Dziennik wypraw i przystań przed kolejną wędrówką.

Hawrań, ale nie ten z Bielskich

Niezwykle udany ubiegłoroczny pobyt na Stacji Narciarskiej w Jurgowie sprawił, że w tym roku nie mogło go zabraknąć w harmonogramie naszych narciarskich wyjazdów. Pogoda nie jest tak doskonała jak wtedy, ale niezła do uprawiania rekreacyjnego narciarstwa. Widoczność w sam raz, choć w tym miejscu chciałoby się, aby sięgała Tatr. Zapewniamy, że panorama z tutejszych stoków narciarskich jest imponująca. Jak ktoś nie wierzy, niech zaglądnie na relację lub fotorelację. Dzisiaj nad Tatrami wiszą ciężkie chmury, ale przecież przyjechaliśmy tu głównie po to by pojeździć na nartach.
Udostępnij:

Gubałówka SKI

Nadchodzi już zimowa szarówka. Kończymy sielankę w „Gubałzzerii”. Poniżej naszej jadłodajni znajduje się kompleks narciarski „Gubałówka”. Składają się na niego dwie trasy narciarskie, ale niestety trasa główna na skutek konfliktu PKL z właścicielem kilku działek leżących na trasie nartostrady, od paru lat jest nieczynna. Szkoda. Nieczynna trasa ma 1600 m długości i 300 m różnicy wysokości. Obsługuje ją znana kolejka linowo-terenowa, składająca się z dwóch wagoników o pojemności 120+1 osób. Górna stacja kolejki znajduje się na wysokości 1122 m n.p.m., a dolna 823 m n.p.m. Jazda takim wagonikiem trwa 3,5 minut, podczas której pokonujemy 1298 m odległości. Trasa narciarska biegnie wzdłuż linii kolei, najpierw po wschodniej stronie, a gdzieś w połowie przecina linię kolei przechodząc ponad nią przez wiadukt na zachodnią stronę. Tak w ogólnym zarysie wygląd jej przebieg.
Udostępnij:

Polana Szymoszkowa

Od rana sypie gęstym śniegiem. Dziś Gubałówka z pewnością nie zaserwuje nam widoków na  tatrzańskie wierchy. Szkoda, bo będziemy dziś testować narciarsko południowe zbocza Pasma Gubałowskiego. Zima jednak w pełni i takiej jaką tutaj mamy - zawsze pragnęliśmy. Gubałówka pokryła się świeżym puchem, nawet wydeptanych ścieżek nie widać. Nawet nie myślimy ich szukać, bo śniegu jest po pas. Zasypało również drogę dojazdową do naszego pensjonatu, ale jeden z tutejszych gospodarzy już wyjechał traktorem z zamontowanym lemieszem i odśnieżarką. Powolutku, ale skutecznie przeciera drogę, a za nim jak w procesji wleczemy się oczywiście my, z nartami na ramieniu. Tak maszerujemy sobie aż do drogi łączącej Ząb z Gubałówką, która jest już przetarta.
Udostępnij:

Zakopiańskie echa przeszłości (5): Była sobie ścieżka

W XIX wieku obok Foluszowego Potoku biegła zwyczajna, wąska ścieżka, która łączyła ówczesne zakopiańskie Nawsie z Kuźnicami. Biegła przez łąki i mokradła, a w górnej części chowała się w dawny las. Jednak w okresie popularyzacji Zakopanego, wzdłuż dolnego odcinka ścieżki, odbiegającego z ulicy Kościeliskiej zaczyna powstawać zabudowa, początkowo dość rozproszona. Równocześnie ścieżka nabiera charakteru ulicy, a było to około 1870 roku. Wkrótce powstają przy niej pierwsze zakopiańskie hotele oraz restauracje. Owa ulica staje się miejscem spotkań zakopiańskiej śmietanki towarzyskiej. Tu spotykają się ludzie, gdy czas niepogody uniemożliwia pójście w Tatry. Tworzy się też na niej swoiste centrum handlowe i usługowe. Mowa oczywiście o najsłynniejszym zakopiańskim deptaku, którego nazwa wywodzi się od jego historycznego położenia, przebiega przez Polanę Krupową. Deptak ten pod nazwą Krupówki znany już był na początku lat 80-tych XIX wieku. Dziś ciągnie się na długości około 1100 metrów.
Udostępnij:

Zakopiańskie echa przeszłości (4): Uzdrowisko

Portret Tytusa Chałubińskiego
(autor Stanisław Witkiewicz).
Rok 1873 odcisnął się w historii Zakopanego bardzo pamiętnie. Nie był to kolejny, zwyczajny rok, bo to co działo się później było już inną epoką. Wtedy to jesienią wybuchła na Podhalu epidemia cholery. Jakimś trafem losu zbiegła się ona z przyjazdem do Zakopanego słynnego warszawskiego lekarza dr Tytusa Chałubińskiego. Jego ofiarna pomoc w tłumieniu epidemii był nieoceniona, nie tylko jako lekarza, ale też jako zwykłego człowieka służącego innym. Ks. Stolarczyk wspomniał to w mowie pogrzebowej, jak Chałubiński sam „przenosił chorych zarażonych cholerą” i „jak sam urządzał im posłania”. Od tych tragicznych wydarzeń Chałubiński już na zawsze pozostał lekarzem, przyjacielem i opiekunem górali. Odtąd też zaczął corocznie przyjeżdżać na wakacje do Zakopanego, a górale każdorazowo witali go z niezwykłym entuzjazmem. Wkrótce też, w 1887 roku osiadł pod Giewontem na stałe, a dwa lata później rozpoczął w Zakopanem budowę własnego domu o nazwie „Swoboda”.
Udostępnij:

Zakopiańskie echa przeszłości (3): Śladami przewodników

Po północnej stronie Tatr pierwsi przewodnicy pojawili się z początkiem XIX wieku, dużo później niż po drugiej stronie Tatr. Nieujarzmiona natura i niedostępność północnej strony Tatr długo odstraszała badaczy i turystów przed napływem. Z tej strony Tatr, trudne i surowe warunki sprawiały, że długo trzeba było czekać, by rozwijająca się tu osada mogła stanowić zaplecze i bazę dla górskich wypraw.
Udostępnij:

Zakopiańskie echa przeszłości (2): Nawsie

Nawsie w dawnych wsiach stanowiło jej centrum. Nazwa ta przetrwała w Zakopanem do dziś, choć jej znacznie straciło już na swojej aktualności, bo jej blask przyćmiły w XX wieku Krupówki. Nawsie ciągnie się wzdłuż ulicy Kościeliskiej - zaczyna się w okolicach Pęksowego Brzyzka, a kończy gdzieś na wysokości Drogi do Rojów. Dziś obszar ten nazywany jest zakopiańską starówką, bo tu tkwią korzenie miasta. Zbudowano tu pierwszy kościół, który wcześniej zwiedziliśmy, powstał pierwszy sklep, restauracja, pierwsza willa w stylu zakopiańskim, dawniej nawsiem nazywano centralną części wsi, którą stanowił plac targowy, albo wspólnie użytkowana łąka lub pastwisko. Ulicą Kościeliską kontynuujemy fascynujący spacer w poszukiwaniu śladów przeszłości Zakopanego.
Udostępnij:

Zakopiańskie echa przeszłości (1): Duch wiary i pamięci

U stóp Tatr, w Rowie Podtatrzańskim, nad kilkoma potokami, leży Zakopane - najwyżej położone miasto Polski, od dawna nieformalnie nazywane zimową stolicą Polski.

Kiedy pojawiło się osadnictwo na terenie dzisiejszego Zakopanego - dokładnie nie wiadomo. Nazwa Zakopane pojawia się po raz pierwszy w 1605 roku, w Kronice Parafii Czarnodunajeckiej. Pierwsi osadnicy pojawili się tu przypuszczalnie w XV, a najpewniej w XVI wieku, w okolicach dzisiejszego Ustupu i Olczy. Wiadomo też, że tereny te były wtedy miejscem wiosennych przepasek, podczas których pasterze oczekiwali tu na zejście śniegów z gór. Ówczesna ludność zajmowała się również rolnictwem, ale ziemie te nie należały do zbytnio urodzajnych. Gdy w XVIII wieku w Kuźnicach zbudowano hutę żelaza, hutnictwo i górnictwo stało się dodatkowym źródłem utrzymania miejscowej ludności, ale też napływającej z Galicji. W XIX wieku był tu największy zakład metalurgiczny w całej Galicji.
Udostępnij:

Lasem Wiktorówki na Gęsią Szyję

Bardzo późno wydają tu śniadania, bo dopiero o godzinie 9.00. Mając w planach wyprawę w Tatry poprosiliśmy o wcześniejsze przygotowanie śniadania i dzięki życzliwości kucharza udało się nam przesunąć ten posiłek o godzinę. Chętnie byśmy zjedli go jeszcze wcześniej, ale godzina zawsze to coś, bo przecież zimowe dni kończą się bardzo szybko i zawsze lepiej wcześniej wyruszyć w góry, by zdążyć powrócić przed zmrokiem. Szlak na Gęsią Szyję zaliczany jest do nietrudnych, ale mamy też świadomość, że w zimie nawet najłatwiejszy szlak może okazać się bardzo wyczerpujący i wymagać znacznie więcej czasu na pokonanie niż w warunkach letnich. Poza tym z Gubałówki chcemy zejść pieszo i wrócić także w ten sposób, jeszcze przed godziną 18.00 na obiadokolację. Szkoda, że tak wcześnie, ale cóż.
Udostępnij:

Relaksacyjny Witów-Ski

Trochę przedłużyła się nam dziś przepiękna wędrówka grzbietem Pasma Gubałowskiego, ale w końcu dotarliśmy do Witowa. Pogodę wciąż mamy piękną, tak samo jak otaczające nas panoramy górskie. W Witowie ludzie zaczęli osiedlać się na stałe na przełomie wieków XVI-XVII. Najstarsze źródła historyczne dotyczące tych terenów sięgają roku 1606. Z kolei nazwa wsi pochodzi od nazwiska wielkorządcy krakowskiego Stanisława Witowskiego.

MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
A

350 m 
35 m 
B
270 m 
15 m 
C
120 m 
30 m 
D
1000 m 
150 m 
E
400 m 
60 m 
F
300 m 
40 m 

OPIS:
Witów ciągnie się aż od Tatr Zachodnich na południu, gdzie znajduje się najwyższy punkt tej miejscowości na Starorobociańskim Wierchu (2176 m n.p.m.), potem przez Dolinę Chochołowską i Dolinę Lejową wpada w zachodni skraj Rowu Podtatrzańskiego i dolinę rzeki Czarny Dunajec. Otoczony jest tu zachodnimi stokami Pogórza Gubałowskiego, a z drugiej strony stokami Orawicko-Witowskich Wierchów (słow. Oravicko-vitovské vrchy). Obszar Witowa kończy się na granicy administracyjnej z kolejną podhalańską osadą Chochołów. Większość obszaru Witowa położona jest na terenie Tatr Zachodnich, objętych ochroną Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zamieszkane tereny znajdują się u podnóża Tatr, a zwarta zabudowa ciągnie się wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 958 na długości około 5 km, aż do Chochołowa.

Znajduje się tutaj kilka mniejszych wyciągów orczykowych oraz interesująca nas stacja narciarska „Witów-Ski” z wyciągiem krzesełkowym, położona się na stokach Orawicko-Witowskich Wierchów. Na terenie tej stacji znajdują się dwie trasy narciarskie. Pierwsza o długości 120 metrów i przewyższeniu 30 metrów jest przeznaczona dla osób początkujących. Charakteryzuje się zielonym stopniem trudności i obsługuje ją wyciąg orczykowy.

Druga trasa jest znacznie dłuższa ma 1000 m długości oraz 150 m przewyższenia. Jest to już trasa, dla osób, które pewnie czują się na nartach. Górna stacja wyciągu krzesełkowego znajduje się na wysokości 980 m n.p.m. Na szczyt tego stoku zawozi nas czteroosobowe krzesełko.

Widok w kierunku dolnej stacji wyciągu krzesełkowego.
Z prawej na dole widać wyciąg orczykowy, a obok niego trasę dla początkujących.
Z lewej na horyzoncie wznosi się Ostrysz (1023 m n.p.m.) przez który przebiega czerwony szlak
schodzący z rozstaju pod Butorowym Wierchem do Chochołowa.

Widok na północ: najwyższe góra na horyzoncie to Ostrysz (1023 m n.p.m.).
Przed górą widać zabudowania wioski Dzianisz, a bliżej Witowa.

Panorama Tatr.

Podczas wyjazdu na górną stację malowniczość otoczenia wzmaga się. Jednak dopiero, na górze, po zeskoczeniu z krzesełka możemy popatrzeć na całą panoramę, która do tej pory rosła za naszymi plecami. Nieco na lewo na horyzoncie wznosi się Ostrysz (1023 m n.p.m.) przez który przebiega czerwony szlak prowadzący do Chochołowa, z którym rozstaliśmy się dziś pod Butorowym Wierchem. Przed górą widać najpierw zabudowania wioski Dzianisz, a bliżej nas oczywiście Witowa, które ciągną się dalej na północ, stopniowo przysłaniane biegnącym w tym samym kierunku grzbietem Orawicko-Witowskich Wierchów. Bardziej na prawo widzimy zachodnie krańce Pasma Gubałowskiego. Jeszcze bardziej na południe fragment Tatr Wysokich, a później już tylko piękny widok na rozbielone Tatry Zachodnie, z imponującym grzbietem Czerwonych Wierchów łączących się z Giewontem. Prawie poziomo padające promienie słoneczne, rozświetlające od zachodu tatrzańskie zbocza, nadają im szczególnej rzeźby i ukazują niestety - oblicze pożegnalne pięknego dnia. Zupełnie na południe od nas widać zalesiony grzbiet z Hurchocim Wierchem (1090 m n.p.m.) odchodzący od Przysłopu Witowskiego (1161 m n.p.m.). Nartostrada posiada wieczorne oświetlenie, ale nie zwlekajmy, bo czas ogranicza nam obowiązująca w naszym pensjonacie godzina obiadokolacji.

Panorama Tatr.

Puszczamy się w dół stoku i jedziemy. Przez całą swoją długość stok nie jest bardzo wymagający. Każdy sobie na nim poradzi, kto posiadł przynajmniej podstawowe umiejętności jazdy na nartach. Schodzi w dół w miarę jednostajnym nachyleniem, stromizną w pełni odpowiadającą niebieskiemu stopniowi trudności. Nartostrada nie zaskakuje naturalnymi przeszkodami i utrudnieniami w postać nierówności (np. muld). Odczuwamy na nim przyjemny komfort jazdy.

Nieco z boku po północnej stronie, wzdłuż górnego odcinka nartostrady mamy teren z kaskadowymi uskokami, gdzie doznań szukają miłośnicy białego szaleństwa o wyższych umiejętnościach. To tutejszy „SnowPark”. Może będzie jeszcze kiedyś okazja wypróbować go, bo dzisiaj raczej nie znajdziemy na to czasu.

Górny, szeroki fragment niebieskiej nartostrady.

Środkowy odcinek niebieskiej nartostrady.

Nartostrada widziana z tarasu karczmy „Pod Wyciągiem”.
Z prawej widoczne tarasowo opadające zbocze, na którym funkcjonuje SnowPark.

Nartostrada z poziomu dolnej stacji wyciągu krzesełkowego (830 m n.p.m.).

Stacja narciarska „Witów-Ski” jest znakomitą propozycją dla osób uczących się jazdy na nartach, jak też osób doskonalących swoje umiejętności. uczyć się można i doskonalić nawet pod okiem samej Jagny Marczułajtis - naszej wybitnej snowboardzistki, która otwarła tu szkołę narciarstwa i snowboardu.

Trzeba też wspomnieć o zapleczu gastronomicznym. Duży punkt gastronomiczny (karczma „Pod Wyciągiem” o pojemności 250 osób), znajduje się pod dolną stacją wyciągu krzesełkowego. Oprócz zaspokojenia głodu, znaleźć można w nim miejsce, by po prostu odpocząć i ogrzać się. Nieco niżej znajduje się jeszcze restauracja „Witowianka”, mogąca pomieścić kolejne 250 osób.

„Witów-Ski” spod „Witowianki”, gdzie czekamy na busa do Zakopanego.

Na stacji narciarskiej „Witów-Ski” ogarnął nas nieco inny klimat do uprawiania narciarstwa niż zwykle - spokojny i beztroski, ogromnie relaksacyjny. Czas wracać do Zakopanego - z busami kursującymi z Witowa do Zakopanego (jak też w drugą stronę) nie ma najmniejszych problemów. Następnie musimy przemieścić się na Gubałówkę i o tej porze to już raczej jesteśmy skazani na skorzystanie z kolejki linowo-terenowej. Odpoczniemy w gubałowskim pensjonacie „Sobolówka” i jutro rozpoczniemy kolejny dzień górskiej przygody.

LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Stacja Narciarska „Witów-Ski”

Udostępnij:

Przez Gubałówkę do Witowa

Tak naprawdę, to dzisiejszą trasę planowaliśmy zacząć w Poroninie. Po ostatnich obfitych opadach śniegu obawialiśmy się o drożność szlaków. Jeszcze wczoraj próbowaliśmy to sprawdzić dzwoniąc do ośrodka narciarskiego na Harendzie, no i stuprocentowej informacji w tej sprawie nie uzyskaliśmy. Zbliżamy się do celu podróży, a to co widzimy przez okna autobusu wcale nie straszy. Śniegu jest dużo, ale nie tyle ile myśleliśmy. Tuż przed Poroninem korciło: może by jednak wysiąść? Marzyliśmy sobie przejść całe Pasmo Gubałowskie jednym cięgiem, zaczynając w Poroninie, a kończąc w Witowie. Pogoda ku temu zapowiada się wspaniała, no ale mamy ze sobą spore plecaki, wypchane pięciodniowym ekwipunkiem, a także ciężki sprzęt narciarski. To daje sporo do myślenia, czy dźwigać to wszystko ze sobą, czy też może wcześniej zakwaterować się w pensjonacie na Gubałówce, w którym dokonaliśmy rezerwacji? Trochę z żalem do samych siebie, trochę z ciężkim sercem wybieramy to drugie rozwiązanie. Wiemy oczywiście, że wtedy będziemy musieli zweryfikować naszą trasę, a realizacja pierwotnie założonego planu musi poczekać na inny czas.
Udostępnij:

Podróże i szeroki świat (Blog Roku 2011)

List otwarty

do głosujących w konkursie „Blog Roku 2011”
na blog „Zanim znów wyruszysz w góry...” i jego sympatyków

Żegnamy się z konkursem Blog Roku 2011. Nie zostaliśmy nominowani do głównej nagrody, ale mimo to czujemy się bardzo wyróżnieni tym co w tym konkursie osiągnęliśmy. Wszystko dzięki sms’owym głosom oddanym na nasz blog. To dzięki nim znaleźliśmy się w ścisłej dziesiątce blogów w kategorii „Podróże i szeroki świat” (a dokładnie na siódmej pozycji) oraz na 14-tej pozycji na liście nominacyjnej w konkursie Blog Blogerów. Po głosowaniu w III etapie przesunęliśmy się nawet na drugą pozycję w swojej kategorii. To dla nas ogromy sukces biorąc pod uwagę ogólnopolską rangę konkursu, w którym rywalizowały łącznie 3602 blogi, w tym 187 w naszej kategorii. Zgłaszając do konkursu autorski blog w ogóle nie liczyliśmy na tak wiele głosów, wszak niedawno zaczęliśmy go pisać.
Udostępnij:

Kotelnica Białczańska

Ze sceptycyzmem podchodziliśmy z Elą do dzisiejszego wyjazdu na narty do Białki Tatrzańskiej. Słyszeliśmy niejednokrotnie o tym jak sława Białki Tatrzańskiej przyciąga tłumy narciarzy, o kolejkach pod wyciągami lepiej nie wspominać, szczególnie w weekendy. Nigdy jednak nie byliśmy jeszcze w tym miejscu, a przecież uchodzi ono za jedno z najatrakcyjniejszych miejscowości górskich, szczególnie zimą ze względu na bardzo dobre warunki do uprawiania sportów zimowych. Białka Tatrzańska jest zaliczana do największych centrów narciarskich w Polsce. Nie namyślaliśmy się więc zbyt długo, by przypadkiem nie rozmyślić się.
Udostępnij:

Góra Justyny Kowalczyk

No i znów jesteśmy pod górą, u stóp której, w cichym ustroniu doliny potoku Kasinianka leży wioska niepozorna (wydawać by się mogło) - Kasina Wielka. To stara osada, o której pierwsze wzmianki pochodzą z czasów panowania króla Władysława Jagiełły, a początki jej powstania sięgają czasów Bolesława Wstydliwego, kiedy to zakon Cystersów ze Szczyrzyca otrzymał w tej okolicy duże darowizny ziemskie.
Udostępnij:

Luboń Wielki zimą

Cztery kilometry na wschód od Jordanowa i osiem kilometrów na północ od Rabki-Zdroju, przy najwyższym punkcie zakopiańskiej szosy we wsi Naprawa zatrzymał się autokar, ale tym razem nie na krótki postój w drodze do naszej górskiej stolicy. Ludzie, którzy pośpiesznie wyszli z autokaru wcale nie zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu ustronia do którego prowadzą drzwi oznaczone kółeczkiem lub trójkącikiem, czyli znakami, których symboliki nie trzeba chyba nikomu wyjaśniać. Grupa nie myślała szukać też schronienia w pobliskim zajeździe „Pod Sosnami”, przynajmniej nie dziś. Jak się niebawem okazało, nie byli to zwykli ludzie. Każdy z nich zrobił coś, co było dla niego w tym momencie typowe, choć jednocześnie nietypowe dla większości zatrzymujących się w tym miejscu ludzi. Członkowie tej kolorowej grupy zręcznie zarzucili plecaki na ramiona, po czym obrzucili po sobie spojrzeniami, sprawdzając wzajemnie gotowość  do drogi. Znalazłszy niebieskie znaki biegnące na wschód, każdy z wędrowców wziął głęboki oddech i ruszył na zalesione zbocze górskie. W tym momencie minęła godzina 8.40.
Udostępnij:

Przez Stare Wierchy do Koninek

W końcu doczekaliśmy się prawdziwej zimy. Sypnęło obficie śniegiem przynajmniej tutaj, w dolinie potoku Poniczanka, w wiosce Ponice położonej na terenie gminy Rabka-Zdrój, skąd rozpoczynamy zimową wędrówkę na gorczańskie Stare Wierchy. Przy zaśnieżonej wiejskiej drodze szybko znajdujemy zielone znaki szlaku. Kilka minut później, gdy mija już godzina 9.00 skręcamy w lewo na gorczańskie stoki. Zostawiamy za sobą ponickie zabudowania i wchodzimy w ciasny wąwóz, pnący się między polami w kierunku lasu.
Udostępnij:

Narciarska ucieczka od zgiełku miasta do Koninek

Mija kolejny dzień emocji związanych z sms’owaniem na Blog Roku 2011. Dzięki sympatykom blog ten znajduje się obecnie na wysokiej pozycji , ale czy uda się ją utrzymać i zakwalifikować do kolejnego etapu konkursu... zobaczymy, będzie co ma być. Licząc na dalszą przychylność odwiedzających nas osób, już teraz dziękujmy za każdy oddany głos. Każdy sms’owy głos to ogrom satysfakcji dla nas i motywacja do dalszego działania. Jego koszt, choć stanowi symboliczną kwotę, jest też niewątpliwie szlachetnym gestem na rzecz osób niepełnosprawnych. Czyż to nie piękne.

Ochłońmy jednak chwilę od ekscytacji konkursem. Śniegu w końcu trochę napadało - szkoda siedzieć w domu i ślęczeć przed monitorem komputera. Ciepły grudzień i początek stycznia sprawiły, że nasza flora i fauna zaczęła się już w tym wszystkim gubić. Zima o klimatach iście wiosennych, a może jeszcze jesiennych dawała się również we znaki narciarzom z rozżaleniem śledzącycm kolejne prognozy pogody, w których tylko deszcz albo deszcz ze śniegiem, a na termometrach parę stopni powyżej zera. No ale chyba przyszedł już ten przełomowy dzień, w którym aura okryje śniegiem każdy zakątek.
Udostępnij:

Strefa marzeń wygórowanych

„Marzysz o rzeczach wielkich, to ci przynajmniej pozwoli zrobić kilka małych”
~ Renard Jules    

Marzenia pobudzają nas do działania, motywują do podejmowania wyzwań dla osiągnięcia założonych celów. Bez marzeń życie staje się puste i ubogie. Choć nie wszystkie marzenia się spełniają – warto marzyć, bo dzięki nim życie nabiera większego kolorytu. Jeśli zachowamy przy tym granice zdrowego rozsądku, mamy duże szanse na spełnienie marzeń. Marzyć ponad swoje możliwości? Też można, bo kto wie, może i takie marzenia kiedyś spełnią się, a jeśli nie, hmm... w drodze ku nim, może dzięki nim, urzeczywistnimy kilka mniejszych. Zatem chyba warto marzyć, nawet jeśli marzenia te są zbyt wygórowane na nasze siły i możliwości.
Udostępnij:

Na narty w Tatry - Roháče-Spálená SKI

Szczyty górskie wokół Doliny Rohackiej schowały się w śniegowych chmurach. Kalendarzowa zima już dawno rozpoczęta, ale w rzeczywistości niewielu ją zobaczyło. Praktycznie wszędzie widoki zimowe są szaro-bure. Prawdziwa zima zawitała tylko na terenach położonych wysoko nad poziomem morza, tak jak tu w słowackiej Dolinie Rohackiej. Funkcjonujący w odnodze tej doliny nieduży ośrodek narciarski Roháče-Spálená nie zawiódł narciarzy. Mimo lichego początku zimy pokrywa śnieżna na trasach narciarskich dochodzi już do grubości 60 cm, a to już w zupełności tu wystarcza i zapewnia optymalne warunki narciarskie. Poza tym wciąż sypie śniegiem, chwilami nawet grubymi płatami, dzięki czemu w godzinach porannych nartostrada okryta jest świeżym puchem - ulubionym przez narciarzy. To dzięki niemu za szusującymi narciarzami powstają efektowne białe pióropusze, niczym na dziewiczych trasach freeride. Mamy tu dziś doskonałe parametry pogodowe - temperatura powietrza wynosi około -6 °C , a od południa powiewa delikatna bryza.

Trasa nr 2 na wysokości bufetu pod górną stacją wyciągu krzesełkowego.
Z lewej widać odbijającą trasę nr 1.
Udostępnij:

Gdy ciemność nocy ustaje, a światłość dnia przybywa

Dziś świat zwalnia swój bieg. Tradycja bierze górę nad teraźniejszością. Zatrzymujemy się w pędzie życia na wigilijnej wieczerzy. Wspólne spotkanie nie ma wtedy sobie równych - to najbardziej rodzinny dzień w roku.
Udostępnij:

Królowa beskidzkich wysp

Przyroda już jest przygotowana na pierwszy śnieg, ale panujące dodatnie temperatury nie pozwalają by na dobre u nas zagościł. Jedynie w górach jest już biało, choć nie są to śniegi wybitnie zimowe. Narty wciąż leżą w szafie, gdzie czekają na godne siebie warunki. Nie jest to oczywiście powód, byśmy i my sami siedzieli w domowym zaciszu, czekając na sprzyjające warunki narciarskie. Piękna pogoda, słońce i wyjątkowo ciepła aura nie pozwala nam zastanawiać się co zrobić z wolnym czasem. Mogielica już od kilku miesięcy była w naszych planach.
Udostępnij:

Podskale i jego wąwóz lessowy

Wzgórze Podskale w Alwerni słynie z postawionego na nim klasztoru bernardyńskiego, który wraz z kościołem dał impuls rozwoju osady. Kościół oo. Bernardynów z charakterystyczną wieżą był od lat wizytówką tej miejscowości. Świątynia ta zasługuje na szczególną uwagę, bo znaleźć w niej można wiele zabytkowych perełek. Dlatego też możemy obiecać, że któregoś dnia wrócimy do niej i przybliżymy jej historię i sekrety. Tymczasem chcielibyśmy zwrócić uwagę na coś innego, co skrywa lesiste wzgórze Podskale. Nie jest to obiekt architektoniczny, lecz urokliwy wytwór natury.
Udostępnij:

Między Wiśniczem a Lipnicą

Nasze spotkanie z Wiśnicko-Lipnickim Parkiem Krajobrazowym nie mogło się trafniej rozpocząć - Nowy Wiśnicz i górujący nad miastem okazały zamek, będący symbolem regionu i głównym motywem logo parku. Pod zamkowe mury wiśnickiego zamku podjeżdżamy kilka minut przed dziewiątą.
Udostępnij:

W Worku Raczańskim, cz. 3 - Wielka Racza

Wczorajszy wieczorny chłód schroniska na szczęście rozpłynął się wraz z napływem kaloryferowego ciepła, aczkolwiek w powietrzu wciąż można było wyczuć jego echo. System ogrzewania naszego pokoju sprawiał wrażenie niewydolnego. Noc jednak smacznie i twardo przespaliśmy. Sen był tak błogi, że zapewne spalibyśmy jeszcze długo, tym bardziej, że zaplanowana na dziś trasa nie była zanadto długa i nie zmuszała nas do wczesnej pobudki. Podświadomość samoistnie jednak podpowiadała, że nie należy zwlekać ze wstawaniem. Wszak nie na co dzień mamy okazję przebudzić się na wysokości 1230 m n.p.m.
Udostępnij:

W Worku Raczańskim, cz. 2 - Wielka Rycerzowa

Budzimy się wcześnie. Za oknem mamy romantyczny pejzaż górski z Muńcułem w roli głównej. Pogoda znów zapowiada się piękna. Można by tu jeszcze z przyjemnością posiedzieć na tarasie i poleniuchować. Gdyby nie długa trasa przewidziana na dziś i krótki dzień (w nocy przesuwaliśmy wskazówki zegara na czas zimowy) to z pewnością na Kubiesówce byśmy jeszcze trochę posiedzieli.
Udostępnij:

W Worku Raczańskim, cz. 1 - Krawców Wierch

Tą wyprawę rozpoczynamy w Złatnej, wiosce odizolowanej od zewnętrznego świata zalesionymi zboczami, wcinającymi się w dolinę potoku Bystra. Dotarcie tutaj z Krakowa komunikacją publiczną trwało dość długo, bo prawie 7 godzin. Zapłaciliśmy swoim czasem, ale dzięki temu mamy pełną swobodę w planowaniu pieszej wędrówki, bez konieczności powrotu w miejsce pozostawionego środka transportu. I oto nam chodziło, bo kres wędrówki wyznaczyliśmy sobie dopiero w Zwardoniu, który położony jest na zachodnim końcu grupy górskiej Wielkiej Raczy, zwanej też Workiem Raczańskim. Mija godzina 12.40, niebo mamy zachmurzone, ale generalnie jest bardzo pogodnie. Bus wiozący nas z Żywca, zatrzymuje się przy drewnianej kaplicy.

TRASA:
Złatna Hala Krawcula  Krawców Wierch (1064 m n.p.m.) Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu (1025 m n.p.m.) Kubiesówka (868 m n.p.m.) - Pensjonat „Kubiesówka”

OPIS:
Ludzie nie bez powodu wybrali to miejsce na budowę kaplicy. Od około 120 lat rosną tu trzy lipy. Kiedyś na jednej z nich znajdowała się drewniana figurka Pana Jezusa. Pewnego dnia w czasie burzy piorun trafił w jedną z lip i obalił ją, ale wizerunek Jezusa został nietknięty. Ludzie uznali to za znak i w 1930 roku rozpoczęli tutaj budowę kaplicy. Z miejscem tym związana jest też podanie, o światełku między lipami, które widywali robotnicy wracający wieczorami z pobliskiego młyna.

Kaplica w Złatnej.

Nieco powyżej kościoła, po drugiej stronie drogi dochodzimy do betonowego mostu nad Bystrą. To na nim zaczynają się niebieskie znaki naszego szlaku, które prowadzić nas mają na Krawców Wierch. Przechodzimy przez most i wąską, asfaltową drogę powoli wchodzimy w zalesioną dolinę potoku Straceniec, płynącego spokojnie wzdłuż naszej drogi. Mijamy wiele ładnych drewnianych domków przysiółka Okrągłe, do których dotarcie przez koryto Straceńca nie byłoby łatwe, gdyby nie kładki położone nad nim.

Początek niebieskiego szlaku.

Po 20 minutach mijamy ostatnie domy. Coraz gęściejszy drzewostan leśny staje się nieodłącznym elementem otoczenia szlaku. Zaczyna docierać do naszych uszu śpiew leśnych ptaków, ale wkrótce zagłusza go coraz skuteczniej huk pracującej maszyny przy zrywce drzew. Po wyjściu zza łuku drogi okazuje się, że stoi na naszej drodze, a z boku postawiono tabliczki z zakazem wstępu na teren wyrębu i zrywki drzew. Zwalniamy kroki, ale operator po chwili zatrzymuje maszynę, dając nam do zrozumienia, abyśmy szli dalej i tak też czynimy.

Potok Straceniec.

Droga coraz bardziej wciska się pomiędzy zbocza górskie, porośnięte świerkami i innymi gatunkami drzew, które zniewalają swoją bogatą kolorystyką. Jesień w krasie, jakiej jeszcze w tym roku nie widzieliśmy. A tuż obok nas płynie sobie Straceniec, opadając często małymi, ale malowniczymi wodospadzikami. To wszystko powoduje, że zwyczajna pasja fotografowania przyrody szybko przeradza się w namiętność.

Asfalt na drodze staje się bardziej zdezelowany i zaczyna ginąć pod warstwą naniesionej ziemi. Mija 45 minut od chwili rozpoczęcia wędrówki, gdy wchodzimy na polanę upapraną naniesionym błotem. Po jej prawej stronie wznosi się kilkumetrowa skarpa bloków skalnych, która jest pozostałością po starym kamieniołomie. Dalej droga wznosi się nieco bardziej stromo. Straceniec pozostaje coraz niżej. Za niedługo przekraczamy go mostem i oddalamy się od niego idąc łukiem na południowy wschód. Wchodzimy w obszar niedawnego wyrębu, jak sądzimy, bo otaczają nas młodsze drzewa. Idziemy jeszcze kilka minut, po czym szlak nasz skręca z drogi w prawo w gąszcz drzew i zarośli.

Dolina Straceńca.

Jest godzina 13.45. Przystępujemy do stromej wspinaczki na górę o tej samej nazwie co potok, który nam wcześniej towarzyszył - Straceniec, wznoszący się na wysokość 981 m n.p.m. Stanowi on kulminację grzbietu odchodzącego od Krawców Wierch - głównego celu naszej dzisiejszej wędrówki. Szlak wiedzie teraz leśną ścieżką, pokrytą luźnymi kamieniami. Częściej sięgamy do zapasów bukłaka po łyk orzeźwiającego napoju. Pogodna aura jest nam towarzyszem. Po około 15 minutach ścieżka nasza wchodzi na trakt leśny, na którym łagodnieje, a nawet na chwilę lekko opada. Jednak po chwili znów mamy do czynienia z regularnym podejściem, choć już łagodniejszym niż wcześniej, które trwa jeszcze jakieś 20 minut. Potem znaki kierują nas w prawo, gdzie po pokonaniu małego błotniska wchodzimy na boczną ścieżkę trawersującą zbocze górskie.

Wspinaczka na Straceńca.

Jeszcze trochę...

Na Straceńcu.

Na bocznej ścieżce prowadzącej wprost na Halę Krawcula.

O godzinie 14.30 wchodzimy na okazałą polanę - Halę Krawcula. Na niej widoczny jest nieodległy już budynek bacówki. Najpierw jednak zmierzamy w górę Hali Krawcula, żółtym szlakiem od bacówki ku szczytowi. Mijamy krzyż sygnowany metalową tabliczką z napisem „Votum wdzięczności za pontyfikat Ojca św. Jana Pawła II, Glinka 29.07.2006” Po około 250 metrach, a może ciut więcej docieramy na zalesiony grzbiet górski, przez który biegnie polsko-słowacka granica państwowa. Szczyt Krawców Wierch (1064 m n.p.m.) nie jest zbytnio uwydatniony, ale po przejściu niedługiego odcinka granicą na północ, którą poprowadzony jest słowacki niebieski szlak, uznajemy go za zaliczony.

Krawców Wierch (1064 m n.p.m.) - okolice szczytu.

Wracamy na Halę Krawcula. Alicja wspomina harcerski wypad sprzed tygodnia na Krawców Wierch, wtedy też było wspaniale, choć jesień nie była jeszcze tak barwna. To ona przytacza nam zasłyszaną legendę o bardzo bogatym panu, do którego należały wszystkie te ziemie. Pewnego dnia spotkał on chłopa, ubranego w pięknie uszyty kożuch i tak się nim zachwycił (kożuchem oczywiście), że polecił chłopu uszyć jeszcze jeden taki kożuch, dla siebie. Przy tym zagroził chłopu, że jak ten źle uszyje, to każe uciąć mu głowę. Pewny siebie chłop odparł jednak, że nie boi się o swoją głowę, a za wykonaną robotę dostanie jeszcze grunt, po czym wziął miarę i zabrał się do roboty. Uszyty kożuch okazał się tak pasowny, że dworzanie nie mogli się nadziwić, jak ich pan wygląda w nim zgrabnie. I stało się tak, jak rzekł chłop. Zadowolony pan kazał chłopu wybrać sobie jeden wierch nad Straceńcem. Ten długo szukał, aż tu na granicy go znalazł. Latem wypasał na nim owce, a zimą szył w chałupie kożuchy, serdaki i inne przyodzienie dla swego pana. Od tego czasu wierch ten ludziska nazwali Krawców Wierch, a wielką polanę Krawculą przezwali.

Schodzimy do Bacówki PTTK, położonej w dolnej części Hali Krawcula na wysokości 1025 m n.p.m. Przed nami otwiera się piękna panorama, choć wyblakła przez zachmurzenie. Da się jednak rozpoznać najbliższe szczyty. Szczególnie interesuje nas Wielka Rycerzowa, na którą jutro będziemy się wspinać. To pierwszy szczyt na prawo od przełęczy Przysłop. Łatwo też rozpoznać dominującego nad Ujsołami Muńcuła. Przy lepszej widoczności widać stąd o wiele więcej.

Hala Krawcula na Krawcowym Wierchu.


Panorama z Hali Krawcula.


Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu.

Zbójnicki w Bacówce.
O godzinie 15.00 zasiadamy przy schroniskowym kominku, oczarowani niezwykłym klimatem bacówki. Wiele dobrego słyszeliśmy już o obsłudze, tutejszej kuchni, czy też wygodnym noclegu. Otaczające nas pozytywne fluidy ludzi gór utwierdzają nas w przekonaniu, że tak faktycznie musi być. To co widzimy i to co słyszymy znajduje potwierdzenie w słowach Alicji, która opowiada o swoim niezwykle udanym pobycie w tym schronisku przez ostatni weekend.

Jest godzina 16.10 - czas ruszyć dalej, by zdążyć przed zmrokiem. Dni są już przecież krótkie i choć jesteśmy przygotowani na wędrówkę w mroku, to lepiej nie ryzykować. Obchodzimy budynek schroniska. Jeszcze tylko pamiątkowa fotografia na tle malowniczej bacówki i Hali Krawcula, ciągnącej się niemal po sam szczyt Krawców Wierchu. Wtem docierają do nas dźwięki trombity płynące z hali, na której biesidują przy ognisku górale. Stoimy osłupiali urzeczeni głęboką melodią niesioną hen daleko przez wierzchołki gór. Wciąż tak staliśmy, jeszcze długo po tym jak góral odjął instrument od ust, bo jak u Wojskiego wydawało się, że...
...wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
Ile drzew, tyle rogów znalazło się w boru,
Jedne drugim pieśń niosą jak z choru do choru.
I szła muzyka coraz szersza, coraz dalsza,
Coraz cichsza i coraz czystsza, doskonalsza,
Aż znikła gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu!
I wtedy ocknęliśmy się. Wędrówka jeszcze nieskończona, a biegnący czas ponagla, by nie błądzić po zmroku.

Góralska biesiada przy ognisku i dźwiękach trombity.

Pod bacówką.

Żółte znaki szlaku kierują nas na zachód ku lasowi na łagodnie opadającą drogę leśną. Poddajemy się jej łagodnemu spadkowi. Pokonujemy niewielkie lokalne wzniesienia na grzbiecie, ale konsekwentnie, choć bardzo powoli obniżamy swoją wysokość. Świerkowy las coraz bardziej miesza się kolorowymi, liściastymi drzewami. Po krótkim, nieco bardziej stromym podejściu przechodzimy obok wierzchołka Długiego Gronia wznoszącego się po prawej na wysokość 929 m n.p.m. Schodząc z jego grzbietu wchodzimy na bardziej otwarte tereny, zarastające polany, z których otwiera się ładny widok na lewo.



Nieodległe są już pierwsze domy wyrastające ze stromego zbocza górskiego. Schodzimy dalej na przełęcz przed Kubiesówką, wznoszącą się przed nami. Na jej szczycie widoczny jest maszt przekaźnika telewizyjnego. Postawiony tu drogowskaz wskazujący drogę do schroniska wskazuje jednocześnie wierzchołek Kubiesówki. Schodzimy z żółtego szlaku i wspinamy się zgodnie ze wskazaniem drogowskazu. Bezleśny szczyt zapewnia nam piękną panoramę na okolicę. Nasza droga niknie na szczycie w trawie. Spotkaną kobietę dopytujemy o schronisko. Mówi nam, ze musimy obejść górę.



Podejście na szczyt Kubiesówki (868 m n.p.m.).

Widok z Kubiesówki na pasmo Lipowskiej.

Glinka (929 m n.p.m.) - widok z grzbietu prowadzącego na szczyt Kubiesówki​.

Szczyt Kubiesówki (868 m n.p.m.).


Panorama z Kubiesówki na północ.

Wracamy z powrotem do miejsca, w którym opuściliśmy żółty szlak i schodzimy nim dalej, trawersując wokół południowego zbocza Kubiesówki. Wkrótce droga przed nami zaczyna stromo opadać w dół po betonowych płytach. Zatrzymujemy się przy podobnym znaku, jak na przełęczy przed Kubiesówką, wskazujący na inną drogę odbijającą w prawo. Opuszczamy zatem ponownie znakowany szlak i kierujemy się trawersem na zachodnią stronę góry, gdzie znajdujemy nasze schronisko położone na wysokości 868 m n.p.m. Okazuje się, że leży ono tuż pod szczytem Kubiesówki, a zatem mogliśmy do niego dotrzeć również bezpośrednio ze szczytu. Dłuższy spacer wokół góry przy niezłej pogodzie jest jednak prawdziwą przyjemnością, okraszoną ładnymi krajobrazami.


O godzinie 17.30 wchodzimy w progi, w których wita nas niezwykle sympatyczna gospodyni, od razu otaczając nas rodzinnym ciepłem, jakbyśmy byli tu nie pierwszy raz. Otrzymujemy ładny, przytulny pokoik i kilka gier planszowych w razie ataku nudy, a na poranne śniadanie obiecaną mamy wymarzoną jajecznicę na boczku. Jest wspaniale, a pensjonacik - rewelacja!


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Dolina Straceńca

Udostępnij:

Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas