Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ponice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ponice. Pokaż wszystkie posty
Czyżby aura oszukała drzewa? Pąki pojawiły się na gałązkach, bazie i witki. Czy wytrzymają w razie nawrotu mrozów -  aura teraz jest taka dziwna. Niepodobna do tej, do jakiej przyzwyczailiśmy się w dzieciństwie.

TRASA:
Piątkowa Góra (714 m n.p.m.) – Rdzawka [zielony szlak] Świńska (752 m n.p.m.) [zielony szlak] Ponice [zielony szlak] Bacówka PTTK na Maciejowej (852 m n.p.m.) [czerwony szlak] Maciejowa (815 m n.p.m.) [czerwony szlak] Tatarów (712 m n.p.m.) – Rabka-Zdrój (481 m n.p.m.)

OPIS:
Zawracamy o godzinie 9.45 i za niedługo opuszczamy dróżkę żółtego szlaku. Przechodzimy na nieznakowaną drogę ciągnącą się do bezimiennego wierzchołka. Idziemy wprost w kierunku widocznego grzebienia Tatr, na przełaj do Rdzawki. Na bezimiennym wierzchołku jest miejsce na ognisko. Stoi na nim tylko kilka drzew. Na zachodzie widać Babią Górę, wynurzającą się z topieli zamglonego powietrza. Po zejściu z bezimiennego wierzchołka dróżka zbliża się do szlaku, którym przed momentem wędrowaliśmy, idąc, w przeciwną stronę. Przed wierzchołkiem Piątkowej odbijamy jednak na lewo i gruntową drogą najpierw przechodzimy po wschodnim stoku góry, po czym w dół do doliny Rdzawki. Początkowo liczyliśmy, że spotkamy zielony szlak, który schodzi tam od kościółka Świętego Krzyża, lecz w końcu oddalamy się od niego schodząc śródleśnym polanami. Na skraju jednej jest miejsce na ognisko, a wokół niego ławki. Z boku przy dwóch świerkach jest nawet stoliczek. Można na nim przygotować to co chcielibyśmy upiec na ogniu np. pokroić kiełbasę.

Droga na bezimienny wierzchołek w masywie Piątkowej.
Droga na bezimienny wierzchołek w masywie Piątkowej.

Zbocze Piątkowej.
Zbocze Piątkowej.

Za polaną przechodzimy przez młodnik, po czym wychodzimy na otwartą przestrzeń między polami uprawnymi. Schodzimy do osiedla Ziębówka. Podczas tego zejścia przed sobą widzimy grzbiet Górców z Maciejową (815 m n.p.m.), dalej na prawo widać polanę Przysłop gdzie stoi nasza bacówka, za polaną grzbiet wznosi się na Bardo (948 m n.p.m.). Nieco z prawej, zaraz po drugiej stronie doliny Rdzawki wznosi się góra Świńska (752 m n.p.m.) o łagodnych zboczach pokrytych pasami pól i lasów. Będziemy musieli ją pokonać, aby przejść do kolejnej doliny w której płynie potok Poniczanka, mający źródła na wysokości około 920 m n.p.m. na północno-zachodnich stokach Starych Wierchów (969 m n.p.m.). Z tejże doliny wspinać się będziemy na Bardo, skąd na polanę Przysłop jest już kilka minut drogi. Jednak wróćmy do miejsca w którym znajdujemy się obecnie.

Spomiędzy pól i łąk droga wchodzi w zagłębienie terenu, wąwóz lessowy, który efektownie schodzi do pierwszych domów osiedla Ziębówka, stojących przy szosie. Osiedle Ziębówka należy do wsi Rdzawka. Osiedla zwane są tutaj rolami. Ich nazwy wywodzą się przeważnie od nazwisk chłopów, którzy je zamieszkiwali. Tak jak Ziębówkę zamieszkiwał Zięba. Natomiast nazwa całej wsi pochodzi przypuszczalnie od Rdzawskich, którzy zamieszkiwali te tereny najwcześniej. Spotyka się jednak jeszcze inne tłumaczenie nazwy wsi, odnoszące się do rdzy, czy też raczej koloru nalotu jaki niosą tutejsze wody, wypłukujące związki chemiczne z mało urodzajnych gleb.

Polna droga wchodzi w zagłębienie.
Polna droga wchodzi w zagłębienie.

Droga wzdłuż pastwisk.
Droga wzdłuż ogrodzonych pastwisk.

Schodzimy do osiedla Ziębówka.
Schodzimy do osiedla Ziębówka.

Wąwóz wypłukany wodą.
Wąwóz wypłukany wodą.

Osiedle Ziębówka.
Osiedle Ziębówka.

Kapliczka z 1885 roku.
O godzinie 10.30 wchodzimy na szosę. Na szosie skręcamy w prawo. Idziemy w kierunku kościoła, gdzie odnajdziemy zielony szlak. W czasach średniowiecza traktem obecnej szosy prowadził szlak handlowy z Krakowa do Nowego Targu i dalej na Węgry. Wspinał się na grzbiet z Obidową (865 m n.p.m.). W dobie „Zakopianki” zmniejszyło się znaczenie komunikacyjne doliny. Z lewej mamy potok Rdzawkę, zwany niekiedy Rdzawianką. Większość domostw wsi znajduje się po prawej na zboczu Piątkowej. Wiele z nich to stare drewniane domy z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku wybudowane w stylu podhalańskim. Nowsze budynki to często duże wielorodzinne domy. Wleczemy się przez wieś i dopiero po 20 minutach od momentu wejścia na pobocze szosy docieramy pod kościół parafialny. Stoi przed nim wysoka kapliczka zwieńczona krzyżem z ukrzyżowanym Chrystusem. Na jej cokole pod fragmentem antyfony „Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko” odczytujemy odręcznie wyryty napis, który z zachowaniem oryginalnej pisowni głosi „Tę pamiątkę z Fundował Franciszek Rapacz i Wiktorya żona – proszą pżechodzących o westchnienie do Boga – 1885”. Obok kościoła dom rekolekcyjny „Wiktoria”. Przed nim stoi pomnik z figurą papieża wzniesiony w rocznicę beatyfikacji Jana Pawła II. Na jego cokole widnieją daty pobytów Karola Wojtyły w Rdzawce.
Drewniany dom w Rdzawce.
Drewniany dom w Rdzawce.

Dom rekolekcyjny i kościół parafialny w Rdzawce.
Dom rekolekcyjny i kościół parafialny w Rdzawce.

Przy kościele opuszczamy główną szosę wsi. Przechodzimy mostkiem potok, za nim w prawo, a zaraz później w lewo i dość stromo podchodzimy stok góry Świńskiej. Po obu stronach drogi stoją ciasno rozmieszczone domostwa. Prawie do ostatniego pociągnięty jest asfalt. Z lewej znów jeden z wielu ogromnych domów, ale niedokończony w stanie surowym. Stoi opuszczony, zaniedbany, podupadły. Żal tych ludzi co tyle trudu włożyli w jego postawienie. Dlaczego zaprzestano jego budowy – doszukujemy się myślami przyczyn – brak środków, a może… coś, albo ktoś zaczął straszyć w jego murach. Słyszy się czasem o takich domach.

Potok Rdzawka.
Potok Rdzawka.

Przechodzimy na drugą stronę potoku.
Przechodzimy na drugą stronę potoku.

Kończy się asfalt. Jego przedłużeniem jest droga gruntowa idąca w górę między polami. Podchodząc górę trzeba patrzeć pod nogi. Pod skorupą stwardniałego śniegu i lodu spływa strumień wody. Słychać jego uderzenia i bulgotanie. Warstwa śniegu i lodu w wielu miejscach jest cienka i krucha, a prawdę powiedziawszy idziemy w lekkim, letnim obuwiu, nie za bardzo odpornym na przemoczenie. W zimowym obuwiu mielibyśmy dyskomfort termiczny, bo jest ciepło jak na wiosnę. Kilka studzienek wodopojowych poświadcza przypuszczenie, że pod śniegiem znajdują się obszary pastwiskowe. Zresztą drewniane ogrodzenia potwierdzają to na sto procent. W lecie na tych nasłonecznionych stokach Świńskiej wodopoje dla bydła są niezbędne.

Zostawiamy dolinę Rdzawki za sobą.
Zostawiamy dolinę Rdzawki za sobą.

Pośród pastwisk.
Pośród pastwisk.

Skąd taka nazwa góry… Świńska?... Wertowaliśmy przewodniki i internet, ale nic nie znaleźliśmy na ten temat. To niewielka górka, ale jakże czarująca widokami. Widoki są nieprzeciętnie piękne. Na północnym wschodzie widać grzbiet Gorców z polaną Przysłop, gdzie stoi bacówką PTTK. Na północy widać miasto Rabka, a za nim masyw Lubonia Wielkiego. Za nami w dali sterczy biały masyw Babiej Góry, na prawo od niego przeciąga się sfalowany grzbiet pasma Policy. Za nami na południu ledwie widać przez zamglone powietrze szereg spiczastych zębów grani Tatr. Na niektórych szczytach, tych najwyższych zawisły chmur.

Widok w kierunku Rabki i masywu Lubonia Wielkiego.
Widok w kierunku Rabki i masywu Lubonia Wielkiego.

Polana Przysłop na horyzoncie.
Polana Przysłop na horyzoncie.

Za nami w dali dostrzec można masyw Babiej Góry i Policy.
Za nami w dali dostrzec można masyw Babiej Góry i Policy.

Widok na grzbiet Gorców, w kierunku polany Przysłop.
Widok na grzbiet Gorców, w kierunku polany Przysłop.

Droga biegnie łagodnym i rozległym garbem góry. Rosną przy niej krótkie szeregi drzew, wiele brzóz, wierzb. Drzewa puściły swoje bazie i efektowne kitki, zwane też kotkami. Czy nie przedwcześnie? Z lewej na północy powoli odsłania się nam dolina Poniczanki. Tuż przed Rabką z doliną Poniczanki łączy się dolina Rdzawki. Z tego połączenia zwycięsko wychodzi Poniczanka, która zbiera wody Rdzawki i płynie dalej przez zabudowania Rabki-Zdroju, lecz niezbyt daleko kończy swój żywot w wodach większej od niej Raby.

Szeregi brzóz i wierzb przy drodze.
Szeregi brzóz i wierzb przy drodze.

Kolejny szereg drzew przy szlaku.
Kolejny szereg drzew przy szlaku.

Przed nami pokazują się Stare Wierchy.
Przed nami pokazują się Stare Wierchy.

Drzewa wypuściły już...
Drzewa wypuściły już...

...kotki.
...kotki.

Podążamy śnieżnobiałą drogą łagodnie ku kulminacji Świńskiej. Maszerujemy po odciśniętych w śniegu śladach opon... wyglądają na ślady opon samochodu osobowego. Droga prowadzi nas pod ścianę niewielkiego lasu świerkowego z pewną domieszką innych drzew, z których kontrastują brzózki. Droga przechodzi przy skraju tego lasku, delikatnym łukiem odchodząc w stronę doliny Poniczanki, gdzie na ośnieżonych polach stoją oparte o siebie ostwie. Wyłaniający się zza szczytu samolot na wysokim pułapie rysuje na błękicie białą kreskę smugi kondensacyjnej. Zbliżamy się do wierzchołka góry. Około godziny 11.40 przechodzimy go.

Po śladach kół samochodowych.
Po śladach kół samochodowych.

Widać już dolinę Poniczanki.
Widać już dolinę Poniczanki.

Na ośnieżonych polach stoją oparte o siebie ostwie.
Na ośnieżonych polach stoją oparte o siebie ostwie.

Za laskiem jest dolina Poniczanki. Z lewej widać masyw Lubonia Wielkiego.
Za laskiem jest dolina Poniczanki. Z lewej widać masyw Lubonia Wielkiego.

Widok w kierunku Rabki.
Widok w kierunku Rabki.

Droga przechodzi przy skraju lasku.
Droga przechodzi przy skraju lasku.

Samolot rysuje na błękicie białą kreskę smugi kondensacyjnej.
Samolot rysuje na błękicie białą kreskę smugi kondensacyjnej.

Za wierzchołkiem szlak krótko i łagodnie opada na przełęcz, za którą zalesiony stok wznosi się ku szczytowi Obidowej (865 m n.p.m.). Las na stoku Obidowej rozcięty jest przecinką przez którą puszczona została linia wysokiego napięcia, wychodzącą po polach z doliny Poniczanki, przy której ulokowała się wieś Ponice. Szlak na przełęczy, zaraz za samotną brzózką po lewej i niewielkim świerczku po prawej przyjmuje niemal przeciwny kierunek. Zawraca na lewo i oddala się od drogi schodząc ścieżką w dół stoku.

Szlak łagodnie opada na przełęcz.
Szlak łagodnie opada na przełęcz.

Przed nami Obidowa.
Przed nami Obidowa, a wcześniej przełęcz (tuż za widoczną brzozą),
gdzie szlak ostro zmienia kierunek i schodzi doliny Poniczanki.

Idziemy wzdłuż linii wysokiego napięcia, ośnieżonymi polami zbliżamy się do wsi Ponice. Stopniowo ukazują się nam zabudowania wsi zanurzone w dolinie Poniczanki. Szlak wchodzi na kamienistą drogę. Przy niej są pastwiska ogrodzone elektrycznymi pastuchami. Trzeba dobrze patrzeć idąc obok drogi szlaku, aby nie nadziać się na cienkie, prawie nie widoczne druty pastucha. Korzystamy z takiego wariantu przejścia, bo drogę w kilku miejsca pokrywa lity lód.

Schodzimy wzdłuż linii wysokiego napięcia.
Schodzimy wzdłuż linii wysokiego napięcia.

Ponice.
Ponice.

Jest dwie minuty po dwunastej, gdy wchodzimy między zabudowania wsi Ponice. Nieduża psinka strzegąca drogi obszczekuje nas, lecz dostrzegając naszą obojętność wnet przestaje się nami interesować. Obraca się od nas i spogląda w dół drogi. Z prawej stoi stary dom drewniany, z nowszą boczną dobudówką. Niedaleko za nim droga skręca w lewo przechodząc obok drugiego domu, gdzie nowe łączy się ze starym. Dziesięć minut po dwunastej przechodzimy mostem nad Poniczanką, za którym szlak kieruje w lewo. Maszerujemy chwilkę szosą w górę doliny. Zabudowania wsi ulokowane są łańcuchowo wzdłuż rzeki. Pierwsze informacje o Ponicach pojawiają się w XVI wieku. W tamtym czasie wieś była już uformowana. Mieszkańcy zajmowali się rolnictwem, częściowo również pasterstwem. Trudnili się również ścinką drzewa i jego przetwórstwem. Wieś długo stała w cieniu znanego uzdrowiska, czyli Rabki. Rabka była jednak ważnym miejscem zbytu drobiu, nabiału, jagód i grzybów. Dzisiaj zajęcia te są tylko w niewielkim stopniu gałęzią dochodu i utrzymania. Większe znaczenie ma agroturystyka i chałupnictwo.

Stary dom z nowszą dobudówką.
Stary dom z nowszą dobudówką.

Drugi stary dom.
Drugi stary dom.

Most nad Poniczanką.
Most nad Poniczanką.

Poniczanka.
Poniczanka.

Tuż przed budynkiem ochotniczej straży pożarnej schodzimy z szosy na drogę po lewej. Mijamy kilka domów, a przy ostatnim domostwie droga rwie się w górę bardzo stromego zbocza. Rozpoczynamy m mozolne podejście. Nad lasem rosnącym na grzbiecie widać balon niesiony prądami powietrza. Przesuwa się na północ i wkrótce znika za lasem.

Szybko nabieramy wysokości, choć tempo marszu znacznie spada. Stok rozgrzany jest promieniami słońca. Jest na nim znacznie mniej śniegu w porównaniu do wcześniej pokonanej góry. Właściwie tylko jego resztki. Zamiast niego jest błoto. Po kilkunastu minutach dochodzimy do miejsca, gdzie zbocze zmniejsza na moment nachylenie. Zatrzymujemy się. Mamy stąd znamienite widoki. Leży tu duża rura kanalizacyjna. Służy nam za ławkę. Odpoczywamy na rurze spoglądając na pejzaż… nie do wiary jak tu pięknie! Zimowa panorama, a aura jak na wiosnę - można by powiedzieć: coś się pomieszało na tym świecie. Pod wieloma względami zaskakuje bardziej niż kiedyś. Nie zawsze oczywiście pozytywnie, ale staramy się doceniać każdą chwilę życia. Tak mija dzień za dniem, a my jesteśmy starsi, a jednocześnie wdzięczniejsi za takie chwile jak dziś. Świat niech sobie pędzi - my posiedzimy sobie tutaj jeszcze parę chwilek, na tej rurze.

Drewniany dom w Ponicach.
Drewniany dom w Ponicach.

Nad lasem widać balon niesiony prądami powietrza.
Nad lasem unosi się balon.

Balon niesiony prądami powietrza.
Balon niesiony prądami powietrza.

Ostre, błotniste podejście.
Ostre, błotniste podejście.

Leży tu duża rura.
Leży tu duża rura.

Rura służy nam za ławkę.
Rura służy nam za ławkę.

No ale obiad w bacówce czeka. Na wycieczkę nie zabraliśmy dużych zapasów żywności. Ot tylko wafelek w czekoladzie i butelkę picia. Wafelki właśnie zjedliśmy. Powstrzymaliśmy głód, ale raczej nie na długo. Specjalnie nie braliśmy więcej jedzenia, bo tak dzisiaj zaplanowaliśmy, że pójdziemy na obiad „do Maciejowej”. Ruszamy więc, by wspinać się dalej w górę stoku.

Z lewej brzoza ze świerkiem w komitywie, a nieco wyżej z prawej brzozowa rodzina stoi przy drodze. Kilka dużych, dorosłych, a nieopodal nich cała gromadka brzozowego młodnika. Mijamy wesoły młodnik, przed nami coraz więc małych świerczków, a dalej to już mamy zwarty las. Zbocze łagodnieje. Jeszcze chwila marszu i wchodzimy do lasu.

Z lewej brzoza ze świerkiem w komitywie.
Z lewej brzoza ze świerkiem w komitywie.

Pokazuje się brzozowa rodzina.
Pokazuje się brzozowa rodzina.

Intensywnie w górę stoku.
Intensywnie w górę stoku.

Jeszcze chwila marszu i wchodzimy do lasu.
Jeszcze chwila marszu i wchodzimy do lasu.

W lesie jest bardzo zimowo.
W lesie jest bardzo zimowo.
W lesie jest bardzo zimowo: biało na drodze, a nad nią oprószone białym gałązki drzew. No jest jak w bajce. Temperatura jest jednak dość wysoko. Pewnie z dziesięć stopni i ta bajka topnieje. Co pewien czas słyszymy spadające grudy śniegu z gałęzi drzew. Niekiedy to delikatny powiew wiatru zdmuchnie z nich śnieżny pył, czasem na nasze głowy: – To śnieżny atak na nas – śmiejemy się, choć czasem to i za kołnierz wpadnie trochę śniegu, a stamtąd obsunie się po plecach, ziębiąc i łaskocząc.

Śnieżny atak.
Śnieżny atak.
Śnieżny atak.

Śnieżny atak.
Śnieżny atak.
Śnieżny atak.

Ślicznie jest w tym lesie.
Ślicznie jest w tym lesie.

Na rozejściu dróg nie idziemy prosto, lecz wchodzimy na lewe rozwidlenie.
Na rozejściu dróg nie idziemy prosto, lecz wchodzimy na lewe rozwidlenie.

Znów spadający śnieg.
Znów spadający śnieg.

Biało na drodze, a nad nią oprószone białym gałązki drzew.
Biało na drodze, a nad nią oprószone białym gałązki drzew.

Jest jak w bajce.
Jest jak w bajce.

Wkrótce po lewej pokazywać się zaczyna polana Przysłop z budynkiem bacówki. Wciąż jednak podchodzimy wyżej, wyżej niż położony jest budynek bacówki, aż w końcu dochodzimy do drogi omijającej wierzchołek Bardo. Skręcamy w lewo i płasko, a potem lekko w dół schodzimy ku polanie. Jej skraj osiągamy o godzinie 13.25. Już nie możemy doczekać się bacówkowego klimatu. Chcielibyśmy wtopić się w niego, ale polana ukazuje tak pociągające widoki. Szkoda tylko, że przejrzystość powietrza jest taka słaba.

Pod wierzchołkiem Bardo.
Pod wierzchołkiem Bardo.

Polana Przysłop.
Polana Przysłop.

Bacówka od naszego ostatniego pobytu zmieniła właściciela, ale wciąż jest taka jaka była, mimo pewnych zmian wystroju wnętrza jadalni. Może troszkę inne menu, ale jedzenie tak samo smaczne jak kiedyś. Wydaje się, jakbyśmy byli w niej niedawno, ale przecież to było kilka lat temu, jak pokonywaliśmy Główny Szlak Beskidzki. Który to był rok? Cofamy się myślami wstecz rok po roku, dopasowując do każdego roku nasze wyprawy, aż dochodzimy do roku 2012. A więc od tamtego czasu minęło prawie 4 lata. Trudno uwierzyć.

Polana Przysłop i Bacówka PTTK na Maciejowej.
Polana Przysłop i Bacówka PTTK na Maciejowej.

Dzisiejsza wycieczka - żartujemy sobie z innymi turystami - to wyjście na obiad na Maciejową, bo dlaczego nie. Taka wycieczka to lepszy pomysł niż stanie w kuchni przy garach. Przyjedziemy tu jeszcze, a gdy dzień będzie dłuższy, to chyba wydłużymy sobie wycieczkę i pójdziemy sobie przez Obidową i Stare Wierchy. Gorce warte są odwiedzin zawsze, bo są piękne o każdej porze roku, a nawet wtedy kiedy natura miesza porami roku (tak jak dzisiaj), że nie wiadomo, czy to jeszcze zima, czy wczesna wiosna.

Rozgadaliśmy się z turystami, a mija już godzina 15.00. Dopijamy kawę. Czas wracać. Musimy zejść do Rabki, skąd mamy mnóstwo busów do Krakowa. Nie ma nawet sensu sprawdzać rozkładu jazdy. Zawsze kiedy tam schodziliśmy, coś już czekało, jak umówione.

Czas wracać.
Czas wracać.

Dolina Raby i masyw Lubonia Wielkiego.
Spoglądamy na dolinę Raby i masyw Lubonia Wielkiego.

Opuszczamy polanę Przysłop.
Opuszczamy polanę Przysłop.

Do Rabki schodzimy czerwonym szlakiem. Niebo zasłoniło się wysokimi chmurami. Słońce nie jest w stanie przebić się przez nie do nas, a jedynie przebarwia je swą jaskrawością. Chłód powietrza przepowiada zbliżający się wieczór. Opuszczamy polanę Przysłop. Wchodzimy na drogę grzbietową, ta wkrótce przeprowadza nas przez wierzchołek Maciejowej (815 m n.p.m.), za którym znajduje się trasa narciarska. 

Niebo zasłoniło się wysokimi chmurami.
Niebo zasłoniło się wysokimi chmurami.

Stacja narciarska na Maciejowej.
Stacja narciarska na Maciejowej.

Spojrzenie na wzniesienia Beskidu Wyspowego z okolic stacji narciarskiej na Maciejowej.
Spojrzenie na wzniesienia Beskidu Wyspowego z okolic stacji narciarskiej na Maciejowej.

Czerwonemu szlakowi towarzyszą stacje drogi krzyżowej. Małe skrzyneczki z ilustracjami męki pańskiej wiszą na drzewach. Droga krzyżowa pokrywa się w znacznej części z czerwonym szlakiem, ale też na pewnym odcinku odchodzi na boczną ścieżkę. Korzystamy z niej dla odmiany.

Boczna ścieżka.
Boczna ścieżka.
Boczna ścieżka.

Polana przed wzniesieniem Tatarów.
Polana przed wzniesieniem Tatarów.

Ostatnim wzniesieniem przed Rabką jest Tatarów (712 m n.p.m.). Na jego północnych stokach jest źródło Zimne Serce, z którego wypływa ciek źródłowy Potoku Gorzkiego. Szlak czerwony obchodzi wierzchołek tej góry od strony wschodniej. Na zachodni stok również odchodzi jakaś droga. O godzinie 15.45 schodzimy z czerwonego szlaku właśnie na tą drogę. Zobaczymy dokąd ona biegnie i może uda się dotrzeć do źródła Zimne Serce. Niebawem jednak okazuje się, że za bardzo odbiliśmy na zachód i wychodzimy z lasu wprost na zabudowania osiedla Traczykówka. Pomiędzy nimi płynie Potok Gorzki. Jego źródeł poszukamy kiedy indziej. Tymczasem schodzimy do szosy, za którą Potok Gorzki wpada do Poniczanki. Na szosie skręcamy w prawo i idziemy jej poboczem wzdłuż rzeki do mostu, dzięki któremu przechodzimy na drugi brzeg. Przez most przechodzi żółty szlak z centrum Rabki na Piątkową Górę, tą która dzisiejszego dnia przed południem dostarczyła nam tylu wrażeń estetycznych.

Potok Gorzki.
Potok Gorzki.

Ulicą Podhalańską zmierzamy w kierunku stacji kolejowej „Rabka-Zdrój”, lecz nie po to by złapać jakiś pociąg. Busem będzie szybciej jak doszliśmy do wniosku wcześniej. O godzinie 16.45 dochodzimy do ulicy Zakopiańskiej (równolegle do niej biegną tory kolejowe). Skręcamy w prawo w kierunku stacji kolejowej i po kilku minutach docieramy pod budynek stacyjny. Stoi przed nim pomnik jedyny w swoim rodzaju...

Poniczanka z ulicy Zakopiańskiej.
Poniczanka z ulicy Zakopiańskiej.

Przed zabytkowym budynkiem stacyjnym stoi pomnik przedstawiający Świętego Mikołaja. Święty Mikołaj niesie światu radość - stoi na kuli ziemskiej, którą otaczają dzieci. Jedno dziecko siedzi przed kulą ziemską i podtrzymuje herb miasta Rabka-Zdrój, bo to przecież Miasto Dzieci Świata. Drugie na rowerze zachęca do sprzątania świata, a trzecie w stroju góralskim chwyta sypane przez Świętego Mikołaja pieniążki. A czwarte... gdzie jest czwarte dziecko! Było przecież tutaj trzymające w dłoniach hasło przeciw przemocy. Mamy je na fotografiach. Ktoś wie co się z nim stało? Pytamy miejscowego – on nie wie?! Zaginęło czwarte dziecko. Czy ktoś ma na ten temat jakieś informacje?

Dworzec kolejowy „Rabka-Zdrój”.
Dworzec kolejowy „Rabka-Zdrój”.

Pomnik Świętego Mikołaja w Rabce-Zdroju.
Pomnik Świętego Mikołaja w Rabce-Zdroju.

Żegnamy się powoli z Rabką. Kierujemy się ulicą Orkana w stronę Parku Zdrojowego, skąd niedaleko jest do dworca autobusowego. Idziemy w górę ulicą Orkana. Po lewej na wysokości cmentarza rośnie sosna niezwykła – niezwykła z innych względów niż te, które widzieliśmy rano na Piątkowej. Ustanowiona jest ona pomnikiem przyrody prawem chroniony - sosna zwyczajna (Pinus silvestris) mająca wiek około 550 lat, o pokroju nietypowym dla sosny. Posiada parasolowatą koronę oraz wyraźnie rozwidlone konary. W miejscu rozwidlenia widoczne są narośla. Chwilkę później idziemy już skrajem Parku Zdrojowego. Śpi jeszcze w nim przyroda utulona we śnie zimowym. Jednak już za niedługo nabierze barw wiosennych, zapachnie i olśni bogactwem rosnących w nim krzewów i drzew. Na alejkach pojawią się baraszkujące wiewiórki malujące uśmiech na twarzach dzieci i dorosłych, szczególnie wtedy, gdy będą częstować się orzechami z ręki (a robią to tu śmiało i chętnie).

Pomnik przyrody - sosna zwyczajna (Pinus silvestris).
Pomnik przyrody - sosna zwyczajna (Pinus silvestris).

Park Zdrojowy w Rabce-Zdroju.
Park Zdrojowy w Rabce-Zdroju.

Uśpiona w parku przyroda czeka wiosny, kiedy rozkwitnie wiosennymi barwami.
Uśpiona w parku przyroda czeka wiosny, kiedy rozkwitnie wiosennymi barwami.

Kończymy już. Jest godzina 17.00. Jeszcze tylko parkę kroków i przekraczamy potok Słonka, a za potokiem mamy już dworzec autobusowy, gdzie stoją już dwa busy do Krakowa. Pierwszy odjeżdża za kwadrans.

Chcielibyśmy wrócić się do poranka na Piątkową Górę i zacząć ten dzień od początku. Całą ta trasę przeszlibyśmy jeszcze raz ponownie. Była ona wyjątkowa, taka jaką lubimy idąc w góry. Zaznaliśmy podczas niej sielskiego spokoju, mnóstwo malowniczej przestrzeni, szerokich widoków, zobaczyliśmy atrakcje, zagościliśmy w bacówce, gdzie potkaliśmy się ze wspaniałymi turystami. Wszystko to w ciągu jednej, lekkiej wycieczki, która zostawi w nas najpiękniejsze wspomnienie. Już widzimy obrazy tutejszych okolic na wiosnę, gdy łąki pomalowane zostaną świeżutką zielenią, a życie zacznie się kwiecić i wonieć intensywniej. Jakże będzie wtedy przepięknie na tych gorczańskich wzniesieniach. Właśnie wtedy tym samym szlakiem będzie szedł Stefan z grupą turystów. Niestety nie możemy iść ze Stefanem, ale ktoś, kto jeszcze nie ma planów na niedzielę 24 kwietnia może się z nim wybrać. Zabierze każdą osobę, która zechce do niego dołączyć.





Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas