Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ujsoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ujsoły. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Pensjonat „Kubiesówka” Glinka Soblówka Bacówka PTTK na Rycerzowej (1207 m n.p.m.) - Wielka Rycerzowa, słow. Rycierova hora (1226 m n.p.m.) Majcherowa (1105 m n.p.m.) Przełęcz Przegibek (990 m n.p.m.) Kikula (1105 m n.p.m.) Hala Śrubita Przełęcz Śrubita (994 m n.p.m.) Przełęcz pod Orłem (1048 m n.p.m.) Hala Mała Racza Schronisko Górskie PTTK na Wielkiej Raczy (1230 m n.p.m.)

OPIS:
Budzimy się wcześnie. Za oknem mamy romantyczny pejzaż górski z Muńcułem w roli głównej. Pogoda znów zapowiada się piękna. Można by tu jeszcze z przyjemnością posiedzieć na tarasie i poleniuchować. Gdyby nie długa trasa przewidziana na dziś i krótki dzień (w nocy przesuwaliśmy wskazówki zegara na czas zimowy) to z pewnością na Kubiesówce byśmy jeszcze trochę posiedzieli.

Wschód słońca znad szczytu Kubiesówki.

Pejzaż górski spod „Kubiesówki” z Muńcułem w roli głównej.

O godzinie 7.30 przygotowani już do drogi, schodzimy na umówione śniadanie. Na jednym ze stolików jest już przygotowane, ale zaskoczeni natłokiem potraw przez chwilę zastanawiamy się czy to napewno dla nas. Przecież zamawialiśmy jedynie jajecznicę, a tam zastawiono jak na królewską ucztę. Stoimy przed stolikiem obrzucając się spojrzeniami zaskoczenia. Siadać, czy nie siadać? Oto jest pytanie. Ale w końcu z kuchni wygląda nasza gospodyni: Proszę siadajcie, smacznego! Zaraz będzie gotowa jajecznica. No cóż, skoro tak. Nikt z nas nie wie jak to wszystko co nam podano zmieściliśmy w sobie, ale było tak pyszne, tak wyborne i wyśmienite, że wszystko gładko wlazło.

Pyszne śniadanie w „Kubiesówce”.

Pobyt w „Kubiesówce” pozostawił w nas miłe wspomnienie. Już marzy się nam zimowy przyjazd na narty, na  niewielki wyciąg i stok z 200-metrową trasą dla początkujących narciarzy o różnicy wzniesień 40 m. Nie duży, ale zabawić się można. Żegnamy się z przytulnym schroniskiem i wracamy na żółty szlak,który od razu ostro sprowadza nas w dół po południowym stoku Kubiesówki. Schodzimy wąską asfaltową drogą. Na pewnych fragmentach, gdzie nie ma asfaltu pokryta jest ona betonowymi płytami. Przecinamy grupy kolorowych drzew, mijamy domy, schodząc cały czas dość ostro w dół, do doliny potoku Glinka, którą biegnie również szosa łącząca Glinkę z Ujsołami. Wychodzimy między kościołem a szkołą.

Żegnamy się z przytulnym schroniskiem i wracamy na żółty szlak.

Na szlaku - schodzimy do Glinki.

Widok z Kubiesówki.
Z prawej najwyższy to Muńcuł,
a po lewej widać nakładające się Małą Rycerzową i Wielką Rycerzową.

Panorama ze szlaku do Glinki.

Tak w 20 minut opuściliśmy stoki Kubiesówki. Na krótko wstępujemy do świątyni, po czym kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem, który skręca na szosie w prawo, w kierunku wsi Ujsoły. Po kilku minutach mijamy drewniany dom, w którym mieści się Izba Regionalna i niedługo potem skręcamy w lewo na dochodzącą drogę boczną.

O godzinie 8.45 przechodzimy mostem na potokiem Glinka, w którym dostrzegamy kąpiące się stado gęsi o ładnym szarobiałym ubarwieniu. Wkrótce nasza droga zaczyna ostrzej wchodzić po stoku Brejówki (743 m n.p.m.). Nostalgicznie spoglądamy za siebie na pozostawioną Kubiesówkę, którą stąd widać w całej okazałości.

Gęsi w potoku Glinka

Kubiesówka z grzbietu Brejówki.

Kilka minut po godzinie 9.00 osiągamy grzbiet, opadający z Brejówki. Grzbietem tym idziemy wkrótce łagodnie w górę przez przysiółek Młynarzowo. Za niedługo kończy się asfalt i zaczyna zwyczajna droga gruntowa wchodząca do lasu. Po prawej mamy łąkę, która pokrywa kulminację wzniesienia o wysokości 733 m n.p.m. Na łące pasą się sympatyczne kozy.




Idziemy drogą jeszcze trochę wyżej. Stopniowo odsłaniają się, piękne panoramy. Z prawej oczywiście wciąż dominuje Muńcuł, ale znajduje się już nieco w tyle. Przesuwając wzrok bardziej na południe widzimy kopulastą Wiertalówkę (1062 m n.p.m.), a potem Małą i Wielką Rycerzową. Wydają się być już bliskie, ale dzieli nas od nich dolina potoku Cicha, przy którym usadowiła się wioska Soblówka. Wkrótce nasz szlak skręca w prawo na zachód i obniża do tej doliny, mijając pojedyncze domy. Idąc pomiędzy polami i łąkami zbliżamy się do szosy w górnej części wsi Soblówka. W dolnych partiach droga wyłożona jest betonowymi płytami. Dochodząc do szosy pozdrawiamy idącą z przeciwnym kierunku kobietę, która na ostatnich skrawkach asfaltu zmienia swoje piękne „kościółkowe” buty na bardziej odpowiednie na dalszą drogę.

Odsłaniają się piękne panoramy.
Dolina potoku Cicha, a ponad nią Muńcuł, a z lewej kopulasta Wiertalówka.

Dolina potoku Cicha.
Ponad nią od lewej widać kolejno: Mała i Wielka Rycerzową, Wiertalówkę i Muńcuł.


O godzinie 9.40 docieramy do szosy. Skręcamy w lewo i dalej poboczem idziemy w górę wsi, przez chwilę w bezpośrednim sąsiedztwie płynącego potoku Cicha, który wkrótce chowa się za domy stojące po prawej stronie szosy. To od tego potoku wioska ta, założona przez wołoskich pasterzy, nosiła początkowo nazwę Cicha. Nazwę Soblówka przyjęto dopiero w XX wieku. W spożywczym robimy szybkie zakupy na dalszą drogę.

O godzinie 10.00 mijamy stojącą nieco dalej szkołę, za którą stoi drewniana kaplica pw. Najświętszej Marii Panny, wybudowana tu po II Wojnie Światowej. Wstępujemy do niej.

Kaplica pw. Najświętszej Marii Panny w Soblówce.

Po drugiej stronie drogi przy przystanku autobusowym mamy węzeł szlaków. Na Rycerzową można iść stąd czarnym szlakiem, który jeszcze jakiś czas prowadzi szosą w górę doliny, a dopiero później skręca w kierunku Rycerzowej. Nasz żółty szlak skręca już tu na zachód. Po przekroczeniu mostem potoku Cicha wchodzimy na szutrową drogę, która po kilkunastu metrach zaczyna piąć się w górę. Po kilku minutach znaki szlaku sprowadzają nas na leśną ścieżkę. Przechodzimy po kładce nad niewielkim ciekiem wodnym. Dalej szlak wiedzie grzęzawiskiem, wyjeżdżonym kołami traktora, ale na szczęście można przyjemnie wędrować obok tej drogi, pomiędzy wysokimi, leśnymi drzewami.

Po kilkunastu minutach wychodzimy na skraj lasu. Stoi tu drewniana posesja. Towarzyszący nam od Soblówki niebieski szlak idzie w dalszym ciągu na zachód, a nasz żółty skręca nieco na południe. Niebawem na lesistym zboczu, przestrzeń pomiędzy wysokimi świerkami wypełniają piękne niskie drzewka, pełne intensywnie żółtych liści, koronkowo wykończonych jaskrawą czerwienią w szerokiej palecie tonacji. Znów popadamy w zachwyt. Trafiliśmy idealnie na najpiękniejszy czas jesieni.

Najpiękniejszy czas jesieni.

Wchodzimy na łagodny trawers zbocza Wiertalówki.

Pomiędzy kolorowymi drzewkami szlak szybko nabiera wysokości, po czym wchodzi w łagodny trawers, stromego zbocza Wiertalówki, której szczyt wznoszący się po naszej prawej na 1062 m n.p.m. jest niewidoczny wśród gęstwiny drzew i chyba dlatego zdaje się być bardzo odległy, ale oczywiście nasz szlak nie prowadzi na niego.

Pomiędzy kolorowymi drzewkami szlak szybko nabiera wysokości.


Tymczasem podczas naszego trawersu na ścieżce zalega potężny korzeń wyrwany ze zbocza Wiertalówki. Z pewnej odległości wydaje się, ze będziemy się musieli nieźle pogimnastykować znajdując inne przejście, co z pewnością nie było by łatwe, ze względu na sporą stromość zbocza. Okazuje się jednak, że ów korzeń nie stanowi problemu i jest raczej niespodziewaną atrakcją na szlaku. Po jego powierzchownych oględzinach stwierdzamy, że tak wrósł w ścieżkę i tak zasymilował z kamienistym podłożem, że jest raczej nie do ruszenia.

Ścieżkę zalega potężny korzeń wyrwany ze zbocza Wiertalówki.

Ów korzeń nie stanowi jednak problemu i jest raczej niespodziewaną atrakcją na szlaku.

W pewnym momencie zaczynamy wyczuwać, że spokojny trawers kończy się i zaczyna regularne podejście na duet Rycerzowych szczytów. Coraz częściej przy szlaku pojawiają się strzałki kierujące do schroniska na Rycerzowej, ale żadna nie informuje o odległości lub czasie marszu.


O godzinie 11.20 docieramy do punktu połączenia z zielonym szlakiem biegnącym na Rycerzową z Ujsoł przez Muńcuł i Wiertalówkę. Ścieżka w tym miejscu łagodnieje, a obszar po którym wiedzie nie jest już tak zwartego zadrzewienia jak wcześniej. Pięć minut później żegnamy się jednak z zielonym szlakiem, który odbija na wznoszącą się przed nami Małą Rycerzową (1207 m n.p.m.), a po pokonaniu jej szczytu schodzi na Halę Rycerzową, dokąd i my też zmierzamy. Nas interesuje dziś bardziej Wielka Rycerzowa, której szczyt również doskonale widzimy za Małą Rycerzową po jej lewej stronie, bo choć i jedną, i drugą Rycerzową można stąd bez trudu zdobyć, i obie tak samo kuszą by na nie wleźć, to musimy oszczędzać czas. Zmrok zapadnie dziś godzinę wcześniej niż wczoraj, zatem schodzimy na Halę Rycerzową, omijając szczyt Małej Rycerzowej.

Po wyjściu z lasu szlak wyraźnie łagodnieje.

Przed nami Mała Rycerzowa (1207 m n.p.m.), za nią nieco po prawej widać Wielką Rycerzową (1226 m n.p.m.).

Obchodzimy Małą Rycerzową i idzemy od razu do bacówki.

Za dziesięć dwunasta przechodzimy progi Schroniska PTTK na Rycerzowej, położonego na wysokości 1207 m n.p.m. Wewnątrz wszystkie miejsca zajęte, a więc korzystamy z ław ustawionych przed schroniskiem. Zjadamy turystyczny obiad i odpoczywamy do 12.20.


Nieopodal bacówki na Rycerzowej. Jeszcze tylko kilkanaście kroków i odpoczywamy.

Bacówka PTTK na Rycerzowej spełniająca funkcję schroniska turystycznego.

Siedząc robi się trochę chłodno. Przywdziewamy się szczelnie w kurtki i ruszamy na Wielką Rycerzową. Wspinamy się zaraz spod schroniska stromą ścieżką, łapiąc czerwony szlak idący przez Przełącz Halną, która oddziela obie Rycerzowe. Podejście nie jest tak mozolne jak się to na jego początku wydawało. Otwiera nam niezwyczajną panoramę, ale oczywiście trzeba się obejrzeć za siebie, by ją zobaczyć. Wspaniale prezentuje się stąd Mała Rycerzowa i coraz mniejszy budyneczek schroniska.

Widok spod wierzchołka Wielkiej Rycerzowej.

Wiatr przewiewa trochę chmury, a przez powstałe w nich szczeliny zaczynają przedostawać się promienie słoneczne, rzucając na ziemię jasne plamy. Jak na zamówienie poprawia się trochę widoczność. Zatrzymujemy się chwilę, bo nie możemy oprzeć się panoramie. A nóż zaraz będzie tylko słońce i całkowicie błękitne niebo. Już nie raz przeżywaliśmy takie chwile, gdy w oczach następowała tego typu zmiana. Dziś jednak spod wierzchołka Wielkiej Rycerzowej mamy ograniczone widoki. Przy dobrej pogodzie widoki stąd sięgają również Tatr. Dzisiaj okiem sięgamy do Krawców Wierch, a dalsze wzniesienia są już słabo widoczne.

Stoimy jeszcze kilkanaście minut, ale nie możemy się doczekać tego, o czym przed chwilą marzyliśmy. Kierujemy się na wierzchołek Wielkiej Rycerzowej, który ukryty jest w lesie. Dzieli nas od niego jeszcze tylko kilkanaście kroków.

O godzinie 12.45 stoimy na wysokości 1226 m n.p.m., na szczycie Wielkiej Rycerzowej (słow. Rycierova hora), przez który przebiega granica polsko-słowacka, a także dział wodny zlewisk Bałtyku i Morza Czarnego. Robimy kilka zdjęć, pozdrawiamy przechodzących turystów i przejeżdżających motocrossowców, choć nie lubimy jak ci drudzy hałasują i rozjeżdżają ścieżki.

Wielka Rycerzowa (słow. Rycierova hora), 1226 m n.p.m.

Wspomnieć trzeba, że przez szczyt przebiega również niebieski szlak słowacki, spinający wszystkie szczyty graniczne Worka Raczańskiego, biegnąc od Skalité Serafínov (koło Zwardonia) do Trzech Kopców, a potem dalej wzdłuż granicy aż do Babiej Góry. Zapewne warto się nim kiedyś przejść, bo poprowadzony jest innymi ścieżkami po słowackiej stronie i w wielu miejscach stanowi alternatywę dla polskich szlaków. W odróżnieniu też od polskich szlaków łączy bez żadnej przerwy kolejne góry pasa granicznego na odcinku Skalité Serafínov - Babia Góra (słow. Babia hora).

Na szczycie nasz czerwony szlak skręca na zachód. O godzinie 12.50 zaczynamy nim schodzić z Wielkiej Rycerzowej. Przez kilkadziesiąt metrów ścieżka bardzo wygodnie schodzi w dół. Po chwili jednak musimy zwolnić, bo nieco karkołomnie łamie się kilka metrów w dół omijając wychodnie skalne. Na dole mijamy źródełko wody i wracamy do łagodności, na ścieżkę leśną, która spokojnie opada, po czym niezbyt męcząco wznosi się ponownie w górę, ku kolejnemu wzniesieniu.

Zaczynamy nim schodzić z Wielkiej Rycerzowej.

Przez kilkadziesiąt metrów ścieżka bardzo wygodnie schodzi w dół.

Nieco karkołomny odcinek zejściowy, omijająjący wychodnie skalne.

O godzinie 13.25 mijamy szczyt Majcherowa (1105 m n.p.m.) skręcamy 90 stopni w lewo. Od tego miejsca idziemy na południe. Po chwili przez wyrąb leśny prezentują się pięknie nasze Rycerzowe. Schodzimy łagodnie, jeszcze przez chwilę w bliskim sąsiedztwie granicy, poczym ścieżka nasza stopniowo oddala się od niej, wchodząc w gęsty las świerkowy z niewielką domieszką innych drzew. Tym sposobem bez większego wysiłku trawersujemy górę Majów (słow. Májov grúň), której wierzchołek wznosi się z drugiej strony granicy na wysokość 1135 m n.p.m. Później ścieżka znów zbliża się do granicy i niebieskiego szlaku słowackiego, by po chwili znów odchodzić w trawers kolejnej góry o nazwie Bania (1124 m n.p.m.), zwanej też Przegibek (słow. Priehybok).

Majcherowa (1105 m n.p.m.).

W czasie opuszczania wierzchołka Majcherowej przez wyrąb leśny prezentują się nam Rycerzowe

Kierujemy się na leżącą po polskiej stronie, rozległą Przełęcz Przegibek (990 m n.p.m.). Oddziela ona Banię od Bendoszka Wielkiego (1144 m n.p.m.), na którym mieszkańcy okolicznych przysiółków postawili okazały krzyż z okazji 2000 lat chrześcijaństwa. Warto tą informacje zapamiętać, bo dzięki krzyżowi góra stanowi bardzo dobry punkt orientacyjny. Na Przełęczy Przegibek położone jest niewielkie osiedle wsi Rycerka Górna, na które składa się z kilku domów. Pośród nich znajdziemy ładne schronisko PTTK, które otrzymywało wysokie noty w rankingach schronisk górskich opracowywanym przez magazyn „n.p.m.” (w sierpniu 2009 roku zajęło w nim pierwsze miejsce). Trzeba przyznać, że leży w doskonałym miejscu na jednodniowe wypady po okolicy, a możliwości takich wypadów jest wokół wiele za sprawą pobliskich węzłów szlaków.

Do Schroniska PTTK na Przełęczy Przegibek prowadzi od naszego szlaku czarny szlak, a wg zawartej informacji na tabliczce droga zajmuje 15 minut, a na Wielką Raczę mamy stąd jeszcze 3,5 godziny. Patrzymy na zegarek - jest już 14.00 i zmrok będzie nas łapał jeszcze przed dotarciem na Wielką Raczę, więc nie stójmy tak - podpowiada głos rozsądku. No cóż, będzie trzeba przyjechać tu jeszcze raz, a z pewnością zrobimy to z największą przyjemnością. Do tych okolic przyciąga zarówno malownicza Przełęcz Przegibek, jak też nieodległe od niej miejsca, na których nie postawiliśmy jeszcze naszej stopy. I tak jak postanowiliśmy pozostajemy na czerwonym szlaku, a spotkanie ze schroniskiem ograniczamy jedynie do odszukania jego charakterystycznego dachu, wystającego ponad drzewa.

Przełęcz Przegibek. Pod lasem z prawej widać zielony dach schroniska.

Powoli oddalamy się od Przełęczy Przegibek obchodząc Banię szeroką dróżką. Wznosi się ona do góry ku innej przełęczy oddzielającej Banię od Kikuli. W międzyczasie na niebie pojawia się sporo błękitu. Bendoszka Wielka oraz znajdująca się bliżej nas Bendoszka Mała zaczyna prezentować się nam w żywszej kolorystyce, aż do czasu, gdy wokół naszej drogi pojawiają się wysokie drzewa.


Bendoszka Wielka oraz znajdująca się bliżej nas Bendoszka Mała pokryta rozległą polaną.

Krzyż milenijny na Bendoszce Wielkiej.

Wchodzimy na Przełęcz Pod Banią (1040 m n.p.m.). Znajduje się na niej przejście małego ruchu granicznego Przegibek – Vychylovka. Z tego miejsca można dojść do skansenu wsi kisuckiej w Vychylovce (2 godziny i 20 minut drogi), albo do Chaty na konci sveta (1 godzina drogi). Turystyczna tablica informacyjna prezentuje nam tutejszą faunę. Oprócz ptactwa możemy się natknąć na jelenia, borsuka, lisa, kunę leśną, a nawet wilka. Tego ostatniego nie chcielibyśmy spotkać.

Przełęcz Pod Banią (1040 m n.p.m.).

Z przełęczy pod Banią mamy prościutkie, ale dość stromawe podejście na Kikulę, z którą niemal styka się tarcza słoneczna. Z tej perspektywy słońce wygląda, jakby miało już zaraz schować się za horyzont. W miarę szybkim krokiem podejście zajmuje nam 10 minut i o 14.30 jesteśmy na jej wierzchołku (1105 m n.p.m.), na którym stoi słupek graniczny. Kikula jak się okazuje nie oferuje imponujących widoków, choć z dołu owiany blaskiem słońca szczyt Kikuli wyglądał obiecująco, ale jak się okazuje, tylko w prześwitach między młodymi drzewkami można wypatrzeć kilka nielicznych obiektów.

Słońce nad wierzchołkiem Kikuli (1105 m n.p.m.).

Schodzimy dość szybciutko z Kikuli, na co pozwala szlak szybko opadający wygodną dróżką do gęstego lasu. Oddalamy się od granicy, ale za niedługo znów się do niej zbliżamy i przez jakiś czas idziemy grzbietem, po którym ciągnie się pas graniczny. Po lewej zbocze, po niedawnym wyrębie pozbawione jest zupełnie drzew. To otwiera nam znakomitą panoramę na słowacką ziemię. Krótko mówiąc: pięknie jest. Szybko też zwiększamy swoją wysokość bo ścieżka zaczyna ostro piąć się na Jaworzynę (słow. Javorina), ale tuż przed jej wierzchołkiem sięgającym 1173 m n.p.m. skręcamy nagle z granicznej przecinki w prawo. Wchodzimy na krótko do gęstego starego lasu świerkowego, a po chwili opuszczamy go i przechodzimy w szybkim tempie przez Abramów (1084 m n.p.m.). Właściwie nie spostrzegamy się, kiedy mijamy jego wierzchołek.


Widoki na słowacką stronę ze zbocza Jaworzyny (słow. Javorina).

Potem wciąż delikatnie obniżamy swoją wysokość. Wchodzimy na coś co niedawno było jeszcze polaną, a obecnie porośnięte jest pięknymi świerkowymi choinami. Ponad niskimi świerkowymi drzewkami pokazuje się nam Bandoszka Wielka. Oddalamy się jednocześnie znów od granicy państwowej, i to znacznie dalej niż dotychczas. Praktycznie cały czas tracimy wysokość, aż do przeprawy przez potok Śrubita. Od tego miejsca szlak zaczyna regularnie nieść nas w górę.

Zaczyna postępować już szarówka.

Przed godziną 16.00 wchodzimy na Halę Śrubita. Na tej hali 28 grudnia 1688 został ujęty herszt zbójnicki – Marcin Portasz (słow. Martin Portaš), zwany Dzigosikiem, który ze swoją bandą grasował w Austrii, Czechach, na Węgrzech i Śląsku, a potem upodobał sobie tereny polskie, szczególnie pomiędzy Suchą Beskidzką, Makowem Podhalańskim a Żywcem.

Hala Śrubita.

Wielka Racza widziana z Hali Śrubita.

Schronisko na Wielkiej Raczy.

Zaczyna postępować już szarówka i za dużo nie rozglądamy się. Przed nami wznosi się Orzeł (1119 m n.p.m), a po prawej widać okazałą Wielką Raczę z budynkiem schroniska na szczycie. Jeszcze musimy trochę trudu włożyć, aby dotrzeć na jej szczyt, który stąd wygląda na bardzo odległy. Musimy zakręcić jeszcze spory łuk po grzbietach górskich, aby ominąć dolinę, która oddziela nas od Wielkiej Raczy.


Szczyt Orła dość szybko obchodzimy leśną ścieżką, mimo jej stromości. Potem halami podchodzimy pod Przełęcz pod Orłem (1040 m n.p.m.). Szlak omija wierzchołek Małej Raczy i pozostaje nam jeszcze przejście przez Halę na Małej Raczy. Potem płytka przełęcz przed Wielką Raczą. Szarówka teraz nasila się znacznie szybciej niż wcześniej, a na niebie pokazuje się świetlisty sierp księżyca. Zmęczenie daje się nam już we znaki, a plecak coraz bardziej ciąży na plecach.

Przed Orłem.

Zalesione zbocze Orła, a za nim Mała Racza.

Przed godziną 17.00 zaczynamy ostatnie podejście. Zrobiło się już bardzo ciemno. Droga jest jednak wyraźna i trudno ją zgubić, dlatego wstrzymujemy się z wyciągnięciem czołówek. Kilka minut po siedemnastej dostrzegamy delikatne światełka płynące z okien schroniska. Chwilę potem wchodzimy do niego.

Na niebie pokazuje się świetlisty sierp księżyca.

Bramy schroniska na Wielkiej Raczy.

Uff! Troszkę męcząca to była wędrówka, ale towarzysząca jej wspaniała i nieskazitelna przyroda, widoki, a także ładna aura, sprawiły, że była ona jedną z takich, którą będziemy tęskno wspominać. Miło jest zasiąść w jadalni przy kominku, ale... mając cichy żal do obsługi schroniska, że nie został dziś rozpalony. Zawiało chłodem. W jadalni przeciągamy posiadówkę, bo w pokojach powiewa jeszcze większym chłodem. Dopiero kilka godzin później dane nam jest poczuć przyjemne ciepełko płynące z kaloryferów i rozgrzewający strumień wody z prysznica rozpływający się po ciele. Szkoda, że tak późno, bo to niestety psuje wrażenia z pobytu w schronisku.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas