Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdynia. Pokaż wszystkie posty

5

Beskid Niski
ZACHODNIA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 14        rozdział 29
Niewielu z nich wróciło by osiąść na ziemi ojców. Człowiek człowiekowi sprawił taki los. Trudno teraz rozliczać, kiedy ludzie są już nie ci sami, a nowe pokolenia silnie świadome tragedii i dramatu jaki się tu wydarzył. Ci z wygnania zaglądają jednak tutaj. Tęsknią, choć ziemia już zupełnie inna, i ludzie są inni, i krajobraz nawet się zmienił. Wszak minęło już od tamtego czasu 70 lat. Ludzi, którzy pamiętają czas wojny i czas wysiedleń nie ma już zbyt wielu. Zostały opowieści ojców i matek, książki, publikacje, stare fotografie, lecz wszystko to kończy tragiczne widmo przeszłości. Nikt nie wymaże kart historii, lecz czy teraz, gdy jesteśmy mądrzejsi, można odrodzić się we wspólnej sprawie - Polacy, Łemkowie, Ukraińcy i inne narody - wszak wszyscy są świadomi co się tutaj stało, choć wciąż trudno pojąć dlaczego. Wygnani jednak przybywają tutaj by nikt nie zapomniał ich barwnej kultury.

Władysław Grabana
Ziemia woła
Zdynia na mapie WIG z okresu międzywojennego.
[źródło: http://polski.mapywig.org/]

Łemkowie
rodzinna ziemia woła
gdzie dzikie chaszcze
gdzie ślady domostw
pozostały
siedliska nowe wznoście

Na wzgórzach płonie ogień święty
pradziadów waszych
na połoniny skrzydłach śpiewnych
jest miejsce tam dla żywych
w muzyce słowa
powroty

Łemkowie
Woła was ziemia bracia
w siną obręcz lasów
w zielone
podniebne Karpaty

Zamysł spotkania, które skupiają ponadpokoleniowo Łemków pod wspólną pieśnią pojawił się wiele lat temu w otoczeniu Reprezentacyjnego Zespołu Pieśni i Tańca „Łemkowyna” z Bielanki oraz Władysława Grabana, wybitnego poety i przedstawiciela łemkowskiej literatury. Władysław Graban urodził się w 1955 roku w Kostomłotach pod Wrocławiem. W 1962 roku wrócił z rodzicami tam, gdzie powinien się urodzić, do Beskidu Niskiego. Został zauroczony krajobrazem i przyrodą Łemkowyni, jak z łemkowska zwie ziemie swych przodków, i swoją małą ojczyznę. Zaczął ją utrwalać w swojej twórczości, wrażliwiej i pięknej, w którą wplata również ból zaginionego świata. Chciał był Łemkowynia żyła nie tylko w poetyckich obrazach, ale też stała się namacalnie żywa. Stąd zrodził się pomysł na Łemkowską Watrę, zaś Władysław Graban wpisał się na jej historycznego inicjatora.

Festiwalowa Łemkowska Watra po raz pierwszy zapłonęła 35 lat temu w Czarnej koło Uścia Gorlickiego. Było to w 1983 roku.

Władysław Grabana
ŁEMKOWSKA WATRA

Ten ogień zbolały
spopielona pamięć
jaśnieje od nowa
duszę tysięcy scali
co nie ogrzani
niesyci jutra
od wczoraj
trwają solnymi słupami
bo nie zapomnieli
odwrócić głowy
jeszcze raz zapłonie

Zapłonie ogień trzykroć
na rozstajach dróg
na drodze
gdzie tylko barwinki
pasą się
jak owce

Rok później Łemkowie ponownie spotkali się na Watrze w Czarnej. W roku 1985 Łemkowska Watra powędrowała do Hańczowej, potem w latach 1986-1989 do Bartnego . Od 1990 roku zagościła na stałe do Zdyni organizowana przez Zjednoczenie Łemków w Gorlicach.

Łemkowska Watra 2017.
Łemkowska Watra 2017.


Zdynia (łemk. Ждиня) to jedna z wielu wiosek Beskidu Niskiego. Z razu niepozorna, choć na trzy dni w roku podczas Łemkowskiej Watry robi się tutaj gwarno. Trudno wtedy znaleźć tutaj nocleg, który właściwie trzeba na ten okres rezerwować z ponad rocznym wyprzedzeniem. Zdynia jedna z wielu łemkowskich wiosek, cicha, spokojna, zwyczajna, a jednak w sercach Łemków szczególna. Tutaj na świat przyszedł w 1886 roku przyszły duchowny prawosławny i pierwszy łemkowski święty - Maksym Sandowycz. Urodził się w rodzinie grekokatolickiej. Jego ojciec był psalmistą w cerkwi p.w. Opieki Matki Bożej w Zdyni. Od lat młodzieńczych wyróżniał się religijnością. W 1904 roku wstąpił do zakonu bazylianów w Krechowie. Rozczarowany jednak poziomem duchowym postanowił przenieść się z grekokatolickiego monasteru do prawosławnej Ławry Poczajowskiej, gdzie zwrócił na siebie uwagę swoją świętobliwością. Został skierowany do seminarium duchowego w Żytomierzu, gdzie w 1911 roku otrzymał święcenia kapłańskie, tuż po tym jak zawarł związek małżeński. Tego samego roku w listopadzie powrócił w rodzinne strony, gdzie powierzono mu parafię w Grabie, którego mieszkańcy przeszli na prawosławie z powodu zatargu z miejscowym greckokatolickim proboszczem. Były to wówczas tereny zaboru austro-węgierskiego. W związku z odradzaniem się prawosławia na Łemkowszczyźnie władze Monarchii Austro-Węgierskiej widziały zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Stosunki między Austro-Węgrami i Rosją były wówczas silnie zaostrzone. Przewidywano już wtedy wybuch wojny. Dlatego wszelkie ruchy prorosyjskie były wówczas zwalczane w Galicji. Księdzu Sandowyczowi zakazano duszpasterskiej działalności. Sandowicz jednak wbrew zakazowi nadal działał zarówno w Grabie, jak też w okolicznych miejscowościach szerząc tam prawosławie. W marcu 1912 roku został zatrzymany i oskarżony o szpiegostwo i dążenia do oderwania Galicji od Austro-Węgier. Proces jednak zakończył się uniewinnieniem.

Grób Maksyma Sandowycza w Zdyni.
Grób Maksyma Sandowycza w Zdyni.
Po wybuchu I wojny światowej Maksym Sandowycz wraz z rodziną został aresztowany i osadzony w więzieniu w Gorlicach. Tam w dniu 6 września 1914 roku został rozstrzelany bez wyroku sądowego na oczach rodziny i i innych osób, mieszkańców Gorlic i okolicznych miejscowości. Było to na fali represji władz austriackich przeciwko ludności wykazującej sympatie prorosyjskie. Pogrzeb ks. Maksyma Sandowicza odbył się bez udziału rodziny na cmentarzu w Gorlicach. W 1922 roku na prośbę ojca i żony straconego, dokonano ekshumacja jego szczątków i przeniesienie na cmentarz w Zdyni. Jego grób w Zdyni stal się miejscem pielgrzymek prawosławnych z Łemkowszczyzny i innych stron, choć sama wieś Zdynia i rodzice Maksyma pozostali wierni greko katolicyzmowi. W maju 1994 roku synod Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego uznał trwałość kultu Maksyma Sandowycza oraz przekonania ludu łemkowskiego o jego świętości i został kanonizowany na świętego. W 2003 roku na grobie duchownego wzniesiono nowy pomnik, zaprojektowany przez jego wnuka Michała Sandowicza, nazwany obecnie Łemkowską Golgotą. W 2007 roku szczątki św. Maksyma Sandowicza zostały przeniesione z cmentarza w Zdyni do cerkwi w Gorlicach. W Zdyni pozostał jego symboliczny grób.




W języku łemkowskim Żdynia znaczy tyle co „czekaj na mnie”. Zdynia co rok czeka na Łemków z całego świata, czekaliśmy również my, aby spotkać się z nimi oraz posłuchać łemkowskich pieśni, muzyki i nie tylko. Od chwili pierwszych iskier uroczyście rozpalanej watry rozpoczyna się tutaj coś niepowtarzalnego. Ruszają kiermasz sztuki, wydawnictw, warsztaty odtwarzające charakterystyczne rzemiosła dla Łemków, wystawy, prezentacje i panele dyskusyjna. Ruch i gwar może początkowo przytłaczać, ale szybko zespajamy się z tłumem. Ludzie są towarzyscy, uśmiechnięci i radośni ze spotkania. Kultura łemkowska jest niezwykle barwna, bo wytworzyła się na styku z innymi sąsiednimi kulturami. Nie trzeba być Łemko, aby zrozumieć jej wyjątkowość i zauroczyć się.

Skąd przybyli na Łemkowską Watrę.
Skąd przybyli na Łemkowską Watrę.

Występy na scenie głównej trwają cały czas, a dzisiaj w sobotę zaczęły się już od godzin przedpołudniowych, a trwać będą do późnych godzin nocnych. Najpierw pojawiają się zespoły folklorystyczne - dominuje tradycyjna pieśń i taniec. Trudno oderwać się od tych występów, aby przejść się po stoiskach, obejrzeć wystawę, czy posłuchać o czym mówi się na panelu dyskusyjnym pod namiotem. Coś za coś. W jednej chwili dzieje się mnóstwo rzeczy i aby przy jednej być, z innej trzeba zrezygnować.

Łemkowska Watra.
„Osławiany” - łemkowski zespół pieśni i tańca, Mokre (Polska).

Łemkowska Watra.
„Lemko Tower” - łemkowski zespół folkowy, Strzelce Krajeńskie (Polska)

Łemkowska Watra.
„Lemkiwskyj Perstenyk” - łemkowski dziecięco-młodzieżowy zespół folklorystyczny, Gładyszów (Polska)

Łemkowska Watra.
Z najmłodszą uczestniczką naszego wyjazdu, sześcioletnią Kasią.

Łemkowska Watra.
„Czeremosz” - zespół pieśni i tańca Lwowskiego Uniwersytetu im. Iwana Franki, Lwów (Ukraina).

Łemkowska Watra.
„Makovica” - rusnacki zespół pieśni i tańca, Svidnik (Słowacja).

Łemkowska Watra.

Spodziewaliśmy się tego spotkania. W głównej arterii spotykamy Stefana Hładyka, jednego z głównych organizatorów ostatnich edycji Łemkowskiej Watry. Ostatni raz widzieliśmy się na I Zjeździe Karpackim, na którym reprezentował Łemków, zaliczanych do wschodniosłowiańskich grup etnicznych górali. Było o czym pogadać. Na Łemkowskiej Watrze udało się nam poznać w końcu osobiście panią Natalię Hładyk, twórczynię „Drzwi do nieistniejących wiosek”. Ludzie, którzy tu przybyli chcą rozmawiać, po to tu przyjechali, bo impreza ma wymiar bardzo otwarty. Łemkowska Watra to nie tylko występy artystyczne, ale spotkania z różnymi ciekawymi ludźmi, w tym również napotkanymi przypadkiem w alejce między stoiskami, czy podczas posiłku w jadłodajni.

Łemkowska Watra to fenomenem, który ściąga Łemków z całego świata, ale też licznych turystów i sympatyków łemkowskiej kultury, takich jak my. To swoiste święto kultury łemkowskiej, na którym można poznać oraz przekonać się o osobliwości świata Łemków i konieczności zachowania ich dziedzictwa kulturowego. Nie jest to łatwe, bo ziemie które zamieszkiwali przez wiele lat były po wojnie pustkowiem. Świat Łemków wymarł na nich nagle. Łemkowska Watra i inne podobne imprezy sprawiają, iż świat Łemków znów jest żywy, mimo dziejowej krzywdy, która mogła ich zupełnie zniszczyć. Łemkowskie Watry przypominają również trudną historię Łemków. Jest na ten temat teatralna inscenizacja, po której w wieczornym mroku odpłynęły „Lampiony do Nieba”. Upamiętniają one kolejną rocznicę akcji „Wisła”, w tym roku siedemdziesiątą.

Akcja  „Wisła” - wystawa.

Akcja  „Wisła” - wystawa.

Akcja  „Wisła” - wystawa.
Akcja Wisła” - wystawa.

70 lat po akcji  „Wisła”.
70 lat po akcji „Wisła”.

Lampiony do Nieba.
Lampiony do Nieba.
Lampiony do Nieba.

video

video


Wieczorem zmienia się klimat koncertowy. Na scenie pojawiają się ostrzejsze rytmy z kręgu folkowo-rockowych, takich jak „KoraLLi” z Iwano-Frankiwska, czy innego przedstawiciela ukraińskiej sceny muzycznej „Horpyna” (jest to zespół z Olsztyna). Koncerty tych zespołów przeciągnęły się do późnych godzin nocnych. Ich granie porywało do zabawy i tańca. Na scenie miała być wykonywana już chyba przedostatnia piosenka, gdy zobaczyliśmy nadciągającą burzę. Silniejsze powiewy wiatru były sygnałem aby opuścić teren Łemkowskiej Watry. Pośpiesznym krokiem ruszyliśmy na Ług do naszego ośrodka. Dotarliśmy do niego przed godziną trzecią rano, przemoczeni jak to się mówi - do suchej nitki. Ulewa złapała nas na ostatnich metrach. Tym mokrym akcentem zakończyliśmy udział w Łemkowskiej Watrze.

KoraLLi.
KoraLLi.
KoraLLi.

Horpyna.
Horpyna.
Horpyna.

Łemkowska Watra, jedna z największych łemkowskich imprez kulturalnych była kulminacją naszych spotkań z Łemkowszczyzną. Łemkowska Watra zachowa w nas wspaniałe wspomnienie. Zostało nam 4 godziny snu. Wciąż w uszach słychać nie burzę za oknem, lecz dźwięki występów na scenie. Trudno jest zasnąć, trudno jest wyciszyć emocje. Jutro ostatni dzień, pożegnalny z projektem „Niech wiatr gra pieśń o Łemkowyni”.


Foto na post scriptum...
Łemkowska Watra.
Dziękujemy, że byliście tam z nami.




TRASA:
Zdynia-Ług [czerwony szlak] Popowe Wierchy (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krzywa [czerwony szlak] Wołowiec [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.)

OPIS:
Leje od samego rana nie bacząc na nas wcale;
czy Beskid Niski pokonywać będziemy w mozole?
Zdynia wita nas jednak bez deszczu,
nikt nie idzie w przeciwdeszczowym płaszczu.
Na Popowych Wiechach grzybów mnóstwo mamy;
choć toreb niewiele mamy - grzybobranie urządzamy.
Wnet schodzimy do doliny kiedyś wysiedlonej
i choć ludzie powrócili - nie jest tu jak dawnej;
kilkanaście domów, piękna cerkiew na wzniesieniu,
ale pustka tu i cisza, jakby wszyscy byli na wygnaniu.
Między Krzywą i Jasionką przez Zawoi bród,
nie jest trudno bo nie pada – to jest chyba cud.
Potem jeszcze kilka razy po kamieniach przeskakując
przecinamy tenże potok, zdziczałą dolinę wędrując.
W końcu osiągamy Wołowiec, łemkowski jak niegdyś,
choć nie tętni takim życiem jak kiedyś
- bardzo mało teraz ludzi tutaj mieszka.
Niedaleko stąd już mamy na Mareszka,
gdzie bacówka i ognisko na nas czeka.
Bartne wita nas i żegna do przyszłego roku,
kiedy przyjedziemy wędrować po Magurskim Parku.
~~Dorota

Główny Szlak Beskidzki
etap 17
ZdyniaBartne
11,8 km

Na wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim wyjeżdżamy tym razem z naszą grupą turystyczną. W nocy zaczęło lać i to solidnie. Ochłodziło się. To sprawiło, że niektóre osoby zastanawiały się nad powrotem do ciepłego łóżeczka, i to wcale nie wyglądało na żart, czy blef. Jednak autokar przyjechał tak jak zwykle i cała grupa bez jakiegokolwiek zrzędzenia zajęła w nim miejsca. Jedziemy w góry niewysokie, generalnie łatwe, a odcinek do pokonania jest stosunkowo krótki. Deszczowa aura nie nastraja nas jednak optymistycznie - będzie trzeba po prostu szybko zaliczyć fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego i wracać do domu. Tak to już jest z wyjazdami zorganizowanymi - pogody nie wybiera się wtedy. Jedynie na co nieśmiało liczymy, to to, że tam dokąd jedziemy, być może deszczową aurę zastąpi prognozowany, pierwszy przedzimowy opad śniegu.

Jednakże ku zdumieniu ogółu, gdy zbliżamy się do Zdyni intensywność opadów stopniowo maleje, aż zupełnie niknie. To nieprawdopodobne. Nawet droga miejscami staje się sucha pod wpływem powiewającego wiatru. Tymczasem w Krakowie podobno wisi ściana deszczu. Do Zdyni przyjeżdżamy na godzinę 10.40. Tu rozpoczynamy wędrówkę.

Spod budynku Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego w Zdyni wychodzimy na drogę wojewódzką nr 977 przebiegającą przez wioskę. Skręcamy w lewo w stronę Gładyszowa i idziemy wzdłuż szosy około pół kilometra. Przed białą, przydrożną kapliczką skręcamy w prawo i schodzimy z ruchliwej szosy na stoki Popowych Wierchów. Chwilkę podchodzimy łączką, po czym wchodzimy w zwarty kompleks leśny. Ścieżka podrywa się i z mozołem wspinamy się do góry. Ścieżka pnie się stromo wzdłuż ogrodzonych obszarów leśnych. Myślimy o tym, że mogłoby być dużo trudniej, ale na nasze szczęście nie ma błota, tak jakby wcale tu nie padało. Jedynie trzeba uważać na wystające wilgotne korzenie, na których łatwo się poślizgnąć.

Zdynia-Ług. Popowe Wierchy.
Zdynia-Ług. Popowe Wierchy.

Zdynia-Ług. Zejście z drogi wojewódzkiej 977 na stoki Popowych Wierchów.

Zdynia-Ług. Wnętrze kapliczki pod Popowymi Wierchami.
Wnętrze kapliczki.

Zdynia-Ług. Początek podejścia na Popowe Wierchy.
Rozpoczynamy podejście na Popowe Wierchy.

Rotunda (771 m n.p.m.). U dołu droga wojewódzka nr 977 przebiegająca przez Zdynię.
Rotunda (771 m n.p.m.). U dołu droga wojewódzka nr 977 przebiegająca przez Zdynię.

Temperatura jest niska (poniżej 10°C), ale w marszu nie czuje się tego. Może tylko po rękach trochę zimno, lecz wkrótce i one nie próżnują, tak jak nogi. Wydawać by się mogło, że to nie pora już na grzybobranie, bo zimno. Okazuje się jednak, że mimo niskiej temperatury sporo tu jeszcze grzybów rośnie. Nikt się tego nie spodziewał. Jeszcze rano wszyscy byli nastawieni na walkę z deszczem, a nie na grzybobranie. Piękne, okazałe egzemplarze grzybów rosną tu przy samym szlaku. Same się proszą - weź mnie, będzie pyszna jajecznica. No szkoda, że nie mamy do czego ich zbierać. Zachwycają też wyglądem trujące gatunki grzybów, które oczywiście pozostawiamy w spokoju.

Zdynia-ług. Na łące pod lasem Popowych Wierchów.
Na łące pod lasem Popowych Wierchów.

Leśna ścieżka wprowadzająca na grzbiet Popowych Wierchów.
Leśna ścieżka wprowadzająca na grzbiet Popowych Wierchów.

Grzyb rosnący na drzewie.
Grzyb rosnący na drzewie.

Grzyb rosnący na drzewie.

Stado muchomorów na Popowych Wierchach.
Stado muchomorów na Popowych Wierchach.

Prawie na grzbiecie Popowych Wiechów (684 m n.p.m.).
Prawie na grzbiecie Popowych Wiechów (684 m n.p.m.).

Ścieżka osiąga grzbiet Popowych Wierchów i biegnie dalej w miarę płasko. Wędrówka górska jest teraz jak przyjemny spacer leśną ścieżką obsypaną gradem liści. Występujące podmokłości omijamy z łatwością, choć czasem zdarza się wdepnąć jedną stopą w grząski grunt zakamuflowany pod warstwą liści. Las sprawia wrażenie zupełnie opuszczonego. Nie słychać śpiewu ptaków, tylko czasem przeraźliwy pisk ocierających się o siebie gałęzi i konarów przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru. To tak jakby las chciał przemówić do nas.

Kolorowa jesień sprzed tygodnia właściwie już zanikła. Barwy jesieni zalegają właściwie tylko leśne ścieżki. Drzewa w większości zostały już ogołocone ze swego listowia, ale dzięki temu wnętrza lasu nie wypełnia półmrok, mimo wiszących nad nim gęstych chmur, które skrzętnie hamują dopływ blasku słonecznego.

Popowe Wierchy są masywem rozległym i trudno jest zlokalizować jego kulminację osiągającą 684 m n.p.m. Czerwony szlak przebiega w jej pobliżu, omijając ją od południa.

Na grzbiecie Popowych Wierchów.
Na grzbiecie Popowych Wierchów.

Łagodnie oddalamy się od najwyższej kulminacji Popowych Wierchów.
Łagodnie oddalamy się od najwyższej kulminacji Popowych Wierchów.

Koło południa wychodzimy na szutrową drogę, na której skręcamy w prawo. Maszerujemy nią jakieś 20-30 minut. Normalnie pokonalibyśmy ten odcinek w czasie dwa razy krótszym, ale po co się spieszyć skoro zaplanowana trasę jest krótka, a pogoda wciąż nam sprzyja. Z drogi szutrowej schodzimy na lewo, na leśną ścieżkę. Wiosną lub w lecie łatwo przegapić to zejście, bowiem znaki szlaku namalowane na drzewie zapewne przysłaniają liście, a sama ścieżka nie jest wyrazista.

Szutrowa droga przebiegająca przez Popowe Wierchy.
Szutrowa droga przebiegająca przez Popowe Wierchy.

Niedługo po opuszczeniu szutrowej drogi, ścieżka zaczyna wyraźnie schodzić w dół i po kilkunastu minutach wyprowadza na łąkę. Przed sobą widzimy kolejne zalesione szczyty, lecz nasz szlak nie będzie wiódł po nich. Wędrować będziemy dolinami pomiędzy tymi wzniesieniami. Najbardziej wyniosłym jest Obszar (685 m n.p.m.), który z początku przysłania nam młodnik rosnący z lewej ponad płytkim jarem. Za Obszarem widać wyższą Mareszkę (801 m n.p.m.) na stokach której leży Bacówka PTTK w Bartnem.

Na prawo widać niewysokie, łagodne wzniesienia. Przed nimi położona jest wioska Jasionka (łem. Jasiunka). Przed wysiedleniem w 1947 roku była to wioska ludna i gęsto zabudowana. Tworzyła jedną gromadę z sąsiednią Krzywą i Banicą. Po wysiedleniu wieś przez kilka lat była pusta, W latach 1950-1952 powstał tu PGR, którego funkcjonowanie zmieniło nie do poznania tutejsze tereny. Z dawnej Jasionki nie zachowały się żadne zabudowania mieszkalne.

Widok na Obszar (685 m n.p.m.) ze stoków Popowych Wierchów, jeszcze przed przekroczeniem drogi pomiędzy Krzywą i Jasionką.
Widok na Obszar (685 m n.p.m.) ze stoków Popowych Wierchów,
jeszcze przed przekroczeniem drogi pomiędzy Krzywą i Jasionką.

Widok w stronę wsi Jasionka.
Widok w stronę wsi Jasionka.

Po zejściu do doliny o godzinie 13.00 przecinamy szosę biegnącą z Grabu i dawnej wsi Radocyna do Gorlic przez Krzywą, Pętną i Sękową. Następuje to obok stojącej przy szosie figury Matki Bożej z Dzieciątkiem z roku 1900. Zaraz za szosą docieramy nad potok Zawoja. Musimy przeprawić się przez niego po kamieniach. Nie ma z tym większego problemu, bowiem poziom wody nie jest zbyt wysoki. Po deszczu zapewne musielibyśmy ściągać buty. Dalej szlak prowadzi nas w pobliżu koryta tego potoku.

Droga pomiędzy Krzywą a Jasionką.
Droga pomiędzy Krzywą a Jasionką. Przy niej stoi figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z roku 1900.

Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.
Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.

Wchodzimy na stromą skarpę, która w pewnym fragmencie oberwana jest w wyniku osuwiska. Ścieżka szlaku jest na tym odcinku niebezpiecznie naderwana i trzeba się przytrzymać drzew, aby nie zsunąć się kilka metrów w dół do koryta potoku Zawoja.

Ze skarpy widać drewnianą dawną cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana z 1924-1926 roku, w Krzywej (łem. Krywa). Jej kształt nawiązuje do cerkwi staroruskich charakteryzujących się brakiem wieży, małym prezbiterium i bardzo dużą nawą główną. Obecnie świątynia ta pełni funkcję kościoła katolickiego NMP Niepokalanie Poczętej. Krzywa, podobnie jak wieś Jasionka była przed 1947 roku ludną wsią łemkowskiej. Jednak, podobnie jak w Jasionce, tak i tu nie zachowała się z tamtego okresu żadna zabudowa mieszkalna.

Osuwisko ponad potokiem Zawoja.
Osuwisko ponad potokiem Zawoja.

Potok Zawoja. Z lewej widać fragment osuwiska.
Potok Zawoja. Z lewej widać fragment osuwiska.

Po obniżeniu się skarpy nad Zawoją szlak skręca w prawo i wchodzi w dziką dolinę. Skręca w nią również potok Zawoja, który podobnie jak nasza ścieżka za niedługo wchodzi do lasu. Wkrótce Zawoja i nasza ścieżka kilkakrotnie krzyżują się, dostarczając dodatkowych atrakcji, bo za każdym razem musimy przeprawiać się przez bród potoku. Nie jest to trudne, a nie wątpliwie więcej emocji mógłby dostarczyć opady deszczu. Wtedy przeprawa przez potok nie byłaby tak prosta, o czym już niejednokrotnie słyszeliśmy od wielu innych wędrowców.

Wchodzimy w dolinę potoku Zawoja. Z tyłu widać dom w Krzywej.
Wchodzimy w dolinę potoku Zawoja. Z tyłu widać dom w Krzywej.

Kolejna przeprawa przez Zawoję.
Kolejna przeprawa przez Zawoję.

Potok Zawoja.
Potok Zawoja.

O godzinie 13.30 osiągamy utwardzoną drogę, na którą szlak skręca w prawo. Potok Zawoja jest w tym miejscu dość szeroki, ale nie będziemy się już przez niego przeprawiać. Płynie sobie po naszej prawej i niedługo oddali się od nas i na terenie nieistniejącej wsi Nieznajowa zasili wody rzeki Wisłoka, z którą spotkamy się w miejscowości Kąty przy którejś z najbliższych wędrówek po Głównym Szlaku Beskidzkim. Tymczasem na chwilę schodzimy z utwardzonej drogi do lasu i idziemy w jej pobliżu, po czym wracamy na nią.

Przed godziną 14.00 osiągamy miejsce, w którym do naszego czerwonego szlaku dochodzą znaki żółte szlaku z Banicy do Nieznajowej. Trochę dalej przekraczamy dopływ Zawoi korzystając z drewnianego mostka dla pieszych, podczas gdy sama droga równolegle schodzi do jego nurtu krzyżując się z nim. Po 15 minutach od mostka mijamy szlaban, za którym mamy już asfaltową szosę biegnącą przez dawną łemkowską wieś Wołowiec (łemk. Воловец).

Idąc tą szosą w prawo, tak jak skręca potok Zawoja, moglibyśmy zobaczyć cerkiew prawosławną pod wezwaniem Opieki Matki Bożej (Bogurodzicy) z XVIII wieku, wybudowaną w stylu zachodniołemkowskim. Czerwony szlak skręca jednak w lewo i prowadzi szosą wzdłuż dopływu Zawoi o nazwie Mareszka. Mijamy nieliczne zabudowania mieszkalne i liczne kapliczki łemkowskie. Obecnie w Wołowcu mieszka niewiele rodzin. W większości jest to ludność łemkowska, która powróciła do wioski po powojennych wysiedleniach. Dziś trudno uwierzyć, że pod koniec XIX wieku mieszkały tu 882 osoby.

Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.
Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.

Leśna ścieżka biegnąca równolegle do utwardzonej drogi i potoku Zawoja.

Znów na utwardzonej drodze.
Znów na utwardzonej drodze.

Szlaban przed wejściem na szosę w Wołowcu.

Idziemy szosą jakiś kwadrans i zaraz po przejściu mostem nad Mareszką schodzimy w prawo na bitą drogę. Ponownie mamy most nad Mareszką, zaraz za nim mijamy szyld „Głodny i spragniony - tutaj będziesz nakarmiony” zapraszający do Chaty Kasi na domowe obiadki. Potem przechodzimy koło starych, drewnianych chałup, a także niezamieszkałej chyży. Nasza droga przeobraża się w ścieżkę, która niebawem skręca w prawo pnąc się na stoki Mareszka (801 m n.p.m.), najpierw po łąkach, a potem lasem.

Krzyż w Wołowcu.
Krzyż w Wołowcu.
Krzyże w Wołowcu.

Na szosie w Wołowcu. Most nad potokiem Mareszka.
Na szosie w Wołowcu. Most nad potokiem Mareszka.

Drewniana chata w Wołowcu.
Drewniana chata w Wołowcu.

Wołowiec. Niezamieszkała chyża łemkowska.
Niezamieszkała chyża łemkowska.

Za nami widać coraz ciemniejsze chmury, ale nie martwimy się już tym zbytnio - wszak przed nami zostało już niewiele drogi. Wydaje się, że chmury ciągną ku nam i lada moment nas dopadną, ale jakoś to wciąż nie następuje. W Krakowie zaś cały czas leje, jak meldują nam znajomi martwiąc się o nasz los: „leje jak z cebra, a wy w górach”. Los jednak jest nam przychylniejszy, niż tym co zostali w Krakowie, ale jakby co, szybko wchodzimy do lasu porastającego stoki Mareszka, który da nam jakąś osłonę przed ewentualnym deszczem. Po osiągnięciu lasu szlak robi się łagodniejszy. Przestaje się wspinać ku szczytowi góry, przechodząc w trawers jej zbocza. Wiedzie teraz po wygodnej leśnej drodze. O godzinie 15.15 docieramy do utwardzonej drogi z drogowskazem, z którego odczytujemy, że do bacówki pozostało nam już tylko 20 minut. Za wskazaniem tego znaku skręcamy na utwardzoną drogę w prawo. W tymże miejscu dochodzi do nas niebieski szlak z Gorlic, pokonujący m.in. Magurę Małastowską.

Widok w stronę Wołowca ze stoków Mareszka.
Widok w stronę Wołowca ze stoków Mareszka.

W lesie porastającym stoki Mareszka.
W lesie porastającym stoki Mareszka.

Wkrótce wychodzimy z lasu. Przy szlaku mijamy pasące się krowy, zagrodę gospodarczą i dom. Przed nami widać jeszcze jedno domostwo. Zaś po naszej lewej, czyli na północnym zachodzie ukazuje się daleka panorama na dolinę wioski Bartne (łem. Бортне, Bortne). Jest ona imponująca pomimo wiszących nisko chmur. Wieś ta ma blisko 7 kilometrów długości. Otoczona jest górami. Wylot doliny zamyka zwarty masyw: Męcińskiej Góry (679 m n.p.m.) i Kamiennej Góry (618 m n.p.m.).

Bartne zamieszkałe jest głównie przez Łemków. To dawna, znana wioska na terenie całej Łemkowszczyzny, a to dzięki kamieniarstwu. Pochodzące stąd krzyże przydrożne oraz nagrobki do dziś spotkać można w nawet odległych miejscowościach. Miejscowi podają, że Bartne zostało założone przez kamieniarzy z pobliskiej Jasionki, którzy na zboczach pobliskich gór pozyskiwali niezbędny materiał.

W Bartnem znajdują się dwie cerkwie: greckokatolicka pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana wybudowana około 1842 roku oraz prawosławna również pod wezwaniem Świętych Kosmy i Damiana z 1928 roku (wybudowana na wzór cerkwi w Krzywej, choć jest znacznie mniejsza od niej). W wiosce można również zobaczyć kilka dobrze zachowanych chyży łemkowskich, wiele przydrożnych krzyży, a także ciekawe cmentarze (parafialny i wojenny).

W latach 1986-89 Bartne gościło „Łemkowską Watrę”, która dziś kontynuowana jest w odległej o kilkanaście kilometrów Zdyni, z której wyruszaliśmy dzisiaj na wędrówkę.

Widok na dolinę wsi Bartne.
Widok na dolinę wsi Bartne.

Widok na dolinę wsi Bartne.
Widok na dolinę wsi Bartne.

Nasza droga łączy się teraz z asfaltową, wspinającą się z centrum wioski do Bacówki PTTK w Bartnem, położonej na stokach Mareszka. Skręcamy na nią w prawo i po dwóch minutach docieramy pod budynek bacówki, schowanej na skraju lasu mieszanego, wśród jodeł, buków i jaworów.

Bacówka PTTK w Bartnem.
Bacówka PTTK w Bartnem.

Przy ognisku.

Dochodzi godzina 15.40. Znajdujemy się tuż przed Magurskim Parkiem Narodowym i jednocześnie na rubieżach województwa małopolskiego. Następna wędrówka wiodła będzie już przez Magurski Park Narodowy i województwo podkarpackie. To dobry czas i miejsce, by odpocząć przy ognisku oraz wspomnieć przebyte do tej pory szczyty i wioski, zwiedzone miejsca i obiekty, tym bardziej, że następna wędrówka po Głównym Szlaku Beskidzkim będzie dopiero w przyszłym roku. I to raczej na pewno.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Komisja Turystyki Górskiej.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas