Wyborny obiad noworoczny zjedliśmy o normalnej, choć dla nas niezwykłej porze. Obiady zwykle jada się w porze obiadowej, a my jemy je wieczorami w ramach obiadokolacji. Dzień jednak jest inny od codziennego. Cisza nocna i sen trwał do południa, ten odpoczynek był niezbędny po roztańczonej Nocy Sylwestrowej. Bardzo szybko minęła nam ta noc, zbyt szybko przeleciał czas zabawy. Nic na to nie poradzimy. Zbliża się zmierzch pierwszego dnia Nowego Roku. Kierowca zagrzewa silnik autokaru. Jedziemy na bezdroża gdzieś na Koniec Świata, nieopodal Starego Łupkowa, gdzie? Tego dokładnie nie wiemy, ale wie przewodnik Łukasz z Bieszczadera. Jedziemy, tam czekają na nas wozy i konie.

Dojechaliśmy tam gdzie zima ślicznie pokryła śniegiem zagony pól, gdzieś pod Łupkowem. Zniecierpliwione konie czekają zaprzęgnięte do sań. Szybciutko pobieramy koce do przykrycia nóg, zajmujemy miejsca. Ruszamy od razu bo koniom zimno. Śnieżynki ciągle spadają z nieba. Topią się na naszych policzkach i nosach, a woźnica hetta, wiśta - rozmawia z końmi. A one parskają i dźwięczą janczarami.

Gotowi na bieszczadzki kulig.


Dróżka wyprowadza na wyniesienie ponad Osławę, potem nikniemy w lesie. Osława zaczyna meandrować, a my suniemy ponad nią, nad urwiskiem ku niej opadającym. Leśna droga również skręca, w prawo, w lewo, i znów prawo, i tak dalej wydawać by się mogło bez końca, gdy w dali widzimy jak szarówkę na końcu drogi rozświetla jakieś żywe światło. Zabarwia jodły żółtym i czerwonym blaskiem. Kiedyś z czerni wypadli na naszą drogę zbóje, a dzisiaj co nas czeka. Nikt nie jest pewny, bo przecież już każdy czuje się jak w baśni, w której wszystko się może zdarzyć, ale puenta i tak musi być dobra. Wjeżdżamy w jasność, słyszymy „Prrrr! Stój!” woźnicy. Konie zatrzymują się przy polance rozświetlonej płomieniem ogniska.






Wokół polanki stoją żarzące się od środka nacięte pniaki dające czerwonawe światło na ścianę otaczającego nas lasu. Bliżej ogniska stoją inne pniaczki bez ognia, na których można spocząć. Wnet otaczamy kręgiem wysoki płomień ogniska. Rozgrzewamy się ciepłym grzańcem i ziołową herbatką. Znad ogniska wnet słychać skwierczenie bieszczadzkich kiełbasek.

Szybko zapada zmrok. Szarówka trwała krótko. Ktoś intonuje kolędę, reszta wtóruje chórem. Ogień ani na trochę nie przygasa. Wciąż dorzucamy nowe drwa, którymi zabawiają się płomyki. Czynią na nich swe świetliste harce. Migocą na nich i strzelają żwawo. Ich harce skupiają wzrok biesiadników. Ogień ma w sobie  coś dziwnego, potrafi wabić i przyciągać. Jak się zacznie w niego patrzeć, to się patrzy, patrzy i patrzy, i wzroku od niego nie można oderwać. I jakby mu było mało tej wabiącej, gorącej rozkoszy zaczyna strzelać w górę i na boki iskrami unoszonymi delikatnym przepływem wiatru. Jednakże tych co się za bardzo do niego zbliżą czasem silnie owinie dymem, wywołującym łzy spływające z oczu. Niesie jednak przez cały czas przede wszystkim zapach radości i smacznego jadła, od którego myśli nie można oderwać.










Niegdyś kulig stanowił rozrywkę dostępną wyłącznie dla stanu wyższego, a więc szlachty i magnaterii, i to wyłącznie w okresie karnawału. Dziś z uroków tej rozrywki czerpią wszyscy, wspólnie biesiadując i radując się z bycia razem na zaśnieżonych bezdrożach. Zima, zima, zima, sypie biały śnieg. Mrok nocy już nastał, wracać trzeba. Ognisko już dogasa, wracamy na sanie. Odjeżdżamy tam skąd przyjechaliśmy. Z kopyta kulig rwie, hej kulig rwie. Sanie znów mkną przez las, potem przez pola. Skrzypi pod nimi śnieg. Blaskiem pochodni korowód sań rozcina mrok nocy. Dzwonią janczarami konie. Radosne śpiewy rozwiewają zimowy chłód.







Oj szkoda, że lata mkną tak szybko jak sanie w kuligu. Jedziemy teraz na bal noworoczny. Królowa zima mówi nam, że już czas na niego. Czar wieczornego kuligu i ognisko w lesie zostaje w duszy. Zostanie tam na bardzo długo, pewnie na całe krótkie życie.


Komentarze do wpisu

Brak komentarzy :

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas