Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lackowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lackowa. Pokaż wszystkie posty

5

Beskid Niski
ZACHODNIA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 15        rozdział 31
Piętnasty dzień wędrówek po starej Łemkowyni... Przed nami najwyższa góra po polskiej stronie Beskidu Niskiego. A w dolinach kolejne łemkowskie wioski, senne, ciche, położone z dala od cywilizacji.

TRASA:
Izby – Przełęcz Beskid (644 m n.p.m.) [czerwony szlak] Lackowa (997 m n.p.m.) [czerwony szlak] Przełęcz Pułaskiego (743 m n.p.m.) [czerwony szlak] Ostry Wierch, rozstaj [żółty szlak] Ostry Wierch (930 m n.p.m.) [żółty szlak] Ostry Wierch, rozstaj [czerwony szlak] Przełęcz Pułaskiego (743 m n.p.m.) – Bieliczna – Izby

OPIS:
Izby, Bieliczna na mapie WIG z okresu międzywojennego.
[źródło: http://polski.mapywig.org/]

Nad rzeką Białą leży dawna rusińska wieś Izby (łem. Ізбы). Jej mieszkańcy zostali przymusowo wysiedleni w 1947 roku. Mieszka w niej obecnie kilka rodzin łemkowskich. W Izbach stoi dawna cerkiew greckokatolicka pw. św. Łukasza, wzniesiona w 1886, a od 1948 roku użytkowana przez kościół rzymskokatolicki.

O godzinie 11.45 rozpoczynamy wędrówkę. Idziemy w górę rozległej, malowniczej doliny. Mijamy cerkiew św. Łukasza. Po 10 minutach przechodzimy obok końcowego przystanku autobusów przy leśniczówce. W lewo odchodzi stąd droga do wsi Bieliczna, my podążamy dalej prosto na południe, dróżką wchodzącą pomiędzy łąki i pastwiska „Końskiej Doliny” - gospodarstwa rolnego i stadniny koni huculskich, i arabskich. Z lewej za trawiastym wyniesieniem wyłania się lesista kopuła Lackowej. O godzinie 12.15 wchodzimy do lasu. Po kolejnych pięciu minutach osiągamy granicę państwową i niewyraźną przełęcz Beskid (644 m n.p.m.). Utwardzona dróżka przecina ją i schodzi na stronę słowacką.

Most na rzeką Biała.
Most na rzeką Biała.

Izby.
Izby.

Rozległa, malownicza dolina wsi Izby.
Rozległa, malownicza dolina wsi Izby.
Rozległa, malownicza dolina wsi Izby.

Łąki i pastwiska „Końskiej Doliny”.
Łąki i pastwiska „Końskiej Doliny”.

Na granicy polsko-słowackiej podejmujemy czerwony szlak, który biegnie grzbietem pasma wyznaczającego granicę państwową. Stare, zasłonięte nieco młodnikiem drogowskazy wskazują kierunek na Lackową: na wschód. Szlak wiedzie przez młodniki wtapiające się w las, który wkrótce zaczyna dominować. Po około 20 minutach marszu szlak zaczyna się co raz bardziej wspinać w górę. Nachylenie bardzo szybko rośnie. Już na początku wydaje się ostre, lecz to tylko rozgrzewka przed tym co jest dalej.

Podejście na Lackową od strony zachodniej robi wrażenie, choć nie jest zbyt długie. Nazwane jest ścianą płaczu. Daje wycisk, ale poważne trudności występują, gdy jest mokro i błotniście, po deszczu. Teraz jest sucho, parno, powietrze jest „ciężkie”. Pewnie będzie padać, lecz jeszcze nie teraz. Do lasu wnika intensywny gorąc promieni słonecznych. Dwa, trzy kroki, stop dla wyrównania oddechu - tak wygląda walka ze stromym stokiem. Gdyby było błoto, może wyglądałoby to tak: dwa kroki do tyłu (właściwie ześlizgu), trzy do przodu. Od drzewa do drzewa pokonujemy z mozołem stromiznę zbocza. Byle do góry. W najbardziej stromym fragmencie pojawiają się skałki. Jednak najbardziej pomocne są drzewa i ich wystające korzenie, które stanowią swoiste naturalne oporęczowanie podejścia. Drzewa zaś dają oparcie, na których można zaprzeć się plecami i odpocząć. Zmagania ze stokiem Lackowej od strony przełęczy Beskid przynosi jednak też wiele uśmiechu. Stanowi nie lada atrakcję, choć z drugiej strony potwierdza, że Beskid Niski nie jest taki łatwy. Podejście przed wierzchołkiem łagodnieje, ale wciąż wymaga wysiłku niemal do ostatnich metrów przed niewielką kopułą szczytową.

Granica. Tutaj opuszczamy drogę gruntową, która schodzi do słowackiej wsi Petrova.

Przed ścianą płaczu.
Przed ścianą płaczu.

Podejście na Lackową.

Podejście na Lackową.

Podejście na Lackową.

Podejście na Lackową.

Podejście na Lackową.

Podejście na Lackową.

Podejście na Lackową.
Podejście na Lackową.

Lackowa (997 m n.p.m.).
Lackowa (997 m n.p.m.).
Na szczyt docieramy jako ostatni z grupy o godzinie 13.30. Szczyt Lackowej nie posiada żadnych walorów widokowych. Są na nim dwie tabliczki szczytowe polska i słowacka. Pod słowacką tabliczką jest metalowa skrzyneczka, w której przechowywany jest zeszyt na wpisy zdobywców szczytu, a także pamiątkowa pieczątka. Niestety na szczycie nie mamy zbyt wiele czasu. Właściwie nie mamy go wcale. Musimy pośpiesznie opuścić szczyt zanim ledwie na niego wyszliśmy. Zaczęło intensywnie padać i słychać wokół wyładowania atmosferyczne. Nie spodziewaliśmy się tego. Przyszło nagle.

Pośpiesznie sięgamy do plecaków po peleryny i ruszamy dalej nie myśląc o żadnym odpoczynku. Byle niżej. Błyskawice rozbłyskują poziomo w chmurach. Deszcz intensywnie leje. Leśna dróżka biegnie jednak dość długo grzbietem. W końcu jednak odbija na lewo wraz z linią granicy państwowej i ostro schodzi kamienistą dróżką w dół. W między czasie deszcz słabnie, odgłosy burzy oddalają się. Zatrzymujemy się na Przełęczy Pułaskiego. Nasłuchujemy. Wydaje się, że przechodzi. Ruszamy zatem z Przełęczy Pułaskiego na Ostry Wierch, kolejne wzniesienie w paśmie granicznym.

Nie pada. Siodło Przełęczy Pułaskiego nie jest zbyt szerokie. Szybko przechodzimy pod stok Ostrego Wierchu, który od pierwszych metrów jest bardzo ostry. Wspinamy się bez ociągania kamienistą dróżka zarośniętą krzewami. O godzinie 14.30 osiągamy rozstaj na granicznym grzebiecie. Szczyt Ostrego Wierchu znajduje się w bocznym grzbiecie około 200 metrów stąd na północ. Prowadzi tam żółty szlak. Po kilku minutach zdobywamy go, ale w tej samej chwili znów słychać nawrót deszczu, w dali słychać wyładowania. Opuszczamy szczyt i wracamy tą samą drogą na Przełęcz Pułaskiego. W między czasie przestaje padać, lecz krótkotrwałe nawroty kurtyn wodnych spotykać nas będą jeszcze kilkakrotnie. Nie one jednak będą nas niebawem zaskakiwać.

Grzbiet graniczny odchodzący od szczytu Lackowej.
Grzbiet graniczny odchodzący od szczytu Lackowej.

Ostry Wierch (930 m n.p.m.).
Ostry Wierch (930 m n.p.m.).

Zejście z Ostrego Wierchu na Przełęcz Pułaskiego.
Zejście z Ostrego Wierchu na Przełęcz Pułaskiego.

O godzinie 15.00 zaczynamy schodzić z Przełęczy Pułaskiego nieznakowaną drogą do doliny, do której z północno-wschodnich stoków Lackowej spływają strugi źródłowe rzeki Biała. Droga jest wygodna, a las powoli przerzedza się. Pi pięciu minutach przekraczamy pierwszą strugę przepływającą przez drogę, niezbyt głęboki bród przejść można po patykach. Trochę dalej jednak sytuacja zmienia się diametralnie. Nie pada, ale Biała staje się bardziej wartka zbierając wody spływające z okolicznych wzniesień. Nie ma innego rozwiązania, jak przeprawa przez nurt dochodzący do pół metra głębokości. Jeden, drugi, trzeci raz i tak zdaje się bez końca rzeka jak szalona przechodzi z jednej strony drogi na drugą. W pewnej chwili wydaje się nam, że idziemy korytem rzeki. Sprawdzamy po lewej - nie ma drogi, po prawej również nie ma. Idziemy więc prosto z prądem wody.

Droga do Bielicznej.
Droga do Bielicznej.

Biała.
Pierwszy kontakt ze strumieniem.

Dolina rzeki Biała.
A co tam... przez bród najwygodniej.

Dolina rzeki Biała.

Dolina rzeki Biała.

Dolina rzeki Biała.

Dolina rzeki Biała.

Dolina rzeki Biała.

Czy to koryto rzeki, a może jednak droga?
Czy to koryto rzeki, a może jednak droga?

Cerkiew w Bielicznej.
Cerkiew w Bielicznej.

O godzinie 15.30 mijamy z prawej bieloną cerkiewkę grekokatolicką z 1796 roku, murowaną z kamienia. W roku 1985 została zrekonstruowana po zniszczeniach wojennych i powojennych. Stanowiła niegdyś centrum życia duchowego wsi Bieliczna, wsi łemkowskiej liczącej przed II wojną światowa 34 domostwa.

Podążamy dalej w dół doliny. Wchodzimy na otwarte przestrzenie. Jesteśmy już blisko kresu wędrówki, ale gdy słyszymy zbliżające się wyładowania atmosferyczne, chowamy się w zagajnikach. Dolina Białej uchodzi za jedną z najbardziej malowniczych dolin w Beskidzie Niskim. Skąpana dzisiaj deszczem lśni srebrzystymi kroplami, które spływają po konarach i liściach jak łzy. Aura mimo wszystko dostarcza wielu niezwykłych wrażeń, poza oczywiście okresowo nadchodzącymi i odchodzącymi wyładowaniami. Gdyby można było zobaczyć stojące tutaj chyże i wyglądających spod okapów dachów Łemków. Nic z tego, bo w Bielicznej nie mieszka już nikt od lat. Niektóre wioski łemkowskie zaczęły żyć nowym, innym życiem...

A w Bielicznej trawa aż po pas
Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach
Nad Bieliczną rosną lasy pełne malin i borówek
Nad Bieliczną płacze dobry Bóg

A w Bielicznej tyko cerkiew ukryta
W kępie drzew jak w zielonym kożuchu
W środku krzyczą świętokradcze napisy na ścianach
Poprzez sufit nieba sięga wzrok

Tuż przy drodze czerwona poziomka
Śpi głęboko spokojna o życie
Bo niczyja nie zerwie jej ręka
Tu w Bielicznej już nie mieszka przecież nikt

(Krzysztof Kleszcz - „Nad Bieliczną”)

Lackowa stoi w chmurach
Lackowa stoi w chmurach.

O godzinie 16.15 docieramy pod leśniczówkę w Izbach. Wykręcamy mokre ubranie, przebieramy się w suche. Wraca aura błękitnego nieba. Milkną zupełnie rwące strumienie wody. Wraca sielanka i spokój. Nie chce się stąd wyjeżdżać...



TRASA:
Mochnaczka Niżna Dzielec (793 m n.p.m.) Przełęcz Beskid pod Czerteżem (644 m n.p.m.) Lackowa, słow. Lackova (997 m n.p.m.) Przełęcz Pułaskiego (743 m n.p.m.) Ostry Wierch (938 m n.p.m.) Cigelka słow. Cigeľka (807 m n.p.m.) Przełęcz Cigelka, słow. Sedlo Cigeľka (650 m n.p.m.) - Jawor (720 m n.p.m.) Wysowa-Zdrój

OPIS:
Jest mokro i wilgotno. Deszczowe chmury wiszą nad nami, ale mamy nadzieję, że po południu będzie lepiej. Na szczęście nie pada, ale nie ma pewności jaka aura nas czeka. Wędrówkę rozpoczynamy o godzinie 11.00 w Mochnaczce Niżnej. Jest to wioska położona w dolinie potoku Mochnaczka przy krajowej drodze nr 75. Wyruszamy z jej południowych krańców tuż przy tablicy drogowej z nazwą miejscowości, gdzie szlak zielony krzyżuje się z potokiem Mochnaczka i drogą krajową nr 75. Szlakiem tym kierujemy się na wschód z nadzieją dobrego dnia.



Panorama na dolinę potoku Mochnaczka (widok ze szlaku na Dzielec).

Wchodzimy na błotniste ścieżki wśród wysokich traw, bardzo łagodnie nabierając wysokości. Staramy się omijać zabłocone miejsca przeskakując z jednej strony drogi na drugą. Wierzchołek Dzielca (793 m n.p.m.) mijamy niezauważenie, bowiem nie jest on szczególnie uwypuklony, a też zbytnio jesteśmy zajęci omijaniem kałuż i mokradeł. Zanim to jednak nastąpiło żegnamy się z Mochnaczką Niżną, jak też położoną za nią Mochnaczką Wyżną, dzięki ładnej panoramie z jednej z ostatnich polan.





Niebawem z naszym zielonym szlakiem zaczyna przewijać się słowacki czerwony. To dzięki oznaczeniom słowackim wiemy, kiedy przechodzimy przez kulminację Czerteża osiągającą 792 m n.p.m. Wołosko-rusińskie znaczenie nazwy „czerteż” może wskazywać, że dawniej prowadzony był tu wyręb, wypalanie i karczowanie zalesionych terenów pod przyszłe osadnictwo. W tym miejscu nie ma domów, ale być może za czasów osiedlających się tu kiedyś Łemków było inaczej. Po stronie północnej liczba drzew jest wyraźnie przerzedzona i w dzisiejszy pochmurny dzień biwakują tam turyści.

Od momentu, gdy na trasie naszej wędrówki pojawia się czerwony słowacki szlak zaczynamy wędrować wzdłuż linii granicznej. Z naszym zielonym szlakiem dzieje się jednak coś dziwnego. Prawie wszystkie znaki zamalowane są popielatą farbą, a przecież nawet najnowsze mapy z 2010 roku nie wskazują, aby był on zlikwidowany. Bardzo trudno doszukać się sensu takiego procederu, bo przecież mniej doświadczeni wędrowcy mogą się tu łatwo pogubić.

Mija już 12.00. Przechodzimy przez zakrzaczone polanki, ale szlak przeważnie wiedzie nas przez las. Droga co chwilę zmienia się z podmokłej ścieżki na rozjeżdżoną drogą leśną, albo na grząską trawiastą przecinkę, a potem znów na podmokłą ścieżkę i tak bez końca. W niektórych miejscach trzeba bardzo uważać, bo buty topią się wręcz w bagnistym gruncie. Cały teren wygląda jak po obfitej ulewie. Pocieszające jest jednak to, iż jest ciepło i to, że aktualnie nie pada.

Do tej pory mamy do czynienia z bardzo łagodnymi wzniesieniami, ale o 12.50 sytuacja zaczyna się zmieniać. Ścieżka zaczyna nieco bardziej podnosić się do góry. Wygląda na to, że zaczynamy słynne zachodnie podejście na Lackową, zwane „ścianą płaczu”, ale Ci co już tędy szli wiedzą, że prawdziwa zabawa rozpoczyna się 10 minut później. Zachodnia ściana tej góry jest najbardziej stromym w Beskidzie Niskim odcinkiem znakowanego szlaku.


Na zboczu rozpływa się dotychczasowa ścieżka. Na „ścianie płaczu” nie ma wyraźnego traktu. Wędrowcy już nie poruszają się jeden za drugim, ale nieco się rozciągają na zboczu szukając dla siebie najbardziej optymalnej drogi. Jednak bez względu na wybraną trasę wspinaczki i tak każdy z nich musi wykazać się dużym samozaparciem i włożyć wiele wysiłku w pokonanie tej nieprawdopodobnej stromizny. Nie ma tu żadnych wytyczonych zakosów, ale można je sobie samemu wytyczać. Najszybciej oczywiście jest wspinać się wprost w górę, ale trzeba pamiętać, że dziś mamy jeszcze bardzo niedogodne warunki. Jest po prostu ślisko. Jest tu trochę skał, ale też wiele z nich na podmokłym gruncie jest dość niestabilna, no a ich powierzchnia bardzo śliska. Idąc bardziej lewą stroną mamy mniej kamieni, ale przesiąknięty wodą grunt przy tej stromości zbocza również w ogóle nie gwarantuje stabilności.



W górę zbocza poruszamy się krótkimi „skokami”, czyli kilka kroków w górę i chwila dla oddechu. Popularna staje się też technika „od drzewa do drzewa”, czyli wspinając się próbujemy złapać konar wyżej znajdującego się drzewa i podciągami się na rękach, i tak krok po kroku. Drzewa są też często ostatnią deską ratunku przed zjechaniem w dół. Doceniamy przydatność drzew, ale też wystające korzenie, wypolerowane dłońmi podciągających się wędrowców. Stanowią swego rodzaju naturalne ubezpieczenie podejścia, niczym łańcuchy na Orlej Perci.






Czasem wręcz trudno utrzymać tu równowagę. Podpórka na rękach nie jest tu niczym niecodziennym. W wielu miejscach bez pomocy rąk nie da się wspiąć wyżej. Wspinaczka nie trwa może bardzo długo, ale okupujemy ją sporą zadyszką i wieloma kroplami potu. Po niecałych 30 minutach mozolnej wspinaczki zbocze łagodnieje. Dopiero teraz góra daje nam odczuć, że daje za wygraną. Do jej wierzchołka zostało już tylko kilka minut drogi. Zdobywamy go o 13.40.

Szczyt Lackowej (997 m n.p.m.).

Lackowa wycisnęła z nas ostatnie krople potu, sponiewierała błotem, a w zamian na szczycie prezentuje nam tylko drzewa. Cały wierzchołek, podobnie jak jej zbocza pokryte są lasem wyzwalającym uczucie spokoju i samotności.

Lackowa ma 997 m n.p.m. wysokości (słowacka tablica szczytowa podaje wysokość o jeden metr niższą niż podaje się na mapach). Jej nazwa wywodzi się od imienia Łacko (być może dawnego właściciela). Pierwotnie nosiła łemkowską nazwę Łackowa, którą czasem przekładano na Wackowa. Jest najwyższą górą Beskidu Niskiego po polskiej stronie. I choć jej szczyt jest całkowicie zarośnięty i nie przedstawia walorów krajobrazowych, to trzeba przyznać, że jest to bardzo ładny las przypominający karpackie knieje.

Na szczycie Lackowej.

Na szczycie Lackowej.

Po odpoczynku o godzinie 14.00 zaczynamy schodzić z Lackowej w kierunku wschodnim. Szlak początkowo biegnie dość łagodnym zboczem góry, wychodzi nawet na chwilę z lasu na zakrzewioną młodymi drzewami przecinkę. Wciąż jednak trwa walka z błotem, a po skręcie szlaku o 90 stopni na północ w kierunku Przełęczy Pułaskiego oczekuje nas ponownie prawdziwa zaprawa, bo zbocze nagle bardzo stromo opada w dół. Droga wypłukana jest tu przez wodę i zalega w niej sporo kamienia. Opada one nieco bardziej łagodnie od zachodniego zbocza Lackowej i nie trzeba łapać się drzew, ale trzeba zachować ostrożność by nie poślizgnąć się.

Czworolist pospolity (Paris quadrifolia L.).

O godzinie 14.35 osiągamy Przełęcz Pułaskiego (743 m n.p.m.). Pojawiają się na niej widoki na zdobytą Lackową i dalsze pasma górskie położone na północny zachód od nas. Nazwa przełęczy ma podłoże historyczne. Na zachodnich stokach Lackowej stał szaniec konfederatów barskich, którym przewodził Kazimierz Pułaski. W owych czasach wierzchołek Lackowej nie był zalesiony i umożliwiał przekazywanie sygnałów sąsiednim obozem konfederatów, dlatego też góra ta nazywana była "Chorągiewką Pułaskiego".

Za Przełęczą Pułaskiego nasza droga zaczyna wznosić się w górę. Tak przez około 15 minut wędrówki. Ktoś, kto nie zna tych terenów zapewne pomyśli, że po zaliczeniu Lackowej kolejne góry Beskidu Niskiego to pestka. I tu się będzie mylił, bowiem przed nami kolejne ostre podejście, ścieżką usłaną ostrymi kamieniami na szczyt Ostrego Wierchu. Oj, Beskid Niski potrafi zaskoczyć, bo owszem jest niski, ale dwa kolejne jeden po drugim ostre i wyzywające podejścia? Wydaje się to nie przystawać do tutejszych pasm górskich, ale nie da się ukryć, że są one faktem. Znów z pochylonym czołem, powoli i z mozołem pniemy się do góry, od czasu do czasu przystając dla złapania równego oddech, czy też pokrzepienia łykiem wody.


Podejście na Ostry Wierch.

Nieoczekiwanie podczas podchodzenia Ostrego Wierchu pojawia się niespodzianka. Podczas wędrówki warto czasem obejrzeć się za siebie, bo tym razem przez przesmyk leśny pięknie widać Jaworzynę Krynicką, a nawet rubieże Krynicy-Zdroju, a dokładnie domy przy ul. Zieleniewskiego na zboczach góry Jakubik

Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.) widziana z podejścia na Ostry Wierch.

Zbliżenie na Jaworzynę Krynicką.
Poniżej widać domy na rubieżach Krynicy-Zdroju.

O godzinie 15.05, po 15 minutach żmudnego podejścia wchodzimy na grzbiet Ostrego Wierchu. Niedaleko na północny zachód, w prześwitach między drzewami widać jego wierzchołek o wysokości 938 m n.p.m.. Prowadzi na niego żółty szlak i dzieli nas od niego właściwie kilkadziesiąt kroków. Podobnie jak Lackowa, również i Ostry Wierch nie ma walorów widokowych, więc po krótkiej przerwie kontynuujemy wędrówkę w przeciwnym kierunku.

Pod wierzchołkiem Ostrego Wierchu.

Już wcześniej podczas mozolnej wspinaczki dała się słyszeć w szeleście liści tutejszych buków, czy skrzypieniu ocierających się o siebie konarów drzew jakąś mroczna emanacja tej góry. Niegdyś na Ostrym Wierchu grzebano samobójców, z daleka od wsi by ich dusze nie niepokoiły żywych. Duch jednego z nich zaczął się nawet ukazywać kobietom zbierającym grzyby w tym lesie. Zaradzić maił temu pewien sprowadzony baca – czarownik z Tatr, który miał odczarować to miejsce. Czy mu się to udało? Hmm... Może panie z naszej grupy, które odważyły się w tym lesie zbierać grzyby coś na ten temat powiedzą




W dalszym ciągu oznaczenia naszego zielonego szlaku z niewyjaśnionych przyczyn wciąż są niewidoczne. Ktoś bezkompromisowo zamalował je na całym odcinku, od miejsca, gdzie pojawiły się czerwone znaki słowackie (dobrze, że one są nienaruszone).

Oddalamy się powoli od Ostrego Wierchu idąc łagodnym grzbietem górskim. Zatrzymujemy się dopiero o 15.45 w okolicy niewielkiego wybrzuszeniu na grzbiecie o nazwie Cigelka (805 m n.p.m.). Weryfikujemy swoje położenie na mapie i idziemy dalej, nieco szybciej wytracając wysokość.


O godzinie 16.00 po naszej prawej ukazuje się nam bardzo rozległa polana miejscami porośnięta drzewami. Teraz dopiero możemy przekonać się, jaką piękną mamy pogodę. Z zaniesionego deszczowymi chmurami nieba pozostały tylko malownicze, białe obłoki. Słońce promienieje swoim blaskiem, dodając głębi i żywych barw południowemu krajobrazowi. Właśnie w tamtą stronę trawiaste zbocza łagodnie opadają do doliny, w której leży słowacka wioska Cigeľka. Z naszej perspektywy nie widać jej zabudowań, ale wkrótce osiągamy Przełęcz Cigelka (650 m n.p.m. wg polskiej mapy, 645 m n.p.m. wg słowackiej tabliczki na szlaku), gdzie strzałka informuje nas o tym, że dzieli nas od niej 40 minut marszu.


Panorama na słowacką cześć Beskidu Niskiego.
Na środku dwuwierzchołkowy Busov (1002 m n.p.m.) przysłonięty przez grzbiet Pálenicy
i ostry wierzchołek Pivnicy. Pierwszy od lewej to Hrb (763 m n.p.m.).

Między 16.05 a 16.15 na Przełęczy Cigelka robimy sobie przerwę pod znajdującą się tu wiatą. Jeszcze niedawno funkcjonowało tutaj przejście graniczne polsko-słowackie, z którego mogli korzystać piesi, rowerzyści oraz narciarze. Od 21 grudnia 2007 na mocy Układu z Schengen przejście to zostało zlikwidowane, a po przejściu pozostały tylko podrdzewiałe tablice „Pozor! Štátna hranica”.

Podczas przerwy postanawiamy nieco zmodyfikować wcześniej zaplanowaną trasę i zejść do Wysowej zahaczając o górę Jawor. Kontynuujemy wędrówkę czerwonym słowackim szlakiem i po chwili znów mamy ekscytujący widok na słowacką część Beskidu Niskiego. Przed nami wznosi się Hrb (763 m n.p.m.), a po prawej tuż za ostrym wierzchołkiem Pivnicy i grzbietem Pálenicy widać dwuwierzchołkowy Busov (1002 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Beskid Niskiego, jedyny przekraczający 1000 m wysokości nad poziomem morza. Kusi nas swoim widokiem i zachęca byśmy i jego zdobyli: Wszak najwyższy szczyt po polskiej stronie macie już za sobą – powiada. Ale nie dziś, Busov, nie dziś, nie rób nam smaków. Przyjdzie też czas i na ciebie, a tymczasem cierpliwie czekaj tu na nas.

Panorama na słowacką wioskę Cigeľka.

Trochę dalej, gdy jesteśmy nieco wyżej, tuż przed wierzchołkiem góry Jawor (723 m n.p.m.) odsłania się nam pełna panorama na wioskę Cigeľka. Pięknie się ona komponuje w całym krajobrazie. Musimy teraz skręcić w lewo na nieoznakowaną drogę leśną i w niecałe 5 minut docieramy do Kaplicy p.w. Opieki Matki Bożej otoczonej bukowym lasem. Historia tego miejsca sięga roku 1925, kiedy to trzy Łemkinie wracające późnym wieczorem do Wysowej z odpustowego święta na Słowacji doznały tu szczególnego objawienia. 21 września owego roku dostrzegły u wierzchołka góry rozbłyskające światło. Następnego dnia, gdy tu powróciły zjawisko powtórzyło się, a jedna z nich Glafira Demiańczyk doznała objawienia Matki Bożej, która przemówiła prosząc, aby w tym miejscu postawić krzyż oraz wybudować kaplicę ze świętym wizerunkiem Bogarodzicy. Po czterech latach starań wybudowano kapliczkę, a pośrodku znajdującej się tu polany wytrysnęło źródełko orzeźwiającej i uzdrawiającej wody. Ludzie zaczęli tu nadciągać zewsząd, a osoby kalekie i schorowane doznawały cudownych uzdrowień. Od tego czasu góra ta nabrała szczególnego znaczenia dla Łemków, kiedyś masowo zamieszkujących tutejsze ziemie. Jest ona przez nich nazywana Świętą Górą Jawor. Dziś przybywają na nią pielgrzymki różnych narodowości i wyznań.

Kaplica p.w. Opieki Matki Bożej na Świętej Górze Jawor.

Krzyż przy kaplicy.

Po II Wojnie Światowej kaplica po dramatycznych wysiedleniach Łemków została niemal zniszczona. Dopiero z końcem lat 60-tych, dzięki staraniom wracających na te ziemie Łemków udało się kaplicę odremontować i przywrócić należny jej status. Obecnie służy jako kaplica prawosławna parafii w Wysowej.

Kaplica p.w. Opieki Matki Bożej na Świętej Górze Jawor.

O godzinie 16.50 schodzimy biało-czerwonym szlakiem spacerowym do Wysowej-Zdroju. Schodzimy w zupełnie odmienionych nastrojach niż na początku dnia. W dobrych nastrojach dzięki pięknej aurze, ale też kontemplując kulturę jaka tu kiedyś kwitła. Po dramatycznych wydarzeniach powojennych łemkowszczyzna nigdy się już nie odrodziła do takiego stopnia jakim była kiedyś. Pozostały jednak liczne świadectwa bytności na ziemiach południowo-wschodniej Polski tej interesującej kultury, w postaci pięknych cerkwi, ale też milczących, opuszczonych wiosek, starych krzyży przydrożnych i cmentarzy. Na szczęście kultura Łemków nie została zapomniana, głównie dzięki nim samym, którzy pielęgnują swe dawne tradycje spotykając się na różnego rodzaju festiwalach, tak jak trwająca obecnie Łemkowska Watra w Zdyni. Największa tego typu impreza w kraju, która zapoznaje z historią i kulturą społeczności Łemków. Będzie ona trwała jeszcze do niedzieli, a my z tych stron nie wyjedziemy póki tego nie zobaczymy.




Najbardziej charakterysty obiekt wysowiańskim pejzażu - sanatorium Biawena, zbudowane w kształcie trójkąta.


Wstępujemy teraz do Wysowej, otoczonej szczytami Gór Hańczowskich. Własnie te góry z których dopiero co zeszliśmy przyczyniają się do powstania specyficznego, bardzo łagodnego mikroklimatu. Ich zalesione zbocza opadają tu do doliny z przepływającą rzeką Ropą, przeistaczając się w pola i podmokłe łąki z których wypływają źródła wód mineralnych. Miejscowość ta znana jest z leczniczych wód mineralnych.

Mijamy kilka gospodarstw z budynkami w stylu starych łemkowskich chyży, w których pod jednym dachem mieszczą się pomieszczenia mieszkalne, jak też gospodarcze. Przy drodze powiatowej zaczyna pojawiać się stylowa zabudowa związana z uzdrowiskowym charakterem miejscowości, nie wypierająca jednak śladów tutejszej kultury. Niebawem przechodzimy obok prawosławnej (dawniej greckokatolickiej) cerkwi pw. św. Michała z 1779 r. typu zachodniołemkowskiego.Towarzysząca nam tu na każdym kroku nieskażona przyroda oraz panujący spokój i cisza są czynnikami, dzięki którym życie rdzennych mieszkańców płynie tu w idealnej harmonii z wypoczywającymi kuracjuszami, czy też wędrującymi tędy turystami.

Wysowa - Zdrój. Dom w stylu łemkowskiej chyży.

Wysowa - Zdrój. Prawosławna (dawniej greckokatolicka) cerkiew pw. św. Michała.

W końcu na wysokości tablicy z planem Parku Zdrojowego przechodzimy na drugą stronę drogi powiatowej i wchodzimy do centrum spacerowego Wysowej. Na odpoczynek po wędrówce wybraliśmy sobie wyborne miejsce w pobliżu tryskającej fontanny. Otoczeni piękną zabudową parkową m.in. Starego Domu Zdrojowego i Pijalni Wód Mineralnych oddajemy się degustacji „Henryka” i „Anny”. Zapewne nie smakują one tak jak szklaneczka złocistego, tudzież innego napoju, ale czego się nie robi dla zdrowotności.

Wysowa - Zdrój. Stary Dom Zdrojowy z początku XX w. (dziś hotel i kawiarnia).

Wysowa - Zdrój. Stary Dom Zdrojowy.

Wysowa - Zdrój. Pijalnia Wód Mineralnych.

Z "Henrykiem".


Beskid Niski to miejsce nie tylko dla tych, którzy cenią ciszę i spokój, piękne krajobrazy i kontakt z przyrodą. To też takie góry, które przyciągają swoją historią, pozwalając nam odkrywać ją na nowo. Nie wierzycie? Poczekajcie, aż przeżyjemy jutro i opowiemy o tym co się wtedy wydarzyło. Poczekajcie, aż przeżyjemy pojutrze, a również nie poskąpimy pióra i podzielimy się wszystkimi emocjami jakich nam przyszło doświadczyć.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas