Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stożek Wielki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stożek Wielki. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Schronisko pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.) Stacja „Soszów” (610 m n.p.m.) - Wisła Jawornik niebieski szlak Wisła Centrum - Muzeum Beskidzkie - Wisła Dziechcinka żółty szlak Wisła Jurzyków żółty szlak Kobyla Sałasz (800 m n.p.m.) żółty szlak Wielki Stożek (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.) czerwony szlak Mały Stożek (czes. Malý Stožek, 843 m n.p.m.) czerwony szlak Cieślar (920 m n.p.m.) czerwony szlak Soszów Wielki (czes. Velký Šošov; 886 m n.p.m.) czerwony szlak Schronisko pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.)

OPIS:
Cudownie było obudzić się w górach, spojrzeć o poranku przez okno schroniska na czarowną zimę. Na zewnątrz prószy delikatnie śnieżek ubierając świat na biało. Przed przyjazdem nie myśleliśmy, że będzie tu tak cudownie. Zamieszkaliśmy w klimatycznym schronisku pod szczytem Soszowa Wielkiego (czes. Velký Šošov), sięgającego 886 m n.p.m. Przechodzi przez niego granica polsko-czeska, nasze schronisko stoi kilka metrów od niej. Wychodzimy ze schroniska i po kilku krokach jesteśmy już na terenie Czeskiej Republiki. Dwa kroki wstecz i jesteśmy z powrotem w Polsce.

Przed schroniskiem pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.).
Przed schroniskiem pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.).

W najbliższej okolicy znajdziemy niewiele zabudowań. Mieszkają w nich zapewne potomkowie rdzennych wiślańskich górali. Teraz, kiedy łąki i pola zostały zasypane śniegiem mają więcej czasu oddać się pasjom. Teraz właśnie tutejsi artyści są najbardziej aktywni - piszą, rzeźbią, malują, haftują lub oddają się innym ulubionym zajęciom.

Dawno temu ich przodkowie przywędrowali tu z dolin, wybierając dla siebie lesiste stoki górskie i polany. Płynie stąd sugestywny spokój i uzdrawiająca cisza, które gdzieś ponad dolinami nikną niczym dźwięki wydobywane z góralskich trombit. To one nas tu przyciągnęły, jednak dziś chcielibyśmy zajrzeć do doliny, skrytej w tej chwili pod chmurą. Znajduje się w niej osada o wyjątkowych walorach, zwana perłą Beskidu Śląskiego. Otoczona jest niemal z każdej strony stokami. W dolinie w której leży rozpoczyna swój bieg królowa polskich rzek, rodząca się na zboczach Baraniej Góry. Nikt nie powinien mieć już wątpliwości, że chodzi o Wisłę - rzekę i malownicze beskidzkie miasteczko.

Pierwotnie planowaliśmy zejść do tego miasteczka tą samą trasą, którą wczoraj wchodziliśmy na Soszów. Jest to widokowy szlak, ale że dzisiejsze widoki skrywają chmury, postanowiliśmy skorzystać z kolejki linowej „Soszów” i zjechać do Jawornika, jednego z osiedli Wisły. Pomysł taki od razu nam się spodobał, bo w przytulnym schronisku trochę przeciągaliśmy wstawanie i pogawędziliśmy przy śniadaniu, i wybiła godzina 10.00. To z winy sympatycznej atmosfery schroniskowej, jaką zostaliśmy otoczeni.

Do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego „Soszów” zjechaliśmy dopiero na godzinę 10.15. Dochodzi tutaj ulica Cieślarów, którą schodzimy wzdłuż potoku Jawornik do centrum dawnego osiedla góralskiego Jawornik. Niegdyś miało ono rozproszoną zabudowę, a dziś jest prężnie rozbudowującym się osiedlem Wisły. Obok wielu mniejszych hoteli, pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych funkcjonuje tu duży Hotel „Stok”, a także restauracje, bary i kawiarnie.

Wisła Jawornik. Dolna stacja wyciągu krzesełkowego „Soszów” z ul. Cieślarów.
Wisła Jawornik. Dolna stacja wyciągu krzesełkowego „Soszów” z ul. Cieślarów.

Po około 1 kilometrze marszu ulicą Cieślarów dochodzimy do ulicy Jawornik, gdzie spotykamy czarny szlak prowadzący na Przełęcz Beskidek, a także niebieski z Wisły na Soszów. Kierujemy się do Wisły za niebieskimi znakami, skręcając w prawo. Wkrótce mijamy szkołę, do której uczęszczają dzieci nie tylko z samego Jawornika, ale również z okolicznych wzniesień, w tym również z naszego Soszowa. Chwilę potem po lewej widzimy oddalony od ulicy Hotel „Stok”, a za nim stok z wyciągiem narciarskim „Kiczera”.

Wisła Jawornik, ul. Jawronik. Na niebieskim szlaku.

Stary dom nad potokiem Jawornik.
Stary dom nad potokiem Jawornik.

Zaśnieżony chodnik i biegnąca obok niego droga czyni zupełnie inne wrażenie z ulicznej wędrówki niż o innej porze roku, kiedy stopy w pełni muszą zmagać się ze betonowymi wygodami. Po naszej prawej płynie sobie potok Jawornik, schodząc wraz z nami do swojego ujścia. W centrum Jawornika schował się nieco za zabudowaniami, ale gdy te rzednieją potok pojawia się przy nas i towarzyszy nam już do swojego końca. Gdzieniegdzie jego wartki nurt pokrywają cienkie płaty lodu. O godzinie 11.05 dochodzimy do jego ujścia i do mostu nad rzeką Wisłą.

Potok Jawornik.
Potok Jawornik.

Przed mostem nad Wisłą skręcamy w prawo na wygodną dróżkę, która początkowo pnie się lekko w górę ponad rzekę na przepaścistą skarpę. Po prawej mijamy kilka domów stojących na zalesionym zboczu góry Czajka (571 m n.p.m.) i za niedługo nasza ścieżka łagodnie opada w dół, przechodząc w drogę o nazwie Osiedle Zdejszy. Niebawem przechodzimy pod wiaduktem kolejowym, za którym zabudowa gęstnieje, a droga Osiedla Zdejszy zmienia nazwę na Lipową. Zaraz za wiaduktem mijamy po prawej katolicki kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny usytuowany naprzeciwko dworca autobusowego. Kilkadziesiąt metrów dalej, po lewej stronie pod numerem 4 stoi przepiękny, uroczy, drewniany piętrowy budyneczek - świadek dawnych dziejów tutejszego górskiego zakątka, dawnych władców tych ziem, myślistwa w wiślańskich lasach, a później również rozwijającej się turystyki górskiej.

Zameczek Myśliwski Habsburgów

Ów drewniany budyneczek zwany jest Zameczkiem Myśliwskim Habsburgów. Jednak pierwotnie nie stał tu, gdzie stoi dziś. W latach 1985-86 został rozebrany i przeniesiony z Polany Przysłop pod Baranią Górą. Wybudowany został w latach 1897-98 przez Habsburgów, którzy władali Ziemią Cieszyńska do upadku monarchii austro-węgierskiej w roku 1918. Wybudowany został z myślą wypraw łowieckich do wiślańskich lasów, które w tamtych latach obfitowały w sarny, jelenie, dziki, rysie i żbiki, a zwłaszcza głuszce (tetrao urogallus) na które polowano najchętniej. Na Przysłopiu pod Baranią górą pozostały z tamtych czasów jeszcze dwa drewniane budyneczki: gajownia Habsburgów w którym mieści się obecnie „Izba Leśna” oraz budynek gospodarczy dawnego schroniska mieszczący obecnie Baraniogórski Ośrodek Kultury Turystyki Górskiej.

Zameczek Myśliwski Habsburgów w Wiśle.
Zameczek Myśliwski Habsburgów w Wiśle.

Zameczek Myśliwski Habsburgów na Przysłopiu pod Baranią Górą (foto z tablicy informacyjnej).
Zameczek Myśliwski Habsburgów na Przysłopiu pod Baranią Górą (foto z tablicy informacyjnej).

Po 1918 roku Zameczek Myśliwski Habsburgów niszczał. Dopiero po roku 1924, kiedy przejął go Górnośląski Oddział PTT został odremontowany i przekształcony w schronisko turystyczne. Funkcję tą przestał pełnić podczas II wojny światowej, kiedy to się niemiecką placówką wojskową. Po wojnie przywrócono mu funkcję schroniska. Funkcjonowało ono do roku 1973, czyli do czasu, gdy na Przysłopiu rozpoczęto budowę dużego, murowanego gmachu nowego schroniska. Wtedy dawny Zameczek Habsburgów zaczął pełnić funkcję hotelu robotniczego. Budowa nowego schroniska trwała aż 6 lat, a gdy je ukończono bezużytecznemu Zameczkowi groziła dewastacja i zniszczenie. Na szczęście w 1984 roku zawiązał się Społeczny Komitet Przeniesienia Schroniska z Baraniej Góry i rok później Zameczek Habsburgów rozebrano i przeniesiono do centrum Wisły, gdzie stał się siedzibą wiślańskiego oddziału PTTK. W 1987 roku wpisano go do rejestru zabytków.

Wejście do Zameczku Myśliwskiego Habsburgów w Wiśle.
Wejście do Zameczku Myśliwskiego Habsburgów w Wiśle.

Wnętrze Zameczku Habsburgów nie jest dostępne do oficjalnego zwiedzania. Można jednak wejść do mieszczącego się w jego wnętrzu punktu informacji turystycznej, albo przenieść się w czasy arcyksięcia Fryderyka Albrechta dzięki funkcjonującej w jego pomieszczeniach sympatycznej kawiarenki „Inna epoka”. Naprawdę warto tam wstąpić, ale trzeba się z tym spieszyć, bo notowany obecnie niewielki ruch turystyczny może niebawem przyczynić się do zamknięcia tej klimatycznej kawiarenki. Szkoda jeśli to nastąpi.

Kawiarenka „Inna epoka” we wnętrzu Zameczku Myśliwskiego Habsburgów w Wiśle.
Kawiarenka „Inna epoka” we wnętrzu Zameczku Myśliwskiego Habsburgów w Wiśle.

Spod Zameczku Myśliwskiego Habsburgów zmierzamy w kierunku rynku. Ulica Lipowa kończy się na połączeniu z ulicą Ustrońską, która zaraz przechodzi w ulicę Kolejową. Po chwili mijamy z prawej dworzec PKP Wisła Uzdrowisko i zaraz potem osiągamy wiślański deptak. Prowadzi on nas wśród licznych ogródków, kawiarni, barów, restauracji i sklepów. Znajdujemy się w centrum Wisły położonym na wysokości 430 m n.p.m. w dolinie otoczonej górami Beskidu Śląskiego.

Wisła Centrum. Na wiślańskim deptaku.
Na wiślańskim deptaku.

Wisła Centrum. Na wiślańskim deptaku.
Na wiślańskim deptaku.

Wisła i jej osadnicy

Wisła jest znacznie rozleglejsza niż nam się wydaje. Zajmuje dolinę, którą spacerujemy ciągnącą się od stoków Baraniej Góry, gdzie granica miasta sięga szczytu tej góry o wysokości 1220 m n.p.m. Z drugiej strony doliny miasto graniczy z Ustroniem gdzie osiąga najniższy punkt (392 m n.p.m.). To jednak jeszcze nie cała Wisła, gdyż jej osiedla skrywają się również w bocznych dolinkach.

„Góral z Wisły”
(1840, akwarela Henryka Jastrzembskiego)
[źródło na licencji PUBLIC DOMAIN].
Mieszkają tu górale śląscy o silnej zasiedziałości wiślańskich rodów góralskich, a potwierdza to duży odsetek ludzi o tych samych nazwiskach. Najliczniej występujące nazwisko Cieślar posiada ponad 9% ludności Wisły, a kolejne to Pilch blisko 7%. Pierwsi osadnicy na tych ziemiach pojawili się na przełomie XVI i XVII wieku. Byli to drwale pracujący dla książąt cieszyńskich, którzy dostarczali drewna na opał i gontów do Zamku w Cieszynie. Początek osady stanowiła tzw. „Wielka Łąka”, która powstała w wyniku wykarczowania lasu nad rzeką u podnóża góry Bukowej, czyli tam gdzie znajduje się obecnie dworzec PKS. Wtedy też pojawili się tu Wołosi, zwani tu Wałachami, którzy przynieśli ze sobą gospodarkę pasterską. Potem w połowie XVII wieku na teren Wisły napływać zaczęła ludność szukająca schronienia przed prześladowaniami religijnymi kontrreformacji, które rozpoczęły się w 1653 roku po przejęciu Księstwa Cieszyńskiego przez Habsburgów. Wtedy Wisła stała się jednym z największych ośrodków kościoła ewangelicko-augsburskiego, w której ludność protestancka po dziś dzień nieprzerwanie stanowi zdecydowaną większość.

Są tu również katolicy, ale jest to dużo mniejsza wspólnota. W latach 1851-1865 wybudowała ona murowany kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, koło którego niedawno przechodziliśmy. W chwili ukończenia budowy tego kościółka Wisła liczyła tylko 190 katolików na 4000 ogółu jej mieszkańców. Protestantyzm i katolicyzm nie zamykają bogactwa związków wyznaniowych występujących w Wiśle, która pod tym względem jest miejscowością szczególną. W urokliwych wiślańskich zakątkach miejsce swoje znaleźli przedstawiciele różnych wyznań, w tym Adwentyści, Adwentyści Dnia Siódmego, Badacze Pisma Świętego, Baptyści, Metodyści, Wyznawcy Zjednoczonego Kościoła Ewangelickiego, Świadkowie Jehowy, Zielonoświątkowcy, członkowie Chrześcijańskiego Kościoła „Maranatha”. Jednak mimo tylu wyznań, z których niektóre znacząco różnią się doktryną, wiślańska osada emanuje przykładami dobrosąsiedzkich stosunków.

Za chwilkę wejdziemy do miejsca, gdzie zetkniemy się z kulturą wiślańskich górali. Jeszcze tylko zjemy po znakomitej rybce w wybornej wiślańskiej smażalni ryb. Jej tradycje sięgają roku 1973, a wychwalaną wykwintność kuchni tej smażalni możemy tylko potwierdzić. Smażony pstrąg, na którego się zdecydowaliśmy smakował i pachniał świeżością.

Po wyjściu ze smażalni podążamy dalej deptakiem. Po chwili o godzinie 11.30 osiągamy Plac Hoffa. Na lewo od nas przy placu stoi budynek pocztowy, a za nim po drugiej stronie narożnika placu znajduje się Dom Zdrojowy z salą kinową. Powstały one w okresie międzywojennym, w okresie kiedy Wisła przeżywała rozkwit i nabierała cech uzdrowiska. Dalej mamy budynek szkoły, której bryła główna pochodzi również z okresu międzywojennego. Z kolei po przeciwległej stronie Placu Hoffa widzimy kościół ewangelicki wybudowany w 1838 roku.

Wisła, Plac Hoffa. Kościół ewangelicki z 1838 roku.
Wisła, Plac Hoffa. Kościół ewangelicki z 1838 roku.

Muzeum Beskidzkie

Po prawej stronie placu, zaraz przy deptaku stoi budynek dawnej karczmy z 1794 roku. Do roku 1945 koncentrowało się w niej życie towarzysko-obyczajowe ludności wiślańskiej. Dawała ona również schronienie wiernym przybywającym na nabożeństwa z odległych miejsc, a także dzieciom uczęszczającym do ewangelickiej szkoły. Karczma przestała być karczmą po roku 1945, kiedy w jej budynku urządzono magazyny GS i mieszkanie magazyniera. W roku 1956 zlikwidowano magazyny, a w dwóch największych izbach dawnej karczmy urządzono sale lekcyjne Zasadniczej Szkoły Gastronomicznej. I nadszedł w końcu 1964 rok, i historyczny I Tydzień Kultury Beskidzkiej w Wiśle, podczas którego w budynku dawnej karczmy otwarto Muzeum Beskidzkie. Jego inicjatorem był nauczyciel i społecznik, pasjonat etnografii - Andrzej Podżorski (1886-1971). Obecnie Muzeum nosi jego imię.

Budynek dawnej karczmy z 1794 roku, w którym mieści się obecnie Muzeum Beskidzkie.
Budynek dawnej karczmy z 1794 roku, w którym mieści się obecnie Muzeum Beskidzkie.

Widok karczmy z 1891 roku
(rysunek Bogdana Hoffa ze zbiorów Muzeum Beskidzkiego w Wiśle).

Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego w Wiśle prezentuje kulturę i tradycję dawnych górali wiślańskich, jak też z okolic takich jak Istebna, Jaworzynka, Koniaków, czy Brenna. Dzięki niemu możemy dokonać retrospekcji dawnego życia i zwyczajów tutejszych ziem.

W odróżnieniu od dzisiejszych czasów, życie dawnego gospodarstwa góralskiego, czy całej wsi charakteryzowała samowystarczalność. W takim gospodarstwie każdy miał jakieś obowiązki, zarówno w zakresie prac rolnych, czy związanych z utrzymaniem hodowli inwentarza żywego. Pośród różnych zajęć kobiety odpowiedzialne były m.in.za przygotowywanie posiłków, szycie i utrzymaniem odzieży. Mężczyźni zaś zajmowali się obróbką drewna, pracami rymarskimi, szewskimi itp.

Ekspozycja w pierwszej sali Muzeum Beskidzkiego przedstawia nam tradycyjną gospodarkę górali śląskich, a taką było pasterstwo. Górskie tereny o surowym klimacie i mało urodzajnych glebach nie sprzyjały gospodarce rolnej. Z nadejściem wałaskich osadników (Wołochów) zaszczepiona została wśród tutejszych osadników nieznana tutaj wcześniej gospodarka pasterska. Wówczas na zboczach okolicznych gór w wyniku karczowania lasów pojawiały się hale i polany, na których pojawiły się stada owiec, czy też kóz i bydła.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Ekspozycja związana z pasterstwem.
Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Ekspozycja związana z pasterstwem.

Pasterstwo stało się istotną gałęzią gospodarki górali, gdyż dostarczało im ważnych produktów, takich jak wełna, mięso, skóra i mleko. Miało ono charakter sezonowy. Rozpoczynało się wiosną po wspomnieniu św. Wojciecha (23 kwietnia), kiedy na górskich pastwiskach zieleniła się trawa. Wówczas gazdowie wybierali spośród siebie sałasznika, któremu powierzali swoje stada. Ten organizował tzw. łowczorzy, czyli pasterzy, którzy mieli za zadanie opiekować się stadem. Gdy wszystko było już gotowe następowało wyjście na sałasz, czyli na pastwiska. Letni wypas w zależności od pogody zamykał się w okresie około 5 miesięcy. Na św. Michała (29 września) stado sprowadzano do wsi, gdzie poszczególni gospodarze odbierali swoje sztuki owiec i wypasali przy swoich domach. Potem tuż przed pierwszymi opadami śniegu, zaraz po Wszystkich Świętych (1 listopada) stada sprowadzano na doły, czyli na niziny. Gdy i tam na dobre zaległ już śnieg i nie dało się wypasać, stado wracało do górskich wiosek, gdzie dokarmiane suchą paszą przeczekiwało do wiosny w tzw. zimarkach. I znów nadchodziła wiosna, a w jej przededniu stado ponownie spędzano tam gdzie najwcześniej pojawiała się trawa, a więc na doły, po czym z końcem kwietnia, kiedy zbliżał się okres wypasu na górskich halach - stado znów wracało się do wsi.

Pierwsza sala dość bogato pokazuje nam to jak to dawniej z lnem było, a nie każdy o tym wie, że był bogactwem każdego ubogiego człowieka. Jak ktoś czytał uroczą bajkę na ten temat autorstwa Marii Konopnickie, to o tym doskonale wie. Był dla ludzi bardzo cenny, gdyż dawał im odzienie. Dlatego jego uprawa była kiedyś bardzo powszechna, a poletka lnu można było spotkać przy każdym gospodarstwie. Jednak by z lnu powstała nić należało w to włożyć mnóstwo pracy. Na samym początku, gdy len jeszcze rósł w polu, należało go plewić. Gdy pędy lnu stały się żółte jak wosk przystępowano do zbiorów, ale nie była to lekka praca, gdyż lnu nie można było ścinać, tylko należało go wyrywać razem z korzeniami by uzyskać jak najdłuższy surowiec.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle.

Po wyrwaniu przystępowano do młócenia lub przeciągania lnu przez drewniane grzebienie dla oddzielenia siemienia, czyli nasion z których później wytłaczano olej. Następnie pozbawione nasion pędy przez kilka tygodni moczono w rzekach lub sadzawkach, a gdy nie było w pobliżu naturalnych zbiorników roszono rozkładając na wilgotnych łąkach. To pozbawiało len naturalnego spoiwa między włóknem a łodygą i po jego wysuszeniu można było przystąpić do międlenie. Międlenie polegało na kruszeniu osłonek łodyg, pomiędzy dwoma deskami połączonymi bolcem, które pracowały jak duże nożyce. Pokruszone łodygi usuwano pozostawiając ukryte pod nimi włókno przeciągając je przez cierlicę, a następnie ręcznie szczotkując szczotką do czesania lnu, wykonąj najczęściej z kawałka deski z powbijanymi ostrymi gwoździami.

Gdy nadeszła zima kobiety przystępowały do przędzenia nici. W ruch szły wrzeciona, kądziele i kołowrotki. Tak wypełniały się szpule na wrzecionie kołowrotka, z których zwijano nici na motki przy pomocy motowidła. Czynność ta wymagała nie lada wprawy by nić była równa, mocna, a zarazem cienka. Kobiety które potrafiły taką nić stworzyć były bardzo cenione.

Z nici powstawały tkaniny, a robiono je również w domach. Niemal każda gospodyni posiadała warsztat tkacki, na którym przez cały post, przeplatała nitki zwane wątkiem z nitkami osnowy. I na tym proces produkcji tkanin jeszcze się nie kończył. Późną wiosną wybielano je i zmiękczano rozkładając na nasłonecznionych łąkach i polewając od czasu do czasu wodą.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle.

Obróbka lnu, tkanie i szycie jest jednym z wielu przykładów zajęć dawnej ludności wiejskiej. W zwiedzanym pomieszczeniu prezentowane są również narzędzia ciesielskie i stolarskie. Ciesielstwo i wywodzące się z niego stolarstwo było mocno zakorzenione w kulturze dawnych ludów, również ludności wiślańskiej, dla której drewno było podstawowym budulcem. Wszędzie tam, gdzie rosły lasy, drewno było podstawowym surowcem dla budowanych domów, wytwarzanych narzędzi, sprzętów i mebli. Było ono obrabiane przy pomocy prostych, ręcznych narzędzi - toporów, siekier, cioseł, świdrów, dłut, pił i strugów. Takimi narzędziami potrafili wytworzyć z drewna cudeńka ludzkiej wytwórczości.

Z ciesielstwa wywiodły się inne specjalizacje jak, snycerstwo, stolarstwo, kołodziejstwo, bednarstwo itd. Z drewna produkowano również narty, które w Wiśle mają szczególne tradycje. Miasto posiada odrębne muzeum narciarstwa, ale również i tu w Muzeum Beskidzkim można zobaczyć kolekcję starych nart.

Kolekcja starych nart w Muzeum Beskidzkim w Wiśle.
Kolekcja starych nart w Muzeum Beskidzkim w Wiśle.

Koniakowskie koronki w ekspozycji Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.
Koniakowskie koronki.
Przechodzimy do drugiego pomieszczenia Muzeum Beskidzkiego. Prezentowane są w nim męski i damski strój ludowy, a także przepiękne przykłady ludowego rzemiosła artystycznego. W szklanych gablotach umieszczone są haftowane elementy ubioru, mieniące się bogactwem motywów i kolorystyki. Są w nich też śliczne koronki, które uwiodły nas swoimi ornamentami i zachęciły do odwiedzenia pobliskiego Koniakowa, słynącego najbardziej w regionie z koronkarstwa. Po za tym w gablotach prezentowane są drewniane zabawki, drobne rzeźby, pięknie zdobione akcesoria kurzoków (tak zwano miłośników fajek), instrumenty kapel ludowych, a także wiele fotografii z dawnych lat przedstawiających region wiślański takim, jaki był kiedyś.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Sala prezentująca ludowe rzemiosło artystyczne.
Sala prezentująca ludowe rzemiosło artystyczne.

W pomieszczeniu, w którym się znajdujemy mamy też niespodziankę - kolejne drzwi za którymi znajduje się wierna rekonstrukcja wnętrza starej chaty, z oryginalnym piecem oraz tradycyjnym sprzętem gospodarskim z poprzedniego stulecia. Jest to wnętrze chaty kurnej, które jeszcze w XIX wieku były powszechne w Beskidzie Śląskim. Ta w Muzeum Beskidzkim pochodzi z Istebnej. Mamy w niej oryginalny piec z gliniano-kamiennym paleniskiem zwanym nolepą, w którym palono bukowym drewnem. Znad tego paleniska dym unosił się pod powałę, czyli pod stropowe deski skąd uchylonymi drzwiami przedostawał się do sieni, a stamtąd na strych.

Nad paleniskiem wisi kocioł na wodę, a koło niego stoją żeliwne garnki w których gotowano strawę, umieszczając je na specjalnym trójnogu nad paleniskiem. Pod piecem mamy małą zagródkę, gdzie zimą trzymano drób.

Rekonstrukcja wnętrza kurnej chaty z XIX wieku w Muzeum Beskidzkim w Wiśle.
Rekonstrukcja wnętrza kurnej chaty z XIX wieku w Muzeum Beskidzkim w Wiśle.

W izbie znajdziemy wiele skromnych naczyń, niecek do zaczyniania ciasta. Zaś w kącie stoi ozdobiona skrzynia na przechowywanie odświętnej odzieży. Skrzynię taką zwyczajowo dostawała młoducha jako wiano. W przeciwległym kącie pod oknem znajduje się łożnica, czyli łóżko. Wyłożone jest od środka stróżokiem, czyli słomą. W izbie spano nie tylko na łożnicy, ale również na ławach, czy też za piecem na tzw. zopiecku.

Najważniejszym miejscem w chałupie był stół ustawiony w kącie naprzeciw pieca. Mówiło się o nim jako miejscu uświęconym. Jadało się przy nim, ale tylko w święta, a posadzić za nim gościa znaczyło bardzo go uhonorować. Obok stołu, obok ławy w izbie stoją żydloki, czy też żidloki, które dziś nazywalibyśmy krzesłami. W rodzinach katolickich, w kącie ponad stołem wisiały rzędem religijne obrazy przywożone z pielgrzymek. W rodzinach protestanckich nie było takich obrazów, ale na stole zawsze leżała biblia.

Rekonstrukcja wnętrza kurnej chaty z XIX wieku w Muzeum Beskidzkim w Wiśle.
Rekonstrukcja wnętrza kurnej chaty z XIX wieku w Muzeum Beskidzkim w Wiśle.

W drugim skrzydle budynku Muzeum Beskidzkiego jest jeszcze jedno pomieszczenie, w którym prezentowana jest zmienna ekspozycja. Podczas naszego pobytu mieliśmy okazję obejrzeć wystawę prac Bogusława Heczki, zorganizowaną z okazji 85 urodzin artysty. Seria prezentowanych akwarel ukazała nam beskidzkie krajobrazy, przyrodę i architekturę góralskiego Śląska, zwłaszcza tą dawną, która przeszła już do historii.

Enklawa budownictwa drewnianego Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.
Enklawa budownictwa drewnianego Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

Wydawać się by mogło, że w tym pomieszczeniu kończy się nasze spotkanie z fascynującą kulturą górali śląskich. Otóż nie jest tak, gdyż za budynkiem dawnej wiślańskiej karczmy znajduje się jeszcze mała enklawa budownictwa drewnianego otwarta od 2010 roku. W jej skład wchodzi m.in. budynek kuźni. Wchodzimy do niej, a tam… spotykamy żywego kowala przy pracy, który tak jak sto lat temu stoi dumnie przy palenisku. Starym miechem dmie powietrze na palenisko, którym rozgrzewa do czerwoności jakiś metalowy element. Co pewien czas wyjmuje go z ognia i kształtuje na kowadle. Kowal ma też do swojej dyspozycji kamienne koryto z wodą, w której hartuje rozpalone żelazo, a także stół z imadłem i kamień do ostrzenia narzędzi.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Kuźnia.
Kuźnia.

Z kuźni przechodzimy do chałupy kumornika z kurlawym piecem, w której urządzona jest izba górala wyznania protestanckiego, z szerokimi ławami i kamiennym stołem. Czasem można w nim spotkać kobiety skubiące pierze. Za budynkiem Muzeum Beskidzkiego zobaczyć też można dawną pszczelarską pasiekę.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Wnętrze chałupy kumornika z kurlawym piecem.
Wnętrze chałupy kumornika z kurlawym piecem.

Zaś za chałupą kumornika mamy pasterską kolybę z dwuspadowym dachem, ogrodzoną koszorem, czyli ręcznie struganym ogrodzeniem z tynin. Kolyba stanowiła najważniejsze miejsce na sałaszu, w którym przechowywano naczynia i wyrabiano owczy ser.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Pasterska kolyba.
Pasterska kolyba.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Wnętrze pasterskiej kolyby.
Muzeum Beskidzkie w Wiśle. Wnętrze pasterskiej kolyby.
Wnętrze pasterskiej kolyby.

O godzinie 12.30 żegnamy się z klimatami minionych czasów, wciągającą historią śląskich górali, ich dawnymi tradycjami i zwyczajami. Wyruszamy w dalszą drogę, wracamy w góry. Naszym celem jest teraz Stożek Wielki. Początek wiodącego tam szlaku mamy w Dziechcince, dawnym osiedlu Wisły leżącym w dolnej części doliny potoku Dziechcinka, jak też u jej wylotu do doliny Wisły.

Muzeum Beskidzkie w Wiśle.
Muzeum Beskidzkie w Wiśle.

Z placu Hoffa idziemy dalej górę doliny Wisły. Deptak przeprowadza nas obok Kościoła ewangelickiego z 1838 roku. W tym samym czasie z drugiej strony mijamy budynek starej szkoły zbudowanej w roku 1824. W roku 1934 zamieszkał w nim nauczyciel i kompozytor Jan Sztwiertnia (1911-1940). Prowadził tutaj chór kościelny i był organistą. Mieszkając w Wiśle komponował swoje kolejne dzieła muzyczne, w tym poemat symfoniczny „Śpiący rycerze w Czantorii” oraz operę ludową „Szałasznicy” z wieloma wyjątkowo melodyjnymi ariami. Jego życiorys miał jednak tragiczny koniec. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo, a następnie wywieziony do obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen, gdzie zginął tegoż samego roku. Jego prochy przewieziono do Wisły, gdzie spoczywają na cmentarzu „Na Groniczku”. Na frontowej ścianie budynku starej szkoły znajduje się tablica poświęcona jego pamięci.

Budynek starej szkoły w Wiśle z 1824.
Budynek starej szkoły w Wiśle z 1824.

Deptak kończy się dochodząc do na ulicy Olimpijskiej. Skręcamy na niej w lewo i przechodzimy mostem ponad Wisłą. Za mostem skręcamy w prawo na nadwiślański bulwar spacerowy. Idziemy wzdłuż brzegu Wisły aż do Dziechcinki. O godzinie 14.15 u wylotu doliny Dziechcinki ponownie przechodzimy mostem nad Wisłą, a zaraz za nim przez węzeł dróg. Droga z Ustronia rozdziela się tu na dwie odnogi. Jedna biegnie dalej w górę doliny Wisły do Wisły Malinki i dalej przez Przełęcz Salmopolską do Szczyrku. Z kolei druga droga prowadzi w górę potoku Kopydło, a następnie na Przełęcz Kubalonka, za którą schodzi do Istebnej.

isła Dziechcinka. Przed mostem na Wiśle.
Wisła Dziechcinka. Przed mostem na Wiśle.

Na Wielki Stożek

Za węzłem drogowym mamy stację kolejową Wisła Dziechcinka, gdzie znajduje się początek naszego szlaku na Stożek Wielki. Biegną stąd dwa szlaki: żółty oraz niebieski - każdy z nich może doprowadzić nas do obranego celu. Wybieramy szlak żółty, gdyż zimową porą wydaje się być wygodniejszą alternatywą, prowadząc wzdłuż szosy wchodzącej w głąb doliny. Wzdłuż niej wypływa z doliny potok Dziechcinka.

Teren u wylotu doliny zwany jest potocznie „Oazą” od nazwy restauracji założonej tu w latach międzywojennych. Ruszając w górę doliny mijamy z lewej kościół Zboru Chrześcijan Baptystów „Oaza” w Wiśle. Za niedługo przechodzimy pod żelbetowym wiaduktem kolejowym wybudowanym w roku 1932. W tym miejscu odchodzi od nas niebieski szlak wspinając się na Kobylą. Tymczasem my idziemy dalej wzdłuż szosy za żółtymi znakami.

Kościół Zboru Chrześcijan Baptystów „Oaza” w Wiśle.
Kościół Zboru Chrześcijan Baptystów „Oaza”.

Wisła Dziechcinka. Wiadukt kolejowy z 1932 roku.
Wiadukt kolejowy z 1932 roku.

Mijamy domy wypoczynkowe i pensjonaty. Pierwsze z nich wybudowane zostały w latach międzywojennych. Zabudowa nie jest jednak gęsta w odróżnieniu np. od Jawornika i wyczuwa się tu wyjątkowe zacisze i spokój. Zbocza po lewej i po prawej pokryte są lasami, głównie świerkowymi, obsypanym śnieżną bielą. Niebawem przy naszej drodze mamy wyłącznie ten piękny las.

Wisła Dziechcinka. Willa „Kaskada”.
Wisła Dziechcinka. Willa „Kaskada”.

Wisła Dziechcinka. Willa „Kaskada” dawniej (foto z tablicy informacyjnej).
Willa „Kaskada” dawniej (foto z tablicy informacyjnej).

O godzinie 14.55 osiągamy ostatni w dolinie przystanek autobusowy na osiedlu Jurzyków. Od momentu opuszczenia doliny Wisły pokonaliśmy 4 km drogi. Nieco za przystankiem żółty szlak odbija w lewo. Przez krótki czas prowadzi jeszcze łagodnie w górę, ale wkrótce robi się bardziej stromy.

O godzinie 15.10 wychodzimy na polanę Na Chałupianki, na której stoi pojedyncze domostwo. Ze względu na nisko wiszące chmury rozciągają się z niej niezbyt dalekie, ale mimo wszystko pociągające widoki. Chciałoby się sięgnąć wzrokiem dalej, ale to co może nacieszyć mamy również w bezpośrednim sąsiedztwie - zima o jakiej niżej nad poziomem morza można tylko pomarzyć.

Polana Na Chałupianki.

Polana Na Chałupianki.
Polana Na Chałupianki.

Po przejściu przez polanę wchodzimy ponownie do lasu. Śnieżna ścieżka nie jest już tak szeroka, jak wcześniej. Trochę jest przysypana świeżym śniegiem, ale nie jest go dużo. Udeptaną warstwę śniegu dobrze wyczuwamy pod stopami. Dzięki niej nie zapadamy się głęboko w śniegu.

Wędrujemy ciasną świerkową aleją, gdzie czasem trzeba się nisko pochylić, by przecisnąć się pod gałązkami zniżonymi pod ciężarem śniegu. Wspaniała zima sprawia, że wysiłek zdobywania wysokości podejmujemy z ogromną przyjemnością. Zresztą stromizna nie jest duża, bo szlak prowadzi trawersem po zboczu Kobylej (802 m n.p.m.), prowadząc na przełęcz między tym szczytem, a Małym Stożkiem (czes. Malý Stožek, 843 m n.p.m.).

Trawers zbocza Kobylej.

Trawers zbocza Kobylej.

Trawers zbocza Kobylej.

Mamy świadomość, że jest już późno, lecz nie martwimy się tym bo jesteśmy przygotowani na zmrok, a poza tym za niedługo powinnyśmy dotrzeć do czerwonego szlaku, który jest nam doskonale znamy. Tymczasem plenery zimowe stają się coraz bardziej urodziwe, zachwycające na każdym kroku. Dlatego nasza wędrówka bardziej przypomina zimowy spacer, niż górską wędrówkę, jakbyśmy byli na wczasach w tych zacisznych górskich lasach. Wkrótce ścieżka zaczyna powoli wchodzić na wypłaszczenie grzbietowe, a przy szlaku pojawiają się mniejsze i bardzo śliczne świerki.

Trawers zbocza Kobylej.

Trawers zbocza Kobylej.

O godzinie 16.00 osiągamy przełęcz Kobyla Sałasz położoną na wysokości 800 m n.p.m. Na przełęczy spotykamy niebieski szlak z którym rozstaliśmy się w Wiśle Dziechcince. Tutaj ma swoją końcową kropkę. Przez przełęcz biegnie droga, pnąc się z Wisły ma Mały Stożek. Nasz żółty szlak skręca na tą drogę i prowadzi nią w górę. Chwilkę dość stromo, po czym niemal płasko. Zaraz potem żółty szlak odbija z drogi w lewo na leśną ścieżkę i lekko schodzi w dół. Ścieżką tą idziemy około 5 minut, aż docieramy do czerwonego szlaku i znajdującego się przy nim rozstaju pod Małym Stożkiem. Tutaj nasz żółty szlak skręca w lewo i prowadzi wraz z czerwonym ku szczytowi Wielkiego Stożka.

Kobyla Sałasz (800 m n.p.m.).
Kobyla Sałasz (800 m n.p.m.).

Droga, którą biegnie niebieski szlak przez Kobylą (widok z przełęczy Kobyla Sałasz).
Droga, którą biegnie niebieski szlak przez Kobylą (widok z przełęczy Kobyla Sałasz).

Dzisiejsze widoki.
Dzisiejsze widoki.

Leśna ścieżka przed rozstajem pod Małym Stożkiem.

Leśna ścieżka przed rozstajem pod Małym Stożkiem.
Leśna ścieżka przed rozstajem pod Małym Stożkiem.

Szarówka postępuje, ale w tej okolicy czujemy się prawie jak u siebie i wędrujemy na pamięć nie szukając znaków szlaku. Niedaleko od rozstaju wchodzimy na bardzo stromy, zalesiony stok Wielkiego Stożka. Przed nami ostra wspinaczka, ale niezbyt długa. Gdyby ścieżka była tutaj oblodzona, chyba byśmy nie wspięli się do góry. Jednak bez większego trudu pokonujemy jej stromiznę, chyba nawet z większą łatwością niż wtedy, kiedy nie była pokryta śniegiem.

Stromy fragment podejścia na Wielki Stożek.
Stromy fragment podejścia na Wielki Stożek.

W ten sposób o godzinie 16.40 wchodzimy na leśną drogę biegnącą do schroniska na Stożku z Wisły Głębic, na której spotykamy zielony szlak. Drogą tą idziemy już pod samo schronisko, które leży tuż pod zalesiony szczytem Wielkiego Stożka (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.). Musimy skorzystać z krótkiej ścieżki spod schroniska, by go zdobyć. Dojście do szczytu zabiera około 2 minuty. Na szczycie Wielkiego Stożka znajduje się słupek graniczny pomiędzy Polską a Czechami. Jest na nim również turystyczne przejście granicznego.

Szczyt Wielkiego Stożka (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.).
Szczyt Wielkiego Stożka (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.).

Zbliża się już 17.00. Całą okolicę spowił już mrok. Padać zaczął delikatny śnieżek. Tak fantastycznego zimowego wieczoru nie mieliśmy chyba już dawno. Przez przecinkę leśna prowadzącą na szczyt Wielkiego Stożka widoczne jest schronisko. Ciepło jego wnętrza nie jest nam niezbędne, ale przydałby się odpoczynek, jak też coś na ząb.

Schronisku PTTK na Stożku jest najstarszym polskim schroniskiem w Beskidzie Śląskim, oddanym do użytku w 1922 roku. Poniżej niego wytyczone są trasy narciarskie obsługiwane wyciągami krzesełkowym i dwoma talerzykowymi. We wnętrzu schroniska spotykamy nieoczekiwanie grupę pobratymców, no nasz odpoczynek nieco przeciągnął się.

Kilka minut po 18.00 z czołówkami na głowach wracamy na szlak. Z góry schodzimy tą samą drogą, którą przyszliśmy, a więc żółtym i czerwonym szlakiem, a początkowo również zielonym. Dość sprawnie schodzimy po stromych stokach Wielkiego Stożka. Uważać jednak musimy na boczne gałęzie drzew wystające nad naszą ścieżką, by się z nimi nie zderzyć.

O godzinie 18.20 docieramy rozstaju szlaków pod Małym Stożkiem. Dalej idziemy czerwonym szlakiem. W okolicy wypłaszczonego szczytu Małego Stożka ścieżka nasza ginie na chwilkę pod śniegiem, ale tyle razy już tędy wędrowaliśmy, że nie ma problemu z prawidłowym obraniem kierunku marszu. Brodzenie w śniegu trwa krótką chwilkę, po czym wchodzimy na wyratrakowaną drogę, idącą z przełęczy Kobyla Sałasz. Wspina się ona na szczyt Cieślara (920 m n.p.m.), a potem biegnie dalej przez Soszów Wielki do naszego schroniska.

Rozstaj szlaków pod Małym Stożkiem.
Rozstaj szlaków pod Małym Stożkiem.

Na szlaku między Cieślarem a Soszowem Wielkim.
Na szlaku między Cieślarem a Soszowem Wielkim.

Znad Soszowa Wielkiego wzbija się na ciemne sklepienie nieboskłonu łuna, której źródłem jest sztuczne oświetlenie tras narciarskich. Jest ona tak świetlista, że dałby się iść bez czołówek. Rozświetla nam ona drogę niczym księżyc w pełni, w bezchmurną noc. Zbiera się nam na romantyzm, lecz cóż się dziwić - to częste uczucie w górach. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nie musimy dziś wracać w doliny. I tak o godzinie 19.15 docieramy do naszego Schroniska pod Soszowem Wielkim, gdzie zostajemy na noc.

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas