Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koniaków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koniaków. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Koniaków - Istebna

OPIS:
Smutno żegnać się z cudownym zakątkiem w tak piękny, słoneczny dzień. Koniaków oczarował nas, a czas bardzo szybko nam tu zleciał - zbyt szybko. Jeszcze nie wyjechaliśmy stąd, a już odzywa się z głębi głos tęsknoty. Natura musiała upodobać sobie szczególnie tą okolice, bo niebiańsko ją ukształtowała. Osiedli tu ludzie szczególni, potrafiący żyć w harmonii z przyrodą i z niespotykanym poszanowaniem tradycji. Niestety czas już wracać.

Zaglądamy jeszcze do bacówki, by pożegnać się i zrobić ostatnie zakupy do domu, po czym mieliśmy po prostu wsiąść w autobus i odjechać, ale nie zrobiliśmy tego. Dzień jest zbyt piękny, by tak szybko opuścić tą malowniczą okolicę, dlatego zrobimy to pieszo. Na własnych nogach podążymy do Istebnej, z której wywodzą się rdzenni mieszkańcy Koniakowa. To właśnie stamtąd pochodzą pierwsi osadnicy którzy wybudowali swoje domy na stokach Ochodzitej, wkomponowując gospodarkę pasterską w tutejszą przyrodę.

O godzinie 10.45 zaczynamy schodzić w dół grzbietu odchodzącego od Ochodzitej korzystając z pobocza drogi wojewódzkiej drogi nr 943. Mieszamy się z mieszkańcami podążającym właśnie na sumę. Wielu z nich występuje w tradycyjnych strojach góralskich. Kilka minut później przechodzimy obok kościoła św. Bartłomieja Apostoła. Przygrywa pod nim orkiestra koniakowskich strażaków uświetniając rozpoczynające się nabożeństwo.

Przy kościele droga skręca na lewo, a nieco dalej zmniejsza swoje nachylenie. Spoglądamy przez lewe ramię na kopułę Ochodzitej, która sprawiła nam tyle satysfakcji i radości wspaniałą beskidzką panoramą. Od dziś nazywać ją będziemy najpiękniejszą beskidzką księżniczką.

Ochodzita (895 m n.p.m.).
Ochodzita (895 m n.p.m.).

Idąc dalej powoli zmieniamy kierunek marszu na północno-zachodni. O godzinie 11.05, tuż przed silniejszym obniżeniem terenu, droga dwoma zakosami gwałtowniej obniża się, po czym lekko pnie się przechodząc w trawers Złotego Gronia (710 m n.p.m.). Koniaków jest najwyżej położoną wsią w całym Beskidzie Śląskim i dopiero tutaj, przed zakrętem w lewo wprowadzającym na pierwszy wspomniany zakos schodzimy na wysokość poniżej 700 m n.p.m.

Wojewódzka droga nr 943 w Koniakowie.
Wojewódzka droga nr 943 w Koniakowie. Ostatnie chwile na wysokości powyżej 700 m n.p.m.

Mimo wytracania wysokości widoki mamy wciąż przednie. Fascynująco wyglądają stąd tereny Jaworzynki na południu, jak też dolina Olzy i zamykający ją od północy grzbiet odchodzący od Baraniej Góry. Na grzbiecie tym widzimy znane polany z przysiółkami Istebnej: Stecówka i Pietraszonka. Otaczająca panorama jest niezrównanie śliczna, warta spaceru nawet wzdłuż ruchliwej szosy.

Jaworzynka to miłe wspomnienie naszej wędrówki na Trójstyk granic polskiej, czeskiej i słowackiej. Było to już 2 lata temu, a wydaje się wciąż takie bliskie, szczególnie jak teraz patrzymy w tamtym kierunku. Widać tam bezleśny Wawrzaczów Groń (687 m n.p.m.), a bardziej na prawo masyw Girowej (czes. Gírová, 840 m n.p.m.), gdzie gościny udzielają dwa sympatyczne schroniska: Chata Gírová i Chata Studeničné. Za Girową widać znacznie wyższy masyw Wielkiego Połomu (czes. Velký Polom, słow. Veľký Polom, 1067 m n.p.m.). Zaś na prawo dolinę Łomnej (czes. Lomná) otoczonej wzniesieniami naszej niedawnej, majowej wędrówki. Dalej za nią piętrzy się najwyższa w Beskidzie Śląsko-Morawskim - Łysa Góra (czes. Lysá hora; 1324 m n.p.m.), z którą również łączymy miłe wspomnienia.

Widok południowo-zachodni z szosy do Istebnej.
Widok południowo-zachodni z szosy do Istebnej.

Jaworzynka, a za nią masyw Girowej, zaś dalej widać Wielkiego Połomu.
Jaworzynka, a za nią masyw Girowej, zaś dalej widać masyw Wielkiego Połomu.

Wawrzaczów Groń (687 m n.p.m.).
Wawrzaczów Groń (687 m n.p.m.).

Widok w kierunku południowo-wschodnim z szosy do Istebnej..

Widok w kierunku południowo-wschodnim z szosy do Istebnej.
Widok w kierunku południowo-wschodnim z szosy do Istebnej.

O godzinie 11.10 opuszczamy Koniaków i wchodzimy do wsi Istebna. Ochodzitą mamy teraz za prawym ramieniem. Szosa nieznacznie pnie się do góry.

Istebna to najstarsza wieś Beskidzkiej Trójwsi. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1577 roku. Pierwszymi jej osadnikami była zarówno ludność przybyła z terenów Śląska Cieszyńskiego, jak i napierający z przeciwnej strony Wołosi, którzy wnieśli gospodarkę szałaśniczo-pasterską. Wołosi wywarli ogromny wpływ na rozwój regionu, a ich kultura i styl życia silnie zakorzeniła się, zaś pasterstwo jeszcze do połowy XIX było podstawowym zajęciem tutejszej ludności.

Istebna. Widok na północ.
Widok na północ - już w granicach administracyjnych Istebnej.

Istebna. Panorama na północ.
Panorama na północ.

O godzinie 11.20 docieramy pod Zajazd „Beskid”, gdzie znajduje się również przystanek autobusowy. Z drogi krajowej odbija tutaj na prawo szosa na którą skręcamy. Po dwóch minutach marszu, po lewej mijamy kościół ewangelicko-augsburski wybudowany w latach 1927-30. Zaraz dalej szosa zaczyna trawersować północne zbocza Złotego Gronia (710 m n.p.m.).

Z drogi krajowej odbija tutaj na prawo szosa na którą skręcamy.

W Istebnej napotykamy wiele starych góralskich domów. Jednak najlepiej zachowanym przykładem starodawnego budownictwa góralskiego domu mieszkalnego jest Kurna Chata „U Kawuloka”. Docieramy pod nią o 11.25. Wybudowana została w 1863 roku i należy obecnie do najcenniejszych obiektów w Beskidzie Śląskim. Jest to tzw. „kurlawa” chata (zwana też kurną chatą), charakteryzująca się tym, iż nie posiadała kominów, a dym wydobywał się na izbę w której stał „piec kurlawy”. Była to oszczędność, gdyż za komin obowiązywała wówczas roczna opłata równa wartości jednej krowy. Zachowała ona oryginalny układ wnętrza - dwie izby po bokach i sień pomiędzy nimi. Z sieni drewniane schody prowadzą na strych.

Przed Chatą „Kawuloka”
Przed Chatą „U Kawuloka” (to ta druga z lewej).

Podłogi izb są „delowane”, czyli wyłożone deskami. Starsze i biedniejsze chałupy miały podłogi z ubitej gliny. We wnętrzach mamy tradycyjne meble i sprzęty, takie jak ławy, zydle, drewniany stół z kamiennym blatem, łóżka, półki, skrzynie, kredens, łyżki, naczynia domowe i pasterskie, narzędzia i sprzęt gospodarczy, a nawet stare narty. Ściany zdobią szeregi obrazów. W Chacie Kawuloka zgromadzono również kolekcję dawnych instrumentów muzycznych: gajdy, rogi pasterskie, piszczołki, trombity, fujarki, okaryny.

Kurna Chata „U Kawuloka” w Istebnej.
Kurna Chata „U Kawuloka” w Istebnej.
Kurna Chata „U Kawuloka” w Istebnej.
Kurna Chata „U Kawuloka” w Istebnej.
Kurna Chata „U Kawuloka” w Istebnej.
Kurna Chata „U Kawuloka”.

Zwiedzanie Kurnej Chaty „U Kawuloka” kończymy o godzinie 11.45. Zwykle trwa ono dłużej i okraszone jest barwnymi opowieściami o dawnych czasach i prezentacją gry na starych instrumentach przez kustosza. Wystarczy tylko wcześniej zapowiedzieć się telefonicznie.

No to idziemy dalej w kierunku centrum Istebnej. Znów pośród nowych domów odnajdujemy kilka starszych drewnianych góralskich chat. Po kilkunastu minutach jesteśmy już pod znaną Karczmą „Leśniczówka”, za którą stoi budynek urzędu gminy i pawilon handlowy „U Gazdy”. Gdzieś tutaj schodzimy na wysokość mniejszą niż 600 m n.p.m. Mijamy duży obelisk upamiętniający bohaterów walk o wolność poległych w latach 1939-1945, ufundowany przez mieszkańców Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa. Kilkadziesiąt metrów dalej mamy już skrzyżowanie z drogą wojewódzką nr 941, która poprzez Przełęcz Kubalonka biegnie z Istebnej do Wisły i dalej do Ustronia i Skoczowa. Przechodzimy na drugą stronę tej drogi, gdzie stoi kościół pw. Dobrego Pasterza.

Istebna.
W drodze do centrum Istebnej.

Istebna.
W drodze do centrum Istebnej.

Istebna.
W drodze do centrum Istebnej.

Karczma „Leśniczówka” w Istebnej.
Karczma „Leśniczówka”.

Przed kościołem po prawej stronie znajduje się zabytkowy budynek dawnej szkoły z 1819 roku. Mieści się w nim obecnie m.in. Gminny Ośrodek Kultury, gdzie obejrzeć można ekspozycję twórczości regionalnej, w tym również mnóstwo przepięknych koronek. Jest co oglądać, lecz najbardziej dziś interesuje nas jeden eksponat dla którego należało opróżnić całe jedno pomieszczenie. Jest to rekordowa koniakowska koronka - największa na świecie. Powstawała ona od kwietnia tego roku, a pracowało nad nią 5 koronczarek zużywając 50 km nici. Składa się z 5 tysięcy elementów, waży 5 kilogramów, a rozciągnięta liczy 5 metrów średnicy. Po raz pierwszy zaprezentowaną ją publicznie tydzień temu, w niedzielę 18 sierpnia, na zakończenie XI Dni Koronki Koniakowskiej. Nie mogliśmy przyjechać na jej premierę, ale udało się ją dopaść w Istebnej, gdzie jest prezentowana dopóki nie wyjedzie w świat, który takiego cuda jeszcze nie widział. Niezwykła drobiazgowość motywów roślinnych, misterność i kunszt wykonania połączona z tak ogromną powierzchnią koronkowej serwety robi wrażenie, a nawet wykracza poza ludzką wyobraźnię. Dlatego warto ją zobaczyć na własne oczy.

Gminny Ośrodek Kultury w Istebnej. Ekspozycja koniakowskich koronek.
Gminny Ośrodek Kultury w Istebnej. Ekspozycja koniakowskich koronek.
Gminny Ośrodek Kultury w Istebnej. Ekspozycja koniakowskich koronek.
Ekspozycja koniakowskich koronek w Gminnym Ośrodku Kultury w Istebnej.

Gminny Ośrodek Kultury w Istebnej. Największa koniakowska koronka.
Gminny Ośrodek Kultury w Istebnej. Największa koniakowska koronka (5 metrów średnicy).

Największa koniakowska koronka.

Największa koniakowska koronka.

Największa koniakowska koronka.

Największa koniakowska koronka.

Największa koniakowska koronka.

Pozostała nam jeszcze wizyta w obiekcie silnie związanym z największymi lokalnymi artystami, a jest to oczywiście kościół pw. Dobrego Pasterza. Wybudowany został w latach 1792-94. Jego wnętrze emanuje niespotykanym artyzmem i magnetyzującą estetyką. Prawie wszystkie jego elementy wykonane zostały przez wybitnych lokalnych artystów: Jana Wałacha i Ludwika Konarzewskiego (seniora).

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej. Widok na ołtarz główny.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Ołtarz główny.

Ołtarz główny wykonany przez Konarzewskiego otoczony jest rzeźbami 12 apostołów. Wieńczy go sylwetka orła z koroną na głowie i adorujący aniołowie pod figurą Matki Boskiej Częstochowskiej. W centrum ołtarza znajduje się obraz przedstawiający Dobrego Pasterza na tle istebniańskiego krajobrazu, namalowany przez Wałacha. Dziełem Konarzewskiego są również stalle stojące przy bocznych ścianach prezbiterium - jedną przyozdobił insygniami papieskimi, a druga godłem państwowym. Artysta ten wykonał również balustradę, ambonę przypominającą kształtem łódź Piotrową, chrzcielnicę o kształcie muszli wynoszonej przez ryby na powierzchnię wody, nad którą znajduje się efektowna rzeźba obrazująca chrzest Jezusa w Jordanie. Wszystkie wymienione elementy zostały wykonane w drewnie.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Ambona przypominającą kształtem łódź Piotrową.
Z prawej widać stallę przyozdobioną insygniami papieskimi.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Chrzcielnica o kształcie muszli wynoszonej przez ryby na powierzchnię wody.
Z lewej widać stallę przyozdobioną godłem państwowym.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Rzeźba obrazująca chrzest Jezusa w Jordanie nad chrzcielnicą.

Po bokach znajdują się mniejsze dwa ołtarzyki. Jeden z obrazem Maksymiliana M. Kolbe w pasiaku autorstwa Jana Wałacha i rzeźbą św. Józefa wykonaną przez Ludwika Konarzewskiego (juniora). Drugi z obrazem przedstawiającym Dobrego Łotra na krzyżu autorstwa Ludwika Konarzewskiego (juniora).

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Ołtarz boczny z obrazem przedstawiającym Dobrego Łotra na krzyżu.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Nawa.

We wnętrzu kościoła znajdują się jeszcze XIX wieczne obrazy Drogi Krzyżowej, figura Serca Jezusowego, Matki Boskiej Niepokalanej oraz obrazy św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Jana Sarkandra (oba autorstwa Jana Wałacha), i wiele innych drobiazgów. Sklepienie i ściany tej pięknej świątyni zdobią barwne polichromia.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Krzyż w nawie.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.
Polichromia na sklepieniu kościoła.

Kościół pw. Dobrego Pasterza w Istebnej.

Wnętrze zwyczajnie wyglądającego z zewnątrz kościoła pw. Dobrego Pasterza w Istebnej okazało się unikatową perłą sztuki. Spoglądamy spod jego murów poprzez dolinę Olzy na przełęcz Kubalonką, którą za niedługo opuścimy i otoczony zewsząd górami region Istebnej. Nie spodziewaliśmy się, że urzeknie nas tak bardzo. Jego piękno i naturalność nie raz wykorzystywano w filmach. Tutaj m.in. kręcono ostatnie zdjęcia w kultowym serialu „Czterej pancerni i pies” zatytułowany „Dom”, w którym wystąpił tutejszy Zespół Regionalny „Istebna”.

Panorama na północ z centrum Istebnej.
Na pierwszym planie widać budynek Szkoły Podstawowej nr 1 im. Ks. Józefa Londzina w Istebnej;
ponad nim nieco na prawo na grzebiecie górskim widać przełęcz Kubalonka.

Panorama na północ z centrum Istebnej.
Panorama na północ z centrum Istebnej.

Ławka zbliżająca ludzi w Istebnej.
Ławka zbliżająca ludzi w Istebnej.
Ławka zbliżająca ludzi w Istebnej.

Zostało nam już niewiele czasu do odjazdu. Zdążamy Jeszcze tylko zjeść posiłek w klimatycznej Karczmie „Leśniczówka” i wyjeżdżamy z tej bajecznej krainy. Dopóki nie zobaczyliśmy że istnieje naprawdę - mogła się nam tylko śnić. Teraz będzie naszym najcudowniejszym wspomnieniem, zaś słowa „Istebna”, „Koniaków”, czy „Jaworzynka” będą jak magiczne zaklęcie. Gdy ktoś wypowie przy nas choćby jedno z nich - świat wokół nas zamieni się w słoneczne hale na malowniczych wzniesieniach, rozkwiecone koronkami, z których popłyną dźwięki pasterskich dzwoneczków i donośna melodia trombity, przypominająca o złożonej sobie obietnicy powrotu w te wspaniałe strony.

Góry przyciągają wspaniałymi krajobrazami, swoistą przyrodą, niezrównanym klimatem, jak też niepowtarzalną kulturą. W przypadku Karpat kultura ta jest charakterystyczna dla całego ich łuku od Rumunii, poprzez Ukrainę, Słowację i Polskę, aż do Czech. To niezwykłe jak wiele podobieństw ma ona mimo tak rozległego obszaru na którym ją spotykamy. Widać je w architekturze, strojach ludowych, muzyce, potrawach, czy chociażby w nazewnictwie. Wystarczy otworzyć atlas, by ujrzeć w Karpatach mnóstwo powtarzających się nazw jak np.:
  • groń - przy nazwach kopulastych wzniesień lub szczytów,
  • kiczora - oznaczająca zarośniętą górę,
  • magura - używaną dla samotnych lub wyraźnie wyodrębnionych masywów górskich,
  • przysłop - przy przełęczach lub płytkich wysokogórskich siodłach.
To nie przypadek, ale fakty o wspólnej genezie, z których wynikła kolonizacja całych Karpat na niebywałą wcześniej skalę, a zaczęła się ona jeszcze w czasach średniowiecza za sprawą koczowniczego ludu Wołochów. Pojawili się oni najpierw na południowych krańcach Karpat. Stopniowo przesuwali się na północ, a potem ku zachodowi zamieniając się z nomadów na osadników. Nikt dotąd nie był w stanie osiąść na trudnych do życia obszarach górskich. Rdzenna ludność mieszkająca u podnóża Karpat poza rolnictwem nie znała innej formy gospodarowania, która mogła by przyjąć się na trudnodostępnych, nieurodzajnych glebach, a do tego w surowych warunkach klimatycznych. Wołosi zaś pędzili ze sobą stada owiec, które łatwo przystosowały się do surowego klimatu górskiego, dając im to, czego rolnictwo w Karpatach dać nie mogło - żywność w postaci mięsa i mleka z którego wytwarzano sery, a ponadto wełnę i skóry na ciepłą odzież. W ten sposób powstał w Karpatach swoisty, barwny folklor pasterzy-górali, widoczny w ubiorze, muzyce, zwyczajach, ornamentyce, wzornictwie, jak też sposobie gospodarzenia i wielu innych aspektach.

W ostatnich latach tradycyjne pasterstwo, które zapoczątkowało integrację człowieka z górami, niestety zanika. Jak będą wyglądać nasze góry, gdy nie będzie już baców i juhasów, owiec i dźwięku dzwoneczków pasterskich? Zapewne Karpaty zamrą i nie będą już takie same.

Ochodzita.
Ochodzita - witamy Koniaków.

Panorama z Ochodzitej na Trójwieś Beskidzką.

Koniaków z Ochodzitej.

W Polsce jest takie jedno miejsce o niezrównanym poczuciu góralskiej tożsamości i pasterskiej tradycji, gdzie ludzie nader szanują swoją ziemię i kochają. Jest to Koniaków położony pośród malowniczych wzniesień Beskidu Śląskiego na stokach góry Ochodzita. W tej urokliwej wiosce zamieszkaliśmy na parę dni, niedaleko pewnej bacówki, w której odrodziła się pasterska tradycja. Jest to oryginalna pasterska bacówka, jedna z nielicznych jakie pozostały, w której wytwarza się tradycyjnymi metodami oryginalne oscypki i inne wyroby z mleka owczego. Dziś spotykamy w niej głównego gospodarza Piotra Kohuta. Zatrzymał się w swoich rodzinnych stronach, w 75. dniu swojej pasterskiej wędrówki przez Karpaty ze stadem 300 owiec. Odpocznie, by wyruszyć na ostatni odcinek swej pasterskiej misji do Czech, by zakończyć swój Redyk Karpacki 2013 tam gdzie zakończyła się niegdyś wołoska wędrówka.

Maria i Piotr Kohutowie przed bacówką.


Palenisko w bacówce.
Palenisko w bacówce.

W bacówce.
W bacówce kosztujemy soloną bryndzę i bundz, czyli surowy owczy ser. Smakują wybornie. Popijamy żętycę - znakomicie gasi pragnienie. Żętyca przypomina smakiem znane nam zsiadłe mleko, ale jest słodsza i ma rozdrobnioną konsystencję. Są to produkty niezwykle pożywne, szybko zaspakajające głód, dostarczające naturalnych składników odżywczych w najczystszej postaci. Mimo wszystko dokupujemy sobie na spróbowanie tradycyjnego oscypka. Wytwarzane są tutaj wciąż tak samo jak wiele lat temu - w drewnianym naczyniu, gdzie nabierają charakterystycznego kształtu, a wędzi się nad paleniskiem w rogu szałasu. Pachną świeżością, nieskazitelną naturą z której powstały. Jego degustacja jest jak odkrycie życiodajnego źródła. Tutaj mamy okazję posmakować owczych serów w najlepszym wydaniu, biorąc je wprost „z taśmy produkcyjnej”. Na drogę dokupujemy sobie korbaczki.

Sklep góralski w Koniakowie.
Sklep góralski.

W góralskim sklepie.
W tradycyjnym kapeluszu koniakowskich górali.
Obok pasterskiej bacówki stoi duża chata, w którym mieści sklep góralski. Można w nim zobaczyć tutejszy strój ludowy różniący się od stroju cieszyńskiego. Tam można zaopatrzyć się w souvenir, który przypominać nam będzie czas spędzony na koniakowskiej góralszczyźnie.

Jednak tego dnia najgorętszym wspomnieniem będzie dla nas spotkanie z pasterzami Redyku Karpackiego. 24 sierpnia 2013 roku odbyło się tutaj uroczyste zakończenie polskiego etapu wędrówki pasterskiej, realizowanej w ramach projektu „Redyk Karpacki - Transhumance 2013”. W tym roku spotkanie z Redykiem Karpackim stało się główny punktem programu IV Jarmarku Pasterskiego w Koniakowie. Obie te imprezy miały na celu przypomnienie i pokazanie piękna tradycji związanej z pasterstwem - kultury, strojów, produktów regionalnych.

O godzinie 11.00 oficjalne przywitano pasterzy i otwarto wystawę fotograficzną „Redyk Karpacki - Transhumance 2013". Przed Bacówką Piotra Kohuta rozbrzmiewać zaczęła góralska nuta, a dźwięki muzyki zaczęły płynąć po beskidzkich wzniesieniach. Na polanie przy bacówce zebrali się ludowi artyści, którzy przypominali dawne rękodzielnictwo i rzemiosło. Transkulturowy charakter imprezy zapewnili goście z Rumunii, Czech, Słowacji i Ukrainy, państw współuczestniczących w całym tym pasterskim przedsięwzięciu.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Z rumuńskimi ciobanami - Cristim i Wasilim.
Z rumuńskimi ciobanami - Cristim i Wasilim.

Podczas imprezy udało się nam porozmawiać z wieloma ciekawymi ludźmi, pielęgnującymi tradycyjne obyczaje związane zarówno z pasterstwem, jak też z całym folklorem, jak np. z Gromady Górali na Śląsku Cieszyńskim, czy też czeskiego stowarzyszenia „Koliba”. To wspaniałe, że kultura tak łączy regiony, że jest wspólny mianownik, który zbliża tradycje regionów i narodów.

Redyk Karpacki w Koniakowie.
Z przedstawicielami Gromady Górali na Śląsku Cieszyńskim.
W środku Agata Czudek, a z insygniami harnasia: Prezes zwany Wielkim Zbójnikiem - Jan Sztefek.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Josef Straka - Stowarzyszenie „Koliba”.
Josef Straka - Stowarzyszenie „Koliba” w Košařiskách.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Produkcja sznurka.
Produkcja sznurka.

Sztuka koronkarstwa.
Sztuka koronkarstwa.

Z panią Marią Kohut - pierwszą damą pasterskich Karpat.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Redyk Karpacki w Koniakowie.

Przy okazji spotkania z Redykiem Karpackim udało nam się zobaczyć to, z czego koniakowska kultura najbardziej słynie - koronki. W Koniakowie jest mnóstwo miejsc, gdzie można zobaczyć te misterne działa sztuki. Najbardziej znanym jest Muzeum Koronki, które jest jednocześnie Izbą Pamięci Marii Gwarek utworzoną po jej śmierci w 1962 roku. Maria Gwarek była wieloletnią instruktorką heklowania i inicjatorką powstania w Koniakowie Spółdzielni Koronkarskiej w 1947 roku. Jedną z bardziej oryginalnych eksponatów jest niedokończona przez nią serwetka dla królowej Anglii Elżbiety II. Muzeum to prezentuje również dorobek innych znanych koronczarek. Bogata ekspozycja przedstawia czepce, obszycia chust, kryzy, kołnierzyki, wstawki do bielizny pościelowej, firanki, „ząbki” czyli serwetki na półki. Można też zobaczyć budzące wiele kontrowersji koronkowe stringi.

Muzeum Koronki - Izba Pamięci Marii Gwarek.
Tutaj w ramce widzimy serwetę dla królowej Anglii Elżbiety II, której Maria Gwarek nie zdążyła dokończyć.
Prezentuje ją nam pani Zuzanna Gwarek (synowa Marii Gwarek).

Muzeum Koronki - Izba Pamięci Marii Gwarek.

Muzeum Koronki - Izba Pamięci Marii Gwarek.

Z koronkarstwem spotykamy się również w Chacie na Szańcach, w której znajduje się Galeria Sztuki Regionalnej Tadeusza Ruckiego założona w 1990 roku. Poza koronkami w Chacie na Szańcach prezentowane są inne wspaniałe przejawy działalności ludowych twórców z okolic Beskidzkiej Trójwsi - rzeźby, malarstwo, grafiki, malarstwo na szkle, czy wzornictwo koronek na ceramicznych kafelkach. Zaś ogromną atrakcją jest pokaz gry na trombitach, tradycyjnych instrumentach pasterskich w kształcie wydłużonego rogu, które wytwarza właściciel galerii. Można również spróbować samodzielnie wydobyć dźwięki na tym instrumencie. To nie lada atrakcja i wyzwanie.

W dolnej części Chaty na Szańcach mieści się Karczma „Kopyrtołka” oferująca doskonałą kuchnię. Zaprasza gości w swe progi:
Wiync jak bydziesz w Koniakowie
Nawet wiater ci to powie:
„Wlyź turysto bez łobawy”
I zasiednij w nasze ławy

Spis pradawnych dań wielaki
Wnet wzbogaci twoje smaki
Cy krupniocek, cy bachora
Tu zabedziesz jako pora

Bo góralski tańcowani
I do rana balowani
Wszelkij troski się pozbydziesz
I szczynśliwy łod nas wyndziesz

I choć skromne nasze progi
Nie zabedziesz do nas drogi
Bo tu taki klimat momy
Że się wdycki zaś spotkomy.
Zatem zostajemy tam na obiad, a zjeść można tutaj w przytulnej sali z kominkiem, albo w letnim ogródku na zewnątrz z piękną beskidzką panoramą. W tak śliczną aurę nie zastanawiamy się i wybieramy tą drugą możliwość.

Chata na Szańcach.

Chata na Szańcach.

Chata na Szańcach.
Najdłuższa trombita na świecie - ponad 11 metrów długości.

Chata na Szańcach.

Chata na Szańcach.

Wędrówka pasterzy Redyku Karpackiego będzie jeszcze trwała. Zakończyć się ma 14 września 2013 roku w Czechach, w Rożnowie pod Radhoštěm. Tymczasem Koniaków żegna ich przy donośnych dźwiękach trombit. Sami przeżyliśmy tu coś szczególnego. Poczuliśmy się jedną karpacką rodziną i doświadczyliśmy natury życia. W koniakowskiej oazie spokoju każdy spędzony dzień eskaluje tęsknotę za bytem bez pogoni, w którym radością jest każda chwila zwyczajnej codzienności. W sercach naszych pozostał żywy obraz pięknych krajobrazów, ale też przede wszystkim ludzi kochających tę ziemię i bardzo o nią dbających. Dziękujemy za to pasterzom Redyku Karpackiego i serdecznym mieszkańcom Koniakowa.




Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas