Dziennik wypraw i przystań przed kolejną wędrówką.

Zima powoli uchodzi z Tatr

Słońce zawładnęło tatrzańską aurą. To może wydać się niesprawiedliwe dla tych, którzy byli tutaj wczorajszego deszczowego dnia. Padało wtedy prawie cały czas, a w partiach szczytowych silnie wiało i sypało śniegiem. Skulone krokusy czekały lepszej aury, aby rozchylić swe kielichy, podobnie jak odwiedzający Tatry turyści, którzy liczyli na choćby tylko odrobinę słońca. Doczekali się wprawdzie, ale dopiero z końcem dnia. Słońce wyszło, ale wkrótce nastał wieczór.

TRASA:
Kuźnice (1010 m n.p.m.) Boczań (1224 m n.p.m.) Skupniów Upłaz Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) Hala Gąsienicowa Schronisko PTTK Murowaniec (1500 m n.p.m.) Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m n.p.m.) Nad Zmarzłym Stawem (1766 m n.p.m.) Kozia Dolinka (1940 m n.p.m.) Nad Zmarzłym Stawem (1766 m n.p.m.) Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m n.p.m.) Hala Gąsienicowa Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.) Skupniów Upłaz Boczań (1224 m n.p.m.) Kuźnice (1010 m n.p.m.)

OPIS:
Dzisiaj mamy zupełnie odmienny dzień. Swoiste okno pogodowe, które nie pozwalało na zostać w domu. Nic jednak co piękne i przyjemne nie przychodzi zbyt łatwo. Ażeby zaznać tej wybornej aury w Tatrach musieliśmy wcześnie wstać, bardzo wcześnie, bo po trzeciej w nocy. Zresztą to nic nowego, bo zawsze tak wstajemy, gdy chcemy zagościć w naszych najwyższych górach. Braki snu troszeczkę udało się nam zmniejszyć w autobusie, ale nie całkowicie. Rześkie, chłodne powietrze w porannym Zakopanem obudził nas ostatecznie. Dojazd idealnie nam się złożył. Na MDA w Krakowie od razu złapaliśmy autobus, a po przyjeździe do Zakopanego od razu mieliśmy busa do Kuźnic. Wyruszyliśmy na szlak około 7.30.

Śnieg i lód zniknął już z brukowanej drogi na Boczań. Pozostały tylko nieliczne skrawki zimy szare, zmieszane z ziemią. Tradycyjnie spojrzeliśmy na Giewont i Kalatówki na zakręcie drogi spod wierzchołka Boczania. Tylko wysokie partie Tatr pokrywa śnieżnobiała biel, ale dostrzec też można brązowe plamy pozbawione śniegu. Skała wychodzi co raz bardziej na wierzch. Skupniów Upłaz niezmiennie urzeka widokowością na Podhale i Beskidy, gdzie zostało niewiele śladów zimy. W Tatrach na jednolity śnieg wchodzimy dzisiaj dopiero od Przełęczy między Kopami. Jest nieco grząski, skąpany w promieniach słońca, ale nie jeszcze mokry. Spoglądamy na wspaniałą grań tatrzańską z Królowej Równi. Łatwo dojrzeć na niej planowany cel dzisiejszej wędrówki. Nie ma na tej grani widzianej znad Doliny Gąsienicowej, miejsca, z którego nie zabraliśmy wspomnień. Oczywiście z wyjątkiem miejsc, do których nie prowadzą znakowane szlaki turystyczne.

Hala Gąsienicowa.

O godzinie 9.00 zatrzymujemy się w Schronisku „Murowaniec” na herbatę. Potem zmieniamy lekkie buty na ciężkie, zimowe. Przygotowujemy inny sprzęt do zimowej wędrówki. W schronisku nie jest tłoczno, nie ma tłumu, do jakiego w nim przywykliśmy. Opuszczamy mury schroniska, gdy czujemy, że jego wnętrze działa na nas sennie. Szkoda jednak byłoby przespać tak ładny dzień.

Ruszamy w kierunku doliny Gąsienicowej Czarnej. Wkrótce trawersujemy stoki Małego Kościelca wąziutką ścieżką wydeptaną w śniegu. To tędy zeszła lawina 8 lutego 1909 roku, która zabrała jednego z największych kompozytorów polskich i jednego z najwybitniejszych taterników tamtych lat, Mieczysława Karłowicza. Szedł na nartach nad Czarny Staw Gąsienicowy, by tam wypróbować swój nowy aparat fotograficzny. Był wyśmienitym narciarzem i znany był z dbałości o bezpieczeństwo podczas górskich wędrówek. Wybrał najbardziej bezpieczną drogę, powyżej letniego szlaku tuż pod skalnymi ściankami, tak ażeby nie spowodować lawiny. Może brak szczęścia, albo los wydał jednak inny wyrok, o czym później pisał Mariusz Zaruski: „Umarł zrządzeniem wyższych wyroków, o których my, ludzie śmiertelni, wiedzieć nic nie możemy.” Polska kultura poniosła niepowetowaną stratę. W miejscu, gdzie odkopano ciało Karłowicza ustawiono i odsłonięto w dniu 25 sierpnia 1909 pamiątkowy głaz, zwany Kamieniem Karłowicza. Śnieżna pokrywa nie jest już zbyt duża i Kamień Karłowicza widoczny jest już niemal w całości. Można na nim wyczytać wyryty napis „Mieczysław Karłowicz tu zginął porwany śnieżna lawiną dnia 8 lutego 1909. Non omnis moriar”. Znając ten fakt, jakoś dziwnie się człowiek czuje trawersując stromy, pokryty śniegiem stok Małego Kościelca. Przypadek Karłowicza potwierdza to, że w Tatrach giną ludzie nie tylko niedoświadczeni. Każdy musi to wkalkulować w ryzyko swojej górskiej wędrówki.

Trawers stoku Małego Kościelca.
Trawers stoku Małego Kościelca.

Przed wałem moreny Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Po przejściu przez stok Małego Kościelca podchodzimy wał progu, z którego głośno szemrze wypływający Czarny Potok Gąsienicowy. O godzinie 9.15 wchodzimy na wał progu. Stajemy na brzegu jeziora skutego lodem, które jak zawsze zachwyca swoim ulokowaniem pośród wysokich, postrzępionych szczytów. Spodziewaliśmy się tutaj większej liczby osób. Czarny Staw Gąsienicowy jest częstym celem wędrówek, lecz dzisiaj większość ludzi idzie dalej. Niektórzy wspinają się żlebem opadającym spod Karbu, czyli przełęczy rozdzielającej Mały Kościelec od Kościelca w masywie po prawej. Inni idą dalej na południe w wyższe partie doliny. Droga wiedzie tam tylko jedna. Nie ma innej jak przez środek zamarzniętego jeziora. Decydujemy się tak jak oni, na zejście na lodową taflę pokrywającą jezioro. Jest bezpieczniejsza od przebiegów letniej ścieżki wokół jeziora, z tego względu, ze te wiodą u stóp zboczy, na których może wytworzyć się zagrożenie lawinowe. Wiemy, że lodowa pokrywa jest jeszcze bardzo gruba i wystarczająca do wędrówek przez jezioro, ale kroczenie po rozmokniętym śniegu pokrywającym lodową taflę przywodzi myśli o tym, jak głębokie jest to jezioro. Przeprowadzone pomiary wykazały, że jest czwartym co do głębokości jeziorem tatrzańskim i w najgłębszym miejscu liczy sobie 51 metrów głębokości.

Wał moreny Czarnego Stawu Gąsienicowego. Z prawej piętrzy się Kościelec.

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym.

Przez Czarny Staw Gąsienicowy.

Przez Czarny Staw Gąsienicowy.

Przechodzimy na drugą stronę jeziora pokonując ponad 500 metrów jego długości. W tym miejscu do Czarnego Stawu Gąsienicowego spływa niewidoczna obecnie struga potoku z położonego wyżej Zmarzłego Stawu Gąsienicowego. Wydeptana w śniegu ścieżka rozwidla się tutaj. W lewo odchodzi na Skrajny Granat, zaś w prawo na wyższe piętra Doliny Gąsienicowej Czarnej, tam gdzie leży oczko Zmarzłego Stawu Gąsienicowego. W lecie na to piętro szlak turystyczny odprowadza od kamienistego łożyska strugi na prawo i prowadzi po skałach zakosami po wąskim, kamiennym chodniku. W zimie trudno tamtędy byłoby przejść, gdyż kamienny chodnik zakrywa śnieg. W zimowym wariancie szlak wiedzie wprost łożyskiem strugi potoku, który o tej porze roku drzemie głęboko pod śniegiem. To droga łatwiejsza w zimie, co jednak nie oznacza, że łatwa. Trudnością jest spore nachylenie progu. W razie upadku ślizg na sam dół jest realny. Wbijamy zatem zdecydowanie zęby raków w zmrożony śnieg, a tam gdzie trzeba ciosami czekana wykuwamy sobie stopnie. Próg ma charakter bardzo stromego żlebu osłoniętego z obu strony skalnymi ścianami. Promienie słońca wpadają tutaj na krótko w ciągu dnia, dlatego zmrożony śnieg trzyma się tu dość dobrze.

Na przeciwległym brzegu Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Uskok doliny.

Ostre podejście uskokiem doliny.

W głębi widać Zmarzłą Czubę i Mały Kozi Wierch.

Zmagania z uskokiem kończymy o godzinie 10.30. Wstępujemy na górne piętro Doliny Gąsienicowej Czarnej. Jak z niego zejdziemy z powrotem? No jeszcze nie wiemy, ale coś na pewno wymyślimy. Tymczasem olśniewa nas to co mamy przed sobą. Przed nam piętrzy się oprószona śniegiem granitowa ściana. W lecie wszystko to tutaj wygląda inaczej. Zima zmienia krajobraz nie do poznania. Góry zupełnie zmieniają swój wystrój o tej porze roku. Wyglądają mniej groźnie, ale oczywiście to zwodnicze mniemanie. Wraz ze śniegiem pojawiają się w nich inne niebezpieczeństwa, które wymagają wzmożonej uwagi, rozwagi i doświadczenia. Zdarza się jednak niekiedy, że nawet spore doświadczenie nie wystarcza, aby ustrzec się od lawiny.

Nad uskokiem doliny.

Co dalej? Widzimy przed sobą imponującą ścianę, na którą składają się szczyty (od prawej, czyli od przełęczy Zawrat): Mały Kozi Wierch, Zmarzła Czuba. Zamarła Turnia, Kozie Czuby, Kozi Wierch, Kozi Mur. Wychodzimy z cienia skalnego progu. Podchodzimy parę kroku ku strzelistej, granitowej ścianie nad brzeg małego oczka. To Zmarzły Staw Gąsienicowy, nazywany czasem Zmarzłym Stawem pod Zawratem, a najczęściej krótko Zmarzły Staw. To niewielkie jeziorko tatrzańskie położone jest na wysokości 1788 m n.p.m. w skalnym kotle pod ścianą Małego Koziego Wierchu. W najgłębszym miejscu ma 3,7 metra głębokości. Zamarznięte jest przez większą część roku, a w zimie zamarza do dna.

Pod Zawratem widzimy kilku turystów i skiturowców zmagających się z podejściem na wąskie siodło przełęczy Zawrat. Zimą wszyscy wspinają się przez piarg Zawratowego Żlebu, latem szlak wiedzie na lewo od żlebu po skałach Małego Koziego Wierchu. Podejście to jest bardzo strome. Sama nazwa Zawrat w nazewnictwie tatrzańskim oznacza stromizny. Na lewo od Zmarzłego Stawu widzimy mniej wydeptaną ścieżkę prowadzącą do jeszcze wyższych partii doliny. Trawersuje ona stromy, ale niewysoki próg. Idziemy dalej jej śladem.

Na progu.

Widok na przełęcz Zawrat.

Kozi Mur i Kozi Wierch (z prawej).

Śnieg jest tutaj dużo głębszy i miałki. W silnym blasku słońca poraża bielą. Tutaj nie widać, aby zima miała się ku końcowi. Ośnieżone stoki przerysowane są licznymi śladami narciarzy. Dzisiaj narciarze mają tutaj raj. Śnieg jest idealny, a temperatury wiosenne. Pokonujemy dość płaskim trawersem próg. Dalej nachylenie doliny jest łagodniejsze. Podążamy w górę brnąc nieco w śniegu. Śnieg jest świeży, z nocy, albo z poprzedniej doby. Utrwalamy właściwie ślad ścieżki deptanej przez dwóch turystów znajdujących się przed nami. Oni robią pierwszy ślad. Musi ich to kosztować wiele wysiłku, bo miękki puch miejscami sięga do kolan. Wystarczy zboczyć nieco na bok, aby to zobaczyć. Narciarze oczywiście nie mają z tym problemu. Dla nas z pewnością pomocne byłyby rakiety.

Do Dolinki Koziej.

Śnieżnobiałymi zboczami w wyższe partie doliny.

W drodze do Dolinki Koziej.

Przed węzłem szlaków.

Mijamy drogowskaz na Kozią Przełęcz. Podchodzimy dalej do widocznych powyżej skałek wystających spod śniegu. Odpoczywają na nich piechurzy idący przed nami. Planują wyjść na Zadni Granat, który wznosi się już wprost przed nimi. Może czekają na nas, licząc na zmianę w przecieraniu drogi. Dochodzimy do nich i zajmujemy sobie wolne skałki. Zdejmujemy plecaki. Musimy odpocząć, bo jak to potocznie się mówi: umachaliśmy się trochę. Spoglądamy na stok powyżej. Do niecki Dolinki Koziej jest już bardzo blisko. Zajmuje ona najwyższe piętro Doliny Czarnej Gąsienicowej. Ponad nią wznoszą się już tylko skalne ściany ze szczytami. Wśród nich jeden który sobie upatrzyliśmy. Jest blisko, może niecałą godzinę drogi. Szkopuł w tym, że między nami a naszym celem jest lity, nieprzedeptany przez nikogo śnieg.

Przy drogowskazie na Kozią Przełęcz.

Jeszcze wyżej przez śnieżne pola.

Współtowarzysze wkrótce ruszają dalej. Mówią, że spróbują, a dokąd dojdą, to dojdą. My jeszcze siedzimy kilkanaście minut, po czym też ruszamy ich śladem. Korzystamy ze śladów skiturowców. Śnieg pod śladem nart jest nieco ubity, ale i tak zapadamy się. Po kilku minutach o godzinie 12.50 wchodzimy do niecki Dolinki Koziej. Warstwa śniegu jest w niej bardzo duża, ledwie wystaje z niego tabliczka z drogowskazem na Żleb Kulczyńskiego. W dolince spotykamy współtowarzyszy, którzy znów odpoczywają. Nie idą dalej. Skłaniamy się ku tej samej decyzji. Wspięliśmy się na wysokość około 1940 m n.p.m. (plus grubość pokrywy śnieżnej;). Zbliża się godzina 13.00. O tej godzinie planowaliśmy być na szczycie Zadniego Granatu (2240 m n.p.m.), odpuszczamy. Posiedzimy sobie jeszcze chwilkę zażywając śnieżnobiałej i słonecznej kąpieli w Dolince Koziej. Słońce w górach szybko opala skórę. Nie siedzimy zatem długo. Zejście rozpoczynamy o godzinie 13.15.

Zamarzła Czuba, Mały Kozi Wierch i Zawratowa Turnia.

Odpoczynek na głazie.

Zadni Granat.

Pójdźmy jeszcze wyżej.

Pod Zadnim Granatem.

Drogowskaz do Żlebu Kulczyńskiego.

Dolinka Kozia.
Padamy na kolania.

Dolinka Kozia i Żleb Kulczyńskiego.

Widok na Kościelec i Zadni Kościelec (z lewej Zawratowa Turnia).

Słoneczna pogoda sprzyja górskim wędrówkom. Miło jest jak słońce dopisuje, ale trzeba pamiętać, iż stanowi ono również zagrożenie dla skóry i oczu. Emitowane przez słońce promieniowanie UV jest szkodliwe dla człowieka, a szczególnie dla oczu. Jego siła wzrasta wraz ze wzrostem wysokości, gdyż powietrze staje się wtedy rzadsze, a tym samym dociera do nas więcej szkodliwych promieni UV (nawet przy zachmurzeniu). Krem z filtrem jest wówczas nieodzowny na nieosłonięte części ciała. Ochronę oczu zapewnią odpowiednie okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV. W zimie promieniowanie dopada nas nie tylko z góry, ale również z innych stron odbite od śniegu. Przed takim odbitym promieniowaniem zabezpieczają okulary z osłonami po bokach i polaryzacją, która niweluje odblaski i odbicia światła. Okulary polaryzacyjne poprawiają również widzenie czyniąc otoczenie bardziej wyrazistym. Długotrwałe wpatrywanie się w biel śniegu, czy lodu skutkuje bólem oczu, a może też wywołać ślepotę śnieżną (czasową lub trwałą).

Dolinka Kozia (1940 m n.p.m.).

Na zejście mamy sporo czasu. Wiążemy się na długiej linie, aby wykorzystać czas na trening asekuracji lodowcowej. Może kiedyś przyda się nam takie wytrenowanie. Nigdy nie wiadomo kiedy. Większość naszych górskich eskapad jest skrupulatnie planowana, ale czasem podejmujemy spontaniczne decyzje, gdy np. zobaczymy piękne okienka pogodowe, takie jak dzisiejsze. Dobrze jest też mieć wyćwiczone umiejętności zachowań w sytuacjach awaryjnych. Na progu poniżej Zmarzłego Stawu asekurujemy się zakładając stanowisko. Ten stromy fragment to najtrudniejszy odcinek z jakim się dzisiaj zmagaliśmy. Wymaga szczególnej uwagi, solidnego zaczepienia rakami, a nawet ostrzem czekana.

Schodzimy trenując asekuracje lodowcową.

Kotlinka Zmarzłego Stawu Gąsienicowego.

Początek uskoku i spojrzenie na grań za nami.
(od lewej: Zamarła Turnia, Zmarzłe Czuby, Mały Kozi Wierch, dwa bezimienne garby, Zawrat i Zawratowa Turnia).

Wraz za nami schodzi kurs turystyki zimowej. Przepuszczamy ich. Okolica pustoszeje. Niebawem zostajemy sami i wtedy robi się trochę smutno, bo dociera do nas to, że musimy wracać, a aura wciąż jest przecież cudowna. Szkoda, że dzisiaj nie jest sobota, bo wtedy jeszcze niedziela byłaby przed nami i w białych Tatrach byśmy jeszcze zostali. Jakże zupełnie inny jest dziś dzień, niż ten wczorajszy w Dolinie Chochołowskiej (aż trudno uwierzyć, bo to jakby inny film, czy bajka). Oba te dni mają swoje specyficzne i wyjątkowe uroki, ale bez wątpienia przyjemniejsze są ciepłe promyki słoneczne.

Na stanowisku.

Powolutku w dół.

W górnej części uskoku.

Dolna część uskoku.

Widok na cały uskok między kotlinką Zmarzłego Stawu i kotłem Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Czarny Staw Gąsienicowy.

O godzinie 14.40 wchodzimy na pokrywę lodową Czarnego Stawu Gąsienicowego. Wierzchni śnieg zrobił się na niej bardziej grząski i mokry. Słońce na jego powierzchni jest jeszcze intensywne. Na północy pojawiły się malownicze obłoki. Krajobraz zrobił się niebiański. Zostajemy związani. Przejdziemy się jeszcze na linie przez jezioro, a potem niedługą chwilkę odpoczniemy.

W asekuracji lodowcowej przez Czarny Staw Gąsienicowy.

O godzinie 15.00 opuszczamy lodową taflę pokrywającą Czarny Staw Gąsienicowy. Wchodzimy na morenę czołową. Zdejmujemy sprzęt i przepakowujemy plecaki. Zajmuje nam to 20 minut. Dalej idziemy bez raków, ale w twardym obuwiu. Śnieg jest rozmiękczony, w wielu miejscach wytworzył się firn. Bez raków jest zatem wygodniej. Jednak potem przekonujemy się, jak fatalnie idzie się w takich butach po gruncie pozbawionym śniegu. Po wystających skałach i korzeniach idzie się prawie tak samo niewygodnie, jak w skorupach narciarskich. Na przyszłość musimy coś wymyślić z tymi butami.O ile w domu przed wyjazdem udaje się je znakomicie upakować, o tyle na szlaku staje się to trudne do wykonania. W domu udaje się ułożyć wszystko idealnie, a w warunkach bojowych na trasie już nie za bardzo.

Czarny Staw Gąsienicowy z moreny czołowej.

Dolina Gąsienicowa z moreny Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Trawers stoku Małego Kościelca.

Dolina Czarna Gąsienicowa w okazałości (widok ze stoku Małego Kościelca).

Schronisko PTTK „Murowaniec”.

Hala Gąsienicowa.

Królowa Rówień.

Oddalamy się od Doliny Gąsienicowej. Poniżej Królowej Równi wyraźnie odczuwamy schyłek zimy. Skupniów Upłaz w większości pozbawiony jest już pokrywy śnieżnej. Nawet niżej w cieniu lasu zostały już tylko zlodzone skrawki zimy. Zima powoli uchodzi z Tatr.

W miejscu zwanym Diabełek.

Przejście na Skupniów Upłaz.

Dolina Olczyska.

Kopieniec Wielki.

Giewont.

Szlak przez Skupniów Upłaz.

Szlak przez Skupniów Upłaz.

Bystra w Kuźnicach.

Czujemy ogromną radość z dzisiejszej wycieczki i rozgoryczenie, że już ją kończymy. Kiedy by tu znów przyjechać – myślimy – czy pogoda wtedy będzie też taka cudowna, i czy do tego czasu wytrzyma jeszcze tutaj zima taka piękna. Być może w tym sezonie jest to nasza ostatnia zimowa wycieczka w Tatry, ale marzymy, że może jeszcze uda się jeszcze raz pomaszerować białymi szlakami Tatr.

Do Kuźnic docieramy na godzinę 17.20. Trafiamy od razu do busa, który zwozi nas w okolice dworca. Nie było czasu, a może raczej nie czuliśmy dotąd potrzeby zjedzenia czegoś konkretnego. Zmęczenie, a może zauroczenie powodowało brak uczucia głodu. Dopiero na zejściu z Boczania poczuliśmy głodka. Zaglądamy więc do dawno nie odwiedzanego baru „FIS”. Od czasu kiedy dworzec autobusowy został przeniesiony w pobliże budynków dworca kolejowego nie zaglądaliśmy do tego lokalu. Doznajemy w nim pozytywnego zaskoczenia zmianą wystroju i szerszą ofertą jadłodajni. Zmienił się właściciel - stąd te zmiany.

Jedząc obiad widzimy odjeżdżające do Krakowa autobusy, ale widok ten przyjmujemy bez nerwowości, bo co tam, przecież przyjedzie kolejny autobus. I faktycznie udaje się nam - po przyjściu na dworcowy przystanek nie musimy długo czekać. Podjeżdża kolejny autobus do Krakowa. Odjeżdżamy o dziewiętnastej.


PS. Pozdrawiamy Piotra Brylskiego, człowieka podobnych pasji, skiturowca, z którym spotkaliśmy się pod Dolinką Kozią.

Udostępnij:

1 komentarz:

  1. Jestem jak zawsze pod wrażeniem. Dziękuję Wam, a relację udostępniłem poprzez swój profil fb. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń


Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas