Żal byłoby w taką sobotę zostać w domu. Kiedyś oczywiście będzie trzeba zrobić porządki, pościerać kurze z szafek, wymyć okna, ale ktoś nam zrobił okno pogodowe - piękne, błękitne i słoneczne. W dolinach pachnie już wiosną, ale w Tatrach pełnia zimy przeplata się z wiosennymi temperaturami. Piękny czas. W Kuźnicach nie widać już śniegu, z Nosala również już zszedł. W wysokich partiach Tatr zima trwać będzie jeszcze dobrych parę tygodni. Czujemy oddech wiosny, ale w Tatrach z pewnością nie jest to jeszcze pożegnanie zimy.
TRASA:
Kuźnice (1010 m n.p.m.)

Boczań (1224 m n.p.m.)

Skupniów Upłaz

Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.)

Hala Gąsienicowa

Schronisko PTTK Murowaniec (1500 m n.p.m.)

Kolejka krzesełkowa Gąsienicowa, stacja dolna (1610 m n.p.m.)

Zielony Staw Gąsienicowy (1698 m n.p.m.)

Karb (1853 m n.p.m.)

Kościelec (2155 m n.p.m.)

Karb (1853 m n.p.m.)

Zielony Staw Gąsienicowy (1698 m n.p.m.)

Kolejka krzesełkowa Gąsienicowa, stacja dolna (1610 m n.p.m.)

Stacja IMGW (1515 m n.p.m.)

Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.)

Skupniów Upłaz

Boczań (1224 m n.p.m.)

Kuźnice (1010 m n.p.m.)
OPIS:
Wstaliśmy bardzo wcześnie. Przyjechaliśmy planowo do Zakopanego, ale opóźniło nas dłuższe oczekiwanie na busa do Kuźnic. W Kuźnicach na szlak wchodzimy o godzinie 7.15. Na szlaku wiodącym przez Boczań uważać trzeba na oblodzone miejsca. Raczki bardzo się przydają. Potem zamienimy je na raki. Dawno nie wychodziliśmy na Halę Gąsienicową innym szlakiem, jak przez Boczań, a potem przez bardzo widokowy Skupniów Upłaz. To chyba właśnie Skupniów Upłaz jest głównym magnesem, który przyciąga nas na ten szlak. Szeroką panoramą objęte są stąd Podhale, Gorce, Beskid Sądecki, Pieniny, nieco bardziej odległy Beskid Makowski, przede wszystkim Beskid Żywiecki intrygujący najbardziej za sprawą potężnych beskidzkich masywów Babiej Góry i Pilska.
 |
Giewont widziany z Boczania. |
 |
Wychodzimy z lasu na Skupniów Upłazie. |
 |
Skupniów Upłaz. |
 |
Dolina Olczyska i Kopieńce. |
 |
Nosal. |
 |
 |
Giewont. |
 |
Kościół na Bachledówce Czerwienne (w centrum). |
 |
Gubałówka. |
 |
Babia Góra. |
Spoglądamy również na białe tatrzańskie szczyty, pokazujące się po prawej za wypełnioną porannym cieniem Doliną Jaworzynka, a znane każdemu miłośnikowi Tatr - są to Giewont, Kasprowy Wierch oraz wschodnie kopuły Czerwonych Wierchów. Najbardziej imponujący krajobraz pojawia się jednak przed nami, gdy wchodzimy na Rówień Krupową. Rośnie przed nami strzępiasta, ostra grań Tatr Wysokich, na znacznej, widocznej długości zwana jest ona Orlą Percią. Z prawej zza stoków Wołoszyna widać część szczytów Tatr Bielskich. Nasz dzisiejszy cel zlewa się na tle wyższej grani. Też mierzy sobie jak on więcej niż 2 tysiące metrów nad poziomem morza, ale z perspektywy Równi Królowej wznosi się w cieniu wyższych braci i sióstr.
 |
Rówień Królowa. |
Z Równi Królowej schodzimy na malowniczą o każdej porze roku Halę Gąsienicową. Pokrywa ona szeroką, pofalowaną rynnę Doliny Gąsienicowej. Stojące na niej drewniane domki, przypominają pasterski rodowód doliny, ale też wprowadzają swego rodzaju łagodność w surowym krajobrazie ostrych grani. Tutaj na Hali Gąsienicowej Dolina Gąsienicowa rozwidla się na dwie odnogi. Na wprost zagłębia się między rozłożystą Żółtą Turnię, Granaty i Grań Kościelców wznoszącą się po drugiej stronie. Dalej wchodzi na wyższe piętra podchodząc pod ścianę Kozich Wierchów. Ta odnoga Doliny Gąsienicowej zwana jest Doliną Gąsienicową Czarną, być może od tego, że cień w niej jest częstym gościem. Podobnie nazywa się rozlewający się za moreną staw - Czarny Staw Gąsienicowy. Na prawo od Grani Kościelców ciągnie się zdecydowanie bardziej nasłoneczniona Dolina Gąsienicowa Zielona. Gdy tylko zejdą z niej śniegi robi się autentycznie zielona od traw i kosodrzewiny. Jest w niej też pełno innych barw, bo usłana jest mnóstwem oczek wodnych, doskonale widocznych z okolicznych szczytów. Stąd też bywa zwana tatrzańskim pojezierzem. Dolina Gąsienicowa Zielona piętrzy się w miarę łagodnym stokiem ku przełęczy Liliowe, która stanowi granicą miedzy Tatrami Wysokimi i Tatrami Zachodnimi. Zresztą całe łożysko tej doliny i jej dolne partie stanowią taką granicę.
 |
Hala Gąsienicowa. |
W Schronisku PTTK Murowaniec zatrzymujemy się na drugie śniadanie. Po przerwie przeznaczonej na nie o godzinie 9.45 ruszamy dalej w górę Doliny Gąsienicowej Zielonej. Wkrótce z prawej pokazuje się nam wierzchołek Kasprowego Wierchu zasłaniany wcześniej przez stoki Uhrocia Kasprowego. Na lewo od niego za Suchą Przełęczą wznosi się kopuła Beskidu, a dalej za przełęczą Liliowe w pełni skaliste szczyty Skrajnej Turni i Pośredniej Turni. Nad nimi góruje Świnica, najwyższa w okolicy. Od niej grań przechodzi w kolejne postrzępione szczyty, długo by o nich pisać, dlatego zatrzymajmy się tutaj, w miejscu zaraz za Świnicą, gdzie odchodzi Grań Kościelców. Z obszaru tatrzańskiego pojezierza widać już niepowtarzalny kształt głównego szczytu tej grani - majestatycznego Kościelca wznoszącego się od północnej strony stromą płytą, która góralom kojarzyła się z dachem kościoła i stąd wzięła się jego nazwa. Płyta Kościelca opada na wąską przełęcz zwaną Karbem. Po drugiej stronie Karbu ciągnie się grań Małego Kościelca sięgająca 1866 m n.p.m. wysokości.
O godzinie 10.15 docieramy pod dolną stację wyciągu krzesełkowego Gąsienicowa. Przed nią skręcamy na lewo, obierając kierunek na Karb. Pokonujemy kilka uskoków tatrzańskiego pojezierza. Jeziorek jednak nie widać. Pokrywa śnieżna zrównała ich lustra z otoczeniem.
 |
Dolina Gąsienicowa Zielona. |
 |
Przed nami Karb. Po prawej wznosi się granitową płytą Kościelec. |
 |
Pagórki Doliny Gąsienicowej Zielonej. |
Na Karbie nie ma za dużo miejsca, ażeby wygodnie przysiąść. Zbocze schodzące z Karbu do Doliny Gąsienicowej Zielonej jest strome, a sama przełęcz jest wąska w szerz i wzdłuż. Na drugą stronę z Karbu schodzi urwiście czeluść wąskiego żlebu wprost do Doliny Gąsienicowej Czarnej. Udaje się zająć nam w miarę płaskie miejsce. Siedzimy na Karbie jakieś półgodzinki, a może trochę dłużej. Dalej będziemy sobie podchodzić we wzajemnej asekuracji na linie. Będziemy mogli podratować się z opresji w razie potknięcia, czy osuwu śniegu. Ruszamy w górę o godzinie 12.00.
Na samym początku łagodnie obchodzimy kilka większych skał wystających z grani. Potem ostrzej po wykutych w śniegu stopniach. Przed nami uskok płyty Kościelca. W lecie szlak wiedzie nieco bardziej na prawo poprzez skośną rynienkę, której w zimie nie widać. W zimie dalej wprost do góry, nieco na prawo, po czym już na progu odchodzimy na lewo na łagodniej nachyloną stronę i bardziej usłaną skałkami. Śnieg lepiej się tutaj trzyma. Dalej w górę trzymając się wystających spod śniegu skał, aż do chwili, gdy kolejne skały zaczynają już zbyt ostro wznosić się przed nami. Wtedy skręcamy w prawo i długim trawersem przechodzimy na drugą stronę płyty (czyli prawo względem kierunku naszego podejścia). Przejście to wiedzie przez nieco mniejszą stromiznę granitowej płyty Kościelca. Jednak nie zawsze taka droga jest wybierana przez turystów. Gdy jest więcej śniegu albo gdy istnieje niebezpieczeństwo wytworzenia się deski śnieżnej, turyści trzymają się lepiej urzeźbionej lewej strony płyty.
 |
Na wschodniej stronie pośród skałek. |
 |
|
 |
Trawers na zachodnią stronę płyty Kościelca. |
 |
Widoki na Tatry Zachodnie. |
 |
Świnica. |
Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi do szczytu. Po kilku mniejszych zakosach przechodzimy bliżej lewej krawędzi grzbietu Kościelca, opadającej na stronę Czarnego Stawy Gąsienicowego. Szerokości płyty Kościelca ze wzrostem wysokości robi się wyraźnie wąska. Kilkoma śnieżnymi stopniami pokonujemy bardziej stromy fragment, a potem łagodniejszymi zakosami dochodzimy do uskoku. Tutaj trzeba się troszeczkę powspinać z pomocą rąk. Powyżej uskoku nie ma już zakosów, na które właściwie nie ma miejsca, bo pod wierzchołkowa część Kościelca nie przypomina już płyty, ale ma charakter wyostrzonej grani. Podchodzimy prawą stroną nieco poniżej tej grani pod kolejny uskok, na który trzeba się wspiąć z pomocą rąk. W ten sposób o godzinie 13.35 lądujemy na wierzchołku góry.
|
 |
Na zachodniej stronie płyty Kościelca. |
 |
Bardziej stromy odcinek pod rzędem skał. |
 |
Ostatnie trawersy. |
 |
Z widokiem na Tatry Zachodnie. |
 |
Ostatnie metry do wierzchołka. |
Na wierzchołku Kościelca nie ma byt wiele miejsca, a w zimie jest go nawet mniej niż w lecie. W zimie Kościelec jest jednak mniej oblegany, a po za tym panuje na nim ciągła rotacja. Jedni wchodzą, drudzy schodzą. Cały czas następuje na nim zmiana wachty. Znajdą się na nim również tacy, którzy od razu schodzą, bo wąski wierzchołek robi wrażenie – z obu stron obrywa się kilkusetmetrowymi urwiskami. To budzi wyjątkowe emocje, ale też dech zapierają przepiękne widoki na Świnicę, grań Orlej Perci i Halę Gąsienicową (z grubsza wymieniwszy). Jednakże te zapierające dech w piersiach widoki to też czynią, że większość ludzi zostaje na szczycie na dłużej, aby do pełni nasycić się nieprzeciętnością krajobrazu otaczającego Kościelec.
 |
No to jesteśmy na szczycie. |
 |
Kozie Wierchy. |
 |
Mały Kozi Wierch. |
 |
Kościelec (2155 m n.p.m.). |
 |
Kościelec (2155 m n.p.m.). |
 |
Kościelec (2155 m n.p.m.). |
 |
Miejsce dla wróbelka też się znalazło. |
O godzinie 14.20 zaczynamy opuszczać wierzchołek. Nie jest to proste, ze względu na wspomniany już wcześniej uskok. O ile pokonanie go od dołu nastręczało jakieś drobne problemy, to teraz jest trudniej (jak to zwykle bywa przy zejściach po tego typu uformowaniach skał). Dobrze jest jak ktoś może podpowiedzieć z dołu, gdzie jest szczelina, w której można zaczepić się zębami raków. Opuszczenie się na rozciągniętej linie też ułatwia zejście z uskoku. Zaraz dalej mamy kolejny uskok i dalej zakosy śnieżnej ścieżki. Z wierzchołka góry wracamy na Karb tą samą drogą, którą wcześniej wchodziliśmy. Nie ma innej turystycznej drogi na Kościelec. Śnieg w wielu miejscach rozmiękł od nasłonecznienia - wytworzył się ziarnisty firn. Raki nie trzymają się dobrze w takim śniegu, szczególnie przy przechodzeniu przez grubsze jego warstwy.
 |
Początek zejścia. |
 |
Po stopniach wykutych w śniegu. |
Zejście po ośnieżonej granitowej płycie Kościelca jest oczywiście niezwykle widokowe. Na niebie pojawiło się kilka niedużych obłoków. Zima właściwie widoczna jest już tylko w Tatrach. Podhale i Beskidy barwią się już odcieniami brązów i szarości, które za niedługo okryją się zielenią traw i lasów. O godzinie 15.35 jesteśmy już na Karbie. Robimy sobie krótki postój, potem drugi dłuższy nieco poniżej przełęczy w Dolinie Gąsienicowej Zielonej, gdzie wygodnie można spakować sprzęt asekuracyjny. Ściągamy również raki, które na takim grudkowatym śniegu raczej by nam nie pomagały w marszu. O godzinie 16.05 jesteśmy gotowi do dalszej drogi. Ruszamy z dynamizmem w drogę powrotną do Kuźnic.
|
 |
Ruszamy w dół. |
 |
Trawersy. |
 |
Po stopniach na większej stromiźnie. |
 |
Na zachodniej stronie płyty Kościelca. |
 |
Na zachodnim skraju płyty Kościelca. |
 |
Widok na Dolinę Gąsienicową Czarną. |
 |
Na wschodniej stronie płyty Kościelca. |
 |
Widok na Dolinę Gąsienicową Zieloną. |
 |
Trawersy między skałkami. |
 |
Stromsze zejście po śniegu ku skałkom. |
 |
Kościelec z przełęczy Karb. |
 |
Karb i zachodnia ściana Kościelca. |
 |
Kościelec i Świnica. |
 |
Niecki w Dolinie Gąsienicowej Zielonej. |
Żal oczywiście rozstawać się z Tatrami w taką wyjątkowo piękną i sprzyjającą wędrówkom aurę. Nie jeden raz spoglądamy jeszcze na Kościelec, ale też na Świnicę, na której niedawno gościliśmy. A może to rozglądanie się za kolejnym zimowym szczytem. Zima w Tatrach trwa w pełni. Słoneczny czas też ma jeszcze potrwać. Dzisiaj słońce powoli zniża się już za górskie granie. Przysypia. Dolina Gąsienicowa jest już zacieniona, ale dostojny Kościelec wciąż jest osłoneczniony. Och wstąpiłoby się jeszcze do „Murowańca”, ale dzień szybko umyka. Tak to jest już w górach - choć wydaje się, że zostało nam jeszcze kawał dnia, to zmrok zapada szybko i często zaskakuje. Szarówka ogarnia nas już po siedemnastej, kiedy przemierzamy Rówień Królową, skąd pożegnalnie jeszcze spoglądamy na grzebień Tatr i oczywiście nasz Kościelec.
 |
Przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego Gąsienicowa. |
 |
Kościelec. |
 |
Równień Królowa. |
 |
Na Przełęczy między Kopami. |
 |
Słońce prawie dotyka już Giewontu. |
Słońce prawie dotyka już Giewontu, gdy przechodzimy przez Przełęcz między Kopami. Potem Skupniów Upłaz i Boczań – myślimy sobie ile razy jeszcze go przejdziemy tego roku, by znów odkrywać Tatry – to dziwnie brzmi, ale autentycznie za każdym razem przemierzając te same ścieżki odkrywamy na nich coś nowego, wystarczy im poświęcić tylko odpowiednią ilość czasu, aby nie przebiec tego, czego dotąd nie widzieliśmy, albo tego, czego dotąd nie dostrzegaliśmy. A najwspanialsze w tym jest jeszcze to, że możemy to coś przeżywać razem, a także wspierać się i pomagać, gdy tego sytuacja wymaga. Góry łączą ludzi we wspólnej pasji, zaś każda napotkana w nich trudność wytwarza szczególną więź podczas ich pokonywania. Tak pięknych dni i aury w Tatrach życzymy wszystkim sympatykom tych gór.
 |
Las. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.