostatni odcinek swej pasterskiej misji do Czech, by dokończyć swój Redyk Karpacki 2013.

Dzisiaj w Koniakowie jest dość tłoczno bo trwa doroczny „Jarmark Pasterski”. Tutejsza bacówka oferuje soloną bryndzę i bundz. Smakują wybornie. Popijamy żętycę - znakomicie gasi pragnienie. Żętyca przypomina smakiem znane nam zsiadłe mleko, ale jest słodsza i ma rozdrobnioną konsystencję. Są to produkty niezwykle pożywne, szybko zaspakajające głód, dostarczające naturalnych składników odżywczych w najczystszej postaci. I oczywiście trzeba też spróbować tradycyjnego oscypka, tego najprawdziwszego wytwarzanego z owczego mleko. Produkowane są tutaj wciąż tak samo jak wiele lat temu - w drewnianym naczyniu, które nadaje im charakterystyczny kształt, a wędzi się je nad paleniskiem w rogu szałasu, gdzie nabierają charakterystycznej barwy i zapachu. Pachną zaś świeżością, nieskazitelną naturą z której powstały. Jego degustacja jest jak odkrycie życiodajnego źródła.

Piotr Kohut opowiada o Redyku prezentując kolejne fotografie.
Udostępnij:

Z południa na północ przez Polski Grzebień

Stary Smokowiec (słow. Starý Smokovec, niem. Altschmecks, węg. Ótátrafüred, 990 m n.p.m.) założony został w roku 1793 i należy do najstarszych tatrzańskich osad turystycznych. Przejeżdżając przez tą miejscowość zawsze z fascynacją spoglądaliśmy na jej stylową zabudowę, pełną uroku. Dzisiaj, gdy tutaj jesteśmy jak zawsze przychodzi nam chętka poszwendania się po jej zaułkach. Dziś jednak znowu jest taki dzień, kiedy Stary Smokowiec stanowi jedynie punkt wymarszu w Tatry. Nie możemy się zbytnio ociągać, bo czeka nas dzisiaj dość długa droga, a po południu pogoda może się popsuć.
Udostępnij:

Smaki Karpat - Święto Baraniny 2014

Uwielbiamy góry, wędrujemy po nich i zagłębiamy się w górskiej naturze, próbujemy ogarnąć rozległość fantastycznych krajobrazów, chłoniemy głęboko górskie powietrze. Góry są z natury surowe i niedostępne, ale mimo wszystko pociągają człowieka swoim pięknem, ale chyba też właśnie swoją surowością i niedostępnością. Podziwiamy górskie polany, bogactwo występującej na nich flory, którą mamy na wyciągnięcie ręki. Z tych samych polan możemy spojrzeć szerzej i dalej, aż po kres horyzontu. Jakże jest dobrze popatrzeć na świat z tej perspektywy. Czasem lepiej popatrzeć na coś z większego dystansu, by to docenić. Tam gdzieś na zboczu zobaczymy chałupkę z zagrodą, a może kilka obejść, zaś w dolinie zapewne usadowiła się wioska, a może nawet większe miasteczko. Gdy jesteśmy na tych wierchach, jakże często nawet do głowy nam nie przyjdzie, że na ich zboczach i w dolinach jest życie, że wiele pokoleń przecierało szlaki przez karpacką puszczę, po której sami stąpamy. Jednak dzikie, niedostępne góry nie sprzyjały osadnictwu, a ubogie gleby nie nadawały się pod uprawę na skalę pozwalającą żyć w górskim terenie. Ekspansja osadnictwa w Karpatach odniosła jednak sukces, bowiem przodkowie górali znali taką formę gospodarki, która nawet w trudnych górskich warunkach dawała im wszystko, co do życia było potrzebne: żywiła ich i ubierała. W wyniku tej gospodarki powstały górskie polany, którymi tak się rozkoszujemy, zarówno ich bioróżnorodnością, jak również roztaczającymi się z nich panoramami.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.20)

Beskid Żywiecki

Wczesnym rankiem we wtorek, 13 sierpnia Redyk opuszcza orawską Zubrzycę i po dziesięciu godzinach mozolnej wędrówki przez Przełęcz Krowiarki, a następnie dolnym płajem w masywie Babiej Góry dociera do Zawoi. Zawoja jest największą pod względem powierzchni wsią w Polsce. Jej nazwa jest pochodzenia wołoskiego i wywodzi się od dacko-rumuńskiego słowa „zavoiu” oznaczającego „las nad rzeką”. Wieś leży na terenach, które niegdyś pokrywała pierwotna puszcza karpacka.

W czwartek, 16 sierpnia Redyk Karpacki osiąga Halę Miziową położoną na stokach Pilska. Pasterze spotykają tam wielu turystów. Jest tam też Jan Gnojczak - baca dla którego hale: Miziowa, Cudzichowa, Burcynki oraz polana Ryskowa były jak dom. Jest też Stanisław Majewski - najstarszy baca w powiecie żywieckim, który bacowaniem zajmuje się od 42 lat. Stary baca wspomina czasy swojej młodości, kiedy z hali wracało się tylko na niedzielę lub raz na jakiś czas. Opowiada, że trzeba było się znać na wszystkim: na owcach i ich dolegliwościach, umieć wyszkolić psa pasterskiego, a czasem być sędzią w sporach miedzy juhasami. Ubolewa, że tradycyjne pasterstwo tak mocno się obecnie skurczyło.

Hala Rysianka w Beskidzie Żywieckim.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.19)

Orawa

W nocy mocno padało. Rano jeszcze trochę siąpi. W sobotę 10 sierpnia o świcie Redyk kieruje się z Równi Krupowej w stronę Polany Szymoszkowa. Stamtąd po przepasce stado przeganiane jest na grzbiet Gubałówki, skąd przemieszcza się ku Orawie. Mimo mglistej i mżystej aury na całym tym odcinku dołącza do niego mnóstwo sympatyków. Znów Redyk przeistacza się w barwny korowód, który dociera do Chochołowa. Idzie pośród oryginalnych chałup góralskich, pięknie zdobionych i przyciągających oko jasnym kolorem, będący efektem corocznego ich mycia przed świętami Wielkiej Nocy. W centrum wsi Redyk wita starosta tatrzański oraz niemieccy pasterze z Brandenburgii, Westfalii i Winterbergii, i oczywiście mieszkańcy Chochołowa. Słynny ze zrywów wolnościowych Chochołów wpisuje dzisiaj w kartach swojej historii nieprzeciętne wydarzenie - spotkanie pasterzy Europy Zachodniej z pasterzami Karpat.

Gmina Kościelisko wita Redyk Karpacki.
Udostępnij:

Najruchliwszym szlakiem na Wrota Chałubińskiego

Okres urlopowo-wakacyjny, słoneczny dzień, sobota - wówczas na najruchliwszym szlaku turystycznym w Tatrach człowiek jest niemal tak jak ta przysłowiowa szpilka, której nie da się nigdzie wcisnąć. Tłum ludzi jest zaprzeczeniem tego czego od gór zwykle oczekujemy: wyciszenia, spokoju, zadumy i wszystkiego innego dającego nam ucieczkę od codziennego hałasu. Praktycznie na całej długości asfaltowany szlak nad Morskie Oko daje się pokonać nawet w klapkach i nie odstrasza nawet blisko 8 km jego długości w jedną stronę.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.18)

W sercu Podhala: Zakopane

Redyk Karpacki zmierza do serca Podhala - Zakopanego. Wczorajszego dnia Zakopane odnotowało 32,8 stopni Celsjusza. Pokazał to termometr samego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na Równi Krupowej. Takiej temperatury nie było tam jeszcze nigdy. Został pobity rekord z 29 lipca 1921 roku. W Zakopanem położonym wiele metrów wyżej od innych miast temperatury powyżej 30 stopni to rzadkość. Jednak fala afrykańskiego żaru robi swoje i choć jest tu chłodniej niż gdziekolwiek indziej w Polsce gorące powietrze płonęło przy ziemi również i tu. Nie jest to dobrym prognostykiem, bo lada dzień Redyk ma przejść przez centrum miasta.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.17)

Małe Ciche

Pasterze zbliżają się do Zakopanego. Koszmarny upał na początku sierpnia daje się we znaki. Parne powietrze, wysokie temperatury tego lata są nadzwyczaj częste. Najlepiej wędrować wieczorami. Tak jak przez Małe Ciche, które wbrew swojej nazwie stały się dzisiaj wioską wyjątkowo głośną. To jedna z najmniejszych wiosek na Podhalu, skryta w dolinie pośród tatrzańskich lasów. Do Redyku przyłączają się miejscowi juhasi. Wśród nich są najlepsi tutejsi muzykanci, którzy głośną nutą obwieszczają wszystkim przemarsz Redyku.

Idom na przodku z harmoniom i śpiewajom scyrze i łod syrca – komentuje to wydarzenie starsza gaździna, która wyszła przed chałupę.

Nikt nie śpi, bo nikt nie powinien spać, gdy pasterze idą - cała wioska wita pasterzy. Raduje się dusza pasterzy, ale dla nich owieczki są najważniejsze. Cristian i Vasile przepędzają owce przez nurt potoku - dobrze im to zrobi.

Redyk wędrował również wieczorem - wieś Małe Ciche na Podhalu.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.16)

Spisz

Mimo ogromnych upałów owce mają się bardzo dobrze. Pasterze przyjęli taką taktykę: skoro świt wędrują do godziny dwunastej, po czym stado pasie się w cieniu. Jeśli zaś tego samego dnia trzeba iść dalej - wyruszają o godzinie siedemnastej i idą aż do zmierzchu. Tego dnia (7 sierpnia) Redyk schodzi z Gorców poprzez wykoszone łąki i pola do kolejnej krainy. Przed nim rozciąga się Spisz. Wciąż wspaniała panorama Tatr, Podhala i Pienin, jaka towarzyszy pasterzom zapiera dech w piersiach.

Stromy szlak sprowadza Redyk do wsi Szlembark. Przed nimi przez zamglone powietrze majaczy Jezioro Czorsztyńskie i góry Pieniny. Na przeciwległym krańcu jeziora stoją naprzeciw siebie dwie warownie: czorsztyńska i niedzicka. Niegdyś strzegły granicy, gdy w dawnych czasach przebiegała pomiędzy nimi granica polsko-węgierska. Spisz to kraina o specyficznej kulturze, na którą wpływ miały złożone struktury narodowościowe. Wieloletnie panowanie węgierskie pozostawiło tutaj duże ślady. Widoczne są też silne wpływy słowackie i wołoskie, a nawet niemieckie po osadnikach, którzy osiedli się tutaj po tatarskich najazdach.

Przed nami wioska Szlembark i Jezioro Czorsztyńskie, a w dali „majaczą” Pieniny.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.15)

Gorce: Dolina Ochotnicy i Studzionki

W poniedziałek, 5 sierpnia Redyk dociera do Ochotnicy Dolnej. To już Gorce, kraina słynąca z polan pasterskich. Uzyskiwano je niegdyś tutaj metodą żarową, skąd zapewne wzięła się nazw tych gór, bo „gorzeć” znaczy to samo co „płonąć”, czy „palić”. Gorce przez wiele lat stanowiły drugi (po Tatrach) pod względem wielkości, a zwłaszcza ilości wypasanych stad, ośrodek pasterstwa w Karpatach Polskich. Jednak od początku lat 50-tych XX wieku rozpoczął się tutaj powolny regres pasterstwa. Pod koniec XX wieku niemal zupełnie ono zanikło. Polany zaczęły zarastać, aż w końcu 10 lat temu Gorczański Park Narodowy rozpoczął starania o ich utrzymanie poprzez wprowadzanie wypasu kulturowego. Podczas spotkania z Redykiem Karpackim dyrektor Gorczańskiego Parku Narodowego - Janusz Tomasiewicz opowiada o sposobie chronienia polan na terenie parku. Zwraca uwagę, iż są one przecież nie tylko świadectwem tradycji, ale również enklawą specyficznej przyrody dla ocalenia której kiedyś utworzono Gorczański Park Narodowy.

Redyk przemieszcza się w górę wąskiej doliny którą płynie rzeka Ochotnica. Wzdłuż niej ciągnie się łańcuchowo wieś Ochotnica Dolna, za nią zaś kolejna wieś - Ochotnica Górna. Niegdyś dolina ta była lokalnym skrótem na królewskim trakcie ze Starego Sącza do Nowego Targu, umożliwiającym znaczne skrócenie podróży, a przy okazji obejście królewskiej komory celnej w Czorsztynie. Wznoszące się po obu stronach doliny zbocza pokryte są polami uprawnymi i pastwiskami. Tam następnego dnia stado zatrzymuje się na odpoczynek, korzystając z gościnności miejscowego bacy Jarka Buczka. Redyk zmierza przez Gorce niczym do źródła rzeki, ale ostatecznie wczesnym popołudniem dociera do najwyżej położonego przysiółka Ochotnicy Górnej, którego nazwa „Studzionki” też pochodzi od gwarowego określenia źródła. Gorczańscy górale mówią o Redyku, że „to wędrówka do źródeł oscypka”. Takim mianem opatrzyli też ciąg imprez towarzyszących Redykowi podczas jego przejścia przez Gminę Ochotnica.

Gorce. Redyk przy bacówce Jarka Buczka (piąty z lewej) w Ochotnicy Górnej.
Po jego prawej stronie - pasterze karpaccy. W drzwiach stoi żona bacy - Małgorzata.
Udostępnij:

Tomášovský výhľad i Przełom Hornadu (wschód)

Tego dnia planowaliśmy zupełnie inną trasę po Słowackim Raju. Miał być najdłuższy wąwóz, ale plany uległy zmianie ze względu na burzowo-deszczowe prognozy. W razie obfitego deszczu wędrówka kanionem raczej nie byłaby przyjemna. Powstał nowy projekt obejmujący wschodnią część Przełomu Hornadu, umożliwiający ewentualny odwrót w razie załamania pogody.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.14)

Beskid Sądecki: Wojkowa

Redyk wchodzi w Beskid Sądecki. Jego trawiaste połacie „świecą” pustkami, w przeciwieństwie do czasów, kiedy płynęły po nich dźwięki pasterskich dzwoneczków. Dawniej cały Beskid Sądecki pokryty był rozległymi terenami pasterskimi, ogromnymi polanami. Polany jeszcze są, ale już nie takimi jak opisują je starsze przewodniki turystyczne. Nie zachwycają już tak bardzo wspaniałymi widokami, bo zarastają borówczyskami, a po nich przychodzi las. Polany jeszcze są, jednak już nieduże - zatem trzeba się spieszyć, aby je zobaczyć, bo wkrótce zanikną zupełnie.

Zielonością pasterskich muraw mienią się jeszcze niższe wzniesienia, położone bliżej dolin i leżących w nich wiosek. Tam ludzie nadal żyją naturalnym rytmem, chwilą obecną oraz tym co mają tu i teraz. Redyk Karpacki przemierza te zielone wzniesienia ciągnące się pomiędzy masywami Jaworzyny Krynickiej oraz Radziejowej na północy i pasmem granicznym na południu, po którym biegnie granica polsko-słowacka.

W sobotę, 27 lipca Redyk zatrzymuje się w niewielkiej wiosce Wojkowa, na polanie gdzie gospodarzy Włodek Oleksy:

To jest ostatnia duża polana z czasów wołoskich. Dookoła są lasy. Gdybyśmy jej nie kosili, to w ciągu kilkunastu lat byłby tu las – powiada Włodek.

Beskid Sądecki - Wojkowa k/Muszyny.
Włodzimierz Oleksy (pierwszy z prawej) gości Redyk w swoim gospodarstwie.
Udostępnij:

Przełom Hornádu (zachód) i Kláštorská roklina

Tego nie mogliśmy pominąć - wszak Przełom Hornádu to flagowa trasa Słowackiego Raju, długa, kręta, naszpikowana różnorodnymi atrakcjami, a przede wszystkim przepiękna - słowem „odlotowa”. Tego dnia podejmujemy próbę przejścia zachodniego fragmentu Przełomu Hornádu.
Udostępnij:

Słowacki Raj - Suchá Belá

Trzy dni w raju... Słowackim Raju

Na granicy Spisza i Gemeru, w południowo-wschodniej części Słowackich Rudaw (słow. Slovenské rudohorie) leżą góry zwane przez geografów Górami Straceńskimi – znane jednak bardziej pod nazwą Słowacki Raj. Miliony lat temu zajmowany przez nie obszar w ogóle nie przypominał gór, był niemal płaski, a rzeki płynęły sobie ze stoickim spokojem. Tak było aż do epoki pliocenu, kiedy ruchy górotwórcze wyniosły go w górę. W wyniku większego nachylenia terenu rzeki przyspieszyły z siłą przelewając się pośród wapiennych skał, wycinając w nich najpierw głębokie koryta, a potem głębokie kaniony. W ciągu tysięcy lat wyniesiony teren został podzielony na szereg płaskowyżów rozdzielonych głębokimi wąwozami. W ten sposób powstał tutaj unikatowy Kras Spisko-Gemerski, w skład którego wchodzi Słowacki Raj wraz z przylegającym Płaskowyżem Murańskim (słow. Muránska planina).
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.13)

Łemkowska Watra

Sobota, 20 lipca. Redyk Karpacki wędruje drogą, przy której stały kiedyś łemkowskie chyże wioski Radocyna. Po chwili po prawej stronie drogi, wśród gęstej wysokiej trawy widać drzwi. Pasterze podchodzą do nich. Są na nich fotografie, rysunki i historia wsi, której obecnie tutaj nie ma. Na tych tajemniczych drzwiach zostało napisane:
Wsłuchaj się. Śpiewnie tu, mimo że nikogo nie ma.
Pozornie. (?)
Przekrocz próg Domu, spełniony pieśnią będziesz.
Tak to drzwi, które oczyma wyobraźni prowadzą do dawnego świata. Pasterze uchylają je i po drugiej stronie ukazuje się im: droga, mijają się ludzie... pozdrawiają się... po chwili słychać pieśń, a w powietrzu daje się wyczuć woń dymu niesionego znad płonącego ogniska. Pasterze nieśmiało przekraczają próg drzwi i dzięki temu dostrzegają ciąg łemkowskich chyży po jednej i drugiej stronie drogi, która jeszcze przed chwilą wydawała się pusta. Ponad strzechami chyży błyszczą w słońcu kopuły cerkwi. Na wzgórzach zaorane pola i sady z dojrzałymi owocami. To obraz zwyczajnego życia ludności łemkowskiej, niestety tu już nieistniejącego.

Drzwi do wsi Radocyna.
Udostępnij:

GSS na raty, etap 8: Schronisko „Na Śnieżniku” - Długopole-Zdrój

Żegnamy się z Jackiem Fastnachtem gospodarzem Schroniska „Na Śnieżniku”. Dobrze nam było tutaj. Schronisko „Na Śnieżniku” ma swoją niepowtarzalną specyfikę, w której najstarsze historie o pionierskich czasach turystyki w Sudetach Wschodnich przeplatają się z tymi teraźniejszymi. Przypomina się tutaj dzieje pierwszych promotorów tych pięknych gór i ich przyrody, począwszy od Marianny Orańskiej założycielki schroniska na Śnieżniku, i kolejnych którzy przejęli trud jego prowadzania, w tym ostatniej jego legendy Zbigniewa Fastnachta zwanego przez bliskich i przybyszów „Bibą”, a skończywszy na Jacku, który po śmierci ojca zdecydował się wziąć na siebie to niełatwe zadanie. Życie w górach to przyjemność bycia z dala od miejskiego zgiełku, kontakt z przyrodą, ale też ciężka praca na co dzień, wymagająca wiele poświęcenia i wyrzeczeń. Dziękujemy Jacku za gościnę i za złote serce. Chętnie zostalibyśmy na dłużej w przytulnym schronisku. Jest nam trochę smutno, bo wychodzimy na ostatni dzień wędrówki po sudeckich szlakach. Liczmy jednak na to, iż za niedługo znów tu wrócimy, a dla dodatkowego pretekstu w Międzygórzu zaopatrzyliśmy się w książeczki regionalnej odznaki turystycznej „Korona Ziemi Kłodzkiej”.
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.12)

W sercu Beskidu Niskiego: Pasterskie opowieści

Żydowskie w Beskidzie Niskim.
Piotr Kohut, pasterz Redyku, wita się
z Arturem „Asterixem” Gerulą, pasterzem z Beskidu.
Czwartek, 18 lipca. Dzisiaj owce odpoczywają w Żydowskiem. Są z nimi rumuńscy czabani Cristian i Vasile oraz hucuł z Ukrainy - Wasyl. A gdzie jest baca Piotr? Hmm...
Udostępnij:

GSS na raty, etap 7: Lądek-Zdrój - Schronisko „Na Śnieżniku”

To niesamowite, niespodziewanie spotkać kogoś znajomego na szlaku, a stało się to dzisiejszego poranka w Lądku-Zdroju. To nieprawdopodobne, że akurat właśnie o tej samej godzinie, w tym samym miejscu mogą zbiec się ludziom drogi na nieumówione spotkanie. Ledwie opuściliśmy agroturystykę Jurkiewiczów, wspominając wczorajszy cudowny wieczór, ledwie weszliśmy na czerwony szlak, na drogę wojewódzką 392, gdy przejeżdżający samochód zatrzymuje i ku naszemu zdumieniu wysiada z niego Zbyszek Piotrowicz, człowiek gór i podróżnik, pomocna dłoń w potrzebie! Co za spotkanie; nie tak dawno umawialiśmy się na spotkanie, na zwiedzanie Jaskini Radochowskiej, ale nie marzyliśmy nawet o spotkaniu dzisiaj. Szkoda, że mamy zbyt mało czasu by pogadać, a nasze drogi wiodą w przeciwnym kierunku. Czerwony szlak czeka by podążać nim dalej.
Udostępnij:

GSS na raty, etap 6: Złoty Stok - Lądek Zdrój

Po trzech dniach tułaczki po równinach Przedgórza Paczkowskiego wracamy w górskie ostępy Sudetów. Mamy nadzieję, że nogi nie odwykły od górskich przewyższeń. Główny Szlak Sudecki poprowadzi nas przez Góry Złote.
Udostępnij:

GSS na raty, etap 5: Paczków - Złoty Stok

Przed nami ostatni dzień wędrówki pofalowanymi równinami Przedgórza Sudeckiego. Zaplanowaliśmy bardzo krótki odcinek Głównego Szlaku Sudeckiego, ale nie dlatego, że jesteśmy przemęczeni. Wręcz przeciwnie: chce nam się iść, i to żwawo. Przed nami tylko 13 km marszu, bowiem jest przy naszej trasie kilka miejsc, przy których chcielibyśmy się zatrzymać.
Udostępnij:

GSS na raty, etap 4: Piotrowice Nyskie - Paczków

Wypoczęliśmy jak nigdzie indziej. Gościna Basi i Stasia przerosła nasze wszelkie oczekiwania. Nie na co dzień spotyka się takich ciepłych, życzliwych i miłych ludzi. - Chętnie byśmy jeszcze pobyli u Was, ale czas nam wyruszać dalej czerwonym szlakiem. Już mieliśmy zmykać, a jeszcze zaprosili nas na śniadanie i kawę, i ciasto z rabarbarem. W końcu jednak o godzinie 9.40 ruszyliśmy na szlak, a gospodarze nas odprowadzili i dobrym słowem na drogę pożegnali.
Udostępnij:

GSS na raty, etap 3: Głuchołazy - Piotrowice Nyskie

Mamy słoneczny poranek i choć jest niedziela wstajemy wcześniej. Po śniadaniu żegnamy się z gospodarzami i o godzinie 7.30 wracamy na czerwony szlak, dokładnie w to samo miejsce, w którym wczoraj go opuściliśmy, czyli pod gościniec „Pod Bukiem”.
Udostępnij:

GSS na raty, etap 2: Wieszczyna - Głuchołazy

Wiejski kamień meteorologiczno-filozoficzny.Przed nami drugi etap wędrówki Głównym Szlakiem Sudeckim. Dobrze wypoczęliśmy w Schronisku Młodzieżowym w Wieszczynie. Obiekt ten zaskakuje komfortem i czystością. Jedynie o co trzeba zadbać to o jedzenie, bo ośrodek organizuje wyżywienie dopiero dla większych grup. Nie było to jednak problem dla nas, bowiem dokonaliśmy wczoraj zakupów na tą okoliczność. Na szlak wyruszamy o godzinie 8.40. Wiejski kamień meteorologiczno-filozoficzny przed budyniem wskazuje brak opadu ;) A zatem w drogę...
Udostępnij:

GSS na raty, etap 1: Prudnik - Wieszczyna

Nie tak dawno, niespełna rok temu, zakończyliśmy wędrówkę we dwoje Głównym Szlakiem Sudeckim. Pamiętamy tamte dni - wspomnień nie zdążył zatrzeć upływ czasu. Już na początku tamtej wędrówki wiedzieliśmy, że Główny Szlak Sudecki to nie to samo co jego odpowiednik w Beskidach. Tutaj w Sudetach jest więcej obiektów do zwiedzenia, czy zobaczenia (oprócz gór rzecz jasna), a z pewnością tak jest w porównaniu do wschodniej części naszych Beskidów. Miejsca takie są integralną częścią szlaków turystycznych, które powinny być włączane w program wędrówki, która jest tym bardziej wartościowa im więcej aspektów poznawczych obejmuje. Kilkunastodniowy marsz przez całą długość Głównego Szlaku Sudeckiego nie daje szans na zatrzymanie się przy każdej atrakcji, dogłębnego poznania regionu, jego historii i kultury. Nie mogliśmy zatem postąpić inaczej, jak ponownie podążyć za czerwonymi znakami tego szlaku. Teraz pójdziemy powolutku, starając się nie pominąć żadnej atrakcji. Sudeckim szlakiem podążymy tym razem nie we dwoje, ale spróbujemy na nim dać radość i satysfakcję nastolatce, naszej córce Eli. Niech będzie duszą naszej wyprawy. A jeśli kto pragnie przyłączyć się do nas, niechaj się nie ociąga! To już czas wymarszu na szlak. Wyruszamy z Prudnika...
Udostępnij:

Łukiem Karpat. Wspomnienie Redyku (odc.11)

Beskid Niski

Nowy Łupków. Postój nad Osławą.
Wioski istniejące tylko na mapie, miejsca niegdyś tętniące życiem, dziś opustoszałe, jakby wymarłe. Połacie łąk i pól, nieokiełznanych lasów, skrywających dramaty ludzkie z czasów wojny i przesiedleń. Góry Beskidu Niskiego emanują dzikością, a wiatr opowiada historie o życiu ludzi, o pionierach tutejszego osadnictwa. Panuje wszechogarniający spokój nad gwarnymi jeszcze kilkadziesiąt lat temu dolinami. Świadkami tamtych czasów są resztki podmurówek, ocalałe cerkwie, kapliczki i przydrożne krzyże. Tędy właśnie przechodzi teraz Redyk Karpacki - cichy, bezkresny, wydawać by się mogło zapomniany Beskid Niski.
Udostępnij:

Po drugiej stronie Tatr, czyli na grani Niżnych Tatr - dzień 5


za nami
pozostało
100,6 km
0,0 km
Bardzo wcześnie obudziliśmy się, zresztą podobnie jak większość wędrowców nocujących w útulnie Ďurková. Na popołudnie zapowiadane są deszcze, a nawet możliwość wystąpienia burz. Dlatego nie ociągamy się z powrotem na szlak. Kontynuujemy wędrówkę rozległymi wysokogórskimi halami. Nieprzeciętne panoramy otaczają nas ze wszech stron. Aż w końcu przychodzi czas na ostatnie znaczące wzniesienia na grani - Wielka Chochula, Mała Chochula i Praszywa. Z Praszywej mamy już ostre i przeciągające się zejście na Przełęcz Hiadelską, gdzie zatrzymujemy się na dłuższy odpoczynek. Jednak potem musimy zmierzyć się z zaskakująco stromym i męczącym podejściem na Kozi Grzbiet. Jest to stosunkowo niewielkie już wzniesienie na naszym szlaku, ale jakże widokowe i kwieciste. Bogactwo występującej na nim flory jest ogromne.

Na koniec wspaniałej wędrówki idziemy przez trawiaste połacie Kečki i jeszcze trochę lasem, osada Polianka, a potem wschodzimy do malowniczo położonej wioski Donovaly. Cudowna wędrówka zakończona, a nas tak jak kiedyś ogarniają uczucia radości i smutku, że to koniec.
Udostępnij:

Po drugiej stronie Tatr, czyli na grani Niżnych Tatr - dzień 4


za nami
pozostało
73,1 km
27,5  km
Wiejący od samego rana silny i chłodny, porywisty południowo-zachodni wiatr nie wróżył tego dnia niczego dobrego. Prognozy jednak nie zapowiadały burz i opadów. Ruszyliśmy zatem na najbardziej urwiste, najwyższe szczyty Niżnych Tatr, usłane granitowymi blokami, zionące surowością. Na początek uległ nam Dziumbier (2043 m n.p.m.) - najwyższy szczyt całych Niżnych Tatr. Ułatwiliśmy sobie wejście na niego zostawiając ciężkie plecaki na skałach zaraz za Przełęczą pod Krúpovą hoľą. Długo na nim nie zagościliśmy. Rozciągały się z niego rozległe i piękne panoramy, ale ze względu na silne porywy wiatru pośpiesznie zrobiliśmy sobie na nim fotografie i od razu zeszliśmy niżej, gdzie wiało nieco słabiej.
Udostępnij:

Po drugiej stronie Tatr, czyli na grani Niżnych Tatr - dzień 3


za nami
pozostało
53,5km
47,1 km
Znów ruszyliśmy na zachód podążając za swoim cieniem. Prześcigniemy go po południu, kiedy słońce przesunie się na zachód spoglądając nam na twarz. Z upływem dnia będzie co raz bardziej oślepiające, a przed zachodem spojrzy nam prosto w oczy. Dzisiaj założyliśmy do pokonania bardzo krótki odcinek graniówki, bo oprócz niej zaplanowaliśmy penetrację ciemnych korytarzy Jaskini martwych nietoperzy. Lubimy nagradzać się takimi luźniejszymi dniami - za włożony trud i wysiłek w pokonywaniu górskich ścieżek, setek metrów przewyższeń, a szczególnie przy upalnej aurze wysysającej z nas siódme poty.

Nie spieszyliśmy się zbytnio z wyjściem na szlak, bo też nie musieliśmy, choć akurat tego dnia może było lepiej zrobić to bardzo wcześnie, zanim skwar słoneczny rozpanoszy się na dobre, usiłując odbierać wędrowcom zapał i siły. Powolutku jednak wspięliśmy się na dumbierowską część Niżnych Tatr.
Udostępnij:

Po drugiej stronie Tatr, czyli na grani Niżnych Tatr - dzień 2


za nami
pozostało
45,2 km
55,4 km
Dobrze nam się spało w Andrejcovej útulňie. Całą noc, zgodnie z prognozami intensywnie padało. Cieszyliśmy się z tego faktu, bowiem przekonani byliśmy, że jak się wyleje w nocy, to w dzień będzie słonecznie. I tak też się stało, choć o świcie słychać było spadające krople. Jednak wkrótce słoneczny poranek zagościł na polanie pod Andrejcovą.
Udostępnij:

Po drugiej stronie Tatr, czyli na grani Niżnych Tatr - dzień 1


za nami
pozostało
17,2 km
83,4 km
Tą górską wędrówkę rozpoczęliśmy w słowackiej wiosce Telgárt, położonej na wschodnim krańcu Tatr Niżnych, na które stamtąd wspięliśmy się i pomaszerowaliśmy ich granią na zachód. Stało się to rankiem o godzinie ósmej, o której to z głośników wiejskiego radiowęzła rozbrzmiała melodia pobudki dla mieszkańców wioski.
Udostępnij:

Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas