Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Gąsienicowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Gąsienicowa. Pokaż wszystkie posty
Dolina Suchej Wody Gąsienicowej, zwana zazwyczaj krócej Doliną Suchej Wody (słow. dolina Suchej vody, niem. Suchawodatal, węg. Sucha-woda-völgy) jest jedną z tatrzańskich dolin walnych po północnej stronie grani głównej. Płynący przez nią potok Sucha Woda stanowi granicę pomiędzy Tatrami Wysokimi i Zachodnimi aż do Zielonego Stawu Gąsienicowego w Dolinie Gąsienicowej (1672 m n.p.m.) z którego wypływa. Dalej granica dochodzi zagłębieniem żlebu do przełęczy Liliowe (słow. Ľaliové sedlo, niem. Liliensattel, węg. Liliowe-hágó; 1952 m n.p.m.) położonej w głównej grani Tatr. Biegnie dalej po drugiej stronie grani, ale badacze i naukowcy nie są jednomyślni tego którędy. My wiążemy się jednak z granicą po stronie polskiej, bowiem to ona wyznaczać nam będzie drogę marszu.

TRASA:
Brzeziny (1007 m n.p.m.) [czarny szlak] Psia Trawka (1188 m n.p.m.) [czarny szlak] Schronisko PTTK Murowaniec (1500 m n.p.m.) Troiśniak [czarny szlak] Stacja IMGW Przełęcz między Kopami Dolina Jaworzynka Kuźnice

OPIS:
Wędrówkę zaczynamy nieopodal wylotu Doliny Suchej Wody, na niewielkiej polanie Brzeziny położonej przy Drodze Oswalda Balzera, na wysokości 1007 m n.p.m. Na polanie rozpoczyna się droga dojazdowa do Schroniska PTTK Murowaniec położonego w Dolinie Gąsienicowej. Droga ta stanowi też ścieżkę rowerową, a także ścieżkę turystycznego szlaku pieszego koloru czarnego. Stoi tu też budynek kasy TPN, jest miejsce na zaparkowanie samochodu. Ruszamy stąd o godzinie 8.40.

Brzeziny.
Brzeziny.

Zaczynamy maszerować drogą wyłożona kamieniami, na początku głównie otoczakami, po których stąpa się niezbyt wygodnie ze względu na wypukłości. Droga ta została w ten sposób utwardzona w latach 1921–1923. Po kilku minutach docieramy do potoku Suchej Wody i przechodzimy nad nim drewnianym mostem, na prawy brzeg. Można powiedzieć, że tym samym przechodzimy na obszar Tatr Wysokich. Dróżka prowadzi teraz przez zielony las świerkowy, ale niezbyt długo, bo po kilku następnych minutach mamy kolejny most, dłuższy i wzmocniony od dołu żelaznymi kształtownikami położonymi na betonowych cokołach. Wracamy na obszar Tatr Zachodnich.

Dno potoku usłane jest głazami różnej wielkości. Nierzadko są to głazy potężnych rozmiarów, o zaokrąglonych kształtach, bo toczy je siła wód potoku. Wiele z nich ma czerwony odcień od pokrywających je specyficznych glonów, takich samych jakie zobaczyć można w toni Czerwonego Stawu Pańszczyckiego, z którego wypływa Pańszczycki Potok będący dopływem Suchej Wody. Nieco wyżej wody Pańszczyckiego Potoku zasilają Suchą Wodę.

Droga utwardzona w latach 1921-23.
Droga utwardzona w latach 1921-23.

Pierwszy most nad Suchą Wodą.
Pierwszy most nad Suchą Wodą.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Drugi most.
Drugi most.

Most nad Suchą Wodą.
Most nad Suchą Wodą.

W okolicach tego drugiego mostu las nie jest już tak ładny, jak wcześniej. Na drzewach widać okaleczenia otrzymane od wichur, jak też będące dziełem wód potoku, które podmywają stoki, powalając rosnące na nich drzewa. Niedaleko za mostem przechodzimy pod spadzistym zboczem pozbawionym drzew, przed którym tabliczka przestrzega przed spadającymi skałami. Sucha Woda zmienia dość nagle w tym miejscu kierunek uderzając wodami w stromy, choć niewysoki stok. Powinno się przejść ten odcinek bez postojów.

Odcinek zagrożony spadającymi skałami.
Odcinek zagrożony spadającymi skałami.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Wkrótce wchodzimy w gęsty las świerkowy. Idziemy wciąż w sąsiedztwie potoku, którego koryto wygląda odtąd na spokojniejsze, bardziej przewidywalne. Potok płynie w nim nie wyrywając się na boki. Ściółkę lasu masowo porastają zielone mchy. Mchy pokrywają wszystko co leży na dnie - glebę, stare konary, kamienie i głazy.

O godzinie 9.30 przechodzimy przez pozostałości po dawnej polanie Psia Trawka. Nasz czarny szlak krzyżuje się tutaj z czerwonym prowadzącym z Toporowej Cyrhli przez Rówień Waksmundzką, Polanę pod Wołoszynem i Wodogrzmoty Mickiewicza do Morskiego Oka. Polana ta położona jest na wysokości 1185 m n.p.m. Jej nazwa pochodzi od trawy bliźniczki psiej trawki (Nardus stricta), która niegdyś tutaj rosła.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Mchy pokrywają wszystko co leży na dnie lasu.
Mchy pokrywają wszystko co leży na dnie lasu.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Droga sukcesywnie nabiera wysokości, ale bardzo spokojnie, bardzo łagodnie, tak, że nie odczuwamy tego podejścia. Przechodzimy przez kolejny mostek nad Suchą Wodą. Potok Suchej Wody znany jest z tego, że często niknie pod głazowiskiem i płynie podziemnymi drogami pozostawiając suche koryto. Stąd właśnie wzięła się jego nazwa. Koryto potoku wypełnia się na całej długości tylko po obfitych opadach.

Na szlaku.
Na szlaku.

Młaka.
Młaka.

Kolejna fotografia potoku.
Kolejna fotografia potoku.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Wkrótce wchodzimy w rejon drzew ogołoconych. Otaczają nas właściwie wysokie pnie pozbawione w znacznej części bocznych gałązek i igliwia. Poprzez nie widzimy po lewej stoki rozłożystej Żółtej Turni, a bardziej z przodu grzbiet Małego Kościelca. Niebawem oddalamy się nieco od potoku. Zostawiamy go po lewej. Droga nieco szybciej nabiera wysokości przechodząc przez zwarty świerkowy las. Zaczynają wśród nich pojawiać się coraz częściej niskie, młode świerki. Mijamy odejście szlaków na Krzyżne i Rówień Waksmundzką, zaraz dalej jest Schronisko PTTK „Murowaniec”, pod które docieramy o godzinie 10.30. Zatrzymujemy się w schronisku, delektując się kawą i szarlotką.

Czarny szlak dojściowy na Halę Gąsienicowy, który pokonaliśmy jest łatwy i nie wymagał dużego wysiłku. Prowadzi cały czas łagodnie w górę, bez forsownych podejść. Jest monotonny, bo prowadzi cały czas przez las, nie ma na jego przebiegu znaczących urozmaiceń. Jednak jest dogodny na spacer przez las.

Schronisko PTTK „Murowaniec”.
Schronisko PTTK „Murowaniec”.

O godzinie 11.10 wychodzimy na zewnątrz. Powietrze chyba oziębiło się. Wkoło jest jeszcze bezśnieżnie, ale zaczął prószyć niewielki śnieg. Hala Gąsienicowa z pewnością niebawem zabieli się. Podążamy w kierunku dolnej stacji kolejki krzesełkowej na Kasprowy Wierch, czyli w jedną z dwóch odnóg Doliny Gąsienicowej zwaną Doliną Zieloną Gąsienicową. Chmury wciąż wiszą bardzo niską nad nami. Hala Gąsienicowa jest halą wybitnie wysokogórską, zawaloną olbrzymimi głazami, zarośniętą na znacznych połaciach wysoką kosówką. Otaczają ją wysokie masywy skalne, ale ich wierzchołki utonęły dzisiaj w ciężkich chmurach. Hala Gąsienicowa słynie z licznych stawów, stąd też kiedyś zwana była Halą przy Stawach lub Halą Stawy, zaś wypasających na niej nazywano „stawianami”. Pasterstwo na Hali Gąsienicowej odeszło jednak dawno w przeszłość. Zresztą mamy końcówkę listopada, a więc o tej porze roku owiec na pewno byśmy tutaj nie zobaczyli, nawet w tamtych starych czasach.

Stawów w Dolinie Zielonej Gąsienicowej jest bez liku w przeciwieństwie do drugiej odnogi zwanej Doliną Czarną Gąsienicową. Tam znamy tylko dwa stawy, a tutaj w Dolinie Zielonej Gąsienicowej jest ich około dwudziestu. Obok większości z nich prowadzą szlaki turystyczne. Rozrzucone są one na rozległej równi zwanej Roztoką Stawiańską, rozciągającej się pomiędzy zboczami Małego Kościelca, Uhrocia Kasprowego, Kasprowego Wierchu i Beskidu. Oprócz stawów na Roztoce Stawiańskiej zobaczyć można niewielkie strumyki, których wody znikają wpływając do podziemnych szczelin pod głazami, albo wypływają spod nich.

Pierwszy stawek znajduje się bardzo blisko Schroniska „Murowaniec”, w odległości około 320 metrów. Jest to Mokra Jama. Dziwne, że nie każde wydawnictwo zaznacza ten stawek na swoich mapach. Nie jest duży, ale też nie najmniejszy i w porównaniu z niektórymi całkiem spory. Jego wody wylewają się na kamienny chodnik szlaku. Zazwyczaj stawek ten jest bezodpływowy, bo tylko przy wysokim stanie wód staje się przepływowy, a zdarza się to rzadko. Czasem wysycha, choć zdarza się to bardzo rzadko. Zjawisko okresowego wysychania dotyczy wielu stawków w dolinie. Są też i takie, po których pozostało tylko wspomnienie, bo wyschły zupełnie.

Mokra Jama.
Mokra Jama.

Widok w kierunku Kościelca.
Widok w kierunku Kościelca.

Podążamy dalej z zamiarem dotarcia do innego stawku o nazwie Jedyniak. Położony jest na wysokości 1577 m n.p.m. i w odległości około 700 metrów od schroniska Jest to nieduże oczko wodne o powierzchni 0,007 ha i głębokości 1,2 m. Nie ma dopływu ani odpływu. Znajduje się bliziutko szlaku (po prawej idąc w kierunku Kasprowego Wierchu). Jednak łatwo go przeoczyć, bo to stawek tylko dla wtajemniczonych, gdyż skryty jest w bujnej kosodrzewinie. Kosodrzewina otacza szczelnie Jedyniaka dookoła. Trzeba się przez nią przecisnąć, aby dostać się nad brzeg stawku.

Jedyniak.
Jedyniak.

Podążamy dalej szlakiem po którym prowadzą wspólnie żółte i czarne znaki. W odległości około 950 metrów od schroniska, na wysokości około 1620 m n.p.m. był kiedyś stawek o nazwie Samotniak. Nie wiadomo dlaczego wysechł. Może został wysuszony podczas budowy nartostrady z Kasprowego Wierchu, podobnie jak jeden z Dwoiśniaków znajdujących się kilkadziesiąt metrów wyżej. Po Samotniaku pozostało zagłębienie, zarośnięte borówczyskiem i trawą.

Dwoiśniaki znajdują się po lewej, bezpośrednio przy naszym szlaku, a właściwie jeden Dwoiśniak Niżni (północny), bo ten drugi, Dwoiśniak Wyżni (południowy) jest już całkowicie wyschnięty i zarośnięty trawą. Wciąż istniejący Dwoiśniak Niżni położony na wysokości 1588 m n.p.m., ma powierzchnię 0,015 ha i głębokość 2,8 m. Z kolei pozostałością po Dwoiśniaku Wyżnim jest zagłębienie, które nawet po obfitym deszczu nie wypełnia się wodą. Profesor Marian Gieysztor napisał w czasopiśmie „Chrońmy Przyrodę Ojczystą” w 1952 roku, że w czasie budowy „największej nartostrady w Tatrach, prowadzącej z Kasprowego Wierchu przez Halę Goryczkową i Halę Kopieniec do Jaszczurówki (...) zniszczone zostało m.in. otoczenie dwu małych stawków zwanych Dwoiśniakami, szkody powstały również w obrębie samych stawków przez spuszczenie wody ze stawku górnego.”

Dwoiśniak Niżni.
Dwoiśniak Niżni. Powyżej (za nami) znajdował się Dwoiśniak Wyżni.

Idziemy dalej w kierunku dolnej stacji kolejki krzesełkowej. Przed stacją szlaki rozchodzą się: żółty na prawo do stacji kolejki linowej na Kasprowym Wierchu, zaś czarny w lewo w wyższe partie Doliny Zielonej Gąsienicowej. Odbijamy na lewo za czarnymi znakami. Za rozstajem szlaków mijamy stację kolejki krzesełkowej. Przecinamy niewielki ciek potoczku i po chwili docieramy pod Troiśniaki, położone około 100 merów od stacji kolejki krzesełkowej.

Rozstaj przed stacją kolejki krzesełkowej na Kasprowy Wierch.
Rozstaj przed stacją kolejki krzesełkowej na Kasprowy Wierch.

Troiśniaki, jak wskazuje nazwa powinny być trzy, ale podobnie jak z Dwoisniaków ostał się jeden, tak z Troiśniaków ostały się dwa jeziorka. Troiśniak Wyżni (zachodni) o głębokości 60 cm i wymiarach 8,5 x 6 m (wg przewodnika Paryskiego) właściwie nie istnieje. Czasem tylko pojawia się w jego miejscu niewielka kałuża o średnicy co najwyżej jednego metra. W stanie raczej niezmienionym od czasów Paryskiego trwają wciąż pozostałe Troiśniaki. Troiśniak Pośredni (środkowy) leży zaraz przy szlaku na wysokości 1612,6 m n.p.m. Liczy 60 cm głębokości i 0,023 ha powierzchni. Troiśniak Niżni (wschodni) nie jest widoczny ze szlaku, gdyż znajduje w zagłębieniu terenu, na wysokości 1611,4 m n.p.m. Liczy sobie on 0,9 m głębokości i 0,004 ha powierzchni.

Troiśniak Niżni.
Troiśniak Niżni.

Troiśniak Pośredni.
Troiśniak Pośredni.

Podążając dalej dotarlibyśmy do większych stawów Doliny Zielonej Gąsienicowej. Robi się jednak coraz chłodniej. Im dalej zmierzamy, tym wyżej jesteśmy, tym bardziej wchodzimy w chmury zawisłe nad doliną. Turyści wracający z naprzeciwka mówią o występującym oblodzeniu. Chmury śnieżne niosą chłód. Zawracamy, bo też cel zamierzony został zrealizowany. Odwiedziliśmy Jedyniak, Dwoiśniaki, Troiśniaki - te stawki chcieliśmy zobaczyć zanim okryje je pokrywa śnieżna. Udało się chyba w przededniu. Bo sypie teraz drobniutko.

Przy węźle szlaków.
Przy węźle szlaków.

Schronisko PTTK „Murowaniec”.
Schronisko PTTK „Murowaniec”.

Krajobraz doliny zmienił się z godziny na godzinę. Przed południem nie było w niej grama śniegu, a jedynie wyżej wypełniał zagłębieniach w skalnych graniach. Teraz zieleń kosodrzewiny i świerków przenika z ziarnistą bielą, zupełnie tak samo jak na świątecznej choince obsypanej styropianowymi drobinkami, albo białym brokatem.

Nasza droga powrotna prowadzi ku Przełęczy między Kopami. Opuszczamy tatrzańskie pojezierze, stare pasterskie szałasy i drewniane domki wpisane na stałe w krajobrazie Hali Gąsienicowej. Tyleż razy już fotografowane, Hala Gąsienicowa nawet dzisiaj, kiedy nie widać wznoszących się ponad nią szczytów przyciąga swą malowniczą naturą, o każdej porze roku, nawet tej listopadowej. Miesiąc ten wielu uważa za najbardziej ponury w roku, lecz czy nie jest to tylko inny blask przyrody.

Przed nami budynki stacji meteo.
Przed nami budynki stacji meteo.

Szlak na Przełęcz między Kopami.
Szlak na Przełęcz między Kopami.

Nad Doliną Jaworzynka.
Nad Doliną Jaworzynka.

Na Przełęczy między Kopami wybieramy zejście przez Dolinę Jaworzynka. Barwy jesieni przeistaczają się w zimowe na naszych oczach. Jutro, a może jeszcze dzisiejszego wieczoru w Dolnie Gąsienicowej trzeba będzie ubierać śniegowce. Tatrzańskie doliny szybko pokryją się śniegiem. Będzie to pewnie krajobraz jak we śnie, bajecznie śnieżnobiały. Pojawią się narciarze, a piechurzy będą przecierać ścieżki w puchu śnieżnym.

Zejście do Doliny Jaworzynka.

Zejście do Doliny Jaworzynka.

Zejście do Doliny Jaworzynka.
Zejście do Doliny Jaworzynka.

Dolina Jaworzynka.

Wycieczkę kończymy w Kuźnicach o godzinie 14.15. Bus jak zwykle gotowy do odjazdu. Szybko zapełniają się wszystkie miejsca, bo następny też już czeka na turystów schodzących z gór, zadowolonych tak samo jak my z udanej wędrówki.


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Zejście do Jaworzynki

Wspomnienia uzmysławiają bezkompromisowy upływ czasu. Sięgamy myślami wstecz, ale nawet te chwile najmilsze potrafią wywołać żal i tęsknotę za czasem minionym, który już nie powróci. Kiedyś na tą trasę zabrał nas wujek. Chcieliśmy najpierw Granaty, ale ten zaprosił nas na łańcuszki i wpierw poprowadził nas na Kozią Przełęcz. Zapewne Granaty też miał w zamyśle i pewnie byśmy szli przez kominek w Czarnych Ścianach ale czasu brakło. Grań opuściliśmy wcześniej schodząc Żlebem Kulczyńskiego. Po latach ta wędrówka przywołuje tamte chwile, pełne wspaniałych wrażeń i emocji.

TRASA:
Kuźnice Boczań Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) Hala Gąsienicowa Czarny Staw Gąsienicowy Zmarzły Staw Kozia Przełęcz (2137 m n.p.m.) Kozie Czuby (słow. Kozí Czuby; 2263 m n.p.m.) Kozi Wierch (słow. Kozí vrch; 2291 m n.p.m.) Żleb Kulczyńskiego Czarne Ściany Zadni Granat (2240 m n.p.m.) Kozia Dolinka Zmarzły Staw Hala Gąsienicowa Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) Dolina Jaworzynki Kuźnice

OPIS:
W Kuźnicach chcieliśmy być jak najwcześniej. Wstaliśmy o trzeciej rano, zjedliśmy prędko śniadanie i już byliśmy na przystanku. Czekanie na tramwaj przeciągało się w nieskończoność. Nigdy wcześniej nie mieliśmy problemu z dojazdem na dworzec o tej porze i łapaliśmy jeden z wielu tramwajów wyjeżdżających z zajezdni na swoje linie, bo dworzec skupiał mnóstwo linii jako centralny węzeł komunikacyjny. Tego dnia jednak coś się chyba zmieniło. Czyżby nastąpiły jakieś zmiany w komunikacji miejskiej? Miasto wypełnia głucha noc.

Ze nudów spoglądamy na niebo, czy widać gwiazdy, czy też chmury je przysłaniają, mając nadzieję na dobrą pogodę. Zaraz jak wstaliśmy sprawdziliśmy prognozy pogody - bardzo korzystne nastrajały nas optymizmem. W końcu coś przyjechało, ale niestety nie to co by nam pasowało.

- - -

Czas dojazdu nieco wydłużył się nam, ale w końcu dojechaliśmy. O godzinie 7.15 ruszamy zdobywać Tatry, tym razem przez Boczań i Skupniów Upłaz. Jakoś mimowolnie obraliśmy kierunek marszu tam gdzie kiedyś straciliśmy bliską nam osobę, dość szybkim krokiem w górę. Nie czuliśmy zmęczenia mimo stromizny, jakbyśmy byli mocno „wychodzeni”. Szliśmy tempem niemal tak jak idzie się po płaskim. Ostatni razem szliśmy tędy... tak to było zimą 2013 roku.

Podejście na Boczań.
Przez las Boczania.

Daje się czuć przyjemny poranny chłód, dający komfort termiczny podczas intensywnego marszu. Wysokie chmury zatrzymują promienie słońca. Widoki ze Skupniów Upłazu nie zanieczyszczają tumany unoszone przez rozgrzane powietrze. Ślicznie widać Kopieńce z polaną wypełnioną szałasami pasterskimi. Za nimi mamy Rów Podtatrzański i wał Pogórza Spisko-Gubałowskiego. Dość dobrze widać też dalsze pasma położone za Kotliną Nowotarską z Gorcami na przedzie. Na północnym wschodzie za wapiennymi Pieninami masyw Gorców przechodzi w Pasmo Radziejowej, a te dalej w Pasmo Jaworzyny Krynickiej.

Widok ze Skupniów Upłazu.
Widok ze Skupniów Upłazu.
Z lewej Nosal, z prawej Mały Kopieniec, poniżej z prawej Polana Olczyska.

Wielki Kopieniec ze Skupniów Upłazu.
Wielki Kopieniec ze Skupniów Upłazu.

Zbliżenie na Polanę Kopieniec pod Wielkim Kopieńcem.
Zbliżenie na Polanę Kopieniec pod Wielkim Kopieńcem.

Dolina Jaworzynka.
Dolina Jaworzynka.

Zbliżamy się do Przełęczy między Kopami. Dolinę Jaworzynki wypełnia jasna zieleń hali na zboczach Skupniów Upłazu i ciemna zieleń świerków porastających Jaworzyńskie Czoła. Za Jaworzyńskimi Czołami będącymi przedłużeniem grzbietu Zawratu Kasprowego jak zwykle dumnie pnie się masyw Giewontu. Nasz cel znajduje się jednak na południu. Przecinamy zatem zarastającą Królową Rówień, na której pojawiający się widok tak jak zwykle ukazuje niepowtarzalność Tatr.

Skupniów Upłaz ze stoków Wielkiej Kopy Królowej.
Skupniów Upłaz ze stoków Wielkiej Kopy Królowej.

Wypełniona zielenią Hala Gąsienicowa jest ukwiecona różowoczerwoną wierzbówką kiprzyca (Chamaenerion angustifolium). Zieloną dolinę zamyka skalista grań pnąca się strzeliście ku chmurom. Dzisiaj jednak na szczęście chmury są znacznie wyżej niż ostre piki szczytów. Na celowniku doskonale widać najwyższe szczyty Orlej Perci, sięgające powyżej 2200 m n.p.m.

Dolina Gąsienicowa.
Dolina Gąsienicowa.

Orla Perć – wspaniała, pociągająca, ale i bardzo niebezpieczna, jeśli się z nią odpowiednio nie obchodzi. Nie marnujemy czasu. Podążamy w głąb Doliny Czarnej Gąsienicowej, pomiędzy grań Kościelców na zachodzie i masyw Żółtej Turni na wschodzie. Omijamy schronisko, przerwę planując nad brzegiem Czarnego Stawu Gąsienicowego, położonego w cyrku lodowcowym na wysokości 1624 m n.p.m. Jest czwartym co do głębokości jeziorem tatrzańskim, jego głębokość sięga 51 metrów.

Od Kuźnic wciąż trzymamy się niebieskiego szlaku, który teraz przeprowadza nas wokół Czarnego Stawu Gąsienicowego od wschodniej strony. Zmieniając kierunek marszu z wschodniego na południowy przechodzimy po głazach zatopionych w Czarnym Potoku Gąsienicowym, który wypływa z tatrzańskiego stawu i zaraz znika za krawędzią progu. Kilka minut później mijamy odejście żółtego szlaku na Skrajny Granat.

Ponad Czarnym Stawem Gąsienicowym.
Ponad Czarnym Stawem Gąsienicowym.

Wkrótce przechodzimy po rumowisku nad wartką strugą spływającą z wyżej położonego Zmarzłego Stawu i zaczynamy się ostrzej wspinać po progu do górnych partii doliny. Po raz pierwszy przydają się tutaj dłonie. Dolina silnie zwęża się tutaj i jej wąskim gardłem wchodzimy w najdziksze tatrzańskie ostępy. Na wysokości 1766 m n.p.m. zostawiamy niebieski szlak, który odchodzi w kierunku Zawratu, przełęczy początkującej Orlą Perć. Podejmujemy pojawiający się tutaj szlak koloru żółtego, który przeprowadza nas przez pewien czas ponad odpływem Zmarzłego Stawu, niewielkiego jeziorka położonego na wysokości 1788 m n.p.m. pod ścianą Małego Koziego Wierchu. Wspinamy się po progach ponad jego lustro.

Szlak coraz częściej prowadzi rumoszem skalnym, jakim pokryta jest znaczna część dolinki. Około godziny 10.25 mijamy odejście zielonego szlaku do najwyższego piętra Doliny Czarnej Gąsienicowej - Dolinki Koziej. Żółty szlak odchodzi od Dolinki Koziej i pnie się po stokach Zamarłej Turni, początkowo trawersem po kamiennym chodniku. To ostatni kawałek wyraźnego szlaku przed intensywną wspinaczką po skałach wzdłuż rozciągniętych łańcuchów. Kijki trekkingowe stają się zbędne, zaczynają bardziej przeszkadzać niż pomagać i mocujemy je do plecaków.

Szybko nabieramy wysokość. Nisko za sobą zostawiamy lustra dwóch stawów odbijające szczyty i obłoki... a więc odsłonił się błękit nieba! Prognozy sprawdzają się. Powinniśmy mieć bardzo dobrą pogodę na grani. Nie w każdym miejscu skała jest sucha. Spod Koziej Przełęczy spływają szeroko rozlewające się strużki wody. Na tychże skalnych nawierzchniach jest ślisko, a łańcuchy są nieodzowną pomocą. W razie poślizgnięcia dzięki nim można utrzymać swoją pozycję, a nie „szukać się” gdzieś niżej.

Nisko za sobą zostawiamy lustra dwóch stawów.
Nisko za sobą zostawiamy lustra dwóch stawów.
Bliżej widać Zmarzły Staw, a dalej Czarny Staw Gąsienicowy.

W pamięci mamy to podejście. Mokra i wilgotna skała towarzyszyć nam będzie prawie cały czas do Koziej Przełęczy. Nie upłynęło dużo czasu od opuszczenia Koziej Dolinki, ale ta wygląda stąd na bardzo odległą. Biegnące w niej szlaki, jak też szlak wspinający się gęstymi zakosami na Zadni Granat wyglądają jak rozciągnięte niteczki.

Wygodne miejsce na odpoczynek. Na Orlej Perci nie będzie zbyt wielu takich miejsc.
Wygodne miejsce na odpoczynek. Na Orlej Perci nie będzie zbyt wielu takich miejsc.

Zbliżamy się do wąskiej szczeliny przełęczy. Łańcuchy nas już nie opuszczają ani na chwilę. Szlak jakiś czas trzyma się prawej strony i prowadzi przy ścianie Zamarłej Turni, na której widzimy słynną drabinkę - najdłuższą na całej Orlej Perci. Sprowadza ona turystów przemierzających Orlą Perć od Zawratu przez Mały Kozi Wierch, Zmarzłą Czubę i Zamarłą Turnię. Wkrótce szlak przechodzi na lewo pod skały Kozich Czubów i po chwili o godzinie 11.35 jesteśmy w szczelinie przełęczy.

Pod Kozią Przełęczą.
Pod Kozią Przełęczą.

Widok na Zadni Granat (z prawej) i Żółtą Turnię (dalej z lewej) spod Koziej Przełęczy.
Widok na Zadni Granat (z prawej) i Żółtą Turnię (dalej z lewej) spod Koziej Przełęczy.

Wejście do Koziej Przełęczy.
Wejście do Koziej Przełęczy.

Przed Kozią Przełęczą.
Przed Kozią Przełęczą.

Końcowe metry do wąskiego siodła Koziej Przełęczy.
Końcowe metry do wąskiego siodła Koziej Przełęczy.

Żółty szlak przechodzi na drugą stronę przełęczy do Doliny Pięciu Stawów Polskich, gdzie na krótkim odcinku prowadzi wspólnie z jednokierunkowym czerwonym, który schodzi na przełęcz drabinką z Zamarłej Turni. To szlak Orlej Perci, który odtąd będzie kierował nami.

Opuszczając Kozią Przełęcz schodzimy początkowo dość szybko w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich. To bardzo trudny fragment, bo prowadzi nas po wąskiej skalnej krawędzi pionowej ściany. Bez łańcuchów przejście tego fragmentu nie byłoby proste. W pewnym momencie, przy sporej ekspozycji czerwony szlak odchodzi nagle w górę na lewo rozstając się z żółtym, który biegnie dalej w dół do doliny. Odtąd intensywnie nabieramy wysokości, niemal bez ustanku podciągając się na łańcuchach.

Po drugiej stronie Koziej Przełęczy.
Po drugiej stronie Koziej Przełęczy.

Schodzimy nieco w dół w kierunku Dolinki Pustej.
Schodzimy nieco w dół w kierunku Dolinki Pustej.

Dolinka Pusta (słow. Pustá dolinka) zawalona złomami i piargami.
Dolinka Pusta (słow. Pustá dolinka) zawalona złomami i piargami.
Szlak odchodzi tutaj na lewo.

Za chwilę szlak zrobi nawrót w górę i będzie wspinał się po skałach.
Za chwilę szlak zrobi nawrót w górę i będzie wspinał się po skałach.

Po zmianie kierunku nadal wspinamy się po gzymsie wystającym pod skalną ścianką. Ten skalny gzyms nie jest jednak tym samym gzymsem, jaki można spotkać na elewacja budynków. Nie ma on wypoziomowanej powierzchni, ale skośnie opada do urwiska. Gdyby spadło choć trochę deszczu trudności zostałby spotęgowane.

Szlak kieruje nas na północną stronę.
Szlak kieruje nas na północną stronę.

Skalny gzyms.

Gzyms wystawia nas na ekspozycję.
Gzyms wystawia nas  na ekspozycję.

Tutaj jest troszkę szerzej.
Tutaj jest troszkę szerzej.

Na przeciwległej ścianie Zamarłej Turni jak zwykle widać taterników. Wyzywająca ściana przyciąga do uprawiania wspinaczki. Tymczasem dochodzimy pod pionową ścianę do której wbito kilka metalowych klamer, a obok podwieszono łańcuch. Powyżej mamy silnie nachyloną płytę. większe trudności pojawiają się jednak ponad nią, gdzie pokonać musimy rynnę postawioną blisko do pionu. W rynnie tej skała nie zawsze sprzyja swoją rzeźbą. W takich miejscach, gdzie trudno znaleźć oparcie dla stopy przydaje się siła rąk i łańcuch, na którym można podciągnąć się metr wyżej, gdzie znajdziemy wystającą skałę.

Na ścianie Zamarłej Turni jak zwykle widać taterników.
Na ścianie Zamarłej Turni jak zwykle widać taterników.

Ściana z klamrami.
Ściana z klamrami.

Ściana z klamrami.
Ściana z klamrami.
Ściana z klamrami.

Silnie nachylona płyta powyżej pokonanej ściany.
Silnie nachylona płyta powyżej pokonanej ściany.
Silnie nachylona płyta powyżej pokonanej ściany.

Kłopotliwa rynna. Niewiele brakuje jej do pionu.
Kłopotliwa rynna. Niewiele brakuje jej do pionu.

O godzinie 12.05 docieramy na szerszy próg, małą galeryjkę gdzie można troszkę odsapnąć, ewentualnie bezpiecznie przepuścić szybszych turystów lub wyprzedzić wolniej wspinających się. Doskonale widać stąd Zamarłą Turnię i przymocowaną do niej drabinkę. Patrzymy przez chwilkę na zmagania turystów opuszczających Zamarłą Turnię, po czym galeryjką przemieszczamy się na północne stoki góry.

Północne stoki Kozich Czubów.
Północne stoki Kozich Czubów. Na szerszym progu można trochę odsapnąć.
Za plecami widać Zamarłą Turnię.

Drabinka na Zamarłej Turni.
Drabinka na Zamarłej Turni.

Za nami galeryjka z kamiennym chodnikiem.
Za nami galeryjka z kamiennym chodnikiem. Przed nami dziesiątki metrów łańcucha i ostra wspinaczka.

Wspinamy się niemal pionowo w górę. Początkowo płytką rysą skalną w nieodłącznym towarzystwie łańcuchów. Potem szlak robi nawrót w przeciwną stronę prowadząc po wystających prożkach. Cały czas za plecami wyczuwa się dużą wysokość i niesamowitą ekspozycję. Ogromny Czarny Staw Gąsienicowy wygląda stąd jak rozlana plama, a Zmarzły Staw jak niewielka kałuża. Z kolei wierzchołki Kościelców wydają się być dużo niższe niż faktycznie są, zaś znajdujący się za nimi Giewont wygląda stąd zupełnie niepozornie. Wielka Kopa Królowa jest jak nieduże wybrzuszenie terenu. Jedynie nieodległa Świnica prezentuje się z naszej perspektywy potężnie (wszak jest wyższa od zdobywanej przez nas dzisiaj góry).

Ostro w górę po północnej ścianie Kozich Czubów.

Z progu na próg cały czas intensywnie w górę. Tu nie ma miejsca na wyprzedzanie.
Z progu na próg cały czas intensywnie w górę. Tu nie ma miejsca na wyprzedzanie.

Wdrapujemy się w końcu na coś szerszego.
Wdrapujemy się w końcu na coś szerszego.

Tu można zatrzymać się i...

...spokojnie spojrzeć na przepiękną Dolinę Gąsienicową z szafirowym Czarnym Stawem Gąsienicowym
i oczkiem malutkiego Zmarzłego Stawu. Ta chwila relaksu przyda się bo wkrótce...

...wspinamy się dalej.

W końcówce podejścia na szczyt szlak łagodniej przeprowadza po chwytnych skałach. Zmniejsza się zagęszczenie łańcuchów, które dawały większe poczucie bezpieczeństwa. Wkrótce wchodzimy na płytę nachyloną ku urwistej ścianie Kozich Czubów, z którą zmagaliśmy się wcześniej. Po płycie przechodzimy na czterech kończynach, czyli podpierając się na rękach. Płyta ta wyprowadza nas na samą grań, na którą docieramy chwilkę potem (o godzinie 12.30).

Jesteśmy na grani, ale jeszcze nie na najwyższym wierzchołku Kozich Czubów. Idziemy dalej silnie eksponowanym czubkiem grani na wschód, po czym schodzimy po łańcuchu na płytką przełączkę, następnie trochę pionowo do góry i prawie jesteśmy na kolejnym wierzchołku Kozich Czubów. Przechodzimy wygodnym kamiennym chodnikiem obchodząc od północy wierzchołkową turnię. Za nią znów wspinamy się po nachylonych płytach podciągając się na łańcuchach. Do najwyższego punktu Kozich Czub mamy już blisko. Znajdujemy się już około 200 metrów ponad Kozią Dolinką położoną na północy i około 250 metrów ponad Dolinką Pustą leżącą na południu.

Po płycie na czterech kończynach.
Po płycie na czterech kończynach.

I jest też kawałek łańcucha.

Widok z Kozich Czubów na zachód.
Widok z Kozich Czubów na zachód.
Widok z Kozich Czubów na zachód.

Ponad przełączką przed kolejnym wierzchołkiem Kozich Czubów.
Ponad przełączką przed kolejnym wierzchołkiem Kozich Czubów.

Obchodzimy wierzchołkową turnię.
Obchodzimy wierzchołkową turnię.

Po płytach na najwyższy wierzchołek Kozich Czubów.
Po płytach na najwyższy wierzchołek Kozich Czubów.

Wierzchołek Kozich Czubów (słow. Kozí Czuby; 2263 m n.p.m.) zdobywamy o godzinie 12.45. Mamy wrażenie, że nie wygląda on tak jak dawniej. Jest mniejszy, a dojście do zejściowego kominka bardziej utrudnione. Nie bawimy na nim zbyt długo, bo zaraz możemy być zatorem na szlaku. Tylko 10 minut i zaczynamy ostrożnie przemieszczać się ponad silnie eksponowany kominek. Zamontowany jest w nim łańcuch i kilka starych klamer.

Na czubku Kozich Czubów (2266 m n.p.m.).
Na czubku Kozich Czubów (2263 m n.p.m.).

Ściana Koziego Wierchu - to nasz kolejny cel, tamtędy będziemy się wspinać.

Schodzimy kominkiem w dół. Na takich pionowych fragmentach czasem trudno znaleźć jakiś występ skalny, czy zagłębienie na którym można by oprzeć stopę. Po prostu z góry są one niewidoczne. Dobrze jeśli ktoś znajdujący się niżej może nam podpowiedzieć lub naprowadzić nogę na punkt oparcia. Na Koziej Przełęczy Wyżniej (2240 m n.p.m.) przechodzimy w bok po litej skale. Korzystamy z wykutych szczelin, mieszczących czubki butów. Rozwieszony łańcuch jest tutaj niezastąpiony, choć w tym przypadku przydałby się jeszcze jakieś sztywno umocowane klamry, bo luźny łańcuch nie zapewnia stabilności.

W ten sposób przemieszczamy się na skały Koziego Wierchu. Od razu i bez wytchnienia wspinamy się ostro ku jego szczytowi, przemieszczając się na północną stronę grani. Kozie Czuby zostające za nami dość szybko „tracą na wysokości”. Po dwudziestu kilku minutach jesteśmy ewidentnie wyżej niż one. Widać to nawet „na oko”.

W kominie schodzącym ku Koziej Przełęczy Wyżniej.
W kominie schodzącym ku Koziej Przełęczy Wyżniej.

Poniżej komina - ciąg dalszy zejścia na Kozią Przełęcz Wyżnią.
Poniżej komina - ciąg dalszy zejścia na Kozią Przełęcz Wyżnią.

Prawie całe zejście z Kozich Czubów na Kozią Przełęcz Wyżnią. Widok ze skał Koziego Wierchu.
Prawie całe zejście z Kozich Czubów na Kozią Przełęcz Wyżnią. Widok ze skał Koziego Wierchu.

Kozie Czuby ze stoku Koziego Wierchu.
Kozie Czuby ze stoku Koziego Wierchu.

Wspinaczka na Kozi Wierch.
Wspinaczka na Kozi Wierch.

Mimo trudności przejście z Kozich Czubów na Kozi Wierch (2291 m n.p.m.) nie zajmuje nam dużo czasu. Zajęło nam to pól godziny z minutami i o godzinie 13.30 stajemy na wierzchołku najwyższej góry położonej w całości na terytorium Polski. Kozi Wierch jest łatwo dostępny z Doliny Pięciu Stawów Polskich, dlatego też jest szczytem licznie odwiedzanym przez turystów. Na Kozim Wierchu Orla Perć przestaje być jednokierunkowym szlakiem.

Na szczycie Koziego Wierchu goszczą turyści w różnych stron Polski. Poznajemy tutaj wielu wędrowców, w tym m.in. Tomka z tatą. Zostawiamy im w tym miejscu serdeczne pozdrowienia. Przyjemnie jest tutaj posiedzieć w tak sympatycznym towarzystwie i w otoczeniu tak wspaniałej panoramy.

Kozi Wierch (2091 m n.p.m.).
Kozi Wierch (2091 m n.p.m.).

Widok na Tatry z Koziego Wierchu.
Widok na Tatry z Koziego Wierchu.
Widok na Tatry z Koziego Wierchu.

Widok w kierunku Tatr Bielskich z Koziego Wierchu.
Widok w kierunku Tatr Bielskich z Koziego Wierchu.

Przedni Staw Polski.
Przedni Staw Polski. Z prawej widać oczko Małego Stawu Polskiego.

Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.
Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich położone nad brzegiem Przedniego Stawu Polskiego.

O godzinie 14.00 rozpoczynamy zejście z Koziego Wierchu. Czerwony szlak Orlej Perci prowadzi początkowo wspólnie z czarnym szlakiem, który łączy Kozi Wierch z Doliną Pięciu Stawów Polskich. Na początku mamy trochę stromo, ale bez większych trudności opuszczamy wierzchołek. Nie ma tutaj żadnych sztucznych ułatwień - pojawią się one dopiero po drugiej stronie grani na Czarnych Ścianach. Przechodzimy nieco obsypujący się fragment szlaku, który wkrótce wchodzi w trawers południowych stoków Koziego Muru. W międzyczasie odchodzi od nas czarny szlak do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Cały czas towarzyszy nam wyśmienita panorama. Na przedzie widzimy Tatry Bielskie, bliżej na prawo ciągną się szeregi szczytów Tatr Wysokich. Okrasą tej cudownej panoramy jest dolina u naszych stóp z przepięknymi jeziorami i wodospadem Wielkiej Siklawy wypływającej z Wielkiego Stawu Polskiego.

Wkrótce szlak zaczyna sukcesywnie piąć się w górę stoków na grań. O godzinie 14.30 przecinamy grań przechodząc szczerbiną przed Buczynową Strażnicą. Po drugiej stronie grani schodzimy po pochylonej w dół płycie (przydałby się łańcuch), a z niej na prawo ku wyraźnemu wcięciu na grani - Przełęczki nad Buczynową Dolinką.

Szlak na południowych stokach Koziego Muru.
Szlak na południowych stokach Koziego Muru.

Kilka minut do szczerbiny przed Buczynową Strażnicą.
Kilka minut do szczerbiny przed Buczynową Strażnicą.

Spod Przełączki nad Buczynową Dolinką z ekspresją schodzi w otchłań Żleb Kulczyńskiego. Szlak podprowadza nas niemal pod same siodełko przełączki, a następnie skręca w czeluść Żlebu Kulczyńskiego. Żleb robi niesamowite wrażenie. Na jego końcu widać surowe i odległe dno Koziej Dolinki, ale nie widać samego końca żlebu, bowiem ten kończy się wysokim obrywem.

W Żlebie Kulczyńskiego trzeba uważać na kamyki. Jest ich mnóstwo i łatwo je strącić, a stromy żleb raczej nie pozwoli, aby się same zatrzymały. Żlebem Kulczyńskiego prowadzi jeden ze szlaków zejściowych z Orlej Perci, prowadzący do Koziej Dolinki. Jest on zaliczany do najtrudniejszych.

Przełączka nad Buczynową Dolinką.
Przełączka nad Buczynową Dolinką. Od niej rozpoczyna się Żleb Kulczyńskiego.

Żleb Kulczyńskiego.
Żleb Kulczyńskiego.

Piękna pogoda zachęca do dalszej wędrówki. ale jesteśmy trochę zmęczeni. Postanawiamy jednak, że podążymy jeszcze kawałek Orlą Percią. Opuścimy ją na Zadnim Granacie, skąd zejdziemy łatwiejszą drogą do Koziej dolinki, omijając tym samym obryw Żlebu Kulczyńskiego. Schodzimy zatem tylko górnym odcinkiem Żlebu Kulczyńskiego, do miejsca w którym czerwony szlak odchodzi na prawo pod Czarne Ściany, gdzie pod turnią Czarnego Mniszka znajduje się kominek.

O godzinie 15.20 zaczynamy wspinać się kominkiem pod Czarnym Mniszkiem z powrotem na grań. W kominku jest łańcuch i kilka klamer, które ułatwiają wdrapanie się w górne partie Czarnych Ścian. Jednak Orla Perć omija ich szczyty i prowadzi tuż pod nimi. Rozciągają się stąd malownicze widoki na otoczenie Doliny Czarnej Gąsienicowej, zaś z tyłu mamy pełny ogląd na pokonane Kozie Czuby i Kozi Wierch. Pośród skał dostrzegamy nitki szlaku, który dostarczył nam tyluż wspaniałych emocji.

Kominek pod Mniszkiem.
Kominek pod Mniszkiem.

Dolny fragment kominka pod Mniszkiem.
Dolny fragment kominka pod Mniszkiem.

Dolina Gąsienicowa ze stoków Czarnych Ścian.

Szlak na Czarnych Ścianach.
Szlak na Czarnych Ścianach.

Przed sobą widzimy już Zadni Granat. Ekscytująca wędrówka Orlą Percią trwa jeszcze parę chwil, aż o godzinie 16.10 wchodzimy na szczyt Zadniego Granatu, najwyższego z trzech Granatów o wysokości 2240 m n.p.m. Na szczycie robimy chwilkę przerwy. Rozmyślamy na czym polega wspaniałość, czy może raczej magia Orlej Perci? Chcielibyśmy iść dalej w tak piękną pogodę, ale zmęczenie wzywa rozsądek. Czeka nas wcale nie krótkie zejście, a autobusy na dworcu wiecznie czekać nie będą. Przypominamy sobie jak kiedyś, kiedy pokonywaliśmy podobny odcinek Orlej Perci musieliśmy zostać na nieplanowany nocleg w Zakopanem, bo uciekł nam ostatni autobus. Wówczas Orlą Perć opuszczaliśmy Żlebem Kulczyńskiego, a zejście to wydłużyło się czasowo ponad dwukrotnie. Ostrożność nie pozwalała spieszyć się.

Rysy i okoliczne szczyty z podejścia na Zadni Granat.
Rysy i okoliczne szczyty z podejścia na Zadni Granat.
Rysy i okoliczne szczyty z podejścia na Zadni Granat.

Podejście na Zadni Granat.
Podejście na Zadni Granat.

Dolina Gąsienicowa ze szlaku na Zadni Granat.
Dolina Gąsienicowa ze szlaku na Zadni Granat.

Zadni Granat (słow. Zadný Granát; 2240 m n.p.m.).
Zadni Granat (słow. Zadný Granát; 2240 m n.p.m.).

Zadni Granat opuszczamy po bardzo krótkim pobycie na szczycie. Bez pośpiechu kierujemy się na początek zielonego szlaku, prowadzącego do Koziej Dolinki. Szlak ten wije się gęstymi zakosami po zboczu góry. Prawie cały czas prowadzi kamienną ścieżką. Przed nami prezentują się Kozie Czuby i Kozi Wierch. Z prawej od nich na grani widzimy ponadto Zamarłą Turnię, Zmarzłe Czuby, a za nimi Mały Kozi Wierch. Dalej na prawo mamy Zawratową Turnię, od której odchodzi grań Kościelców, zaś za Zawratową Turnią pokazują się dwa wierzchołki Świnicy.

Szlak zejściowy z Zadniego Granatu w niektórych miejscach jest zerwany, ale drobnymi kroczkami pokonujemy te niedogodności. O godzinie 14.50 udaje się nam dotrzeć do węzła szlaków, gdzie dochodzi szlak ze Żlebu Kulczyńskiego. Podziwiamy stąd całą długość tego żlebu, po czym maszerujemy dalej i po dziesięciu minutach mijamy kolejny węzeł, gdzie spotykamy żółty szlak – tenże, który wprowadzał nas na Kozią Przełęcz. Wchodzimy na niego, bo kończy się tutaj zielony szlak i kontynuujemy zejście w kierunku Zmarzłego Stawu.

Schodzimy.
Schodzimy. Z lewej widać kontur Kozich Czub, a przed nami Mały Kozi Wiech,
a nieco na lewo zza Zawratowej Turni pokazują się dwa wierzchołki Świnicy.

W dolinie widać lustro Czarnego Stawu Gąsienicowego.
W dolinie widać lustro Czarnego Stawu Gąsienicowego.
Z lewej widoczne są kontury Kościelca i Zadniego Kościelca,
a na wprost w dali charakterystyczna sylwetka Giewontu.
Przed Giewontem nieco na lewo widoczny jest Kasprowy Wierch.

Na stoku Zadniego Granatu.
Na stoku Zadniego Granatu.

Tojad mocny (Aconitum firmum Rchb.).
Tojad mocny (Aconitum firmum Rchb.).

Na trawiastych obszarach zbocza Zadniego Granatu napotykamy jedną z najsilniej trujących roślin w Polsce - tojada mocnego (Aconitum firmum Rchb.), znanego również pod ludową nazwą mordownik. Trujące są wszystkie części tej rośliny, ale najbardziej korzenie i nasiona. W średniowieczu wykorzystywano ją do zatruwania strzał, a w epoce renesansu była najczęściej stosowaną trucizną. Mitologia grecka podaje, że tojad powstał ze śliny strażnika Hadesu - psa Cerbera o trzech głowach. Ulubionym jego siedliskiem są góry i podgórza, skalne wysypiska i brzegi potoków, skraj lasów, górskie hale i ziołorośla. Rośnie tam, gdzie latają trzmiele, bo tylko one mogą go zapylić. W Tatrach ma wiele stanowisk, gdzie jest dobrze chroniony ze względu na obszar parku narodowego.

Kozia Dolinka Stąd widać całą długość Żlebu Kulczyńskiego.
Kozia Dolinka Stąd widać całą długość Żlebu Kulczyńskiego.

Niebawem schodzimy po skałkach progu nad brzeg Zmarzłego Stawu. Sprawdzamy dłońmi jego temperaturę, czy faktycznie jest taka zimna jak mówią. Potem podążamy dalej w niższe partie doliny, gdzie widoczny jest owalny obrys ciemniejącego lustra Czarnego Stawu Gąsienicowego. Obchodzimy go podobnie jak rano i o godzinie 17.45 docieramy do węzła szlaków nad jego północnym brzegiem. Stąd rozchodzą się szlaki na Kościelec i na Orlą Perć. To malownicze miejsce jest licznie odwiedzane przez turystów. Robimy sobie krótki postój zajmując jeden z nadbrzeżnych głazów.

Zmarzły Staw Gąsienicowy (1799 m n.p.m.).
Zmarzły Staw Gąsienicowy (1799 m n.p.m.).
Zmarzły Staw Gąsienicowy (1799 m n.p.m.).

Na progu schodzącym do niższego poziomu Doliny Gąsienicowej z Czarnym Stawem Gąsienicowym.
Na progu schodzącym do niższego poziomu Doliny Gąsienicowej z Czarnym Stawem Gąsienicowym.

Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m n.p.m.).
Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m n.p.m.).

Szlak przy Czarnym Stawie Gąsienicowym.
Szlak przy Czarnym Stawie Gąsienicowym.
Wysoko z tyłu widać trzy zęby na grani (od lewej): Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarłą Turnię.

Pod stokiem Małego Kościelca.
Pod stokiem Małego Kościelca. Za nim widać spiczasty, osłoneczniony blaskiem Kościelec.

O godzinie 18.15 mijamy budynek schroniska PTTK i podchodzimy na Królową Rówień, skąd przepiękny widok wyzwala żal pożegnania. Na zejście wybieramy tym razem szlak przez Dolinę Jaworzynka. Na Przełęczy między Kopami kierujemy się więc na lewo, gdzie w oślepiającym blasku słońca widoczny jest charakterystyczny kontur Giewontu.

Schronisko PTTK „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej (1500 m n.p.m.).
Schronisko PTTK „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej (1500 m n.p.m.).

Hala Gąsienicowa.
Hala Gąsienicowa - przepiękny widok na pożegnanie dzisiejszego spotkania z Tatrami..

Grzbiet Skupniów Upłazu.

Giewont widoczny w oślepiającym blasku słońca.
Giewont widoczny w oślepiającym blasku słońca.

Piaskowiec orzęsiony (Arenaria ciliata).
Piaskowiec orzęsiony (Arenaria ciliata).

Gółka długoostrogowa (Gymnadenia conopsea).
Gółka długoostrogowa (Gymnadenia conopsea).

Pod kosodrzewiną przy ścieżce kąpieli słonecznej zażywa gółka długoostrogowa (Gymnadenia conopsea), jako że jest to światłolubny gatunek storczyka. Pospolicie występuje w Karpatach i Sudetach, lecz na niżu jest rośliną rzadką. Powyżej niego rośna w grupkach białe kwiatuszki piaskowców orzęsionych (Arenaria ciliata) - rośliny uwielbiającej murawy tatrzańskie, a nawet piargi i skały. W Polsce występuje wyłącznie w Tatrach, choć czasem pojawia się na Podhalu spływając doń z nurtem potoków.

Promienie zachodzącego słońca padają na stoki Małej Kopy Królowej, po których prowadzi nas żółty szlak do Doliny Jaworzynka. Promienie słońca wpadają tutaj pod dużym kątem, bo jest to stok północny. Widać lubi takie nasłonecznienie skalnica nakrapiana (Saxifraga aizoides), bo faktycznie lubi ona takie pełne nasłonecznienie, ale jednocześnie niskie temperatury. W Tatrach jest to roślina pospolita, ale na pozostałych obszarach Polski już nie. Trudno ją spotkać poza Tatrami, skąd czasem zniesiona zostaje wodami potoku.

Skalnica nakrapiana (Saxifraga aizoides).
Skalnica nakrapiana (Saxifraga aizoides).
Skalnica nakrapiana (Saxifraga aizoides).

Buławnik czerwony (Cephalanthera rubra).
Buławnik czerwony (Cephalanthera rubra).
Buławnik czerwony (Cephalanthera rubra). ????

W cieniu świerków rośnie sobie zagrożony wyginięciem gatunek storczyka - buławnik czerwony (Cephalanthera rubra). W Polsce jest rośliną rzadko i podlega ochronie ścisłej.

Niedaleko storczyka widać ledwie wystającego z trawy dziewięciornika błotnego (Parnassia palustris L.) o ślicznych białych kwiatach i sercowatych listkach. Kształt jego listków zapewne sprawił, że przypisywano mu moc w sercowych sprawach. Na Podhalu zwany jest wyrwitańcem, bo wedle wierzeń ma moc czynienia miłości: dziewczyna, która chce, żeby jakiś chłopiec do niej się zalecał, musi go zaszyć mu w kołnierz.

Dziewięciornik błotny (Parnassia palustris L.).
Dziewięciornik błotny (Parnassia palustris L.).
Dziewięciornik błotny (Parnassia palustris L.).

Kamienny chodnik do Doliny Jaworzynka.
Kamienny chodnik do Doliny Jaworzynka.

O godzinie 19.15 osiągamy dno doliny i kierujemy się do jej ujścia. Przed nami jeszcze tylko około półtora kilometra wędrówki wygodną dróżką przez malowniczą doliną, otoczoną grzbietami porośniętymi lasami urwiskowymi. Wyższe partie Skupniowego Upłazu wznoszącego się po prawej pokryte są finezyjnymi wapiennymi ostańcami. Kiedyś, w czasach górnictwa rud, czy też pasterstwa w Tatrach każda z tych skałek miała swoją nazwę. Nazwy te straciły na znaczeniu, gdy zaprzestano jednej i drugiej działalności, a w konsekwencji uległy zapomnieniu.

Przy drodze w dolinie rosną dziewięćsiły bezłodygowe (Carlina acaulis L.), pięknie rozwarte na wróżbę słonecznego dnia. Jego nazwa dziewięćsił pochodzi z dawnych wierzeń góralskich. Górale wierzyli, że roślina ta posiada dziewięć tajemnych mocy, czyniących dziewięciokrotnie silniejsze jej działanie lecznicze i magiczne niż innych ziół. Jej odnalezienie na halach górskich zawsze miało wyjątkowe znaczenie. Niedawno stała się również motywem przewodnim odzwierciedlającym siły przetrwania kultury pasterskiej, oddającym tajemnicę tożsamości ludzi z gór, pasterzy będących cały czas w drodze. Wszystko to znalazło się w unikatowym albumie „Dziewięć sił karpackich”, który przenosi nas do źródeł bytu i przetrwania w zgodzie z karpacką naturą.

Dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis L.).
Dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis L.).

Dolina Jaworzynka leży blisko miasta, w związku z czym jest licznie uczęszczana. Trudno uwierzyć słowom Władysława Cywińskiego (tragicznie zmarłego w 2013 roku), że w dolinie Jaworzynce jest więcej dużych zwierząt (jeleni, kozic) niż w dzikiej, ściśle chronionej i praktycznie nieodwiedzanej przez ludzi Dolinie Waksmundzkiej czy Pyszniańskiej. Zagląda tutaj niedźwiedź brunatny, a być może ma nawet w dolinie gawrę. Tak opisywał dolinę w swoich słynnych przewodnikach. Zbliżamy się do starych szałasów pasterskich blisko Kuźnic, gdy na potwierdzenie opisów Władysława Cywińskiego pewna przerażona turystka nadbiega z naprzeciwka z wieścią „Nieeedźwiedź! Niedźwiedź!”. Rozpytujemy się, gdzie dokładnie ten niedźwiedź jest: czy na szlaku. - Nie pod lasem.

Idziemy więc dalej w dół doliny powolutku i spokojnie, a z nami inni turyści. Z niedowierzaniem rozglądamy się, bo jakże to tak blisko osad ludzkich, przy tak ruchliwym szlaku... niedźwiedź? No i jest! Po drugiej stronie wyschniętego koryta potoku, pod lasem porastającym stoki Boczania, kręci się osobnik w wysokich trawach - najprawdziwszy niedźwiedź brunatny (Ursus arctos), król tatrzańskiej fauny:

Niedźwiedź brunatny (Ursus arctos) w Dolinie Jaworzynka. Proszę państwa, oto miś.
Miś jest bardzo grzeczny dziś,
Chętnie państwu łapę poda.
Nie chce podać? A to szkoda.

Ten wierszyk Brzechwy to oczywiście żart z naszej strony, bo z prawdziwym niedźwiedziem nie ma żartów. Napotkany drapieżnik na szczęście nie wykazuje zbytniego zainteresowania turystami przechodzącymi doliną, podobnie zresztą jak większość z turystów przechodzących doliną, która nawet nie spogląda w stronę niedźwiedzia z prostej przyczyny: nie widzi go, a tym samym nie ma świadomości o jego bliskości.
Niedźwiedź brunatny (Ursus arctos) w Dolinie Jaworzynka.
Niedźwiedź brunatny (Ursus arctos) w Dolinie Jaworzynka.

Parę minut później kończymy wędrówkę. O godzinie 19.40 docieramy do Kuźnic. Chętnie byśmy coś przekąsili, ale do domu mamy jeszcze daleko, a jutro czeka nas powrót w Tatry i kolejna wielka góra.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas