O Orlej Perci po raz pierwszy szerzej dowiedziałem się niespełna rok temu, w artykule „Zabójcza Orla Perć?” opublikowanym 23 września 2009 roku na stronie portalu Onet. Pamiętam, że bardzo mnie zaintrygował ten artykuł, choć z górami nigdy wcześniej nie miałem do czynienia. Od tego momentu zacząłem przeczesywać Internet poszukując w nim opisów i fotografii tego najtrudniejszego w Tatrach szlaku. Zaczytywałem się w relacjach osób, które go pokonywały i zastanawiałem się, czy byłbym w stanie sam przejść po tak przepaścistym terenie, czy mógłbym zobaczyć na własne oczy piękno tych zapierających dech w piersiach widoków, i czy w ogóle jest to dla mnie odpowiednia forma aktywnego wypoczynku. Przeczytane materiały i bezpośrednie relacje osób, które były na Orlej Perci, uświadamiały mi ryzyko występujące na tej ekstremalnej trasie turystycznej, wymagającej od przeciętnego turysty odpowiednich predyspozycji, doświadczenia i przygotowania. W takiej sytuacji Orla Perć pozostawała jedynie w moich zamysłach, a swoje zainteresowania zwróciłem w stronę łatwiejszych wyzwań, zaszczepiając je również swojej rodzinie. Tak zaczęliśmy wspólną pasję wędrowania po górach - górach, które przyciągały jak magnes, z wycieczki na wycieczkę coraz bardziej. Dostrzegł to oczywiście pewien nasz wujek, który wędrowaniem po górach wypełnia każdą swoją wolną chwilę, a Orlą Perć zaszczyca swoją obecnością kilka razy w roku. Długo razem gawędziliśmy o przebytych trasach i zdobytych szczytach. Z naszej strony niewiele tego było, ale zdradziliśmy, że za kilka dni wybieramy się na skrajny punkt Orlej Perci - przełęcz Krzyżne wraz z naszą grupą turystyczną PTTK. W ten sposób chcemy przynajmniej przez chwilę znaleźć się na sławetnym szlaku, a przy okazji wyjść po raz pierwszy w życiu na wysokość powyżej 2000 m n.p.m. Usłyszawszy to i znając przychylne prognozy pogody na najbliższą środę, wujek niespodziewanie zaproponował wspólną wyprawę na Orlą. Dalej sprawy potoczyły się dość spontanicznie.

TRASA:
Kuźnice Dolina Jaworzynki Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) Hala Gąsienicowa Czarny Staw Gąsienicowy Kozia Przełęcz (2137 m n.p.m.) Kozi Wierch (2291 m n.p.m.) Żleb Kulczyńskiego --- Czarny Staw Gąsienicowy Hala Gąsienicowa Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) Dolina Jaworzynki Kuźnice.

Dolina Jaworzynki.
OPIS:
Nadszedł dzień wycieczki. Wymaszerowaliśmy tradycyjnie z Kuźnic o godzinie 8.00 szlakiem żółtym przez Dolinę Jaworzynki, a potem od Przełęczy między Kopami niebieskim. W Schronisku PTTK „Murowaniec” meldujemy się o godz. 10.00 - jemy drugie śniadanie. Ruszamy dalej szlakiem niebieskim w stronę Czarnej Doliny Gąsienicowej. Pogoda dopisuje wyśmienicie - jest bardzo ciepło, ale nie upalnie. Chwilę zatrzymujemy się przy Czarnym Stawie Gąsienicowym. Dochodzi godzina 11.00. Przed nami dwie potencjalne trasy wejściowe na Granaty odchodzące od naszego niebieskiego szlaku: żółty na Skrajny Granat, albo zielony z Koziej Dolinki na Zadni Granat. Mamy dość dobry czas, dlatego pada inna propozycja trasy naszego przewodnika: Kozia Dolinka a potem Kozia Przełęcz - tam można posmakować trochę łańcuszków, a potem granią Kozich Wierchów na Granaty. A damy radę? - pytamy. A dlaczego byście nie mieli dać - odpowiada nasz przewodnik wujek.

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym.
Na 10 minut przed południem dochodzimy do Zmarzłego Stawu Gąsienicowego - niewielkiego jeziorka położonego na wysokości 1788 m n.p.m. u wylotu Koziej Dolinki. O tej porze roku staw ten nie jest zamarznięty, choć przez jego większą część jest on zamarznięty. Roztapia się zwykle w czerwcu-lipcu, a zamarza już we wrześniu-październiku W okresie zimowym zamarza do samego dna, oddalonego w najgłębszych miejscach o około 3,7 m od lustra wody. O stawku tym polski pisarz Michał Bałucki w 1865 pisał: "Jest to może najdziksza ustroń w Tatrach – wszelkie życie tu ustało i zamarło".

Na szlaku pomiędzy Zmarzłym Stawem i Kozią Dolinką.
Wspinaczka do Koziej Przełęczy.
Za naszymi plecami.
Przed Kozią Przełęczą.
W południe osiągamy Kozią Dolinkę. Jesteśmy na wysokości co najmniej 1836 m n.p.m. - tyle wynosi wysokość najniżego punktu Koziej Dolinki. Od tego miejsca zaczyna się robić coraz bardziej stromo. Po około półgodzinnej wspinaczce coraz częściej do pracy przystępują ręce. Rozpoczynamy poruszać się parami: wujek bierze na siebie asekurowanie Alicji, ja pomagam mojej żonie. Na końcowych odcinkach podejścia na Kozią Przełęcz pojawiają się pierwsze techniczne ubezpieczane w postaci łańcuchów.
Niespodziewanie zaskakują nas nadciągające na naszym pułapie białe obłoki od strony północnej. Zastanawiamy się nad tym zjawiskiem, ale pniemy się dalej. O godz. 13.30 osiągamy Kozią Przełęcz. Jest tu bardziej tłoczno. Włączamy się w ruch turystów przechodzących Orlą Perć już od Zawratu, dołączają się również turyści wchodzący szlakiem żółtym z Doliny Pięciu Stawów Polskich.
Z naszej prawej uwagę przyciąga słynna, eksponowana drabinka i schodzący po niej turyści z Zamarłej Turni. Niesamowite wrażenie robi unoszące się wokół wytłumione echo odgłosów turystów poruszających się po ścianach Zamarłej Turni, ale też wspinających na Kozie Czuby. Dźwięki albo odbijają się od ścian skalnych, albo wymykają się w stronę dolin po obu stronach Koziej Przełęczy. W pewnym momencie słyszymy, że coś spada. Rozglądamy się wokół co, a może kto... na szczęście specyficzne dźwięki zdradzają, że jest to plastikowa butelka z napojem, niestarannie zabezpieczona przy plecaku jednego z wędrowców. To przypomina nam o przestrzeganiu istotnych zasad bezpieczeństwa podczas pokonywania trasy. Wędrując skalnym terenem należy uważać na ruchome kamienie, głazy czy rumosz, które strącone mogą ugodzić innych, niżej idących. Pamiętać też musimy o ostrzeganiu innych turystów okrzykiem "Uwaga kamień!", po przypadkowym zrzuceniu kamienia.
Na Koziej Przełęczy włączamy się do jednokierunkowego ruchu turystycznego, narzuconego w 2007 roku ze względów bezpieczeństwa, który obowiązuje od Zawratu, aż do Koziego Wierchu. Wchodzimy na szlak czerwony prowadzący granią Orlej Perci. Przez chwilę schodzimy nieco w dół łącząc się ze szlakiem żółtym, który prowadzi do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Przed nami spora ekspozycja w kierunku Dolinki Pustej. Potem wspinamy się na Kozie Czuby, korzystając z zainstalowanych ubezpieczeń. Przesuwamy się w kierunku północnym lekko trawersując grań. To już nie przelewki - cały czas strome ściany, a na nich łańcuchy, łańcuchy, klamry i znów łańcuchy... Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Co jakiś czas spoglądamy na oddalającą się Kozią Dolinkę oraz na niknące w białych chmurach okoliczne szczyty. Ta zawiesina chmur wygląda niczym scenografia do filmu grozy.
Wspinaczka na Kozie Czuby.
Po wyjściu na pierwszy wierzchołek Kozich Czubów spoglądamy na południową stronę grani, gdzie zaskakują nas zupełnie odmienne plenery - tu nic nie zasłania, ani chmura, ani mgła, przepięknego widoku na Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Zauważamy, że przesuwające się gęste zamglenie od strony północnej niejako odbija się od grani Kozich Wierchów i unosząc się w górę zawraca tam skąd przyszło.

Zamglenie od strony północnej niejako odbija się od grani Kozich Wierchów i zawraca tam skąd przyszło.
Jesteśmy na Kozich Czubach. Jest to jednak dopiero pierwszy, najniższy wierzchołek tego szczytu o wysokości 2239 m n.p.m. Nieopodal znajdują się kolejne na wysokości 2256 m n.p.m. i 2263 m n.p.m., na które kolejno wchodzimy.
Na Kozich Czubach - zejście z pierwszego wierzchołka.
Na Kozich Czubach postanawiamy chwilę odpocząć, jednak niebawem okazuje się, że musimy przysiąść tu trochę dłużej. Na szlaku zrobił się korek. Dochodzą do nas informacje, że pewna kobieta ma problem z zejściem z Kozich Czub. Na tym odcinku nie da się bezpiecznie omijać innych osób, więc czekamy. Mija 40 minut, kiedy w jakiś sposób udaje się jej pokonać własne lęki i iść dalej. Tym samym korowód turystów rusza za nią. 
Odpoczynek na Kozich Czubach.
Zaczynamy schodzić do Koziej Przełęczy Wyżnej. Jest to jeden z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych odcinków Orlej Perci. Szlak prowadzi tutaj mocno eksponowaną pionową rynną w dół. Trzeba tu bardzo uważać. W kilku miejscach trudno jest znaleźć miejsce na postawienie stopy. Jednak najgorszy jest chyba koniec zejścia, gdzie jest krótkie poziome przejście z łańcuchem przymocowanym do prawie pionowej ściany, na której niezwykle mało jest miejsca na wciśnięcie nawet kawałka stopy. Właściwie są to tylko trzy otwory w skale, w odstępie kroku, pozwalającego na wciśnięcie szpica butów. Całe zejście z Kozich Czubów jest dla nas bardzo emocjonujące. Sama przełęcz jest bardzo wąska. Po jej pokonaniu szybko zaczynamy podejście na Kozi Wierch. Jest tu dużo łatwiej, aczkolwiek jest bardzo stromo. Najpierw idziemy kawałek po skosie, a później już prosto w górę, poprzez niemal pionowy komin, który kończy się tuż pod wierzchołkiem. Na całym podejściu znajdują się liczne łańcuchy ułatwiające wspinaczkę. O godzinie 15.33 zdobywamy Kozi Wierch. Na szczycie odpoczywamy, kompensując trudy wspinaczki wspaniałym widokiem. Z tego miejsca mamy wspaniałą, rozległa panoramę na Dolinę Pięciu Stawów Polskich oraz znajdujące się za nią pasma Tatr Wysokich, a także Tatry Bielskie.
Na wierzchołku Koziego Wierchu.
Dolina Pięciu Stawów Polskich. Panorama z Koziego Wierchu na stronę południową.
Kozi Wierch ma wysokość 2291 m n.p.m. i jest najwyższą górą znajdującą się w całości na terenie Polski. Nazwa szczytu ma źródło od często pasących się na jej zboczach stad kozic, zwłaszcza na jego łagodniejszych, południowych stokach. Używana była ona od dawna przez pasterzy wypasających w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Nazwa ta utrzymała się, mimo odmiennej stosowanej przez pasterzy z Doliny Gąsienicowej nazywający go niegdyś Czarnymi Ścianami (jak można się domyśleć nazwa ta została później przesunięta na sąsiedni szczyt).
Zejście z Koziego Wierchu.
Wiemy już, że raczej mamy mało czasu na spokojną wędrówkę po dalszej części Orlej Perci. Trochę czasu straciliśmy na Kozich Czubach, do czego oczywiście podchodzimy z pełną wyrozumiałością, mając na uwadze priorytety bezpieczeństwa, a w tym konkretnym przypadku zasadę, iż w górach nikogo nie wolno popędzać. Z tego też względu postanawiamy dojść do Źlebu Kulczyńskiego i zejść nim do Koziej Dolinki. Najpierw schodzimy z Koziego Wierchu dość łatwym zejściem, oznakowanym kolorem czerwonym i czarnym. Po pewnym czasie szlak czarny odbija do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a my trzymamając się czerwonego idzemy zwykłą ścieżką wzdłuż południowych zboczy Koziego Wierchu. Potem szlak zaczyna biegnąć w górę Buczynowej Strażnicy, ale nie wychodzimy na jej wierzchołek sięgający 2242 m n.p.m., lecz omijamy go dochodząc do wąskiej Przełączki nad Buczynową Dolinką, położonej na wysokości ok. 2225 m n.p.m. Przełączka ta oddziela od siebie Buczynową Strażnicę i Czarne Ściany. Przełączką tą przechodzimy na stronę północną grani i tam idziemy kawałek po skalnej płycie powyżej urwisk Czarnych Ścian, gdzie trzeba uważać, aby się nie poślizgnąć. Potem szlak skręca ostro w dół i wprowadza nas w Źleb Kulczyńskiego wyryty w zboczach Czarnych Ścian.

Zejście Źlebem Kulczyńskiego.
Zejście źlebem jest mozolone. Skała jest w nim krucha i trzeba uważać, aby nie zrzucać kamieni, ale też aby samemu nie dostać kamieniem. Po kilkudziesięciu metrach zejścia czerwony szlak Orlej Perci odbija w bok pod kominek prowadzący do szczerbiny przy Czarnym Mniszku. My przechodzimy na szlak czarny prowadzący dalej w dół Żlebem Kulczyńskiego. Przesuwamy się powoli stromą rynną źlebu, która doprowadza nas do ubezpieczonego łańcuchami pionowego komina. Zanim do niego wejdziemy musimy ostrożnie przemieścić się ponad kominkiem po gładkiej skale do ubezpieczeń zainstalowanych na przeciwległej skale. Ubezpieczeń tych nie można dosięgnąć ręką, tak więc trzeba przez moment utrzymać się na gładkiej skale bez jakiejkolwiek asekuracji. Jest to najtrudniejszy odcinek na tym czarnym szlaku. Gdy uda się nam go pokonać, można opuszczać się w dół przytrzymując się mocno łańcucha. Dalej poruszamy się zakosami po dość stromych skałach. W miarę schodzenia skały stają się coraz bardziej mokre, a w kilku miejscach pojawiają się niewielkie strugi wody, które powodują, że skały są wyjątkowo śliskie. Trzeba tu bardzo uważać, gdyż ten odcinek zejścia nie jest ubezpieczony. Dodatkowo utrudnieniem jest występująca stromizna, która powoduje, że trudno jest wyszukać wystających skał lub zagłębień do których można pewnie umieścić stopę. Dlatego też osoba znajdująca się niżej stara się tu nakierowywać stopy następnej schodzącej na skalne punkty podporu.
Kominek w Źlebie Kulczyńskiego.
Wreszcie dochodzimy do podstawy Rysy Zaruskiego zbiegającej z północnych ścian masywu Koziego Wierchu. Nieco dalej odnajdujemy kamienną ścieżkę, wyprowadzającą nas ze Źlebu Kulczyńskiego, obok płatów zleżałego śniegu. Całe zejście źlebem zajęło nam grubo ponad 2 godziny, podczas gdy ten odczytany z mapy wynosi 50 minut. Jednak naszą dewizą podczas tej, jak też każdej innej wyprawy górskiej jest sentencja: powoli, a bezpiecznie. Zdarza się tu stosunkowo dużo wypadków. Czarny szlak turystyczny przez Żleb Kulczyńskiego jest jednym z najbardziej wymagających w całych Tatrach. Niepotrzebne ryzyko mogłoby być tragiczne w skutkach.
Słońce chowa się za krawędzią gór.
Jest po 19.00. Słońce nieubłaganie zniża się do górnych krawędzi gór. Kozią Dolinkę ogarnia coraz większy cień, robi się nieco chłodniej. Musimy się spieszyć, by zdążyć przed zmrokiem. Wiemy jednak, że będzie to bardzo trudne, tym bardziej, że przed wyjściem z Koziej Dolinki, za występem skalnym na zakręcającej ponad Zamarzłym Stawem ścieżce spotyka nas niespodzianka... Niemal na wyciągnięcie ręki, przed nami pojawia się stado kilkunastu kozic, przekraczających spokojnie trasę naszej wędrówki. Zauroczeni przystajemy po cichu, tak by nie spłoszyć stada. Zapominamy o pośpiechu mającym na celu ucieczkę przed mrokiem. Tak mija kilkanaście minut, kiedy za skałami znika ostatnia kozica. To budzi nas z hipnotycznego zauroczenia spotkaniem na szlaku i ruszamy naprzód.
Stado kozic żegna nas u wyjścia z Koziej Dolinki.

Słońce gdzieś już zniknęło za szczytami, a dolinę pogrąża coraz większa szarówka. Nie oglądając się za siebie przechodzimy szybko obok schroniska w Murowańcu. Jeszcze chwilka i przed rozdrożem na Boczań i Jaworzynkę przystajemy. Bez światła nie da się już iść. Na szczęście wujek wyjmuje z plecaka czołówkę. Żegnamy się z Kozimi Wierchami, których ciemniejące zarysy można jeszcze dostrzec w oddali. Trzymając się parami za ręce ostrożnie, bardzo powoli stąpamy po kamienistej ścieżce do Doliny Jaworzynki. Po drodze mijamy innego turystę, któremu mrok uniemożliwił zejście do Kuźnic. Zaczął on podążać za naszym światłem.
Wokół zupełny mrok - przed nami światła zasypiającego Zakopanego
widoczne podczas schodzenia do Doliny Jaworzynki
(Siodłowa Perć, godz. 21.17).
Kilkanaście minut po 22.00 jesteśmy w Kuźnicach. Łapiemy przejeżdżającą taksówkę, licząc na to, że na dworcu złapiemy jakikolwiek transport do domu. Niestety na dworcu PKS nie mamy już nic, a dworzec PKP dawno już zapomniał o ostatnim w dniu dzisiejszym pociągu. Przy dworcu spotykamy jednak górala z Olczy od którego otrzymujemy propozycję noclegu na kwaterze. Następują krótkie negocjacje co do ceny i z zadowoleniem przyjmujemy ofertę. Zmęczeni, ale szczęśliwi udajemy się do Olczy na nocleg. Nasza kwatera okazuje się miejscem godnym polecenia. Prysznic, mały posiłek, dorośli po piwku i do spania.
Poranek w Olczy.
Rano budzi nas wyśmienita pogoda. Oj, chciałoby się znowu iść w góry, ale niestety nie jesteśmy na to przygotowani. Podjeżdżamy na dworzec do Zakopanego i stamtąd wracamy autobusem do Krakowa.

Komentarze do wpisu

4 komentarze :

4 komentarze :

  1. Ku przestrodze dla osób będących w takiej samej sytuacji - dość nieodpowiedzialnym jest wybierać się na Orlą Perć bez wcześniejszego zdobycia doświadczenia na innych wosokogórkisch szlakach, tym bardziej razem z małym dzieckiem. W razie przyjścia słabszych warunków atmosferycznych nawet doświadczony wuj mógłby niewiele pomóc, od razu uprzedzam, że nijakim argumentem jest stwierdzenie, że tym razem nic sie nie stało,
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez wątpienia Orla Perć to bardzo trudny i niebezpieczny szlak. Podczas naszej wycieczki mieliśmy bardzo dobrą pogodę i dogodne warunki na szlaku, a to one w pierwszej kolejności dyktują bezpieczeństwo na tym ekstremalnym szlaku. Trzeba jednak wziąć też pod uwagę to, o czym mówi nasz anonimowy komentator. W wysokich górach natura rządzi się swoimi prawami, od których jesteśmy całkowicie uzależnieni. Dlatego też nawet drobna brawura może oznaczać tam śmierć, zaś zwykły rozsądek gwarantować życie. Wystarczy tylko niewielkie załamanie pogody, by w kilka chwil emocjonujący podniebny spacer zamienił się w walkę o przetrwanie. Wybierając się na Orlą Perć trzeba zawsze o tym pamiętać, natomiast gdy wybieramy się na nią po raz pierwszy - trzeba dobrze się zastanowić, czy jestem na to przygotowany(-a), zarówno technicznie, jak też sprawnościowo, kondycyjnie, ale też emocjonalnie, psychicznie, itd. Od tych decyzji zależeć będzie, czy wędrówka tym trudnym szlakiem będzie dla nas pozytywnym, miłym przeżyciem, czy niestety czymś zupełnie innym. Relacje z Orlej Perci często brzmią pociągająco, ale czy jest ona dla mnie, czy dam sobie na niej radę? - każdy musi sobie na to pytanie rozsądnie odpowiedzieć. W tej kwestii być może pomocną będzie inna relacja, która skupia się znacznie bardziej na występujących trudnościach, niż pociągających walorach estetycznych tego szlaku (niedługo zapewne powstanie jej druga część):
    http://gorskiewedrowki.blogspot.com/2011/07/may-kozi-wierch-2228-m-npm-kozie-czuby.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mamy plany wybrać się na Orlą Perć ale zdaję sobie sprawę z poziomu trudnosci, sam mógłbym juz iść ale ze względu na żonę która od niedawna zaczęła ze mną chodzić po górach powoli razem zdobywamy dośwadczenie,
    Przeszliśmy spacerową strążyską, trudniejszą sarnią skałę, roztoki, jaskinie,Kasprowy, Kopę Kondracką, Morskie Oko wokoło i Czarny Staw
    przez Swistówkę w dolinę 5 stawów i powrót z wodospadem Siklawą
    Przygotowujemy się teraz do wejścia na Giewont.
    Najlepszą porę uważam 24 czerwca Jana, najdłuższe są wtedy dni.
    Myślę że po tych pomniejszych zaprawach kiedyś wreszcie przyjdzie pora na Orlą. Ale to jeszcze trochę, mamy szacunek do naszych Gór




    OdpowiedzUsuń
  4. Podstawa to wyjść jak najwcześniej. Startowałem o 4 rano przez Kasprowy, Świnicę do Granatów i mrok zastał mnie na zejściu z Murowańca. Dla chcących spróbować swych sił na Orlej polecam na początek Szpiglasową Przełęcz - żeby zapoznać się z "biżuterią". Potem dobrze jest wejść na Zawrat od Gąsienicowej i przez Świnicę na Kasprowy. Jeśli ten ostatni szlak nie sprawi trudności to Orla też nie będzie kłopotem.
    PS. Dobrze się czyta te relacja
    Pozdrawiam
    Sebastian

    OdpowiedzUsuń

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas