Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartne. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
216,3 km
302,7 km
Myślami wciąż jesteśmy w dolinie Świerzówki. Opuszczona wioska, konsumowana przez przyrodę nie pozwala przestać o niej myśleć. Przejście tej doliny pozostawia trwały ślad w ludzkiej głębi. Dolina Świerzówki doprowadziła nas na Przełęcz Majdan, na której wczorajszego dnia przerwaliśmy wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Możemy teraz podjąć ciąg dalszy tego szlaku, przemierzać po raz kolejny Beskidy z tą samą fascynującą, jak pierwszy, drugi i każdy następny raz. Na ten szlak chce się wracać. Na każdym jego metrze szlaku pozostawiamy przeżycia i emocje, zapisujemy je na drzewach lasu, przydrożnych kamieniach, łemkowskich chyżach i przydrożnych krzyżach. Kojarzymy je z napotkanymi ludźmi i ze tymi wspaniałymi ludźmi, z którymi przemierzamy ten szlak.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.) [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.) [czerwony szlak] Wołowiec (500 m n.p.m.) [czerwony szlak] Krzywa (570 m n.p.m.) [czerwony szlak] Popowe Wierchy (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Zdynia-Ług (475 m n.p.m.)

OPIS:
Jest godzina 11.05. Niebo niemal bezchmurne, słońce przygrzewa, parzy gdy stoimy w otwartym polu. Niedaleko stąd na stokach Mareszki jest bacówka, z pysznymi pierogami po łemkowsku. Opuściliśmy już obszar Magurskiego Parku Narodowego, ale wędrujemy w jego bliskości. Droga z Majdanu prowadzi troszkę laskiem, potem wyprowadza na podmokłe łąki. Zawsze były tu problemy z suchym przejściem. Niekiedy tego grzęzawiska nie dało się ominąć, szczególnie po deszczu. Dzisiejszego dnia po raz pierwszy chyba udaje się nam przejść ten obszar w miarę sucho. Trochę trzeba pokluczyć między drzewkami, których jest tu coraz więcej. Podmokłości sprzyjają rozwojowi przyrody. Nieco powyżej podmokłości, ciągnie się łąka sięgająca skraju lasu porastającego niewielkie, bezimienne wzniesienie. W jej zieleni fiolecą się storczyki, żółcą mniszki na którymi podryguje latolistek cytrynek.

Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.).
Przełęcz Majdan (625 m n.p.m.).

Łąka poprzedzająca podmokłe tereny.
Łąka poprzedzająca podmokłe tereny.

Mniszek lekarski i latolistek cytrynek.
Mniszek lekarski i latolistek cytrynek.

Latolistek cytrynek (Gonepteryx rhamni) jest długowiecznym motylem, żyjącym niemal cały rok, przeważnie 10-11 miesięcy. Pojawia się już wczesną wiosną, często, kiedy na łąkach zalegają jeszcze płaty śniegu. Pojawia się jako zwiastun wiosny. Fruwają do późnej jesieni. Inne motyle żyją znacznie krócej - paź królowej (Papilio machaon), którego przedwczoraj spotkaliśmy żyje nie dłużej niż dwa miesiące, żywot popularnych bielinków kapustników (Pieris brassicae) nie przekracza jednego miesiąca. Cytrynki żyją dłużej, gdyż potrafią przejść w stan diapauzy letniej, czyli formy snu podczas którego spowalniają procesy życiowe w czasie dokuczliwych największych upałów. Odpoczywają i zbierają siły w ten sposób na jesień, chowając się pod liśćmi, w dziuplach, szparach budynków.

O godzinie 11.30 przeskakujemy niewielki potok. Droga, którą maszerowaliśmy odchodzi przed potokiem w kierunku wsi Bartne. Szlak prowadzi nas teraz ścieżką na stok Mareszki, chwilkę skrajem lasu, potem lasem. Po kilku kolejnych minutach jesteśmy przy Bacówce PTTK w Bartnem. Robimy południową długą przerwę do godziny 12.35.

Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).
Kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis).

Niedaleko od bacówki u podnóża Mareszki.
Niedaleko od bacówki u podnóża Mareszki.

Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.).
Bacówka PTTK w Bartnem (620 m n.p.m.).

Słońce nie ustaje, wyraźnie zwiększyło moc. Ludzie generalnie wolą trwać w sjeście. Nasze gromadka jednak rusza dalej za czerwonymi znakami Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzimy krótko asfaltową drogą w kierunku wsi Bartne, a przed pierwszymi zagrodami skręcamy w lewo na drogę gruntową. Mamy z niej panoramę na całą dolinę Bartnianki, rozdzielającą grzbiety Magury Wątkowskiej na północnym wschodzie i Magurycza Dużego na południowym zachodzie. W dali dolinę zdaje się zamykać Męcińska Góra, lecz w rzeczywistości dolina łamie się przed tym wzniesieniem na zachód.

Mijamy starą łemkowską chyże (przetrwało ich w Bartnem co najmniej kilkanaście). Pod chyżą na łące odpoczywa kilka krów. Najadły się już, albo po prostu nie mają siły paść się w tym upale. I dobrze, że nasza droga wchodzi między drzewa lasu, który nam daje trochę cienia, bo też pewnie byśmy padli jak te krowy. Przed trzynastą dochodzimy do odejścia z drogi. Szlak wprowadza na leśną drogę, bardziej zacienioną. Chwilkę mamy pod górkę, potem szlak zaczyna schodzić w dół po drugiej stronie grzbietu. Tam też przecinamy inną drogę gruntową, za którą mamy jeszcze niewielki lasek, a potem już tylko odkryty stok z tarasami dawnych pół łemkowskich. Od wielu lat nieużytkowane zarastają młodnikami. Wśród nich rosną dzikie jabłonie, rosnące niegdyś w łemkowskich obejściach, po których zostały już tylko nieliczne kamienne piwnice wkopane w stok. Są też stare krzyże lub ich pozostałości stojące samotnie na zielonych stokach wsi Wołowiec.

Łemkowska chyża w Bartnem.
Łemkowska chyża w Bartnem.
Łemkowska chyża w Bartnem.

Dolina Bartnianki.
Dolina Bartnianki.

W drodze.
W drodze.

Przed nami Magurycz Duży.
Przed nami Magurycz Duży.

Las na stoku Mareszki.
Szlak przez Mareszkę.

Las na stoku Mareszki.
Las na stoku Mareszki.

Łąki i drzewa owocowe w Wołowcu.
Łąki i drzewa owocowe w Wołowcu.

Dawna łemkowska wieś Wołowiec położona jest w dolinach potoków Mareska i Zawoja. Przed 1939 rokiem było w niej ponad 120 gospodarstwa. Obecnie jest ich kilkanaście, w większości zamieszkałych przez Łemków. O godzinie 13.20 docieramy nad koryto Mareski. Szlak skręca w lewo i prowadzi teraz wzdłuż jego brzegu. Mijamy kilka domów, w tym starą opuszczoną chyżę. Po 10 minutach wędrówki wzdłuż potoku dochodzimy do mostu. Przed mostem stoi Chata u Kasi. Zachodzimy do niej i spoczywamy na tarasie przy chłodnym, orzeźwiającym napoju.

Łemkowskie piwnice.
Łemkowskie piwnice.

Chata u Kasi.
Chata u Kasi.
Chata u Kasi.

Trudno rozstać się z przytulną, klimatyczną Chatą u Kasi. Odpoczywamy do godziny 14.00, po czym ruszamy w dalszą drogę. Przechodzimy przez most nad potokiem i wchodzimy na szosę. Stoi tutaj stary krzyż. Na jego cokole widoczny jest jeszcze wyryty rok 1878. Idziemy szosą w kierunku centrum Wołowca. W polach zauważyć można inne stare krzyże. Niektóre już nie wytrzymały upływu czasu. Pod jednym z obejść widać kikut betonowego cokołu, o który wsparty jest betonowy krzyż z Chrystusem. Kiedyś stał on na tym cokole.

Krzyż przydrożny z 1878 roku w Wołowcu.
Krzyż przydrożny z 1878 roku.

Krzyż łemkowski w Wołowcu.
Kiedyś stał na cokole - krzyż łemkowski w Wołowcu.

O godzinie 14.15 docieramy do miejsca, gdzie Mareska wpływa do potoku Zawoja, który pojawia się z prawej strony. W tymże miejscy szlak zmienia kierunek. Skręcamy na utwardzoną drogę po prawej i idziemy w górę potoku Zawoja, spływającego zalesioną doliną. O godzinie 14.50 dochodzimy do odejścia szlaku z gruntowej drogi. Znaki kierują na lewo, gdzie widać kamienisty bród potoku. Musimy przejść po kamieniach na drugą stronę potoku, gdzie w blasku słońca wygrzewa się całkiem spora żmija zygzakowata. Dobrze, że ją wcześniej zauważamy, lecz i o na wyczuła naszą obecność. Spłoszona zsunęła się po kamieniach do potoku i niczym poduszkowiec (dosłownie tak to wyglądało) przemknęła po powierzchni wody na drugi brzeg, zaledwie pół metra od nas. Staliśmy w bezruchu na wystających z potoku kamieniach, podziwiając grację z jaką żmija pomknęła po powierzchni wody.

Nieco wyżej ponownie przekraczamy bród potoku. Wychodzimy na urwistą skarpę. Idziemy chwilkę ponad potokiem, nie za długo, bo znów schodzimy nad jego kamieniste koryto. Ponownie przekraczamy jego wody i nie jest to ostatni raz. Na szczęście nie musimy ściągać butów, bo poziom wody nie jest wysoki. Gdyby było po deszczu, to by była przygoda.

Droga przez dolinę.
Droga przez dolinę.


Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.
Pierwsza przeprawa przez potok Zawoja.

Żmija zygzakowata.
Żmija zygzakowata.
Żmija zygzakowata.

Urwista skarpa nad Zawoją.
Urwista skarpa nad Zawoją.

Przeprawa przez potok Zawoja.
Kolejna przeprawa.

O godzinie 15.00 wychodzimy z zarośniętego otoczenia potoku Zawoja na łąki. Nieco dalej droga nasz zanurza się krzyżując się z wodami potoku, ale tuż przed potokiem szlak skręca tak jak potok na prawo. Tym razem nie maczamy się w wodach potoku. Wchodzimy na wzniesienie mając Zawoję po prawej. Wydaje się, że szlak będzie za chwilę oddalał się od niej, ale po przejściu krótko lasem obniża się ku niemu. Przekraczamy ostatni raz jego koryto, jednym szerokim korkiem, bo w tym miejscu już bardzo wąskie. Wchodzimy na szosę pomiędzy dawnymi łemkowskimi wsiami Krzywa i Jasionka.

Obie wsie opustoszały po wysiedleniach. W latach 50-tych XX wieku w Jasionce założono PGR, a w latach 60-tych powstała Stadnina Koni Huculskich. Po łemkowskiej wsi pozostały już tylko niszczejące krzyże i figury przydrożne. Obecnie Jasionka z popegeerowskimi budynkami stanowi przysiółek Krzywej. Czerwony szlak przecina szosę obok figury Matki Bożej z Dzieciątkiem stojącej pod drzewem, która niegdyś leżała w granicach wsi Jasionka. Za figura przemierzamy krótko łąki, po czym wchodzimy do lasu.

Szosa w Krzywej (teren dawnej wsi Jasionka).
Szosa w Krzywej (teren dawnej wsi Jasionka).

Spojrzenie na Jasionkę.
Spojrzenie na Jasionkę.

Wspinamy się dość ostro na grzbiet Popowych Wierchów. Przez masyw przechodzi szutrowa droga, na której skręcamy w prawo. Idziemy tą drogą parę minut. Droga łagodnie obniża się, co może niepokoić, tym bardziej, że znaków szlaku przy niej jest skąpo. W końcu jednak mamy odbicie na lewo. Przeskakujemy rów przy drodze i znów zagłębiamy się w gęstym lesie. Idziemy wyczekując właściwego wierzchołka Popowych Wierchów (684 m n.p.m.). Wreszcie osiągamy go o godzinie 16.15. Stąd do Zdyni mamy już bardzo blisko.

Zejście z szutrowej drogi.
Zejście z szutrowej drogi.

Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).
Popowe Wierchy (684 m n.p.m.).

Iglasty las na Popowych Wierchach.
Iglasty las na Popowych Wierchach.

Niedaleko od wierzchołka Popowych Wierchów szlak przeprowadza przez niewielki stary las iglasty. Jest jakby z innej bajki, bo na Popowych Wierchach zdecydowanie przeważają drzewa liściaste. Za tym iglastym skrawkiem drzewa szlak nagle obniża się po stromy zboczu. Sprowadza obok ogrodzonych szkółek leśnych. O godzinie 16.35 wychodzimy na łąkę, poniżej której biegnie szosa z Gorlic do polsko-słowackiego przejścia granicznego w Koniecznej. Jesteśmy na terenie wsi Ług, której nie znajdziemy już na mapach. Była to wieś królewska, założona za zezwoleniem Piotra Gładysza. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1581 roku. W latach 30-tych XX wieku mieszkało w niej ponad 200 osób. Po II wojnie światowej teren wsi Ług opustoszał. Ocalałe na południowych krańcach wsi domostwa zostały przyłączone administracyjnie do wsi Zdynia.

Zejście z Popowych Wierchów do Zdyni.
Zejście do Zdyni.

Widok na Rotundę.
Widok na Rotundę.

Zdynia-Ług.
Zdynia-Ług. Do końca tej wędrówki pozostało już niecałe 800 metrów.

Szlak wiedzie dalej szosą około 800 metrów przez Zdynię w kierunku Koniecznej, by za budynkiem ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego „U Zosi” w Zdyni zejść w kierunki wzniesienia Rotundy. Zatrzymujemy się w ośrodku „U Zosi”, bo to jedno z naszych ulubionych miejsc w Beskidzie Niskim, słynące ze znakomitej kuchni opartej na swojskich i regionalnych produktach. Dlatego po raz kolejny to właśnie u Zosi założyliśmy sobie bazę wypadową. Kończymy zatem dzisiejszą wędrówkę, piękną i słoneczną, z odświeżonymi wspomnieniami którejś zimy, kiedy przemierzaliśmy po raz pierwszy dolinę Świerzówki. Odpoczniemy, a jutro podążymy dalej przez Beskid Niski prowadzeni czerwonym szlakiem.




2

Beskid Niski
ŚRODKOWA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 9        rozdział 21
Długa przerwa w bacówce szybko mija. Wędrując po okolicy napotykaliśmy mnóstwo kamiennych krzyży i kapliczek. Były w każdej łemkowskiej wiosce. Stoją w nich nadal, zwykle samotnie jak strażnicy opustoszałych ziem. Większość z nich powstała w tutejszej okolicy, w wiosce Bartne (łemk. Бортне, Bortne) leżącej u stóp Mareszki, na stokach której znajduje się bacówka.

Słońce jest już blisko końca swojego krótkiego, zimowego bytu. Schodzi do grzbietu Magurycza. Za niedługo dotknie go, odda ostatnie przebłyski i dolna Bartnianki zanurzy się w zmierzchu.

TRASA:
Bacówka PTTK w Bartnem (628 m n.p.m.) – Bartne (494 m n.p.m.)

OPIS:
Ostatnie godziny tej wyprawy poświęcamy na spacer w dół doliny potoku Bartnianka, wypływającego spod szczytu Mareszki, płynącego przez jedną z tych wsi łemkowskich, gdzie kultura i tradycja łemkowska jest wciąż żywa. To wieś zamieszkała prawie w całości przez ludność łemkowską. Po 1956 roku wiele rodzin łemkowskich wróciło do Bartnego. Powroty nie były łatwe, bo zaraz po wysiedleniach Łemków łemkowskie domostwa przejęli polscy osadnicy. Te, które ocalały mogły być odzyskane przez Łemków, ale musieli je odkupić za niemałe na owe czasy pieniądze. Wiele jednak musiało odbudowywać swe domostwa od początku, bo te zniknęły rozebrane. Polscy osadnicy w większości wyjechali ze wsi. Bartne z czasem zapełniło się na powrót łemkowską tradycją i kulturą. Tak jest do dziś.


Wieś była w pewnym sensie odcięta od świata zewnętrznego. Dojazd do niej przez wiele lat był trudny. Pierwszy autobus PKS do Bartnego dotarł dopiero w 1987 roku, kiedy położono asfalt na drodze, sięgający cerkwi prawosławnej. Wcześniej najbliższy przystanek autobusowy znajdował się w odległym o 7 kilometrów Dragaszowie. W 1997 roku pociągnięto asfalt wyżej, na drugi koniec wsi. Zapewne to opóźniło przebudowę Bartnego. Do dziś pozostało w nim wiele tradycyjnych łemkowskich chyży, wpisanych obecnie do rejestru zabytków.

Droga do wsi.
Droga do wsi.

Pierwsza chałupa.
Pierwsza chałupa.

Maszerując asfaltowaną drogą przez wieś Bartne poszukujemy ocalałych, autentycznych łemkowskich budynków. Pierwszy widzimy po lewej, około 200 metrów o szosy. Leży przy bocznej drodze prowadzącej do Banicy. To dom Worobla z 1910 roku, przebudowany w 1923 roku. Nieco bliżej nas w obejściu stoi jeszcze jedna chyża z 1927 roku. Słabiej ją widać z drogi, bo przysłania ją budynek gospodarczy.

Dom nr 56 Worobla z 1910 roku, przebudowany w 1923 roku (255/78 z 28.04.1978).
Dom nr 56 Worobla z 1910 roku, przebudowany w 1923 roku (255/78 z 28.04.1978).

Schodzimy niżej. Szosa delikatnym łukiem skręca trochę na lewo, mijając małą stodółkę. Po prawej na wysokości domu nr 51 stoi krzyż żeliwny z Chrystusem. U jego podstawy widać postać kobiety (tzw. Ecclesia) z uniesionym kielichem w lewej ręce i krzyżem u prawego boku. Na kamiennym cokole krzyża wyryta jest data 1888. Jego fundator Leszko Felenczak chciał nim uczcić 900-lecie Chrztu Rusi.

Krzyż żeliwny z datą 1888 (fundator Leszko Felenczak).
Krzyż żeliwny z datą 1888 (fundator Leszko Felenczak).

Droga idzie jeszcze chwilkę na lewo, po czym odchodzi w prawo koło krzyża z datą 1878 na cokole. Wykonany został przez W. Graconia, a przypuszczalnym fundatorem jest niejaki Kiłko ze Świątkowej. Za krzyżem rosną dwie stare lipy w wieku 80-100 lat. Pokonujemy niewielki garb, po czym dalej małym łukiem w prawo. Po prawej stoi drewniana zagroda z 1927 roku oznaczona nr 46. Po lewej od zagrody, bliżej drogi stoi wozownia drewniano-kamienna.

Droga skręca łagodnie na prawo.
Droga skręca łagodnie na prawo.

Krzyż z datą 1878 na cokole, wykonany został przez W. Graconia.
Krzyż z datą 1878 na cokole, wykonany został przez W. Graconia.

Dom nr 44 - zagroda drewniana z 1927 roku [253/78 z 28.04.1978] (fot. Zbigniew Sz).
Dom nr 44 - zagroda drewniana z 1927 roku [253/78 z 28.04.1978] (fot. Zbigniew Sz).

Przechodzimy mostkiem nad prawobrzeżnym dopływem Bartnianki, szosa chwilkę pnie się w górę skręcając na lewo. Po prawej stronie stoi kamienny krzyż pomalowany na niebiesko. Na cokole widać datę 1876 i dane fundatora: Kiprian Kwoczka. Ponoć Kwoczka postawił ten krzyż jako wyraz wdzięczności po powrocie z Ameryki, gdzie udało się mu zarobić dużo pieniędzy.

Krzyż z datą 1876 na cokole, ufundowany przez Kipriana Kwoczkę.
Krzyż z datą 1876 na cokole, ufundowany przez Kipriana Kwoczkę.

Z lewej naprzeciwko niebieskiego krzyża mamy domostwo nr 44. Za nowym domem mieszkalnym stoi zagroda drewniana z 1924 roku. Droga szerokim łukiem skręca na prawo. Widać już stojącą przy niej kolejną łemkowską chyżę. Wcześniej jednak po prawej w obejściu na wzniesieniu widoczny jest drewniany budynek gospodarczy w zagrodzie nr 42 z 2. połowy XIX wieku. Poniżej niego drewniany spichlerz z piwnicą kamienną.

Drewniany budynek gospodarczy przy zagrodzie z 2. połowy XIX wieku [251/78 z 28.04.1978].
Drewniany budynek gospodarczy w zagrodzie nr 42 z 2. połowy XIX wieku,
a poniżej drewniany spichlerz z kamienną piwnicą [251/78 z 28.04.1978].

Przed nami, po lewej stronie drogi stoi okazała chyża nr 40. Droga przebiega bardzo blisko tego domu. Po minięciu chyży z prawej przy dojeździe do posesji widoczny jest kolejny kamienny krzyż, rzadziej spotykany typ łaciński. Schodzimy dalej w dół doliny. Trochę dalej, również z prawej w otoczeniu drzew, zaraz za domem z czerwonym dachem zauważyć można jest drewniany dom nr 38 z 1905 r. Idziemy dalej.

Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].
Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].

Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].
Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].

Rzadziej spotykany na Łemkowszczyźnie krzyż typu łacińskiego.
Rzadziej spotykany na Łemkowszczyźnie krzyż typu łacińskiego.

Słońce zaraz dotknie grzbietu Magurycza.
Słońce zaraz dotknie grzbietu Magurycza. Z lewej widoczna chyża nr 40.

Dolina Bartnianki.
Dolina Bartnianki.

Spojrzenie na stoki Mareszki.
Spojrzenie na stoki Mareszki.

Zaraz za wzgórkiem z prawej mijamy kamienny krzyż z 1912 roku. Jego fundatorem był Ignacy Horbal, który wyjechał za pracą do Ameryki. Stamtąd przysłał pieniądze do kraju na krzyż. Jego życie zakończyło się podobno tragicznie - zginął w wypadku samochodowym.

Wkrótce przechodzimy przez drewniany most na dopływem Bartnianki, za którym droga skręca w prawo, a następnie od razu w lewo. Po prawej mijamy odejście bocznej drogi gruntowej na Przełęcz Majdan, za którą schodzimy krótko trochę bardziej stromo. Przed nami pojawiają się wieżyczki cerkwi prawosławnej. Z prawej pod drzewkiem stoi krzyż wykonany w 1888 roku. Data sugeruje, iż podobnie jak w przypadku wcześniej spotkanego krzyża, twórca pragnął nim uczcić 900-lecie Chrztu Rusi.

Kamienny krzyż z 1912 roku, ufundowany przez Ignacego Horbala.
Kamienny krzyż z 1912 roku, ufundowany przez Ignacego Horbala.

Ruiny starej piwnicy.
Ruiny starej piwnicy.

A przy drodze pasą się krowy.
A przy drodze pasą się krowy.
A przy drodze pasą się krowy.

Przed cerkwią prawosławną po lewej stronie stoi zagroda nr 27 z 1906 roku. Mijamy ją i jesteśmy pod prawosławną cerkwią pw. Świętych Kosmy i Damiana. Spotykamy przy niej  księdza Mirosława Cidyłę, proboszcza Parafii Prawosławnej w Bartnem oraz kustosza w muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów. Od razu ujmuje nas swą ciepłą osobowością, uśmiechem i życzliwością. Wprowadza nas do cerkwi, najpierw do przedsionka, gdzie kontynuuje rozpoczętą jeszcze na zewnątrz opowieść o Łemkach, ich życiu, zwyczajach i tradycjach. Jest też to czas poznania historii cerkiewnych, a w Bartnem wciąż stoją dwie cerkwie.

Zagroda nr 27 z 1906 roku [246/78 z 28.04.1978],
dalej z lewej cerkiew prawosławna pw. Świętych Kosmy i Damiana.

Zagroda nr 27 z 1906 roku [246/78 z 28.04.1978].
Zagroda nr 27 z 1906 roku [246/78 z 28.04.1978].

Krzyż wykonany w 1888 roku.
Krzyż wykonany w 1888 roku.

Cerkiew prawosławna pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.
Cerkiew prawosławna pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.

Cerkiew, w której się znajdujemy wzniesiono w 1928 roku w stylu wschodniołemkowskim, gdy blisko siedemdziesiąt procent mieszkańców wsi wróciło na prawosławie. Dziewiętnastowieczny ikonostas pochodzi z Wołynia, podarowany do cerkwi w Bartnem w 1934 roku. W czasie wojny, a właściwie podczas Akcji „Wisła” zaginęły dwie namiestne ikony, które odtworzono ze zdjęć. W obecnym ikonostasie znajdują są współczesne ikony. W środkowej części ikonostasu odnaleźć można kopię cudownej ikony przedstawiającej Matką Bożą Poczajowską, której oryginał znajduje się w soborze Zaśnięcia Matki Bożej w Ławrze Poczajowskiej. Lśni swym balaskiem nad carskimi wrotami. Nie jest to pierwsza kopia tej ikony w bartniańskiej świątyni prawosławnej, bowiem wcześniejszą zabrali wysiedlani mieszkańcy Bartnego w 1947 roku.

Ikonostas w cerkwi prawosławnej.
Ikonostas w cerkwi prawosławnej.

Carskie wrota.
Carskie wrota.

Poczajowska Ikona Matki Bożej (kopia).
Poczajowska Ikona Matki Bożej (kopia).

Po stronie chóru znajduje się inna ocalała pamiątka po dawnej Łemkowszczyźnie: 12 owalnych ikon z prorokami. Skąd pochodzą? Nie ma pewności. Wnętrze świątyni zdobi również żyrandol cerkiewny pochodzący z dawnej świątyni greckokatolickiej (obecnie muzeum), do której zabiera nas ksiądz proboszcz.

Ikony z prorokami pochodzące z cerkwi w Świerzowej Ruskiej, rozebranej w 1947 roku.
Chór z ikonami z proroków.
Z prawej widać żyrandol pochodzący z dawnej cerkwi greckokatolickiej.

Krzyż przy cerkwi prawosławnej.
Krzyż przy cerkwi prawosławnej.

Dzisiejsze Bartne jest znacznie mniejsze niż przed wojną. Pod koniec XIX wieku wieś liczyła blisko 132 gospodarstwa i ponad 800 mieszkańców. W tamtym czasie (w drugiej połowie XIX stulecia) proboszczem greckokatolickim w Bartnem był Wołodymir Chylak, znany łemkowski pisarz. Z jego osobą zetknęliśmy się podczas październikowego pobytu w Wierchomli Wielkiej. Tam właśnie urodził się i tam odwiedziliśmy grób jego rodziców.

Wróćmy jednak do Bartnego. Mówiliśmy już, że przed wojną Bartne było dużą wsią. Poza wypasem bydła jej mieszkańcy trudnili się różnorodnym rzemiosłem, zaspokajając potrzeby własne, jak również okolicznych wsi. Bartne zasłynęło na całej Łemkowszczyźnie z rzemiosła kamieniarskiego. Bartniańscy Łemkowie byli największymi fachowcami w wyrobie krzyży i innych wyrobów kamieniarskich codziennego użytku. Kamień pozyskiwali z dwóch miejsc. Na Magurze Watkowskiej, a dokładnie na Kornutach i Mochatym wydobywano kamień miękki, drobnoziarnisty, podatny na dłuto artystów rzeźbiarstwa ludowego. Do tego nadawał się najbardziej, choć czasem wyrabiano z niego np. żarna, lecz marnej jakości. Twardy, gruboziarnisty kamień eksploatowano po drugiej stronie doliny na stokach Magurycza Wielkiego. Tam występował tzw. „siwyj kamiń”, niezbędny do wyrobu żaren młyńskich.

Oddaliliśmy się około 200 metrów od świątyni prawosławnej. Jesteśmy pod drugą cerkwią, równie pięknym wytworem łemkowskiej architektury. Cerkwie zazwyczaj wznoszono na miejscu wyniosłym, otaczano je kręgiem drzew, a często także ogrodzeniem z kamienia, czy drewnianych bali z gontowym daszkiem. Na teren takiej cerkwi wchodziło się przez drewnianą lub kamienną bramę. Tak właśnie prezentuje się cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem. Jej architektura reprezentuje typ dla cerkwi zachodniołemkowskich. Wybudowano ją w 1842 roku na miejscu starszej. Jej okazała sylwetka, obita i pokryta gontem doskonale komponuje się w krajobraz. Znajdujący się w niej ikonostas jest typowym przykładem ikony karpackiej z XIX wieku. Są tutaj XVII-wieczne ikony: Matka Boża z Dzieciątkiem i Chrystus. Z boku stoi ołtarz boczny z 1797 roku.

Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem
(obecnie stanowi muzeum sztuki cerkiewnej).

Ikonostas z XVIII wieku.
Ikonostas z XVIII wieku.

Odrzwia z nieistniejącej cerkwi w Nieznajowej (1780).
Odrzwia z nieistniejącej cerkwi w Nieznajowej (1780).


Ołtarz boczny z 1797 roku.
Ołtarz boczny z 1797 roku.

Cerkiew greckokatolicka służyła mieszkańcom Bartnego aż do wysiedleń w 1947 roku. W dniu 19 maja 1947 roku mieszkańców Bartnego poinformowano, że zapadła decyzja o ich wysiedleniu. Przed zachodem słońca dnia następnego Łemkowie musieli opuścić swoją wieś. Od tamtej chwili cerkwie w Bartnem opustoszały, tak jak cała dolina. W dolinie pozostało tylko 5 rodzin.

W cerkwi greckokatolickiej w Bartnem nie odprawia się już nabożeństw. W latach 1968-70 przeprowadzono prace konserwatorskie, zrekonstruowano ogrodzenie, uporządkowano otoczenie. Dzisiaj cerkiew stanowi filię Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów w Gorlicach. Składowane są w nim różne elementy wyposażenia pochodzące z innych nieistniejących cerkwi. Wśród eksponatów znajdziemy w nim modrzewiową belkę wotywną oraz odrzwia z nieistniejącej cerkwi z Nieznajowej, na których namalowano postacie świętych Piotra i Pawła.

Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.
Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem od strony wieży babińca.

Spichlerz plebański [fot. Zbigniew Sz].
Przedłuża nam się pogawędka z księdzem Mirosławem i jego żoną Marią, wydłuża się pobyt w Bartnem. Trzydzieści lat temu, a potem jeszcze przez trzy kolejne lata odbywała się tutaj jakże kameralna wówczas „Łemkowska Watra”, która obecnie organizowana jest w niedaleko stąd, w Zdyni. Tam podczas tegorocznej „Łemkowskiej Watry” nastąpi finał naszej wędrówki po Łemkowszczyźnie. Spotkamy się z Łemkami, ich kulturą, tańcem i muzyką w niewielkiej Zdyni, która podczas trzech lipcowych dni stanie się swoistym centrum świata dla łemkowskiej kultury.

Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.
Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.

Krzyż poświęcony ofiarom obozu w Thalerhofie.
Krzyż poświęcony ofiarom obozu w Thalerhofie.
Wracamy do centrum wsi, gdzie stoi autokar. Po raz drugi przechodzimy obok krzyża poświęconego ofiarom obozu w Thalerhofie. Ufundowali go najprawdopodobniej wszyscy mieszkańcy, jak można sądzić po inskrypcji na cokole, która w tłumaczeniu brzmi „Ofiarom Thalerhofu i walczącym za ideę ruską wdzięczni Bartnianie. 1933”.


Żegnamy się już z Bartnem, z jej zaciszem i przenikliwym spokojem. Słońce schowało się już za Maguryczem. Wędrówka po Łemkowszczyźnie mogła by trwać jeszcze dłużej. Moglibyśmy wędrować po tych dróżkach i drogach nie wiadomo dokąd - donikąd i bez celu. Niektóre urywają się w lesie lub na łące, niektóre ukazują nieme znaki i świadectwa Łemków, często pokazują jak wygląda ziemia z której nagle zniknął człowiek.



Nasza grupa dzisiaj rano, przed wyjściem w trasę.

Minął nam szybko ten czas - chwile radosne i piękne, spędzone z Wami;
czas poznawania, wędrowania i zabawy (naszego miasnyci)
- mógłby się nie kończyć.
Za ten czas wspólnie spędzony Wam dziękujemy.
Z takim zespołem ludzkim moglibyśmy iść na koniec świata,
nie straszne nam zimowe wiatry, czy dzikie, lodowate potoki.
Wkrótce kolejne spotkanie na szlaku,
tym razem będziemy przemierzać wschodnie krańce Łemkowszczyzny.

Do zobaczenia na końcu świata,
na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego.

Niech wiatr gra pieśń o Łemkowyni!




Dziękujemy za pomoc przyjaciołom, którzy podobnie jak my dzielą się pasją
na blogach o górach i Łemkowszczyźnie.
Zaglądamy do nich często i Was do tego zachęcamy:


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas