Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slovenské rudohorie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slovenské rudohorie. Pokaż wszystkie posty
To co tam zobaczyliśmy jest jak dobry film, który wart jest dokręcenia kontynuacji. To czego tam doznaliśmy zostawiło w nas moc najpiękniejszych przeżyć i wspomnień, emocji od których myślami nie można się oderwać. Dlatego musiał przyjść czas na sequel, zresztą z dawna zapowiadany:

Słowacki Raj 3, czyli tam gdzie dotąd nie byliśmy!
      Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju.
      W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju,
      Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
      rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
      Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
      Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

            I na całe to krasowe eldorado spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
            A może też wtedy zobaczymy to czego dotąd nasze oczy nie widziały:
            inne słowackie krasy, próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
            Niech one na razie cierpliwie czekają na nasze odwiedziny.
Podczas wcześniejszych wypraw do Słowackiego Raju penetrowaliśmy jego północne zakamarki. Były urokliwe, podniecające i do nich było nam bliżej z naszego kraju, ale południowa część silnie wabiła czymś nieznanym. Tam po drugiej stronie Gór Strateńskich rozciąga się Gemer (węg. Gömör, łac. Gömörinum) - kraj gór, gęstych lasów i górskich łąk, a także drapieżnych potoków rzeźbiących w wapiennym krasie fantazję. Udajemy się do tej krainy doliną oddzielającą Niżne Tatry od Słowackiego Raju. Płynie przezeń Vernársky potok mający źródła na stokach gór leżących na południe od Vernár (węg. Vernár, niem. Wernsdorf), starej wsi o której pierwsze wzmianki pochodzą z 1295 roku. Jej ludność zajmowała się wówczas głównie pasterstwem i leśnictwem. Dzisiaj wygląda na zagubioną wśród gór, choć dostępną od południa i północy drogą krajową nr 66. Drogą tą przemieszczamy się tam gdzie dotąd nie byliśmy.

TRASA:
Dobšinská Ľadová Jaskyňa, parking (845 m n.p.m.) [niebieski szlak] Dobšinská Ľadová Jaskyňa (975 m n.p.m.) [niebieski szlak] Dobšinská Ľadová Jaskyňa, parking (845 m n.p.m.)

OPIS:
Zatrzymujemy się pod stokiem góry Duča (1141 m n.p.m.), w której wnętrzu na skutek działania dawnego, podziemnego toku rzeki Hnilec powstał niezwykły świat wytworzony w wapiennej skale, jedna z najsłynniejszych lodowych jaskiń na świecie. Objętość lodu wypełniającego jaskinię szacowana jest na ponad 110 tysięcy metrów sześciennych, a więc znajduje się go tutaj około 100 tysięcy ton. Największa grubość warstwy lodowej sięga 27 metrów. Łączna długość jaskiniowych korytarzy wynosi 1483 m, z tego trasa turystyczna w jaskini zajmuje 475 metrów długości. Od 2000 roku Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa) wpisana jest na listę światowego dziedzictwa przyrody UNESCO.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Punkt kasowy i pamiątkarski przy wejściu do jaskini.

Wejście do Dobszyńskiej Jaskini Lodowej znane było od niepamiętnych czasów. Miejscowi zwali ją w tamtych czasach Lodową Dziurą (słow. Ľadová diera) lub Zimną Dziurą (słow. Studená diera). Pasterze i myśliwi schodzili latem ku jej wejściu by odsapnąć od upału i ochłodzić się. Nikt jednak nie miał odwagi, by wejść dalej do jej wnętrza, aż do dnia 15 czerwca 1870 roku, kiedy to młody, 24-letni inżynier górniczy Eugen Ruffínyi wraz z towarzyszami - Gustávem Langiem i Andrejem Megą podjął pierwszą znaną eksplorację jaskini. Opuścili się na jej dno i w ten sposób dokonali niezwykłego odkrycia.

W jaskini był lód, który utrzymuje się dzięki naturalnemu ochłodzeniu wnętrza w okresie zimowym, kiedy to przez wyżej położone wejście wnika do niego zimne, ciężkie powietrze i opada na jej dno schładzając ściany. W lecie ciepłe powietrze, o mniejszej gęstości, nie jest w stanie wyprzeć chłodnego powietrza z wnętrza jaskini, które jest niczym worek z otworem u góry. To właśnie dzięki temu średnioroczna temperatura powietrza w jaskini utrzymuje się w granicach –3,8 do +0,5°C, tworząc warunki do zalodzenia, które istnieje tu od około 250 tysięcy lat. Gdyby w jaskini nie było tego lodu, główną częścią jaskini byłaby potężna sala, położona 70 metrów poniżej wejścia. Wypełnienie lodem sięgające miejscami stropu jaskini dzieli jednak jaskinię na kilka części.

Szkic jaskini (źródło: Správa slovenských jaskýň)

Dzisiaj turyści schodzą w dół jaskini śladem jej odkrywców po metalowych stopniach. Do zwiedzania jaskinia została udostępniana bardzo szybko po jej odkryciu, bo już w 1871 roku. Jest jedną z pierwszych jaskiń na świecie oświetlonych elektrycznie. Oświetlenie zostało uruchomione w niej w roku 1887. Dzisiejszego gorącego dnia o godzinie 12.10 schodzimy do niej również my. Wejście do jaskini usytuowane jest w zboczu góry na wysokości 969,5 m n.p.m. Przywdziewamy kurtki, bo chłód oblewa nas momentalnie.

Schodzimy coraz niżej pod niskim stropem, by za niedługo wejść w lodowy tunel pod Wielką Kurtyną (słow. pod Veľkou oponou). Schodzimy jeszcze niżej. Występujący w jaskini lód na wysokości 920-950 m n.p.m. jest zjawiskiem niespotykanym w skali światowej. W innych znanych wysokogórskich jaskiniach lodowych np. Eisriesenwelt, czy Dachstein-Rieseneishöhle w austriackich Alpach, czy choćby rumuńskiej jaskini Scărişoara w łańcuchu górskim Bihor, zlodowacenie zaczyna występować na wysokości dopiero 1100-1120 m n.p.m.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Tunel pod Wielką Kurtyną.

Dalsza wędrówka prowadzi nas do Przyziemia (słow. Prízemie), a następnie na Korytarz Ruffiniego (słow. Rufiního koridór), gdzie temperatura powietrza utrzymuje się cały rok pod punktem zamarzania. Po lewej mamy potężny, wciskający się jęzor masy lodowej, która zsuwa się tutaj od wejścia oraz Wielkiej i Małej Sieni niczym lodowiec. Szacuje się, iż ten lód płynie z prędkością od 2 do 4 centymetrów na rok, zaś cała wymiana masy lodowej trwa od 5000 do 7500 lat. Dawniej Korytarz Ruffiniego wypełniony był całkowicie lodem, lecz stopniowy przepływ cieplejszego powietrza z niżej położonych części jaskini roztopił część lodowej masy.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Przed ujściem tunelu pod Wielką Kurtyną (słow. pod Veľkou oponou) nad Piekłem.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Przyziemie (słow. Prízemie).

Z Korytarza Ruffiniego wspinamy się po stopniach w górę do Wielkiej Sali (słow. Veľká sieň). Wielka Sala imponuje wielkością i ilością nagromadzonego w niej lodu. Sala ta ma 72 metry długości, 36- 42 metrów szerokości i 9-11 metrów wysokości. W zlodowaciałej części Wielkiej Sali przeciętna roczna temperatura powietrza wynosi od –0,4°C do –1,0°C (w lutym od –2,7°C do –3,9°C, w sierpniu około +0,2°C). Grubość lodu pod naszymi nogami osiąga 27 metrów. W Wielkiej Sali znajduje się najpiękniejszy i jednocześnie najcenniejszy lodowy twór zwany Studnią. Wytworzony został przez wodę przesiąkającą przez otwór w stropie, która opadając drąży w lodowym filarze wklęśnięcie wypełnione małym jeziorkiem. Z jeziorka tego wypływa strużka Żywej Wody.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Korytarz Ruffiniego (słow. Rufiního koridór).

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Korytarz Ruffiniego (słow. Rufiního koridór).

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Wielka Sala (słow. Veľká sieň).

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Wielka Sala (słow. Veľká sieň).

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Największy lodowy stalagmit (lodowy słup) w jaskini mający 9 metrów wysokości.

Przemieszczamy się dalej zbliżając się do otworu wejściowego, który dla nas będzie otworem wyjściowym z jaskini. Zaraz za Wielką Salą znajduje się ostatnia komora zwana Małą Salą (słow. Malá sieň). W lecie jest ona najcieplejszym miejscem w jaskini, temperatura wzrasta aż do +0,5°C. Zimą temperatura w Małej Sali spada do -6°C.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Mała Sala (słow. Malá sieň).

Dobszyńska Jaskinia Lodowa (słow. Dobšinská ľadová jaskyňa).
Mała Sala (słow. Malá sieň).

Przed nami ostatnie schody do Lodowej Dziury. O godzinie 12.45 opuszczamy lodowe królestwo zimna Słowackiego Raju i wychodzimy na światło dzienne. Po oswojeniu się z ciepłem słonecznym schodzimy do szosy oddalonej stąd o około 1 km, czyli tam skąd przyszliśmy, do osady zwanej tak samo jak jaskinia - Dobszyńska Jaskinia Lodowa. Stąd udamy się dalej na podbój kanionów Słowackiego Raju, tych w których jeszcze nie byliśmy.

Celem naszej wędrówki jest dzisiaj wąwóz Kyseľ rozdzielający się w górnej części na dwie odnogi Veľký Kyseľ i Malý Kyseľ. To teren dziki, ciekawy, nietypowy. W historii eksploracji Słowackiego Raju wąwozy te długo pozostawały niepokonane.

TRASA:
Podlesok (545 m n.p.m.) [niebieski szlak] Hrdlo Hornádu (530 m n.p.m.) [zielony szlak] pod Kláštoriskom (765 m n.p.m.) [zielony szlak] Chata Kláštorisko (775 m n.p.m.) [niebieski szlak] Nad Kyseľom, rázc. (740 m n.p.m.) [żółty szlak] Obrovský vodopád [żółty szlak] Kyseľ, razcestie (688 m n.p.m.) [zielony szlak] Veľký Kyseľ [zielony szlak] Pod Biskupskými Chyžkami (1004 m n.p.m.) [żółty szlak] Glac, Malá poľana (990 m n.p.m.) [niebieski szlak] Suchá Belá, zaver (959 m n.p.m.) [żółty szlak] Pod Vtáčím hrbom (915 m n.p.m.) [czerwony szlak] Nad Podleskom (700 m n.p.m.) [czerwony szlak] Podlesok (545 m n.p.m.)

OPIS:
Pierwsza próba przejścia Kyseľ miała miejsce w czerwcu 1900 roku. Nie udało się. Udało się dopiero 27 sierpnia 1907 roku, gdy Kyseľ, a następnie Malý Kyseľ, zostały pokonane przez grupę prowadzoną przez Kazimierza Kozlovskiego. Pierwsze drabinki i kładki w wąwozie Kyseľ wykonano w roku 1925, ale dopiero w 1975 roku członkowie Górskiej Służby udostępnili omijany do tej pory odcinek nad Obrovskym vodopadom.

W dniach 16-17 lipca 1976 roku kanion Kyseľ ogarnął pożar, który strawił 30 ha lasu. Teren kanionu Kyseľ stał się niebezpieczny z powodu spadania skał i opalonych drzew Z tego powodu aż do odwołania zamknięto przejście wąwozem, zdemontowano znajdujące się w nim sztuczne ułatwienia i wprowadzono szlak wprowadzający do górnych partii wąwozu, rozwidlający się na Veľký Kyseľ i Malý Kyseľ.

Poranek na Spiszu.
Poranek na Spiszu.

Rozpoczynamy wędrówkę w Podlesoku o godzinie 8.30. Musimy najpierw udać się na polanę Kláštorisko (774 m n.p.m.), skąd kombinacją szlaków zejdziemy do udostępnionego turystycznie odcinka wąwozu Kyseľ. Ruszamy niebeskim szlakiem w kierunku Gardła Hornadu (słow. Hrdlo Hornádu). Tenże szlak prowadzi dalej przełomem Hornadu. Wiedzie wygodą drogą dojazdową obok obiektów turystycznych, m.in. młodzieżowego taboru wojskowego East Point. Po kilku minutach, jeszcze przed Gardłem Hornadu, wchodzimy na zielony szlak przychodzący z Myta (słow. Hrabušice, Mýto). Za zielonymi znakami kierujemy się na południe, pokonując zalesiony stok.

Zaczyna padać. Tak miało być (czasem prognozy sprawdzają się) i ma być przez około dwie godziny. Las chroni nas swoim parasolem. Jest ciepło i wilgoć szybko odparowuje. Około godziny 9.00 przecinamy dno jaru ze spływającym ciekiem (Hleboká - jednego z dopływów zasilających Hornad). Po przecięciu cieku dróżka robi ostry nawrót na lewo i przez pewien czas nieco ostrzej wspina się w górę. Z dróżki wystają skały i korzenie drzew. Mogły być śliskie, ale siąpiący deszczyk nie był obfity, no może z wyjątkiem kilku chwil. Siąpi dalej, ale woda szybko wsiąka w grunt.

Jar potoku Hleboká.
Jar potoku Hleboká.

O godzinie 9.10 mijamy węzeł szlaków pod Kláštoriskom (765 m n.p.m.). Dochodzi tutaj żółty szlak łącznikowy, jeden z wielu wariantów dotarcia na polanę Kláštorisko. Dziesięć minut później wchodzimy na skraj polany Kláštorisko. Na drugim jej krańcu widzimy budynek schroniska noszącego tą samą nazwę co polana. Nazwa ta wywodzi się od klasztoru kartuzów jaki zbudowano tutaj w XIII wieku. Jego ruiny znajdują się przy naszym zielonym szlaku. Ponoć w okresie tatarskich najazdów teren ten dał schronienie ludności z doliny Hornadu. a z tamtego czasu pochodzi nazwa polany i jej okolica - Lapis Refugii oznaczająca „Skałę schronienia”. Po tamtych wydarzeniach powstał wspomniany klasztor kartuzów.

Ruiny klasztoru kartuzów.
Ruiny klasztoru kartuzów.

Kartuzi to zakon katolicki o bardzo surowej regule, w której od wieków obowiązują te same zasady zachowywania milczenia, modlitwy, postu, pracy i przebywania w samotności przez większą część dnia. Tutaj w górach pociętych niedostępnymi kanionami mieli idealne miejsce do takiego żywota. Dokumenty Spiskiej Kapituły (słow. Spišská Kapitula, węg. Szepeshely, niem Zipser Kapitel, łac. Capitulum Scepusiense) mówią, że 1299 roku pewna część płaskowyżu została wydzielona pod budowę klasztoru kartuzów. Budowa ukończona została w 1307 roku. Odosobnienie klasztoru sprzyjało zakonnemu życiu, ale też narażało na napady rabunkowe. Z tego też względu w 1543 roku Spiska Kapituła postanowiła przenieść mnichów do kompleksu klasztornego nad Dunajcem w miejscowości Czerwony Klasztor (słow. Červený kláštor). Z kolei tutejszy klasztor zniszczono, by nie stał się siedliskiem band rozbójniczych.

Klasztorne zabudowania.
Klasztorne zabudowania.

Klasztorne zabudowania.

Symboliczny cmentarz poświęcony ofiarom Słowackiego Raju.Gdy na początku XX wieku do Słowackiego Raju zaczęli napływać turyści postanowiono zbudować schronisko na polanie Kláštorisko. Pierwsze na bazie pozostałości murów klasztornych powstało w latach 20-tych XX wieku. Kilka lat później zbudowano tutaj jeszcze jedno schronisko. Podczas II wojny światowej dawało ono schronienie partyzantom, spłonęło podpalone przez Niemców. Po wojnie powstało obecne schronisko z restauracją, gdzie planujemy dłuższy odpoczynek przed dalszym marszem.

Zwiedzamy jeszcze tylko znajdujący się tu symboliczny cmentarz poświęcony ofiarom Słowackiego Raju oraz ludziom związanym z jego terenem. Powstał w 2010 roku. W jego sąsiedztwie stoją fragmenty ruin kapliczki z 1492 roku.



Symboliczny cmentarz poświęcony ofiarom Słowackiego Raju.
Symboliczny cmentarz poświęcony ofiarom Słowackiego Raju.
Symboliczny cmentarz poświęcony ofiarom Słowackiego Raju.

Godzina 9.30. Pobyt w schronisku to dobre żarło i małe suszenie. Deszcz zaniknął już, ale jeszcze jest pochmurnie. Pogoda zmienia się, tak jak prognozowano.

O godzinie 10.50 robimy pamiątkowe zdjęcie i opuszczamy polanę Kláštorisko. Idziemy niebieskim szlakiem na zachód. Początkowo prowadzi wspólnie z czerwonym pod górkę, po czym odchodzi na lewo na drogę leśną. Przecinamy niewielką polankę i schodzimy trawersując zbocze Vtáčíeho hrbu. Zagłębiamy się w wąwozie Kyseľ. Po prawej mamy skały, po lewej strome zbocze porośnięte bukowym lasem. Pod 20 minutach osiągamy rozstaj Nad Kyseľom, rázc. (740 m n.p.m.). Niebieski szlak schodzi dalej na dno wąwozu, ale jest tutaj odejście żółtego szlaku nad Obrovský vodopád.

Grupa na polanie Kláštorisko.
Grupa na polanie Kláštorisko.

Żółty szlak schodzi na dno wąwozu. Obniżamy się. Najpierw serpentynami, potem przekraczamy powalone drwa. Trzeba uważać, bo jest mokro i ślisko. Liście roślin, igły świerków lśnią zmoknięte. O godzinie 11.20 wschodzimy na kamienisty bród potoku Kyseľ. Kilka kroków przed nami przy skałach przerzucono płasko drewnianą kładkę - drabinkę. Bezpieczniej przejść jednak brodem obok niej, bo mokre drzewo jest jak ślizgawka. Przekonuje się o tym ktoś na przedzie. Ledwie wszedł na kładkę - jeden krok, może dwa. Ześlizguje się i wpada na kamieniste dno potoku. Dobrze, że nic się nie stało, bo wyglądało groźnie.

Zejście do wąwozu.
Zejście do wąwozu.

Dno wąwozu. Widać drewnianą drabinkę spełniającą funkcję kładki.
Dno wąwozu. Widać drewnianą drabinkę spełniającą funkcję kładki.

Dno wąwozu.
Dno wąwozu.

Za kładką i tak trzeba kilkadziesiąt metrów przejść brodząc po kamienistym korycie potoku do kolejnej drewnianej kładki. Żółty szlak zataczając pętle styka się tutaj po nawrocie. Można więc nie iść dalej w wąską czeluść, w którą wpada potok, tylko zawrócić. Udać się w drogę powrotną. Ktoś się chyba nad tym zastanawia, ale wnet odchodzi od tej myśli, gdy widzi szczęśliwych turystów, którzy wracają z nad czeluści.

Skoro ścieżka powrotna styka się z naszą zostawiamy przy niej plecaki. Będzie wygodniej. Najpierw przechodzimy po płasko położonej przy skale drewnianej drabince, zaraz za nią kolejna, ale schodząca ostro w dół ponad strzępami drew i patyków naniesionych przez wodę potoku. Przy skale do której przymocowane są kładki jest bardzo pomocny łańcuch. Z pewnością jest bardzo przydatny w razie uślizgu, lecz kroki stawiamy powoli, sprawdzając stopień śliskości każdego szczebelka.

Dno wąwozu.
Dno wąwozu.

Pierwsza drewniana kładka w wąwozie.
Pierwsza drewniana kładka w wąwozie.

Zejście nad kaskadą w szczelinie (fot. Kamila Olek).
Zejście nad kaskadą w szczelinie (fot. Kamila Olek).

Wchodzimy w ciasną szczelinę wydrążony siłą wody. Przemieszczamy się dalej w dół. Na dnie widać leżącą drewnianą kładkę. Od tego miejsca pojawia się ciąg metalowych półeczek (słow. stupaček) przytwierdzonych do lewej ściany. Szczelina meandruje w prawo, w lewo i znów w przeciwną stronę. Jak się wkrótce okazuje nie jest długa. Wkrótce rozszerza się. Pod nami głębszy banior wypełniony stojącą wodą. Ginie w nim prąd spływającego potoku, ale tylko na chwilkę. To co się dzieje z potokiem trochę dalej nie jest jeszcze widoczne. Jednak emocje rosną, gdy spoglądamy przed siebie.

W szczelinie wydrążonej siłą wody (fot. Kamila Olek).
W szczelinie wydrążonej siłą wody (fot. Kamila Olek).


W skalnym przesmyku.
W skalnym przesmyku.

Skalny przesmyk.
Skalny przesmyk.

Nad baniorem.
Nad baniorem.

Przed wejściem na mostek stoi drewniany krzyż wbity w ziemię, a nad nim w skale wmurowana jest tablica upamiętniająca turystkę, która zginęła tutaj tragiczną śmiercią w dniu 3.08.1985 roku. Pochylony mostek, wygląda jakby miał lada moment zsunąć się ze skał. Metalowy mostek z drewnianymi z namokniętymi deszczułkami i wygięta w jednym miejscu poręcz - pojawia się zawahanie, czy wchodzić na niego. Zaraz potem wzrastają emocje, bo wchodzimy. Dokładnie pod nami widać spadający potok. W podeście mostku brakuje jednej deszczułki, dzięki czemu można zrobić sobie fajne zdjęcie wodospadu, opadającego z 20-metrowego progu. Wodospad ten nosi nazwę Olbrzymiego Wodospadu (słow. Obrovský vodopád), kiedyś używano również nazwy Wielki Wodospad.

Mostek nad Olbrzymim Wodospadem.
Mostek nad Olbrzymim Wodospadem.

Końcowy fragment szlaku przed mostkiem nad Olbrzymim Wodospadem.
Końcowy fragment szlaku przed mostkiem nad Olbrzymim Wodospadem.

Na zakolu przed mostkiem ze starą stupaczką.
Na zakolu przed mostkiem ze starą stupaczką w ręku.

Krzyż i tablica upamiętniające turystkę, która zginęła tu 3.08.1985 roku.
Krzyż i tablica upamiętniające turystkę, która zginęła tu 3.08.1985 roku.

Ekscytujące miejsce na Olbrzymim Wodospadem zatrzymuje piechurów. Część wąwozu poniżej wodospadu nie jest udostępniona turystycznie, ze względu na zniszczenia dokonane przez pożar w 1976 roku. Po przejściu przez mostek żółty szlak zawraca wchodząc na stromy stok powyżej szczeliny, którą niedawno przemieszczaliśmy się. Najpierw jednak wchodzimy do góry po kilkumetrowej drabince, potem ostro w górę po skałach przytrzymując się łańcucha i możemy popatrzeć na szczelinę, która wije się pod naszymi stopami. Eskalacja emocji trwa. Grunt jest śliski, ścieżka ledwie trzyma się silnie nachylonego stoku.

Mostek nad Olbrzymim Wodospadem.
Mostek nad Olbrzymim Wodospadem.

Nad Olbrzymim Wodospadem.
Nad Olbrzymim Wodospadem.

Olbrzymi Wodospad (słow. Obrovský vodopád).
Olbrzymi Wodospad (słow. Obrovský vodopád).

Drabinka po drugiej stronie Olbrzymiego Wodospadu.
Drabinka po drugiej stronie Olbrzymiego Wodospadu.

Chwilę później zaczynamy schodzić do miejsca gdzie zostawiliśmy plecaki, zabieramy je, po czym tym samym zboczem podchodzimy nieco w górę i dalej trawersując go. Dochodzi dwunasta, gdy przechodzimy metalowym mostkiem (słow. Mostík nad Škárou) na drugą stronę wąwozu. Wciąż jesteśmy wysoko ponad jego dnem. Dość wygodna, ale wąska ścieżka niebawem wyraźnie przybliża nas do dna wąwozu. Doprowadza do drewnianej kładki bez poręczy. Przechodzimy na drugą stronę, a po drugiej stronie ostro w górę chwytając się za wystające korzenie drzew, czy łańcuch rozwieszony na skalistym podłożu. Chwilę później podchodzimy jeszcze wyżej po metalowej drabinie, ponad nią znów wisi pomocny łańcuch. W końcu przechodzimy ponad wodospad Karolínycho (słow. Karolinyho vodopád), nad którym miedzy skałami zawieszono pomost. Wodospad Karolínycho opada z wysoka wyciętą szczeliną.

Na skałach ponad Olbrzymim Wodospadem.
Na skałach - odejście ponad Olbrzymim Wodospadem.

Kyseľ - zbocze południowe.
Kyseľ - zbocze południowe.

Kyseľ - zbocze północne.
Kyseľ - zbocze północne.

Drabinka obok wodospadu Karolinyho.
Drabinka obok wodospadu Karolinyho.

Karolinyho vodopád.
Karolinyho vodopád.

Drewniana kładka powyżej wodospadu Karolínycho.
Początek wodospadu Karolínycho.

Za drewnianą kładką schodzimy po metalowej drabince tuż powyżej wodospadu Karolínycho, gdzie wody potoku giną wpadając do szczeliny. Przerzucona belka przez potok umożliwia nam przejście na drugą stronę. Stąd dnem wąwozu w ciągu minuty docieramy do niebieskiego szlaku, nieco poniżej miejsca, w którym go opuściliśmy - Kyseľ, razcestie (688 m n.p.m.). Zatoczyliśmy niemal pełną pętlę żółtym szlakiem. tutaj kończy się on. Jest godzina 12.10. Robimy krótką przerwę.


Tu zaczyna się wodospad Karolínycho.
Tu zaczyna się wodospad Karolínycho.

Kyseľ, razcestie (688 m n.p.m.).
Kyseľ, razcestie (688 m n.p.m.).

Wąwóz Kyseľ rozszczepia się tutaj na dwa inne wąwozy: Malý Kyseľ do którego prowadzi niebieski szlak oraz Veľký Kyseľ do którego wprowadza zaczynający się tutaj szlak zielony. Wąwozem Malý Kyseľ wypływa potok o tej samej nazwie, który zasila potok Kyseľ. Z kolei wąwóz Veľký Kyseľ prowadzi do źródeł potoku Kyseľ. To miejsce wyboru, ale myśmy już wcześniej zaplanowali Veľký Kyseľ. Trzymamy się tego planu.

Wchodzimy do wąwozu Veľký Kyseľ. Podążamy jego zarośniętym dnem. Wokół jest dziko, ścieżka jakby mało przetarta, niknąca w kamienistym korycie potoku. Potok sączy się spokojnie. Wąwóz jest stosunkowo szeroki. Las mieszany wchodzi do samego dna, w którym butwieją drwa wymarłych drzew. Po kilkunastu minutach marszu na szlaku pojawiają się drewniane kładki i drabinki. Wąwóz przewęża się, a wody potoku są bystrzejsze. Przechodzimy przez kilka niedużych kaskad zawalonych drwami. Po czym znów wąwóz robi się szerszy, na tyle, że szlak może wyjść z brodu.

Veľký Kyseľ - poczatek.
Veľký Kyseľ - poczatek.

Veľký Kyseľ.
Ścieżka jakby mało przetarta.

Veľký Kyseľ.
Veľký Kyseľ - potok sączy się spokojnie.

Veľký Kyseľ.
Jest dziko.

Veľký Kyseľ.
Wąwóz przewęża się.

Veľký Kyseľ.
Pierwsze kładki i drabinki.

Veľký Kyseľ.
Veľký Kyseľ.

Wędrujemy obok płynącego potoku. Promienie słońca przedostają się do nas mimo bujnie rozrośniętych drzew. Nawet, gdy wąwóz znów nieco zwęża się, słońce wciąż rozświetla nam drogę. Jakimś nieodgadnionym sposobem przedostaje się przez koronę lasu, bo sami nie widzimy nieba i nie możemy stwierdzić w jakim stopniu odsłonił się błękit nieba

Veľký Kyseľ.
Wędrujemy obok płynącego potoku.

Veľký Kyseľ.
Słońce jakimś nieodgadnionym sposobem przedostaje się przez koronę lasu.

Stoki wąwozu stają się bardziej strzeliste, odsłaniają się w nich wapienie. W jednym z nich widzimy wmurowaną tablicę, zacienioną pod nawisem roślinności. To przypadek, że ją spostrzegamy. Jest na niej wyryta treść „In memoriam doctoris Josephi Pawlas, oui hic 13.05.1926. Defunctus est”. Poniżej zaś widzimy logo Karpathenverein - Towarzystwa Karpackiego powołanego w 1873 roku, organizacji będącej odpowiednikiem Towarzystwa Tatrzańskiego zawiązanego w tym samym czasie po północnej stronie Tatr w Galicji. Tablica, którą widzimy poświęcona jest pierwszej śmiertelnej ofierze Słowackiego Raju, a był nią dr Josef Pawlas.

Stoki wąwozu stają się bardziej strzeliste.
Stoki wąwozu stają się bardziej strzeliste.

Tablica upamiętniająca dr Josefa Pavlasa.
Tablica upamiętniająca dr Josefa Pawlasa.

Przed nami Pawlasov vodopád. Niewielki, lecz piękny, zaciszny. O godzinie 12.35 przechodzimy nad opadającymi strugami wodospadu po szczebelkach drewnianych platform. Powyżej maszerujemy brodem potoku pod wapienną ścianę z następnym wodospadem - Vodopád Ochrancov prírody.

Pawlasov vodopád.
Pawlasov vodopád.

Pawlasov vodopád.
Pawlasov vodopád.

Do następnego wodospadu.
Do następnego wodospadu.

Wysoką ścianę wodospadu Ochrancov prírody pokonujemy wspinając się po drabince, mając po lewej bryzgający Wodospad Ochrancov prírody. W końcowym fragmencie skalnego stopnia kończy się drabinka i mamy kilka stupaczek ubezpieczonych łańcuchem. Ciągiem stupaczek, a potem drewnianych kładek przemieszczamy się nad wartką wodą potoku, a także jej kaskadą. Powyżej kaskady przechodzimy nad pozostałościami po starej, zniszczonej kładce. Często takie spotykamy. Natura bezlitośnie obchodzi się tutaj z ludzkimi instalacjami. Jednak na zniszczonych odbudowywane są nowe. Stare pozostają oddane łasce przyrody, te drewniane, mniej odporne na działanie sił natury w wąwozach. Stalowe wytrzymują dłużej, ale drewno jest tutaj surowcem ogólnodostępnym. Stal wykorzystywana jest tam, gdzie zastosowanie drewna stwarzałoby zbyt ekstremalne warunki dla wędrówki pod względem bezpieczeństwa.

Przed nami Vodopád Ochrancov prírody.
Przed nami Vodopád Ochrancov prírody.

Vodopád Ochrancov prírody.
Vodopád Ochrancov prírody.

Drabinka przy wodospadzie Ochrancov prírody.
Drabinka przy wodospadzie Ochrancov prírody.

Stupaczki powyżej wodospadu Ochrancov prírody.
Stupaczki powyżej wodospadu Ochrancov prírody.

Zrujnowana kładka.
Zrujnowana kładka.

Kaskada potoku.
Kaskada potoku.

Szlak wiedzie wąwozem bardziej płasko, ściany wąwozu rozpływają się. Potok Kyseľ sączy się tutaj wąską strużką. Wygląda jakby wąwóz miał skończyć się już, ale wśród drzew daje się dostrzec wysoki wapienny próg na naszej drodze. Docieramy do niego o godzinie 12.55. Potok spada z progu wodospadem (słow. Vodopád v Bariére). Po lewej stronie mamy długą drabinkę, która niejako bokiem obchodzi strużkę wodospadu. Nachylona pod kątem bliskim 45 stopni wprowadza na krawędź uskoku, gdzie po kilku stupaczkach wracamy nad wody potoku, powyżej wodospadu, gdzie przechodzimy po kładce przez jego bród.

Przed nami Vodopád v Bariére.
Przed nami Vodopád v Bariére.

Vodopád v Bariére.
Vodopád v Bariére.

Na progu wodospadu v Bariére.
Na progu wodospadu v Bariére.

Stupaczki na progu wodospadu v Bariére.
Stupaczki na progu wodospadu v Bariére.

Stupaczki na progu wodospadu v Bariére.
Stupaczki na progu wodospadu v Bariére.

Oddalamy się od progu wodospadu, ostatniego już na naszej trasie. Ściany wąwozu rozpłynęły się chyba na dobre. Idziemy ścieżką w cieniu lasu, płasko, do źródła... docieramy do niego o godzinie 13.10. Jest przykryte, zabezpieczone przeszkloną szybką, ogrodzone drewienkami. Tam za szybką strużka wypływa z głębi ziemi, sączy się wypływając spod drewienek, zbiera inne cieki i drąży wciąż od tysięcy lat rokliny Słowackiego Raju.

Wygodna dróżka - kończymy wędrówkę przez wąwóz Kyseľ.
Wygodna dróżka - kończymy wędrówkę przez wąwóz Kyseľ.

Kyseľ u swego początku.
Kyseľ u swego początku.

Źródło potoku Kyseľ.
Źródło potoku Kyseľ.

Od źródła ścieżka podrywa się wspinając na skraj płaskowyżu Glac. Kilka małych zakosów i po kilku minutach, o godzinie 13.20 jesteśmy w najwyższym punkcie dzisiejszej wędrówki: Pod Biskupskými Chyžkami (1004 m n.p.m.). Siadamy w trawie na skraju drogi. Krótka przerwa.

Zielony szlak, który prowadził na przez wąwóz Veľký Kyseľ skręca na drodze w lewo. Prowadzi na południe. My musimy zejść w przeciwną stronę do Podlesoka, kombinacją szlaków. Najpierw żółtym szlakiem na Małą Polanę. Z Małej Polany na południowym zachodzie widać Havranią Skałę (słow. Havrania skala; 1156 m n.p.m.), jeden z najwyższych szczytów Słowackiego Raju oferujący wspaniałe panoramy. W jej okolicy znajduje się duża liczba niewielkich jaskiń. Chyba zaprasza nas, bo Słowacki Raj to nie tylko cudowne rokliny, ale to ostatni dzień naszej tegorocznej wędrówki po Słowackim Raju. Raczej musimy odłożyć tę propozycję na przyszły rok.

Mała Polana.
Mała Polana.

Havrania Skała (słow. Havrania skala; 1156 m n.p.m.).
Havrania Skała (słow. Havrania skala; 1156 m n.p.m.).

Wchodzą nam pod nogi.
Wchodzą nam pod nogi.
Wchodzą nam pod nogi.

Na rozstaju Glac, Malá poľana (990 m n.p.m.) zmieniamy szlak na niebieski przyjmując kierunek Suchá Belá, zaver (959 m n.p.m.). Docieramy tam o godzinie 14.15. Rozpoznajemy znaną polankę z pierwszej naszej wędrówki. Tutaj odpoczywaliśmy po wyjściu z wąwozu Sucha Bela. Jakie to dziwne - było to ubiegłego roku, a wydaje się jakby tamten dzień wchodził w ciąg tegorocznej wycieczki. Ten sam zapach lasu, taka sama aura, i ci sami wspaniali ludzie z nami.

Kierunek Suchá Belá, zaver (959 m n.p.m.).
Kierunek Suchá Belá, zaver (959 m n.p.m.).

Dzisiejszą wycieczkę kończymy tak samo jak wtedy, tą samą drogą po której poprowadzono żółty szlak do rozstaju Pod Vtáčím hrbom (915 m n.p.m.). Docieramy do niego o godzinie 14.35. Stamtąd czerwonym szlakiem, leśną dróżką opuszczamy płaskowyże Słowackiego Raju. Wkrótce sukcesywnie podążamy w dół stoku. Jak na zachętę do ponownej wizyty, do powrotu do Słowackiego Raju pokazuje nam się malowniczy widok Spisza. Pasy zielony łąk i złocistych pól, przykrywających falisty obszar krainy. Pośród nich widać spiskie wioski, niegdyś wchodzące w skład majątku Zamku Spiskiego: Hrabuszyce (słow. Hrabušice, węg. Káposztafalva, niem. Kabsdorf) z romańskim kościołem z XIII wieku, Spiski Czwartek (słow. Spišský Štvrtok, węg. Csütörtökhely, niem. Donnersmark) z kościołem św. Władysława, do którego przylega kaplica rodu Zapolya.

Pod Vtáčím hrbom (915 m n.p.m.).
Pod Vtáčím hrbom (915 m n.p.m.).

Spisz.
Spisz.

Hrabuszyce (słow. Hrabušice, węg. Káposztafalva, niem. Kabsdorf).
Hrabuszyce (słow. Hrabušice), dalej z prawej widoczny Spiski Czwartek (słow. Spišský Štvrtok).

Hrabuszyce (słow. Hrabušice, węg. Káposztafalva, niem. Kabsdorf) z romańskim kościołem z XIII wieku.
Hrabuszyce (słow. Hrabušice, węg. Káposztafalva, niem. Kabsdorf) z romańskim kościołem z XIII wieku.

Spiski Czwartek (słow. Spišský Štvrtok, węg. Csütörtökhely, niem. Donnersmark, Donnersmarkt) z kościołem św. Władysława.
Spiski Czwartek (słow. Spišský Štvrtok, węg. Csütörtökhely, niem. Donnersmark) z kościołem św. Władysława.

Zostaje nam końcowe 30 minut zejścia i o godzinie 15.40 osiągamy końcowy punkt wędrówki - Podlesok (545 m n.p.m.), popularne centrum turystyczne, gdzie kończą się nasze tegoroczne trzy dni w raju... Słowackim Raju.

Podlesok.
Podlesok.

W drodze do domu. Przed nami Tatry.
W drodze do domu. Przed nami Tatry.


Te trzy dni przeleciały nam chyba zbyt szybko. Niezmiernie miło nam było z Wami spędzić czas. Urzekliście nas swoimi osobowościami, życzliwością, umiejętnością wędrowania w grupie i tym czymś niezwykłym, co sprawiło, że choć wielu z Was spotkaliśmy w piątkowy poranek po raz pierwszy, to niemal od razu czuliśmy się jakbyśmy się znali od zawsze.

W niedzielny wieczór żal nam było się rozstać z każdym uczestnikiem wycieczki, niemniej szczególne ukłony kierujemy do przybyłych z daleka, czy też z bardzo daleka. Chorzów, czy Łódź dzieli od Krakowa kawał drogi, choć w zestawieniu z Koszalinem wydaje się być ona jak „rzut beretem”. Jesteśmy zmotywowani zaufaniem, jakim obdarzyły nas osoby jadące z nami po raz pierwszy. To wspaniałe, że chcecie z nami jeździć i to nas bardzo zobowiązuje. Mamy nadzieję na kolejną wspólną trasę po Słowackim Raju, albo jakąkolwiek inną.

Na pamiątkę wspólnego pobytu, kolejnych trzech dni w raju... Słowackim Raju.
Na pamiątkę wspólnego pobytu, kolejnych trzech dni w raju... Słowackim Raju.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas