Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Połonina Wetlińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Połonina Wetlińska. Pokaż wszystkie posty
Jesteśmy w przededniu ostatniego dnia roku. Bieszczady są już białe, ale mając w pamięci poprzednią zimę można by spodziewać się jeszcze więcej śniegu. Jest jednak pięknie – zima w pełni swego uroku. Marek (kierowca) zakłada na koła łańcuchy. Na pewnych odcinkach dróg jest ślisko, a gdzieniegdzie mogą wystąpić oblodzenia, na które może nie wystarczyć ogromne doświadczenie kierowcy. Lepiej zatem mieć łańcuchy na kołach. Nie będzie ich ściągał już do ostatniego dnia nasze bieszczadzkiej wyprawy.

TRASA:
Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.) [żółty szlak] Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.) [żółty szlak] Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.)

OPIS:
Godzina trzynasta. Przełęcz Wyżna, zwana Przełęczą nad Berehami, bo poniżej niej leży wioska Berehy Górne. Szosa schodzi do niej głębokimi serpentynami znanymi z zachwycających widoków, tak chętnie uwiecznianych na widokówkach, okładkach map i przewodników. Tutaj właśnie zaczynamy zimowe harce z Biesami i Czadami.

Chmury nisko wiszą, zdaje się, że mogą sypnąć śniegiem, ale jest na razie spokojnie i stosunkowo ciepło, ledwie kilka stopni poniżej zera. Z Przełęczy Wyżnej wiedzie chyba jeden z najpopularniejszych bieszczadzkich szlaków - szlak żółty do Chatki Puchatka. Zaraz na jego początku, ze lewej widać krzyż umieszczony w cokole zlepionym z kamieni. Na kamieniach zawieszono odlew zwiniętej liny i logo GOPR. Pomnik poświęcony został „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”. Odsłonięto go 26.08.2011 roku. Ufundowany został w 50-lecie Grupy Bieszczadzkiej GOPR. Skłania do refleksji, bo góry mogą kojarzyć się z beztroską krainą, gdzie odczuwa się spokój, błogość i harmonię z naturą. Jednak bywają też niebezpieczne, nawet te wydające się najbardziej przyjacielskie.

Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.)
Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.).

Pomnik „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”
Pomnik „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”.

Trochę dalej mamy dwa głazy połączone symboliczną bramą. Dokąd wiedzie ta brama? Do krainy zachwytu, do marzeń, a może tam gdzie nostalgia wkrada się do serca. To grób poety - symboliczny, bo jego prochy zostały rozsypane nad bieszczadzkimi połoninami. W ten sposób połączył się na zawsze ze swoimi ukochanymi górami Jerzy Harasymowicz - tak została spełniona jego ostatnia wola w dniu 18 września 1999 roku, kiedy z Sanoka wystartował ratowniczy śmigłowiec wznosząc ku niebu jego prochy. Z jego pokładu rozsypano je nad połoninami. Jest na tych skałach fragment jego wiersza:
W górach jest wszystko co kocham
I wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka
Pomnik ku czci Jerzego Harasymowicza
Pomnik ku czci Jerzego Harasymowicza.

Początek szlaku
Początek szlaku.

Z prawej widać głęboką dolinę Prowczy, za którą wznosi się masyw Połoniny Caryńskiej. Niegdyś w dolinie tej sadowiła się wieś Berehy Górne. Nie wiadomo, kiedy powstała. Po raz pierwszy donosiła o niej wzmianka w dokumentach z 1580 roku. Wiemy, że została lokowana w dobrach Kmitów na prawie wołoskim. Jej ludność parała się pasterstwem i rolnictwem. Wieś przestała istnieć nagle w 1946 roku. Jej mieszkańcy zostali przepędzeni przez Przełęcz Beskid do Łubnej, gdzie obecnie mieszkają potomkowie dawnych Bereżan. Wieś została wówczas spalona przez WP. Zostały po niej „...ugory, pojedyncze lipy i jesiony w miejscach dawnych gospodarstw, kępy pokrzyw, jakieś rozwalone i opalone belki... W miejscu dawnej wsi liczącej około 120 domów, stanowiącej niegdyś majątek dr Arnolda Rapporta, dostojnika c.k. dworu austriackiego - nie zobaczyliśmy żadnej chałupy. Miejsce spalonego dworu zaznaczały tylko rosnące w ogrodzeniu świerki i zarośnięta trawą droga dojazdowa. Czasem mijaliśmy jakiś sad, grupę spalonych drzew próbujących okryć się zielenią. Czasami mijaliśmy samotną, pochyloną kapliczkę z żelaznym krzyżem, wystawioną na chwałę Bogu.” (Zygmunt Rygiel „Wspomnienia bieszczadzkiego leśnika”).

Widok na Połoninę Caryńską i dolinę Prowczy
Widok na Połoninę Caryńską i dolinę Prowczy.

Szlak łagodnie nabiera wysokości prowadząc otwartym terenem. Ścieżka szlaku przykryta jest warstwą śniegu. W śniegu jest jednak dobrze wydeptana nowa ścieżka - zimowa. Powoli oddalmy się od przełęczy. Zbliżamy się do stromego stoku porośniętego lasem. Nie widać jak wysoko sięgają szczyty góry przed nami, bo ogarnęły  je chmury.

Za niedługo osiągamy las. Droga szlakowa odchodzi na lewo i wchodzi w trawers stromego stoku. Wydaje się, że temperatura waha się na granicy kondensacji kryształków śniegu. Można łatwo najść na strużki wody ukryte pod niezbyt grubą warstwą śniegu. Na dróżce jest go może ze trzydzieści centymetrów. Goprowcy łatają w niej śniegowe dziury wypłukane przez płynący strumień wody. Będzie nam łatwiej zejść z góry. Spotykamy Patryka i Ryśka, którzy wydłużyli sobie wycieczkę, rozpoczynając ją w Górnej Wetlince. Przemierzamy dalej razem dróżkę przecinająca bukowy las. Wkrótce osiągamy jego górną granicę. Las urywa się nagle i odsłania sklepienie błękitnego nieba. Błękitu nie ma zbyt wiele, bo w miejsce wcześniejszych ławic chmur napływają wciąż kolejne. O godzinie 13.50 wychodzimy zupełnie z lasu na rozległą połoninę okrytą bielą.

Szlak
Szlak łagodnie nabiera wysokości prowadząc otwartym terenem.

Leśny stok Połoniny Wetlińskiej
Trawers leśnego stoku.

Leśny stok Połoniny Wetlińskiej
Leśny stok Połoniny Wetlińskiej.

Wyjście z lasu na połoninę
Las urywa się nagle i odsłania sklepienie błękitnego nieba.

Wyjście z lasu na połoninę
Bieszczadzka magia.

Wyjście z lasu na połoninę
Wyjście z lasu na połoninę.

Po wyjściu z lasu szlak zmienia kierunek i odchodzi na prawo. Znaczą go tyczki wbite w śnieg. Zatrzymujemy się chwilkę rozglądając po bezkresnej śnieżnej bieli, która w partiach grzbietowych góry chyba styka się z przepływającymi chmurami. Spod śniegu z rzadka wystają pojedyncze pędy wyższych traw. Jego grubość jest chyba mniejsza niż na przełęczy. Przypuszczalnie został wywiany stąd południowym wiatrem. Na połoninie wieje i to dość silnie. Zakładamy narciarskie gogle dla ochrony oczu przed wiatrem. W międzyczasie dochodzą do nas Tomek oraz Joasia z Danielem. Na ich twarzach maluje się radość. Na naszych też, co uświadamiamy sobie dopiero widząc ich uśmiech. Kontynuujemy trawers stoku idąc w kierunku wschodnim. Ciąg ludzi podąża przez połoninę przed nami i z nami. Jedni już schodzą, ale więcej jest jednak tych wychodzących. Jak pomieszczą się oni wszyscy w niewielkiej Chatce Puchatka?

Przed nami już tylko połonina
Przed nami już tylko połonina.

Połonina Wetlińska
Grzbiet chyba dotyka przepływających chmur.

Jesteśmy już znacznie wyżej niż sięga korona drzew rosnących poniżej. Odsłaniają się widoki na pasmo graniczne, za którym leży Słowacja i jej najbardziej wysunięte na wschód punkty. Na wschodzie pięknie prezentuje się dolina Wetlinki i Wetliny. To jedna i ta sama rzeka mająca swoje źródła pod Przełęczą Wyżną (ok. 840 m n.p.m.). Wetlinką nazywany jest jej początkowy odcinek, od źródliska do miejsca, gdzie uchodzi do niej Górna Solinka. Krajobraz zmienia się ciągle. Dmący wiatr nie chce zwolnić. Chmury płyną ożywiając pejzaż zimowy, tworząc ruchome obrazy jak w filmie. Przez dziury w chmurach pryskają promienie na bieszczadzkie lasy i połoniny, ale samo słońce, jego oślepiająca tarcza ani razu nie pokazuje się nam wprost. Chcielibyśmy by ukazało nam choć przez jedną chwilę swojego pożegnania z zimowymi Bieszczadami, zanim schowa się za horyzont. To marzenie, to pragnienie. Niespełna rok temu nie mieliśmy żadnych szans, aby je spełnić. Wtedy w ogóle nie udało wyjechać się na przełęcz. dzisiaj jesteśmy prawie u szczytu Hasiakowej Skały, najdalej wysuniętej na wschód kulminacji Połoniny Wetlińskiej, pod którą stoi Chatka Puchatka. Miejsce to słynie jako punkt, z którego można ujrzeć jedne najwspanialszych wschodów i zachodów słońca.

Widok z podejścia w stronę doliny Wetlinki i Wetliny
Widok z podejścia w stronę doliny Wetlinki i Wetliny.

Na Połoninie Wetlińskiej
Na szlaku.

Na Połoninie Wetlińskiej
Wciąż ktoś zatrzymuje się i spogląda na niezwykły pejzaż.

Na Połoninie Wetlińskiej
Podejście.

Widok z połoniny na dolinę Wetlinki i Wetliny
Widok z połoniny na dolinę Wetlinki i Wetliny.

O godzinie 15.15 dochodzimy do miejsca, gdzie szlak łamie się i skręca na lewo. Prowadzi wprost ku grzbietowi, gdzie widać dach chatki stojącej na niedużym wypłaszczeniu stoku, tuż pod Hasiakową Skałą. Zostały nam ostatnie metry. Jeszcze tylko kilka minut podejścia, w trakcie którego wyłania się Chatka Puchatka, pełniąca obecnie funkcję schronu turystycznego Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Leży na wysokości 1228 m n.p.m. Pierwotnie było to obiekt wojskowy i był posterunkiem obserwacyjnym. Od swego pierwowzoru zmienił się nieco - został rozbudowany przez swojego wieloletniego gospodarza, legendarnego Lutka Pińczuka. Lutek jednak już tu nie gospodarzy. Zeszłej zimy rozchorował się tak bardzo, że musiał zejść z połoniny.

W ostatnich latach zimy zelżyły, choć wciąż bywają surowe. Jednak dawniej w Bieszczadach zimy… oj to były zimy! Bieszczady tonęły wówczas w śniegu, a utrzymanie Chatki Puchatka „na chodzie” było wówczas nie lada wyzwaniem. Dotąd Chatka Puchatka nigdy nie miała wytrwalszego gospodarza od Lutka. Czy znajdzie drugiego takiego? Raczej budzi to ogromne wątpliwości.

Skręt szlaku
Skręt szlaku.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.)
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.).

Chatka Puchatka jest obiektem dla nie wymagających turystów. Nie posiada doprowadzonego prądu, czy instalacji wody. WC funkcjonuje w postaci wychodka na zewnątrz, stojącego po drugiej stronie Hasiakowej Skały. Przechodzimy do niego. Wpierw jednak wchodzimy na na grzbiet, gdzie wieje najsilniej, trudno utrzymać się na nogach, a potem już kilka kroków w dół po kilku kamiennych stopniach. Pod zawiesiną chmur miotanych wiatrem pokazuje się z tej strony masywu Magura Nasiczańska (1047 m n.p.m.), a za nią Dwernik Kamień (1004 m n.p.m.), a za nim grzbiet Otrytu z kulminacją Trohańca (939 m n.p.m.). Jest jeszcze ledwie widoczna w chmurach Magura Łomniańska (1024 m n.p.m.) położona już niemal w całości na terytorium Ukrainy.

Budynek WC pod drugiej stronie Hasiakowej Skały
Budynek WC pod drugiej stronie Hasiakowej Skały.

Widok spod wejścia do WC
Widok spod wejścia do WC.

Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały na północ.

Hasiakowa Skała
Hasiakowa Skała i widok na Roh i Osadzki Wierch.

Wracamy na drugą stronę Hasiakowej Skały. Wchodzimy do Chatki Puchatka. Jest w niej tłoczno. Zajmujemy pomieszczenie z kominkiem w oczekiwaniu końca dnia. U sufitu wiszą świąteczne łańcuchy i kolorowe bombki. Czas świąteczny jest jeszcze bardzo żywy. W pomieszczeniu wyczuwa się ducha świąt. Wypełnia go wkrótce kolędowy śpiew. Dobrze jest trwać w świątecznym nastroju, bo to czas wyjątkowy, uzmysławiający to, że najważniejsze rzeczy w życiu wcale nie są rzeczami, lecz chwilami do których wraca się, które niosą szczęście i spokojne sny. Jakimże niezwykłym ciepłem wypełnia się przestrzeń między czterema ścianami chatki. Ten chłód za oknem panujący nad połoniną otuloną śniegiem, czy fruwający śnieżny pył za podmuchami wiatru są niczym wobec tego ciepła.

Na ścianach wiszą fotografie. Utrwalona jest na nich historia - czas miniony. Na wielu z nich widać postać Lutka Pińczuka, człowieka, bez którego powojenna historia Bieszczadów nie byłaby legendą. On sam za życia stał się legendą Bieszczadów, ich nierozdzielną cząstką.

Zejście z Hasiakowej Skały
Zejście z Hasiakowej Skały.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej widziany z Hasiakowej Skały.

W środku
W środku.

Księżyc już wzeszedł nad połoniną. Zostało mu już tylko trzy dni do pełni. Pojawił się wcześniej by spojrzeć w oblicze zachodzącemu słońcu. To jednak przysłoniło się tabunami chmur, ale wciąż podkreśla swoją obecność światłem czerwieni rzucanym na spodnią stronę chmury. Za parę minut zniknie zupełnie za niewidocznym horyzontem, a unosząca się nad nim świetlista łuna słabnąć będzie z każdą minutą. Nastanie szarówka, zwiastująca nadejście mroku.

Słońce zachodzi.
Słońce zachodzi.

Widok na Połoninę Caryńską.
Widok na Połoninę Caryńską.

Księżyc
Księżyc wzeszedł
Księżyc wzeszedł.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej.


Widok na Połoninę Caryńską.

Opatulamy się ciepło zasłaniając każdą część ciała przed porywistymi podmuchami wiatru. Ruszamy w drogę powrotną, zaraz gdy nikną zupełnie świetlistości słońca. Pożegnaliśmy dzień na Połoninie Wetlińskiej. Schodzimy w dół napierając na wiatr.
Jest mroczno. Góry w wielkiej ciszy stoją
jak tu i tam sterczące skrzydła aniołów.
W dole trzy domki przysiadły niby małe pieski, co się wszystkiego boją
Niebieska sieć lasu zaraz zacznie nowy, milczący połów.

(Jerzy Harasymowicz – „Pejzaż zimowy”, fragm.)

W przedsionku schronu
W przedsionku schronu.

Widok w kierunku szczytu Roh i Osadzki Wierch
Widok w kierunku szczytu Roh i Osadzki Wierch.

Przed schronem, gotowi do drogi powrotnej.
Przed schronem, gotowi do drogi powrotnej.

Zejście z Połoniny Wetlińskiej
Zejście.

Wejście do lasu.
Wejście do lasu.

Górne fragmenty lasu
Górne fragmenty lasu.

O godzinie 15.50 wchodzimy w strefę lasu. Tutaj już nie wieje. Droga z każdym krokiem staje się krótsza. O godzinie 16.15 na Przełęczy Wyżnej kończymy magiczną wędrówkę. Jedziemy tam gdzie serce Bieszczadów Wysokich - do Ustrzyk Górnych, gdzie będzie baza naszej bieszczadzkiej wyprawy.



za nami
pozostało
47,2 km
471,8 km
Wyczekiwana wyprawa w końcu nadeszła. Wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim, rozpoczętą w październiku ubiegłego roku zakończyliśmy w Brzegach Górnych. Tutaj właśnie rozpoczyna się nasza Wielka Majówka w Bieszczadach. Blisko stuosobowa grupa sympatyków Bieszczadów, pieszych wędrówek i najdłuższego szlaku górskiego w Polsce stanęła na czerwonym szlaku, by podążać nim dalej. Przyjeżdżamy idealnie na zaplanowaną godzinę, na jedenastą trzydzieści, o tej samej godzinie przestaje mżyć. Połoniny kryją się jednak w chmurach. Las rosnący poniżej jest jeszcze bezlistny, wygląda jak ten z jesiennej szarugi. Jest umiarkowanie ciepło, bezwietrznie. Cóż nam więcej potrzeba by pójść dalej… tylko biletów wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Uwijamy się jednak dość szybko z zakupem, mimo sporej liczebności grupy.

POGODA:

noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Brzegi Górne (738 m n.p.m.) [czerwony szlak] Schron „Chatka Puchatka” na Połoninie Wetlińskiej (1228 m n.p.m.) [czerwony szlak] Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.) [czerwony szlak] Przełęcz Orłowicza (1099 m n.p.m.) [czerwony szlak] Smerek (1222 m n.p.m.) [czerwony szlak] Smerek, wieś (602 m n.p.m.)

Brzegi Górne: - No chodźmy już Szalku na połoninę.

OPIS:
Opuszczamy Brzegi Górne, wioskę, której nie widać. Na jej obszarze znajduje się tylko jeden dom. W okresie międzywojennym wieś liczyła sobie ponad 500 mieszkańców, ludności głównie bojkowskiej, ale około 15% ludności stanowiła ludność polska. Wieś ciągnęła się wówczas przez 4 km pomiędzy Wierchem Wyżniańskim, a przełęczą nad Berehami. Wtedy wieś nazywała się Berehy Górne. Była lokowana dawno temu przez Kmitów na prawie wołoskim, a pierwszy raz wzmiankowano o niej w dokumentach z 1580 roku. Wieś przestała istnieć po drugiej wojnie światowej. Berehy znalazły się wtedy w rękach UPA. Po wkroczeniu do wsi wojska polskiego jej mieszkańcy zostali wysiedleni do ZSRR, a zabudowa wsi zniszczona tak, aby wysiedlona ludność nie miała do czego powrócić (gdyby chciała to zrobić). Obecnie o dawnej wsi przypominają jeszcze krzyże cmentarza greckokatolickiego położonego nieco nad drogą na stokach Połoniny Caryńskiej. Łąki nad Berehami Górnymi zarosły już lasami, zaś na połoniny nigdy już nie wrócił widok wypasanych wołów i nikt już na nich nie nuci melancholijnej pieśni:
...Woły moje sełenykie
woły moje woły
kto was bude zawertaty
z wysokoji hory
kto was bude zawertaty
kto was bude pasty
jak to bude popid bućky
kutyriamy triasty...
Ruszamy na zachód. Przechodzimy drewnianym mostkiem nad potokiem Prowcza, za którym zaczynamy podejście stoku Połoniny Wetlińskiej. Chwilkę odkrytym terenem, na którym przeważają zielone łąki, wkrótce jednak szlak zagłębia się w zagajniki, potem w las porastający stromszy odcinek stoku. Pojawiają się w tych miejscach drewniane poręcze i stopnie ziemne. Las ma jeszcze gołe gałęzie, bezlistne. Okres wegetacyjny roślinności w surowych warunkach bieszczadzkich przychodzi później. Połoniny jeszcze niedawno, zaledwie kilka dni temu pokrywała warstewka śniegu. Ślady zimy leżą jeszcze na stokach w postaci białych płatów, ale na szlaku nie ma go wcale, a jedynie błoto.

Prowcza.
Prowcza.

Dolina Prowczy.
Dolina Prowczy ze stoku Połoniny Wetlińskiej.

Podejście na Połoninę Wetlińską.
Początkowo szlak łagodnie podchodzi stok.

Widoki dzisiaj będą skąpe, albo wcale ich nie będzie.
Widoki dzisiaj będą skąpe, albo wcale ich nie będzie.

Zatrzymajmy się, bo za chwilę będzie bardziej stromo.
Zatrzymajmy się, bo za chwilę będzie bardziej stromo.

Między drzewami lasu snuje się mgła. Dotyka ich mokrych konarów, stąpa po zbutwiałych liściach. Wyżej mgła gęstnieje, zaś drzewa karłowacieją. Powyginane w dziwaczne kształty w wyniku przeciwstawiania się surowym warunkom gór. Po trzynastej opuszczamy ten las i wychodzimy na odkryte tereny. Połoninę zalewa jednak ta sama mgła. Jakieś dziesięć minut później wchodzimy na skalną grzędę i przez pewien czas idziemy po niej w górę, po sterczących skałach, skośnie ułożonych warstwach fliszu karpackiego. Dalej dróżką, aż około godziny 13.25 z otchłani mgły wyłaniają się kontury, a chwilkę później coraz wyraźniejsze rysy Chatki Puchatka. Przerwa.

Runo ożywa w bezlistnym lesie.
Runo ożywa w bezlistnym lesie. Czosnek niedźwiedzi.

Podejście.
Czekam na ciebie.

Barierki przydają się na stromiznach.
Barierki przydają się na stromiznach.

Przed wyjściem z lasu na połoninę.
Przed wyjściem z lasu na połoninę.

Skalna grzęda.
Skalna grzęda.
Skalna grzęda.

Na skalnej grzędzie.
Na skalnej grzędzie.

W Chatce Puchatka nie ma jej legendarnego gospodarza Lutka Pińczuka. W styczniu tego roku zszedł w doliny i dotąd nie wrócił. W Chatce bez Lutka jest jakoś pusto, choć po brzegi wypełniona jest turystami. Bufet nie działa, ale można tutaj wciąż odpocząć przed dalszą wędrówka. Chatka ta powstała zanim Lutek pojawił się w Bieszczadach. Zbudowano ją po wojnie. Była wówczas obiektem wojskowym – granicznym punktem obserwacyjnym. Zaraz po II wojnie światowej granica państwowa przebiegała inaczej. Biegła tutaj doliną Sanu, między Połoniną Wetlińską i Pasmem Otrytu. Obiekt ten stracił na znaczeniu, gdy w roku 1951 dokonano największej w powojennej Polsce korekty granic, w wyniku której wymieniono tereny o powierzchni 480 km2. ZSRR odstąpił Polsce fragment ówczesnego obwodu drohobyckiego należącego do USRR, obejmujące obecne m.in. miasto Ustrzyki Dolne (ros. Устрики Дольные, ukr. Устрики Долішні) oraz wsie: Czarna, Lutowiska, Krościenko, Bandrów Narodowy, Bystre, Liskowate. Polska odstąpiła ZSRR fragment województwa lubelskiego z miejscowościami Bełz (ukr. Белз), Uhnów (ukr. Угнів), Krystynopol (ukr. Червоноград, do 1953 Кристинопіль), Waręż (ukr. Варяж), Chorobrów (ukr. Хоробрів), Żwirka (ukr. Жвирка). Wraz ze zmianą przebiegu granicy państwowej dokonano przymusowego przesiedlenia ludności.

Połonina Wetlińska po korekcie granicy straciła znaczenie strategiczne i wojsko ją opuściło. Stojący na jej wschodnim krańcu domek pozostał pusty. W styczniu 1956 przekazano go oddziałowi PTTK w Rzeszowie dla stworzenia w nim obiektu wspierającego turystykę. Był to jednak okres, kiedy w Bieszczadach nie było asfaltowych dróg, kiedy były właściwie odcięte od świata. Utworzenie w nim schroniska wymagało zapewnienia dróg zaopatrzenia, a te były bardzo odległe, bo doliny u stóp połonin były opustoszałe i bezludne. W Bieszczady zaglądali nieliczni wówczas turyści, którzy od czasu do czasu zatrzymywali się na noc w domku bez gospodarza stojącym na Połoninie Wetlińskiej.

Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej.
Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej.

W roku 1959 w Bieszczady przyjechał niejaki Ludwik Pińczuk, urodzony w państwie, którego nie ma już na mapie tj. w Jugosławii. Obecnie jest to terytorium Bośni. Miał jednak korzenie polskie. Jego dziadek był Polakiem, który wyemigrował do ówczesnych Austro-Węgier, gdzie urodzili się rodzice Ludwika i on sam, jak już wspomnieliśmy. Po II wojnie światowej rodzina Pińczuków powróciła do Polski za namową emisariuszy poszukujących Polaków mieszkających za granicami swego kraju, a było to w roku 1946. Rodzina Ludwika osiadła w Bolesławcu na Dolnym Śląsku, czyli na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Po ukończeniu zawodowej szkoły górniczej Ludwik przeniósł się na Górny Śląsk, gdzie podjął pracę w jednej z kopalń, chcąc w ten sposób uniknąć powołania do wojska (górników reklamowano od pełnienia obowiązkowej wówczas służby wojskowej). W międzyczasie uczył się w wieczorowym technikum. W pewnym momencie wpadła mu do rąk gazetka zachęcająca do wyjazdu w Bieszczady, które usiłowano na różne sposoby zagospodarować. W gazetce tej namawiano do podjęcia pracy przy zbieraniu jagód i runa leśnego. Ludwik nie zastanawiał się długo, wziął cały przysługujący mu urlop i wcielony do zorganizowanej grupy przyjechał po raz pierwszy w Bieszczady, a dokładnie do Cisnej.

Była tutaj baza Przedsiębiorstwa „Las”. Stąd wyruszał zbierać jagody. Bieszczadzkie jagody zaliczane były do najlepszych, a było ich tutaj bardzo dużo. Większość tutejszych zbiorów była eksportowana, to też powodowało, że praca przy ich zbieraniu była dobrze opłacana. Przedsiębiorstwo „Las” dawało zbieraczom nocleg w namiocie i posiłek w zamian za pięć kilogramów jagód, za resztę płaciło. Ludwik zbierał po 10-15 kilogramów jagód dziennie. Po raz pierwszy pod Połoninę Wetlińską dotarł jednak rok później, kiedy wrócił w Bieszczady ponownie. Dotarł wówczas do Wetliny. Jesienią znów wrócił do śląskiej kopalni, jednak już tylko po to by zwolnić się z pracy. Zauroczony beztroskim życiem w słońcu i na powietrzu wrócił w 1961 roku w Bieszczady na zawsze. Wtedy dotarł na Połoninę Wetlińską po raz pierwszy, gdzie potrafił zbierać nawet 70 kilogramów jagód dziennie. Problemem jednak było przetransportowanie uzbieranych jagód z góry. Zamówił sobie w tym celu specjalny stelaż u solarza w Sanoku, aż w końcu kupił sobie konie, który w dzień pasł się na połoninie, a wieczorem pomagał w transporcie.

Zbliżała się jednak zima. W pobliżu tak daleko wysuniętych jagodzich stanowisk nie było wtedy zbyt wielu budynków, w których można by zamieszkać i przetrwać zimę. Drewniane baraki w których w lecie mieszkali budowniczowie dróg były nieszczelne i nie można było uchronić się w nich przed mrozem. Znalazł jednak w Berehach dwukomorowy schron, który zaadaptował do przetrwania w nim zimy. Z metalowej beczki zrobił kominek, miejsce do spania wymościł baranimi skórami. Po części żywił się zapasami żywności zgromadzonymi jesienią, trochę kłusował, a co 2-3 tygodnie wyruszał na zakupy do Dwernika, pokonując potężne warstwy śniegu. Skonstruował sobie wtedy karple, dzięki którym nie zapadał się w śniegu po pas. Wtedy też odkrył na Połoninie Wetlińskiej domek, w którym zimą przeważnie hulał wiatr. Jesienią 1963 roku zaczął znosić do niego deski i szyby. To był początek adaptacji domku na połoninie jako turystycznego schroniska. Rok później PTTK podpisało z Ludwikiem umowę na remont i dzierżawę schroniska. Turystów wtedy w Bieszczadach było jeszcze niewielu. Z wszystkimi pracami remontowymi uporał się dopiero w 1968 roku, kiedy udało mu się uruchomić pomieszczenia sypialniane dla turystów. Wtedy właściwe na Połoninie Wetlińskiej zaczęło funkcjonować schronisko, oferujące gastronomię i noclegi. Wtedy też stało się coś dziwnego. Gdy schronisko zaczęło funkcjonować w pełnym wymiarze PTTK ogłosiło konkurs na nowego gospodarza obiektu. Lutek, jak zwali go turyści i znajomi, opuścił domek na Połoninie Wetlińskiej i zszedł w doliny.

Lutek zaczął pracować przy wypalaniu węgla, a potem prowadził kemping w Ustrzykach Górnych. Tymczasem w Chatce na Połoninie Wetlińskiej gospodarze zmieniali się jak w kalejdoskopie. Większość nie wytrzymywała, bo w schronisku panowały spartańskie warunki zarówno dla gospodarzy, jak też turystów. Bieszczadzki Park Narodowy nie wyrażał zgody na jego modernizację, czy rozbudowę. Wewnątrz nie było sanitariatów, zaś korzystanie ze stojących na zewnątrz „sławojek” wiązało się ze szczególnym dyskomfortem, a zimą było prawdziwym wyzwaniem.

Lutek wrócił na Połoninę Wetlińską dopiero w 1986 roku ze swoją drugą żoną Dorotą, jako gospodarz schroniska. Schronisko zwane już wtedy Chatką Puchatka niewiele zmieniło się od tego czasu ze względu na obwarowania Parku Narodowego. Nie posiada doprowadzonej wody i prądu. Najbliższe źródło wody znajduje się 500 metrów od schroniska w linii prostej. Zaopatrzenie dowożone jest samochodem terenowym lub skuterem śnieżnym. Prąd dostępny jest wyłącznie z agregatu lub paneli słonecznych, które nie wystarczają do zasilania chłodziarek i zamrażarek umożliwiających przechowywanie żywności. Mimo tych trudności Lutek trwał i trwała „jego” Chatka Puchatka, aż do stycznia 2017 roku. Chatka Puchatka stoi teraz w samotności. W jej murach jest zapisana historia Lutka Pińczuka. Jest teraz jak sierota. Drzemie w niej pustka, nawet gdy wypełniona jest po brzegi naszą prawie stuosobową grupą. Stoi samotnie na połoninie bez swego ojca i gospodarza. Nie wiadomo, czy Lutek Pińczuk wróci jeszcze by w niej pogospodarzyć, wszak ma on już swoje lata. Na zawsze jednak pozostanie w jej ścianach legenda pierwszego bieszczadnika w historii powojennych Bieszczadów.

Nasze marzenie zostania na noc w Chatce Puchatka na Połoninie Wetlińskiej zostało w tym momencie zawieszone. Mamy nadzieję, że nie na długo, bo przyjemniej byłoby nam wspominać niż marzyć - wspominać cudowny zachód słońca oglądany spod Chatki Puchatka oraz promienisty brzask i świt dnia następnego.

Pod Chatką Puchatka.
To my pod Chatką Puchatka.

Tu też my z Supergrupą.
A tu też my z Supergrupą.

O godzinie 14.10 ruszamy na zachód grzbietem połoniny. Oddalamy się od Chatki Puchatka, która szybko znika za nami we mgle. Połonina pokryta jest sepią starych traw, delikatnie skutych lodem. Przy gruncie musi być przymrozek. Szklisty lód skuwa też pierwsze kwiaty połonińskich muraw. Na gołych pędach krzaczastej roślinności uczepiły się lodowe pióropusze. Ktoś policzył, że nałożyły się na nich trzy warstwy lodu. Kończy się kwiecień - tylko dwa dni zostały do maja, a w Bieszczadach dopiero pojawiły się pierwsze zwiastuny wiosny. Pojawiły się najbardziej niecierpliwe kwiaty, nie baczące na chłód, czy przymrozki.

Takim zwiastunem jest wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum L.), którego pędy obrosły fioletowym kwieciem. Owoce jakie da są trujące, podobnie jak inne części tej rośliny. Przyjmuje się, że spożycie kilkunastu owoców przez dorosłą osobę może doprowadzić do jej śmierci. W przypadku dziecka śmierć może spowodować spożycie jednego lub dwóch owoców wawrzynka. Wawrzynek wilczełyko zawiera bowiem trujące składniki: dafninę i mezereinę. Nawet bliski kontakt z tą rośliną może powodować zaczerwienienie na skórze, obrzęki, a nawet pęcherze. Wawrzynka wilczełyko spotkać można na całym terytorium Polski, choć jego stanowiska są rzadkie i silnie rozproszone. Podlega ochronie prawnej, przedtem ścisłej, a obecnie częściowej.

Wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum L.).
Wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum L.).

Wyrazistym świadectwem przedwiośnia na połoninach są rosnące śnieżyczki przebiśniegi (Galanthus nivalis L.), które przebiły niedawno leżące tutaj śniegi. Wiadomo, że kalendarzowo wiosna jest w pełni, lecz roślinność kieruje się własnym kalendarzem uwzględniającym rzeczywiste warunki występujące w przyrodzie. Przebiśniegi są wskaźnikiem fenologicznej pory roku – przedwiośnia, czyli zarania wiosny. Po przedwiośniu nastąpi pierwiośnie, czyli wczesna wiosna, a nadejdzie kiedy średniodobowe temperatury wzrastać będą powyżej 10 stopni Celsjusza, zaś na murawach pojawią się inne kwiaty np. fiołki, zakwitną również pędy borówki czarnej. Dopiero po pierwiośniu nastąpi pełnia wiosny.

Śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis L.).
Śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis L.).

Jedną z roślin wyrastających w pierwsze wiosenne promienie słońca jest cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.). Najczęściej można ją spotkać pośród nie ubranych w liście buków, ale lubi też zarośla i wilgotne łąki. Jest rzadką rośliną spotykaną tylko w południowo-wschodniej Polsce, pospolitą tutaj w Bieszczadach. Objęta jest w Polsce częściową ochroną gatunkową, a wcześniej do 2014 roku objęta była ochroną ścisłą.

Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).
Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).

Kończymy trawers szczytu Roh (1255 m n.p.m.), najwyższego na Połoninie Wetlińskiej. Szlaki turystyczne nie prowadzą na jego wierzchołek. Po minięciu Roha szlak odchodzi na lewo w kierunku drugiego co do wysokości na Połoninie Wetlińskiej - Osadzkiego Wierchu (1253 m n.p.m.). Przed wierzchołkiem podchodzimy krótko po ziemnych stopniach i o godzinie 14.50 wchodzimy na szczyt. Znajdujemy się na najwyższej kulminacji dzisiejszego dnia. Od wierzchołka Osadzkiego Wierchu odchodzi na zachód krótka, skalista grań po której prowadzi czerwony szlak. Za niedługo skręca w prawo na połoninę i wyraźnie schodzi w dół, na Szare Berdo.

Końcowe dojście pod skały Osadzkiego Wierchu.
Końcowe dojście pod skały Osadzkiego Wierchu.

Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.).
Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.).

Krótka skalista grań odchodząca od Osadzkiego Wierchu.
Krótka skalista grań odchodząca od Osadzkiego Wierchu.

Szare Berdo porasta pas lasu. Jest najniższą kulminacją w masywie Połoniny Wetlińskiej. Szlak najpierw wiedzie wałem grzbietu, a potem trawersem stromego zbocza, krótko po skałach, aż wyprowadza na połoninę. Już niedaleko na Przełęcz Mieczysława Orłowicza, za którą wznosi się Smerek. Przełęcz Orłowicza usytuowana jest na wysokości 1075 m n.p.m. i składa się z dwóch siodełek rozdzielonych niewielkim garbem. Szlak prowadzi do siodła wyżej położonego na wysokości 1094 m n.p.m., gdzie czerwony szlak krzyżuje się z przychodzącymi innymi. Jest tutaj szlak łączący z Wetliną, Zatwarnicą i Jaworzec. Odpoczywamy chwilkę na przełęczy przed podejściem na Smerek.

Szare Berdo.

Szare Berdo.

Z mgły od strony Smereka wyłania się strażnik parku narodowego. Kontroluje bilety. Nawiązuje się pogawędka. Pogadałoby się dłużej, ale przed nami Smerek i podejście na niego. Ruszamy o godzinie 16.15. Podejście nie jest forsowne. Prowadzi wygodną graniową ścieżką, częściowo po wystających skałkach. Do szczytu docieramy o godzinie 16.40. Szkoda, że wciąż aura nie zezwala na podziwienie widoków. No cóż, aury się nie wybiera przy wyjazdach planowanych z dużym wyprzedzeniem. Pogodę trzeba brać jaka jest. Zresztą nie ma co narzekać, bo sprzyja wędrówce, a też towarzystwo jest przednie.

Przełęcz Orłowicza.
Przełęcz Orłowicza.

Smerek.
Smerek.

Smerek jest zachodnim przedłużeniem grzbietu Połoniny Wetlińskiej, kulminującym na wysokości 1222 m n.p.m. Nazwę zawdzięcza austriackim kartografom, którzy nanieśli na niego nazwę wsi leżącej u jego podnóża. Nazwa smerek wywodzi się z języka słowackiego i oznacza świerk. Smerek składa się z dwóch szczytów. My znajdujemy się na tym niższym, ten wyższy leży bardzo blisko na północy, lecz przysłania go mgła. Na naszym wierzchołku, zwanym z dawna Wysoką, stoi metalowy krzyż postawiony w miejscu (czy też dla upamiętnienia) śmierci turysty rażonego piorunem – tak piszą przewodniki. Z kolei na tabliczce umocowanej do krzyża czytamy, że został on postawiony w 1976 roku z inicjatywy proboszcza parafii Cisna dla uczczenia 600-lecia Archidiecezji Przemyskiej. Wykonał go Piotr Szarek z Dołżycy, a potem w 5 częściachzostał wyniesiony potajemnie w ciągu dwóch listopadowych nocy na szczyt góry, gdzie nastąpiło jego zmontowanie i wbetonowanie w podłoże.

Śmierć turysty rażonego piorunem na Smereku, do której odwołują się przewodniki, miała miejsce 7 maja 1975 roku. Pisze o niej Edward Marszałek w książce pt. „Wołanie z połonin” poświęconej akcjom ratowniczym GOPR:
Mieczysław „Wojtek” Wójcik „Księgowy” Śmierć od pioruna Z „księgi wypraw”: 7.05.1975 r, godz.14.50 Andrzej W. zam. Pszczyna zawiadomił, że pod szczytem Smereka na szlaku czerwonym został rażony piorunem Adam K. lat 20., uczestnik rajdu Politechniki Krakowskiej... Rok 1975 to był w ogóle piorunowy rok. Pamiętam, że przez całe lato częste były burze. Zaczęło się 7 maja na Smereku, gdzie piorun trafił dwudziestoletniego studenta Politechniki Krakowskiej. Powiadomienie przyszło prawie dwie godziny po uderzeniu pioruna. Ponieważ w czasie burzy nie można było nawiązać żadnej łączności, Wojtek Gajda, gospodarz schroniska, pojechał do akcji konno - na Połoninie był wtedy Erat - zabierając tylko apteczkę. Za nim ze sprzętem poszli Jurek Żak i Władek Słodyczka. Burza wciąż trwała, gdy Wojtek dogalopował do poszkodowanego. Na miejscu stwierdzono nitkowe tętno, więc przez dłuższy czas prowadzono reanimację - bezskutecznie. Gdy uspokoiła się nawałnica, wezwano śmigłowiec z Sanoka. Przyleciał wraz z lekarzem - chłopaki wciąż prowadzili reanimację - bezskutecznie. Nie pomógł nawet zastrzyk wykonany wprost w serce. Wkrótce lekarz stwierdził zgon. Zwłoki transportowano do wsi Smerek, przenosząc je niemal wpław przez wezbrane wody Wetlinki. Wysoko trzeba było unosić ciało zmarłego na rękach, by go nie zamoczyć. Nie było wtedy jeszcze mostu i drogi leśnej za Smerekiem.
Smerek słynie z przepięknej dookólnej panoramy, jednej z najwspanialszej w Bieszczadach. Musi oczywiście być odpowiednia pogoda, aby ją oglądać. Zimą, gdy występuje inwersja temperatur panorama ta sięga Tatr, Gór Bukowskich (słow. Bukovské vrchy) i pasma Wyhorlat (słow. Vihorlat) na Słowacji, czy nawet Gorganów leżących na Ukrainie.

Po krótkiej przerwie rozpoczynamy zejście. Przed nami ponad 600 metrów w dół. Początkowo spokojnym nachyleniem przemieszczamy się na zachodni kraniec grzbietu Smereka, po czym szlak nagle skręca w lewo na ostro opadające zbocze. Powoli i ostrożnie wytracamy wysokość. Szlak przechodzi obok pól grechotów - skalnych rumowisk powstałych w okresie zlodowaceń. Powstały ze skał rozsadzonych przez wodę i mróz.

Ostry odcinek zejścia ze Smereka.
Ostry odcinek zejścia ze Smereka.

Grechoty na Smereku.
Grechoty na Smereku.
Grechoty na Smereku.

Wkrótce nachylenie stoku łagodnieje, niebawem wchodzimy do lasu, a szlak skręca ostro w lewo wchodząc w trawers leśnego stoku. O godzinie 17.15 mijamy źródło wody. Zaś dwadzieścia minut później dużą wiatę postawioną na granicy parku. Opuszczamy Bieszczadzki Park Narodowy. Schodzimy dalej lasem, a później przez młodnik. O godzinie 18.25 po ostrej skarpie schodzimy nad potok Kindrat. Nieopodal mamy drewniany mostek, który pozwala na przekroczenie potoku w suchych butach. Po drugiej stronie potoku mamy utwardzoną drogę, która sprowadza wzdłuż potoku do mostu nad rzeką Wetliną. Obok mostu Kindrat uchodzi do Wetliny. Sto metrów za mostem dochodzimy do szosy Bieszczadzkiej Obwodnicy. Szlak prowadzi w lewo na szosę.

Przed wejściem do lasu.
Przed wejściem do lasu.

Źródło.
Źródło.

Na zejściu.
Na zejściu.

Potok Kindrat.
Potok Kindrat. Czyszczenie obuwia.

Most nad Wetliną.
Most nad Wetliną.

Spojrzenie na Smerek niknący w chmurach.
Spojrzenie na Smerek niknący w chmurach.

Wieś Smerek.
Wieś Smerek.

Szosą idziemy do wioski Smerek. Mamy do niej jakieś półtora kilometra. Z lewej spojrzeć możemy na połoninę, która przemierzaliśmy. Jej grzbiet wbija się wciąż w nisko wiszące chmury. Chmury sięgają nisko lasu porastającego stoki masywu. O godzinie 19.00 szczęśliwie kończymy wędrówkę, która nie dała nam dzisiaj delicji dla oczu, ale coś innego…

Idąc przez Połoninę Wetlińską doznaliśmy dzisiaj samotności i ciszy, nawet gdy nie byliśmy zupełnie sami, bo towarzyszył nam przyjaciel na szlaku. Mgła z osiadłych na połoninie chmur wprowadzała w stan oderwania się od rzeczywistości. Szliśmy jakby przez nieznane, krainę oddaną przyrodzie, a może Biesom i Czadom.




Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas