Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lipnica Murowana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lipnica Murowana. Pokaż wszystkie posty
Ostatni pobyt na Pogórzu Wiśnickim zakończyliśmy w Lipnicy Murowanej. Zwiedziliśmy co się dało, tyle na ile pozwoliła późna pora. Jednak można zwiedzić całą Lipnicę Murowaną i nie zobaczyć wszystkiego, jeśli nie zobaczy się corocznego konkursu palm wielkanocnych. Święcenie palm wielkanocnych jest silnie zakorzenione w tradycji kościoła katolickiego i stanowią pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Palmy wielkanocne stały się też wizytówką Lipnicy Murowanej, świadczącą o jej unikalności, niemal tak jak jej zabytki i święci. Od 1958 roku, kiedy po raz pierwszy konkurs został zorganizowany, impreza ta zdążyła przeobrazić się z lokalnej do znanej na całą Polskę. Jej inicjatorem był lipnicki poeta Józef Piotrowski.

W tegoroczną Niedzielę Palmową przyjechaliśmy do Lipnicy Murowanej, by uczestniczyć w 54 edycji Konkursu Palm i Rękodzieła Artystycznego im. Józefa Piotrowskiego. O godzinie 8.00, kiedy wjechaliśmy do Lipnicy Murowanej, kilka z palm stało już przymocowanych do ogrodzenia wokół kolumny figury św. Szymona z Lipnicy. Wciąż przybywają nowe, przenoszone przez mężczyzn z różnych stron. Przy największych potrzeba nawet kilkanaście osób, aby jej przenieść i na ulicach tworzą się prawdziwe korowody. Niektóre z nich muszą przemaszerować po kilka kilometrów z pobliskich wiosek.




Najtrudniejsze jednak nie jest wykonanie takiej palmy, czy przeniesienie jej na Lipnicki rynek, ale jej postawienie. Mały jest problem z tymi niższymi, ale prawdziwym wyzwaniem są w tym przypadku palmy największe, których długość dochodzi i przekracza 30 metrów. Jest to trudna operacja, wymagająca dobrego skoordynowania, bo jeden błąd może skutkować np. przełamaniem się palmy. Stawiane są one do pionu za pomocą siły rąk z pomocą lin i rolek przymocowanych do stojących drzew oraz specjalnie przygotowanych tyczek, którymi stabilizuje się podnoszoną palmę. Na koniec palma taka przymocowywana jest do drzewa. Chwile stawiania palm są bardzo emocjonujące i bardzo widowiskowe.

Stawianie palmy

Stawianie palmy

Palmy przynoszone na lipnicki rynek są plecione z wikliny. Wiązane są pędami wierzby (regulamin konkursu nie dopuszcza tutaj wykorzystania drutu, gwoździ i sznurków z tworzyw sztucznych). Musi być tak wykonana, aby jej wykonawca mógł objąć ją dłońmi na wysokości 1 metra. Palmy zdobione są naturalną roślinnością i papierowymi  kwiatami, a także kolorowymi wstążkami. Oceniana jest nie tylko ich wysokość, ale też artyzm i harmonia kształtu.

Konkursu Palm i Rękodzieła Artystycznego w Lipnicy Murowanej jest mocno zakorzeniony w tradycji regionu. Jeszcze zanim wymyślono konkurs, gospodarze z Lipnicy Murowanej i innych okolicznych wsi konkurowali ze sobą długością palm, ich zamożność mierzona była długością palmy. Oczywiście obecnie konkurs palm ma tu zupełnie inny wymiar.

W tym roku po raz siódmy z rzędu Konkurs Palm i Rękodzieła Artystycznego im. Józefa Piotrowskiego, w kategorii największych wygrał Zbigniew Urbański. Jego palma miała dokładnie 32 metry i 65 cm. Do rekordu długości brakło niewiele, a należy również do pana Zbigniewa. Ustanowiony został rok wcześniej, a palma ta miała 36 metrów i 4 cm długości.

Najdłuższa palma na lipnickim rynku (AD 2012) - długość 32 m 65 cm.
Czy uda się ją postawić? Pokazują to kolejne zdjęcia.

Stawianie najdłuższej palmy

Stawianie najdłuższej palmy

Stawianie najdłuższej palmy

Zbigniew Urbański
Zbigniew Urbański - jak podkreślał, tegoroczna palma wielkanocna jest dziełem całej jego rodziny.

Imprezie towarzyszył kiermasz rękodzieła artystycznego z degustacją regionalnych potraw wielkanocnych, a na scenie prezentowały się zespoły folklorystyczne. Mimo niesprzyjającej aury impreza zgromadziła wiele osób, w tym przybyłych gości, takich jak my. Marzły nam ręce od chłodu, policzki przeciwstawiały dokuczliwym powiewom wiatru i zacinającemu chwilami śniegowi. Słowa uznania należą się organizatorom i uczestnikom tej barwnej imprezy.

Rękodzieło artystyczne
Rękodzieło artystyczne.

Po rozstrzygnięciu konkursu pozostało nam jeszcze trochę czasu, aby zwiedzić wioskę. Na poprzedniej wycieczce widzieliśmy już perłę średniowiecznej architektury drewnianej, którą niewątpliwie jest kościółek św. Leonarda. Kojarzony jest on z Lipnicą Murowaną, ale w rzeczywistości położony jest na drugim brzegu rzeki Uszwicy, czyli w sąsiadującej Lipnicy Dolnej. Lipnica Murowana może jednak poszczycić się innymi pięknymi świątyniami.

Wokół kolumny figury św. Szymona z Lipnicy
Wokół kolumny figury św. Szymona z Lipnicy.

Żegnamy się z lipnickim rynkiem, jego lipami i domami z podcieniami. Kierujemy się na północną część wioski, gdzie zaraz za rogiem rynku stoi Kościół pw. Św. Szymona. Przed kościołem mijamy mężnie prezentującego się Władysława Łokietka, który był założycielem Lipnicy Murowanej - pomnik odlany w brązie postawiony w 1998 roku.

Kościół pw. Św. Szymona.
Przed kościołem stoi pomnik Władysława Łokietka, który był założycielem Lipnicy Murowanej.

Kościół pw. Św. Szymona został zbudowany na miejscu domu rodzinnego św. Szymona w latach około 1636-1648, a więc jeszcze przed jego beatyfikacją, która miała miejsce 24.02.1685 roku. W obręb kościelnego obejścia wprowadza nas arkadowa brama, będąca równocześnie dzwonnicą. Bramę tą wraz całym ogrodzeniem kościoła wykonano w roku 1900. Zawieszone w bramie trzy dzwony noszą imiona trzech lipnickich osobowości wyniesionych na ołtarze: Szymona, Marii Teresy oraz Urszuli.

We wnętrzu kościoła znajduje się bogato zdobiony ołtarz w stylu rokokoneogotyckim z 1860 roku. Znajduje się w nim obraz bł. Szymona. Obraz ten jest kopią XVII-to wiecznego obrazu wykonanego przez Jana Gottharda z Wilna, a który znajduje się w kościele Bernardynów w Krakowie w kaplicy św. Szymona. Przedstawia on scenę „próby posłuszeństwa”, w czasie której Szymon przykazał wejść nowicjuszom na współbraci zakonnych boso na żarzące się węgle. Odważył się na to tylko jeden z nich i wykonał tę próbę bez bólu i uszczerbku dla swojego zdrowia. Wtedy św. Szymon przygarnął nowicjusza mówiąc: „takie cuda sprawia święta cnota posłuszeństwa, ogromnie ważna dla każdego zakonnika.”

W bocznych wnękach korpusu nawy znajdują się jeszcze dwa ołtarze z obrazami: Serca Jezusa i Serca Marii.

Ołtarz główny z obrazem bł. Szymona.
Ołtarz główny z obrazem bł. Szymona.

Ołtarz boczny z obrazem Serca Marii.

Ołtarz boczny z obrazem Serca Jezusa
Ołtarz boczny z obrazem Serca Jezusa.

Za ołtarzem głównym możemy zobaczyć relikwie świętego
Za ołtarzem głównym możemy zobaczyć relikwie świętego.

Nieopodal kościoła pw. Św. Szymona znajduje się starsza świątynia - kościół parafialny pw. św. Andrzeja Apostoła. Zbudowany został w 1364 roku z fundacji króla Kazimierza Wielkiego na miejscu starszego kościoła drewnianego, znajdującego się na skraju dawnego miasta. Kościół posiada gotycką bryłę. Do jego najcenniejszych zabytków zalicza się umieszczoną na ołtarzu w południowej kaplicy gotycką rzeźbę Matki Bożej z Dzieciątkiem z około 1370 roku. Według tradycji jest ona darem króla Kazimierza Wielkiego.

Kościół parafialny pw. św. Andrzeja Apostoła
Kościół parafialny pw. św. Andrzeja Apostoła.

Ołtarz w południowej kaplicy z gotycką rzeźbą Matki Bożej z Dzieciątkiem z około 1370 roku
Ołtarz w południowej kaplicy z gotycką rzeźbą Matki Bożej z Dzieciątkiem z około 1370 roku.

Wnętrze kościoła jest zachwycające, przepełnione bogatym zdobnictwem. Oszałamiają misternie wykonane ołtarze i wyposażenie, a wszystkiemu dopełniają piękne, stylizowane malowanie ścian i sklepienia.

W świątyni wyróżnia się ołtarz główny przedstawiający św. Andrzeja, ale jednocześnie tonie w blasku ołtarzy bocznych. Ten neobarokowy ołtarz główny nie jest bardzo stary, pochodzi z przełomu XIX i XX wieku. Z tego samego okresu pochodzą znajdujące się w nim bramki i rzeźby świętych oraz obraz przedstawiający św. Andrzeja. Starsza jest stojąca przy nim kamienna chrzcielnica z XIV lub XV wieku. Trzy rokokowe ołtarze boczne również nie są tak stare jak budynek świątyni i pochodzą z początku XIX wieku. Stosunkowo nowe wyposażenie kościoła św. Andrzeja wynika z faktu zniszczeń dokonanych przez pożary, a był on nimi nawiedzany kilkakrotnie - w latach: 1500, 1655, 1740 oraz w roku 1824 kiedy to runęło jego gotyckie sklepienie.

Wnętrze kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła
Wnętrze kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła.

Ołtarz główny przedstawiający św. Andrzeja
Ołtarz główny przedstawiający św. Andrzeja.

Malowidło na sklepieniu
Malowidło na sklepieniu.

Wnętrze kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła
Wnętrze kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła.

Malowidło na sklepieniu
Malowidło na sklepieniu.

Kierujemy się teraz w stronę Dworu Ledóchowskich, przy którym stoi nasz autokar. Przechodzimy ostatni raz przez lipnicki rynek, potem wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 966 w kierunku Lipnicy Dolnej. Przechodzimy przez most nad Uszwicą, z niego po lewej stronie świetnie widać wspomniany wcześniej Kościół św. Leonarda.

Kościół św. Leonarda nad Uszwicą
Kościół św. Leonarda nad Uszwicą.

Symboliczna mogiła ofiar hitleryzmu z Lipnicy.
Z tyłu widać Dwór Ledóchowskich.
Przed dworem Ledóchowskich mijamy symboliczną mogiłę ofiar hitleryzmu z Lipnicy, z dwoma mieczami grunwaldzkimi i nazwiskami poległych. Parę kroków dalej, po prawej stronie przechodzimy obok figury przedstawiającej św. Floriana, która została tu wzniesiona w 1837 roku w miejscu, gdzie wytyczano rynek nowego miasta po pożarze Lipnicy Murowanej w 1828 roku.


Przeniesiemy się teraz na Pogórze Ciężkowickie...
...ciąg dalszy nastąpi...

LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej „Wierch”

TRASA:
Nowy Wiśnicz Nowy Wiśnicz Leksandrowa Rezerwat „Kamień Grzyb” Lipnica Górna Paprotna / Rezerwat „Kamienie Brodzińskiego” Lipnica Murowana

OPIS:
Nasze spotkanie z Wiśnicko-Lipnickim Parkiem Krajobrazowym nie mogło się trafniej rozpocząć - Nowy Wiśnicz i górujący nad miastem okazały zamek, będący symbolem regionu i głównym motywem logo parku. Pod zamkowe mury wiśnickiego zamku podjeżdżamy kilka minut przed dziewiątą.

Zamek w Nowym Wiśniczu.

Przed wprowadzeniem na zamkowe sale przewodnik zatrzymuje nas pod jego fasadą, opowiadając jego historię, o tym jak rósł w siłę i jak potem podupadał.

W XII wieku Nowy Wiśnicz był wsią klasztorną. W XIV wieku był własnością Kmitów, potem Lubomirskich. Za sprawą Stanisława Lubomirskiego w 1616 roku Nowy Wiśnicz otrzymał prawa miejskie.

Historia Zamku w Nowym Wiśniczu sięga II połowy XIV wieku, kiedy Jan Kmita herbu Szreniawa wystawił tu niewielki zameczek. Przez kolejne lata zamek był sukcesywnie rozbudowywany. Na przełomie XV i XVI wieku urósł do znaczącej warowni otoczonej systemem fortyfikacyjnym. Od północy otaczały go włoskie ogrody, a wnętrza ozdobiono wykwintną renesansową kamieniarką, obrazami, malowidłami ściennymi i drogimi meblami.

Gdy zmarł ostatni z Kmitów zamek przeszedł na 3 lata w ręce Barzych herbu Korczak. W 1593 wykupił go Sebastian Lubomirski, który upodabniając się do zasłużonych Kmitów wystarał się o przyznanie tytułu hrabiego na Wiśniczu, a także używał herbu „Szreniawa bez krzyża”. Jego syn Stanisław dokonuje gruntownej przebudowy w stylu „palazzo in fortezza”- powstaje pałac wewnątrz fortecy. Zamek wiśnicki staje się jedną z potężniejszych twierdz w Rzeczypospolitej.

Mimo tego, w 1655 roku bogaty zamek wiśnicki, został poddany bez walki nacierającym wojskom szwedzkim. Po roku zamek został wyzwolony, ale wcześniej obrabowany przez Szwedów. Od tego czasu warownia zaczęła podupadać i nigdy już nie wróciła do swojej świetności.
Tak w skrócie przedstawia sie historia Zamku w Nowym Wiśniczu.

Panorama z jednej z frontowych sal zamkowych.






Niejasny obecnie stan prawny zamku sprawiał, że podejmowane prace remontowe i restauratorskie nigdy nie nabrały wymiaru pozwalającego na przywrócenie jego świetności. Mimo to, w odrestaurowanych salach udało się zgromadzić wiele ciekawych eksponatów. Przewodnik oprowadza nas po zamkowych korytarzach i salach. Na trasie zwiedzania mamy m.in. ogromną salę balowa, salę plafonową z pozłacanym sufitem, niesamowitą salę lustrzaną, salę akustyczną wykorzystywaną kiedyś jako miejsce spowiedzi, kaplicę zamkową oraz kryptę z ekspozycją sześciu sarkofagów (w tym Stanisława Lubomirskiego).

Krypta z ekspozycją sześciu sarkofagów (zdjęcie pokazuje sarkofag Stanisława Lubomirskiego).

Zamkowe wnętrza nie błyszczą jak za swej świetności. Jednak i tak zgromadzono w nich wiele ciekawych eksponatów, XIX- i XX-wiecznych mebli i innego wyposażenia wnętrz. Są tu też prace plastyczne uczniów nowowiśnickiego Liceum Sztuk Plastycznych. A jedna ze sal wypełniona jest imponującymi makietami różnych zamków. Znając dramatyczne losy zamku chyba nie spodziewaliśmy się aż tak bogatej, pięknej i zarazem ciekawej ekspozycji. Wizyta w zamku nieplanowanie przeciąga się. A tu jeszcze nasza przewodniczka zaprasza nas na taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę na Nowy Wiśnicz. Z planowanej godziny pobytu na wiśnickim zamku robi się ponad półtorej.

Taras widokowy.

Panorama z tarasu zamkowego na miasto Nowy Wiśnicz.



Nie odmawiamy sobie jednak zobaczenia „Koryznówki”, znajdującej się jakieś 200 metrów od zamkowych murów. Jest to dworek wybudowany po pożarze Wiśnicza w 1863 roku, słynny z tego, że przebywał w nim często Jan Matejko, goszcząc tu u swojego szwagra Leonarda Serafińskiego. Z braku czasu oglądamy go tylko z zewnątrz, a także znajdujący się przy nim stary sad, zabudowania gospodarcze w postaci stodoły i drewutni ze stajnią. Nieopodal znajduje się również staw z otaczającym starodrzewem. Wiśnicka „Koryznówka” jest trzecim w Polsce Muzeum związanym z osobą wielkiego malarza (po Muzeum utworzonym w domu rodzinnym Matejki przy ul. Floriańskiej w Krakowie oraz w Krzesławicach).

Koryznówka.

Koryznówka - zabudowania gospodarcze.




Wnętrza dworku i zgromadzoną w nich ekspozycję musimy pozostawić na inny czas, bo już czas abyśmy przemieścili się na początek szlaku i rozpoczęli wędrówkę pieszą.


Wędrówkę pieszą rozpoczynamy o godzinie 11.10 na peryferiach Nowego Wiśnicza na ul. Lipnickiej, przy przystanku autobusowym „Leksandrowa”. Za posesją nr 152 wchodzimy na boczną asfaltową drogę, która prowadzi nas na południe, na wzniesienie. Niebawem możemy obejrzeć się za siebie, by zobaczyć centrum Nowego Wiśnicza i rzucający się w oczy kompleks dawnych zabudowań klasztornych Karmelitów Bosych umiejscowiony na wzgórzu. Obecnie znajduje się w nim zakład karny, a historia więziennictwa w tym obiekcie sięga roku 1783, kiedy to cesarz austriacki Józef II dekretem zlikwidował klasztor karmelitów bosych, zamieniając go na sąd karny i ciężkie więzienie. Kary odsiadywali w nim wtedy głównie zwykli kryminaliści, ale też tatrzańscy zbójnicy. Potem trafiali tu również więźniowie polityczni.

Widok w kierunku centrum Nowego Wiśnicza.
Z prawej na wzniesieniu widać kompleks dawnych zabudowań klasztornych Karmelitów Bosych.

Wkrótce dochodzimy prostopadle do innej drogi. Przychodzimy na jej drugą stronę i utrzymujemy dotychczasowy kierunek wędrówki wchodząc na drogę polną, która schodzi przez pola i znajdujące się wśród nich gospodarstwa wiejskie do parowu z płynącym w nim potokiem.

Parów z potokiem.

Zsuwamy się po stromej skarpie wprost na grząski brzeg niewielkiego potoku, który od razu przeskakujemy. Za nim szlak pnie się na wzgórze Bukowca wznoszące się na 389 m n.p.m. Nasza leśna dróżka pnie się po jego łagodnym zboczu. Zacisze zalesionego wzgórza zaburza szelest liści, pokrywających szczelnie nie tylko naszą ścieżkę wędrówki, ale również całą powierzchnię zbocza. Przewagę brązowej kolorystyki prezentują również korony buków rosnących na wzgórzu. To im wzgórze zawdzięcza swoją nazwę. Liściasty sufit leśny nie jest jednak już tak szczelny i promienie słoneczne bez większych trudności przedzierają się na dno lasu, sprawiając, że rudziejące brązy liściastego dywanu, prezentują się lepiej niż niejeden perski dywan.

Po około 10 minutach docieramy do niewielkiego zagłębienia terenu, z którego na wysokości 380 m n.p.m. wyrastają dwa niezwykłe ostańce skalne. Są one pomnikiem przyrody i wraz z fragmentem bujnej buczyny karpackiej wchodzą w skład rezerwatu przyrody Kamień Grzyb. Oczarowani niecodzienną rzeźbą potężnych kamieni wystających z ziemi zostajemy przy nich, robiąc sobie półgodzinną przerwę w wędrówce.




Większa skała, wyglądająca jak potężny grzyb ma 7 m wysokości, 26 m w obwodzie czapy i 17 m w obwodzie trzonu. Forma drugiej skała jest mniej skomplikowana. Wygląda ona na oderwany głaz, przechylony nieco na jedną stronę, częściowo zagłębiony w podłożu. Przewężony kształt u dołu skały przypominającej grzyba powstał wskutek tego, że w jego dolnej części występował materiał skalny bardziej podatny na wietrzenie. Pozostałością po piaskowcu są również występujące na powierzchni głazów niewielkie jamki.



Na płycie oraz czapie grzyba znajdujemy kilka wyrytych łacińskich imion i dat. Prawdopodobnie są to imiona zakonników z dawnego klasztoru Ojców Karmelitów w Nowym Wiśniczu, które wyryli zapewne w czasie wycieczki terenowej.

Po przerwie idziemy dalej w górę wzgórza. Od czasu do czasu delikatny powiew wiatru czyni deszcz liści spadających z drzew. Jesień nieustannie zbliża się ku swojemu końcowi. Po 10 minutach wychodzimy na wąską, asfaltową drogę, na której skręcamy w prawo, w kierunku wsi Połom Duży. Ogarnia nas uzdrawiający spokój i monotonia wiejska. Droga wiedzie po wyższych partiach wzniesienia, dawkując oczom przemalowane przez jesień panoramy.

Drzewa przemalowane jesienią.



Na rozgałęzieniu dróg, skręcamy w lewo i wkrótce docieramy do kolejnej sielskiej wsi - Lipnicy Górnej. Tu szlak skręca na prawo na ścieżkę i wiedzie do dolinki. W dolince ścieżka nasza wchodzi na niewielką, zarośniętą polanę. Giną tu nasze niebieskie znaki. Przechodzimy na drugą stronę polanki, na skraj młodnika, który obrasta koryto potoku. Zajmuje nam trochę czasu odszukanie niebieskich znaków szlaku. Znajdujemy je pośród drzewek po jednej i po drugiej stronie potoku. Nie wiemy tylko jak przeprawić się na drugą stronę, bo w pobliżu nie ma żadnego mostku. Schodzimy do parowu i szukamy dogodnego miejsca z wystającymi z wód potoku kamieniami. To dzięki nim udaje się przeskoczyć go bez mokrych przygód.


Kolejny parów z potokiem.

Znaki szlaku kierują nas teraz na wyżej położony przysiółek Lipnicy Górnej. Wędrujemy najpierw wygodną ścieżką przez mały lasek, która cały czas pnie się do góry, ponad potok, który niedawno pokonaliśmy. Niedługo potem, jak potok tracimy z oczu, ścieżka nasza zamienia się w gruntową drogę, teren staje się odsłonięty i pojawiają się zabudowania wsi. Po 15 minutach od przeprawy przez potok, o godziny 13.50 wchodzimy na asfaltową drogę, biegnącą grzbietem wzniesienia. Skręcamy na niej w lewo.




Lipnica Górna.

Asfaltową drogą idziemy parędziesiąt metrów, mijając kilka domostw, po czym znaki znów kierują nas na południową stronę. Schodzimy z wzniesienia trawiastą, szeroką miedzą na płytkie obniżenie, po czym znów lekko zaczynamy piąć się w górę, na wzgórze o nazwie Paprotna. Znów pojawia się las, ale przeważnie idziemy jego skrajem. Około godziny 14.15 przecinamy drogę wojewódzką nr 966 i wchodzimy do lasu.

Przed nami droga wojewódzka nr 966.

Paprotna sięgająca wysokości 441 m n.p.m. jest jednym z wyższych wzniesień Pogórza Wiśnickiego. Szeroka ścieżka leśna prowadzi nas przez mieszany las, w którym zauważalna jest dominacja sosny. Szlak prowadzi nas na wysokość 436 m n.p.m., gdzie w okolicach niższego szczytu wzgórza znajduje się grupa ostańców skalnych zwanych Kamieniami Brodzińskiego. Dochodzimy do nich o godzinie 14.25.

Kamienie Brodzińskiego okazują się być bardzo malowniczą grupą skał w kształcie baszt, grzybów, ambon i skalnych występów. Do pierwszego kamienia podchodzimy od wschodu, czyli od strony szczytu Paprotnej. Od tej strony możemy łatwo wspiąć się na jego niemal płaski wierzchołek, bo natura wydrążyła w nim skalne stopnie. Z każdej innej strony kamień ten wznosi się pionowymi ścianami o wysokości dochodzącej do 10 m. Szerokość tego potężnego głazu dochodzi do 16 m. Na jego wierzchołku zastajemy zakorzenione w jakiś nieprawdopodobny sposób młode sosny i brzozy.

Kamienie Brodzińskiego - Wielki Kamień.

Na zboczach Paprotnej.

Przemieszczamy się nieco na zachód, gdzie poniżej Wielkiego Kamienia znajdują się trzy inne tworzące zwartą grupę skalną o wysokości około 5 m. Tworzą one swoją formą grzyby skalne, połączone z gruntem wąską podstawą. Oddzielają je charakterystyczne szczeliny, pomiędzy którymi można przejść. Dwie z tych skał górną częścią niemal stykają się, gdyż oddziela je w tym miejscu niewielka szczelina, na którą można bez trudu przeskoczyć, przemieszczając się z jednej skały na drugą. W dół szczelina rozszerza się tworząc tzw. okno skalne.

Kamienie Brodzińskiego - trzy grzyby skalne oddzielone szczelinami.




Do grupy Kamieni Brodzińskiego zalicza się jeszcze kilka mniej okazałych ostańców skalnych, które znajdują się około 200 m na wschód.

A dlaczego Brodzińskiemu skały te zawdzięczają nazwę? Otóż okazuje sie, że ów poeta, Kazimierz Brodziński (1791-1835) w tym uroczym miejscu spędzał wiele czasu szukając natchnienia do swoich utworów. W swoich „Wspomnieniach” pisze: „...póki jeszcze służyła jesienna pora chodziłem w pole i ukryty w gęstwinach układałem rymy...”. To na jego cześć głazy te, będące obecnie pomnikiem przyrody, nazwane zostały Kamieniami Brodzińskiego.

W pobliżu ostańców znajduje się śródleśna polana, doskonałe miejsce na biwak i postój na trasie naszej wycieczki. Dzisiejsza wędrówka ma dla nas wartości poznawcze, geograficzno-historyczne, w towarzystwie niezwyczajnej grupy turystycznej. Dla nich dzisiejsza wędrówka stanowi symboliczne zakończenie sezonu turystycznego. Jako „Wierchowcy” wdzięczni jesteśmy za możliwość wspólnego wędrowania, wspólnego poznawania miejsc leżących nie tylko na wielkich wysokościach, ale również tych leżących u stóp naszych gór, skąd raczkują, nim zaczną wyrastać i piąć się strzeliście w górę. Sympatyczną biesiadę przy ognisku kończymy o godzinie 15.30.

Schodzimy tym samym szlakiem, którym tu przybyliśmy. Po 10 minutach spokojnego spaceru po zboczu Paprotnej skręcamy w prawo na wschód na parking pod restauracją „Zajazd pod Kamieniem”. To tam czeka na nas Grzesiek z dowodzonym przez siebie transportowcem SETRA. Księżyc już się pojawił na niebie, zbliża się wieczór, ale to nie koniec jeszcze, bo jakże by można było zakończyć wędrówkę po Wiśnicko-Lipnickim Parku Krajobrazowym bez zaglądnięcia do Lipnicy.


Byliśmy już w Lipnicy Górnej, ale są jeszcze dwie Lipnica Dolna i chyba najbardziej znana Lipnica Murowana. Znana bynajmniej nie z tego, że jest murowana, ale ze swojej nietuzinkowości. Historia Lipnicy Murowanej sięga korzeniami pierwszego tysiąclecia, a dokładnie 1144 roku skąd pochodzą pierwsze zapiski o istnieniu tej osady, zwanej wtedy Lipnik. Na bazie tej osady, w roku 1326 roku król Władysław Łokietek lokował tu miasto. Lipnica Murowana położona była na starym, bardzo ruchliwym trakcie węgierskim, dzięki czemu kwitł jej rozwój, do czasu, gdy szlaki handlowe uległy zmianie. To spowodowało, że miasto zaczynało powoli podupadać. Na domiar złego nękane było częstymi pożarami, epidemiami, powodziami. W skutek regresu i stagnacji gospodarczej miasta, w roku 1934 odebrano mu prawa miejskie. Dziś pozostaje malowniczą wsią otoczoną od południa wzniesieniami Beskidu Wyspowego, a z pozostałych stron Pogórzem Wiśnickim.

O godzinie 16.10 wjeżdżamy na urzekający lipnicki rynek, otoczony niskimi, domami ze średniowiecznymi podcieniami, które stanowią unikalny przykład architektury miejskiej z XVI wieku. Przed nimi rosną stare lipy, a pośrodku rynku, na wysokiej kolumnie stoi figura św. Szymona z Lipnicy. O tym miejscu często mówi się, że unosi się tu zapach średniowiecza. Jednak przebiegająca przez rynek wojewódzka droga nr 966 budzi mieszane uczucia względem takiego stwierdzenia.

Rynek w Lipnicy Murowanej.

Szkoda, że zapada szarówka i niewiele już dnia pozostało, bo tak wiele miejsc godnych jest tu odwiedzenia. Spośród wielu atrakcji wioski, nasze myśli kierujemy ku bezcennemu klejnotowi tutejszej ziemi, położonemu w graniczącej z Lipnicą Murowaną miejscowości Lipnica Dolna. To modrzewiowy kościół pw. św. Leonarda, wybudowany prawdopodobnie pod koniec XV wieku na miejscu poprzedniej świątyni z XI wieku. Świątynia ta należy do najcenniejszych drewnianych kościołów gotyckich Polski, dlatego też została umieszczona na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO.

Wchodzimy na uliczkę, biegnącą obok barokowego kościoła pw. bł. Szymona, wybudowanym w I połowie XVII wieku z inicjatywy Stanisława Lubomirskiego, ówczesnego starosty i wójta lipnickiego, jako przejaw rozwijającego się kultu błogosławionego Szymona. Na końcu uliczki skręcamy w prawo na wschód. Po chwili przechodzimy mostem nad Uszwicą i wchodzimy na teren cmentarny, gdzie stoi osławiony drewniany kościółek. We jego wnętrzu znajdujemy wyjątkowo cenne zabytki dawnego malarstwa, rzeźby i rzemiosła artystycznego. Wrażenie robią stare malowidła pokrywające ściany i strop. Niestety widać na nich ślady zniszczeń z powodu występujących tu często powodzi.

Kościół pw. św. Leonarda.





Z kościoła pw. św. Leonarda kierujemy się na południe ku drodze wojewódzkiej, na której skręcamy w lewo i po kilku minutach docieramy do zabytkowego dworu. Został on wzniesiony w latach 1830-35, wzorowany stylem pałaców wiejskich we Francji, przy miejscu wytyczenia nowego rynku Lipnicy Murowanej po pożarze w 1828 roku. Okres ten upamiętnia również stojąca nieopodal dworu kamienna figura św. Floriana postawiona w 1837 roku. Dworek swoją sławę zawdzięcza jednak innym faktom. Wychowały się w nim wyniesione na ołtarze: Urszula i Maria Teresa Ledóchowskie.

Budynek oglądamy już w wieczornych ciemnościach. Kończymy wspaniałą wędrówkę, niezwykle pasjonującą i czarowną, głęboko uduchowieni słowami Świętej Urszuli Ledóchowskiej:
„Naszą polityką jest miłość. I dla tej polityki jesteśmy gotowe poświęcić nasze siły, nasz czas i nasze życie”
Figura św. Floriana z 1837 roku.
Wracamy na lipnicki rynek, gdzie stoi nasz autokar.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas