Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popowe Wierchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popowe Wierchy. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
216,3 km
302,7 km
Myślami wciąż jesteśmy w dolinie Świerzówki. Opuszczona wioska, konsumowana przez przyrodę nie pozwala przestać o niej myśleć. Przejście tej doliny pozostawia trwały ślad w ludzkiej głębi. Dolina Świerzówki doprowadziła nas na Przełęcz Majdan, na której wczorajszego dnia przerwaliśmy wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Możemy teraz podjąć ciąg dalszy tego szlaku, przemierzać po raz kolejny Beskidy z tą samą fascynującą, jak pierwszy, drugi i każdy następny raz. Na ten szlak chce się wracać. Na każdym jego metrze szlaku pozostawiamy przeżycia i emocje, zapisujemy je na drzewach lasu, przydrożnych kamieniach, łemkowskich chyżach i przydrożnych krzyżach. Kojarzymy je z napotkanymi ludźmi i ze tymi wspaniałymi ludźmi, z którymi przemierzamy ten szlak.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.) [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.) [czerwony szlak] Wołowiec (500 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krzywa (570 m n.p.m.) [czerwony szlak] Popowe Wierchy (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Zdynia-Ług (475 m n.p.m.)

OPIS:
Jest godzina 11.05. Niebo niemal bezchmurne, słońce przygrzewa, parzy gdy stoimy w otwartym polu. Niedaleko stąd na stokach Mareszki jest bacówka, z pysznymi pierogami po łemkowsku. Opuściliśmy już obszar Magurskiego Parku Narodowego, ale wędrujemy w jego bliskości. Droga z Majdanu prowadzi troszkę laskiem, potem wyprowadza na podmokłe łąki. Zawsze były tu problemy z suchym przejściem. Niekiedy tego grzęzawiska nie dało się ominąć, szczególnie po deszczu. Dzisiejszego dnia po raz pierwszy chyba udaje się nam przejść ten obszar w miarę sucho. Trochę trzeba pokluczyć między drzewkami, których jest tu coraz więcej. Podmokłości sprzyjają rozwojowi przyrody. Nieco powyżej podmokłości, ciągnie się łąka sięgająca skraju lasu porastającego niewielkie, bezimienne wzniesienie. W jej zieleni fiolecą się storczyki, żółcą mniszki na którymi podryguje latolistek cytrynek.

Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.).
Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.).

Łąka poprzedzająca podmokłe tereny.
Łąka poprzedzająca podmokłe tereny.

Mniszek lekarski i latolistek cytrynek.
Mniszek lekarski i latolistek cytrynek.

Latolistek cytrynek (Gonepteryx rhamni) jest długowiecznym motylem, żyjącym niemal cały rok, przeważnie 10-11 miesięcy. Pojawia się już wczesną wiosną, często, kiedy na łąkach zalegają jeszcze płaty śniegu. Pojawia się jako zwiastun wiosny. Fruwają do późnej jesieni. Inne motyle żyją znacznie krócej - paź królowej (Papilio machaon), którego przedwczoraj spotkaliśmy żyje nie dłużej niż dwa miesiące, żywot popularnych bielinków kapustników (Pieris brassicae) nie przekracza jednego miesiąca. Cytrynki żyją dłużej, gdyż potrafią przejść w stan diapauzy letniej, czyli formy snu podczas którego spowalniają procesy życiowe w czasie dokuczliwych największych upałów. Odpoczywają i zbierają siły w ten sposób na jesień, chowając się pod liśćmi, w dziuplach, szparach budynków.

O godzinie 11.30 przeskakujemy niewielki potok. Droga, którą maszerowaliśmy odchodzi przed potokiem w kierunku wsi Bartne. Szlak prowadzi nas teraz ścieżką na stok Mareszki, chwilkę skrajem lasu, potem lasem. Po kilku kolejnych minutach jesteśmy przy Bacówce PTTK w Bartnem. Robimy południową długą przerwę do godziny 12.35.

Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).

Niedaleko od bacówki u podnóża Mareszki.
Niedaleko od bacówki u podnóża Mareszki.

Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.).
Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.).

Słońce nie ustaje, wyraźnie zwiększyło moc. Ludzie generalnie wolą trwać w sjeście. Nasze gromadka jednak rusza dalej za czerwonymi znakami Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzimy krótko asfaltową drogą w kierunku wsi Bartne, a przed pierwszymi zagrodami skręcamy w lewo na drogę gruntową. Mamy z niej panoramę na całą dolinę Bartnianki, rozdzielającą grzbiety Magury Wątkowskiej na północnym wschodzie i Magurycza Dużego na południowym zachodzie. W dali dolinę zdaje się zamykać Męcińska Góra, lecz w rzeczywistości dolina łamie się przed tym wzniesieniem na zachód.

Mijamy starą łemkowską chyże (przetrwało ich w Bartnem co najmniej kilkanaście). Pod chyżą na łące odpoczywa kilka krów. Najadły się już, albo po prostu nie mają siły paść się w tym upale. I dobrze, że nasza droga wchodzi między drzewa lasu, który nam daje trochę cienia, bo też pewnie byśmy padli jak te krowy. Przed trzynastą dochodzimy do odejścia z drogi. Szlak wprowadza na leśną drogę, bardziej zacienioną. Chwilkę mamy pod górkę, potem szlak zaczyna schodzić w dół po drugiej stronie grzbietu. Tam też przecinamy inną drogę gruntową, za którą mamy jeszcze niewielki lasek, a potem już tylko odkryty stok z tarasami dawnych pół łemkowskich. Od wielu lat nieużytkowane zarastają młodnikami. Wśród nich rosną dzikie jabłonie, rosnące niegdyś w łemkowskich obejściach, po których zostały już tylko nieliczne kamienne piwnice wkopane w stok. Są też stare krzyże lub ich pozostałości stojące samotnie na zielonych stokach wsi Wołowiec.

Łemkowska chyża w Bartnem.
Łemkowska chyża w Bartnem.
Łemkowska chyża w Bartnem.

Dolina Bartnianki.
Dolina Bartnianki.

W drodze.
W drodze.

Przed nami Magurycz Duży.
Przed nami Magurycz Duży.

Las na stoku Mareszki.
Szlak przez Mareszkę.

Las na stoku Mareszki.
Las na stoku Mareszki.

Łąki i drzewa owocowe w Wołowcu.
Łąki i drzewa owocowe w Wołowcu.

Dawna łemkowska wieś Wołowiec położona jest w dolinach potoków Mareska i Zawoja. Przed 1939 rokiem było w niej ponad 120 gospodarstwa. Obecnie jest ich kilkanaście, w większości zamieszkałych przez Łemków. O godzinie 13.20 docieramy nad koryto Mareski. Szlak skręca w lewo i prowadzi teraz wzdłuż jego brzegu. Mijamy kilka domów, w tym starą opuszczoną chyżę. Po 10 minutach wędrówki wzdłuż potoku dochodzimy do mostu. Przed mostem stoi Chata u Kasi. Zachodzimy do niej i spoczywamy na tarasie przy chłodnym, orzeźwiającym napoju.

Łemkowskie piwnice.
Łemkowskie piwnice.

Chata u Kasi.
Chata u Kasi.
Chata u Kasi.

Trudno rozstać się z przytulną, klimatyczną Chatą u Kasi. Odpoczywamy do godziny 14.00, po czym ruszamy w dalszą drogę. Przechodzimy przez most nad potokiem i wchodzimy na szosę. Stoi tutaj stary krzyż. Na jego cokole widoczny jest jeszcze wyryty rok 1878. Idziemy szosą w kierunku centrum Wołowca. W polach zauważyć można inne stare krzyże. Niektóre już nie wytrzymały upływu czasu. Pod jednym z obejść widać kikut betonowego cokołu, o który wsparty jest betonowy krzyż z Chrystusem. Kiedyś stał on na tym cokole.

Krzyż przydrożny z 1878 roku w Wołowcu.
Krzyż przydrożny z 1878 roku.

Krzyż łemkowski w Wołowcu.
Kiedyś stał na cokole - krzyż łemkowski w Wołowcu.

O godzinie 14.15 docieramy do miejsca, gdzie Mareska wpływa do potoku Zawoja, który pojawia się z prawej strony. W tymże miejscy szlak zmienia kierunek. Skręcamy na utwardzoną drogę po prawej i idziemy w górę potoku Zawoja, spływającego zalesioną doliną. O godzinie 14.50 dochodzimy do odejścia szlaku z gruntowej drogi. Znaki kierują na lewo, gdzie widać kamienisty bród potoku. Musimy przejść po kamieniach na drugą stronę potoku, gdzie w blasku słońca wygrzewa się całkiem spora żmija zygzakowata. Dobrze, że ją wcześniej zauważamy, lecz i o na wyczuła naszą obecność. Spłoszona zsunęła się po kamieniach do potoku i niczym poduszkowiec (dosłownie tak to wyglądało) przemknęła po powierzchni wody na drugi brzeg, zaledwie pół metra od nas. Staliśmy w bezruchu na wystających z potoku kamieniach, podziwiając grację z jaką żmija pomknęła po powierzchni wody.

Nieco wyżej ponownie przekraczamy bród potoku. Wychodzimy na urwistą skarpę. Idziemy chwilkę ponad potokiem, nie za długo, bo znów schodzimy nad jego kamieniste koryto. Ponownie przekraczamy jego wody i nie jest to ostatni raz. Na szczęście nie musimy ściągać butów, bo poziom wody nie jest wysoki. Gdyby było po deszczu, to by była przygoda.

Droga przez dolinę.
Droga przez dolinę.


Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.
Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.

Żmija zygzakowata.
Żmija zygzakowata.
Żmija zygzakowata.

Urwista skarpa nad Zawoją.
Urwista skarpa nad Zawoją.

Przeprawa przez potok Zawoja.
Kolejna przeprawa.

O godzinie 15.00 wychodzimy z zarośniętego otoczenia potoku Zawoja na łąki. Nieco dalej droga nasz zanurza się krzyżując się z wodami potoku, ale tuż przed potokiem szlak skręca tak jak potok na prawo. Tym razem nie maczamy się w wodach potoku. Wchodzimy na wzniesienie mając Zawoję po prawej. Wydaje się, że szlak będzie za chwilę oddalał się od niej, ale po przejściu krótko lasem obniża się ku niemu. Przekraczamy ostatni raz jego koryto, jednym szerokim korkiem, bo w tym miejscu już bardzo wąskie. Wchodzimy na szosę pomiędzy dawnymi łemkowskimi wsiami Krzywa i Jasionka.

Obie wsie opustoszały po wysiedleniach. W latach 50-tych XX wieku w Jasionce założono PGR, a w latach 60-tych powstała Stadnina Koni Huculskich. Po łemkowskiej wsi pozostały już tylko niszczejące krzyże i figury przydrożne. Obecnie Jasionka z popegeerowskimi budynkami stanowi przysiółek Krzywej. Czerwony szlak przecina szosę obok figury Matki Bożej z Dzieciątkiem stojącej pod drzewem, która niegdyś leżała w granicach wsi Jasionka. Za figura przemierzamy krótko łąki, po czym wchodzimy do lasu.

Szosa w Krzywej (teren dawnej wsi Jasionka).
Szosa w Krzywej (teren dawnej wsi Jasionka).

Spojrzenie na Jasionkę.
Spojrzenie na Jasionkę.

Wspinamy się dość ostro na grzbiet Popowych Wierchów. Przez masyw przechodzi szutrowa droga, na której skręcamy w prawo. Idziemy tą drogą parę minut. Droga łagodnie obniża się, co może niepokoić, tym bardziej, że znaków szlaku przy niej jest skąpo. W końcu jednak mamy odbicie na lewo. Przeskakujemy rów przy drodze i znów zagłębiamy się w gęstym lesie. Idziemy wyczekując właściwego wierzchołka Popowych Wierchów (684 m n.p.m.). Wreszcie osiągamy go o godzinie 16.15. Stąd do Zdyni mamy już bardzo blisko.

Zejście z szutrowej drogi.
Zejście z szutrowej drogi.

Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Iglasty las na Popowych Wierchach.
Iglasty las na Popowych Wierchach.

Niedaleko od wierzchołka Popowych Wierchów szlak przeprowadza przez niewielki stary las iglasty. Jest jakby z innej bajki, bo na Popowych Wierchach zdecydowanie przeważają drzewa liściaste. Za tym iglastym skrawkiem drzewa szlak nagle obniża się po stromy zboczu. Sprowadza obok ogrodzonych szkółek leśnych. O godzinie 16.35 wychodzimy na łąkę, poniżej której biegnie szosa z Gorlic do polsko-słowackiego przejścia granicznego w Koniecznej. Jesteśmy na terenie wsi Ług, której nie znajdziemy już na mapach. Była to wieś królewska, założona za zezwoleniem Piotra Gładysza. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1581 roku. W latach 30-tych XX wieku mieszkało w niej ponad 200 osób. Po II wojnie światowej teren wsi Ług opustoszał. Ocalałe na południowych krańcach wsi domostwa zostały przyłączone administracyjnie do wsi Zdynia.

Zejście z Popowych Wierchów do Zdyni.
Zejście do Zdyni.

Widok na Rotundę.
Widok na Rotundę.

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług. Do końca tej wędrówki pozostało już niecałe 800 metrów.

Szlak wiedzie dalej szosą około 800 metrów przez Zdynię w kierunku Koniecznej, by za budynkiem ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego „U Zosi” w Zdyni zejść w kierunki wzniesienia Rotundy. Zatrzymujemy się w ośrodku „U Zosi”, bo to jedno z naszych ulubionych miejsc w Beskidzie Niskim, słynące ze znakomitej kuchni opartej na swojskich i regionalnych produktach. Dlatego po raz kolejny to właśnie u Zosi założyliśmy sobie bazę wypadową. Kończymy zatem dzisiejszą wędrówkę, piękną i słoneczną, z odświeżonymi wspomnieniami którejś zimy, kiedy przemierzaliśmy po raz pierwszy dolinę Świerzówki. Odpoczniemy, a jutro podążymy dalej przez Beskid Niski prowadzeni czerwonym szlakiem.



TRASA:
Zdynia-Ług [czerwony szlak] Popowe Wierchy (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krzywa [czerwony szlak] Wołowiec [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.)

OPIS:
Leje od samego rana nie bacząc na nas wcale;
czy Beskid Niski pokonywać będziemy w mozole?
Zdynia wita nas jednak bez deszczu,
nikt nie idzie w przeciwdeszczowym płaszczu.
Na Popowych Wiechach grzybów mnóstwo mamy;
choć toreb niewiele mamy - grzybobranie urządzamy.
Wnet schodzimy do doliny kiedyś wysiedlonej
i choć ludzie powrócili - nie jest tu jak dawnej;
kilkanaście domów, piękna cerkiew na wzniesieniu,
ale pustka tu i cisza, jakby wszyscy byli na wygnaniu.
Między Krzywą i Jasionką przez Zawoi bród,
nie jest trudno bo nie pada – to jest chyba cud.
Potem jeszcze kilka razy po kamieniach przeskakując
przecinamy tenże potok, zdziczałą dolinę wędrując.
W końcu osiągamy Wołowiec, łemkowski jak niegdyś,
choć nie tętni takim życiem jak kiedyś
- bardzo mało teraz ludzi tutaj mieszka.
Niedaleko stąd już mamy na Mareszka,
gdzie bacówka i ognisko na nas czeka.
Bartne wita nas i żegna do przyszłego roku,
kiedy przyjedziemy wędrować po Magurskim Parku.
~~Dorota

Główny Szlak Beskidzki
etap 17
ZdyniaBartne
11,8 km

Na wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim wyjeżdżamy tym razem z naszą grupą turystyczną. W nocy zaczęło lać i to solidnie. Ochłodziło się. To sprawiło, że niektóre osoby zastanawiały się nad powrotem do ciepłego łóżeczka, i to wcale nie wyglądało na żart, czy blef. Jednak autokar przyjechał tak jak zwykle i cała grupa bez jakiegokolwiek zrzędzenia zajęła w nim miejsca. Jedziemy w góry niewysokie, generalnie łatwe, a odcinek do pokonania jest stosunkowo krótki. Deszczowa aura nie nastraja nas jednak optymistycznie - będzie trzeba po prostu szybko zaliczyć fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego i wracać do domu. Tak to już jest z wyjazdami zorganizowanymi - pogody nie wybiera się wtedy. Jedynie na co nieśmiało liczymy, to to, że tam dokąd jedziemy, być może deszczową aurę zastąpi prognozowany, pierwszy przedzimowy opad śniegu.

Jednakże ku zdumieniu ogółu, gdy zbliżamy się do Zdyni intensywność opadów stopniowo maleje, aż zupełnie niknie. To nieprawdopodobne. Nawet droga miejscami staje się sucha pod wpływem powiewającego wiatru. Tymczasem w Krakowie podobno wisi ściana deszczu. Do Zdyni przyjeżdżamy na godzinę 10.40. Tu rozpoczynamy wędrówkę.

Spod budynku Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego w Zdyni wychodzimy na drogę wojewódzką nr 977 przebiegającą przez wioskę. Skręcamy w lewo w stronę Gładyszowa i idziemy wzdłuż szosy około pół kilometra. Przed białą, przydrożną kapliczką skręcamy w prawo i schodzimy z ruchliwej szosy na stoki Popowych Wierchów. Chwilkę podchodzimy łączką, po czym wchodzimy w zwarty kompleks leśny. Ścieżka podrywa się i z mozołem wspinamy się do góry. Ścieżka pnie się stromo wzdłuż ogrodzonych obszarów leśnych. Myślimy o tym, że mogłoby być dużo trudniej, ale na nasze szczęście nie ma błota, tak jakby wcale tu nie padało. Jedynie trzeba uważać na wystające wilgotne korzenie, na których łatwo się poślizgnąć.

Zdynia-Ług. Popowe Wierchy.
Zdynia-Ług. Popowe Wierchy.

Zdynia-Ług. Zejście z drogi wojewódzkiej 977 na stoki Popowych Wierchów.

Zdynia-Ług. Wnętrze kapliczki pod Popowymi Wierchami.
Wnętrze kapliczki.

Zdynia-Ług. Początek podejścia na Popowe Wierchy.
Rozpoczynamy podejście na Popowe Wierchy.

Rotunda (771 m n.p.m.). U dołu droga wojewódzka nr 977 przebiegająca przez Zdynię.
Rotunda (771 m n.p.m.). U dołu droga wojewódzka nr 977 przebiegająca przez Zdynię.

Temperatura jest niska (poniżej 10°C), ale w marszu nie czuje się tego. Może tylko po rękach trochę zimno, lecz wkrótce i one nie próżnują, tak jak nogi. Wydawać by się mogło, że to nie pora już na grzybobranie, bo zimno. Okazuje się jednak, że mimo niskiej temperatury sporo tu jeszcze grzybów rośnie. Nikt się tego nie spodziewał. Jeszcze rano wszyscy byli nastawieni na walkę z deszczem, a nie na grzybobranie. Piękne, okazałe egzemplarze grzybów rosną tu przy samym szlaku. Same się proszą - weź mnie, będzie pyszna jajecznica. No szkoda, że nie mamy do czego ich zbierać. Zachwycają też wyglądem trujące gatunki grzybów, które oczywiście pozostawiamy w spokoju.

Zdynia-ług. Na łące pod lasem Popowych Wierchów.
Na łące pod lasem Popowych Wierchów.

Leśna ścieżka wprowadzająca na grzbiet Popowych Wierchów.
Leśna ścieżka wprowadzająca na grzbiet Popowych Wierchów.

Grzyb rosnący na drzewie.
Grzyb rosnący na drzewie.

Grzyb rosnący na drzewie.

Stado muchomorów na Popowych Wierchach.
Stado muchomorów na Popowych Wierchach.

Prawie na grzbiecie Popowych Wiechów (684 m n.p.m.).
Prawie na grzbiecie Popowych Wiechów (684 m n.p.m.).

Ścieżka osiąga grzbiet Popowych Wierchów i biegnie dalej w miarę płasko. Wędrówka górska jest teraz jak przyjemny spacer leśną ścieżką obsypaną gradem liści. Występujące podmokłości omijamy z łatwością, choć czasem zdarza się wdepnąć jedną stopą w grząski grunt zakamuflowany pod warstwą liści. Las sprawia wrażenie zupełnie opuszczonego. Nie słychać śpiewu ptaków, tylko czasem przeraźliwy pisk ocierających się o siebie gałęzi i konarów przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru. To tak jakby las chciał przemówić do nas.

Kolorowa jesień sprzed tygodnia właściwie już zanikła. Barwy jesieni zalegają właściwie tylko leśne ścieżki. Drzewa w większości zostały już ogołocone ze swego listowia, ale dzięki temu wnętrza lasu nie wypełnia półmrok, mimo wiszących nad nim gęstych chmur, które skrzętnie hamują dopływ blasku słonecznego.

Popowe Wierchy są masywem rozległym i trudno jest zlokalizować jego kulminację osiągającą 684 m n.p.m. Czerwony szlak przebiega w jej pobliżu, omijając ją od południa.

Na grzbiecie Popowych Wierchów.
Na grzbiecie Popowych Wierchów.

Łagodnie oddalamy się od najwyższej kulminacji Popowych Wierchów.
Łagodnie oddalamy się od najwyższej kulminacji Popowych Wierchów.

Koło południa wychodzimy na szutrową drogę, na której skręcamy w prawo. Maszerujemy nią jakieś 20-30 minut. Normalnie pokonalibyśmy ten odcinek w czasie dwa razy krótszym, ale po co się spieszyć skoro zaplanowana trasę jest krótka, a pogoda wciąż nam sprzyja. Z drogi szutrowej schodzimy na lewo, na leśną ścieżkę. Wiosną lub w lecie łatwo przegapić to zejście, bowiem znaki szlaku namalowane na drzewie zapewne przysłaniają liście, a sama ścieżka nie jest wyrazista.

Szutrowa droga przebiegająca przez Popowe Wierchy.
Szutrowa droga przebiegająca przez Popowe Wierchy.

Niedługo po opuszczeniu szutrowej drogi, ścieżka zaczyna wyraźnie schodzić w dół i po kilkunastu minutach wyprowadza na łąkę. Przed sobą widzimy kolejne zalesione szczyty, lecz nasz szlak nie będzie wiódł po nich. Wędrować będziemy dolinami pomiędzy tymi wzniesieniami. Najbardziej wyniosłym jest Obszar (685 m n.p.m.), który z początku przysłania nam młodnik rosnący z lewej ponad płytkim jarem. Za Obszarem widać wyższą Mareszkę (801 m n.p.m.) na stokach której leży Bacówka PTTK w Bartnem.

Na prawo widać niewysokie, łagodne wzniesienia. Przed nimi położona jest wioska Jasionka (łem. Jasiunka). Przed wysiedleniem w 1947 roku była to wioska ludna i gęsto zabudowana. Tworzyła jedną gromadę z sąsiednią Krzywą i Banicą. Po wysiedleniu wieś przez kilka lat była pusta, W latach 1950-1952 powstał tu PGR, którego funkcjonowanie zmieniło nie do poznania tutejsze tereny. Z dawnej Jasionki nie zachowały się żadne zabudowania mieszkalne.

Widok na Obszar (685 m n.p.m.) ze stoków Popowych Wierchów, jeszcze przed przekroczeniem drogi pomiędzy Krzywą i Jasionką.
Widok na Obszar (685 m n.p.m.) ze stoków Popowych Wierchów,
jeszcze przed przekroczeniem drogi pomiędzy Krzywą i Jasionką.

Widok w stronę wsi Jasionka.
Widok w stronę wsi Jasionka.

Po zejściu do doliny o godzinie 13.00 przecinamy szosę biegnącą z Grabu i dawnej wsi Radocyna do Gorlic przez Krzywą, Pętną i Sękową. Następuje to obok stojącej przy szosie figury Matki Bożej z Dzieciątkiem z roku 1900. Zaraz za szosą docieramy nad potok Zawoja. Musimy przeprawić się przez niego po kamieniach. Nie ma z tym większego problemu, bowiem poziom wody nie jest zbyt wysoki. Po deszczu zapewne musielibyśmy ściągać buty. Dalej szlak prowadzi nas w pobliżu koryta tego potoku.

Droga pomiędzy Krzywą a Jasionką.
Droga pomiędzy Krzywą a Jasionką. Przy niej stoi figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z roku 1900.

Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.
Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.

Wchodzimy na stromą skarpę, która w pewnym fragmencie oberwana jest w wyniku osuwiska. Ścieżka szlaku jest na tym odcinku niebezpiecznie naderwana i trzeba się przytrzymać drzew, aby nie zsunąć się kilka metrów w dół do koryta potoku Zawoja.

Ze skarpy widać drewnianą dawną cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana z 1924-1926 roku, w Krzywej (łem. Krywa). Jej kształt nawiązuje do cerkwi staroruskich charakteryzujących się brakiem wieży, małym prezbiterium i bardzo dużą nawą główną. Obecnie świątynia ta pełni funkcję kościoła katolickiego NMP Niepokalanie Poczętej. Krzywa, podobnie jak wieś Jasionka była przed 1947 roku ludną wsią łemkowskiej. Jednak, podobnie jak w Jasionce, tak i tu nie zachowała się z tamtego okresu żadna zabudowa mieszkalna.

Osuwisko ponad potokiem Zawoja.
Osuwisko ponad potokiem Zawoja.

Potok Zawoja. Z lewej widać fragment osuwiska.
Potok Zawoja. Z lewej widać fragment osuwiska.

Po obniżeniu się skarpy nad Zawoją szlak skręca w prawo i wchodzi w dziką dolinę. Skręca w nią również potok Zawoja, który podobnie jak nasza ścieżka za niedługo wchodzi do lasu. Wkrótce Zawoja i nasza ścieżka kilkakrotnie krzyżują się, dostarczając dodatkowych atrakcji, bo za każdym razem musimy przeprawiać się przez bród potoku. Nie jest to trudne, a nie wątpliwie więcej emocji mógłby dostarczyć opady deszczu. Wtedy przeprawa przez potok nie byłaby tak prosta, o czym już niejednokrotnie słyszeliśmy od wielu innych wędrowców.

Wchodzimy w dolinę potoku Zawoja. Z tyłu widać dom w Krzywej.
Wchodzimy w dolinę potoku Zawoja. Z tyłu widać dom w Krzywej.

Kolejna przeprawa przez Zawoję.
Kolejna przeprawa przez Zawoję.

Potok Zawoja.
Potok Zawoja.

O godzinie 13.30 osiągamy utwardzoną drogę, na którą szlak skręca w prawo. Potok Zawoja jest w tym miejscu dość szeroki, ale nie będziemy się już przez niego przeprawiać. Płynie sobie po naszej prawej i niedługo oddali się od nas i na terenie nieistniejącej wsi Nieznajowa zasili wody rzeki Wisłoka, z którą spotkamy się w miejscowości Kąty przy którejś z najbliższych wędrówek po Głównym Szlaku Beskidzkim. Tymczasem na chwilę schodzimy z utwardzonej drogi do lasu i idziemy w jej pobliżu, po czym wracamy na nią.

Przed godziną 14.00 osiągamy miejsce, w którym do naszego czerwonego szlaku dochodzą znaki żółte szlaku z Banicy do Nieznajowej. Trochę dalej przekraczamy dopływ Zawoi korzystając z drewnianego mostka dla pieszych, podczas gdy sama droga równolegle schodzi do jego nurtu krzyżując się z nim. Po 15 minutach od mostka mijamy szlaban, za którym mamy już asfaltową szosę biegnącą przez dawną łemkowską wieś Wołowiec (łemk. Воловец).

Idąc tą szosą w prawo, tak jak skręca potok Zawoja, moglibyśmy zobaczyć cerkiew prawosławną pod wezwaniem Opieki Matki Bożej (Bogurodzicy) z XVIII wieku, wybudowaną w stylu zachodniołemkowskim. Czerwony szlak skręca jednak w lewo i prowadzi szosą wzdłuż dopływu Zawoi o nazwie Mareszka. Mijamy nieliczne zabudowania mieszkalne i liczne kapliczki łemkowskie. Obecnie w Wołowcu mieszka niewiele rodzin. W większości jest to ludność łemkowska, która powróciła do wioski po powojennych wysiedleniach. Dziś trudno uwierzyć, że pod koniec XIX wieku mieszkały tu 882 osoby.

Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.
Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.

Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.

Znów na utwardzonej drodze.
Znów na utwardzonej drodze.

Szlaban przed wejściem na szosę w Wołowcu.

Idziemy szosą jakiś kwadrans i zaraz po przejściu mostem nad Mareszką schodzimy w prawo na bitą drogę. Ponownie mamy most nad Mareszką, zaraz za nim mijamy szyld „Głodny i spragniony - tutaj będziesz nakarmiony” zapraszający do Chaty Kasi na domowe obiadki. Potem przechodzimy koło starych, drewnianych chałup, a także niezamieszkałej chyży. Nasza droga przeobraża się w ścieżkę, która niebawem skręca w prawo pnąc się na stoki Mareszka (801 m n.p.m.), najpierw po łąkach, a potem lasem.

Krzyż w Wołowcu.
Krzyż w Wołowcu.
Krzyże w Wołowcu.

Na szosie w Wołowcu. Most nad potokiem Mareszka.
Na szosie w Wołowcu. Most nad potokiem Mareszka.

Drewniana chata w Wołowcu.
Drewniana chata w Wołowcu.

Wołowiec. Niezamieszkała chyża łemkowska.
Niezamieszkała chyża łemkowska.

Za nami widać coraz ciemniejsze chmury, ale nie martwimy się już tym zbytnio - wszak przed nami zostało już niewiele drogi. Wydaje się, że chmury ciągną ku nam i lada moment nas dopadną, ale jakoś to wciąż nie następuje. W Krakowie zaś cały czas leje, jak meldują nam znajomi martwiąc się o nasz los: „leje jak z cebra, a wy w górach”. Los jednak jest nam przychylniejszy, niż tym co zostali w Krakowie, ale jakby co, szybko wchodzimy do lasu porastającego stoki Mareszka, który da nam jakąś osłonę przed ewentualnym deszczem. Po osiągnięciu lasu szlak robi się łagodniejszy. Przestaje się wspinać ku szczytowi góry, przechodząc w trawers jej zbocza. Wiedzie teraz po wygodnej leśnej drodze. O godzinie 15.15 docieramy do utwardzonej drogi z drogowskazem, z którego odczytujemy, że do bacówki pozostało nam już tylko 20 minut. Za wskazaniem tego znaku skręcamy na utwardzoną drogę w prawo. W tymże miejscu dochodzi do nas niebieski szlak z Gorlic, pokonujący m.in. Magurę Małastowską.

Widok w stronę Wołowca ze stoków Mareszka.
Widok w stronę Wołowca ze stoków Mareszka.

W lesie porastającym stoki Mareszka.
W lesie porastającym stoki Mareszka.

Wkrótce wychodzimy z lasu. Przy szlaku mijamy pasące się krowy, zagrodę gospodarczą i dom. Przed nami widać jeszcze jedno domostwo. Zaś po naszej lewej, czyli na północnym zachodzie ukazuje się daleka panorama na dolinę wioski Bartne (łem. Бортне, Bortne). Jest ona imponująca pomimo wiszących nisko chmur. Wieś ta ma blisko 7 kilometrów długości. Otoczona jest górami. Wylot doliny zamyka zwarty masyw: Męcińskiej Góry (679 m n.p.m.) i Kamiennej Góry (618 m n.p.m.).

Bartne zamieszkałe jest głównie przez Łemków. To dawna, znana wioska na terenie całej Łemkowszczyzny, a to dzięki kamieniarstwu. Pochodzące stąd krzyże przydrożne oraz nagrobki do dziś spotkać można w nawet odległych miejscowościach. Miejscowi podają, że Bartne zostało założone przez kamieniarzy z pobliskiej Jasionki, którzy na zboczach pobliskich gór pozyskiwali niezbędny materiał.

W Bartnem znajdują się dwie cerkwie: greckokatolicka pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana wybudowana około 1842 roku oraz prawosławna również pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana z 1928 roku (wybudowana na wzór cerkwi w Krzywej, choć jest znacznie mniejsza od niej). W wiosce można również zobaczyć kilka dobrze zachowanych chyży łemkowskich, wiele przydrożnych krzyży, a także ciekawe cmentarze (parafialny i wojenny).

W latach 1986-89 Bartne gościło „Łemkowską Watrę”, która dziś kontynuowana jest w odległej o kilkanaście kilometrów Zdyni, z której wyruszaliśmy dzisiaj na wędrówkę.

Widok na dolinę wsi Bartne.
Widok na dolinę wsi Bartne.

Widok na dolinę wsi Bartne.
Widok na dolinę wsi Bartne.

Nasza droga łączy się teraz z asfaltową, wspinającą się z centrum wioski do Bacówki PTTK w Bartnem, położonej na stokach Mareszka. Skręcamy na nią w prawo i po dwóch minutach docieramy pod budynek bacówki, schowanej na skraju lasu mieszanego, wśród jodeł, buków i jaworów.

Bacówka PTTK w Bartnem.
Bacówka PTTK w Bartnem.

Przy ognisku.

Dochodzi godzina 15.40. Znajdujemy się tuż przed Magurskim Parkiem Narodowym i jednocześnie na rubieżach województwa małopolskiego. Następna wędrówka wiodła będzie już przez Magurski Park Narodowy i województwo podkarpackie. To dobry czas i miejsce, by odpocząć przy ognisku oraz wspomnieć przebyte do tej pory szczyty i wioski, zwiedzone miejsca i obiekty, tym bardziej, że następna wędrówka po Głównym Szlaku Beskidzkim będzie dopiero w przyszłym roku. I to raczej na pewno.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Komisja Turystyki Górskiej.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas