Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Czantoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Czantoria. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
519,0 km
0,0 km
Niestety skończyło się. Nasz czerwony szlak doprowadził nas do czerwonej kropki w Ustroniu. Jeszcze trudno nam uwierzyć, że tak to szybko się skończyło, przygoda na całe życie, jakie jeszcze nam pozostało. I co dalej? Radość przeplata się ze smutkiem. Jesteśmy szczęśliwi, że udało się dotrzeć pomyślnie do końca, pokonując ponad 500 km niezwykle ekscytującej trasy, ale co będzie jutro… bez plecaka i wędrówki, lasu, gór, dolin i polanki na której można usiąść, odpocząć, zetrzeć pot z czoła i popatrzeć na przepiękne górskie widoki.

Te kilkanaście dni spędzonych na szlaku było dla nas prawdziwą, najwspanialszą przygodą turystyczną. Szkoda tylko, że nie dłuższą. Wielodniowa, wytrwała wędrówka dała wiele ponad przeciętnych doznań, wypełnionych niezwyczajnymi walorami estetycznymi. Trudno powiedzieć, ile zdobyliśmy przez ten czas szczytów górskich, większych i mniejszych, ale nie tylko one stanowią o wspaniałości Głównego Szlaku Beskidzkiego. Dziś to wiemy, że to za czym się tęskni po pokonaniu tego szlaku to bezpośrednia bliskość z przyrodą, a także niezwykli mieszkańcy odwiedzanych regionów, którzy nie raz wsparli nas życzliwością i wskazówką na szlaku. Strumienie potu, zmęczenie i cały poniesiony trud wędrówki warte były tego wszystkiego. Teraz rozpiera nas chęć podzielenia się wszystkim wrażeniami z Głównego Szlaku Beskidzkiego. Gdy wrócimy do domu i trochę ochłoniemy, w ramach podsumowania naszej wyprawy na pewno coś jeszcze napiszemy. W sposób kompleksowy zaprezentujemy to co widziały nasze oczy i do czego teraz tęskni serce i dusza.

Tymczasem dziękujemy wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki byśmy dotrwali do końca, za każdy komentarz pod naszymi relacjami oraz zawarte w nich słowa otuchy i wsparcia. Dziękujemy również tym wszystkim, z którymi mieliśmy przyjemność wspólnego wędrowania, z którymi mogliśmy wspólnie pogawędzić podczas postoju w schronisku lub podczas spotkania na szlaku. Dziękujemy za każde pozdrowienie, każde dobre słowo, wskazówkę, czy radę. Kiedyś na pewno znów spotkamy się w trakcie wędrówki, czego bardzo pragniemy.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
zachmurzenie umiarkowane
prawie pochmurno
zachmurzenie duże
zachmurzenie duże

TRASA:
Schronisko PTTK na Stożku/Wielki Stożek (979 m n.p.m.) [czerwony szlak] Stożek Mały (843 m n.p.m.) [czerwony szlak] Cieślar (920 m n.p.m.) [czerwony szlak] Soszów Wielki (885 m n.p.m.) [czerwony szlak] Schronisko na Soszowie Wielkim (792 m n.p.m.) [czerwony szlak] Soszów Mały (762 m n.p.m.) [czerwony szlak] Przełęcz Beskidek (684 m n.p.m.) [czerwony szlak] Wielka Czantoria (995 m n.p.m.) [czerwony szlak] Ustroń Polana PKP (380 m n.p.m.) [czerwony szlak] Schronisko PTTK na Równicy (785 m n.p.m.) [czerwony szlak] Ustroń (330 m n.p.m.)

Ustroń [kolej] Katowice [kolej] Kraków

OPIS:
Zejście spod Schroniska PTTK na Stożku początkowo jest spokojne, ale jego końcówka robi się nagle bardzo ostra. Po przejściu przez przełęcz wspinamy się na Małego Stożka, a droga wchodzi na otwarte tereny z pojedynczymi zabudowaniami. Za Małym Stożkiem wciąż lekko pniemy się do góry na szczyt Cieślara (920 m n.p.m.), z którego mamy malowniczą panoramę na Beskid Śląski, głównie w kierunku wschodnim. Warto z tego miejsca spojrzeć też za siebie, w kierunku Wielkiego Stożka.

Na dalszym odcinku nasz szlak wiodąc szeroką drogą gruntową, przechodzi w niewielkiej odległości od szczytu Soszów Wielki (886 m n.p.m.). Schodząc z jego stoków mijamy klimatyczną karczmę „Lepiarzówka”, a potem prywatne Schronisko na Soszowie Wielkim. Następnie przechodzimy przez porośnięty bukowym lasem Soszów Mały i za przełęczą Beskidek (684 m n.p.m.) rozpoczynamy podejście na Wielką Czantorię.

Szczyt Wielkiej Czantorii (995 m n.p.m.) otoczony jest żyzną buczyną karpacką, roślinnością charakterystyczną dla pierwotnej puszczy karpackiej. Dookolną panoramę można podziwiać korzystając z 29 metrowej wieży widokowej znajdującej się po czeskiej stronie. Na szczycie Wielkiej Czantorii opuszamy sąsiedztwo granicy polsko-czeskiej. Do Polany Stokłosica schodzimy z niej łagodnie przez las. Na Polanie Stokłosica szlak stromo opada równolegle do stoku narciarskiego, wytracając ponad 500 metrów wysokości na odcinku 2,4 km. W ten sposób schodzimy do Ustronia Polany.

W Ustroniu Polana przejściem podziemnym przechodzimy pod drogą wojewódzka nr 941 na stację kolejową „Ustroń Polana”. Po przekroczeniu torów kolejowych przechodzimy między kilkoma zabudowaniami, po czym kładką dla pieszych przekraczamy Wisłę. Zaraz dalej na skrzyżowaniu dróg skręcamy w lewo i rozpoczynamy podejście stoku Równicy.

Początkowo idziemy wzdłuż szosy, która biegnie do samego schroniska i sprawia, że jest ono łatwo osiągalne dla każdego. Nasz czerwony szlak ponad ostatnimi zabudowaniami Jaszowca schodzi z tej drogi i skręca do lasu. Wychodzi z niego niemal naprzeciwko starej góralskiej chałupy z 1793 roku, w której funkcjonuje teraz restauracja „Koliba pod Czarcim Kopytem”. Stąd do schroniska jest już bardzo blisko, tylko kilkadziesiąt metrów szosą.

Schronisko PTTK pod Równicą wybudowali w 1923 roku Niemcy, jako niewielki obiekt noclegowy. W 1926 roku odkupił je Oddział Górnośląski PTT z Katowic i rozbudował go do znacznie większego, stylowego obiektu z instalacją wodociągową i kanalizacją. Podczas II wojny światowej schronisko znajdowało się w rękach niemieckiej organizacji Beskidenverein, a po wojnie powróciło z powrotem pod opiekę PTT.

Szczytu Równicy (885 m n.p.m.) czerwony szlak nie zdobywa. Spod Schroniska PTTK pod Równicą od razu schodzimy do centrum Ustronia. Na stokach Równicy nasza ścieżka mija Kamień Ewangelików - leśny ołtarz, przy którym w okresie kontrreformacji (lata 1654-1709) protestanci w ukryciu odprawiali nabożeństwa. Na kamieniu tym wyryty jest krzyż i kielich. Obok niego znajduje się inny głaz z wyrytym staropolskim tłumaczeniem słów z księgi Mojżesza: „Miejsce w którym stoisz, ziemia święta jest”. Schodzimy dalej ponad jarem potoku Gościeradowca. Szybko obniżamy swoją wysokość i wkrótce wchodzimy na zabudowany obszar Ustronia. Przechodzimy mostem przez Wisłę i chwilę później jesteśmy już na dworcu PKP „Ustroń-Zdrój”. Tu mamy czerwoną kropkę końcową czerwonego szlaku.

Pod Schroniskiem PTTK na Stożku.
Pod Schroniskiem PTTK na Stożku.

Podejście na Cieślar. Z tyłu widać zalesiony Stożek Wielki (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.).
Podejście na Cieślar. Z tyłu widać zalesiony Stożek Wielki (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.).

Cieślar (920 m n.p.m.) - szczyt pokryty polanami.
Cieślar (920 m n.p.m.) - szczyt pokryty polanami.

Soszów Wielki (czes. Velký Šošov; 886 m n.p.m.) - zejście ze szczytu.
Soszów Wielki (czes. Velký Šošov; 886 m n.p.m.) - zejście ze szczytu.
W dole widać karczmę „Lepiarzówkę”, a przed nami Wielką Czantorię.

Schronisko na Soszowie Wielkim.
Schronisko na Soszowie Wielkim - prywatne schronisko turystyczne
położone jest na wysokości 792 m n.p.m.

Niezalesiony, łagodny fragment podejścia na Wielką Czantorię.
Niezalesiony, łagodny fragment podejścia na Wielką Czantorię.

Wielka Czantoria (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.).
Wielka Czantoria (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.).

Pod wieżą widokową na Wielkiej Czantorii.
Pod wieżą widokową na Wielkiej Czantorii.

Stokłosica (770-850 m n.p.m.).
Stokłosica (770-850 m n.p.m.) - polana na grzbiecie opadającym ze szczytu Wielkiej Czantorii
z panoramą na część Beskidu Śląskiego za doliną Wisły, z dominującą na pierwszym planie Równicą.

Panorama ze Stokłosicy.
Panorama ze Stokłosicy.

Stokłosica (770-850 m n.p.m.).
Stokłosica (770-850 m n.p.m.).

Strome zejście wzdłuż nartostrady na stoku Wielkiej Czantorii.
Strome zejście wzdłuż nartostrady na stoku Wielkiej Czantorii.

Strome zejście wzdłuż nartostrady na stoku Wielkiej Czantorii.
Strome zejście wzdłuż nartostrady na stoku Wielkiej Czantorii.

Strome zejście wzdłuż nartostrady na stoku Wielkiej Czantorii.
Strome zejście wzdłuż nartostrady na stoku Wielkiej Czantorii.

Ustroń Polana - przejście na drugi brzeg Wisły.
Ustroń Polana - przejście na drugi brzeg Wisły.

Widok ze stoków Równicy.
Widok ze stoków Równicy.

Polana na podejściu Równicy.
Polana na podejściu Równicy.

Wejście na teren „Koliby pod Czarcim Kopytem”.
Wejście na teren „Koliby pod Czarcim Kopytem”.

Ostatni posiłek na trasie wędrówki.
Ostatni posiłek na trasie wędrówki.
Z Biesów 18 dni temu wyruszyliśmy i nie strach nam zasiąść w „Kolibie pod Czarcim Kopytem”.

U wrót „Koliby pod Czarcim Kopytem”.
U wrót „Koliby pod Czarcim Kopytem”.

Schronisko PTTK na Równicy (767 m n.p.m.).
Schronisko PTTK na Równicy (767 m n.p.m.).

Zejście z Równicy do Ustronia-Zdroju.
Zejście z Równicy do Ustronia-Zdroju.

Pogórze Cieszyńskie - panorama z ostatniego zbocza górskiego na szlaku.
Pogórze Cieszyńskie - panorama z ostatniego zbocza górskiego na szlaku.

Kamienista droga ponad jarem Gościeradowca.
Kamienista droga ponad jarem Gościeradowca.

Ustroń-Zdrój - końcowa kropka szlaku.
Ustroń-Zdrój - końcowa kropka szlaku. Wędrówka zakończona.

Duchowe wnętrze człowieka usłane jest nadzwyczaj różnorodnymi marzeniami. Nader często to właśnie one kształtują nasze aspiracje. Niektóre z nich jesteśmy w stanie realizować od razu, ale zapewne nie wszystkie. Są takie, które z powodu różnorakich przeszkód tkwią w nas zakorzenione, na płaszczyźnie jeszcze niespełnionych. Czy uda się je podjąć? Tego nie jesteśmy pewni, bo zwykle uwarunkowane jest to różnymi czynnikami. Oczywiście życie bywa zaskakujące i przewrotne. Pojawiają się nowe aspiracje, a stare odchodzą w niepamięć i nie są już dla nas tak ważne jak kiedyś. Sympatycy wędrówek górskich z pewnością tego kiedyś doświadczyli. Każdy z nich pamięta swoje pierwsze spotkanie z górami, pierwszą górską wędrówkę, po której nie potrafił już o niczym innym myśleć. Dokonała się wtedy w nas swego rodzaju rewolucja aspiracji życiowych. Zaraz potem pojawiły się przed nami nowe cele: kolejna zdobyta góra, przebyte pasmo. U większości z nas myśli skłoniły się też ku najwyższym punktom na mapie. Gdy weszliśmy już na najwyższe szczyty, przeszliśmy najbardziej eksponowane granie górskie, mogłoby się wydawać, że osiągnęliśmy już najtrudniejsze. Ale jest jeszcze coś...

Główny Szlak Beskidzki

Jego trudność wcale nie wiąże się z wysokościami, ale z długością. Jest to najdłuższy szlak górski w Polsce, liczący łącznie 519 km. Rozciąga się on pomiędzy Ustroniem w Beskidzie Śląski a Wołosatym w Bieszczadach. Jego przejście zajmuje przeciętnemu wędrowcy 167 godzin, a czas ten rozkładany jest zwykle na 21 dni. To właśnie te elementy stanowią o skali jego trudności. Nawet dla zaprawionego turysty górskiego jest to prawdziwe wyzwanie. Podczas tej wielodniowej wędrówki skazani jesteśmy praktycznie na siebie. Musimy wykazać się wytrwałością i zdolnością przetrwania bez względu na występujące warunki pogodowe. Ponadto musimy pomyśleć o wielu innych problemach, które pojawiają się podczas tej wielodniowej wędrówki, związanych np. z zaopatrzeniem w żywność, noclegami, itp. Dlatego pokonanie Głównego Szlaku Beskidzkiego uważa się za znaczące osiągnięcie dla każdego turysty.

No i pozostaje jeszcze wygospodarowanie czasu wolnego na przejście całej trasy. W dzisiejszych czasach może to być bardzo trudne.

Dlatego podejmujemy próbę przebycia całego Głównego Szlaku Beskidzkiego, ale nie jednym cięgiem, lecz etapami. Nie jest to oczywiście wyczyn tak spektakularny, jak przebycie całego szlaku w systemie ciągłym, ale tak samo pozwala poznać w pełni jego piękno. Daje też doskonałe rozpoznanie przed podjęciem się (być może w niedalekiej przyszłości) przejścia całego Głównego Szlaku Beskidzkiego w trybie ciągłym.

TRASA:
Ustroń (330 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Równicy (785 m n.p.m.) Ustroń Polana (380 m n.p.m.) Wielka Czantoria, czes. Velká Čantoryje (995 m n.p.m.) Przełęcz Beskidek, czes. Beskydek (684 m n.p.m.) Jawornik.

OPIS:

Już od samego początku Główny Szlak Beskidzki daje niezapomniane wrażenia, które sprawiają, że pragnie się na niego wrócić. Po zejściu z trasy pozostaje nieodparta chęć podzielenia się nimi, opisania napotkanego piękna i towarzyszących mu emocji. Chcemy to zrobić choć wiemy, że proste słowa z pewnością nie są w stanie wyrazić w pełni oczarowania naturą górską. Ciągle poszukujemy środków wyrazu naszych emocji, by mógł nas zrozumieć nawet ktoś, kto nigdy dotąd nie miał okazji pooddychać górskim powietrzem i poczuć jego powiewu na karku. Z tego też względu relację z wędrówki inaugurującej przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego przedstawimy w formie wyjątkowej, wersetami nie-trzynastozgłoskowymi:
Nie ma z nami dzisiaj Zbysia, a trzeba by coś napisać.
Myślę, że przykrości Mu nie sprawię,
gdy w poetę się zabawię.
Kwiecień, sobota. Wiatr mocno wieje,
Wędrowna grupa z PTTK-a szaleje.
Wczesnym rankiem wyruszają;
GSB do przejścia mają.
Ruszają z Ustronia jak wskazują mapy
i kiedyś dojdą tam gdzie Wołosaty.
Rusza duża grupa zgrana:
Edzio, Krysia,  Zdzichu, Janek,
Dwie Alicje i Agata,
mała Ela i jej tata.
Monika i duża Ela,
Mateusz i Gabriela,
Jacek, Andrzej i Beata,
Bronisław i Małgorzata,
Bogusia, Artur, Iwona.
Wszyscy zgodnie, w jedną stronę.
Idzie Ania i Lucyna,
Łukasz, Ewa i Grażyna,
Anna i Jan - tym się przyjrzyjcie.
Razem idą w góry i razem przez życie.
Filip, Ola, Piotr i Paweł,
Adaś, Wiesław drepczą żwawo.
Idą... na Równicy chata.
To schronisko PTTK-a
w środku kawka, zupka czeka.
Zjedli, wypili - dalej ruszyli.
Idą szybciutko szlakiem czerwonym...
Zeszli. Ustroń Polana.
Niektórych pewnie bolą kolana.
Teraz pod górę idą z mozołem
wszak to Czantoria...
Widać wierzchołek!
Z wyciągu nikt tu dziś nie korzysta,
zbierają punkty - rzecz oczywista.
I znów na szczycie. Tu odpoczynek.
Piękne widoki patrzą przez chwilę.
Ruszają, idą w dół do przełęczy...
A na niej? Co Janek trzyma w ręce?
Jakaś karteczka? Co? Pozdrowienia?
Tak pozdrowienia przesyła Renia!
Reni bardzo wszyscy dziękują 
i gorąco Renatkę całują.
Przełęcz Beskidek - tu na dziś koniec.
Trzeba zejść jeszcze do Jawornika.
O! Jest autokar! Tu na nas czeka.
Czy ktoś się zmęczył?
Przeszli po szlaku spory kawałek,
wszak 20 km to nie jest tak mało;
jeszcze tylko jakieś 500 pozostało.
Wracają do domów szczęśliwi piechurzy;
w maju przygoda z GSB się powtórzy.
Jeżeli ktoś poczuł się dotknięty,
bo w relacji został pominięty.
Niech prędko reklamację zgłasza
Wpiszę go do wersów wiersza.
~~~Dorota
I to by było na tyle... chyba, że ktoś ma chęć przeżyć tą historię jeszcze raz, onegdaj prostą prozą spisaną. Jeśli tak, to niech czyta dalej.



Główny Szlak Beskidzki
etap 1
UstrońPrzełęcz Beskidek
18,5 km

W pobliże stacji PKP Ustroń Zdrój, skąd początek bierze kilka szlaków turystycznych, w tym nasz czerwony dojeżdżamy na godzinę 9.40. Tablice na budynku stacyjnym oraz obok drogowskazu turystycznego podają podstawowe informacje o przebiegu Głównego Szlaku Beskidzkiego. Zanim jednak wyruszymy na górską wędrówkę idziemy do centrum miasta, do punktu PTTK po pamiątkowe pieczątki, ale jak to zwykle bywa przy okazji nabywamy też bardziej lub mniej potrzebne publikacje turystyczne. Podczas pośpiesznego marszu trudno nie zauważyć, jak bardzo urokliwym i zadbanym miastem jest Ustroń. Położone na wysokości około 450 m n.p.m. w malowniczej dolinie Wisły, otoczonej zboczami Równicy i Czantorii przyciąga licznie turystów, a zimą również narciarzy. Ustroń rozwija się już od ponad siedmiu wieków. Kiedyś była to mała rolniczo-pasterska osada. Obecnie słynie jako miejscowość uzdrowiskowa i wczasowa.

Wspomnienie dawnych lat.

Na punkcie początkowym Głównego Szlaku Beskidzkiego stajemy ponownie o godzinie 10.10 i nareszcie ruszamy! Chciałoby się mieć w pamięci ten moment, by wspomnieć go kiedyś na końcu szlaku w Wołosatym. Z optymizmem spoglądamy na niebo, gdyż jeszcze dwa dni temu prognozy pogody nie były nam przychylne, ale na szczęście nie sprawdziły się, i choć jest pochmurno to raczej deszczu nie spodziewamy się. Jedyne czego się obawiamy to bardzo silnego północnego wiatru.

Przechodzimy wzdłuż ulicy przez tory kolejowe, a następnie przez most na przeciwległy brzeg Wisły. Droga asfaltowa skręca za mostem w lewo, a my odbijamy w prawo na drogę brukowaną kostką. Wznosi się ona do góry ponad wijącym się potokiem o nazwie Gościradowiec, spływającym w pobliżu nas wieloma sztucznymi kaskadami. Potem znowu wchodzimy na uliczki Ustronia. Przez most przechodzimy na drugi brzeg towarzyszącego nam potoku i idziemy wśród zabudowań Ustronia. Mijamy węzeł szlaków spacerowych „źródlanych” prowadzących m.in. do Źródła Żelazistego i Źródła Karola. Kilka minut później, około godziny 10.35, wchodzimy na szeroką i niezbyt stromą drogę gruntową. Droga ta wprowadza nas w las. Po tym lekkim spacerku przyszła pora by odczuć to, że jesteśmy w górach. Droga staje się bardziej kamienista, nierówna i stroma. Skończyła się sielanka, zaczyna się mozolna wspinaczka po stromym leśnym zboczu, ponad głębokim i dzikim jarem z płynącym w nim potokiem. Po niespełna 20 minutach wspinaczki napotykamy siedemnastowieczne miejsce odprawiania nabożeństw. Przysiadamy chwilkę na drewnianych ławkach ustawionych przed kamiennym ołtarzem i krzyżem.


Wspinaczka po leśnym zboczu, wzdłuż dzikiego jaru.

W czasach kontrreformacji prowadzonej przez kościół rzymskokatolicki (w okresie XVI-XVII wieku) ludność wyznania ewangelickiego chroniła się w okolicznych górach przed prześladowaniami. Pozostałością z tamtych lat jest ten kamienny ołtarz, ukryty w lesie na stoku Równicy.




Do Schroniska PTTK na Równicy mamy już stąd niedaleko. Spoglądamy w górę zbocza, gdzie widać już większy prześwit wśród drzew. Jeszcze chwila wspinaczki i za nami, ponad koroną drzew pojawiają się pierwsze panoramy na okolicę. Ścieżka nasza zaczyna biec płasko i o godzinie 11.15 wyprowadza nas na rozległą polanę na grzbiecie Równicy. Po naszej lewej w najwyższym punkcie tej polany, pod kulminacją Równicy, góruje klimatyczna Zbójnicka Chata. Natomiast po prawej, na wysokości 767 m n.p.m. mamy Schronisko PTTK na Równicy, nawiązujące swoim stylem do architektury regionalnej.

Zbójnicka Chata, a za nią powyżej kulminacja Równicy sięgająca 885 m n.p.m.

Schronisko na Równicy położone na wysokości 767 m n.p.m.

Wewnątrz schroniska.
Przed schroniskiem na Równicy.


Kilku wędrowców z naszej grupy wyprawowej decyduje się na zdobycie szczytu Równicy o wysokości 885 m n.p.m., na który prowadzi stąd żółty szlak. My postanawiamy pozostać na czerwonym szlaku i udać się do schroniska na małą kawę i firmowy serniczek. Wnętrze schroniska na Równicy urzeka. Znajdujemy w nim wiele elementów nawiązujących do regionalnych tradycji oraz historii turystyki w Beskidzie Śląskim. Swojskiej klimatyczności dodaje blask i ciepło płynące z kominka rozpalonego w sali jadalnej.

O 12.00 szykujemy się do dalszej drogi. Początkowo asfaltową drogą, która dociera tu z samego Ustronia. Dzięki niej Równica jest łatwo dostępna dla turystów zmotoryzowanych. Z grzbietu Równicy mamy wspaniałą panoramę Ustronia i okolic oraz przepiękne krajobrazy górskie. Ze szczególnym zainteresowaniem spoglądamy na południowy zachód - tam się teraz kierujemy. Mijamy kilka z atrakcji Równicy: park linowy, tor saneczkowy Roller Coaster, jadłodajnię o szatańskiej nazwie "Koliba pod Czarcim Kopytem", i właśnie na wysokości tych diablich zabudowań znaki szlaku kierują nas na wąską, kamienistą ścieżkę leśną. Wiedzie ona nas prosto w dół, przecinając co jakiś czas szosę wijącą się serpentynami po zboczu Równicy. Momentami, na stromych odcinkach musimy nieco zwolnić, by nie zahaczyć nogą o wystające korzenie. Podczas zejścia las nie jest stałym detalem otoczenia i przed nami często odsłania się malowniczy widok na Ustroń i rozciągające się wokół pasma górskie. Jest cały czas pochmurno, ale słońce przeważnie przebija się, rzucając promienienie na zbocza górskie.


Z Równicy zaczynamy schodzić asfaltową drogą.

Widok z Równicy na kolejny cel wyprawy - Wielką Czantorię.

Na trasie zejścia z Równicy.


W miarę obniżania wysokości rozległość widoków stopniowo jednak maleje. Ścieżka doprowadza nas do przystanku PKS Jaszowiec Skalica i rozpoczynamy marsz drogą pokrytą kostką brukową, aczkolwiek szlak posiada nieliczne skróty przez las. Na ostatnim takim skrócie zostajemy przez chwilę stajemy w osłupieniu, gdyż niespodziewanie trasę naszą przecina stado saren wybiegających z zarośli leśnych. My jesteśmy w zupełnym centrum tego wszystkiego, ale na szczęście biegnące zwierzęta omijają nas, podobnie jak liczne w tym miejscu drzewa.

Ponownie wracamy na drogę brukowaną. Pojawiają się zabudowania Ustronia. O godzinie 13.00 przechodzimy mostkiem nad potokiem, dalej droga przechodzi w asfaltową, a my skręcamy w prawo na bardzo wąski most nad rzeką Wisłą. Trochę kluczymy pomiędzy zabudowaniami, ale bez obaw zgubienia szlaku, gdyż jego oznaczenia są dobrze widoczne. Docieramy do stacji PKP, a następnie przystanku PKS Ustroń Polana. Przechodzimy przejściem podziemnym pod drogą wojewódzką nr 941 i o 13.10 zaczynamy drugie zaplanowane na dziś podejście, tym razem na szczyt Wielkiej Czantorii.

Ustroń Polana - stacja PKP.

Wielka Czantoria jest popularna nie tylko wśród turystów. Od czasu wybudowania na niej w 1967 roku krzesełkowej kolei linowej jest nie lada gratką dla narciarzy. Od górnej stacji wyciągu krzesełkowego z Polany Stokłosica wytyczone są dwie atrakcyjne trasy narciarskie. Jedna o prawie 2 km długości dla dobrze jeżdżących narciarzy posiadająca homologację FIS i druga łatwiejsza o długości 2600 m.


Nasz czerwony szlak prowadzi nas wzdłuż czerwonej trasy FIS. Już na poziomie dolnej stacji wyciągu krzesełkowego, położonej na wysokości 389 m n.p.m. daje się odczuć w nogach stromość zbocza Wielkiej Czantorii. Tempo wędrowne grupy spowolniło się, przybierając formę mozolnej wspinaczki. Uff! Kolej linowa jest obecnie nieczynna ze względu na przegląd konserwacyjny, lecz na twarzach wędrowców z naszej grupy nie widać zmartwienia z tego powodu. Zapewne nikt z nas nie odmówiłby sobie trudu wspinaczki nawet gdyby kolejka działała. Tacy z nas są twardziele i nasze cztery litery będziemy wnosić na górę na własnych nogach!

Wspinaczka na Wielką Czantorię - lekko nie jest.

Podejście jest wyczerpujące, ale zawsze można przystanąć, a nawet trzeba, by popatrzyć na wspaniałą panoramę Ustronia. W miarę nabierania wysokości jest ona oczywiście coraz piękniejsza.


Podejście jest wyczerpujące, ale zawsze można przystanąć i popatrzeć na panoramę Ustronia.




Czerwony szlak prowadzi nas wzdłuż czerwonej trasy FIS.

Na bardziej stromym odcinku wspinaczkę ułatwiają usypane stopnie zaparte drewnianymi balami. Chłodny wiatr jest naprawdę chłodny. Nadchodzą gęstsze chmury, a z jednej ciemniejszej sypnęło nawet krupami śnieżnymi (śnieg w postaci kulistych bryłek o średnicy od 1 do 15 mm). Idziemy cały czas wzdłuż imponującej nartostrady, w wielu miejscach pokrytej jeszcze płatami śniegu. Przed górną stacją wyciągu krzesełkowego mamy kolejne bardzo strome podejście, usypane obsuwającymi się kamieniami i pełne wystających korzeni. Tutaj znów pojawiają się usypane stopnie, wzmocnione balami i drewniane poręcze ułatwiające wspinaczkę.

Na bardziej stromym odcinku.

Tak wchodzimy na Polanę Stokłosica. Od razu daje sie we znaki porywisty wiatr, przynoszący nieprzyjemny chłód. Ręce marzną, ale od czego są rękawiczki, albo kieszenie. Do górnej stacji wyciągu krzesełkowego położonej na wysokości 851 m n.p.m. pozostało tylko kilkadziesiąt metrów po ścieżce. Pokonujemy je już bez większych trudności, bo i nachylenie jest już zdecydowanie mniejsze, a perspektywa odpoczynku dodaje nowej energii. O godzinie 14.25 docieramy pod punkty gastronomiczne, zlokalizowane przy wyciągu, ale niestety są nieczynne. Rozsiadamy się zatem na wolnym powietrzu przy stolikach postawionych wzdłuż nieczynnych lokali. Kilka osób z naszej grupy postanawia zwiedzić znajdującą się tu Sokolarnię z żywymi okazami ptactwa. Wychodzą stamtąd zachwyceni.

Porywy lodowatego wiatru sprawiają jednak niechęć do siedzenia na Stokłosicy, aczkolwiek trzeba przyznać, że jest to atrakcyjne miejsce pod względem widokowym. O 14.40 ruszamy zatem dalej na sam szczyt Wielkiej Czantorii, kamienistą ścieżką przez las. To podszczytowe podejście jest dużo łagodniejsze od wcześniejszego.

Podejście podszczytowe na Wielką Czantorię.

O godzinie 15.00 wchodzimy na polanę z potężną wieżą widokową - przed nami kulminacja Wielkiej Czantorii dochodząca do wysokości 995 m n.p.m. Wielka Czantoria (czes. Velká Čantoryje) jest szczytem granicznym między Polską a Czechami i najwyższym szczytem Beskidu Śląskiego po stronie czeskiej. Przez szczyt Wielkiej Czantorii przebiega jeszcze inna granica, tzw. wododział Polski, oddzielający dorzecza dwóch rzek Wisły i Odry. Wody spływające po zboczach Czantorii z jednej strony wpadają do Wisły, a z drugiej do Odry.

Kulminacja Wielkiej Czantorii z potężną wieżą widokową (995 m n.p.m.).

Wieża widokowa zbudowana tu przez Czechów ma wysokość 29 metrów i może nas wznieść powyżej czubków otaczającego nas lasu, 21,420 m wyżej od najwyższego punktu Wielkiej Czantorii. Niewiele osób decyduje się jednak na to, chyba ze względu na silny wiatr. Za wejście trzeba oczywiście zapłacić (można to zrobić w polskiej walucie). Szybko wchodzimy po metalowych stopniach na najwyższe piętro wieży. Faktycznie wieje niesamowicie, ale widoki... Rewelacja! Daleki horyzont jest słabo widoczny przez zachmurzenie, ale mimo to słowo „rewelacja” jest tu jak najbardziej trafne. Aż nie chce się wierzyć ile z tej wieży widać przestrzeni przy przejrzystej aurze.

Na wieży widokowej.


Panorama z wieży widokowej na Wielkiej Czantorii: Ustroń,
z prawej wznosi się Liptowski Groń,
a dalej na prawo Równica.

Panorama z wieży widokowej na Wielkiej Czantorii: Wisła Centrum,
z prawej Wisła Jawornik, u dołu widoczna droga czerwonego szlaku na Przełęcz Beskidek.
 
Panorama z wieży widokowej na Wielkiej Czantorii: Wisła Centrum.

Na Wielkiej Czantorii gościmy jeszcze kilka minut pod wiatą turystyczną z ławkami i stolikami, gdzie zjadamy szybki posiłek i zagrzewamy się ciepłą herbatą z termosu. Gdy dochodzi 15.40 ruszamy w dalsza drogę w kierunku Przełęczy Beskidek. Zejście prowadzi szeroką kamienistą ścieżką. Miejscami jest ona dość stroma. Ścieżka ta biegnie wzdłuż granicy polsko-czeskiej, ale nie może się ona zdecydować po której stronie ma wieść wędrowców. Dlatego naprzemian idziemy po stronie naszej, albo po stronie czeskiej.


Na pewnych odcinkach kamieniste zejście z Czantorii jest dość strome.

Po 20 minutach schodzenia z lewej strony odsłania się otwarta przestrzeń i nasza ścieżka zamienia się w iście widokową, na osiedla Wisły i otaczające ją góry. Przez pewien czas biegnie łagodnie, ale później znowu mamy do czynienia ze stromymi fragmentami, z wystającymi korzeniami i zsuwającymi się kamykami. Powraca las i chwilę potem o 16.40 osiągamy siodło Przełęczy Beskidek (czes. Beskydské sedlo) o wysokości 680 m n.p.m. Tutaj znajdujemy kartkę z pozdrowieniami od naszej sympatycznej koleżanki Reni M. która miała przyjemność przechodzić tędy niecałe 4 godziny temu. Dziękujemy i również pozdrawiamy w niniejszej treści.

Nasza ścieżka zamienia się w iście widokową.


Przełęcz Beskidek (680 m n.p.m.).

Na Przełęczy Beskidek kończymy nasze spotkanie z Głównym Szlakiem Beskidzkim. Zmieniamy kolor szlaku na czarny, który sprowadza nas do Jawornika - jednego z osiedli miasta Wisła. Szlak prowadzi nas szeroka drogą gruntową przez las. Po 10 minutach las kończy się (wykorzystujemy ostatnią szansę na siku pod drzewkiem). Droga nasza biegnie wśród łąk i pastwisk, by po kilkunastu minutach zmienić się w jedną z ulic Jawornika. Po kilkuminutowym postoju w jednym z tutejszych lokali gastronomicznych wracamy do oczkującego autokaru.

Zejście do Jawornika.
Na przedmieściach Jawronika.

Krokusy w Jaworniku (ogrodowe, ale też ładne).


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas