Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdynia. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Zdynia-Ług [czerwony szlak] Popowe Wierchy (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krzywa [czerwony szlak] Wołowiec [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.)

OPIS:
Leje od samego rana nie bacząc na nas wcale;
czy Beskid Niski pokonywać będziemy w mozole?
Zdynia wita nas jednak bez deszczu,
nikt nie idzie w przeciwdeszczowym płaszczu.
Na Popowych Wiechach grzybów mnóstwo mamy;
choć toreb niewiele mamy - grzybobranie urządzamy.
Wnet schodzimy do doliny kiedyś wysiedlonej
i choć ludzie powrócili - nie jest tu jak dawnej;
kilkanaście domów, piękna cerkiew na wzniesieniu,
ale pustka tu i cisza, jakby wszyscy byli na wygnaniu.
Między Krzywą i Jasionką przez Zawoi bród,
nie jest trudno bo nie pada – to jest chyba cud.
Potem jeszcze kilka razy po kamieniach przeskakując
przecinamy tenże potok, zdziczałą dolinę wędrując.
W końcu osiągamy Wołowiec, łemkowski jak niegdyś,
choć nie tętni takim życiem jak kiedyś
- bardzo mało teraz ludzi tutaj mieszka.
Niedaleko stąd już mamy na Mareszka,
gdzie bacówka i ognisko na nas czeka.
Bartne wita nas i żegna do przyszłego roku,
kiedy przyjedziemy wędrować po Magurskim Parku.
~~Dorota

Główny Szlak Beskidzki
etap 17
ZdyniaBartne
11,8 km

Na wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim wyjeżdżamy tym razem z naszą grupą turystyczną. W nocy zaczęło lać i to solidnie. Ochłodziło się. To sprawiło, że niektóre osoby zastanawiały się nad powrotem do ciepłego łóżeczka, i to wcale nie wyglądało na żart, czy blef. Jednak autokar przyjechał tak jak zwykle i cała grupa bez jakiegokolwiek zrzędzenia zajęła w nim miejsca. Jedziemy w góry niewysokie, generalnie łatwe, a odcinek do pokonania jest stosunkowo krótki. Deszczowa aura nie nastraja nas jednak optymistycznie - będzie trzeba po prostu szybko zaliczyć fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego i wracać do domu. Tak to już jest z wyjazdami zorganizowanymi - pogody nie wybiera się wtedy. Jedynie na co nieśmiało liczymy, to to, że tam dokąd jedziemy, być może deszczową aurę zastąpi prognozowany, pierwszy przedzimowy opad śniegu.

Jednakże ku zdumieniu ogółu, gdy zbliżamy się do Zdyni intensywność opadów stopniowo maleje, aż zupełnie niknie. To nieprawdopodobne. Nawet droga miejscami staje się sucha pod wpływem powiewającego wiatru. Tymczasem w Krakowie podobno wisi ściana deszczu. Do Zdyni przyjeżdżamy na godzinę 10.40. Tu rozpoczynamy wędrówkę.

Spod budynku Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego w Zdyni wychodzimy na drogę wojewódzką nr 977 przebiegającą przez wioskę. Skręcamy w lewo w stronę Gładyszowa i idziemy wzdłuż szosy około pół kilometra. Przed białą, przydrożną kapliczką skręcamy w prawo i schodzimy z ruchliwej szosy na stoki Popowych Wierchów. Chwilkę podchodzimy łączką, po czym wchodzimy w zwarty kompleks leśny. Ścieżka podrywa się i z mozołem wspinamy się do góry. Ścieżka pnie się stromo wzdłuż ogrodzonych obszarów leśnych. Myślimy o tym, że mogłoby być dużo trudniej, ale na nasze szczęście nie ma błota, tak jakby wcale tu nie padało. Jedynie trzeba uważać na wystające wilgotne korzenie, na których łatwo się poślizgnąć.

Zdynia-Ług. Popowe Wierchy.
Zdynia-Ług. Popowe Wierchy.

Zdynia-Ług. Zejście z drogi wojewódzkiej 977 na stoki Popowych Wierchów.

Zdynia-Ług. Wnętrze kapliczki pod Popowymi Wierchami.
Wnętrze kapliczki.

Zdynia-Ług. Początek podejścia na Popowe Wierchy.
Rozpoczynamy podejście na Popowe Wierchy.

Rotunda (771 m n.p.m.). U dołu droga wojewódzka nr 977 przebiegająca przez Zdynię.
Rotunda (771 m n.p.m.). U dołu droga wojewódzka nr 977 przebiegająca przez Zdynię.

Temperatura jest niska (poniżej 10°C), ale w marszu nie czuje się tego. Może tylko po rękach trochę zimno, lecz wkrótce i one nie próżnują, tak jak nogi. Wydawać by się mogło, że to nie pora już na grzybobranie, bo zimno. Okazuje się jednak, że mimo niskiej temperatury sporo tu jeszcze grzybów rośnie. Nikt się tego nie spodziewał. Jeszcze rano wszyscy byli nastawieni na walkę z deszczem, a nie na grzybobranie. Piękne, okazałe egzemplarze grzybów rosną tu przy samym szlaku. Same się proszą - weź mnie, będzie pyszna jajecznica. No szkoda, że nie mamy do czego ich zbierać. Zachwycają też wyglądem trujące gatunki grzybów, które oczywiście pozostawiamy w spokoju.

Zdynia-ług. Na łące pod lasem Popowych Wierchów.
Na łące pod lasem Popowych Wierchów.

Leśna ścieżka wprowadzająca na grzbiet Popowych Wierchów.
Leśna ścieżka wprowadzająca na grzbiet Popowych Wierchów.

Grzyb rosnący na drzewie.
Grzyb rosnący na drzewie.

Grzyb rosnący na drzewie.

Stado muchomorów na Popowych Wierchach.
Stado muchomorów na Popowych Wierchach.

Prawie na grzbiecie Popowych Wiechów (684 m n.p.m.).
Prawie na grzbiecie Popowych Wiechów (684 m n.p.m.).

Ścieżka osiąga grzbiet Popowych Wierchów i biegnie dalej w miarę płasko. Wędrówka górska jest teraz jak przyjemny spacer leśną ścieżką obsypaną gradem liści. Występujące podmokłości omijamy z łatwością, choć czasem zdarza się wdepnąć jedną stopą w grząski grunt zakamuflowany pod warstwą liści. Las sprawia wrażenie zupełnie opuszczonego. Nie słychać śpiewu ptaków, tylko czasem przeraźliwy pisk ocierających się o siebie gałęzi i konarów przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru. To tak jakby las chciał przemówić do nas.

Kolorowa jesień sprzed tygodnia właściwie już zanikła. Barwy jesieni zalegają właściwie tylko leśne ścieżki. Drzewa w większości zostały już ogołocone ze swego listowia, ale dzięki temu wnętrza lasu nie wypełnia półmrok, mimo wiszących nad nim gęstych chmur, które skrzętnie hamują dopływ blasku słonecznego.

Popowe Wierchy są masywem rozległym i trudno jest zlokalizować jego kulminację osiągającą 684 m n.p.m. Czerwony szlak przebiega w jej pobliżu, omijając ją od południa.

Na grzbiecie Popowych Wierchów.
Na grzbiecie Popowych Wierchów.

Łagodnie oddalamy się od najwyższej kulminacji Popowych Wierchów.
Łagodnie oddalamy się od najwyższej kulminacji Popowych Wierchów.

Koło południa wychodzimy na szutrową drogę, na której skręcamy w prawo. Maszerujemy nią jakieś 20-30 minut. Normalnie pokonalibyśmy ten odcinek w czasie dwa razy krótszym, ale po co się spieszyć skoro zaplanowana trasę jest krótka, a pogoda wciąż nam sprzyja. Z drogi szutrowej schodzimy na lewo, na leśną ścieżkę. Wiosną lub w lecie łatwo przegapić to zejście, bowiem znaki szlaku namalowane na drzewie zapewne przysłaniają liście, a sama ścieżka nie jest wyrazista.

Szutrowa droga przebiegająca przez Popowe Wierchy.
Szutrowa droga przebiegająca przez Popowe Wierchy.

Niedługo po opuszczeniu szutrowej drogi, ścieżka zaczyna wyraźnie schodzić w dół i po kilkunastu minutach wyprowadza na łąkę. Przed sobą widzimy kolejne zalesione szczyty, lecz nasz szlak nie będzie wiódł po nich. Wędrować będziemy dolinami pomiędzy tymi wzniesieniami. Najbardziej wyniosłym jest Obszar (685 m n.p.m.), który z początku przysłania nam młodnik rosnący z lewej ponad płytkim jarem. Za Obszarem widać wyższą Mareszkę (801 m n.p.m.) na stokach której leży Bacówka PTTK w Bartnem.

Na prawo widać niewysokie, łagodne wzniesienia. Przed nimi położona jest wioska Jasionka (łem. Jasiunka). Przed wysiedleniem w 1947 roku była to wioska ludna i gęsto zabudowana. Tworzyła jedną gromadę z sąsiednią Krzywą i Banicą. Po wysiedleniu wieś przez kilka lat była pusta, W latach 1950-1952 powstał tu PGR, którego funkcjonowanie zmieniło nie do poznania tutejsze tereny. Z dawnej Jasionki nie zachowały się żadne zabudowania mieszkalne.

Widok na Obszar (685 m n.p.m.) ze stoków Popowych Wierchów, jeszcze przed przekroczeniem drogi pomiędzy Krzywą i Jasionką.
Widok na Obszar (685 m n.p.m.) ze stoków Popowych Wierchów,
jeszcze przed przekroczeniem drogi pomiędzy Krzywą i Jasionką.

Widok w stronę wsi Jasionka.
Widok w stronę wsi Jasionka.

Po zejściu do doliny o godzinie 13.00 przecinamy szosę biegnącą z Grabu i dawnej wsi Radocyna do Gorlic przez Krzywą, Pętną i Sękową. Następuje to obok stojącej przy szosie figury Matki Bożej z Dzieciątkiem z roku 1900. Zaraz za szosą docieramy nad potok Zawoja. Musimy przeprawić się przez niego po kamieniach. Nie ma z tym większego problemu, bowiem poziom wody nie jest zbyt wysoki. Po deszczu zapewne musielibyśmy ściągać buty. Dalej szlak prowadzi nas w pobliżu koryta tego potoku.

Droga pomiędzy Krzywą a Jasionką.
Droga pomiędzy Krzywą a Jasionką. Przy niej stoi figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z roku 1900.

Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.
Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.

Wchodzimy na stromą skarpę, która w pewnym fragmencie oberwana jest w wyniku osuwiska. Ścieżka szlaku jest na tym odcinku niebezpiecznie naderwana i trzeba się przytrzymać drzew, aby nie zsunąć się kilka metrów w dół do koryta potoku Zawoja.

Ze skarpy widać drewnianą dawną cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana z 1924-1926 roku, w Krzywej (łem. Krywa). Jej kształt nawiązuje do cerkwi staroruskich charakteryzujących się brakiem wieży, małym prezbiterium i bardzo dużą nawą główną. Obecnie świątynia ta pełni funkcję kościoła katolickiego NMP Niepokalanie Poczętej. Krzywa, podobnie jak wieś Jasionka była przed 1947 roku ludną wsią łemkowskiej. Jednak, podobnie jak w Jasionce, tak i tu nie zachowała się z tamtego okresu żadna zabudowa mieszkalna.

Osuwisko ponad potokiem Zawoja.
Osuwisko ponad potokiem Zawoja.

Potok Zawoja. Z lewej widać fragment osuwiska.
Potok Zawoja. Z lewej widać fragment osuwiska.

Po obniżeniu się skarpy nad Zawoją szlak skręca w prawo i wchodzi w dziką dolinę. Skręca w nią również potok Zawoja, który podobnie jak nasza ścieżka za niedługo wchodzi do lasu. Wkrótce Zawoja i nasza ścieżka kilkakrotnie krzyżują się, dostarczając dodatkowych atrakcji, bo za każdym razem musimy przeprawiać się przez bród potoku. Nie jest to trudne, a nie wątpliwie więcej emocji mógłby dostarczyć opady deszczu. Wtedy przeprawa przez potok nie byłaby tak prosta, o czym już niejednokrotnie słyszeliśmy od wielu innych wędrowców.

Wchodzimy w dolinę potoku Zawoja. Z tyłu widać dom w Krzywej.
Wchodzimy w dolinę potoku Zawoja. Z tyłu widać dom w Krzywej.

Kolejna przeprawa przez Zawoję.
Kolejna przeprawa przez Zawoję.

Potok Zawoja.
Potok Zawoja.

O godzinie 13.30 osiągamy utwardzoną drogę, na którą szlak skręca w prawo. Potok Zawoja jest w tym miejscu dość szeroki, ale nie będziemy się już przez niego przeprawiać. Płynie sobie po naszej prawej i niedługo oddali się od nas i na terenie nieistniejącej wsi Nieznajowa zasili wody rzeki Wisłoka, z którą spotkamy się w miejscowości Kąty przy którejś z najbliższych wędrówek po Głównym Szlaku Beskidzkim. Tymczasem na chwilę schodzimy z utwardzonej drogi do lasu i idziemy w jej pobliżu, po czym wracamy na nią.

Przed godziną 14.00 osiągamy miejsce, w którym do naszego czerwonego szlaku dochodzą znaki żółte szlaku z Banicy do Nieznajowej. Trochę dalej przekraczamy dopływ Zawoi korzystając z drewnianego mostka dla pieszych, podczas gdy sama droga równolegle schodzi do jego nurtu krzyżując się z nim. Po 15 minutach od mostka mijamy szlaban, za którym mamy już asfaltową szosę biegnącą przez dawną łemkowską wieś Wołowiec (łemk. Воловец).

Idąc tą szosą w prawo, tak jak skręca potok Zawoja, moglibyśmy zobaczyć cerkiew prawosławną pod wezwaniem Opieki Matki Bożej (Bogurodzicy) z XVIII wieku, wybudowaną w stylu zachodniołemkowskim. Czerwony szlak skręca jednak w lewo i prowadzi szosą wzdłuż dopływu Zawoi o nazwie Mareszka. Mijamy nieliczne zabudowania mieszkalne i liczne kapliczki łemkowskie. Obecnie w Wołowcu mieszka niewiele rodzin. W większości jest to ludność łemkowska, która powróciła do wioski po powojennych wysiedleniach. Dziś trudno uwierzyć, że pod koniec XIX wieku mieszkały tu 882 osoby.

Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.
Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.

Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.

Znów na utwardzonej drodze.
Znów na utwardzonej drodze.

Szlaban przed wejściem na szosę w Wołowcu.

Idziemy szosą jakiś kwadrans i zaraz po przejściu mostem nad Mareszką schodzimy w prawo na bitą drogę. Ponownie mamy most nad Mareszką, zaraz za nim mijamy szyld „Głodny i spragniony - tutaj będziesz nakarmiony” zapraszający do Chaty Kasi na domowe obiadki. Potem przechodzimy koło starych, drewnianych chałup, a także niezamieszkałej chyży. Nasza droga przeobraża się w ścieżkę, która niebawem skręca w prawo pnąc się na stoki Mareszka (801 m n.p.m.), najpierw po łąkach, a potem lasem.

Krzyż w Wołowcu.
Krzyż w Wołowcu.
Krzyże w Wołowcu.

Na szosie w Wołowcu. Most nad potokiem Mareszka.
Na szosie w Wołowcu. Most nad potokiem Mareszka.

Drewniana chata w Wołowcu.
Drewniana chata w Wołowcu.

Wołowiec. Niezamieszkała chyża łemkowska.
Niezamieszkała chyża łemkowska.

Za nami widać coraz ciemniejsze chmury, ale nie martwimy się już tym zbytnio - wszak przed nami zostało już niewiele drogi. Wydaje się, że chmury ciągną ku nam i lada moment nas dopadną, ale jakoś to wciąż nie następuje. W Krakowie zaś cały czas leje, jak meldują nam znajomi martwiąc się o nasz los: „leje jak z cebra, a wy w górach”. Los jednak jest nam przychylniejszy, niż tym co zostali w Krakowie, ale jakby co, szybko wchodzimy do lasu porastającego stoki Mareszka, który da nam jakąś osłonę przed ewentualnym deszczem. Po osiągnięciu lasu szlak robi się łagodniejszy. Przestaje się wspinać ku szczytowi góry, przechodząc w trawers jej zbocza. Wiedzie teraz po wygodnej leśnej drodze. O godzinie 15.15 docieramy do utwardzonej drogi z drogowskazem, z którego odczytujemy, że do bacówki pozostało nam już tylko 20 minut. Za wskazaniem tego znaku skręcamy na utwardzoną drogę w prawo. W tymże miejscu dochodzi do nas niebieski szlak z Gorlic, pokonujący m.in. Magurę Małastowską.

Widok w stronę Wołowca ze stoków Mareszka.
Widok w stronę Wołowca ze stoków Mareszka.

W lesie porastającym stoki Mareszka.
W lesie porastającym stoki Mareszka.

Wkrótce wychodzimy z lasu. Przy szlaku mijamy pasące się krowy, zagrodę gospodarczą i dom. Przed nami widać jeszcze jedno domostwo. Zaś po naszej lewej, czyli na północnym zachodzie ukazuje się daleka panorama na dolinę wioski Bartne (łem. Бортне, Bortne). Jest ona imponująca pomimo wiszących nisko chmur. Wieś ta ma blisko 7 kilometrów długości. Otoczona jest górami. Wylot doliny zamyka zwarty masyw: Męcińskiej Góry (679 m n.p.m.) i Kamiennej Góry (618 m n.p.m.).

Bartne zamieszkałe jest głównie przez Łemków. To dawna, znana wioska na terenie całej Łemkowszczyzny, a to dzięki kamieniarstwu. Pochodzące stąd krzyże przydrożne oraz nagrobki do dziś spotkać można w nawet odległych miejscowościach. Miejscowi podają, że Bartne zostało założone przez kamieniarzy z pobliskiej Jasionki, którzy na zboczach pobliskich gór pozyskiwali niezbędny materiał.

W Bartnem znajdują się dwie cerkwie: greckokatolicka pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana wybudowana około 1842 roku oraz prawosławna również pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana z 1928 roku (wybudowana na wzór cerkwi w Krzywej, choć jest znacznie mniejsza od niej). W wiosce można również zobaczyć kilka dobrze zachowanych chyży łemkowskich, wiele przydrożnych krzyży, a także ciekawe cmentarze (parafialny i wojenny).

W latach 1986-89 Bartne gościło „Łemkowską Watrę”, która dziś kontynuowana jest w odległej o kilkanaście kilometrów Zdyni, z której wyruszaliśmy dzisiaj na wędrówkę.

Widok na dolinę wsi Bartne.
Widok na dolinę wsi Bartne.

Widok na dolinę wsi Bartne.
Widok na dolinę wsi Bartne.

Nasza droga łączy się teraz z asfaltową, wspinającą się z centrum wioski do Bacówki PTTK w Bartnem, położonej na stokach Mareszka. Skręcamy na nią w prawo i po dwóch minutach docieramy pod budynek bacówki, schowanej na skraju lasu mieszanego, wśród jodeł, buków i jaworów.

Bacówka PTTK w Bartnem.
Bacówka PTTK w Bartnem.

Przy ognisku.

Dochodzi godzina 15.40. Znajdujemy się tuż przed Magurskim Parkiem Narodowym i jednocześnie na rubieżach województwa małopolskiego. Następna wędrówka wiodła będzie już przez Magurski Park Narodowy i województwo podkarpackie. To dobry czas i miejsce, by odpocząć przy ognisku oraz wspomnieć przebyte do tej pory szczyty i wioski, zwiedzone miejsca i obiekty, tym bardziej, że następna wędrówka po Głównym Szlaku Beskidzkim będzie dopiero w przyszłym roku. I to raczej na pewno.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Komisja Turystyki Górskiej.
TRASA:
Hańczowa [czerwony szlak] Kozie Żebro (847 m n.p.m.) [czerwony szlak] Regietów [czerwony szlak] Rotunda (771 m n.p.m.) [czerwony szlak] Zdynia-Ług

OPIS:
Jesień dziś najlepszą jest malarką,
najpiękniejszą naszą towarzyszką.
Słońce również nie próżnuje wcale
i przygrzewa niebywale.
Z Hańczowej "krowim szlakiem"
wyruszamy dość spokojnym krokiem,
ale wnet Koziego Żebra stoki
wyciskają z nas troszę soki.
Jednak zejście okazuje się trudniejsze,
bo jest wiele bardziej stromsze.
I osiągamy dolinę malowniczą, piękną
wyjątkowo cichą i spokojną,
chociaż kiedyś była bardzo gwarną;
dziś ta ziemia jest bezludną -
ślady łemkowskiej bytności tuli trawami
tęskniąc za dawnymi gospodarzami.
Stąd na Rotundę leśna dróżka
jest już nawet dosyć krótka.
Na niej szczycie jeden z wojennych cmentarzy,
gdzie leży wielu poległych żołnierzy
i choć mówią nam: nie płaczcie,
że leżymy tak z dala od ludzi,
pozostaje w nas ogromne współczucie;
u każdego ten pomnik smutną zadumę wzbudzi.
I schodzimy lasem, a potem łąkami
z pasącymi się stadnie krowami.
Dość szybko do Zdyni docieramy,
gdzie się u Zosi zatrzymamy;
a Popowe Wierchy zdobędziemy,
gdy nową wędrówkę rozpoczniemy.
~~Dorota

Główny Szlak Beskidzki
etap 16
HańczowaZdynia
11,4 km

W lipcu, gdy przywędrowaliśmy do Hańczowej (łemkow. Ганчова) witała nas burza („GSB-21, dzień 7”), dwa tygodnie temu obfity deszcz („GSB na raty, etap 15”), a dziś błękit nieba i jesienne słońce. Hańczowa rozbarwiła się przepięknie. Ktoś rozlał na lasy zarastające stoki Gór Hańczowskich ciepłe barwy akwareli. Zapowiada się cudowny dzień. Nietypowa październikowa ciepłota, sięgająca 20°C i lekkie, poranne powietrze są wymarzone na górską wędrówkę po Beskidzie Niskim.

Na czerwonym szlaku stajemy ponownie o godzinie 10.25, dokładnie tam, gdzie przerwaliśmy ostatnią wędrówkę, czyli pod budynkiem szkoły w Hańczowej. Hańczowa jest dużą wsią położoną w dolinie rzeki Ropa, bezpośrednio przy drodze z Uścia Gorlickiego do Wysowej. Przypuszcza się, iż powstała w połowie XV wieku. Pierwsza wzmianka o Hańczowej należącej do Gładyszów pochodzi z 1480 roku.

Od wschodu górują nad nią Kiczerka (625 m n.p.m.), Skałka (820 m n.p.m.) oraz Markowiec (640 m n.p.m.), a tam skąd dwa tygodnie temu przybyliśmy znajduje się wylot z doliny w której niegdyś znajdowała się wieś Ropki. Po prawej stronie tej doliny wznosi się Dzielec (717 m n.p.m.).

Hańczowa. Początek wędrówki.
Hańczowa. Początek wędrówki. Z tyłu po prawej widoczny jest Dzielec (717 m n.p.m.).

Czerwony szlak skręca przed budynkiem szkoły na wąską drogę pokrytą asfaltem. Po lewej widzimy połemkowską, drewnianą prawosławną cerkiew pod wezwaniem Opieki Bogurodzicy, wybudowaną z XIX wieku w miejscu wcześniejszej XVII-wiecznej cerkwi. Po powojennych wysiedleniach była użytkowania jako cerkiew grekokatolicka, lecz nieodnawiana niszczała, aż w końcu została opuszczona. Po roku 1956 uratowały ją rodziny łemkowskie powracające na te ziemie z wygnania. Obecnie hańczowska cerkiew jest jedną z lepiej zachowanych w Polsce cerkwi typu łemkowskiego. W roku 1985 Hańczowa gościła III Łemkowska Watra.

Kratową kładką ze stali przechodzimy przez rzekę Ropa i za niedługo mijamy ostatnie zabudowania wsi. Wkrótce kończy się też asfaltowa droga. Przechodzimy płytki bród potoku Markowiec i idziemy dalej wzdłuż jego koryta, przeprawiając się przez jego wody jeszcze kilkakrotnie. Jest to błotnisty odcinek, który nazywamy „krowim szlakiem”, a to ze względu na to, iż jest on rozdeptany przez przepędzane tędy krowy. Nawet najbardziej uważne patrzenie pod nogi nie zawsze odnosi pożądany skutek, gdyż błoto pod nogami miesza się z krowimi odchodami. Na szczęście nie ma tu o tej porze roku nieznośnych insektów, z którymi walczyliśmy tutaj ostatniego lata.

Hańczowa. Most nad rzeką Ropa.
Hańczowa. Most nad rzeką Ropa.

Wzdłuż koryta potoku Markowiec.
Wzdłuż koryta potoku Markowiec.

Potok Markowiec.
Potok Markowiec.

Mała przeprawa przez Markowiec.
Mała przeprawa przez Markowiec.

W jarze Markowca.
W jarze potoku Markowiec.

Powoli wchodzimy pomiędzy stoki Skałki (z lewej) i Markowca (z prawej). Po kilkunastu minutach zmagań z „krowim szlakiem” wchodzimy na szutrową drogę, którą niebawem wchodzimy w fantastyczny, jesienny las bukowy. Wkrótce wznoszące się po naszej lewej zbocza Skałki przechodzą w zbocza Koziego Żebra. Droga, którą idziemy prowadzi do Wysowej-Zdroju, lecz my odbijamy w lewo i rozpoczynamy wspinaczkę się na szczyt Koziego Żebra. Początkowo nie jest zbyt stromo, ale wkrótce leśna ścieżka wyraźnie przybiera na stromości, tylko chwilami dając wytchnienie krótkimi łagodnościami.

Droga przed leśnymi stokami Koziego Żebra. Na horyzoncie mamy Dzielec (717 m n.p.m.), a bliżej nas po lewej stok góry Markowiec (640 m n.p.m.).
Droga przed leśnymi stokami Koziego Żebra.
Na horyzoncie mamy Dzielec (717 m n.p.m.), a bliżej nas po lewej stok góry Markowiec (640 m n.p.m.).

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na szczyt Koziego Żebra.
Leśna wędrówka na szczyt Koziego Żebra.

O godzinie 11.30 docieramy do miejsca, gdzie nasza ścieżka łączy się ze ścieżką znakowaną na zielono, biegnącą na Kozie Żebro przez Skałkę ze wsi Skwirtne. W tym momencie znajdujemy się już na grzbiecie pasma i do szczytu Koziego Żebra jest już bardzo blisko. Szlak prowadzi dalej, alej już łagodnie grzbietem górskim i po 10 minutach stajemy na szczycie Koziego Żebra o 847 m n.p.m. wysokości.

Stoki grzbietu bardzo stromo opadają na wschód i na zachód, a porastający las miejscami nie jest bardzo gęsty. Dzięki temu ze szczytu w kierunku wschodnim rozpościera się mała panoramka na wzniesienia Beskidu Niskiego, za którymi wyłaniają się strzeliste szczyty Tatr. Szczęściarze z nas, że trafiliśmy na tak dobrą pogodę.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro. Tuż przed połączeniem ze szlakiem zielonym.
Tuż przed połączeniem ze szlakiem zielonym.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.

Leśna wędrówka na Kozie Żebro.
Na grzbiecie Koziego Żebra.

Kozie Żebro (847 m n.p.m.).
Kozie Żebro (847 m n.p.m.).

Panorama z Koziego Żebra na zachód.
Panorama z Koziego Żebra na zachód.

Panorama z Koziego Żebra na zachód.
Panorama z Koziego Żebra na zachód.

Panorama Tatr z Koziego Żebra.
Panorama Tatr z Koziego Żebra.

Po 15 minutowej przerwie na szczycie góry ruszamy dalej. Szlak ze szczytu Koziego Żebra załamuje się ostro w dół na jego wschodni stok. Nie można tego zlekceważyć - z trudnością utrzymujemy stabilność na jego stromości, pomimo, że jest dość sucho. Brak uwagi łatwo może skończyć się tu kontuzją. Choć Beskid Niski jest niski, to niektóre jego stoki są w stanie zaskoczyć - stromością nieustępującą tatrzańskim szlakom. Trzeba się nieźle natrudzić, aby zejść po wschodnim stoku Koziego Żebra. Gdybyśmy szli w przeciwnym kierunku mielibyśmy do czynienia z wyjątkowo forsownym podejściem, wyciskającym ostatnie poty nawet wprawionym turystom.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.
Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Schodzimy powolutku, nic nas nie popędza, a las obdarowuje nas od samego początku. Zaraz gdy tylko weszliśmy na leśne stoki Koziego Żebra mamy prawdziwe grzybobranie. Spod warstwy opadłych liści grzyby wyrosły stadami. Problemem staje się to do czego je zbierać. Szybko zapełniają się nam wszelkie dostępne torby, worki i woreczki. Wieczorem będzie pyszna jajecznica. Lasy te od dawna utrzymywały mieszkańców wiosek położonych w zacisznych dolinach, dostarczając budulca i opału, jak też obdarowując bogactwami runa leśnego.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Zejście z Koziego Żebra w kierunku doliny potoku Regetówka.

Rodzinka muchomorków przy szlaku.

Rodzinka muchomorków przy szlaku.

Dolne partie stoków Koziego Żebra są już łagodniejsze. Pozwalają już schodzić „na luzie” aż do doliny potoku Regetówka. Wkrótce wychodzimy z lasu i idąc między łąkami szybko zbliżamy się do drogi łączącej dwie dawne wsie - Regetów Wyżny i Niżny, które po II wojnie światowej zostały całkowicie wysiedlone w wyniku akcji „Wisła”. Obecnie znajduje się tu jedna wioska o nazwie Regietów (łem. Рeґєтiв, trb. Regietiw), która do roku 1968 nazywała się Regetów. Z lewej na północy widać wybudowaną w latach 2008-2011 regietowską cerkiew pod wezwaniem św. Michała Archanioła, która przejęła funkcję już nieużytkowanej, drewnianej cerkwi pochodzącej z lat 30-tych XX wieku. Dzisiejszy Regietów zajmuje tereny po dawnym Regetowie Niżnym. Z kolei tereny po Regetowie Wyżnym, znajdujące się w południowej części doliny po naszej prawej są do dziś niemal bezludne.

Łagodna końcówka zejścia z Koziego Żebra.
Łagodna końcówka zejścia z Koziego Żebra.

Dolina Regetówki. Przed nami wznosi się Rotunda (771 m n.p.m.)

O godzinie 12.45 wchodzimy na drogę łączącą dawne wsie Regetów Wyżny i Niżny. Skręcamy w prawo, w kierunku Regetowa Wyżnego. Początek tu ma żółty szlak prowadzący do Regetowa Wyżnego i dalej do granicy ze Słowacją na Przełęcz Regetowską (słow. Sedlo Regetovská voda, 646 m n.p.m.), za którą znajduje się słowacka wieś Regetówka (słow. Regetovka).

W kierunku Regetowa Wyżnego maszerujemy krótką chwilkę, po czym skręcamy w lewo, gdzie przeprawiamy się przez potok. Regetówka. Można to zrobić przez jego bród, bowiem poziom wód potoku nie jest dziś zbyt wysoki. Obok do dyspozycji mamy też wąską, chwiejącą się drewnianą kładkę.

Dolina Regetówki
Dolina Regetówki

Przejście Regetówki.

Przejście Regetówki.
Przejście Regetówki.

Regietów. Potok Regetówka.
Potok Regetówka.

Przed nami wznosi się zalesiona Rotunda, drugie wzniesienie na trasie dzisiejszej wędrówki. Jest równie wspaniale co poprzednie okraszone barwami jesieni. U stóp wzniesienia znajduje się opustoszała baza namiotowa SKPB Warszawa, czynna w okresie lipca i sierpnia. Choć jesień wydaje się tu być najpiękniejszą ze wszystkich pór roku, to w duchu czuje się jakiś smutek z powodu braku sympatycznych, letnich gospodarzy bazy i tej znakomitej miętowej herbaty z kociołka. Brakuje nam ich, podobnie jak historycznych mieszkańców tych stron. Tak wiele o nich czytaliśmy, że chciałby się cofnąć w czasie, by zobaczyć dolinę Regetówki kwitnącą pełnym życiem. Jaka szkoda i żal, że pozostało po tamtym czasie już niezbyt donośne echo.

Opustoszała baza namiotowa SKPB Warszawa.
Opustoszała baza namiotowa SKPB Warszawa.

Podejście na Rotundę.
Zaczynamy wspinać się na Rotundę.

Wspinaczka na Rotundę w pierwszej fazie ma dość ostre fragmenty. Szczególnie ten ostatni znajdujący się w połowie drogi do szczytu. Jest on szczególnie forsowny i mimo, że jest bardzo krótki wymaga zazwyczaj krótkiego zatrzymania się dla złapania oddechu. Potem szlak przez 20 minut biegnie łagodniej w górę mijając od północnego zachodu jeden z dwóch lokalnych wierzchołków Rotundy.

Podejście na Rotundę.
Podejście na Rotundę.

Forsowniejszy odcinek podejścia.
Forsowniejszy odcinek podejścia.

Podejście na Rotundę. To już łagodniejszy fragment szlaku przed szczytem.

Podejście na Rotundę. To już łagodniejszy fragment szlaku przed szczytem.
To już łagodniejszy fragment szlaku przed szczytem.

Szczyt Rotundy (771 m n.p.m.).
Szczyt Rotundy (771 m n.p.m.).

O godzinie 13.30 zdobywamy główny szczyt Rotundy wznoszący się na 771 m n.p.m. Zajmuje go jedna z osobliwości Beskidu Niskiego. Jeden z najpiękniejszych cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej, zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča. Jest częściowo odrestaurowany, ale wciąż nie może doczekać się należnej mu świetności. To jeden spośród wielu w tych stronach cmentarzy wojennych z okresie I wojny światowej. Jedno z wielu milczących, ale jakże wymownych świadectw bezsensowności wojny i jej ofiar. Tereny, przez które obecnie prowadzi nas czerwony szlak, w 1915 były miejscem przełomowych, ale i krwawych zmagań na frontach I wojny światowej. Ówczesne działania zwane operacją gorlicką doprowadziły do złamania rosyjskiej siły zaczepnej, która już nigdy później nie zagroziła monarchii austro-węgierskiej. Pozostawiła jednak na terenie Gminy Uście Gorlickie kilkadziesiąt cmentarzy, które stały się pomnikami historii - i choć są dziś często zaniedbane, wciąż jeszcze trwają ku przestrodze ludzi. To zastanawiające - czyż nie są warte odnowy i przywrócenia dawnej świetności? Jakąż trzeba nieść ideę i przesłanie, aby zasłużyć na to? Czyż nie posiadają odpowiednio silnej wymowy wobec współcześnie powstających pomników? Przechodząc przez szczyt Rotundy właśnie takie pytania rwą się na zewnątrz. Pamiętać trzeba, iż wielu spoczywających w nim żołnierzy uczestniczyło w tamtej wojnie bez względu czy tego chcieli, czy też nie... a mimo to przemawiają dziś do nas:
Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi,
a burze już nam nieraz we znaki się dały
- wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi
i wcześniej okrywa purpurą swej chwały.

Krzyże na szczycie Rotundy.
Krzyże na szczycie Rotundy.

Cmentarz wojenny na Rotundzie.
Cmentarz wojenny na Rotundzie.

Po 20-minutowej przerwie na szczycie ruszamy w dół Rotundy, początkowo po wschodnim stoku, ale szybko zakręcamy na północny wschód. Zbocze po tej stronie jest łagodniejsze, ale tym samym ścieżka zejściowa jest dłuższa niż ta z doliny Regetówki. Leśna wędrówka jeszcze trwa, ale nieuchronnie zmierza ku końcowi. Nie wiemy, czy jeszcze tego roku uda się powtórzyć wędrówkę w tak przepięknych barwach jesieni. Może tak, a może nie. W Beskidzie Niskim czeka nas jeszcze wiele kilometrów wędrówki, wszak to najdłuższe pasmo górskie na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Może jeszcze kiedyś trafimy na tak dogodna aurę, może już za tydzień - zobaczy się.

Ze szczytu szlak wiedzie wygodną leśną drogą do Zdyni. Po około 45 minutach marszu odbijamy w prawo na ścieżkę, która niebawem wychodzi na łąki. Jesteśmy jeszcze dość wysoko na stokach góry, która oferuje nam wspaniały widok na dolinę potoku Zdynia, z malowniczo położoną w niej wsią Zdynia. Za doliną wznoszą się kolejne wzniesienia Beskidu Niskiego wraz z Popowymi Wierchami, które czekają na nasze odwiedziny.

Leśna droga wiodąca ze szczytu Rotundy.
Leśna droga wiodąca ze szczytu Rotundy.

Odbijamy z leśnej drogi na ścieżkę.
Odbijamy z leśnej drogi na ścieżkę.

Pierwsza polana na stokach Rotundy.
Pierwsza polana...

Zejście z Rotundy do Zdyni.
pojawiają się też pierwsze zagajniki...

Zejście z Rotundy do Zdyni.
pierwsze panoramy...

Zejście z Rotundy do Zdyni.
...i łaki.

Zejście z Rotundy do Zdyni.

Otwarte stoki pokryte łąkami i polami oszałamiają znakomitą panoramą, o niesłuchanej jesiennej kolorystyce. Zdynia jeszcze nigdy nie prezentowała się nam tak pięknie. To spora wioska, ciągnąca się przez około 3 km wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 977, biegnącej ku pobliskiej Przełęcz Dujawa (słow. Priesmyk Dujava, 556 m n.p.m.), na której znajduje się drogowe przejście graniczne.

Widok na Zdynię.
Widok na Zdynię.

Zdynia. Rozległe pastwiska na stokach Rotundy.

Zdynia. Rozległe pastwiska na stokach Rotundy.
Pastwiska na stokach Rotundy.

Pastwiska na stokach Rotundy.
Pastwiska w Zdyni.

Na pastwiskach witają nas pasące się przy szlaku krowy. Za niedługo wchodzimy na asfaltową drogę wijącą się pośród pierwszych zabudowań Zdyni (łem. Ждыня, trb. Żdynia). Jest to bardzo stara osada lokowana na dobrach Gładyszów. Pierwsza udokumentowana informacja o wsi pojawia się w 1437 roku. W 1581 roku z części wsi powstała osada na prawie wołoskim o nazwie Ług; po jakimś czasie cała Zdynia została przeniesiona na to prawo. W Zdyni znajduje się drewniana prawosławna cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej z 1795 roku. Z kolei na cmentarzu parafialnym znajdziemy grób ks. Maksyma Sandowicza, świętego prawosławnego.

Zaś na wschód od wsi znajduje się miejsce, gdzie na trzy dni w roku powraca życie dawnej Łemkowszczyzny, z jego własną, niepowtarzalną atmosferą. Tutaj od już wielu ostatnich lat odbywa się coroczny festiwal kultury łemkowskiej „Łemkowska Watra”.

Dolina Zdyni. Na wprost znajdują się Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Dolina Zdyni. Na wprost znajdują się Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Panorama na dolinę Zdyni


Zdynia. Pierwsze domy przy szlaku.
Pierwsze domy.

Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług.

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług.

Most nad potokiem Zdynia.
Most nad potokiem Zdynia.

O godzinie 15.00 przekraczamy potok Zdynia, nieopodal znanego nam ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego, w którym zatrzymujemy się przed wyjazdem. Do zachodu słońca pozostało jeszcze sporo czasu, ale niestety do domu droga nasza daleka. Żegnamy się z Beskidem Niskim, miejmy nadzieję, że nie na długo.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Komisja Turystyki Górskiej.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas