Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kikula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kikula. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Schronisko Górskie na Wielkiej Raczy (1230 m n.p.m.) - Wielka Racza słow. Veľká Rača (1236 m n.p.m.) Obłaz (1043 m n.p.m.) Magura (1075 m n.p.m.) Kikula, słow. Kykula (1087 m n.p.m.) Vreščovskié sedlo (760 m n.p.m.) Chatka Skalanka Zwardoň sedlo (685 m n.p.m.) Zwardoń PKP (670 m n.p.m.)

OPIS:
Wczorajszy wieczorny chłód schroniska na szczęście rozpłynął się wraz z napływem kaloryferowego ciepła, aczkolwiek w powietrzu wciąż można było wyczuć jego echo. System ogrzewania naszego pokoju sprawiał wrażenie niewydolnego. Noc jednak smacznie i twardo przespaliśmy. Sen był tak błogi, że zapewne spalibyśmy jeszcze długo, tym bardziej, że zaplanowana na dziś trasa nie była zanadto długa i nie zmuszała nas do wczesnej pobudki. Podświadomość samoistnie jednak podpowiadała, że nie należy zwlekać ze wstawaniem. Wszak nie na co dzień mamy okazję przebudzić się na wysokości 1230 m n.p.m.

Za oknem mamy jeszcze poranną szarówkę. Nagle dostrzegamy, że sklepienie niebieskie pozbawione jest zachmurzenia i w tym samym momencie ogarnia nas olśnienie: wschód słońca! Nad morzem wiemy, że jest piękny, ale w górach?

Brzask na Wielkiej Raczy
(widok spod budynku schroniska w kierunku Tatr, z lewej mamy Beskid Żywiecki, z prawej początek Małej Fatry).


Zbliżenie na Tatry.

Zbliżenie na Małą Fatrę.

Jest po szóstej. Wschód nastąpi około 6.30. Słońce nie może wstać dziś przed nami. Zarzucamy na siebie ubranie i wychodzimy przed budynek schroniska. Już przed schroniskiem olśniewa słoneczny brzask, którego źródło znajduje się jeszcze za Tatrami. Promienie jaskrawą czerwienią odganiają demony i zmory nocy. Nadchodzi świt. Ściana tatrzańskich szczytów zaczyna wyraziście bielić się pierwszym śniegiem. Szczyty są tak wyraźne, że wydają się wręcz domalowanym na horyzoncie mirażem, na widok którego można zaniemówić. A może należałoby się uszczypnąć, by sprawdzić, czy to jeszcze sen, czy naprawdę już wstaliśmy.

Panorama w kierunku Niżnych Tatr (w głębi). Wcześniej widać charakterystyczny Wielki Chocz.

Mała Fatra: z lewej poszarpany Wielki Rozsutec (1610 m n.p.m.), z prawej stożkowaty Stoh (1607 m n.p.m.).

Kilkanaście metrów stąd jest jeszcze lepsze miejsce, otóż szczyt Wielkiej Raczy (słow. Veľká Rača, 1236 m n.p.m.), na którym znajduje się platforma widokowa. O mały włos, a byśmy o tym zapomnieli.

Panorama dookólna: północ-wschód-południe.

Rozpoczyna się świt, a Wielka Racza wciąż zniewala. Z jej szczytu, w którą stronę by nie spojrzeć – piękna i rozległa, górska panorama. Najwspanialsza z tych, jakie do tej pory zaoferowały nam Beskidy. Wspaniała nagroda za trud wędrówki. Nie ma słów, aby wrazić to, co się stało w dolinach, a przynajmniej tam, gdzie powinniśmy je widzieć, bo tak naprawdę dolin nie widzimy wcale. Widać tylko morze mgieł, a właściwie morze chmur, bo są to najprawdziwsze białe obłoki, o wyrazistych, malowniczych kształtach. Takie najpiękniejsze jakie spotykamy na błękitnym niebie, tyle, że w tym momencie widzimy je znacznie niżej od nas samych.

Tatry.

Panorama na zachód (z lewej z chmur wystają najwyższe szczyty Beskidu Śląsko-Morawskiego).

Południowy zachód.

Bendoszka Wielka (1144 m n.p.m.) - jeden z wyższych szczytów w grupie Wielkiej Raczy.

Z tego morza wystają się tylko wyspy. Jak na wyciągnięcie ręki wspaniała Mała Fatra (słow. Malá Fatra) z szeregiem szczytów, z których najbardziej charakterystyczne to: poszarpany Wielki Rozsutec (słow. Veľký Rozsutec, 1610 m n.p.m.), stożkowaty Stoh (1607 m n.p.m.) i najwyższy Wielki Krywań (słow. Veľký Kriváň, 1709 m n.p.m.). Na zachodzie ponad białą pierzyną wystaje najwyższa góra Beskidu Śląsko-Morawskiego - Łysa Góra (czes. Lysá hora, 1324 m n.p.m.) spluskana promieniami wschodzącego słońca. Na północy Skrzyczne (1257 m n.p.m.) królujące nad Beskidem Śląskim. Natomiast całą przestrzeń pomiędzy Beskidem Śląskim, a Tatrami wypełnia oczywiście Beskid Żywiecki, gdzie z gąszczu szczytów górskich odnaleźć można Pilsko z Babią Górą stojące prawie w jednej linii, a także odwiedzoną wczoraj Wielką Rycerzową (słow. Rycierova hora) i Małą Rycerzową.

Tatry.
 
Mała Fatra.

Zbliża się już godzina od chwili jak słońce wstało, a przedstawienie wciąż trwa. Słońce przemieściło się za ten czas już znacznie ponad horyzont. Powietrze zdążyło się już nieco ogrzać, ale schroniskowy termometr wskazuje jedynie +3˚C. Wracamy na śniadanie. Potem kawa w przeszklonej schroniskowej galeryjce z widokiem na Tatry i wracamy na szczyt Wielkiej Raczy.

Schronisko na Wielkiej Raczy 1230 m n.p.m.

Na platformie widokowej.

Słońce przemieściło się już ponad horyzont.

Bałwany chmur zaczynają odparowywać.

Łysa Góra (czes. Lysá hora, 1324 m n.p.m.) spluskana promieniami wschodzącego słońca.

Południowy zachód.

Minęło godzina 9.00. Zniknęły bałwany chmur z dolin, które podczas naszej nieobecności przekomponowały się w jednolitą mgłę. Dla odmiany bałwanki pojawiły się teraz na niebie. Intensywna mgła zalega jeszcze w większości dolin, ale powoli zaczyna odparowywać ku górze. Na żywiecczyźnie wzniesienia odsłoniły się już od podstawy, a z rozdzielających je dolin unoszą się tylko delikatne mgiełki.

Skrzyczne (1257 m n.p.m.) - najwyższy szczyt w grupie górskiej Beskidu Śląskiego.

Fragment Beskidu Żywieckiego.
Najdalsze zalesione szczyty to Mała Rycerzowa (z lewej) i Wielka Rycerzowa (z prawej).
Przed Wielką Rycerzową wznosi się Bania. Polana pod Banią to Przełęcz Przegibek.

Wspaniałe widowisko nadal trwa, a w duchu odzywa się już głos żalu, że za niedługo się skończy, bo przecież musimy rozpocząć zejście w dół. Dobrze, że choć namiastkę tego piękna zabierzemy ze sobą w pamięci aparatu fotograficznego. Jego migawka wciąż bez opamiętania otwiera się i zamyka wpuszczając do jego wnętrza światło, malujące spektakularne obrazy. Gdy wrócimy do domu i zasiądziemy w zaciszu domowego ogniska, zbiór fotografii przyniesie nam nostalgiczne wspomnienie przeżytych chwil i wrażeń, jakimi uraczyła nas dziś matka natura. Dobrze, że w dzisiejszych czasach nie musimy się liczyć z ograniczeniami, a także kosztami jakie wynikały ze stosowania emulsyjnych nośników, czyli kliszy fotograficznej.





I tak przychodzi czas, kiedy nie powinniśmy już zwlekać z powrotem. Nieubłaganie zbliża się krytyczny moment dla naszej wędrówki. Dochodzi godzina 10.00 i jak nie wyruszymy teraz, to nie zostawimy sobie żadnego marginesu bezpieczeństwa by zdążyć na pociąg.

Nadszedł czas powrotu.

Pod schroniskiem wracamy na czerwone znaki.

Zatem obieramy kierunek na zachód - cel: Zwardoń. Pod schroniskiem wracamy na czerwone znaki i zaczynamy schodzić wąską ścieżką. Po chwili ścieżka doprowadza nas do pasa granicznego, przez który poprzez przecinkę leśną poprowadzona jest naziemna linia energetyczna do schroniska. Przed nami jeszcze pięknie prezentują się beskidzkie szczyty parujące delikatną mgłą, ale wkrótce droga opada tak szybko, że widoki te chowają się za wierzchołki drzew leśnych.

Ścieżka doprowadza nas do pasa granicznego,
z poprowadzoną naziemną linią energetyczną do schroniska.




Robi się ciepło. Kurtki w zasadzie stają się niepotrzebne. Pokonujemy pierwsze niedługie podejście na Obłaz (1042 m n.p.m.). Z jego wierzchołka, przez przecinkę leśną świetnie widać partię szczytową Wielkiej Raczy, ale widok ten wywołuje bardzo mieszane uczucia, radość wspaniałych chwil na szczycie przesiąknięta tęsknotą do nich i chęcią powrotu. To dopiero 30 minut marszu, a Wielka Racza jest już dość odległa.

Obłaz (1042 m n.p.m.) - z jego wierzchołka, przez przecinkę leśną
świetnie widać partię szczytową Wielkiej Raczy.

Szczyt Wielkiej Raczy widoczny z Obłazu.

Schodzimy z Obłazu. Szlak odbija teraz nieco od granicy w prawo, wchodząc w wysoki las, to zielony świerkowy, to kolorowy liściasty, albo całkowicie pomieszany, że trudno określić dominację gatunkową drzew. Odbijając od granicy omijamy dwa szczyty: Wielki Przysłop (1037 m n.p.m.) i Mały Przysłop (996 m n.p.m.). Kto chętny do wejścia na oba te szczyty może skorzystać z niebieskiego słowackiego szlaku. Chwilami szlak wychodzi na otwartą przestrzeń powstałą w wyniku intensywnego wyrębu w związku z przeprowadzaną przebudową drzewostanów. Omijając wymienione szczyty w pewnym momencie dostajemy się na zbocze porośnięte młodymi drzewkami, głównie świerkowymi. Ich niewielka wysokość i stromość zbocza sprawia, że mamy świetną panoramę na przysiółek Rycerki Górnej o nazwie Kolonia.

Schodzimy z Obłazu omijając Wielki Przysłop (1037 m n.p.m.).

Wracamy na grzbiet.

Panorama na przysiółek Rycerki Górnej o nazwie Kolonia.

Potem ponownie wchodzimy do gęstego lasu. Pojawia się na krótko stary las świerkowy, który niknie na rzecz młodszych drzew lasu o trudnej do określenia strukturze dominującego drzewostanu. Znów pojawiają się strefy wyrębu, w których prowadzona jest rewitalizacja lasu. I wciąż obniżamy swoją wysokość, ale już niebawem zaczynamy zakręcać ku granicy państwowej spokojnie podchodząc górski grzbiet. Wchodzimy na polanę porośniętą bardzo wysoką trawą; tak wysoką, że sięga nam po uszy. Można się w niej schować. Trochę dalej osiągamy pas graniczny i tym samym o godzinie 11.30 kończymy obchodzenie Wielkiego i Małego Przysłopu.

Świerkowy las, który niknie na rzecz młodszych drzew
lasu o trudnej do określenia strukturze dominującego drzewostanu.

Strefy wyrębu, w których prowadzona jest rewitalizacja lasu.

Strefa wysokich traw.

Kończymy obchodzenie Wielkiego i Małego Przysłopu.

Zbliżamy się z poworotem do pasa granicznego.

Teraz szlak prowadzi nas prawie cały czas pasem granicznym. Nie sprawia większych trudności. Ścieżka lekko i łagodnie faluje po grzbiecie górskim, w cieniu barwnych drzew. Forsowniejsze podejście znajduje się dopiero pod Magurą wznoszącą się na wysokość 1073 m n.p.m. Po stronie słowackiej zbocza są niemal zupełnie wykarczowane. Od tej właśnie strony, za plecami ukazuje się nam w pełni okazała Wielka Racza i cały jej grzbiet opadający łagodnie na zachód. To na nim znajduje się szereg popularnych tras narciarskich i wyciągów, położonych nad miejscowością Oszczadnica (słow. Oščadnica). Widać też na szczycie Wielkiej Raczy schronisko, platformę widokową i charakterystyczny słup energetyczny. To ostatnie widoki na Wielką Raczę i połowa drogi do Zwardonia. Mija właśnie południe.

Ścieżka lekko i łagodnie faluje po grzbiecie górskim, w cieniu barwnych drzew.

Ostatnie widoki na Wielką Raczę podczas podejścia na Magurę (1073 m n.p.m.).

Zbliżenie na szczyt Wielkiej Raczy.

Niespodziewanie na szlaku zatrzymuje nas żmija zygzakowata (Vipera berus). To gatunek jadowitego węża osiągającego nawet 70 cm długości, a czasem i więcej. Pewnie byśmy ostrożnie stąd zmykali, ale chociaż napotkany osobnik pręży się jak może (zapewnie by zadać cios), to jednak jego rozmiary są tak niewielkie, że można go spokojnie obejść. Pora godowa żmij zygzakowatych przypada na okres kwiecień-maj, a młode rodzą się mniej więcej w sierpniu. Wynika z tego, że nasz okaz ma około dwóch miesięcy. Obchodzimy gada i podążamy dalej czerwonym szlakiem pokonując szczyt Magury.

Niespodziewane spotkanie na szlaku - żmija zygzakowata (Vipera berus).

Zaraz za Magurą znajduje się kolejny szczyt oddzielony niezbyt szeroką i płytką przełęczą. To Kikula (słow. Kykula) o wysokości 1087 m n.p.m. Spotkanie ze żmiją zygzakowatą pochłonęła kilkanaście minut naszego czasu i na szczyt Kikuli wychodzimy o 12.30. Przed dalszą drogą raczymy się na niej kubkiem herbaty. Niebo nie jest już tak błękitne jak o poranku, ale aura jest bardzo pogodna. Dal jest nieco zamglona, ale ewentualne widoki w dużym stopniu zakrywają młode drzewa.

Kikula (słow. Kykula) o wysokości 1087 m n.p.m.

Na Kikuli czerwony szlak skręca 90 stopni w prawo na północ.

Na Kikuli czerwony szlak skręca 90 stopni w prawo kierując na północ. Wciąż wiedzie szeroką ścieżką, która początkowo nieznacznie opada, wchodząc w zwarty las. Jednak niebawem przyjmuje większą stromość, a momentami ostro stacza się w dół. W przecince leśnej ukazuje się nam kolejna góra na szlaku - Beskid Graniczny (875 m n.p.m.). Po 20 minutach kończymy zejście z Kikuli. Wchodzimy na otwarte tereny.

Zejście z Kikuli.

Żegnamy się z leśnymi klimatami. Na zboczach widać coraz więcej domów i gospodarstw, łąki i pola, a nasza droga jest już utwardzona podsypanym kamieniem. Wchodzimy w granice administracyjne Zwardonia. Wioski, powstałej przypuszczalnie na bazie istniejącej wcześniej osady granicznej lub punktu celnego na istniejącym tu szlaku handlowym. Nie ma już gór przekraczających 1000 m n.p.m. Ostatnia taka została już za nami – Kikula, która stąd wygląda bardzo okazale.

Kikula widziana z podejścia na Beskid Graniczny.

Wspinamy się na Beskid Graniczny. Nieopodal jego wierzchołka szlak skręca ostro w lewo i schodzi, trzeba przyznać bardzo karkołomnie w dół. Widać, że jest to jezdna droga gruntowa, ale trudno wyobrazić sobie by po niej można było wyjechać zwykłym samochodem.

O godzinie 13.40 schodzimy na Vreščovskié sedlo (760 m n.p.m.), na którym znajduje się turystyczne przejście graniczne. Stąd zaczynamy wchodzić na Skalankę, wznoszącą się na wysokość 867 m n.p.m. Po chwili droga po której prowadzi nasz czerwony szlak zatacza szeroki łuk wokół góry, omijając jej szczyt. Z drugiej strony góry mijamy rodzaj studenckiego schroniska turystycznego Chatkę „Skalanka”. 

Vreščovskié sedlo (760 m n.p.m.).

Chatka „Skalanka”.

Opuszczamy wzniesienie Skalanki, przed nami gęstnieją zabudowania Zwardonia.

Potem schodząc coraz niżej mijamy kolejne zabudowania Zwardonia. Szlak wraca na pas graniczny, który opuścił wcześniej omijając wzniesienie Skalanki. Wkrótce na drodze pojawia się asfalt. Po lewej pojawia się nam bardzo znajoma okolica, tęskne wspomnienie lata i siedmiodniowej eskapady wokół Beskidu Śląsko-Morawskiego. To Skalité Serafínow, przez który przechodziliśmy rozpoczynając tamtą wędrówkę, a także później kończąc ją szczęśliwie. Jakże miło jest znów zobaczyć te same domy, drogę, stacyjkę kolejową, a także wyciągi narciarskie.

Znajoma okolica w dolinie - Skalité.

Za nami widać Skalankę.

Przed nami widać najstarszą częścią Zwardonia - osiedle Myto. Przypuszcza się, że około XVII-XVIII wieku, zjawiło się tutaj czterech braci o nazwisku Zwardoń, którzy na ziemiach niczyich postawili zagrody, zajmując się hodowlą owiec i bydła. Być może byli to osadnicy wołoscy wędrujący zboczami gór Beskidu Żywieckiego, którzy do tej pory nie znaleźli miejsca na zasiedlonych już górach, a może włościanie przeniesieni w górne rejony Soły, z przeludnionych wsi dookoła Węgierskiej Górki. Tego nikt nie wie napewno. Wiadomo jednak, że nazwa Zwardoń pojawia się na mapie z końcem XVIII wieku przy istniejącym już tu wówczas bitym trakcie. 3 listopada 1884 r. uruchomiono linię kolejowa z Żywca do Czadcy przechodzącą przez Zwardoń, w którym wybudowano stację. To otworzyło możliwość zarobkowania i zaczęło przyciągać potencjalnych osadników z okolic, którzy osiedlali się wokół stacji kolejowej, osuszając istniejące śródleśne trzęsawisko, zwane „świńską młaką”.

O godzinie 14.35. docieramy do Schroniska PTTK w Zwardoniu „Dworzec Beskidzki”, ale jest zamknięte z powodu remontu. Alicja powiada, że bardzo długiego remontu, bo pamięta, że trwał on już 1,5 roku temu. Była tu podczas pobytu w Soli i mówi, że od tego czasu nic się ze schroniskiem nie zmieniło.

Schronisko PTTK w Zwardoniu „Dworzec Beskidzki” (aktualnie nieczynne).

Idziemy dalej w dół. Mijamy charakterystyczny Dworek „Szwajcaria” pełniący funkcję pensjonatu. Wkrótce po lewej pokazuje się nam znany drewniany budynek graniczny z zielonym dachem, a przy samej drodze słupek z oznaczeniem turystycznego przejścia granicznego. Tu mamy Zwardoň, sedlo 685 m n.p.m. i początek słowackiego żółtego szlaku prowadzącego do Skalité Serafínow.

Zwardoň, sedlo (685 m n.p.m.) - widok w kierunku Słowacji.

Jeszcze chwilę i uliczka skręca na wschód. Przed nami widać już dworzec kolejowy. Schodzimy do niego mijając z prawej Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. O godzinie 14.50 kończymy wędrówkę, zabierając bagaż wspaniałych wspomnień. Fantastyczna przygoda niestety ma tu swój kres.

Miała być jeszcze pyszna pizza, ale niestety Zajazd u Burowej był zamknięty. Jesteśmy niepocieszeni, ale pozdrawiamy niniejszym tekstem sympatyczną panią właścicielkę zajazdu (może pamięta nas z wizyty 6 sierpnia tego roku) - obiecujemy, że nie odpuścimy i jeszcze się zjawimy przy innej okazji.

Jeszcze chwilę i uliczka skręca na wschód.

Przed nami widać już dworzec kolejowy.

Schodząc do centrum Zwardonia mijamy Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.

Żegnaj słonko, żegnaj dniu, żegnaj wędrówko!

Przebyte piękne szlaki nie pozwolą nam łatwo przejść do codzienności. W głowie już powstają marzenia, kiedy i na jaki wrócić znów na szlak. Czy to nastąpi już za niedługo - przekonamy się wkrótce. Jedno jest pewne, że:
Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić „dnieje”,
o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstkę czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię - i żyć,
ale nie można owocować.

Wiesława Szymborska
Gawęda o miłości do ziemi ojczystej


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Świt na Wielkiej Raczy

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas