Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła. Pokaż wszystkie posty
Kto by pomyślał, że jeszcze tego samego roku zagościmy po raz drugi w Muzeum Beskidzkim im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle. Pod koniec stycznia dogłębnie obejrzeliśmy jego ekspozycję, zwiedziliśmy znajdujący się obok mały skansen, poznaliśmy tradycyjne rzemiosło, historię i zwyczaje regionu, a kultura górali śląskich zawładnęła naszymi sercami. Zaś w środę 13 listopada 2013 roku przeżyliśmy w tym samym miejscu ponowne ekscytujące spotkanie ze śląską góralszczyzną, lecz tym razem nie poprzez muzealne eksponaty, ale niezwykłych ludzi płonących najbardziej prawdziwą, żywą i naturalną kulturą regionu. Wielu z nich widzieliśmy po raz pierwszy, a po chwili wydawało się nam, że znamy ich od lat. Tacy już są tutejsi górale.

Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle.
Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle.

We wnętrzu Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.
We wnętrzu Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

We wnętrzu Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

Okazją do takiego spotkania było otwarcie wystawy fotograficznej „Redyk Karpacki 2013". Poprzedziła je intrygująca prezentacja migracji Wołochów w regionie Śląska Cieszyńskiego, przeprowadzona przez niebywałą osobę - rodowitą góralkę z Istebnej, dla której historia kultury górali beskidzkich oraz kultury Śląska Cieszyńskiego jest życiową pasją. Chyba właśnie z tej pasji wzięło się bogactwo wiedzy mgr Małgorzaty Kiereś. Wiedzą tą dzieli się w taki sposób, że człowiek chłonie z zapartym tchem. Zresztą przekonaliśmy się już o tym podczas poprzedniej naszej wizyty w Muzeum Beskidzkim w Wiśle, kiedy poprowadziła nas osobiście w świat tutejszych górali. Muzeum Beskidzkie to miejsce, którego nie można pominąć podczas pobytu w Wiśle lub okolicy. Tam właśnie można spotkać panią Małgosię, gdyż jest ona kustoszem i kierownikiem tego muzeum.

Małgorzata Kiereś o migracjach Wołochów.
Małgorzata Kiereś o migracjach Wołochów.

Potem przyszła kolej na postać równie interesującą, jak i skromną, choć ma się czym pochwalić. Chyba najbardziej znany sałasznik i bacza w Karpatach, który przeprowadził ich łukiem Redyk Karpacki - Piotr Kohut. Jego ujmująca opowieść o dniach i nocach spędzonych na sałaszu, różnych zaistniałych zdarzeniach - czasem śmiesznych, czasem trudnych i tych zwyczajnych jakie towarzyszą na co dzień pasterzowi, sprawiły, że słuchacze zapragnęli być choć przez chwilę pasterzem takim jak on. Opowieść tą wzbogacił swoim występem współorganizator i koordynator projektu „Redyk Karpacki”, baca z równie ogromną pasją - Józef Michałek. Ilustracją do opowieści baców były fotografie Józefa Michałka oraz Jacka Kubiena znanego z licznych publikacji dotyczących regionalnej kultury.

Piotr Kohut (z lewej).
Piotr Kohut (z lewej).

Józef Michałek.
Józef Michałek.

Józef Michałek i Jacek Kubiena są autorami licznych fotografii z trasy Redyku Karpackiego. To właśnie ich fotografie możemy obecnie oglądać w Muzeum Beskidzkim w Wiśle. Prezentują one zwyczajne pasterskie życie Redyku Karpackiego na tle karpackiego piękna przyrody i krajobrazu. Emanuje z nich nadzwyczaj przyjemne ciepło, spokój i niepohamowana chęć zjednoczenia się z naturą. Na kolejnych obrazach dostrzegamy też integrację człowieka z człowiekiem, życzliwe międzyludzkie relacje jako najbardziej pożądane cnoty. Tutaj owca, bez której Redyk nie mógłby się odbyć, pokazana jest również pięknie, ale jest ona przede wszystkim pretekstem – jak to często podkreślali pasterze Redyku Karpackiego – do tego, by się spotykać, rozmawiać, tworzyć jedność dla wspólnego dobra.

Wystawa fotograficzna „Redyk Karpacki 2013".

Wystawa fotograficzna „Redyk Karpacki 2013".
Wystawa fotograficzna „Redyk Karpacki 2013".

Dla nas ten Redyk jakoś nie może się skończyć i chyba już zawsze będzie przeplatał się z naszymi górskimi wędrówkami. Właśnie upływa drugi miesiąc od zakończenia jego wędrówki, a my wciąż nie ochłonęliśmy od spotkań z pasterzami na jego trasie. Jakoś trudno jest zebrać myśli, by ogarnąć ich wędrówkę w jedną syntezę i dopisać do niej podsumowanie. Obiecywaliśmy to zrobić jeszcze w Rožnovie pod Radhoštěm, 14 września 2013 roku, zaraz po tym jak Redyk zakończył marsz przez Karpaty, ale dla nas jego wędrówka wciąż trwa w naszych sercach. I chyba tak to właśnie powinno być, bo przecież o to chodziło, by w ludziach obudził się duch Karpat. Wędrówka Redyku Karpackiego musi zatem trwać, zarówno w wymiarze duchowym, ale i rzeczywistym na płaszczyźnie kolejnych przedsięwzięć - nie koniecznie poprzez kolejny transhumancyjny przegon owiec, choć taki kiedyś w przyszłości może znów nastąpić, choćby przez Bałkany, w których leży rdzeń wołoskiego pasterstwa.

Piotr Kohut - główny baca Redyku Karpackiego, Józek Michałek - główny organizator i koordynator tego projektu dali jednoznacznie do zrozumienia, że dusza naszych gór umrze, jeśli żyjąca w nich kultura odejdzie w zapomnienie lub będzie jedynie wspomnieniem. Dotyczy to zarówno tej przejawiającej się twórczością artystyczną, jak też (a może przede wszystkim) zwyczajnym, codziennym życiem w harmonii z naturą i jej przyrodą, jakiego przykładem i przejawem jest pasterstwo. Niestety w dzisiejszych czasach ta forma gospodarowania zanika, ale nie wszędzie tak jest.

Muzyka Karpat - kapela z Terchowej.

Muzyka Karpat - kapela z Terchowej.
Muzyka Karpat - kapela z Terchowej.

Redyk Karpacki 2013 był wędrówką ze skrajności w skrajność. Zaczynał się tam gdzie pasterstwo jest czymś zwyczajnym i powszechnym, a nawet zajęciem opłacalnym. Rumunia to kraj, gdzie jest ono bliskie temu pierwotnemu, a więc takiemu, które nie narusza równowagi ekologicznej górskiej przyrody. Świadczy o tym zachowana bioróżnorodność terenów górskich. Można powiedzieć wręcz na odwrót: to bioróżnorodność w dużej mierze wynika z intensywnego wypasu. Jest to widoczne tam na każdym kroku. Wbrew powszechnemu przekonaniu degradacja roślinności w wyniku wypasu ma oddziaływanie lokalne i okresowe, a unicestwianie pewnych gatunków roślinności przez owce stwarza dogodne warunki rozwoju innym gatunkom.

W Polsce bioróżnorodność terenów górskich jest znacznie skromniejsza i wciąż zmniejsza się wraz z zanikiem pasterstwa. Polany i połoniny zarastają, a w następstwie ginie roślinność dla nich charakterystyczna. Dobitnym przykładem są tu Gorce, czy Beskid Sądecki. Tylko czekać, jak za parę lat tereny te pokryje szczelnie las, zmniejszając florystyczne bogactwo, a w konsekwencji również ich atrakcyjność turystyczną - wszak równie ważną dla rozwoju regionów, jak ochrona górskich ekosystemów. Problem ten jest już dostrzegany, ale działania wydają się być na razie marginalne, nie współmierne do faktycznych potrzeb. Wprowadzany od niedawna wypas kulturowy w parkach narodowych może tym potrzebom nie sprostać. Poza tym niska liczebność owczych stad sprawia, że wypas taki jest nierentowny, co może zaważyć na jego przyszłości. Istnieją też pewne historyczne skonfliktowania górali z parkami narodowymi, którzy przecież niegdyś byli przez parki wypierani ze swoich terenów pasterskich. Jednak w tym aspekcie Redyk Karpacki zrobił pierwszy krok do przełamania bariery z historycznej zaszłości, przemierzając również przez enklawy parków narodowych.

Tradycyjne pasterstwo w dzisiejszych czasach ma znaczenie wielowymiarowe. Dawniej stanowiło wyłącznie zasadnicze źródło utrzymania i bytu w górach. Owce ubierały i żywiły mieszkających w nich górali. Dzisiaj mają one w tym względzie mniejsze znaczenie, jednak wiele innych istotnych aspektów stało się od nich bardziej zależnych niż kiedykolwiek wcześniej. Pasterstwo stanowi bowiem nie tylko gwarant zachowania tożsamości Karpat, ich unikatowej kultury i tradycji, ale jednocześnie ma fundamentalne znaczenie dla ekologii terenów górskich i ich rozwoju, uwarunkowanego przecież turystyczną atrakcyjnością. Kwestie te lepiej dostrzec zawczasu, a nie czekać, bo za chwilę może być za późno. W tym ujęciu hasło „Pasterstwo to krajobraz gór”, którego tak często używają pasterze Karpat nie jest bynajmniej jakimś reklamowym sloganem, ale staje się najistotniejszym przesłaniem dla przyszłości Karpat.

Nasze spotkania z pasterzami Redyku Karpackiego były dla nas szczególnym przeżyciem. Pozwoliły spotkać niesamowitych, wspaniałych ludzi. Jesteśmy dumni, że choć maleńką cząstką mogliśmy uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, jakże istotnym dla integracji Karpat, zarówno na płaszczyźnie spadkobierców wołoskiej kultury, ale też sympatyków tych gór. Tak to właśnie postrzegamy. Nie jest w tej sprawie istotne czy w kimś płynie wołoska krew, czy też nie. Idea Redyku Karpackiego jest ważna nie tylko dla górali, ale też dla każdego, kto lubi w górach przebywać, kto czerpie z gór siłę i radość.

Misja Redyku Karpackiego nie zakończyła się jeszcze. Wędrówka Piotra Kohuta z międzynarodową ekipą innych baców winna być odebrana jako impuls do dalszych działań na rzecz Karpat. Misja przywrócenia naturalnej równowagi środowiska tych gór została rozpoczęta, ale jak się zakończy zależy już od wszystkich ich sympatyków.

I skoro mowa o sympatykach Karpat, to wspomnimy jeszcze o niezwykłym wydawnictwie, unikatowym albumie pt. „Pasterstwo w Karpatach” wypełnionym fantastycznymi zdjęciami Jacka Kubieny. Lista osób, które przyczyniły się do powstania tej książki jest bardzo długa i dlatego prosimy o zrozumienie, że nie wymienimy tutaj wszystkich nazwisk. Nie jest to typowy album. Pozycja ta stanowi w rzeczywistości bogato ilustrowane kompendium wiedzy o karpackim pasterstwie. Jest to drobiazgowo i ciekawie napisany przewodnik po karpackich halach, ale nie ograniczający się wyłącznie do nich. Tematyka albumu szeroko traktuje zagadnienie pasterstwa uwzględniając całe otaczające go środowisko - florę i faunę, uwarunkowania geograficzne, a nawet budowę geologiczną. Znajdziemy w nim historię pasterstwa w Karpatach, a więc genezę wędrówek Wołochów. Poznamy tradycje i zwyczaje, a także osobliwości pasterstwa w różnych regionach polskich Karpat. Pozycja ta z pewnością zalicza się do kanonów karpackiej literatury, jakże ważnej dla rozwoju Karpat. Warta jest szczególnej uwagi.

Z kolei zainteresowanych samym Redykiem Karpackim odsyłamy do innej publikacji, jest to kalendarz na rok 2014, ale kalendarz w tym przypadku jest tylko „przykrywką” do blisko 150-stronicowego barwnego albumu fotograficznego zatytułowanego „Od Owcy Plus do Redyku Karpackiego 2013”, który dokumentuje trasę Redyku Karpackiego 2013. Poszerzają go fotografie związane z pasterstwem i jego obrzędami. Zaś między tymi zdjęciami znajdziemy opowieść o Wołochach autorstwa Ilony Czamańskiej i rozprawę na temat istoty Redyku Karpackiego w opracowaniu Adama Kitkowskiego.

Skansen przy Muzeum Beskidzkim.
Skansen przy Muzeum Beskidzkim.

Uczestnicy spotkania.
Uczestnicy spotkania.

No cóż... spotkanie dobiega końca i niechętnie żegnamy się. Pozostaje nam podziękować za spotkanie, urzekającą muzykę Karpat w wykonaniu słowackiej kapeli z Terchowej, wyśmienity tradycyjny poczęstunek oraz muzealną herbatę z zielin, a czynimy to ze szczególnie niskimi ukłonami.

MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
czerwona trasa
900 m 
196 m 
2
niebieska trasaczerwona trasaniebieska trasa
1990 m 
276 m 
3
niebieska trasa
1900 m 
276 m 
4
czarna trasa
650 m 
5
niebieska trasa
120 m 

Uwaga: mapa tras z dawnymi oznakowaniami [źródło: http://www.soszow.pl].
OPIS:
Niedaleko centrum Wisły, ponad doliną Jawornika, wznosi się Soszów Wielki (czes. Velký Šošov) na wysokość blisko 886 m n.p.m. Jego północno-wschodnie zbocza pokrywa kompleks tras narciarskich stacji narciarskiej „Soszów”. Jest to jedna z popularniejszych stacji na Śląsku, mniej znana Małopolanom, jak twierdzą miejscowi, a częściej nawiedzana przez Warszawiaków, po Ślązakach rzecz jasna. Wokół stacji funkcjonuje dość dobra infrastruktura. Mamy tu serwis narciarski i wypożyczalnię sprzętu, działa tu także szkoła narciarska i przedszkole narciarskie. Zaś przy trasach istnieje bogate zaplecze gastronomiczne i noclegowe.

Większość miłośników narciarstwa przygodę z „Soszowem” zaczyna pod dolną stacją wyciągu krzesełkowego. Nie zawsze jednak tak jest. Czasami, tak jak w naszym przypadku spotkanie to rozpoczynamy przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego, na Polanie Soszów, gdzie zagościliśmy w schronisku turystycznym na Soszowie Wielkim, położonym na wysokości 792 m n.p.m. Stąd rozpoczniemy pierwszy zjazd, a wyższe partie góry pozostawimy na później.

Trasa nr 1, czerwona

Za górną stacją wyciągu krzesełkowego rozpoczyna się czerwona trasa oznaczona numerem 1. Krótko biegnie pod linią krzesełek i szybko robi skręt w prawo, odjeżdżając spod krzesełek. Wraz z wejściem w ten zakręt zwiększa się nachylenie stoku, na którym szybko nabrać można prędkości, szczególnie na zewnętrznej, gdzie stromizna jest znacznie większa. Zaraz po wejściu w ten zakręt już trzeba myśleć o kolejnym w przeciwnym kierunku. Jest jednak w tym miejscu jeszcze inna możliwość, przydatna gdybyśmy chcieli zrezygnować z dalszej jazdy czerwoną trasą. Przed wejściem w drugi zakręt na wprost przed nami, tuż poniżej siatki zabezpieczającej trasę widać wąski, krótki przesmyk. Można przedostać się nim na niebieską trasę o numerze 2, znajdującą się za ową siatką.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Początek czerwonej trasy nr 1.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Ruszamy na czerwoną trasę nr 1.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Oddalamy się od wyciągu krzesełkowego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Przesmyk prowadzący na trasę nr 2.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Miejsce za drugim zakrętem.
Za widoczną wyżej siatką zabezpieczającą biegnie trasa nr 2.
Jadąc wzdłuż tej siatki dotrzemy do przesmyku, którym można wjechać na trasę nr 2.

Na „dwójkę” przyjdzie jeszcze pora później. Kontynuujemy zjazd „jedynką”, która za drugim zakrętem sunie w dół zbliżając się do linii wyciągu krzesełkowego. W międzyczasie mijamy półmetek czerwonej trasy. Docieramy w sąsiedztwo wyciągu krzesełkowego, ale nie wjeżdżamy pod niego, a łagodnym łukiem ustawiamy się do niego równolegle. Wtedy też na prawo pojawia się niebieska odnoga odchodząca od naszej trasy oznaczona numerem 5. Zaraz na jej początku, po jej prawej stronie mamy punkt gastronomiczny Bar u Moni. Ta niebieska „piątka” uchronić nas może przed najbardziej stromym fragmentem „jedynki”, jaki rozciąga się teraz przed nami.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
My jedziemy dalej czerwoną „jedynką”, która zbliża się teraz do wyciągu krzesełkowego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Odcinek czerwonej „jedynki” tuż przed Barem u Moni i odnogą początkującą trasę nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Tutaj widać odnogę odchodzącą w prawo od czerwonej trasy nr 1, oznaczoną numerem 5.

Na końcowym, najbardziej stromym fragmencie „jedynka” robi się znacznie szersza, ale tuż przed końcem szybko zwęża i prostopadle łączy z inną trasą. Po jej osiągnięciu skręcamy w lewo, do rękawa dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Trzeba odpowiednio wcześniej wyhamować, by nie wpaść w kolizję z narciarzami nadjeżdżającymi z prawej. W ten sposób zaliczamy pierwszą trasę o długości 900 metrów i średnim nachyleniu 20%. Nie jest to zbyt długa trasa, ale jej profil zapewnia przednią jazdę.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Rozpoczynamy najbardziej stromy fragment „jedynki”.
W górze widać czubek dachu Baru u Moni.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Końcowy odcinek „jedynki” po minięciu odchodzącej od niej odnogi nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
To już za nami.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Zbliżamy się do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Strefa hamowania na czerwonej trasie nr 1.

W rękawie wprowadzającym na krzesełka musimy trochę podreptać na nartach lub wspomóc się kijkami, gdyż jest w nim dość płasko. Dolna stacja wyciągu mieści się w dużym budynku, w którym mieści się również serwis i wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, a także punkt gastronomiczny z tarasem. Tutaj też w razie potrzeby znajdziemy nocleg. W dolnej części przy rękawie zlokalizowane są kasy, w których możemy zaopatrzyć się w karnety. Natomiast przy przechodzącej pod budynkiem ulicy Cieślarów znajdują się parkingi dla przyjezdnych.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego musimy trochę podreptać.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Budynek dolnej stacji wyciągu krzesełkowego stacji narciarskiej „Soszów”.

Z tarasu dolnej stacji wyciągu krzesełkowego rozciąga się ładny widok na dolinę Jawornika - potoku i osiedla Wisły o tej samej nazwie. Niedaleko, z prawej strony doliny mamy trasy zjazdowe na Rowienkach, zaś na wprost za okazałym hotelem „Stok” wyciąg „Kiczera”. Wisła i jej okolice słyną z licznych stacji narciarskich, a nie tak daleko od „Soszowa” funkcjonują konkurencyjne stacje na Czantorii i Stożku. Bardzo chcielibyśmy je wszystkie przetestować, ale niestety narciarstwo nie jest tanie.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Widok z tarasu dolnej stacji na dolinę Jawornika.

Trasa nr 2, niebieska i czerwona

Wróćmy do naszego „Soszowa”. Wskakujemy na czteroosobową kanapę, która przenosi nas z wysokości 610 m n.p.m. na wysokość 806 m n.p.m. Przemieszczamy się na Polanę Soszów. Tu też mamy punkt gastronomiczny pod budynkiem górnej stacji wyciągu krzesełkowego, a obok jeszcze karczmę i schronisko turystyczne, w którym mieszkamy.

Schronisko turystyczne „Soszów”.
Schronisko turystyczne „Soszów”.

Na Polanie Soszów przesiadamy się na orczyk i wciągamy jeszcze wyżej pod sam szczyt Soszowa Wielkiego (886 m n.p.m.), który oddalony jest stąd o jakieś 800 metrów. Orczyk przeciąga nas najpierw przez mostek nad innymi trasami narciarskimi, potem obok budynku schroniska, za nim przecinamy wyratrakowaną ścieżkę niebieskiego szlaku turystycznego. Następnie przez dłuższą chwilę ciągnieni jesteśmy przez zaciszny las, aż końcu wyjeżdżamy na górną polanę pokrywającą północno-wschodnie partie podszczytowe Soszowa Wielkiego. Mijamy położony na skraju polany urokliwy budynek karczmy „Lepiarzówka” i nabieramy dalej wysokości przesuwając się równolegle wzdłuż wyciągu talerzykowego, wyciągający narciarzy na Soszów Wielki spod „Lepiarzówki”. Górna stacja tego wyciągu znajduje się kilkanaście metrów wyżej od naszej. Jest to jednak bardzo wolny wyciąg.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Orczyk wyciągający na szczyt Soszowa Wielkiego.

Z orczyka możemy skierować się na lewo na trasę nr 3, albo w prawo na trasę nr 2. Możemy też pozostać pod szczytem i korzystać z łagodnej części górnej polany, zjeżdżając wzdłuż wspomnianego wyciągu talerzykowego. To dobre miejsca dla początkujących narciarzy.


Tymczasem my kierujemy się na prawo na najdłuższą trasę stacji narciarskiej „Soszów” oznaczonej numerem 2. Liczy ona 1990 metrów długości. Na starszych mapach jej odcinek do dolnej stacji wyciągu orczykowego był wyodrębniony i oznaczany numerem 6, z kolei jej stopień trudności znakowany był kolorem zielonym. Jednak w myśl znowelizowanych przepisów stopień trudności tej trasy jest obecnie znakowany kolorem niebieskim.

Zaraz po wypięciu się z orczyka robimy nawrotkę na prawo w dół stoku, przecinając ostrożnie linię wyciągu talerzykowego. Tak rozpoczynamy zjazd „dwójką”. Kierujemy się na lewą stronę widocznego budynku karczmy „Lepiarzówka”. Biegnie tamtędy droga przez którą poprowadzony jest również szlak turystyczny. Trzeba o tym pamiętać, bo trasa narciarska biegnie tą samą drogą, choć zimą wędruje tędy mniej turystów. Zaraz za „Lepiarzówką” trasa wchodzi do lasu i biegnie dalej wąską drogą, aż pod drewniany budynek schroniska turystycznego „Szoszów”. Za budynkiem schroniska wpadamy na Polanę Soszów, gdzie znajduje się górna stacja wyciągu krzesełkowego i dolna stacja wyciągu orczykowego. Tu oczywiście wyłania się przed nami kilka wariantów zjazdu, ale będziemy się nimi bawić dopiero po zapoznaniu się z normalnymi wariantami tras.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle. Karczma "Lepiarzówka".
Początek trasy nr 2. Przed nami karczma „Lepiarzówka”;
za nią widać Wielką Czantorię (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.)

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle. Karczma "Lepiarzówka".
Mijamy „Lepiarzówkę”...

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
...i wjeżdżamy do lasu.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Leśny odcinek „dwójki”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle. Schronisko turystyczne "Soszów".
Przejeżdżamy obok schroniska.

Kontynuując jazdę „dwójką” musimy skręcić w prawo pod mostek przez który biegnie orczyk, albo objechać stację tego orczyka od lewej strony. Jednym i drugim sposobem wjedziemy na szeroki i gładki stok. Trasa zwiększa tu swoje nachylenie, a poziom trudności tego odcinka zwiększa się z niebieskiego do czerwonego. Zatacza tutaj szeroki, bardzo łagodny łuk na prawo. Na łuku tym pojawia się rozwidlenie. Trasa odchodząca na lewo tak mocno załamuje się w dół, że nie widać z góry jej nawierzchni - jest to czarna „czwórka”, którą również niebawem odwiedzimy.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Mostek przez który biegnie orczyk.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Trasa nr 2 za mostkiem, gdzie zwiększa się nachylenie stoku.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Jedziemy dalej „dwójką”.

Tymczasem trzymając się trasy nr 2 jedziemy po łuku w prawo. Po minięciu wjazdu na czarną trasę nasza „dwójka” łagodnieje. W tym miejscu jej poziom trudności zmniejsza się do niebieskiego, choć robi się ciaśniej niż wcześniej. Za niedługo robi ostry zakręt, niemal nawrót na lewo, zaskakując nas trochę większą stromością. Stromizna jest największa na wewnętrznej. W tym miejscu trzeba być uważnym, bowiem od prawej dołącza do nas inna trasa, a mianowicie „trójka” biegnąca ze szczytu Stożka Wielkiego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Na lewo widać odnogę, gdzie rozpoczyna się czarna trasa nr 4.
Na razie mijamy ją kierując się na prawo.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
„Dwójka” po minięciu czarnej odnogi.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Zjazd z „dwójki” do połączenia z trasą nr 3.

Po nawrocie i połączeniu się z trasą nr 3 jedziemy już dość płasko, niemal prosto przed siebie. Szerokość trasy nie jest teraz większa od szerokości zwykłej szosy. Jednocześnie gęstnieje ilość narciarzy, bowiem oprócz naszej „dwójki” oraz wspomnianej „trójki” dołączają do nas po chwili jeszcze dwie inne trasy - czarna „czwórka”, a zaraz za nią niebieska „piątka”. Natomiast zaraz przed dolną stacją wyciągu krzesełkowego dołączy do nas czerwona „jedynka”. Są to oczywiście potencjalne punkty kolizyjne, odpowiednio oznakowane, w których trzeba mieć się na baczności, tym bardziej, że łagodny profil tego odcinka może skłaniać do zbytniego wyluzowania.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Tutaj trasa nr 2 rozpoczyna wspólny bieg z trasą nr 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Wypłaszczony odcinek wspólny dla tras nr 2 i 3.
Z lewej widać zejście czarnej trasy nr 4.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Zaraz za czarną trasą wpada niebieska trasa nr 5 (widoczna powyżej na zdjęciu).

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Pod dolną stacją .

Trasa nr 3, niebieska

Kolejną trasą stacji narciarskiej „Soszów” jest niebieska trasa oznaczona numerem 3, licząca 1900 metrów długości, o średnim nachyleniu 15%. Rozpoczyna się w tym samym miejscu co „dwójka”, którą przed momentem zjeżdżaliśmy. Wyjeżdżamy zatem w ten sam sposób co wcześniej, pod szczytem Soszowa Wielkiego wypinamy się z orczyka skręcając na lewo.

Przed nami rozciąga się dość szeroka nartostrada. Przy dobrej widoczności mamy w tym kierunku przepiękne widoki na Beskid Śląski, od Równicy po Skrzyczne z charakterystycznym masztem antenowym i kolejne wzniesienia wysunięte za nimi na wschód. Na północy, tam gdzie stoi karczma „Lepiarzówka” górować będzie Wielka Czantoria, łatwo rozpoznawalna dzięki zadaszonej wieży widokowej. Przepiękne plenery pokryte śnieżnym kobiercem potrafią zauroczyć, a szczególnie o poranku, kiedy mgły z dolin nie uniosły się jeszcze w górę. Każdy może to zobaczyć i dotrzeć tu na czas, bowiem wyciągi na Soszów Wielki uruchamiane są już od godziny 8.00.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Początek trasy nr 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Pod szczytem Soszowa Wielkiego na początku trasy nr 3.
W dali na północy widoczna jest Wielka Czantoria.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Tak zaczyna się „trójka”. Przed nami panorama Beskidu Śląskiego.

Przy początkowym, najszerszym odcinku trasy nr 3 znajduje się dodatkowy orczyk. Jednakże podczas naszego czterodniowego pobytu nie był czynny. Podobno uruchamiany jest tylko w weekendy. Nic to jednak nie przeszkadza, by puścić się w dół szeroką „trójką”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Pod nieczynnym orczykiem przy „trójce”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Suniemy „trójką”.

Do pierwszego łuku trasa nr 3 jest bardzo szeroka. Do naszej dyspozycji jest praktycznie cała wschodnia połać podszczytowej polany. Przy dolnym skraju polany po lewej stronie mijamy punkt gastronomiczny „Szałas pod Jaworem”. Zaraz za nim robimy szeroki łuk w lewo i jednocześnie opuszczamy polanę. Jedziemy teraz zwężającym się i stromszym odcinkiem. Tutaj nasza trasa krzyżuje się z niebieskim szlakiem turystycznym prowadzącym z Wisły Uzdrowiska przez Czupel do schroniska na Soszowie Wielkim. To ten sam szlak, którym przybyliśmy tu pierwszego dnia. Nieco dalej po prawej znajduje się „Szałas pod Lasem” - to kolejne miejsce, gdzie można coś zjeść i napić się.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Szeroki łuk „trójki”.

Natomiast przed sobą widzimy już dochodzącą z lewej „dwójkę”. Po jej dołączeniu wjeżdżamy na znany nam już płaski odcinek trasy, który prowadzi nas pod dolną stację wyciągu krzesełkowego. Oczywiście tak jak podczas zjazdu „dwójką”, tak i teraz musimy zwracać uwagę na dochodzące po lewej kolejne trasy. Trzeba poruszać się zgodnie z zasadą kodeksu FIS, która mówi, że pierwszeństwo przejazdu przysługuje temu kto znajduje się niżej. W razie wątpliwości, kto jest niżej, a kto wyżej, lepiej samemu zwolnić.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Od tego miejsca nasza „trójka” biegnie wspólnie z trasą nr 2.

Trasa nr 4, czarna

Nadszedł czas na przejazd najtrudniejszą trasą oznaczoną numerem 4, której stopień trudności sklasyfikowany został jako czarny. Jest to bardzo krótka trasa o długości 200 metrów. Stanowi ona właściwie skrót trasy nr 2, omijający miejsce, gdzie „dwójka” łączy się z „trójką”. Stromizna czarnej nie jest porywająca, ale błaha też nie jest, dlatego pewnie raczej świeci pustkami. Idąc ku dołowi czarna trasa zwęża się, dając coraz mniej swobody na szerokie zakosy. Prowadzi ona od samego początku prosto w dół zbocza, zataczając tylko delikatny łuk w lewo, aż do połączenia z wypłaszczonym odcinkiem wspólnie biegnących tras nr 2 i 3. Niemal w tym samym miejscu do tras 2 i 3 dołącza również trasa nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Czarna trasa nr 4 w pełnej okazałości.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Na czarnej trasie nr 4.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Przed nami połączenie z trasami 2 i 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Ostatnie metry trasy nr 4.

Trasa nr 5, niebieska

Trasa nr 5 o niebieskim poziomie trudności stanowi zwornik czerwonej trasy nr 1 z końcowymi fragmentami tras nr 2 i 3 biegnącymi wspólnie ku dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Umożliwia ona ominięcie najstromszego odcinka trasy nr 1. Trasa ta liczy 650 m długości. Jeszcze rok temu wg starych przepisów znakowana była zielonym stopniem trudności, obecnie jest to kolor niebieski. Chcąc w nią wjechać musimy odbić ostro w prawo z czerwonej „jedynki” na wysokości Baru u Moni. Prawie cały czas „piątka” biegnie bardzo płasko, ale na końcu czeka nas niespodzianka, gdzie nieoczekiwanie znacznie zwiększa swoje nachylenie zakręcając jednocześnie w lewo, by połączyć się z wspólnie biegnącymi trasami nr 2 i 3. Po spokojnej jeździe, ten stromy zakręt jest tak zaskakujący, że wydawać się nam może, iż niebieski stopień trudności wydaje się być zbyt tolerancyjny. No i jak wiemy z wcześniejszych przejazdów, w miejscu tego połączenia mamy także dochodzącą czarną trasę nr 4.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Trasa nr 5. Zaraz na jej początku mamy Bar u Moni.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Miejsce, w którym od trasy nr 1 rozpoczyna się niebieska trasa nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Wjazd na „piątkę”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
„Piątka” po minięciu Baru u Moni.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Połączenie „piątki” ze wspólnie biegnącymi trasami 2 i 3.




Ogólnie można powiedzieć, że stację narciarską „Soszów” charakteryzuje różnorodność tras narciarskich, sprzyjających możliwości komponowania zjazdów. Będąc po raz pierwszy na „Soszowie” można czuć się nieco zagubionym w sieci dostępnych tras, ale szybko się jej uczymy, gdyż nie jest ona aż tak skomplikowana jak to się wydaje. Większość z nich posiada sztuczne oświetlenie, a więc można jeździć na nich aż do godziny 21.00. Po zmroku wyłączana jest trasa nr 2 na odcinku od szczytu Soszowa Wielkiego do Polany Soszów. Zamykana jest również druga trasa biegnąca od szczytu Soszowa Wielkiego o numerze 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Ratrak na trasie nr 3.

„Soszów” zaimponował nam również rewelacyjnym przygotowaniem tras. Jeździło się cudnie nawet w trudniejszych warunkach pogodowych, jakie mieliśmy tutaj pierwszego dnia, kiedy cały czas mżył śnieg z deszczem obladzając wszystko co popadnie (łącznie z naszymi narciarskimi uniformami). Mimo takich warunków nie odczuwaliśmy oblodzenia na stoku, narty wspaniale trzymały krawędź nawet na najstromszych fragmentach tras, a na stokach nie tworzyły się muldy. Obsługa stacji nie próżnuje nawet po zamknięciu tras narciarskich. Zaraz po zjeździe ostatniego narciarza stoki przejmują ratraki, a wczesnym porankiem dokonywany jest ostatni szlif tras. Mieliśmy sposobność zobaczyć to na własne oczy, gdyż z „Soszowem” nie rozstawaliśmy się nawet w nocy, nocując w Schronisku na Soszowie Wielkim - dodajmy na marginesie, że prowadzonym przez niezwykle sympatyczne małżeństwo Igę i Macieja.

Schronisko na Soszowie Wielkim (792 m n.p.m.)
Schronisko na Soszowie Wielkim (792 m n.p.m.) - nasza baza noclegowa i punkt wypadowy.

Schronisko turystyczne „Soszów” było dla nas wspaniałym miejscem wypadowym na soszowskie stoki. Po za tym stosunkowo tanim jak na tutejsze obiekty, gdzie mogliśmy się wygodnie przespać i wypocząć. Stacja narciarska „Soszów” i schronisko na Soszowie Wielkim tak spodobało się nam, że przedłużyliśmy nasz pobyt o dodatkowy dzień. Nie odstraszył nas nawet fakt, że do sanitariatów trzeba tu zejść do części piwnicznej przez chłodną werandę, a tą drobną niewygodę rekompensowały nam wspaniała kuchnia Pani Igi i prawdziwie górski klimat, jakże fascynujący, a także ta codzienna radość z tego, że wystarczy po prostu wyjść za próg schroniska i od razu „pososzować” po stokach Soszowa.



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas