Po północnej stronie Tatr pierwsi przewodnicy pojawili się z początkiem XIX
wieku, dużo później niż po drugiej stronie Tatr. Nieujarzmiona natura i
niedostępność północnej strony Tatr długo odstraszała badaczy i turystów przed
napływem. Z tej strony Tatr, trudne i surowe warunki sprawiały, że długo
trzeba było czekać, by rozwijająca się tu osada mogła stanowić zaplecze i bazę
dla górskich wypraw.
Trasa naszego spaceru zaprowadzi nas teraz do miejsc, gdzie wykrystalizowali
się jedni z pierwszych przewodników, gdzie tradycja przewodnictwa
tatrzańskiego zaczynała zapuszczać swoje korzenie. Zobaczymy obejścia dawnych
kłusowników, którzy stali się najznamienitszymi, wysoce cenionymi
przewodnikami, idolami dla kolejnych pokoleń przewodnickich. Bez nich górska
turystyka tatrzańska nie miałaby szansy zaistnieć. W tych pionierskich czasach
nie było przecież znakowanych szlaków, schronisk górskich i map turystycznych.
Dziś czasy są zupełnie inne, a przewodnictwo tatrzańskie ma nieco inny wymiar,
ale wtedy bez przewodnika w Tatry nikt nie wybierał się.
W tatrzańskiej historii wybitnych przewodników było wielu. Niestety nie
będziemy w stanie ich wszystkich wymienić na łamach naszego skromnego bloga.
Spróbujemy jednak dotrzeć do tych, po których pozostały w Zakopanem ślady
bytności - chaty i obejścia, które dzięki swojej solidności przetrwały do
dziś.
Z ulicy Kościeliskiej, skręcamy w prawo na Drogę do Rojów, która za chwilę
gwałtownie skręca na lewo. W tym miejscu na wprost odchodzi ulica
Sobczakówka, którą kontynuujemy spacer schodząc nieco niżej, do niepozornej
chaty stojącej po lewej stronie drogi. Jest to...
Dom Maciej Sieczki
ul. Sobczakówka 5
Przy ulicy Sobczakówka 5 stoi niepozorny dom jednego z najwybitniejszych
przewodników tatrzańskich - Macieja Sieczki, urodzonego 3 kwietnia 1824 roku w
Zakopanem. Istniejący do dzisiaj dom Maciej Sieczki został oczywiście
przebudowany i rozbudowany. Na jego wschodniej ścianie od ulicy umieszczono
tablicę z napisem: „W tym domu u sławnego przewodnika Macieja Sieczki
mieszkali poeci Seweryn Goszczyński i Adam Asnyk w latach 1873 i 1897”.
Mieszkali u niego też inni wybitni ludzie jak np. Walery Eljasz-Radzikowski w
1868 roku. Wielu, których prowadził w Tatrach wspomina, jak Sieczka zadziwiał
ich rzeczową wiedzą o Tatrach i regionie, choć nie umiał czytać i pisać. Pracą
i oszczędzaniem dorobił się godnego obejścia, jak na ówczesne czasy. Jego dom
mieszkalny składał się z sieni , wielkiej „czarnej” izby (przeniesionej z
Polanki położonej u wylotu Małej Łąki), „białej” izby oraz „wyżki”, którą
wynajmował gościom.
|
| Dom Macieja Sieczki. |
Maciej Sieczka, był jednym z pierwszych, który prowadził turystów w góry. Był
przewodnikiem wybitnych badaczy Tatr i taterników, m.in. Eugeniusza Janoty,
Maksymiliana Nowickiego, ks. Józefa Stolarczyka, Walerego
Eljasza-Radzikowskiego, Adama Asnyka, Mieczysława i Jana Gwalberta
Pawlikowskich, Tytusa i Ludwika Chałubińskich czy Leopolda Świerza. Gdy po
utworzeniu Towarzystwa Tatrzańskiego podzielono przewodników na trzy klasy,
Maciej Sieczka został przydzielony od razu do pierwszej, dzięki czemu mógł
turystów prowadzić na najtrudniejsze szczyty.
Po Tatrach prowadzał też wiele innych znanych osób. Był przewodnikiem Marii
Konopnickiej, z którą był w Pięciu Stawach, nad Morskim Okiem i przy Stawie
Smereczyńskim. „Wodził” też inne sławne kobiety, jak aktorkę Helenę
Modrzejewską, czy też uznawaną za jedną z pierwszych polskich taterniczek,
pianistkę Natalię Janothównę. W dniu 22.08.1883 roku pod przewodnictwem
Sieczki, Janothówna jako pierwsza Polka zdobyła Gerlach, co w tamtych czasach
stanowiło nie lada sensację. Jan Gwalbert Pawlikowski („Kilka wspomnień o
tych, co dawniej po Tatrach chodzili”, „Taternik” 1925 rocznik X) wspominał
później z humorem: „Sieczka opowiadał dyskretnie przyciszonym głosem, że nosiła skórzane
hajdawery pod spódnicą, a nawet przy wejściach na szczyty, gdzie nie
spodziewała się nikogo spotkać zabłóczyła spódnicę za siebie”. Trzeba wiedzieć, że Janothówna była jedną z pierwszych kobiet, które
chodziły po górach w spodniach.
Prowadząc turystów, dokonał wielu wybitnych przejść:
-
I. wejście na Świnicę (1867, z Eugeniuszem Janotą),
-
jedno z wcześniejszych wejść na Lodowy Szczyt (1870),
-
II. wejście na Wysoką (1876, z Mieczysławem Pawlikowskim),
-
I. wejście na Mięguszowiecki Szczyt Wielki (1877, z Janem Gwalbertem Pawlikowskim),
-
wejście nową drogą od północy na Łomnicę (1878, z J. G. Pawlikowskim),
-
I. wejście na Mnicha (1880, z J. G. Pawlikowskim),
-
I. wejście na Jastrzębią Turnię (ok. 1880),
-
II. wejście na Durny Szczyt (1881, z J. G. Pawlikowskim),
-
I. wejście na Szatana (ok. 1880, z J. G. Pawlikowskim).
Sieczka oprócz przewodnictwa parał się również innymi zajęciami. Zakładał
klamry wykonane w kuźnickiej hucie na wynalezionej przez siebie drodze na
Wysoką, a także na Rysach i na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Budował
też ścieżkę na Świnicę, brał udział w budowie szlaków w Tatrach, m.in. na
Wrota Chałubińskiego (Zawracik) i z Liliowego na Zawory. Remontował schroniska
w Roztoce i nad Morskim Okiem oraz prowadzące do nich drogi. Wmurował tablice
upamiętniające Józefa Ignacego Kraszewskiego (Brama Kraszewskiego) i
Kazimierza Kantaka (Brama Kantaka) w Dolinie Kościeliskiej.
Niezwykła postać Macieja Sieczki na trwałe wpisała się w pamięci miłośników
tatrzańskiej przyrody, aczkolwiek góry poznał dzięki kłusownictwu. Polował na
kozice, jak też razem z Sabałą na niedźwiedzie. Jednak, gdy uchwalono ustawę o
ochronie kozic i świstaków, od razu stanął w szeregach ich strażników. Funkcję
strażnika pełnił przez wiele lat, najpierw z Jędrzejem Bachledą Walą starszym,
potem ze Stanisławem Sobczakiem, a następnie z Bartkiem Obrochtą. Kłusownicza
przeszłość Sieczki z pewnością miała wpływ na jego przewodnickie umiejętności,
o czym wspomina Władysław Ludwik Anczyc: "Sieczka spędziwszy młodość na kłusownictwie, tyle na tem zyskał, że poznał
najniedostępniejsze zakątki Tatr i wyszedł na najlepszego przewodnika".
Maciej Sieczka ciekawie tłumaczył chęć chodzenia po górach. Prowadząc na
szczyt Granatów Ks. Eugeniusza Janota tak rzekł: „Co też to w tym jest, że gdy człek na dole, to go coś ciągnie na te wirchy,
a gdy tu stanie, na tych wirchach, to mu jakosi tęskno i znowu rad by być
dołu...”, a po chwili odrzekł sam sobie „Może i to, że człek ma duszę, która nie jest z tej ziemi, i tu nie jej
ojczyzna, ale hań w niebie... więc to nas ciągnie na te wirchy, ale ciało
należy do ziemi, to już tu zostać musi, więc ono znów z wirchów ciągnie
dołu”.
Pamięci Macieja Sieczki Adam Asnyk poświęcił utwór „Maciejowi Sieczce,
przewodnikowi w Zakopanem”, w którym opisywał jego szlachetny charakter.
Czynił to także Eugeniusz Janota, podkreślając jego słowność, trzeźwość,
religijność i dążenie do poszerzania wiedzy. Klimek Bachleda uważał Sieczkę za
swojego mistrza. Od 1961 roku przełęcze leżące w głównej grani Granatów noszą
nazwę: Skrajna, Pośrednia i Zadnia Sieczkowa Przełączka. Jego imię nosi także
Krakowskie Koło Przewodników Tatrzańskich.
Maciej Sieczka zmarł w Zakopanem w dniu 25 września 1897 roku na skutek
ciężkiej choroby. Mogiła przewodnika znajduje się na Cmentarzu Zasłużonych na
Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.
|
|
"Maciej Sieczka, przewodnik po Tatrach" – ilustracja Walerego
Eljasza-Radzikowskiego |
Wracamy z powrotem w kierunku Drogi do Rojów, do miejsca gdzie skręca ona
nagle na zachód. My też skręcamy w tym kierunku i za chwilkę po lewej
stronie widzimy...
Dom Rojów
ul. Droga do Rojów 13
Stoimy przed domem gospodarza ze starego zakopiańskiego rodu - Jana
Gąsienicy-Roja. Był on leśnikiem. Jego żona Agnieszka z Obrochtów była
siostrzenicą skrzypka i znanego przewodnika tatrzańskiego Bartłomieja
Obrochty. Jednym z ośmiorga ich dzieci była Helena, od wczesnych lat
zafascynowana kulturą podhalańską i tradycjami góralskimi. W wieku 18 lat
napisała pierwszą własną sztukę „Jak czarownice pasowały Janosika na
zbójnika”. Szybko stała się cenioną artystką ludową i popularyzatorką kultury
góralskiej, jedną z najbardziej twórczych osobowości pierwszej połowy XX wieku
w Zakopanem.
|
| Dom Rojów. |
W tymże domu w dniu 24 kwietnia 1923 roku odbyło się huczne wesele Heleny
Rojówny z warszawskim literatem Mieczysławem Kozłowskim znanym pod pseudonimem
„Rytard”. W skali Podhala było to wesele na miarę tego w Bronowicach. Do
historii przeszli drużbowie, a byli nimi Wojciech Wawrytko i Karol
Szymanowski. Wśród gości zobaczyć można było: Annę i Jarosława Iwaszkiewiczów,
Witkacego, Zofię i Karola Stryjeńskich, Augusta Zamoyskiego, Mieczysława
Grydzewskiego, Juliusza Zborowskiego i Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego.
Obok nich siedzieli sąsiedzi i przyjaciele - przedstawiciele starych
góralskich rodów. Gościom weselnym przygrywał „sam Bartuś Obrochta ze swą kapelą, miotając najprawdziwszą orgią melodii i
harmonii, zawsze tych samych, a ciągle zmiennych, jak powierzchnia potoku,
którego szum dochodził przez otwarte okna do izby”, jak pisał jeden z gości - prof. Adolf Chybiński.
|
Dla zainteresowanych:
|
Pociągająca historia i przewodnickie tradycje rodziny Gąsieniców Rojów
splatają się w rodowej genealogii ze słynnym przewodnikiem tatrzańskim
Wojciechem Rojem, urodzonym 3 stycznia 1839 w Zakopanem. Zanim Wojciech
zasłynął jako przewodnik, wyrastał pomagając rodzicom na gospodarce. Szybko
zaczęto mówić o nim, że jest urodzonym gospodarzem. Ale gdy gospodarka nie
dawała zbyt wiele „postawił przy domu kuźnię i dorabiał kowalką te dutki, których chudy
owiesek nie dawał” – jak opisywał Jan Gwalbert Pawlikowski – „Był człowiekiem zgoła niepospolitym. Nie lubiał mitrężyć ani chwili, żadnej
pracy się nie hańbił i nie była takiej, którejby - kiedy się jej przypatrzył
- nie umiał zrobić doskonale. Kosa - to kosa, siekiera ciesielska - to
siekiera, młot kowalski - to młot, nawet ślusarka i kilof górniczy nie były
mu obce; przewodnictwo - to przewodnictwo, służba - to służba”.
Nim jednak zaczął chodzić jako przewodnik, praktykował u starszych,
doświadczonych przewodników, Macieja Sieczki i Szymona Tatara starszego.
Natomiast prawdziwa era przewodnicka rozpoczęła się dla Wojtka w 1873 roku,
gdy do Zakopanego przyjechał dr Tytus Chałubiński. Ten szybko przekonał się do
jego niezwykłej osobowości oraz umiejętności. Razem stali się nierozłącznymi
towarzyszami wędrówek górskich. Wojciech lśnił kunsztem przewodnickim i
organizatorskim. Potrafił oprowadzać po górach, a też umiał o nich ciekawie
opowiadać. Ceniony był za talent organizatorski, kulinarny, a także za
życzliwość i troskę o towarzyszy wędrówki. Ciekawa osobowość, umiejętności
gawędziarskie i inteligencja Wojciecha Roja sprawiły, że jako przewodnik
znalazł uznanie wśród wielu innych wybitnych osobistości, m.in. Władysława
Ludwika Anczyca, Henryka Sienkiewicza, Bronisława Dembińskiego, Jana
Kasprowicza.
|
|
Przewodnicy tatrzańscy, ok. 1877 r.,
od lewej: Wojciech Roj, Jędrzej Wala młodszy, Jędrzej Wala, Szymon
Tatar i Maciej Sieczka
(fot. Awit Szubert) [Public Domain].
|
Do jego największych osiągnięć wspinaczkowych Wojciech Roja zaliczyć należy:
-
wejście nową drogą na Gerlach (1874, z Tatarem i ks. Stolarczykiem),
-
I. wejście na Mięguszowiecki Szczyt Wielki (1877, z Sieczką i Chałubińskim),
-
II. wejście na Baranie Rogi (1884, z Karolem Potkańskim i Ludwikiem Chałubińskim, synem Tytusa).
|
|
Wojciech Roj (Stanisław Witkiewicz, 1900) |
Niestety, chorował na reumatyzm. Musiał zaprzestać zupełnie przewodnictwa
górskiego. Los nie był litościwy i wkrótce oprócz choroby musiał znieść śmierć
syna, córki i zięcia, a potem żony. Zmarł w wieku 85 lat. Pochowany został na
Nowym Cmentarzu w Zakopanem.
Wracamy teraz na ulicę Kościeliską. Pogoda zmienia się. Wokół gęsto spadają
duże płaty śniegu. Maszerujemy z powrotem mijając znane już nam chaty
góralskie, szkołę Kenara. Dochodzimy do miejsca, gdzie od południa dochodzi
ulica Ks. Stolarczyka. Skręcamy nią. Przechodzimy pod rozległym, niewysokim
wzgórzem „Lipki” z wyciągami narciarskimi i łatwymi trasami, idealnymi do
nauki jazdy na nartach. Ponad Lipkami zwykle wyniośle piętrzy się Giewont,
lecz dziś zakrywają go nisko wiszące śnieżne chmury.
|
| Lipki. |
Idąc dalej ulicą Ks. Stolarczyka, po niespełna 5 minutach docieramy do
ulicy Kasprusie, jednej z głównych arterii Zakopanego, powstałej już w XIX
wieku, jako droga do Doliny Strążyskiej. Skręcamy w lewo na ulicę Kasprusie
i po chwili dochodzimy do prostej, trochę oddalonej od drogi góralskiej
chaty z numerem 16...
Dom Klimka Bachledy
ul. Kasprusie 16
Mieszkał tu Klemens Bachleda, jedna z najważniejszych postaci związanych z
historią przewodnictwa, taternictwa i ratownictwa w Tatrach. Kto o nim nie
słyszał - niech się wstydzi. Nazywano go „królem przewodników tatrzańskich”.
Klemens Bachleda, zwany powszechnie po prostu Klimkiem współtworzył to, co
dziś nazywamy legendą Tatr.
|
| Dom Klimka Bachledy. |
Księga parafialna „Liber natorum et baptisatorum” pod pozycją nr 91 i
datą 13 listopada 1851 głosi:
Klemens Bachleda, syn Zofii Bachledy Galian, ojciec nieznany, urodził się
13 listopada 1951 roku. Ochrzczony został przez księdza Józefa Stolarczyka
trzy dni później 16 listopada, a rodzicami chrzestnymi byli Bartłomiej
Gąsienica i Zofia Gąsienica.
Los nie szczędził go w dzieciństwie. Nie znał ojca, a matka zmarła mu, gdy
miał 12 lat. Chował się u dziadków, pasł owce na halach i pracując na budowach
uczył się stolarstwa. Na jakiś czas w poszukiwaniu pracy powędrował na
Słowację, gdzie pracował m.in. jako górnik. Po odbyciu służby w armii
austriackiej wrócił w 1873 roku do Zakopanego. Był to, jak wiemy przełomowy
rok dla rozwoju Zakopanego, gdyż wtedy zagościł w nim jego pierwszy wielki
popularyzator - dr Tytus Chałubiński. Ale był to też rok tragiczny w historii
osady, gdyż jesienią tego roku zapanowała tu epidemia cholery. Klemens
Bachleda, nie bacząc na to, iż sam może paść ofiarą zarazy ofiarnie pomagał
Tytusowi Chałubińskiemu w jej opanowaniu - pielęgnował chorych i grzebał
zmarłych.
Później dał się poznać jako znakomity cieśla, uczestnicząc w budowie willi
„Koliba”, a także kilku innych projektów w stylu zakopiańskim. W tym samym
czasie w Zakopanem rozwijał się ruch turystyczny, a wtedy w dzikie ostępy
górskie nikt nie chodził bez przewodnika. Klimek zanim został przewodnikiem
chodził na wyprawy najpierw jako tragarz i pomocnik. Był tzw. „chłopem pod
torbę” -jak wówczas o takich mówiono. Uczył się od starszych przewodników,
którzy otaczali Chałubińskiego, a więc Macieja Sieczki, Jędrzeja Wali
starszego i młodszego i Wojciecha Roja. W 1886 roku został przewodnikiem I
klasy.
Posiadał niezwykły dar orientacji w trudnym skalistym terenie górskim.
Niezależnie od walorów przewodnickich, ceniony był również za zalety
charakteru, takie jak takt i kultura, odwaga połączona z rozwagą, a także
ofiarność, uczynność, pracowitość i uczciwość. Nierzadko chodził po górach
samotnie, poszukując nowych dróg i poznając szczegóły przejść skalnych,
którymi później prowadził swoich klientów lub wspinał się z wybitnymi
taternikami. Wszystko to sprawiało, że był wziętym przewodnikiem wśród
wybitnych turystów i taterników: Karola Potkańskiego, Edmunda Cięglewicza,
Jana Fischera, Kazimierza Przerwa-Tetmajera, Ferdynanda Hoesick, Stanisława
Eljasz-Radzikowskiego, Franciszka Henryka Nowickiego, Janusza Chmielowskiego,
Mieczysława Karłowicza, ks. Walentego Gadowskiego, Tadeusza Boy-Żeleńskiego,
Henryka Sienkiewicza.
|
|
Klimek Bachleda |
Długa jest też lista jego taternickich osiągnięć:
-
I. wejście na Staroleśny Szczyt (1892, m.in. z Janem Bachledą Tajberem, Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem, Tadeuszem Żeleńskim-Boyem),
-
I. wejście na Durny przez Klimkową Przełęcz (1893, z Janem Fischerem, Michałem Siedleckim, Józefem Gąsienicą Gładczanem),
-
I. wejście na Ganek (1895, z Władysławem Kleczyńskim, Józefem Gąsienicą),
-
I. wejście na Zadni Gierlach (1895, z Januszem Chmielowskim),
-
I. wejście na Rumanowy Szczyt (1902, z Jakubem Bachledą i Januszem Chmielowskim),
-
I. wejście na Wschodnią Batyżowiecką Przełęcz (1903, z Januszem Chmielowskim, Adamem Kroeblem i Jakubem Bachledą),
-
I. wejście na Zadniego Mnicha (1904, z Januszem Chmielowskim),
-
I. wejście na Kaczy Szczyt (1904, z Januszem Chmielowskim),
-
I. wejście na Kozie Czuby (1904, z Walentym Gadowskim oraz Jakubem Wawrytko st.),
-
I. wejście na zachodni szczyt Żelaznych Wrót (1905, z Jakubem Bachledą).
Dokonał także pierwszych zimowych wejść na:
-
Gierlach (15.01.1905 z Januszem Chmielowskim, Karoly Jordanem, Janem Franzem i Paulem Spitzkopfem)
-
Bystrą (przez Przełęcz Pyszniańską i Błyszcz, w lutym 1905, z Adą Świderską i towarzyszami).
Klemens Bachleda był pierwszym z górali, który nauczył się jazdy na nartach, a
był już wtedy po pięćdziesiątce. Jako stolarz sam sobie zrobił narty. Nestor
polskiego narciarstwa Stanisław Barabasz, który w 1894 roku pojawił się w
Zakopanem z nartami, dając początek zakopiańskiemu narciarstwu, wspomina:
„Z górali pierwszy Klimek Bachleda zrozumiał wartość nart, zrobił je sobie
sam, uprościwszy więźbę lilienfeldzką i nauczył się jeździć. On też odbywał
wycieczki z obcymi turystami, gdy który tu w zimie zabłądził. Przybyła tu
znana turystka, zdaje mi się z Pesztu. Klimek, jako umiejący po niemiecku,
służył jej za przewodnika na Przełęcz Goryczkową. Pytaliśmy się później
Klimka o tę wycieczkę, a wiedzieliśmy, że słabo jeździł. "Eh, co tu
opowiadać, gdy stanęła na Goryczkowej, rozglądnęła się po Luptowie, założyła
kij za kark i fukła dołu nazad ku szałasom, a ja stary musiałem się dopiero
za nią poniewierać po śniegu”.
(Stanisław Barabasz, Wspomnienia narciarza)
Klimek jako pierwszy spośród polskich przewodników tatrzańskich, już ok. 1900
roku używał podczas wspinaczek liny (jak podają źródła o długości 12 m i
przekroju 8 mm). Gdy inni przewodnicy raczej unikali śniegów, jako pierwszy z
góralskich przewodników odegrał poważną rolę w zimowej eksploracji Tatr. Od
1904 roku zaczął używać jako pierwszy raków.
Gdy w październiku 1909 roku Mariusz Zaruski tworzył Tatrzańskie Ochotnicze
Pogotowie Ratunkowe, kunszt taternicki Klimka sprawił, iż zaproponowano mu
stanowisko naczelnika. Ten jednak odrzekł, że duszy ludzkiej nie może wziąć na
swoje sumienie. Został zastępcą i jednym z najbardziej ofiarnych ratowników.
Jak się jednak okazało - nie na długo.
W życiu osobistym los nie był pomyślny dla Klimka. Wcześnie odumarła go żona,
do której był bardzo przywiązany. Od tego czasu sam wychowywał trójkę dzieci,
syna Józefa i córki Karolinę i Bronisławę. Innym przykrym wydarzeniem w życiu
Klimka było oszustwo ze strony właścicielki pensjonatu w Zakopanem baronowej
Izabelli Kronhelmowej, która skłoniła go do żyrowania jej weksla na sumę 6000
koron. I niestety stracił wtedy dorobek swego pracowitego życia, gromadzony z
myślą o zapewnieniu przyszłości dzieciom.
Nadzwyczajna ofiarność i poczucie obowiązku Klimka Bachledy względem drugiego
człowieka zabrały mu życie - ale taki już był Klimek Bachleda. Zginął w
Tatrach 6 sierpnia 1910 roku w urwiskach Małego Jaworowego Szczytu, idąc na
ratunek innemu taternikowi, mimo fatalnych warunków atmosferycznych, mimo
nawoływań swojego naczelnika „Klimku, wracajcie!... Klimku, wracajcie!” Klimek znajdujący się 40 metrów dalej, obejrzał się tylko i machnął ręką
wskazując żleb, którym chciał podejść jak najbliżej konającego Stanisława
Szulakiewicza... i zniknął Zaruskiemu za żebrem. Wokół wciąż szalała
przenikliwie lodowata ulewa, deszcz zmieszany ze śniegiem i lodem. Po chwili w
żlebie rozległ się straszliwy łoskot kamiennej lawiny. W lawinie przyszła
śmierć człowieka, śmierć, której nikt nie się nie spodziewał i nikt nie
widział.
Na mogile Klimka Bachledy ustawiono duży granitowy głaz z wyrytym napisem:17 sierpnia 1910 roku odbył się na nowym cmentarzu pogrzeb Klemensa Bachledy. Zgromadził on wielotysięczny tłum mieszkańców Zakopanego i turystów, którzy przyszli pożegnać wybitnego przewodnika i ofiarnego ratownika górskiego. Obecni byli m.in. Henryk Sienkiewicz, hr. Władysław Zamoyski.
Wielki plac przed świątynią i ulice wypełniło ludzkie mrowie. Wszystko, co żyło w Zakopanem, przyszło oddać ostatnią przysługę bohaterskiemu Klimkowi.
Stary Michał Gąsienica-Szostak słusznie powiedział: - Tak chować nie bedom nigdy zodnego górala, bo na taki pogrzeb nikt se nie zasłuży.
Kiedy kondukt pogrzebowy przechodził ulicą Nowotarską w kierunku nowego cmentarza, czarna trumna w dymiących światłach pochodni jak żałobna arka unosiła się nad głowami niezliczonego tłumu.
relacja spod pióra Adama Pacha
„Poświęcił się i zginął”.
O KlimkuHej! Zahucaly góry, scyty jaworowe,
Kie Klimek położył przewodnickom glowe.
Na trzy dni sie hole żałobom okryły...
Sumiała kosówka, smrecki sie zrosiły
Hej! Smrecki sie zrosiyly i zamilkły granie,
Bo orel spod Tater log na wicne spanie...
I głowe do twardy) skrzyzale przytulił.
Małe, wielkie turnie do łez az ozculil.
Ozculil turnice, by za nim płakały,
Z turnicami razem świat tatrzański cały...
Bylo za cym płakać, bo orła takiego
Nie zrodzom już pilno dlo świata nasego.
Choćby nie zrodziły, pamięć nie zaginie
O Klimku Bachledzie w tatrzańskiej dziedzinie!
(S. Gasienica-Byrcyn, zbiór „Myśli juhasa”)
Wracamy w górę ulicy Kasprusie...
Z cyklu „Zakopiańskie echa przeszłości”...
1: Duch wiary i pamięci
2: Nawsie
3: Śladami przewodników
4: Uzdrowisko
5: Była sobie ścieżka
1: Duch wiary i pamięci
2: Nawsie
3: Śladami przewodników
4: Uzdrowisko
5: Była sobie ścieżka























Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu -
koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.