Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mogielica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mogielica. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Przełęcz Rydza-Śmigłego (700 m n.p.m.) Mogielica (1171 m n.p.m.) Jurków

OPIS:
Przyroda już jest przygotowana na pierwszy śnieg, ale panujące dodatnie temperatury nie pozwalają by na dobre u nas zagościł. Jedynie w górach jest już biało, choć nie są to śniegi wybitnie zimowe. Narty wciąż leżą w szafie, gdzie czekają na godne siebie warunki. Nie jest to oczywiście powód, byśmy i my sami siedzieli w domowym zaciszu, czekając na sprzyjające warunki narciarskie. Piękna pogoda, słońce i wyjątkowo ciepła aura nie pozwala nam zastanawiać się co zrobić z wolnym czasem. Mogielica już od kilku miesięcy była w naszych planach.

Zdobyć ją chcemy z Przełęczy Rydza-Śmigłego położonej pomiędzy Łopieniem a Mogielicą na wysokości 700 m n.p.m. Przełęcz ta znana jest powszechnie również pod nazwą Chyszówki pochodzącą od nazwy znajdującej się na niej wsi Chyszówki.

Przełęcz Rydza-Śmigłego (700 m n.p.m.).

Przez przełęcz przebiega asfaltowa droga łącząca wieś z pobliskim Jurkowem, poprzez który Chyszówki łączą się komunikacyjnie z resztą świata. Na przełęczy, od strony Łopienia znajduje się kamienny obelisk z 1938 roku oraz krzyż. Postawiono je na pamiątkę walk Legionów Polskich w 1914 roku, dowodzonych przez Edwarda Rydza-Śmigłego (późniejszego marszałka Polski).

Z przełęczy otwierają się ładne widoki. W kierunku zachodnim na Ćwilin i Śnieżnicę, w kierunku południowo-wschodnim na Cichoń, Ostrą, Przełęcz Słopnicką. Z kolei na północnym wschodzie na pierwszym planie mamy rozłożysty stożek Świerczka, od którego na prawo wyłania się Pasmo Łososińskie i Kamionna. Pomiędzy wierzchołkami w dolinach kłębią się tabuny chmur, niczym napierający kozacki szwadron, który został tu zaskoczony podczas nocowania z 23 na 24 listopada 1914 roku i prawie w całości wzięty do niewoli przez legionistów Edwarda Rydza-Śmigłego. To wydarzenie upamiętniają wspomniany wcześniej obelisk i krzyż, stąd też wzięła się jedna z nazw przełęczy.

Pomiędzy wierzchołkami w dolinach kłębią się tabuny chmur.
Widok z przełęczy Rydza-Śmigłego w kierunku wschodnim.

Trzeba przyznać, iż Beskid Wyspowy już nas oczarowuje, choć jeszcze w drogę nie wyruszyliśmy. Obielone masywy górskie toną w majestatycznym kłębowisku chmur. Widok ten wzbudza niejednoznaczne uczucia. Z jednej strony poraża nieprzewidywalnością i potęgą natury, z drugiej oczarowuje swoją niepowtarzalnością i cudownością. Przełęcz Rydza-Śmigłego, czy też Chyszówki (jak zwał tak zwał) ogarnia nas magnetyzmem, ale w końcu trzeba się ocknąć i iść w górę, bo tam zapewne będziemy mieli również fascynujące plenery widokowe.

O godzinie 8.50 ruszamy na południe miejscami zaśnieżoną ścieżką. Prowadzą nas zielone znaki szlaku. Niedaleko od nas ścieżka niknie w gęstwinie lasu świerkowego. Zanim jednak schowa i nas w tym lesie wznosi się łagodnie pogłębiając widoki, które widzieliśmy wcześniej z siodła przełęczy. Po drugiej stronie przełęczy bardziej okazale prezentuje się Łopień, który wedle podań ludowych był kiedyś wielkoludem oraz mężem Mogielicy, zamienionym po śmierci w górę.

Mimo podmokłego śniegu droga jest wygodna i niezbyt męcząca. W lesie nasza droga uwalnia się od śniegu. Po niecałych 15 minutach docieramy na otwarty teren przysiółka Sarys. Przez chwilę idziemy dochodzącą tu drogą jezdną z Chyszówki. Mijamy kilka domów i idziemy pomiędzy polami, a otaczają nas znów ładne widoki, szczególnie na zachód, gdzie wznosi się Ćwilin i wystająca zza niego Śnieżnica. Za nami oczywiście widać partnera naszej Mogielicy, czyli Łopień. W dolinie oddzielającej nas od tych gór widać zabudowania Chyszówki. Nieco dalej, tuż pod stokami Ćwilina wypatrzeć można zabudowania Jurkowa, nad którym skraj lasu porastającego Ćwilin wskazuje na miejsce, w którym zakończymy wędrówkę.

Przysiółek Sarys. Widok w kierunku północnym na Łopień (951 m n.p.m.).
Za drzewem widoczna jest Śnieżnica (1006 m n.p.m.).

Przysiółek Sarys. Widok na zachód, gdzie wznosi się Ćwilin (1072 m n.p.m.), a za nim Śnieżnica.

W dali łatwo można wyodrębnić najwybitniejszy szczyt górski w Beskidzie Wyspowym – Luboń Wielki z charakterystyczną wieżą przekaźnika radiowo-telewizyjnego. Luboń Wielki choć jest najwybitniejszy w Beskidzie Wyspowym, to nie jest jednak najwyższym szczytem tego pasma, bo jest nim nasza Mogielica. Jej wierzchołek wciąż jest przed nami, ale wciąż jest niewidoczny. Przysłania go jeden z kilku odchodzących od niego grzbietów bocznych. Grzbiety te powodują, że Mogielica nie jest typowym wzniesieniem Beskidu Wyspowego, pojedynczym i odosobnionym niczym wyspa. Na prawo od miejsca, gdzie powinniśmy widzieć szczyt Mogielicy ciągnie sie chyba najdłuższy taki grzbiet, opadający do Jurkowa. Przejdziemy się nim jeszcze dziś schodząc z Mogielicy.

Przysiółek Sarys. Widok w kierunku zachodnim na Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).

Droga robi się zimowa. Zasypana warstwą śniegu, ale uwaga: miejscami oblodzona. Jesteśmy na wysokości, na której mróz już dobrze trzyma. Pniemy się dalej w górę. Za ostatnim domem wchodzimy miedzy pola. Wkrótce otwierają się nam widoki na wschód, gdzie widać inny grzbiet opadający od wierzchołka Mogielicy. Za nim trochę bardziej na południe wznosi się Cichoń i Ostra. Po za nimi zachodnia panorama usłana jest wieloma niższymi wzniesieniami, a horyzont wieńczy niesamowite kłębowisko chmur pełzających po powierzchni ziemi. Kryją miejsce, gdzie kończy się Beskid Wyspowy a zaczyna Beskid Sądecki. Patrząc bardziej na północ mamy piękny widok na Pasmo Łososińskie. Jego szczyty w większości okrywają chmury, ale nie aż tak by nie móc ich wyodrębnić. Szczególne wspomnienia przynoszą nam niższe wzniesienia tego pasma: Miejska Góra o wysokości 716 m n.p.m. z ogromnym, 37-metrowy metalowym krzyżem górującym nad Limanową, sąsiadująca z Łysą Góra (781 m n.p.m.), która pamięta nasze narciarskie eskapady z ubiegłej zimy.


Północno-zachodnia panorama w kierunku Pasma Łososińskiego.

Polana Mocurka.


Stopniowo wokół naszej trasy zagęszczają się ładne, niskie świerki. O godzinie 9.25 wchodzimy w zwarty, ale niezbyt gęsty las. Regularnie nabieramy wysokości. Śniegu jest wyżej niż po kostki, ale wędrówka w dalszym ciągu nie sprawia większych trudności i nie wymaga dużego wysiłku. Pod stopami można wyczuć, że śnieg przykrywa kamienistą drogę. Niebawem przy szlaku spotykamy zahibernowanego mroźnym powietrzem komara.

O godzinie 9.40 przecinamy drogę jezdną. Chwilami ostrzej, a częściej łagodnie wspinamy się w górę. Po około 15 minutach od przecięcia drogi jezdnej las urozmaicają wysokie buki. Tu szlak ponownie przybiera na stromości. To sprawia, że za naszymi plecami, pomiędzy konarami drzew otwierają się ładne widoki. Przedłużenie ścieżki wskazuje wprost na Miejską Górę z krzyżem. Teraz dopiero uświadamiamy sobie, jak dużo nabraliśmy już wysokości. Szczytu jednak wciąż przed nami nie widać, tylko las.



Za naszymi plecami, pomiędzy konarami drzew otwierają się ładne widoki.

Widok na przedłużeniu ścieżki.
U samej góry widać krzyż na Miejskiej Górze wznoszącej się nad Limanową.


Polana Wyżnikówka tuż przed nami.

Za niedługo (około godziny 10.10) wchodzimy na dużą, grzbietową Polanę Wyżnikówkę. Tu daje o sobie znać mroźny wiatr. Polary wracają do łask. Przed nami w końcu widać szczyt Mogielicy zwieńczony wysoką wieżą widokową. Oślepiające światło słońca znajdującego nad Mogielicą uderza w nas, nie pozwalając zbyt długo patrzeć w jej kierunku. Jednak w pozostałych kierunkach polana kipi wspaniałymi widokami. Całe otoczenie faluje obielonymi szczytami, opadającymi w brązowo-brunatne doliny. Na północy widać stąd Łopień, na prawo od niego Pasmo Łososińskie, dalej Cichoń i Ostrą i wiele, wiele innych mniejszych wzniesień pomiędzy którymi przetaczają się bałwany białych chmur. Na południowym zachodzie mamy oczywiście Gorce, a za nimi Tatry kryjące się w poszarpanych obłokach. Bardziej na prawo, w dali widać swoisty masyw Babiej Góry, a przed nią nieco po prawej pasmo Policy. Obracając wzrok dalej w prawo spotkamy się z Luboniem Wielkim, napotkamy Ostrą, Ogorzałą, Szczebel, Zembalową. Na zachodzie widać Lubogoszcz, przysłonięty pobliskim Ćwilinem. Bardziej na północy znajduje się znana nam już Śnieżnica. Pomiędzy Ćwilinem a Śnieżnicą wypatrzeć można Lubomira i Łysinę.

Grzbietowa Polana Wyżnikówka.



Polana Wyżnikówka kipi wspaniałymi widokami.

Na Polanie Wyżnikówka.

Na Polanie Wyżnikówka oślepiające światło słońca znajdującego nad Mogielicą uderza w nas,
nie pozwalając zbyt długo patrzeć w jej kierunku.

Zbliżenie na wieżę widokową na Mogielicy.

W kierunku Babiej Góry i Lubonia Wielkiego (widok z Polany Wyżnikówka).

W kierunku wschodnim (widok z Polany Wyżnikówka).


Panorama zachodnia z Polany Wyżnikówka.

Panorama wschodnia z Polany Wyżnikówka.

Pod drugiej stronie polany Wyżnikówka wchodzimy w las. Przed nami ostatnie ostrzejsze podejście na stożkowaty wierzchołek Mogielicy. To za sprawą takiego kształtu miejscowi nazywają wierzchołek Mogielicy Kopą.

W lesie, którym wędrujemy znów zaczynają przeważać świerki, ale są to okazy skarlałe, bardziej odporne na surowsze warunki panujące na tej wysokości. Jest to jedyny w całym Beskidzie Wyspowym fragment lasu świerkowego regla górnego. Pochłonięci zdobywaniem ostatnich metrów, jakoś przeoczyliśmy skalny stół, na którym zbójnicy podobno dzielili się łupami. Niebawem dochodzi do nas niebieski szlak z Jurkowa i zaraz potem osiągamy szczyt Mogielicy (1171 m n.p.m.). O godzinie 10.40, po blisko dwugodzinnej wędrówce stajemy na wierzchołku najwyższej góry Beskidu Wyspowego, ale to nie koniec zdobywania wysokości.

Szczyt Mogielicy (1171 m n.p.m.).

Wierzchołek Mogielicy jest całkowicie zalesiony, a więc pozbawiony też jakichkolwiek widoków. Jednak dzięki zbudowanej tu w 2008 roku drewnianej wieży widokowej możemy wznieść się jeszcze wyżej, o dodatkowe 20 metrów w górę, dzięki czemu znajdziemy się ponad koroną drzew. Trzeba tylko nieco odwagi i uwagi, bo wejście na tą wieżę prowadzi stromymi stopniami, które w obecnych warunkach są mocno oblodzone. Na górze wieje oczywiście dość silny wiatr. Wydaje się, że mógłby powalić wąską i wysoką wieżę, ale zachwycająca, dookólna panorama sprawia, że człowiek nie ma czasu myśleć o strachu. Wiatr dokucza bardziej swoją mroźnością. Nie dałoby się tutaj dzisiaj długo stać, gdyby nie ciepłe rękawice, czapka i kaptur na głowie oraz wysoki kołnierz chroniący szyję.

Drewniana wieża widokowa na Mogielicy.

Na górę prowadzą bardzo strome stopnie.

Widoki z wieży widokowej.

Ale wróćmy do nieziemskich stąd widoków. Właściwie jego fragmenty już opisywaliśmy podczas podchodzenia zbocza Mogielicy, tyle tylko, że są stąd znacznie bardziej rozległe. I chyba nawet południowe zachmurzenie nie skraca tej panoramy, aczkolwiek tatrzańskie szczyty ewidentnie giną w kłębach chmur. Tatry wyglądają jakby płonęły bielą. Bez trudności można jednak wyodrębnić ich szczyty znajdujące się na pierwszej linii, szczególnie te niższe, których sylwetki widać w całej okazałości, znane i charakterystyczne, jak np. Giewont, czy Czerwone Wierchy.

Fragment pasa Tatr. Nieco na prawo widać powszechnie znany kształt - grzbiet Giewontu, powyżej niego wznoszą się Czerwone Wierchy.

Fragment pasa Tatr. Nieco na prawo widać powszechnie znany kształt - grzbiet Giewontu,
powyżej niego wznoszą się Czerwone Wierchy.

Ćwilin, a za nim Śnieżnica.

Pasmo Łososińskie.

Widok na północ. Z prawej widać zachodni koniec grzbietu Pasma Łososińskiego.
Gdzieś przed nim pod chmurami ukryta jest Limanowa.

W pozostałych kierunkach mamy krajobrazowe szaleństwo, nieprawdopodobny spektakl rozgrywający się pomiędzy szczytami, rozdzielonymi cienistymi dolinami i przełęczami. Wiele z tych dolin i przełęczy przykrywa poszarpana mgła, a w niektórych widać wzburzone obłoki, choć tak naprawdę tkwią w dolinach dość nieruchomo, tworząc wybujałe formy, które zwykliśmy spotykać tylko na sklepieniu niebieskim. Jak tu nie uwierzyć, że to nie sen. Można bez końca przecierać oczy, ale wciąż to co widzimy wydaje się snem na jawie. To jakbyśmy znaleźli się na jakimś do tej pory nieodkrytym nieziemskim bezkresie. Beskid Wyspowy potrafi zaskoczyć.

Widok w kierunku Sądecczyzny.

Babia Góra (słow. Babia hora, węg. Babia gura, niem. Teufelspitze), 1725 m n.p.m.

Widok w kierunku wschodnich krańców Gorców. Z prawej najwyższe wzniesienie to Gorc (1228 m n.p.m.).

Polana Stumorgi - największa z polan na Mogielicy położona na południowo-zachodnim grzbiecie.



Szczyt Mogielicy to również miejsce naszego odpoczynku i to dłuższego niż zwykle, bo dnia mamy jeszcze wiele przed sobą. Kilkadziesiąt metrów na południowy wschód od wierzchołka znajduje się ładny punkt widokowy. Niewielka polanka, załamująca się w dół stromym zboczem. Ludowe przekazy mówią, że w dawnych czasach zrzucano z niej zwłoki samobójców, kiedy to Kościół zabraniał ich pochówku na poświęconym cmentarzu. Dziś na skraju tej polanki stoi od 2004 krzyż o kształcie pastorału Jana Pawła II, ufundowany w 50-rocznicę pobytu Karola Wojtyły na Mogielicy. Metalowa tabliczka pod tym krzyżem głosi jego słowa:
„Wobec piękna gór czuję, że On jest... i wtedy zaczynam się modlić”.



Polanka podszczytowa na Mogielicy z krzyżem w kształcie pastorału Jana Pawła II.

Widok w kierunku doliny Kamienicy.

Wielki Wierch, 1007 m n.p.m. (w punkcie centralnym), a za nim Gorc (1228 m n.p.m.).

Turbacz widziany z polanki pod szczytem Mogielicy.
Na lewo od szczytu Turbacza widoczne jest schronisko PTTK.

Panorama na południe i zachód z polanki pod szczytem Mogielicy.

O godzinie 12.40 wracamy na szczyt Mogielicy, a z niego niebieskimi znakami rozpoczynamy zejście. Początkowo prowadzą nas wspólnie z zielonymi, które wiodły nas na szczyt, ale po kilku minutach szlaki te rozwidlają się. Od tego miejsca niebieskie znaki prowadzą nas na dość stromo, by nie powiedzieć karkołomnie przez leśne zbocze. Właściwie nie schodzimy, a ześlizgujemy się, czasem z podpórką. Pod warstwą śniegu daje się wyczuwać kamienista ścieżka. Jest wesoło, ale trzeba uważać, by nie skręcić nogi. Po około 10 minutach osiągamy poprzecznie biegnącą ścieżkę, na której skręcamy w prawo.

Na rozwidleniu szlaków.

Strome zejście z Mogielicy.

Teraz już bardzo łagodnie i wygodnie maszerujemy pośród młodych bukowych drzew. Po parunastu minutach szlak zakręca nieco na lewo opadając bardziej stromo, ale zaraz potem przy mijanej kapliczce znów łagodnieje. O godzinie 13.20 pojawia się przed nami leśna droga jezdna. Szlak ku niej dość stromo opada. Zaraz po przekroczeniu tej drogi wchodzimy na położoną na wysokości ok. 740-860 m n.p.m. Polanę Cyrla. Śnieg na tej wysokości wyraźnie już ustępuje. Na naszej drodze pojawia się błoto.

Na grzbiecie odchodzącym od szczytu szlak łagodnieje. Mijamy kapliczkę.

Pośród młodych bukowych drzew.

Leśna droga jezdna.

Szlak przez chwilę dość stromo opada ku przebiegającej w poprzek drodze.

Polana Cyrla położona na wysokości ok. 740-860 m n.p.m.

Widok z Polany Cyrla w kierunku zachodnim. Z prawej widać opadające zbocze Ćwilina.

Polana Wyżnikówka widziana z Polany Cyrla.

Przed godziną 14.00 zaczynamy wchodzić na pola i łąki, poniżej nich w dolinie rozciąga się wioska Jurków, za którą wznosi się Ćwilin, a dalej za nim Śnieżnica. Wkrótce też po prawej uwidaczniają się nam zachodnie zbocza Łopienia. Krajobraz ten rozświetlają jaskrawe promienie słońca. Wśród zabudowań Jurkowa wybija się drewniany kościół pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy z 1913 roku.

Panorama na Jurków.
Jurków. Kościół pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy z 1913 roku.

O godzinie 14.10 wchodzimy na wąską asfaltową drogę, która prowadzi nas przez wieś. Szlak doprowadza nas do brzegu rzeki Łososinki, zwana tutaj przez miejscowych Jurkówką. Przechodzimy mostem nad potokiem Chyszówka, który zasila Jurkówkę. Tuż za mostem po prawej mamy stylową Karczmę „Baranówkę”, do które rzecz jasna wstępujemy. To świetne miejsce na odpoczynek przy kominku i kufelku złocistego. Podczas wielodniowych wypadów karczma ta może okazać się również świetną bazą noclegową.

Karczma „Baranówka”.

Kończymy wyjątkowo krótką, jak na górską wycieczkę, ale niezwykle urzekającą i owocującą kolejnym szczytem zaliczanym do Korony Gór Polski. Była to dość lekka wyprawa, ale nie dajmy się zwieść. Naszemu mniemaniu łatwości dopomógł zapewne wysoki punkt rozpoczęcia wędrówki – przełęcz położona na wysokości 700 m n.p.m. Wędrówka po najwyższych szczytach Beskidu Wyspowego, zazwyczaj nie jest taka łatwa, bo nawet niedługie trasy będą wymagać dużo większego wysiłku, szlaki często pokonują tu duże przewyższenia na stosunkowo niedługich odcinkach. Jednak warto przyjechać, by oddać się romantycznemu uniesieniu na jednym z tutejszych szczytów, a być może akurat wtedy będziemy mieli szczęście zobaczyć niezwykłe „morze mgieł” - zjawisko charakterystyczne dla Beskidu Wyspowego.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas