Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozie Żebro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozie Żebro. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
227,6 km
291,4 km
Dzisiaj trasa nie wymaga dojazdu autokarem. Ruszamy na nią wprost ze Zdyni z naszej bazy „U Zosi”. Przez lekko przychmurzone niebo wydawało się, że będzie dzisiaj chłodniej, ale jest tak samo ciepło jak w poprzednie dni. Chmury rozpływają się. Za jakąś godzinę powinny odejść zupełnie. Dopisuje pogoda, wręcz rozpieszcza nas podczas tegorocznej Wielkiej Majówki.

Przez ostatnie dni przemierzaliśmy Beskid Niski kontemplując się jego przyrodą, ale też nawiązując do kwitnącej tu niegdyś łemkowskiej kultury. Beskid Niski jest piękny, cichy i spokojny - taki jest teraz, choć kiedyś został nasączony krwią. Obie wojny światowe silnie odcisnęły swe piętno. II wojna światowa, a przede wszystkim akcja „Wisła” zmieniła zupełnie oblicze tych gór, kiedy nagle zniknęli żyjący w nich ludzie. Beskid Niski stał się też pochówkiem dla tysięcy ofiar tzw. Wielkiej Wojny. Piękny, cichy Beskid Niski zmusza do refleksji.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Zdynia-Ług (475 m n.p.m.) [czerwony szlak] Rotunda (771 m n.p.m.) [czerwony szlak] Regietów (535 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kozie Żebro (847 m n.p.m.) [czerwony szlak] Hańczowa (450 m n.p.m.)

OPIS:
Spotykamy się po o siódmej na jadalni. Zabieramy dodatkowy ekwipunek i wsad na ognisko, które chcemy rozpalić na trasie wędrówki. Wyruszamy o godzinie 7.20. Czerwony szlak okala naszą bazę schodząc z głównej szosy na boczną drogę prowadzącą wprost do doliny rzeki Zdynianka. Rzekę przechodzimy mostem. Idziemy dalej wzdłuż lewego brzegu rzeki, po czym odbijamy na dróżkę prowadzącą w górę malowniczego wzniesienia pokrytego polami i łąkami. Wkrótce mamy z niego ładny widok na dolinę Zdynianki, wzniesienia po drugiej stronie doliny wraz z Popowymi Wierchami, które pokonywaliśmy wczoraj.

Na źdźbłach traw wystających z dróżki przycupnął rusałka admirał (Vanessa atalanta). Motyl ten zwykle unika otwartych przestrzeni. Woli sady i ich przejrzałe owoce, gruszki i śliwy z których wpijają soki. Ten tutaj chłodzi się zimną kroplą porannej rosy, bo choć godzina jeszcze wczesna, słońce zaczyna wyglądać z za chmur rozgrzewając powietrze..

Zdynia-Ług. Odejście w górę stoku.

Przez łąki z widokami na dolinę Zdynianki.
Przez łąki z widokami na dolinę Zdynianki.

Rusałka admirał (Vanessa atalanta).
Rusałka admirał (Vanessa atalanta).

O godzinie 7.50 ścieżka prowadzi nas przez las. Otwarte przestrzenie zostawiamy za sobą, przysłonięte wpierw młodnikami, później lasem liczącym z pewnością nie więcej niż 100 lat. Na początku XX wieku góra ta w większości była pozbawiona lasu. Użytkowana przez mieszkających u jej podnóża Łemków z Ługu, stanowiącego obecnie przysiółek Zdyni, czy też leżącego z drugiej strony Regetowa. Góra ma kształt dość regularnej kopy, nieco tylko wyciągniętej w kierunku doliny Zdynianki. Owalny kształt przyczynił się do nadania jej nazwy Rotunda.

Na szczyt Rotundy (771 m n.p.m.) docieramy o godzinie 8.20. Stoi na nim niecodzienna mogiła - jedna z wielu takich w Beskidzie Niskim i pogórzach tego pasma, ale będąca zarazem ewenementem w skali światowej. Powstały one w latach 1915-18 na terenie byłego austriackiego okręgu wojskowego „Galicja Zachodnia”, po definitywnym odejściu frontu, kiedy zastanawiano się jak trwale i godnie upamiętnić poległych, również przeciwników. Na terenie działań wojennych istniało mnóstwo prowizorycznych grobów, które wymagały likwidacji i przeniesienia zwłok na cmentarze wojskowe.

Na skraju lasu.
Na skraju lasu.

Leśna droga na szczyt Rotundy.
Leśna droga na szczyt Rotundy.

W maju 1915 roku rozegrała się na terenie Beskidu Niskiego przełomowa batalia I wojny światowej - operacja gorlicka. W jej wyniku wojska rosyjskie zostały wypchnięte na wschodni skraj Galicji. Wcześniej w trakcie trwających działań wojennych trudno było zapewnić godziwy pochówek poległym. Dopiero po operacji gorlickiej, kiedy front przesunął się na wschód, a Rosjanie nie byli w stanie już zagrozić, pojawiła się koncepcja zbiorowych mogił. Powołany został Oddział Grobownictwa Wojennego, którego zadaniem takie zaprojektowanie miejsc pochówku i pamięci, aby były zespolone z naturalnym, przyrodniczym i kulturowym krajobrazem regionu. Było to przedsięwzięcie o ogromnej skali i rozmachu. Obejmowała 60 829 poległych. Wcześniej należało przeprowadzić identyfikację zwłok, co nie zawsze było możliwe za pomocą znaczka identyfikacyjnego i nierzadko posługiwano się w tym celu również listami, fotografiami, notatkami, czy innymi przedmiotami znalezionymi przy poległych. Obszar prac podzielony został na okręgi cmentarne, na czele którego stał oficer z wykształceniem inżynierskim lub artystycznym. W ciągu lata 1915 roku powstały pierwsze szkice i rysunki cmentarzy, zaczęto pozyskiwać tereny pod ich budowę. Do wielu miejsc budowy należało wybudować drogi dojazdowe. Na ogół cmentarze lokowano w miejscach eksponowanych, na zboczach lub wierzchołkach wzniesień, aby widoczne z daleka stanowiły przestrogę przed wojną.

Przedsięwzięcie budowy cmentarzy nie zostało do końca zrealizowane na skutek rozpadu monarchii austro-węgierskiej i prace nad nimi definitywnie przerwano we wrześniu 1918 roku. Nie mniej ogrom włożonej pracy i jej efekty imponują do dzisiaj, choć wiele z tych cmentarzy podupadło pozbawione instytucjonalnej opieki. W latach między wojennych były licznie odwiedzane, ale II wojna światowa i wysiedlenia ludności łemkowskiej z Beskidu Niskiego spowodowały zacieranie pamięci o tych miejscach, a także naturalne ich zarastanie lasami. Cmentarz na Rotundzie po latach doczekał się renowacji, dzięki Komitetowi Odbudowy Cmentarza Wojennego na Rotundzie, powołanemu z inicjatywy Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie.

Jest jednak wiele innych zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych, które czekają na renowację i opiekunów. Są na nich mogiły również Polaków, którzy często w tamtej wojnie stanąć musieli naprzeciw walcząc we wrogich mundurach. Są to pomniki walki i męczeństwa, ale też polskiego zwycięstwa w walce o niepodległość, bo ostatecznie i taki skutek miała I wojna światowa.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda” zaprojektował wybitny słowacki projektant Dušan Jurkovič. Pochowano na nim 42 żołnierzy austro-węgierskich oraz 12 rosyjskich poległych w lutym i marcu 1915 roku. Cmentarz na Rotundzie utworzono na planie koła. Otoczono go kamiennym murkiem, we wnętrzu stoją krzyże i 5 wysokich drewnianych wież zwieńczonych krzyżami przypominającymi stylistyką wieże łemkowskich cerkwi. Na centralnej, najwyższej wieży odnajdujemy inskrypcję (miał taką każdy cmentarz, a każda była inna). Ta na Rotundzie wykuta jest na kamiennej tablicy z krzyżem maltańskim i jest czterowierszem napisanym w języku niemieckim przez Hansa Hauptmanna. W tłumaczeniu brzmi on:

Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi,
A burze już nam nieraz we znaki się dały –
Wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi
I wcześniej okrywa purpurą swej chwały.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Brama na cmentarz wojenny.

Cmentarz wojenny nr 51 „Rotunda”.
Krzyże na Rotundzie.

O godzinie 8.55 zaczynamy schodzić do doliny Regietówki. Dróżka wiedzie na początku łagodnie przez ładny bukowy las. Sprowadza nas z kopuły szczytowej góry do stromszego, ale krótkiego uskoku stoku. Dalej już leśną drogą opuszczamy stok góry. O godzinie 9.15 rozpoczynamy biwak, korzystając z obiektów studenckiej bazy namiotowej „Regietów”.

Zejście z Rotundy do Regetowa.
Zejście z Rotundy do Regetowa.

W każdej wędrówce trzeba znaleźć chwilę na przystanek i odpoczynek - na szlaku, w schronisku, czy przy ognisku. Ludzi gór łączy nie tylko zamiłowanie i pasja, swoista kultura bycia i obcowania z naturą, a także nieprzeciętna życzliwość i przyjaźń przerastająca ich poglądowe różnice, religie, granice pokoleniowe i wszelkie inne, jakie można by jeszcze długo wymieniać. Wyrazem tego jest właśnie spotkanie, na którym wspólnie wsłuchujemy się w opowieści, oglądamy fotografie, deklamujemy wiersze lub śpiewamy wspólnie piosenki  będące wyrazem zachwytu urokami przyrody i krajobrazu, uzewnętrzniającymi radość z bycia razem w braterskim kręgu wokół ogniska.

Góry to świat wyjątkowy, wypełniony autentyzmem, ekspresją, pięknem zmuszającym do mistycznych uniesień i refleksji. Wędrówka, góry, obcowanie z przyrodą już dawno temu stały się stylem życia, pozwalającym cieszyć się jego pełnią, mimo wszelakich niewygód, jakie pojawiają się podczas takiej wędrówki, czy też pomimo konieczności dostosowania się i radzenia sobie w specyficznych warunkach górskich. Do końca Głównego Szlaku Beskidzkiego pozostał nam jeszcze spory dystans. Drogowskaz na drzewie podaje, że za sobą mamy 222 km, do Ustronia zostało 296 km. Wygaszamy zatem ognisko, zalewając go wodą z pobliskiego źródełka i o godzinie 10.40 ruszamy w dalszą drogę.

Dolina Regietówki.
Dolina Regietówki.

W bazie „Regietów”.
W bazie „Regietów”.
W bazie „Regietów”.

Ognisko już dogasa.
Ognisko już dogasa. Grupa zaraz ruszy w dalszą drogę.

Studencka baza namiotowa „Regietów”.
Studencka baza namiotowa „Regietów”.

Rusałka kratkowiec (Araschnia levana).
Rusałka kratkowiec (Araschnia levana).

Przekraczamy potok Regietówka. Poprowadzono przez niego drogę z przepływem, ale jeszcze niedawno przerzucona była przez niego chwiejna kładka. Teraz to jest łatwizna, ale wcześniej z kładką było jakoś bardziej swojsko. Po drugiej stronie potoku biegnie do niego równoległa droga. Skręcamy na niej w prawo w kierunku Regietowa. Idziemy kilkadziesiąt metrów, po czym schodzimy z drogi na odchodzącą w lewo drogę gruntową. Idziemy w kierunku kolejnego szczytu początkowo dość płasko. Za nami pokazuje się Rotunda porośnięta gęstym lasem. Chwilę później sami wchodzimy do lasu porastającego stoki Koziego Żebra. Stopniowo stok jest co raz bardziej stromy, niebawem podejście staje się wymagające i forsowne.

Początek drogi na Kozie Żebro.
Początek drogi na Kozie Żebro.

Widok na Rotundę.
Widok na Rotundę.

Podejście wschodnim stokiem Koziego Żebra znane jest w Beskidzie Niskim, podobnie jak zachodni stok Lackowej, który jest jeszcze bardziej stromy, ale krótszy od tego, który pokonujemy. Ktoś pozostawił na podejściu czerwony rower. Stoi teraz oparty drzewo. Może ten ktoś nie miał już siły dociągnąć nim do szczytu, a może bał się zjeżdżać w dół, a może pozostawił inny turystom, którzy chcieliby się nim wesprzeć. Jest całkiem, całkiem, z przerzutkami, ale tylko poprzymierzaliśmy się do niego. Niech sobie stoi dalej pod drzewem i czeka na kogoś chętnego.

Ciągniemy z mozołem dalej do góry na butach. Mija 11.45, kiedy nachylenie stoku wyraźnie łagodnieje. Wchodzimy na kopułę szczytową i kilka minut później osiągamy kulminację góry. Kozie Żebro (847 m n.p.m.) jest charakterystycznym i wyróżniającym się masywem w okolicy. Jego nazwę nadali mu podobno austriaccy kartografowie, którzy pod szczytem znaleźli szkielet sarny nazywanej przez okolicznych mieszkańców kozą.

Podejście wschodnim stokiem.
Podejście wschodnim stokiem.

Czerwony rower.
Czerwony rower.

Górne partie Koziego Żebra.
Górne partie Koziego Żebra.

Niedaleko wierzchołka.
Niedaleko wierzchołka.

Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).

Odpoczywamy na szczycie z inną wesołą grupa. O godzinie 11.50 opuszczamy wierzchołek góry. Idziemy grzbietem masywu na północ. Po chwil szlak zaczyna schodzić w dół stoku kierując nas na zachód. Przemierzamy cudowny las bukowy. O godzinie 12.25 wpadamy na utwardzoną drogę. Skręcamy na niej w prawo i idziemy po niej na północny-zachód. Droga ta trochę dalej pokryta jest asfaltem. Prowadzi prosto do Hańczowej.

Szlak na grzbiecie Koziego Żebra.
Szlak na grzbiecie Koziego Żebra.

Zejście.
Zejście.

Utwardzona droga prowadząca do Hańczowej.
Utwardzona droga prowadząca do Hańczowej.

Wydawać by się mogło, że to królewska droga, bo fruwa nad nią paź królowej. Wyraźnie nie może sobie miejsca znaleźć. Skacze z miejsca na miejsce. Czerwony szlak jednak za moment wprowadza do koryta potoku Matisa - prowadzi jego brzegami i skarpami kilkakrotnie przecinając bród. To kontrastowa odmiana dla wygodnej drogi. Często bywa tutaj błotniście, grząsko, a po deszczu bywa bardzo uciążliwie. Po za tym często pędzone są tędy krowy z pastwisk, co daje pewnego poślizgu. Nie spodziewaliśmy się, że teren przy potoku będzie dzisiaj taki suchy, nawet biorąc pod uwagę dominującą od kilku dni słoneczną aurę.

Paź królowej (Papilio machaon).
Paź królowej (Papilio machaon) w locie.

Zejście przez chaszcze nad potok Matisa.
Zejście przez chaszcze nad potok Matisa.

Potok Matisa.
Potok Matisa.
Potok Matisa.
Potok Matisa.

Wchodzimy na uliczkę wsi Hańczowa, mijamy jej kolejne domostwa. Następnie przechodzimy przez Ropę po zawieszonej wysoko metalowej kładce. Dalej mamy szosę, za szosą sklepik, przy którym umówiliśmy punkt zborny. O godzinie 13.00 docierają tam ostatnie osoby. Kończymy tutaj kolejny etap wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim.

Kładka nad Ropą.
Kładka nad Ropą.

Rzeka Ropa.
Rzeka Ropa.


TRASA:
Hańczowa [czerwony szlak] Kozie Żebro (847 m n.p.m.) [czerwony szlak] Regietów [czerwony szlak] Rotunda (771 m n.p.m.) [czerwony szlak] Zdynia-Ług

OPIS:
Jesień dziś najlepszą jest malarką,
najpiękniejszą naszą towarzyszką.
Słońce również nie próżnuje wcale
i przygrzewa niebywale.
Z Hańczowej "krowim szlakiem"
wyruszamy dość spokojnym krokiem,
ale wnet Koziego Żebra stoki
wyciskają z nas troszę soki.
Jednak zejście okazuje się trudniejsze,
bo jest wiele bardziej stromsze.
I osiągamy dolinę malowniczą, piękną
wyjątkowo cichą i spokojną,
chociaż kiedyś była bardzo gwarną;
dziś ta ziemia jest bezludną -
ślady łemkowskiej bytności tuli trawami
tęskniąc za dawnymi gospodarzami.
Stąd na Rotundę leśna dróżka
jest już nawet dosyć krótka.
Na niej szczycie jeden z wojennych cmentarzy,
gdzie leży wielu poległych żołnierzy
i choć mówią nam: nie płaczcie,
że leżymy tak z dala od ludzi,
pozostaje w nas ogromne współczucie;
u każdego ten pomnik smutną zadumę wzbudzi.
I schodzimy lasem, a potem łąkami
z pasącymi się stadnie krowami.
Dość szybko do Zdyni docieramy,
gdzie się u Zosi zatrzymamy;
a Popowe Wierchy zdobędziemy,
gdy nową wędrówkę rozpoczniemy.
~~Dorota

Główny Szlak Beskidzki
etap 16
HańczowaZdynia
11,4 km

W lipcu, gdy przywędrowaliśmy do Hańczowej (łemkow. Ганчова) witała nas burza („GSB-21, dzień 7”), dwa tygodnie temu obfity deszcz („GSB na raty, etap 15”), a dziś błękit nieba i jesienne słońce. Hańczowa rozbarwiła się przepięknie. Ktoś rozlał na lasy zarastające stoki Gór Hańczowskich ciepłe barwy akwareli. Zapowiada się cudowny dzień. Nietypowa październikowa ciepłota, sięgająca 20°C i lekkie, poranne powietrze są wymarzone na górską wędrówkę po Beskidzie Niskim.

Na czerwonym szlaku stajemy ponownie o godzinie 10.25, dokładnie tam, gdzie przerwaliśmy ostatnią wędrówkę, czyli pod budynkiem szkoły w Hańczowej. Hańczowa jest dużą wsią położoną w dolinie rzeki Ropa, bezpośrednio przy drodze z Uścia Gorlickiego do Wysowej. Przypuszcza się, iż powstała w połowie XV wieku. Pierwsza wzmianka o Hańczowej należącej do Gładyszów pochodzi z 1480 roku.

Od wschodu górują nad nią Kiczerka (625 m n.p.m.), Skałka (820 m n.p.m.) oraz Markowiec (640 m n.p.m.), a tam skąd dwa tygodnie temu przybyliśmy znajduje się wylot z doliny w której niegdyś znajdowała się wieś Ropki. Po prawej stronie tej doliny wznosi się Dzielec (717 m n.p.m.).

Hańczowa. Początek wędrówki.
Hańczowa. Początek wędrówki. Z tyłu po prawej widoczny jest Dzielec (717 m n.p.m.).

Czerwony szlak skręca przed budynkiem szkoły na wąską drogę pokrytą asfaltem. Po lewej widzimy połemkowską, drewnianą prawosławną cerkiew pod wezwaniem Opieki Bogurodzicy, wybudowaną z XIX wieku w miejscu wcześniejszej XVII-wiecznej cerkwi. Po powojennych wysiedleniach była użytkowania jako cerkiew grekokatolicka, lecz nieodnawiana niszczała, aż w końcu została opuszczona. Po roku 1956 uratowały ją rodziny łemkowskie powracające na te ziemie z wygnania. Obecnie hańczowska cerkiew jest jedną z lepiej zachowanych w Polsce cerkwi typu łemkowskiego. W roku 1985 Hańczowa gościła III Łemkowska Watra.

Kratową kładką ze stali przechodzimy przez rzekę Ropa i za niedługo mijamy ostatnie zabudowania wsi. Wkrótce kończy się też asfaltowa droga. Przechodzimy płytki bród potoku Markowiec i idziemy dalej wzdłuż jego koryta, przeprawiając się przez jego wody jeszcze kilkakrotnie. Jest to błotnisty odcinek, który nazywamy „krowim szlakiem”, a to ze względu na to, iż jest on rozdeptany przez przepędzane tędy krowy. Nawet najbardziej uważne patrzenie pod nogi nie zawsze odnosi pożądany skutek, gdyż błoto pod nogami miesza się z krowimi odchodami. Na szczęście nie ma tu o tej porze roku nieznośnych insektów, z którymi walczyliśmy tutaj ostatniego lata.

Hańczowa. Most nad rzeką Ropa.
Hańczowa. Most nad rzeką Ropa.

Wzdłuż koryta potoku Markowiec.
Wzdłuż koryta potoku Markowiec.

Potok Markowiec.
Potok Markowiec.

Mała przeprawa przez Markowiec.
Mała przeprawa przez Markowiec.

W jarze Markowca.
W jarze potoku Markowiec.

Powoli wchodzimy pomiędzy stoki Skałki (z lewej) i Markowca (z prawej). Po kilkunastu minutach zmagań z „krowim szlakiem” wchodzimy na szutrową drogę, którą niebawem wchodzimy w fantastyczny, jesienny las bukowy. Wkrótce wznoszące się po naszej lewej zbocza Skałki przechodzą w zbocza Koziego Żebra. Droga, którą idziemy prowadzi do Wysowej-Zdroju, lecz my odbijamy w lewo i rozpoczynamy wspinaczkę się na szczyt Koziego Żebra. Początkowo nie jest zbyt stromo, ale wkrótce leśna ścieżka wyraźnie przybiera na stromości, tylko chwilami dając wytchnienie krótkimi łagodnościami.

Droga przed leśnymi stokami Koziego Żebra. Na horyzoncie mamy Dzielec (717 m n.p.m.), a bliżej nas po lewej stok góry Markowiec (640 m n.p.m.).
Droga przed leśnymi stokami Koziego Żebra.
Na horyzoncie mamy Dzielec (717 m n.p.m.), a bliżej nas po lewej stok góry Markowiec (640 m n.p.m.).

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na szczyt Koziego Żebra.
Leśna wędrówka na szczyt Koziego Żebra.

O godzinie 11.30 docieramy do miejsca, gdzie nasza ścieżka łączy się ze ścieżką znakowaną na zielono, biegnącą na Kozie Żebro przez Skałkę ze wsi Skwirtne. W tym momencie znajdujemy się już na grzbiecie pasma i do szczytu Koziego Żebra jest już bardzo blisko. Szlak prowadzi dalej, alej już łagodnie grzbietem górskim i po 10 minutach stajemy na szczycie Koziego Żebra o 847 m n.p.m. wysokości.

Stoki grzbietu bardzo stromo opadają na wschód i na zachód, a porastający las miejscami nie jest bardzo gęsty. Dzięki temu ze szczytu w kierunku wschodnim rozpościera się mała panoramka na wzniesienia Beskidu Niskiego, za którymi wyłaniają się strzeliste szczyty Tatr. Szczęściarze z nas, że trafiliśmy na tak dobrą pogodę.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro. Tuż przed połączeniem ze szlakiem zielonym.
Tuż przed połączeniem ze szlakiem zielonym.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.
Na grzbiecie Koziego Żebra.

Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).

Panorama z Koziego Żebra na zachód.
Panorama z Koziego Żebra na zachód.

Panorama z Koziego Żebra na zachód.
Panorama z Koziego Żebra na zachód.

Panorama Tatr z Koziego Żebra.
Panorama Tatr z Koziego Żebra.

Po 15 minutowej przerwie na szczycie góry ruszamy dalej. Szlak ze szczytu Koziego Żebra załamuje się ostro w dół na jego wschodni stok. Nie można tego zlekceważyć - z trudnością utrzymujemy stabilność na jego stromości, pomimo, że jest dość sucho. Brak uwagi łatwo może skończyć się tu kontuzją. Choć Beskid Niski jest niski, to niektóre jego stoki są w stanie zaskoczyć - stromością nieustępującą tatrzańskim szlakom. Trzeba się nieźle natrudzić, aby zejść po wschodnim stoku Koziego Żebra. Gdybyśmy szli w przeciwnym kierunku mielibyśmy do czynienia z wyjątkowo forsownym podejściem, wyciskającym ostatnie poty nawet wprawionym turystom.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.
Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Schodzimy powolutku, nic nas nie popędza, a las obdarowuje nas od samego początku. Zaraz gdy tylko weszliśmy na leśne stoki Koziego Żebra mamy prawdziwe grzybobranie. Spod warstwy opadłych liści grzyby wyrosły stadami. Problemem staje się to do czego je zbierać. Szybko zapełniają się nam wszelkie dostępne torby, worki i woreczki. Wieczorem będzie pyszna jajecznica. Lasy te od dawna utrzymywały mieszkańców wiosek położonych w zacisznych dolinach, dostarczając budulca i opału, jak też obdarowując bogactwami runa leśnego.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Rodzinka muchomorków przy szlaku.

Rodzinka muchomorków przy szlaku.

Dolne partie stoków Koziego Żebra są już łagodniejsze. Pozwalają już schodzić „na luzie” aż do doliny potoku Regetówka. Wkrótce wychodzimy z lasu i idąc między łąkami szybko zbliżamy się do drogi łączącej dwie dawne wsie - Regetów Wyżny i Niżny, które po II wojnie światowej zostały całkowicie wysiedlone w wyniku akcji „Wisła”. Obecnie znajduje się tu jedna wioska o nazwie Regietów (łem. Рeґєтiв, trb. Regietiw), która do roku 1968 nazywała się Regetów. Z lewej na północy widać wybudowaną w latach 2008-2011 regietowską cerkiew pod wezwaniem św. Michała Archanioła, która przejęła funkcję już nieużytkowanej, drewnianej cerkwi pochodzącej z lat 30-tych XX wieku. Dzisiejszy Regietów zajmuje tereny po dawnym Regetowie Niżnym. Z kolei tereny po Regetowie Wyżnym, znajdujące się w południowej części doliny po naszej prawej są do dziś niemal bezludne.

Łagodna końcówka zejścia z Koziego Żebra.
Łagodna końcówka zejścia z Koziego Żebra.

Dolina Regetówki. Przed nami wznosi się Rotunda (771 m n.p.m.)

O godzinie 12.45 wchodzimy na drogę łączącą dawne wsie Regetów Wyżny i Niżny. Skręcamy w prawo, w kierunku Regetowa Wyżnego. Początek tu ma żółty szlak prowadzący do Regetowa Wyżnego i dalej do granicy ze Słowacją na Przełęcz Regetowską (słow. Sedlo Regetovská voda, 646 m n.p.m.), za którą znajduje się słowacka wieś Regetówka (słow. Regetovka).

W kierunku Regetowa Wyżnego maszerujemy krótką chwilkę, po czym skręcamy w lewo, gdzie przeprawiamy się przez potok. Regetówka. Można to zrobić przez jego bród, bowiem poziom wód potoku nie jest dziś zbyt wysoki. Obok do dyspozycji mamy też wąską, chwiejącą się drewnianą kładkę.

Dolina Regetówki
Dolina Regetówki

Przejście Regetówki.

Przejście Regetówki.
Przejście Regetówki.

Regietów. Potok Regetówka.
Potok Regetówka.

Przed nami wznosi się zalesiona Rotunda, drugie wzniesienie na trasie dzisiejszej wędrówki. Jest równie wspaniale co poprzednie okraszone barwami jesieni. U stóp wzniesienia znajduje się opustoszała baza namiotowa SKPB Warszawa, czynna w okresie lipca i sierpnia. Choć jesień wydaje się tu być najpiękniejszą ze wszystkich pór roku, to w duchu czuje się jakiś smutek z powodu braku sympatycznych, letnich gospodarzy bazy i tej znakomitej miętowej herbaty z kociołka. Brakuje nam ich, podobnie jak historycznych mieszkańców tych stron. Tak wiele o nich czytaliśmy, że chciałby się cofnąć w czasie, by zobaczyć dolinę Regetówki kwitnącą pełnym życiem. Jaka szkoda i żal, że pozostało po tamtym czasie już niezbyt donośne echo.

Opustoszała baza namiotowa SKPB Warszawa.
Opustoszała baza namiotowa SKPB Warszawa.

Podejście na Rotundę.
Zaczynamy wspinać się na Rotundę.

Wspinaczka na Rotundę w pierwszej fazie ma dość ostre fragmenty. Szczególnie ten ostatni znajdujący się w połowie drogi do szczytu. Jest on szczególnie forsowny i mimo, że jest bardzo krótki wymaga zazwyczaj krótkiego zatrzymania się dla złapania oddechu. Potem szlak przez 20 minut biegnie łagodniej w górę mijając od północnego zachodu jeden z dwóch lokalnych wierzchołków Rotundy.

Podejście na Rotundę.
Podejście na Rotundę.

Forsowniejszy odcinek podejścia.
Forsowniejszy odcinek podejścia.

Podejście na Rotundę. To już łagodniejszy fragment szlaku przed szczytem.

Podejście na Rotundę. To już łagodniejszy fragment szlaku przed szczytem.
To już łagodniejszy fragment szlaku przed szczytem.

Szczyt Rotundy (771 m n.p.m.).
Szczyt Rotundy (771 m n.p.m.).

O godzinie 13.30 zdobywamy główny szczyt Rotundy wznoszący się na 771 m n.p.m. Zajmuje go jedna z osobliwości Beskidu Niskiego. Jeden z najpiękniejszych cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej, zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča. Jest częściowo odrestaurowany, ale wciąż nie może doczekać się należnej mu świetności. To jeden spośród wielu w tych stronach cmentarzy wojennych z okresie I wojny światowej. Jedno z wielu milczących, ale jakże wymownych świadectw bezsensowności wojny i jej ofiar. Tereny, przez które obecnie prowadzi nas czerwony szlak, w 1915 były miejscem przełomowych, ale i krwawych zmagań na frontach I wojny światowej. Ówczesne działania zwane operacją gorlicką doprowadziły do złamania rosyjskiej siły zaczepnej, która już nigdy później nie zagroziła monarchii austro-węgierskiej. Pozostawiła jednak na terenie Gminy Uście Gorlickie kilkadziesiąt cmentarzy, które stały się pomnikami historii - i choć są dziś często zaniedbane, wciąż jeszcze trwają ku przestrodze ludzi. To zastanawiające - czyż nie są warte odnowy i przywrócenia dawnej świetności? Jakąż trzeba nieść ideę i przesłanie, aby zasłużyć na to? Czyż nie posiadają odpowiednio silnej wymowy wobec współcześnie powstających pomników? Przechodząc przez szczyt Rotundy właśnie takie pytania rwą się na zewnątrz. Pamiętać trzeba, iż wielu spoczywających w nim żołnierzy uczestniczyło w tamtej wojnie bez względu czy tego chcieli, czy też nie... a mimo to przemawiają dziś do nas:
Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi,
a burze już nam nieraz we znaki się dały
- wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi
i wcześniej okrywa purpurą swej chwały.

Krzyże na szczycie Rotundy.
Krzyże na szczycie Rotundy.

Cmentarz wojenny na Rotundzie.
Cmentarz wojenny na Rotundzie.

Po 20-minutowej przerwie na szczycie ruszamy w dół Rotundy, początkowo po wschodnim stoku, ale szybko zakręcamy na północny wschód. Zbocze po tej stronie jest łagodniejsze, ale tym samym ścieżka zejściowa jest dłuższa niż ta z doliny Regetówki. Leśna wędrówka jeszcze trwa, ale nieuchronnie zmierza ku końcowi. Nie wiemy, czy jeszcze tego roku uda się powtórzyć wędrówkę w tak przepięknych barwach jesieni. Może tak, a może nie. W Beskidzie Niskim czeka nas jeszcze wiele kilometrów wędrówki, wszak to najdłuższe pasmo górskie na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Może jeszcze kiedyś trafimy na tak dogodna aurę, może już za tydzień - zobaczy się.

Ze szczytu szlak wiedzie wygodną leśną drogą do Zdyni. Po około 45 minutach marszu odbijamy w prawo na ścieżkę, która niebawem wychodzi na łąki. Jesteśmy jeszcze dość wysoko na stokach góry, która oferuje nam wspaniały widok na dolinę potoku Zdynia, z malowniczo położoną w niej wsią Zdynia. Za doliną wznoszą się kolejne wzniesienia Beskidu Niskiego wraz z Popowymi Wierchami, które czekają na nasze odwiedziny.

Leśna droga wiodąca ze szczytu Rotundy.
Leśna droga wiodąca ze szczytu Rotundy.

Odbijamy z leśnej drogi na ścieżkę.
Odbijamy z leśnej drogi na ścieżkę.

Pierwsza polana na stokach Rotundy.
Pierwsza polana...

Zejście z Rotundy do Zdyni.
pojawiają się też pierwsze zagajniki...

Zejście z Rotundy do Zdyni.
pierwsze panoramy...

Zejście z Rotundy do Zdyni.
...i łaki.

Zejście z Rotundy do Zdyni.

Otwarte stoki pokryte łąkami i polami oszałamiają znakomitą panoramą, o niesłuchanej jesiennej kolorystyce. Zdynia jeszcze nigdy nie prezentowała się nam tak pięknie. To spora wioska, ciągnąca się przez około 3 km wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 977, biegnącej ku pobliskiej Przełęcz Dujawa (słow. Priesmyk Dujava, 556 m n.p.m.), na której znajduje się drogowe przejście graniczne.

Widok na Zdynię.
Widok na Zdynię.

Zdynia. Rozległe pastwiska na stokach Rotundy.

Zdynia. Rozległe pastwiska na stokach Rotundy.
Pastwiska na stokach Rotundy.

Pastwiska na stokach Rotundy.
Pastwiska w Zdyni.

Na pastwiskach witają nas pasące się przy szlaku krowy. Za niedługo wchodzimy na asfaltową drogę wijącą się pośród pierwszych zabudowań Zdyni (łem. Ждыня, trb. Żdynia). Jest to bardzo stara osada lokowana na dobrach Gładyszów. Pierwsza udokumentowana informacja o wsi pojawia się w 1437 roku. W 1581 roku z części wsi powstała osada na prawie wołoskim o nazwie Ług; po jakimś czasie cała Zdynia została przeniesiona na to prawo. W Zdyni znajduje się drewniana prawosławna cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej z 1795 roku. Z kolei na cmentarzu parafialnym znajdziemy grób ks. Maksyma Sandowicza, świętego prawosławnego.

Zaś na wschód od wsi znajduje się miejsce, gdzie na trzy dni w roku powraca życie dawnej Łemkowszczyzny, z jego własną, niepowtarzalną atmosferą. Tutaj od już wielu ostatnich lat odbywa się coroczny festiwal kultury łemkowskiej „Łemkowska Watra”.

Dolina Zdyni. Na wprost znajdują się Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Dolina Zdyni. Na wprost znajdują się Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Panorama na dolinę Zdyni


Zdynia. Pierwsze domy przy szlaku.
Pierwsze domy.

Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług.

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług.

Most nad potokiem Zdynia.
Most nad potokiem Zdynia.

O godzinie 15.00 przekraczamy potok Zdynia, nieopodal znanego nam ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego, w którym zatrzymujemy się przed wyjazdem. Do zachodu słońca pozostało jeszcze sporo czasu, ale niestety do domu droga nasza daleka. Żegnamy się z Beskidem Niskim, miejmy nadzieję, że nie na długo.



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas