Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hasiakowa Skała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hasiakowa Skała. Pokaż wszystkie posty
Jesteśmy w przededniu ostatniego dnia roku. Bieszczady są już białe, ale mając w pamięci poprzednią zimę można by spodziewać się jeszcze więcej śniegu. Jest jednak pięknie – zima w pełni swego uroku. Marek (kierowca) zakłada na koła łańcuchy. Na pewnych odcinkach dróg jest ślisko, a gdzieniegdzie mogą wystąpić oblodzenia, na które może nie wystarczyć ogromne doświadczenie kierowcy. Lepiej zatem mieć łańcuchy na kołach. Nie będzie ich ściągał już do ostatniego dnia nasze bieszczadzkiej wyprawy.

TRASA:
Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.) [żółty szlak] Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.) [żółty szlak] Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.)

OPIS:
Godzina trzynasta. Przełęcz Wyżna, zwana Przełęczą nad Berehami, bo poniżej niej leży wioska Berehy Górne. Szosa schodzi do niej głębokimi serpentynami znanymi z zachwycających widoków, tak chętnie uwiecznianych na widokówkach, okładkach map i przewodników. Tutaj właśnie zaczynamy zimowe harce z Biesami i Czadami.

Chmury nisko wiszą, zdaje się, że mogą sypnąć śniegiem, ale jest na razie spokojnie i stosunkowo ciepło, ledwie kilka stopni poniżej zera. Z Przełęczy Wyżnej wiedzie chyba jeden z najpopularniejszych bieszczadzkich szlaków - szlak żółty do Chatki Puchatka. Zaraz na jego początku, ze lewej widać krzyż umieszczony w cokole zlepionym z kamieni. Na kamieniach zawieszono odlew zwiniętej liny i logo GOPR. Pomnik poświęcony został „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”. Odsłonięto go 26.08.2011 roku. Ufundowany został w 50-lecie Grupy Bieszczadzkiej GOPR. Skłania do refleksji, bo góry mogą kojarzyć się z beztroską krainą, gdzie odczuwa się spokój, błogość i harmonię z naturą. Jednak bywają też niebezpieczne, nawet te wydające się najbardziej przyjacielskie.

Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.)
Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.).

Pomnik „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”
Pomnik „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”.

Trochę dalej mamy dwa głazy połączone symboliczną bramą. Dokąd wiedzie ta brama? Do krainy zachwytu, do marzeń, a może tam gdzie nostalgia wkrada się do serca. To grób poety - symboliczny, bo jego prochy zostały rozsypane nad bieszczadzkimi połoninami. W ten sposób połączył się na zawsze ze swoimi ukochanymi górami Jerzy Harasymowicz - tak została spełniona jego ostatnia wola w dniu 18 września 1999 roku, kiedy z Sanoka wystartował ratowniczy śmigłowiec wznosząc ku niebu jego prochy. Z jego pokładu rozsypano je nad połoninami. Jest na tych skałach fragment jego wiersza:
W górach jest wszystko co kocham
I wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka
Pomnik ku czci Jerzego Harasymowicza
Pomnik ku czci Jerzego Harasymowicza.

Początek szlaku
Początek szlaku.

Z prawej widać głęboką dolinę Prowczy, za którą wznosi się masyw Połoniny Caryńskiej. Niegdyś w dolinie tej sadowiła się wieś Berehy Górne. Nie wiadomo, kiedy powstała. Po raz pierwszy donosiła o niej wzmianka w dokumentach z 1580 roku. Wiemy, że została lokowana w dobrach Kmitów na prawie wołoskim. Jej ludność parała się pasterstwem i rolnictwem. Wieś przestała istnieć nagle w 1946 roku. Jej mieszkańcy zostali przepędzeni przez Przełęcz Beskid do Łubnej, gdzie obecnie mieszkają potomkowie dawnych Bereżan. Wieś została wówczas spalona przez WP. Zostały po niej „...ugory, pojedyncze lipy i jesiony w miejscach dawnych gospodarstw, kępy pokrzyw, jakieś rozwalone i opalone belki... W miejscu dawnej wsi liczącej około 120 domów, stanowiącej niegdyś majątek dr Arnolda Rapporta, dostojnika c.k. dworu austriackiego - nie zobaczyliśmy żadnej chałupy. Miejsce spalonego dworu zaznaczały tylko rosnące w ogrodzeniu świerki i zarośnięta trawą droga dojazdowa. Czasem mijaliśmy jakiś sad, grupę spalonych drzew próbujących okryć się zielenią. Czasami mijaliśmy samotną, pochyloną kapliczkę z żelaznym krzyżem, wystawioną na chwałę Bogu.” (Zygmunt Rygiel „Wspomnienia bieszczadzkiego leśnika”).

Widok na Połoninę Caryńską i dolinę Prowczy
Widok na Połoninę Caryńską i dolinę Prowczy.

Szlak łagodnie nabiera wysokości prowadząc otwartym terenem. Ścieżka szlaku przykryta jest warstwą śniegu. W śniegu jest jednak dobrze wydeptana nowa ścieżka - zimowa. Powoli oddalmy się od przełęczy. Zbliżamy się do stromego stoku porośniętego lasem. Nie widać jak wysoko sięgają szczyty góry przed nami, bo ogarnęły  je chmury.

Za niedługo osiągamy las. Droga szlakowa odchodzi na lewo i wchodzi w trawers stromego stoku. Wydaje się, że temperatura waha się na granicy kondensacji kryształków śniegu. Można łatwo najść na strużki wody ukryte pod niezbyt grubą warstwą śniegu. Na dróżce jest go może ze trzydzieści centymetrów. Goprowcy łatają w niej śniegowe dziury wypłukane przez płynący strumień wody. Będzie nam łatwiej zejść z góry. Spotykamy Patryka i Ryśka, którzy wydłużyli sobie wycieczkę, rozpoczynając ją w Górnej Wetlince. Przemierzamy dalej razem dróżkę przecinająca bukowy las. Wkrótce osiągamy jego górną granicę. Las urywa się nagle i odsłania sklepienie błękitnego nieba. Błękitu nie ma zbyt wiele, bo w miejsce wcześniejszych ławic chmur napływają wciąż kolejne. O godzinie 13.50 wychodzimy zupełnie z lasu na rozległą połoninę okrytą bielą.

Szlak
Szlak łagodnie nabiera wysokości prowadząc otwartym terenem.

Leśny stok Połoniny Wetlińskiej
Trawers leśnego stoku.

Leśny stok Połoniny Wetlińskiej
Leśny stok Połoniny Wetlińskiej.

Wyjście z lasu na połoninę
Las urywa się nagle i odsłania sklepienie błękitnego nieba.

Wyjście z lasu na połoninę
Bieszczadzka magia.

Wyjście z lasu na połoninę
Wyjście z lasu na połoninę.

Po wyjściu z lasu szlak zmienia kierunek i odchodzi na prawo. Znaczą go tyczki wbite w śnieg. Zatrzymujemy się chwilkę rozglądając po bezkresnej śnieżnej bieli, która w partiach grzbietowych góry chyba styka się z przepływającymi chmurami. Spod śniegu z rzadka wystają pojedyncze pędy wyższych traw. Jego grubość jest chyba mniejsza niż na przełęczy. Przypuszczalnie został wywiany stąd południowym wiatrem. Na połoninie wieje i to dość silnie. Zakładamy narciarskie gogle dla ochrony oczu przed wiatrem. W międzyczasie dochodzą do nas Tomek oraz Joasia z Danielem. Na ich twarzach maluje się radość. Na naszych też, co uświadamiamy sobie dopiero widząc ich uśmiech. Kontynuujemy trawers stoku idąc w kierunku wschodnim. Ciąg ludzi podąża przez połoninę przed nami i z nami. Jedni już schodzą, ale więcej jest jednak tych wychodzących. Jak pomieszczą się oni wszyscy w niewielkiej Chatce Puchatka?

Przed nami już tylko połonina
Przed nami już tylko połonina.

Połonina Wetlińska
Grzbiet chyba dotyka przepływających chmur.

Jesteśmy już znacznie wyżej niż sięga korona drzew rosnących poniżej. Odsłaniają się widoki na pasmo graniczne, za którym leży Słowacja i jej najbardziej wysunięte na wschód punkty. Na wschodzie pięknie prezentuje się dolina Wetlinki i Wetliny. To jedna i ta sama rzeka mająca swoje źródła pod Przełęczą Wyżną (ok. 840 m n.p.m.). Wetlinką nazywany jest jej początkowy odcinek, od źródliska do miejsca, gdzie uchodzi do niej Górna Solinka. Krajobraz zmienia się ciągle. Dmący wiatr nie chce zwolnić. Chmury płyną ożywiając pejzaż zimowy, tworząc ruchome obrazy jak w filmie. Przez dziury w chmurach pryskają promienie na bieszczadzkie lasy i połoniny, ale samo słońce, jego oślepiająca tarcza ani razu nie pokazuje się nam wprost. Chcielibyśmy by ukazało nam choć przez jedną chwilę swojego pożegnania z zimowymi Bieszczadami, zanim schowa się za horyzont. To marzenie, to pragnienie. Niespełna rok temu nie mieliśmy żadnych szans, aby je spełnić. Wtedy w ogóle nie udało wyjechać się na przełęcz. dzisiaj jesteśmy prawie u szczytu Hasiakowej Skały, najdalej wysuniętej na wschód kulminacji Połoniny Wetlińskiej, pod którą stoi Chatka Puchatka. Miejsce to słynie jako punkt, z którego można ujrzeć jedne najwspanialszych wschodów i zachodów słońca.

Widok z podejścia w stronę doliny Wetlinki i Wetliny
Widok z podejścia w stronę doliny Wetlinki i Wetliny.

Na Połoninie Wetlińskiej
Na szlaku.

Na Połoninie Wetlińskiej
Wciąż ktoś zatrzymuje się i spogląda na niezwykły pejzaż.

Na Połoninie Wetlińskiej
Podejście.

Widok z połoniny na dolinę Wetlinki i Wetliny
Widok z połoniny na dolinę Wetlinki i Wetliny.

O godzinie 15.15 dochodzimy do miejsca, gdzie szlak łamie się i skręca na lewo. Prowadzi wprost ku grzbietowi, gdzie widać dach chatki stojącej na niedużym wypłaszczeniu stoku, tuż pod Hasiakową Skałą. Zostały nam ostatnie metry. Jeszcze tylko kilka minut podejścia, w trakcie którego wyłania się Chatka Puchatka, pełniąca obecnie funkcję schronu turystycznego Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Leży na wysokości 1228 m n.p.m. Pierwotnie było to obiekt wojskowy i był posterunkiem obserwacyjnym. Od swego pierwowzoru zmienił się nieco - został rozbudowany przez swojego wieloletniego gospodarza, legendarnego Lutka Pińczuka. Lutek jednak już tu nie gospodarzy. Zeszłej zimy rozchorował się tak bardzo, że musiał zejść z połoniny.

W ostatnich latach zimy zelżyły, choć wciąż bywają surowe. Jednak dawniej w Bieszczadach zimy… oj to były zimy! Bieszczady tonęły wówczas w śniegu, a utrzymanie Chatki Puchatka „na chodzie” było wówczas nie lada wyzwaniem. Dotąd Chatka Puchatka nigdy nie miała wytrwalszego gospodarza od Lutka. Czy znajdzie drugiego takiego? Raczej budzi to ogromne wątpliwości.

Skręt szlaku
Skręt szlaku.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.)
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.).

Chatka Puchatka jest obiektem dla nie wymagających turystów. Nie posiada doprowadzonego prądu, czy instalacji wody. WC funkcjonuje w postaci wychodka na zewnątrz, stojącego po drugiej stronie Hasiakowej Skały. Przechodzimy do niego. Wpierw jednak wchodzimy na na grzbiet, gdzie wieje najsilniej, trudno utrzymać się na nogach, a potem już kilka kroków w dół po kilku kamiennych stopniach. Pod zawiesiną chmur miotanych wiatrem pokazuje się z tej strony masywu Magura Nasiczańska (1047 m n.p.m.), a za nią Dwernik Kamień (1004 m n.p.m.), a za nim grzbiet Otrytu z kulminacją Trohańca (939 m n.p.m.). Jest jeszcze ledwie widoczna w chmurach Magura Łomniańska (1024 m n.p.m.) położona już niemal w całości na terytorium Ukrainy.

Budynek WC pod drugiej stronie Hasiakowej Skały
Budynek WC pod drugiej stronie Hasiakowej Skały.

Widok spod wejścia do WC
Widok spod wejścia do WC.

Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały na północ.

Hasiakowa Skała
Hasiakowa Skała i widok na Roh i Osadzki Wierch.

Wracamy na drugą stronę Hasiakowej Skały. Wchodzimy do Chatki Puchatka. Jest w niej tłoczno. Zajmujemy pomieszczenie z kominkiem w oczekiwaniu końca dnia. U sufitu wiszą świąteczne łańcuchy i kolorowe bombki. Czas świąteczny jest jeszcze bardzo żywy. W pomieszczeniu wyczuwa się ducha świąt. Wypełnia go wkrótce kolędowy śpiew. Dobrze jest trwać w świątecznym nastroju, bo to czas wyjątkowy, uzmysławiający to, że najważniejsze rzeczy w życiu wcale nie są rzeczami, lecz chwilami do których wraca się, które niosą szczęście i spokojne sny. Jakimże niezwykłym ciepłem wypełnia się przestrzeń między czterema ścianami chatki. Ten chłód za oknem panujący nad połoniną otuloną śniegiem, czy fruwający śnieżny pył za podmuchami wiatru są niczym wobec tego ciepła.

Na ścianach wiszą fotografie. Utrwalona jest na nich historia - czas miniony. Na wielu z nich widać postać Lutka Pińczuka, człowieka, bez którego powojenna historia Bieszczadów nie byłaby legendą. On sam za życia stał się legendą Bieszczadów, ich nierozdzielną cząstką.

Zejście z Hasiakowej Skały
Zejście z Hasiakowej Skały.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej widziany z Hasiakowej Skały.

W środku
W środku.

Księżyc już wzeszedł nad połoniną. Zostało mu już tylko trzy dni do pełni. Pojawił się wcześniej by spojrzeć w oblicze zachodzącemu słońcu. To jednak przysłoniło się tabunami chmur, ale wciąż podkreśla swoją obecność światłem czerwieni rzucanym na spodnią stronę chmury. Za parę minut zniknie zupełnie za niewidocznym horyzontem, a unosząca się nad nim świetlista łuna słabnąć będzie z każdą minutą. Nastanie szarówka, zwiastująca nadejście mroku.

Słońce zachodzi.
Słońce zachodzi.

Widok na Połoninę Caryńską.
Widok na Połoninę Caryńską.

Księżyc
Księżyc wzeszedł
Księżyc wzeszedł.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej.


Widok na Połoninę Caryńską.

Opatulamy się ciepło zasłaniając każdą część ciała przed porywistymi podmuchami wiatru. Ruszamy w drogę powrotną, zaraz gdy nikną zupełnie świetlistości słońca. Pożegnaliśmy dzień na Połoninie Wetlińskiej. Schodzimy w dół napierając na wiatr.
Jest mroczno. Góry w wielkiej ciszy stoją
jak tu i tam sterczące skrzydła aniołów.
W dole trzy domki przysiadły niby małe pieski, co się wszystkiego boją
Niebieska sieć lasu zaraz zacznie nowy, milczący połów.

(Jerzy Harasymowicz – „Pejzaż zimowy”, fragm.)

W przedsionku schronu
W przedsionku schronu.

Widok w kierunku szczytu Roh i Osadzki Wierch
Widok w kierunku szczytu Roh i Osadzki Wierch.

Przed schronem, gotowi do drogi powrotnej.
Przed schronem, gotowi do drogi powrotnej.

Zejście z Połoniny Wetlińskiej
Zejście.

Wejście do lasu.
Wejście do lasu.

Górne fragmenty lasu
Górne fragmenty lasu.

O godzinie 15.50 wchodzimy w strefę lasu. Tutaj już nie wieje. Droga z każdym krokiem staje się krótsza. O godzinie 16.15 na Przełęczy Wyżnej kończymy magiczną wędrówkę. Jedziemy tam gdzie serce Bieszczadów Wysokich - do Ustrzyk Górnych, gdzie będzie baza naszej bieszczadzkiej wyprawy.


TRASA:
Przełęcz Wyżna (872 m n.p.m.) Schronisko PTTK „Chatka Puchatka” na Połoninie Wetlińskiej (1228 m n.p.m.) Połonina Wetlińska (1255 m n.p.m.) Przełęcz Orłowicza (1099 m n.p.m.) Smerek (1222 m n.p.m.) Przełęcz Orłowicza (1099& m n.p.m.) Krysowa (840 m n.p.m.) Bacówka PTTK na Jaworzcu (605 m n.p.m.) Jaworzec

OPIS:
Przez ostatnie lata Bieszczady zapełniły się turystami, ale w dalszym ciągu góry te są dla wielu mityczne, postrzegane jak żadne inne, bezludne, dzikie i trudnodostępne. Od innych pasm górskich wyróżnia je swoista specyfika wypisana na kartach historii, podkreślona odrębnością kulturową, ale też kreowana występującym tu klimatem oraz elementami tutejszego krajobrazu - bukowych lasów i połonin. Dlatego często mówi się o nich, że są one czymś znacznie więcej niż jedynym skrawkiem Karpat Wschodnich w Polsce. Toteż przy okazji imprezy 49 Centralnego Rajdu Hutników, na który przyjechaliśmy do Rzepedzi zapragnęliśmy zobaczyć na własne oczy wspomniane elementy krajobrazu, wyróżniające Dzisiejsza górskiej wędrówka ma nam ukazać...

Bieszczadzkie połoniny

Bieszczadzkie połoniny to rozległe hale górskie wznoszące się ponad górną granicę bukowych lasów regla dolnego. Najbardziej wyniosłe z nich, znajdujące się na terytorium Polski to: Połonina Wetlińska (1255 m n.p.m.), sąsiadującą z nią Połonina Caryńska (1297 m n.p.m.), a także najwyższy szczyt polskich Bieszczadów - Tarnica, wznosząca się na wysokość 1346 m n.p.m. Nam przypadła najbardziej rozległa i najdłuższa, bo licząca 8 km długości, najdalej wysunięta na zachód z całego bieszczadzkiego pasma połonin - Połonina Wetlińska.

Wybieramy najkrótsze i najłatwiejsze podejście na grzbiet Połoniny Wetlińskiej - z Przełęczy Wyżnej położonej na wysokości 872 m n.p.m., na której rozpoczynamy wędrówkę. Najpierw oczywiście kupujemy bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, w którego granicach położona jest Połonina Wetlińska. Pogoda zapowiada się nieciekawa. Jest pochmurno, mgliście i mży, ale zakładamy kurtki przeciwdeszczowe i o godzinie 10.00 rozpoczynamy wędrówkę kierując się żółtym szlakiem.

Za punktem kasowym do Bieszczadzkiego Parku Narodowego mijamy dwa głazy z drewnianymi tablicami upamiętniającymi Jerzego Harasymowicza. Na jednej z nich czytamy wyrytą pierwszą strofę jego wiersza pt. „W górach”:
W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka.
Dobrze ją znamy, dla niejednego sympatyka gór stały się one życiowym mottem, a nas słowa te umacniają w nadziei przeżycia nowej górskiej przygody.

Idziemy w górę szeroką drogą, mokrą i nieco zabłoconą. Z początku szlak prowadzi nas łagodnie w górę, ale później stopniowo traci na łagodności. Mimo niezbyt ciekawej aury idzie z nami bardzo wielu turystów. W miarę nabierania wysokości droga nasza staje się bardziej kamienista, wokół niej gęstnieje od roślinności.


Po wejściu do lasu droga jest zdecydowanie bardziej stroma. O godzinie 10.30 mijamy czarne znaki prowadzące do campingu BPN Górna Wetlinka. Zaraz potem mamy fragment po wystających korzeniach drzew, ubezpieczony drewnianą poręczą. I znów wracamy na kamienistą drogę. Na pewnej wysokości ogarnia nas mgła, która wprowadza nas w minorowe nastroje, bo co będzie z tymi widokami.



O 10.50 wychodzimy z lasu i wychodzimy na chciałoby się powiedzieć rozległą połoninę, ale rozległości tej nie można zobaczyć przez mgłę. Szlak zakręca bardziej na wschód i dalej pnie się w górę. Kto się zmęczył może tutaj odetchnąć na znajdujących się przy szlaku ławeczkach. Już chyba blisko do schroniska. Zdaje się, że nieco przejaśnia się, a z pewnością przestało mżyć. Przez moment przez chmurę mgły widać doliny, a zaraz potem mgła znów gęstnieje. Widoczność staje się jeszcze słabsza niż wcześniej.

Przez moment przez chmurę mgły widać doliny...
...a zaraz potem mgła znów gęstnieje.


O godzinie 11.00 dochodzimy do czerwonego Głównego Szlaku Beskidzkiego, przechodzącego przez Połoninę Wetlińską. Na drogowskazie szlaków odnajdujemy dość ironiczną w naszej sytuacji informację, że 20 metrów dalej (czyli na grzbiecie połoniny) znajduje się punkt widokowy i WC - potrzeba przyciąga nas właśnie do tego drugiego obiektu. W ten sposób zdobywamy Hasiakową Skałę (1228 m n.p.m.) - najdalej na wschód wysuniętą kulminację Połoniny Wetlińskiej. Potem wracamy z powrotem 20 metrów w dół i instalujemy się w Schronisku PTTK „Chatka Puchatka”. Jest to najwyżej położone schronisko w Bieszczadach. Odbiega standardami od znanych nam schronisk. Nie ma w nim elektryczności, ani bieżącej wody. Jako oświetlenia nocnego używa się lamp naftowych.


Przed 11.30 wychodzimy z ponurego wnętrza schroniska. Chmury grają z nami odsłaniając i zasłaniając doliny, ale chyba wszystko zmierza ku lepszemu. Widoczność jest znacznie lepsza niż jeszcze pół godziny temu. Kierować będziemy się teraz znakami szlaku czerwonego. Ruszamy na zachód. Budynek schroniska szybko ginie za nami we mgle, a na odsłoniętej połoninie robi się chłodniej. Przydatne stają się rękawiczki i kurtki. Nie mija wiele czasu, gdy chmury znów rzedną. Znów jest ładnie i widać też, jak bardzo malowniczo położony jest budynek schroniska. Chmury zaczynają przesuwać się nad połoninami, odsłaniając coraz rozleglejsze widoki. Zaczyna to bardzo ładnie wyglądać.

Przed nami Osadzki Wierch.
Za nami Hasiakowa Skała (1228 m n.p.m.) ze Schroniskiem PTTK „Chatka Puchatka”.
Hasiakowa Skała (1228 m n.p.m.) ze Schroniskiem PTTK „Chatka Puchatka”
(z prawej widać wierzchołek Połoniny Caryńskiej).


Panujący dziś duży ruch turystyczny potęgują biegacze VIII Biegu o Puchar Rzeźnika na blisko osiemdziesięciokilometrowej trasie pokrywającej się z czerwony szlakiem z Komańczy aż do Ustrzyk Górnych. Co chwilę mijamy nadbiegających sympatyków biegania i Bieszczad, przekazując im sportowo-turystyczne pozdrowienia. Mijanka nie zawsze jest łatwa, bo nasza ścieżka jest wąska, a na dodatek miejscami dość błotnista.

Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.).

Najwyższą kulminację Połoniny Wetlińskiej - Roh o wysokości 1255 m n.p.m. omijamy południową stroną. Pomiędzy chmurami, gdzieniegdzie przebijają się już promienie słoneczne. Przeplecione warstwy ciemnych i jasnych chmur dodają panoramie niesamowitości. Nad trawami połoniny przesuwają się jedynie pojedyncze, delikatne mgiełki. Jakież to wszystko wspaniałe.

Zaraz potem wspinamy się po kamieniach, zabezpieczonych przed obsuwaniem się poprzecznymi belkami. Tak zdobywamy Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.), drugi co do wysokości i najwyższy dostępny szlakiem turystycznym szczyt w paśmie Połoniny Wetlińskiej. Na ostatnich metrach trzeba sobie nawet pomóc rękoma. Wierzchołek staje się nasz o godzinie 12.10, a zrobiło się tak plenerowo, że przystajemy tu na chwilę.

Na Osadzkim Wierchu (1253 m n.p.m.).
Osadzki Wierch za nami; widać na nim kolejną grupę wędrowców.


Z Osadzkiego Wierchu idziemy teraz jakby granią. Nasza ścieżka biegnie obok lub po wystających skałkach. Prowadzi nas na zachód w kierunku krótkiego grzbietu Hnatowego Berda (1187 m n.p.m.) - kolejnej kulminacji Połoniny Wetlińskiej. Nasz szlak omija ten wierzchołek. Zakręcając w prawo zaczyna dość stromo opadać, wprowadzając nas na przełęcz przed Szarym Berdem. Szare Berdo o  wysokości 1108 m n.p.m. to najniższe wzniesienie Połoniny Wetlińśkiej. Prowadząca na niego ścieżka wznosi się wśród dość wysokich traw i zarośli, momentami jest dość ciasno. Przez chwilkę idziemy po wystających skośnie skałkach, uważając, aby nie poślizgnąć się.

Zejście na przełęcz przed Szarym Berdem jest początkowo dość strome.





Przez chwilkę idziemy po wystających skośnie skałkach

Słońce w tym momencie mocno już grzeje, a nasze kurtki dawno poszły do plecaków. Rozświetlone promieniami słonecznymi trawiaste połoniny ożyły. Wypełzły na nie cienie chmur, które suną po nich jak stada rumaków. Oniemieliśmy. Takie połoniny znaliśmy do tej pory tylko z obrazka. Nawet nie marzyliśmy, że coś tak cudownego spotka nas dziś na szlaku, uczucie wszechobecnej swobody, potęgi rozległych przestworzy górskich. Zwalniamy wędrówkę, zaczarowani, a może zahipnotyzowani tym, co widzimy. W chwili ocknięcia pierwsza myśl każe nam się zastanowić, czy jesteśmy na początku, czy na końcu naszej grupy turystycznej. Wydaje się, że widzimy kogoś znajomego z tyłu, ale jak się po chwili okazuje, to tylko podświadoma ułuda, która chciała nas jak najdłużej zatrzymać w letargu na połoninie. Przecież to jeszcze nie koniec wędrówki. Przechodzimy szybko przez niewybitne Szare Berdo i schodzimy na Przełęcz Mieczysława Orłowicza (1099 m n.p.m.), gdzie czeka na nas nasza grupa. Na Przełęczy Orłowicza meldujemy się na niej o godzinie 13.30.


Na połoniny wypełzły cienie chmur.

Na Przełęczy Orłowicza znajduje się węzeł szlaków turystycznych. Szlakiem żółtym można zejść do Wetliny, czarnym do Jaworzca, albo kontynuować wędrówkę czerwonym na Smerek. Po krótkiej przerwie zapada decyzja: nie schodzimy jeszcze w dół - nie mogło być inaczej. Tylko nieliczni, bardziej zmęczeni z naszej grupy postanawiają już teraz schodzić czarnym szlakiem do Jaworzca. Przed nami Smerek przedłużający grzbiet Połoniny Wetlińskiej w kierunku zachodnim. Wspinamy się na niego wąską ścieżką po grzebiecie połoniny. Wspinaczka nie jest męcząca, choć z dołu podejście wyglądało na bardziej wybitne, a przewidywany czas przejścia ze znaku turystycznego na Przełęczy Orłowicza wydawał się mocno wyśrubowany. Okazało się, że 20 minut wystarczyło na bardzo spokojne pokonanie tego odcinka trasy.

Przełęcz Mieczysława Orłowicza (1099 m n.p.m.).

Połonina Wetlińska widziana z podejścia na Smerek.

Na podejściu na Smerek.

Smerek (1222 m n.p.m.).

Smerek ma dwa wierzchołki, oddzielone trawiastym obniżeniem, które przez miejscową ludność nazywany były dawniej Dołyną. Szlak wprowadził nas na niższy szczyt południowy, gdzie stoi metalowy krzyż, postawiony w miejscu, w którym kiedyś piorun zabił turystę. Panorama ze Smereka jest bardzo rozległa. Widać z niej całą przebytą przez nas Połoninę Wetlińską, południowe pasma graniczne, a na zachodzie panorama sięga, aż do Wysokiego Działu z odległym masywem Chryszczatej, po którym wczoraj wędrowaliśmy. Południowe i zachodnie zbocza ostro opadają do doliny Wetlinki, w której widać skupiska domów wiosek Wetliny oraz Smereka.

Dolina Wetlinki, widok w kierunku wioski Wetlinka.
Jest kilka minut po 14.00, gdy zaczynamy schodzić ze Smereka. Wracamy na czarny szlak, biegnący z Przełęczy Orłowicza, trawersując północne zbocze Smereka. Dotychczasowa ścieżka naszej wędrówki wiodła nas przez nasłonecznione, południowe zbocza Połoniny Wetlińskiej, porośnięte trawą. Północną stronę Smereka zdominowały bujne borówczyska. Ścieżka nasza ciasno przedziera się wśród nich i sprowadza nas do regla lasów (oczywiście zdominowanego przez buki). Tam początkowo idziemy podmokłą ścieżką dość stromo w dół, a potem już łagodnie mijając Wysokie Berdo (968 m n.p.m.). Dalej wijąca się ścieżka niesie nas pofalowanym terenem, przez zarastające polanki, aż do rozstaju dróg na Krysowej (840 m n.p.m.), gdzie dochodzi zielony szlak. Mijamy go o godzinie 15.20.




Smerek (niższy wierzchołek z krzyżem).

Połonina Wetlińska widziana ze Smereka.
 
Widok ze Smereka na północ (dostrzec można Jezioro Solińskie).

Dalej to już istna masakra błotna, po same kostki, albo jeszcze wyżej, bo chwilę potem odpryski błota na spodniach sięgają do kolan. Błoto oczywiście nam nie straszne, a ktoś chyba urządza sobie kpiny, bo przed nami tabliczka: „Zakaz wstępu! Ścinka i zrywka drzew”. Większość drogi mamy już za sobą, do bacówki mamy już niecałe 45 minut - co zrobiliśmy? Na pewno nie wracamy na Przełęcz Orłowicza, bo jesteśmy od niej już za daleko. Idziemy dalej przed siebie, bo dziś nie słychać, aby ktoś ścinał drzewa, ale co zrobi turysta w przeciwnej sytuacji? Może wypadałoby zakaz umieścić na początku czarnego szlaku, albo w ogóle go zamknąć.



Schodząc z połonin ścieżka nasza wije się przez liczne polanki.

Z każdym kolejnym krokiem jest coraz gorzej. Szlak kilka razy przecina tą niefortunną drogę zrywkową. W jednym z takich miejscu ginie ścieżka szlaku i nie widać dalszych znaków. Nie da się też iść dalej ze względu na grzęzawisko błotne. Dopiero po kilku minutach, po odszukaniu w miarę dogodnego przejścia na drugą stronę drogi zrywkowej, udało się odnaleźć ciąg dalszy ścieżki i znaków szlaku. Dobrze, że w niektórych miejscach postawiono tabliczki - strzałki z napisem „bacówka”, szczególnie w miejscu, w którym szlak schodzi z drogi na niewidoczną z niej ścieżkę leśną.

Pomijając te krytyczne momenty szlak jest przyjemny, mało uczęszczany, panuje na nim cisza i spokój, ale i pewna ponętna dzikość. Z pewnością odczucia byłyby inne, gdybyśmy natrafili tu na ścinkę drzew, ale na szczęście tak się nie stało.

Bywa, że i taką drogą wiedzie nasz czarny szlak turystyczny.

Dochodzimy znów do zarośli zdziczałych sadów, przechodzimy kolejne zarastające polanki, aż o godzinie 16.10 osiągamy krawędź lasu. Przed nami po opadającym zboczu rozciąga się polana. Na niej znajduje się ogrodzony wybieg z końmi, a nieco niżej widać już budynek bacówki. Jeszcze 2-3 minuty wędrówki wzdłuż krawędzi lasu i jesteśmy przy bacówce położonej na wysokości 605 m n.p.m. To ostatni postój na dzisiejszej trasie. Kilkadziesiąt lat temu na tym terenie znajdowała się wieś Jaworzec. Jej kres nastał, kiedy to w ramach Akcji „Wisła” wysiedlono ze niej wszystkich 557 mieszkańców wyznania greckokatolickiego. Od tego czasu nikt się tu nie osiedlił. Obecnie jedynym budynkiem jest wybudowana tu w 1976 bacówka PTTK, pełniąca również funkcję schroniska turystycznego.

Przez zarośla zdziczałych sadów i zarastające polanki.
Widać już Bacówkę na Jaworzcu.
Bacówka na Jaworzcu (605 m n.p.m.).

Na trawkę (fot. Grzegorz Szczotka).

O godzinie 16.35 schodzimy dalej szutrową drogą (cały czas szlakiem czarnym). Niedaleko czeka na nas autokar, ale lepiej nie denerwować Tadka, naszego kierowcy. Za mostem nad potokiem Wetlina schodzimy nad jego brzeg, w którym płuczemy obłocone buty. Od razu też nogom zrobiło się lżej.

Pucowanie nad brzegiem Wetlinki.

Tą niezwykłą trasę kończymy w pełni usatysfakcjonowani, ale jednocześnie smutni, że już się skończyła. Wybierając się w te strony naoglądaliśmy się różnych pięknych fotografii z bieszczadzkimi połoninami, przeczytaliśmy wiele opisów i relacji z wypraw w te strony. Chcieliśmy to samo przeżyć co inni, zobaczyć wszystko na własne oczy, ale nie wierzyliśmy, że nam się to uda i to tak wspaniale.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas