Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mały Kościelec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mały Kościelec. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Kuźnice (ok. 1010 m n.p.m.) Dolina Jaworzynka - Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m n.p.m.) Mały Kościelec (1866 m n.p.m.) Przełęcz Karb (1853 m n.p.m.) Kościelec (2155 m n.p.m.) Przełęcz Karb (1853 m n.p.m.) - Zielony Staw Gąsienicowy (1672 m n.p.m.) Schronisko PTTK „Murowaniec” (1500 m n.p.m.) - Dolina Jaworzynka Kuźnice (ok. 1010 m n.p.m.).

OPIS:
Wyprawę na Kościelec zaczynamy o godzinie 8.50 w Kuźnicach. Na Halę Gąsienicową prowadzą stąd dwa szlaki: niebieski przez Boczań i żółty przez Dolinę Jaworzynka. Wybraliśmy ten drugi, bowiem uznaliśmy, że łatwiej będzie zaadaptować organizm do wysiłku, który nasz czeka. Szlak przez dolinę Potoku Jaworzynka wznosi się początkowo bardzo łagodnie. Trzeba za to później zapłacić bardziej stromym podejściem, ale wtedy mamy już za sobą rozgrzewkę. W odróżnieniu szlak przez Boczań prowadzi cały czas równomiernie do góry, pnąc się najpierw po zboczach Boczania, a potem przez Skupniów Upłaz, a następnie Wielkiej Kopy Królowej.

Na samym początku idziemy obok wartkiego nurtu Jaworzynki, która hałaśliwie rozbryzguje się o leżące kamienie, zakłócając śpiew leśnych ptaków. Ten górski potok prezentuje się dziś niesamowicie, gdyż pokrywa go tajemnicza, delikatna mgiełka unoszącą się nad jego nurtem. Po kilku minutach oddalamy się trochę od niego. Wychodzimy z lasu i nagle słońce uderza w nas swoim blaskiem. Uff! Niejedna kropa potu spłynie dziś na ziemię tatrzańską.



Potok Jaworzynka.


Wychodzimy z lasu na Polanę Jaworzynka.

Słońce uderza w nas swoim blaskiem.

Po około 40 minutach wędrówki szlak skręca ostro w prawo i zaczynamy strome podejście po zboczach Małej Kopy Królowej. Las zaczyna nas osłaniać przed gorącymi promieniami słonecznymi. Odczuwamy kojącą wilgoć leśnego powietrza. Kamienie po których stąpamy są przez to trochę śliskie, ale unoszący się z nich chłód jest bardzo przyjemny. Dzięki koronie leśnej kamienie i podłoże nie zdążyły jeszcze wyschnąć po ostatnich deszczach.

Pogodę mamy na razie piękną, ale jest bardzo gorąco. Upał doskwiera za każdym razem, gdy wyjdziemy z lasu. Wtedy tempo nasze nieco maleje, bo robimy częstsze przystanki dla wyrównania oddechu. Wchodząc w pas kosówki pojawiają się pierwsze widoki - nie tak spektakularne, jak z najwyższych tatrzańskich szczytów, ale jak zwykle intrygujące. Znad lasu wyrasta grań Giewontu, w dole mamy odległe już dno Doliny Jaworzynka z wyrytą ścieżką naszej niedawnej wędrówki, wijącej się w kierunku panoramy Zakopanego. W oddali widać beskidzkie masywy, z wybijającą się Babią Górą, a także Pilska widocznego nieco na lewo od niej.



Pierwsze widoki.

O godzinie 10.10 na Przełęczy między Kopami (1499 m n.p.m.) spotykamy współtowarzyszy, którzy wędrowali szlakiem przez Boczań. Za sobą pokonane mamy 472 m przewyższenia (licząc od położenia dolnej stacji Kolei Linowej w Kuźnicach). Stąd niebieskim szlakiem wchodzimy na Halę Gąsienicową, która w przeszłości była jednym z większych ośrodków pasterstwa w Tatrach. Tętniła wtedy życiem pasterskim. Jeszcze w 1960 wypas w przeliczeniu na owce liczył tutaj 494 sztuki, a gdy rok później Skarb Państwa rozpoczął wykupywanie Hali Gąsienicowej miała ona 381 właścicieli.


Kościelisko od strony Hali Gąsienicowej nie wygląda na masywne. Gdyby nie jego ostry, strzeliście wystający wierzchołek, góra ta ginęłaby pomiędzy Kozimi Wierchami i Świnicą. Obok Żółtej Turni sąsiadującej z nią poprzez Czarną Dolinę Gąsienicową wygląda niepozornie.

Hala Gąsienicowa.
Z prawej widać już Mały Kościelec, a za nim Kościelec - dwa niepozorne wierzchołki
w porównaniu do widocznej z lewej Żółtej Turni.

Około 10.30 mijamy budynek schroniska „Murowaniec”. Zaglądniemy do niego później, bo czas nagli. Prognozy pozyskane z TOPR ostrzegają przed możliwością zmiany pogody. Najpóźniej do godziny 13.00 trzeba być na szczycie, aby zdążyć bezpiecznie zejść z powrotem. Mamy więc dość dobry margines czasowy, ale lepiej pozostawić go sobie na inne ewentualności. Krótki odpoczynek planujemy nieco dalej, nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Idąc tam, szybko wchodzimy na ścieżkę ułożoną z bloków skalnych, po rumowisku skalnym opadającym z Małego Kościelca. To tu 8 lutego 1909 roku zginął tragicznie w lawinie śnieżnej Mieczysław Karłowicz - kompozytor i dyrygent, ale też jeden z głównych inicjatorów powstania TOPR. Zginął na kilka miesięcy przed formalnym utworzeniem TOPR, a odnalezienie jego ciała pod lawiną jest uznawane za pierwszą akcję ratowniczą TOPR. Gdy nasz szlak zbliża się do wschodniej ściany Małego Kościelca, po lewej stronie, około 30 metrów niżej dostrzec można wśród kosówki granitowy obelisk upamiętniający tragiczną śmierć Mieczysław Karłowicza, postawiony tu latem 1909 roku.

U stóp Małego Kościelca.

Trochę dalej pojawia się przed nami wzniesienie moreny czołowej przenoszące nas w wyższe partie Czarnej Doliny Gąsienicowej, gdzie na wysokości 1624 m n.p.m. znajduje się polodowcowy Czarny Staw Gąsienicowy. Przy nim o godzinie 11.00 ściągamy na chwilę plecaki. Odpoczynek jest wskazany, bo stąd doskonale widać, że dalsza droga to nie przelewki. Ścieżka szlaku ostro pnie się w górę po Małym Kościelcu opadającym urwiście do Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym (1624 m n.p.m.).

Za nami wznosi się wierzchołek Kościelca, a z prawej widać Przełęcz Karb.

Po ostatnim spojrzeniu na wierzchołek Kościelca oraz Przełęcz Karb, która oddziela go od jego małego brata o 11.15 ruszamy w dalsza drogę czarnym szlakiem. Początkowy fragment podejścia prowadzi dość łagodnie po kamiennych stopniach, ale już po kilkunastu minutach ostro idziemy w górę, a za naszymi plecami szybko robi się urwiście. Patrząc w tył mamy piękny, ale jednocześnie mogący wywoływać uczucie niepokoju widok. Po naszymi nogami zbocze Małego Kościelca ostro opada w dół wprost w taflę wody Czarnego Stawu Gąsienicowego. Nad jego brzegiem zauważyć można już tylko mrówcze sylwetki wypoczywających turystów.

Nasze tempo wspinaczki jest teraz dość wolne, ale krok po kroku, stopień po stopniu, nabieramy wysokości. Tempo dostosowujemy do najmłodszej Eli. Podczas wspinaczki pod nami maluje się świetna panorama na Dolinę Gąsienicową i biegnące po niej ścieżki szlaków na Skrajny Granat i do Koziej Dolinki. To niebywałe wspomnienie odbytych już wędrówek, spojrzenie na przebyte trasy z innej perspektywy.

Wspinamy się na Mały Kościelec, najpierw pośród rumowiska skalnego.

Tempo wędrówki nadaje Ela.

Na rozstaju szlaków przy Czarnym Stawie Gąsienicowym
widać już tylko mrówcze sylwetki wypoczywających turystów

Krok po kroku, stopień po stopniu, nabieramy wysokości.

Z tej perspektywy omamia tafla Czarnego Stawu Gąsienicowego. Zwykle szafirowa, ale z wysoka nieco przenika seledynem, szczególnie w części brzegowej, jak też wokół znajdującej się na nim niewielkiej wysepki. Z kolei na południu widać już wznoszącą się płytę północnego zbocza Kościelca, po której chcemy się niebawem wspinać. Wznosi się ono pod kątem około 30° aż do skalnego progu pod jego wierzchołkiem. Coraz wyraźniejsze stają się maleńkie sylwetki wspinających się po niej wędrowców.

Z tej perspektywy omamia tafla Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Na południu widać już wznoszącą się płytę północnego zbocza Kościelca.

Przed dwunastą wchodzimy na grań Małego Kościelca. Pojawia się olśniewająca w blasku słonecznym panorama zachodnia. Pięknie widać Kasprowy Wierch z budynkami obserwatorium meteorologicznego i górnej stacji Kolejki Linowej. Pomiędzy wierzchołkami Kasprowego Wierchu i Uhrocia Kasprowego wypina się w górę grzbiet Giewontu. Odwracając się bardziej na południe panoramę zamyka Beskid, Skrajna i Pośrednia Turnia oraz piramidalna Świnica.

Po wyjściu na grań Małego Kościelca pojawia się panorama na zachód.

Pięknie widać Kasprowy Wierch.

Widać też grzbiet Giewontu.

Na południu można teraz zobaczyć Świnicę i inne towarzyszące jej szczyty.

Ścieżka szlaku na grani Małego Kościelca skręca na południe. Dokoła mamy tylko przestrzeń, ale pod stopami jest dość szeroko, na tle by móc opanować ewentualny lęk na ekspozycję. Jednak we mgle wędrówka tędy może być bardzo niebezpieczna, bo są tu miejsca z których jest gdzie spaść. W niektórych miejscach obok ścieżki grunt po prostu urywa się. Kamienna ścieżka sprowadza nas na Przełęcz Karb, na wysokość 1853 m n.p.m. o godzinie 12.15. Stąd można zejść bardzo łatwym szlakiem na zachodnią stronę, albo kontynuować wędrówkę czarnym szlakiem na Kościelec.

Na grzbiecie Małego Kościelca.

O Kościelcu często mówi się, że jest to góra kapryśna. Potrafi niespodziewanie zaskoczyć nas zmieniającą się aurą, skutecznie zasłaniając jej złowieszcze symptomy swoim zboczem. Nawet pod samym szczytem może okazać się, że musimy zawrócić, bo znad jego wierzchołka wypełzają ciemne chmury. Narazie pogoda jest wyśmienita, ale mając na uwadze prognozy na drugą część dnia ruszamy bez wytchnienia dalej. Zresztą nie jesteśmy bardzo zmęczeni, bo na grań wchodziliśmy w miarę powoli oszczędzając siły.

Rozpoczynając podejście na Kościelec oglądamy się czasami na Mały Kościelec. Widok stąd uświadamia przepaścistość jego wschodnich zboczy, po którym jeszcze kilkadziesiąt minut temu wspinaliśmy się mozolnie. Jednak bardziej zaczyna imponować nam teraz północna ściana Kościelca, która jest wyraźnie potężniejsza. Zbudowana jest z opadających się w dół granitowych płyt, tworzących w wielu miejscach uskoki. Na początku kamienna ścieżka prowadzi nas pośród rumowiska skalnego. Po przejściu pomiędzy wystającymi blokami skalnymi schodzimy nieco w dół, by znów piąć się w górę, gdzie czeka nas trudniejszy fragment - uskok skalny o wysokości kilku metrów. Pokonanie go ułatwia naturalna rynna, biegnąca skośnie po tym uskoku. Wystarczyło znaleźć tylko parę wystających fragmentów, na których można oprzeć stopy i uchwycić dłońmi, by nieco podciągnąć się do góry.

Rozpoczynając podejście na Kościelec ze zdumieniem oglądamy się
na przepaściste wschodnie zbocze Małego Kościelca.

Wkrótce natrafiamy na trudniejszy fragment - uskok skalny o wysokości kilku metrów.

Pokonanie uskoku ułatwia rynna skalna.

O godzinie 12.40 skalną rynnę mamy za sobą. Dalej szlak zakosami trawersuje płytowe zbocze Kościelca. Z góry dopiero można zobaczyć jego duże nachylenie. Dużo na nim drobnych kamieni, na które trzeba uważać, by nie strącić ich w dół. Szlak kilka razy zbliża się w pobliże urwistych krawędzi zboczy Kościelca, a wysokość z jakiej spoglądamy na Dolinę Gąsienicową potrafi zamrozić krew w żyłach.

Szlak kilka razy zbliża się w pobliże urwistych krawędzi zboczy Kościelca.

Wędrówkę cały czas dostosowujemy do sił najmłodszej Eli, ale ta nie daje odpocząć. Jeszcze niedawno liczyliśmy się z możliwością odwrotu nie tylko ze względów pogodowych, ale również ze względu na trudności terenowe, bowiem z różnorodnych opisów szlaku wiedzieliśmy, że pokonanie uskoków skalnych jest trudniejsze dla osób o niższym wzroście. Jednak z twarzy Eli znikło zmęczenie, a pochłonęła ją pasja pokonywania trudów wysokogórskiej wędrówki. Mimo niskiego wzrostu dość łatwo radzi sobie z fragmentami wspinaczkowymi na szlaku. Trzeba jednak podkreślić, że osobom niższym przydaje się jednak odrobina asekuracji i pomocna dłoń. Na Kościelec zawsze warto wybrać się w towarzystwie innej osoby, która w razie kłopotów pomoże i wesprze nas w trudnościach. Zawsze oczywiście można zawrócić. Trzeba też się liczyć z tym, iż wspinanie się po skalnych uskokach jest zazwyczaj łatwiejsze, niż późniejsze zejście z nich.

Wspinając się do góry i pokonując kolejne przeszkody, nie trudno uzmysłowić sobie, że w razie deszczu skala trudności tego szlaku ulega tu znacznemu przewartościowaniu. Śliskie płyty skalne bardzo łatwo mogą zmienić przyjemną wędrówkę w walkę o przetrwanie.

Przed nami kolejny trudny fragment...
...żeby ją pokonać, trzeba znaleźć odpowiednie występy skalne.




Idziemy dalej w górę, ale wierzchołek jakby nie chciał być bliżej nas. W miarę nabierania wysokości zakosy naszego szlaku co raz częściej zmieniają kierunek. Raz widzimy zieloną stronę Doliny Gąsienicowej, a następnym razem czarną. Niekiedy podpierając się jedną ręką przechodzimy po wystającej krawędzi granitowej płyty o szerokości buta, ale czasem trzeba płytom tym przyjrzeć się bliżej, opadającą na obie ręce.

Idziemy dalej w górę, ale wierzchołek jakby nie chciał być bliżej nas.

Czasem trzeba kamiennym głazom przyjrzeć się bliżej, opadającą na obie ręce.
 



Jesteśmy już naprawdę bardzo wysoko.

Widoki już ekscytują, a co dopiero będzie na szczycie.

O godzinie 13.15 podchodzimy do kolejnego fragmentu wspinaczkowego. Chyba łatwiejszego niż wcześniejsza rynna skalna, ale to wyłącznie nasze zdanie. Osoby długonogie nie mają z nim większych problemów, ale pozostałe muszą trochę przy nim pokombinować. Gorzej będzie z powrotem.

Jesteśmy już naprawdę bardzo wysoko. Widoki już ekscytują, a co dopiero będzie na szczycie. Zasięgamy informacji od wracających ze szczytu wędrowców o zachmurzeni na południu, czy czasem nie zbliża się stamtąd zagrożenie. Mówią, że nie, ale chmur na naszymi głowami jest trochę więcej. 


Czasem przydaje się pomocna dłoń.

Kilka minut później stajemy chyba przed najtrudniejszym fragmentem, który dzieli nas od wierzchołka. To prawie pionowa ścianka, w której bardzo przydałby się choć kawałek łańcucha (zresztą wcześniej też by się przydał). Ma ona kilka metrów. Wspinamy się po niej wykorzystując wystające skały. W sumie nie było tak trudno, jak się z to dołu wydawało.

Ostatnia ścianka, która dzieli nas od wierzchołka.



Godzina 13.20 notujemy, jako godzinę naszego wejścia na szczyt Kościelca. Jest to chwila dla nas szczególna, bo wiąże się z „życiówką” Eli - 2155 m n.p.m. I choć nie jest to motyw dla naszej wędrówki po górach, to jest to bez dwóch zdań moment wyjątkowy. Z całego serca gratulujemy!




Na wierzchołku Kościelca.

No a widoki z Kościelca? Co tu dużo pisać - są zachwycające, choć bardzo bliskie, jakby na wyciągnięcie ręki: potężna Świnica, Zawrat, Kozi Wierch, Granaty, Żółta Turnia, a za nią Wielka Koszysta i Waksmundzki Wierch. Widok na Tatry Wysokie ogranicza Orla Perć, ale pomiędzy Kozim Wierchem, a Małym Kozim Wierchem dostrzec można Rysy i Wysoką. Z drugiej strony Kasprowy, Czerwone Wierch, Giewont i wiele, wiele dalszych szczytów. Trudno jest wymienić wszystko co widzimy. A na południu to już zupełnie inna bajka. Odległa panorama sięga aż po horyzont, ginąc na zamglonym styku lądu i powietrza, ale bliżej mamy kompletną panoramę na całe Zakopane i Murzasichle.

Podczas rozkoszowania się widokami nie można pominąć też tego, co widać pod naszymi stopami, bo to czyni z Kościelca miejsce szczególne. Już Mieczysław Karłowicz zauważył, iż „tylko z Kościelca widoczne są wszystkie bez wyjątku Stawy Gąsienicowe”.

Panorama na wschód.
Panorama na zachód.
Pomiędzy Kozim Wierchem, a Małym Kozim Wierchem dostrzec można Rysy i Wysoką.

Wierzchołek Kościelca nie jest obszerny. Jest dziś na nim dość tłoczno, ale przy takiej pogodzie chyba jest tu tak zawsze. Nieco dalej jest takie bardziej spokojne miejsce, do którego można przejść granią wierzchołka kilka metrów w stronę Zadniego Kościelca, ale przejście to jest bardzo przepaściste i mało kto się tam zapuszcza. 

Mało kto zapuszcza się przepaściastą granią kilka metrów dalej w stronę Zadniego Kościelca.

O godzinie 14.00 uznaliśmy, że czas wracać, bo też północne niebo zanosi się chmurami. Zejście następuje tą drogą, co wyjście, bo na szczyt Kościelca prowadzi tylko jeden szlak. Z innych stron możliwe są wyłącznie wejścia taternickie, a w tym względzie Kościelec jest bardzo popularny, szczególnie od strony zachodniej ściany. W czasie naszego pobytu na szczycie przewinęło się ze dwóch taterników, a na ścianie zachodniej jest jeszcze kilku.

Na samym początku zejścia ze szczytu mamy trudny moment. Patrząc w dół nie widać krawędzi, na których można zaczepić stopy. Pozostaje położyć się na brzuchu i nogami wyszukiwać występów skalnych. Tak przytrzymując się rękoma zjeżdżamy w dół kilka metrów. Wracamy w miarę szybko, ale ostrożnie, uważając na czarne znaki, bo w paru miejscach można niechcący wyjść poza szlak, a to różnie mogłoby się skończyć. Strome miejsca uskoków pokonujemy w podobny sposób, jak przywierzchołkowy fragment. Wymagają one trochę gimnastyki, ale na suchej skale można sobie z nimi poradzić. W naszym uznaniu Kościelec nie jest górą łatwą, jak wielu o niej mówi. W pewnym stopniu trzeba pokonać barierę psychologiczną, szczególnie u osób wrażliwych na wysokości i przestrzenie. Nie da się też obejść bez choćby minimalnych umiejętności wspinaczkowych. No i trzeba też być przygotowanym kondycyjnie. Z drugiej strony osoby mające obycie np. z Giewontem, nie powinni mieć problemów z wyjściem na Kościelec, mimo, że jest on trudniejszy do zdobycia. Oczywiście mówimy to wszystko mając na uwadze dogodne warunki atmosferyczne. W przeciwnym wypadku Kościelec zabiera poczucie bezpieczeństwa, a nawet bywa zabójczy. W dogodnych warunkach każdy może na niego próbować się wdrapać, ale w razie czego trzeba wiedzieć kiedy zawrócić.







O godzinie 14.55 jesteśmy ponownie na Przełęczy Karb, z której schodzimy niebieskim szlakiem na zachód. Na Kościelec podąża jeszcze wielu wędrowców, bo aura nie zapowiada zmiany, wbrew wcześniejszym prognozom. Cóż, jak wiemy Kościelec pod tym kątem kapryśny bywa, a dziś nieoczekiwanie nawet w sensie pozytywnym.

Przełęcz Karb.

O godzinie 15.20 przechodzimy przez Czerwone Stawki. Najpierw przechodzimy po kamiennych głazach przez Niżni Czerwony Stawek położony na wysokości 1693,2 m n.p.m., a zaraz potem na nieco wyżej położony 1694,6 m n.p.m. - Wyżni Czerwony Stawek. Za nimi dochodzimy do czarnego szlaku łączącego Świnicką Przełęcz z Murowańcem, którym kierujemy się do Schroniska PTTK „Murowaniec”. Jednak chwilę później zatrzymujemy się na moment przy położonym na wysokości 1672 m n.p.m. Zielonym Stawie Gąsienicowym. Zielony Staw jest największym jeziorem Zielonej Doliny Gąsienicowej. Jego wody cechuje duża przeźroczystość (nawet do 10 m), jego jasnozielone zabarwienie wywołane jest niewielką ilością planktonu. Jest on sztucznie zarybiony pstrągiem źródlanym.


Taternicy na zachodniej ścianie Kościelca.


Przechodzimy przez Czerwone Stawki.

Pstrągi źródlane w Zielonym Stawie.

Wśród licznych stawów po tej stronie Kościelca jest wiele znakomitych miejsc by zatrzymać się, odwrócić za siebie, usiąść na kamieniu i popatrzeć na skalny dach wznoszący się w kierunku północnym, niczym dach ogromnego kościoła. To stąd dopiero widać skąd wzięła się nazwa tej góry.

Dach Kościelca.

O godzinie 15.35 wędrujemy dalej zakręcając dużym łukiem w kierunku północno-wschodnim. Po chwili przechodzimy po kamieniach przez potok Sucha Woda wypływający z Zielonego Stawu Gąsienicowego, płynący dalej Doliną Suchej Wody. Zastanawiacie się skąd taka nieprawdopodobna nazwa potoku? Otóż aż do Wawrzeczkowej Cyrhli koryto Suchej Wody jest w większości suche, wypełnione kamieniami obrośniętymi czerwonymi porostami. Tylko po obfitych deszczach staje się ona widoczna, a tak płynie podziemnymi przepływami, wypływając na krótko z wywierzysk.

Oddalamy się od Kościelca. Zataczając wokół niego półokrąg jego kształt przechodzi transformację, kościelny dach zamienia się w strzelistą piramidę, taką jaką zwykle spotykamy na pocztówkach z Hali Gąsienicowej, przedstawiających Tatry z perspektywy Schroniska PTTK „Murowaniec”.

Zielona Dolina Gąsienicowa.

O godzinie 15.45 przechodzimy obok Litworowego Stawu Gąsienicowego, a chwilę potem obok Dwoiśniaka, niegdyś dwóch małych stawków, a obecnie jednego, bo ten drugi w ubiegłym wieku uległ całkowitemu wyschnięciu. Jego wyschnięcie wiąże się z funkcjonującą na tym terenie nartostradą. Dolną stację wyciągu krzesełkowego tej nartostrady właśnie mijamy nieco dalej.

Widać już wyraźnie dach Schroniska „Murowaniec”, a nasza ścieżka obrała azymut już wprost do niego. Z naszym czarnym szlakiem połączył się szlak żółty schodzący z Kasprowego Wierchu. O godzinie 16.05 przyszedł czas uczczenia zdobycia Kościelca: szklaneczką złocistego - pełnoletni, czystej mineralnej - dzieci.

Ostatnie spojrzenie na Halę Gąsienicową.
 
Zejście do Doliny Jaworzynka.

Macierzanka karpacka (Thymus carpaticus).

Zerwa kulista (Phyteuma orbiculare).

O godzinie 16.45 wracamy na szlak i rozpoczynamy ostatni odcinek wędrówki do Kuźnic przez Dolinę Jaworzynka. Wspinając się na Przełęcz między Kopami firnament niebieścieje pozostawiając miejsce jedynie malowniczym obłokom. Być może aura chce zachęcić nas do pozostania, ale przecież słońce chyli się już ku zachodowi. Chciałoby się zostać, ale nogi już zmęczone, a duch pokrzepiony. Nogi odpoczną, duch zatęskni i wrócimy... O 18.20 witamy ponownie Kuźnice i od razu się z nimi żegnamy.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas