Twoja przystań przed kolejną wędrówką i dziennik turystycznych przedsięwzięć.

Camino de Fisterre - etap 4

4
Cee - Fisterre
Cabo Fisterra
dystans suma podejść suma zejść czas przejścia odcinka wg map turystycznych
16,5 km
375 m
276 m
4h45
POGODA NA TRASIE
noc
rano
południe
popołudnie
wieczór
mało chmur - scattered clouds
bezchmurnie - cloudless
prawie bezchmurnie - sunny
bezchmurnie - cloudless
prawie bezchmurnie - sunny

Co nas czeka...
Rozpoczniemy od przemarszu wzdłuż linii brzegowej do Corcubión, uroczej wioski rybackiej. Widok Atlantyku będzie nam towarzyszył w wielu miejscach tej chyba najprzyjemniejszej części drogi, bo wiodącej do oczekiwanego celu naszej wędrówki - Przylądka Fisterra, skąd, jeśli pogoda na to pozwoli, będziemy podziwiać jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, stojąc na końcu średniowiecznego świata.

do celu mamy
16,5  km

Ruszamy w drogę...
Wielu pielgrzymów podąża do Corcubión, trzymając się ruchliwej szosy AC-445 biegnącej zaraz nad wodami zatoki, przez co mogą cały czas podziwiać estuarium Corcubión. Znaki Camino de Fisterre wprowadzają jednak nieco w głąb lądu, co nie znaczy, że trasa ta pozbawiona jest widoków na zatokę. Jeszcze w miasteczku Cee, na końcu Avenida de Fisterra odchodzimy w prawo na Rúa Cruceiro de Valdomar, następnie na Rúa Alameda, która przez chwilę prowadzi nas w górę do miejsca widokowego. Mamy z niego widok na estuarium, dla którego tłem jest Góra Pindo.

Wąska uliczka łagodnie obniża się. Schodzimy na Praza Castelao, przy której stoi połączona z sąsiednimi domami Capela do Pilar z 1931 roku, wybudowana na potrzeby przytułku dla biednych i bezradnych starców. Obecnie budynek ten znajduje się w zarządzie rady miasta, która przekształciła jego wnętrze na potrzeby spotkań i widowisk kulturalnych i wystaw. Na placu dotykamy promenady. Camino zagłębia nas jednak w zabudowę miasteczka, prowadzeni jakubowymi muszlami maszerujemy wśród starszych budynków. Wchodzimy na plac przed kościół św. Marka (San Marcos), patrona Corcubión. Kult tego świętego przynieśli tu weneccy kupcy, którzy kiedyś utrzymywali z Corcubión silne stosunki handlowe.

Kościół św. Marka
w Corcubión.
Kościół św. Marka w Corcubión został zbudowany na przełomie XIV i XV wieku na bazie wcześniejszego kościoła romańskiego z XII wieku. Na tyłach kościoła w XVIII wieku dobudowano kaplice Socorro i Carmen. Pod koniec XIX wieku dobudowano do niego neogotycką fasadę i drugą zakrystię. Najcenniejszym elementem wnętrza świątyni jest wenecka rzeźba San Marcos da Cadeira z XV wieku, dlatego świątynia ta nazywana jest również kościołem św. Marka z Cadeira.

Uliczki Corcubión oddalają nas od zatoki. Na Rúa das Mercedes mijamy Casa Teixeira z pięknym kamiennym herbem szlacheckim na ścianie frontowej. Naprzeciwko stoi prosty krzyż kamienny. Wkrótce opuszczamy miasto wąskimi ścieżkami między kamiennymi murami, jakimi otoczone są peryferyjne posesje. Podążamy w górę zbocza Alto de Santo Andre (196 m n.p.m.). Żółte znaki Camino (strzałki) malowane są tu na murkach. Po dotarciu do poprzecznej dróżki skręcamy w lewo. Widzimy zatokę i dachy domów Corcubión. Po drugiej stronie zatoki wznoszą się góry.

Przylądek Cabo Fisterra z osiedla San Roque.
Cabo Fisterra - tam właśnie zmierzamy.
Po pewnym czasie wchodzimy do O Vilar. Na południu znowu pokazuje się nam Góra Pindo. Na skrzyżowaniu dróg skręcamy w prawo i potem przecinamy szosę AC-445. Po drugiej stronie tej szosy mamy San Roque, osiedle, którego nazwa pochodzi od XIV-wiecznego francuskiego zakonnika, podczas pielgrzymki do Rzymu miał pomagać napotkanym chorym dokonując cudownych uzdrowień. Święty Roch jest najczęściej przedstawiany w stroju pielgrzyma, bardzo podobnym do stroju św. Jakuba Apostoła, stąd też łatwo tych świętych pomylić w ikonografii. Jednak wizerunki św. Rocha mają pewne elementy, których znajomość pozwala na łatwe rozpoznanie świętego. Przede wszystkim jest to wrzodziejąca rana widoczna zazwyczaj na udzie, symbolizująca dżumę, którą zaraził się podczas powrotu z Rzymu. Aby nie zarażać innych ukrył się wówczas w lesie. Podanie mówi, że wytropił go tam pies, który przynosił mu pożywienie i lizał rany, w efekcie czego Roch miał doznać cudownego wyzdrowienia, stąd też kolejnym symbolem rozpoznawczym jest pies obok niego, często trzymający w pysku chleb, bądź liżący jego ranę. Być może św. Roch odwiedził również Compostelę, ale są to tylko domniemania.

Przechodzimy obok galicyjskiego krzyża, w sąsiedztwie którego stała niegdyś kaplica San Roque. Dzisiaj w tej niewielkiej, zacisznej osadzie znajdziemy starą szkołę, która pełni funkcję albergue dla pielgrzymów, prowadzone przez Galicyjskie Stowarzyszenie Przyjaciół Drogi św. Jakuba, organizacji, której głównym celem jest opieka nad drogami jakubowymi do Fisterry i Muxii. Od San Roque  schodzimy w dół ku zatoce, za którą zaczyna pokazywać się nam przylądek Fisterra z latarnią i górą Facho. Widok jest to wspaniały – koniec starożytnego świata Finis Terrae. To tak blisko, ale jeszcze kilka kilometrów trzeba przemierzyć.

Imponujące wyroby z muszli przegrzebka w Sardiñeiro.
Schodzimy wzdłuż ogrodzenia gospodarstwa, potem wzdłuż łąk i przez las, którego dróżka wprowadza nas do wioski Amarela. Napotykamy tu ponownie szosę AC-445, wzdłuż której będziemy od teraz maszerować dość często. Może nie będą to najprzyjemniejsze momenty na naszej trasie, ale co pewien czas znaki Camino będą nas odsyłać na boczne dróżki. Idąc ponad plażą Estorde miniemy nieduże restauracje, ale większy wybór będziemy mieli niedaleko stąd w Sardiñeiro. Tablicami po obu stronach szosy wita nas gmina Fisterra. Czujemy bliskość celu naszej wędrówki. Dalej mamy wyodrębnioną ścieżkę obok szosy i od razu idzie się nam lepiej.

Pielgrzym Santiago 
w Sardiñeiro.
Wchodzimy następnie na spokojniejszą Rúa Pombal. Mijamy kolorowe domy Sardiñeiro, jeden z nich o nr 7 zdobiony jest motywami historycznymi i religijnymi przedstawionymi na kafelkach azulejo. Przed tym domem stoi miniaturowe hórreo i figura pielgrzyma Santiago. Zaraz dalej przekraczamy ostrożnie AC-445, która w Sardiñeiro nosi nazwę Rúa da Coruña. Mijamy stare spichlerze hórreo z lewej i prawej zbliżając się do plaży, po czym wracamy na Rúa da Coruña. Znajdują się przy tej ulicy sklepy, restauracje i domy noclegowe. Camino prowadzi nas blisko piaszczystej plaży, do której możemy zejść jedną z dostępnych ścieżek i rozkoszować się bliskością oceanu.

Z Rúa da Coruña schodzimy na prawo, na wąską Rúa Nova, a potem z niej na Rúa Fisterra. Wchodzimy wyżej na zbocze powyżej szosy. Opuszczamy Sardiñeiro.

Dróżka na zboczu Monte da Serra.

Wchodzimy w las sosnowy. Podążamy przez obszary pełne zieleni lasów, aż w końcu osiągamy maksymalną wysokość dróżki i wtedy ukazuje się nam chyba najpiękniejszy widok Fisterry, jakiego dotąd jeszcze nie mieliśmy. Po zejściu na AC-445 Camino przechodzi do ścieżki po drugiej stronie, ale wcześniej warto cofnąć się 50 metrów na punkt widokowy Miradoiro da Moíña, będący świetnym miejscem na krótką przerwę w wędrówce (są tam również betonowe ławki) z pięknymi widokami na Finisterre, plażę Langosteira, latarnię morską na „końcu świata”.

Plaża Talón z widokiem na Cabo Fisterra.

Zatoka plaży Talón.

Dłuższą przerwę najlepiej zrobić w magicznym zakątku plaży Talón (Praia de Talón), znajdującej się nad niewielką zatoczką, w otoczeniu skał i drzew. Zejście jest strome, ale zakosy ścieżki niwelują stromiznę. Robimy tu bardzo długą przerwę. Przygotowaliśmy się do plażowania jeszcze przed rozpoczęciem tego etapu.


Po południu idziemy dalej ścieżką wzdłuż szosy, po czym schodzimy ku innej większej plaży Langosteira (Playa de Langosteira). To właśnie na tej plaży pielgrzymi przed dotarciem do ostatecznego celu wędrówki obmywali się, oczyszczając fizycznie, ale też na znak oczyszczenia duchowego. Przechodzimy skrajem tej plaży, ale na drugi koniec tej pięknej i pełnej muszelek plaży z białym piaskiem zanurzającym się w krystalicznych wodach oceanu można przejść, mocząc stopy. Plaża ta zwana jest plażą muszelek jakobińskich. Już w 1480 roku niemiecki dominikanin Félix Faber zmierzając do Fisterry stwierdził, że muszli przegrzebków nie należy kupować w Santiago, lecz zbierać je na plaży, gdyż tylko takie będą najbardziej namacalnym dowodem, że było się na ziemiach Jakuba Apostoła. 
Plaża Langosteira (Playa de Langosteira).
Wzdłuż plaży z olśniewająco białym piaskiem zmierzaliśmy w kierunku przylądka, celu naszej podróży. Słońce świeciło jasno, a jego promienie oświetlały wszystko. Przed nami morze wyglądało jak lustro, a fale rozbijające się o wybrzeże były tak słabe, że ledwie podnosiły szmer. Przyspieszyliśmy kroku, podążając za głębokim konturem zatoki, zdominowanej przez góry. Wspomnienia drogi zaczęły wdzierać się do mojego ducha…
angielski podróżnik George Borrow, 1843 r.


Monte Facho - góra na Przylądku Finisterre;
u jej podnóża stoją zabudowania osady Fisterra.
Przed nami centrum miasteczka Fisterra, ulokowane u podnóża góry Facho. Znajduje się na starożytnym przylądku Neiro, na którym rozpalano ogromne ogniska, które przesyłały statkom wiadomość, że niebezpieczne wybrzeże jest blisko. Tutejsze wybrzeże nie bez przyczyny zwane jest Costa da Morte, czyli Wybrzeże Śmierci; i choć nazwa ta może sięgać czasów starożytnych kultów solarnych, czyli przekonanie „umierania słońca w oceanie”, czy „śmierci wszystkich znanych ziem”, to też teoria bliższych nam czasów odnoszona jest do wysokiej śmiertelności marynarzy. Linia brzegowa jest niezwykle skalista, pełna klifów i płycizn, oraz budzących strach małych wysp O Petonciño i A Centolo, które były świadkiem licznych zatopień statków. Statki takie jak parowiec Sunrise, Monitor Captain, statek handlowy John Tenat, niszczyciel Blas de Lezo, a całkiem niedawno Casón i Prestige kończyły swoją podróż właśnie u wybrzeży Fisterry. Krótki przegląd najbardziej znanych katastrof: 
  • 28.11.1596: 20 okrętów floty hiszpańskiej,
  • 7.09.1870: angielski pancernik HMS Captain,
  • 25.08.1878: angielski Bitten,
  • 19.06.1882: angielski frachtowiec Zuñirse,
  • 31.06.1903: kolizja szwedzkiego statku „Svtpord” z angielskim „Tang Castle”,
  • 01.06.1907: angielski frachtowiec Denewell,
  • 06.12.1932: hiszpański okręt wojenny Blas de Lezo,
  • 31.03.1951: angielski statek Ulster Duke,
  • 05.12.1987: statek handlowy Casón,
  • 13.11.2002: tankowiec Prestige.

Pierwsza udokumentowana wzmianka o mieszkańcach Fisterry pochodzi z 1199 roku, ale przylądek był odwiedzany co najmniej od czasów starożytnych. Ponad dzisiejszym miastem niegdyś na wzgórzu istniała wioska San Guillerme, która została zniszczona podczas najazdów piratów. Przez stulecia uważano, że jest to osada położona najbliżej krańca ziemi i najbardziej wysunięte na zachód miejsce chrześcijaństwa.
Miejsce to, położone obok tak zwanego Oceanus Occiedentalis, zwanego również Capo Finisterre, nie jest duże, ale ma port. Przypuszczam, że duże statki nie docierają tak daleko z własnej woli. Brzeg jest pełen mięczaków, które pielgrzymi zazwyczaj niosą zawieszone na szyjach. Przed domami duża liczba ryb morskich, pokrojonych w paski, wisi wszędzie na linach, aby wyschły…
austriacki podróżnik Christoph Guzinguer, 1654 r.
Co ciekawe, pomimo bliskich związków ze szlakami św. Jakuba i miasta Santiago de Compostela, ludność Fisterry była w XV wieku ekskomunikowana za odmowę płacenia podatków feudałom, którym Compostela nadało takie prawo. Interwencja króla załagodziła jednak ten spór.

Stamtąd idziemy. Po lewej plaża Langosteira.

Widok na masyw Pindo.
Plaża wzdłuż której idziemy ma prawie 2 km długości. Celtycki Olimp Galicji, góra Pindo na południu wciąż obserwuje nasze poczynania, tak jak obserwowała kroki tysięcy pielgrzymów i podróżników. Góra Pindo ma równie mistyczne znaczenie dla pradawnych kultów, jak Słońce zanurzające się w bezkresnych wodach Atlantyku. Widok zachodzącego Heliosa, był tak samo spektakularny, jak widok jego siostry wschodzącej ponad górą Pindo. Już w czasach pogańskich wierzeń i mitów Fisterra była silnie ugruntowana w sferze czci bóstw solarnych, a więc również w czasach, kiedy na Iberii pojawił się Jakub Apostoł. Mówi się, że nie ma lepszego miejsca dla legend jak Galicja, tak też wiele podań posiada wersje utożsamiane z jej regionem. Gdy Atanasio i Teodoro, dwaj uczniowie Jakuba przybyli z jego ciałem przed oblicze królowej Lupy, ta miała wysłać ich do Regulusa, arcykapłana Ara Solis, czyli ołtarza słońca znajdującego się na półwyspie Finisterre. Miała to być oczywiście pułapka, aby pozbyć się przybyszów i zapobiec pochówkowi Jakuba w Galicji. Arcykapłan widząc zagrożenie dla swojej władzy religijnej nakazał uwięzić uczniów Santiago. Jednak więzienie w tajemniczy sposób samo otworzyło swe drzwi, co pozwoliło na ucieczkę uczniów. Regulus wysłał wojska w pogoni za zbiegami, ale bez powodzenia (o czym już wiemy, czego dowiedzieliśmy się podczas naszej wędrówki), bo gdy byli już tuż za uciekającymi apostołami most nad rzeką Tamara (Tambre) cudownie zawalił się i żołnierze zabrani zostali przez wodę rzeki. Niebawem Atanasio i Teodoro ponownie zwrócili się do Lupy o wskazanie miejsca, gdzie mogliby pochować szczątki Apostoła. Ta jeszcze raz postanowiła rzucić wyzwanie przeciwko boskiej mocy, która wspierała chrześcijan. Lupa wskazała drogę na Pico Sacro, szczyt w centralnym masywie galicyjskich gór, który w starożytności znany był jako Mount Ilicino i ofiarowała również dwa woły, które mogłyby pomóc apostołom zbudować grobowiec na tej górze.  Nie powiedziała im, że jest tam pewna jaskinia z wejściem do piekła, w której mieszka smok. Z kolei woły były w rzeczywistości dzikimi bykami. Jednak, do końca nie wiadomo czy to wiara uczniów, czy boska interwencja, uspokoiła i oswoiła woły na oczach Lupy, która ostatecznie uwierzyła i poprosiła o chrzest. Atanasio i Teodoro postanowili, że miejsce pochówku będzie tam, gdzie zaprowadzą ich woły i tak też się stało. Zwierzęta zaprowadziła apostołów niosących ciało Santiago na szczyt góry Libredón, gdzie ostatecznie pochowano szczątki i zbudowano prosty kamienny ołtarz. Po tym wydarzeniu minęło wiele lat, zanim w roku 813 pustelnik Paio dostrzegł nad Libredón niezwykłe światła (Campus Stellae), które wskazywały mu miejsce trzech nagrobków: Santiago i jego dwóch uczniów, Atanazego i Teodora. Ale to już inna historia, którą poznaliśmy kilka dni temu.

Natomiast góra Pico Sacro (530 m n.p.m.)1 stała się silnym źródłem wiary ludzi, choć ciało Jakuba Apostoła, ani żadnego innego świętego nigdy nie spoczęło na niej. Gdy w Galicji szalała epidemia ognia świętego Antoniego, czyli ergotyzm (łac. ignis sacer - święty ogień), dotknięci nią ludzie szli na górę i po złożeniu na szczycie ofiary z chleba odmawiali następującą modlitwę:

Pico Sagro, Pico Sagro,
que te consagróu o bendito Sant-Iago,
líbrame deste fogo airado,
pola intercesión de la Virgen María,
un Padre-nuestro e un Ave María.
Pico Sagro, Pico Sagro,
uświęcony przez błogosławionego świętego Jakuba,
wybaw mnie od tego ognia,
za wstawiennictwem Maryi Dziewicy,
i Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo.

albo mówili krótko:

Pico Sagro, Pico Sagro,
sáname do mal que eu trago.
Pico Sagro, Pico Sagro,
uzdrów mnie ze zła, które noszę w sobie.

Modlitwa ta pochodzi z XIII wieku, ale trzeba przyznać, że brzmi bardziej jak zaklęcie, gdyż nie jest skierowana do jakiegoś świętego, lecz do samej góry, jakby umiała ona słuchać i uzdrawiać. Wiara jednak czyni cuda, podobnie, jak we współczesnych historiach zwyczajnych ludzi.

Leśny zagajnik przy nabrzeżu.
A przed nami ciągnie się drewniana kładka wzdłuż plaży, dalej gładkie kamienne chodniki, przy których działają bary i restauracje. Znów mamy świetne miejsce na relaks, czy przerwę na duchową kontemplację. Plaża prowadzi nas do dzielnicy San Roque, znajdującej się tuż przed centrum miasta Fisterra. Na końcu plaży jeszcze jedna restauracja „Tira do Cordel”, gdzie skosztować można ponoć najlepszych ryb i owoców morza na wybrzeżu Galicji, a w „menu pielgrzyma” znajdziemy coś jeszcze.

Za kamiennym budynkiem „Tira do Cordel” wychodzimy na Rúa Cruz de Baixar, skąd można spojrzeć na rozciągłość pięknej plaży Langosteira i wszechobecne Pindo, którego widok będzie nam towarzyszył niemal do samego końca. Przed ulicą mijamy A Cruz de Baixar, krzyż z XVI wieku, przy którym często zatrzymują się pielgrzymi aby rozejrzeć się na uroczą panoramę estuarium. Przy tym krzyżu rozpoczyna się Camino z Fisterra do Muxía. Czy poszlibyśmy tam? To zbędne pytanie, ale niestety już jutro odlatujemy do kraju. Kiedyś tak, wrócimy na tę ścieżkę, a może od razu udamy się tam wprost z Santiago, by potem z Muxía przyjść tutaj na przylądek Fisterra, aby skłonić się zachodzącemu słońcu i podziękować Stwórcy za cudowne doznania. Tak rodzi się nowy plan.

Cruz de Baixar z XVI wieku, przy którym zatrzymują się pielgrzymi,
aby rozejrzeć się na uroczą panoramę estuarium.

Tymczasem wchodzimy między zabudowania Fiesterry, domy, pensjonaty i hotele. Podążamy Avenida da Coruña, następnie Rúa Santa Catalina, którą dochodzimy do węzła ulic. Po lewej przed portem widoczny jest Pomnik Emigranta, który upamiętnia Galicyjczyków i Fisterrian, którzy musieli opuścić swoje domy w poszukiwaniu możliwości, których tutaj nie mieli. Jest to rzeźba z 1993 roku. Przedstawia emigranta w smutku, który dzierży w dłoniach swój skromny dobytek w drodze na statek. Napis na pomniku głosi „My, Galicjanie, szerzymy naszą miłość na całym świecie”.

Uliczki Fisterry są ukwiecone po procesji Bożego Ciała.
Camino kieruje nas na Rúa Real, która niegdyś jako Camiño Real, była główną ulica Fisterry prowadząca aż na cypel przylądka. Dziś ta brukowana droga jest częściowo przeznaczona głównie dla pieszych, a ruch samochodowy odbywa się nową szosą biegnącą powyżej. Na początku Rúa Real mamy hostel miejski dla pielgrzymów i punkt informacji turystycznej, gdzie uzyskać możemy świadectwo przejścia Camino de Fisterra tzw. Fisterrianę2 (bardzo blisko, tylko 100 metrów stąd mamy nasz hotel VIDA Finisterre Centro przy Rúa Federico Ávila). Kolejny punkt informacji turystycznej mamy przy Placu Konstytucji (Praza da Constitución), na który doprowadza nas Rúa Real. Po lewej od Praza da Constitución mamy przejście na Paseo da Ribeira, gdzie na nabrzeżu portowym umieszczona została kotwica ze statku Casón, jako pomnik upamiętniający tych, którzy zginęli w tutejszych wodach. Wspominaliśmy o tym statku i jego katastrofie na Costa de Morte, która miała miejsce w 1987 roku, w wyniku której zginęło 23 osoby z 31 członków załogi. Statek ten zatonął na południe od Fisterry przed plażą Mar do Rostro. Część jego konstrukcji nadal pozostaje pod wodą.

W porcie widzimy mnóstwo łodzi, w sąsiedztwie portu funkcjonuje targ rybny, działa szkoła rybacka. Na południu za niewielką miejską plażą Ribeira zobaczyć można Castelo de San Carlos, twierdzę zbudowaną w ramach systemu ochrony wybrzeża przez króla Karola II w XVIII wieku. Została ona spalona podczas inwazji Napoleona w 1809 roku, w wyniku której cała Fisterra została splądrowana. Estuaria Galicji miały ważne znaczenie strategiczne od zarania dziejów. Stanowiły one bramy do Galicji, ale nie tylko dla pokojowo nastawionych żeglarzy, lecz również dla najeźdźców, którzy pustoszyli wybrzeże, począwszy od czasów Wikingów, a nawet wcześniej, czy potem, gdy pojawiły się floty korsarskie, czy w czasach wojen z Anglią i Francją w XVII i XVIII wieku. W 2006 roku w odbudowanym zamku otwarto Muzeum Rybołówstwa.

Camino de Fisterra z Placu Konstytucji wprowadza na Rúa Ara Solis, która przenosi nas na plac o tej samej nazwie otoczony charakterystyczni domami. Po lewej stoi Casa do Cuadrante, którego nazwa pochodzi od zegara słonecznego, znajdującego się na jego elewacji. Znajduje się na nim również herb i napis „Odbudowany przez Juana Diaza de Valdivieso. Rok 1604”. Uważa się, że kiedyś mieścił się w nim szpital dla pielgrzymów. W jego sąsiedztwie stoi kaplica Najświętszej Marii Panny (Capilla de Nuestra Señora del Buen Suceso) z XVIII wieku. W środku znajduje się ołtarz, któremu przewodniczy obraz Matki Boskiej z Socorro.

Praza da Constitución.

Zmierzamy do głównej szosy Camiño ao Faro de Fisterra (to końcowa część znanej nam drogi AS-445), która wiedzie do najdalej wysuniętego punktu przylądka. Zaraz po wejściu na tę szosę po prawej mamy ładny Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Iglesia de Nosa Señora das Areas), w którym czczony jest Chrystus z Fisterry. Obok niego stoi gotycki Cruceiro de Santa María das Areas uważany za jeden z najwspanialszych w Galicji. Pochodzi najprawdopodobniej z XV wieku. Z jednej strony znajduje się ukrzyżowany Chrystus, na drugiej Matka Boża z Dzieciątkiem.

Budowa kościoła Matki Boskiej Piaskowej (Iglesia de Nosa Señora das Areas) rozpoczęła się w XII wieku, a więc w czasach, gdy minęły najgorsze najazdy od strony morza ze strony Wikingów, czy Saracenów. Były to czasy, kiedy ludność zasiedlała bez większych obaw linię wybrzeża, które było chronione przez zbudowane twierdze. Rozwój ruchu pielgrzymkowego wpłynął wówczas na rozwój osady Fisterra. W późniejszym czasie kościół został powiększony o kolejne elementy, głównie w XIV i XVI wieku, tworzące obecną strukturę, która stanowi mieszankę stylów: romańskiego, gotyckiego i barokowego.

Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Iglesia de Nosa Señora das Areas).

A Porta Santa (Święte Drzwi).

Po północnej stronie kościoła przy kaplicy Santa Lucia znajdują się drzwi A Porta Santa, które otwierane są w Jubileuszowy Rok Święty Jakubowy (łac. Annus Sanctus Iacobeo, galic. Ano Santo Xacob), czyli kiedy 25 lipca przypada na niedzielę. Jest to nawiązanie to obchodów Roku Jubileuszowego św. Jakuba w Santiago de Compostela. Jego tradycja sięga XV wieku, a pierwszym w historii mógł być Rok Jubileuszowy 1428 lub być może 1434 (nie ma pewności), ale w obu przypadkach byłby ogłoszony przez arcybiskupa Lope de Mendozę. Najbliższym Rokiem Jubileuszowym św. Jakuba będzie rok 2027, a więc… (…może nie wybiegajmy z planami za bardzo do przodu).

Kościół Nosa Señora ma dziwną bryłę, wręcz zbieraninę różnych struktur. Dlatego podejrzewa się, że zbudowano go na bazie istniejących murów dawnego szpitala dla pielgrzymów. Jednak nic nie wiadomo o losach tamtego szpitala. Wiemy, że został założony w 1479 roku i przez dwa lub trzy stulecia przynosił dochody. Do świątyni prowadzą romańskie drzwi, które są głównym wejściem. Tradycyjnie znajdują się one po zachodniej stronie budynku, za półkolistymi łukami i kolumnami, które stanowią pewnego rodzaju przedsionek. Wejście wprowadza na tyły nawy głównej. Po prawej stronie mijamy spiralne schody na dzwonnicę, po lewej kaplicę Santa Lucia, pierwsza kaplica jaka została dobudowana do kościoła w latach 1225-1250. W środku tej kaplicy znajduje się chrzcielnica i gotyckie sarkofagi. Dalej za kaplicą mamy wspomniane już Święte Drzwi (A Porta Santa). 

Kościół jest w tym momencie zamknięty. Szkoda, bo warto byłoby do niego zaglądnąć. Przy ołtarzu  głównym zobaczyć można Kaplicę Matki Boskiej z Góry Karmel (Capilla Virgen del Carmen), patronki zakonu karmelitów, ale również opiekunki rybaków, nazywanej przez nich Stella Maris czyli Gwiazdą Morską. Kaplica ta została ufundowana w 1524 roku przez María Blanca, wdowę po Fernando de Mallo. Umieszczony w niej ołtarz jest późniejszą darowizną Matheo Péreza Valdivieso z 1741 roku. Obok figury Matki Boskiej z Góry Karmel znajduje się w nim figura św. Rocha i Matki Bożej Fatimskiej.

Z kolei z prawej strony od ołtarza głównego znajduje się Kaplica Niepokalanego Poczęcia NMP (pierwotnie nazywana Matki Bożej Piątej Boleści i Świętego Michała Archanioła). Była ufundowana w 1496 roku przez Roya Estéveza i Alverę González. Pośród różnych figur znajdziemy w tej kaplicy Santiago Peregrino, drewnianą rzeźbę z 1640 roku przypisywaną Francisco de Antas (1617-1664), portugalskiemu rzeźbiarzowi i snycerzowi, który w latach 1639-1664 był mistrzem budowniczym katedry w Santiago de Compostela. Rzeźba Santiago Peregrino pochodzi z pięknego ołtarza, bogatego w różne figury umieszczone we wnękach . Niestety ołtarz ten zaginął w 1640 roku.

W ołtarzu głównym kościoła Nosa Señora znajduje się słynny Chrystus z Fisterry. Legenda głosi, że figurę Chrystusa wyrzeźbił Nikodem, faryzeusz i członek Sanhedrynu, który rozpoznał Mesjasza w osobie Chrystusa i był naocznym świadkiem Męki Pańskiej. Mówi się, że przewożona była holenderskim lub angielskim statkiem. Kiedy przepływał on wzdłuż wybrzeża Finisterry, zerwał się sztorm, który zaczął zatapiać statek. Aby zmniejszyć ciężar, załoga wyrzuciła kilka przedmiotów, w tym figurę Chrystusa. Gdy figura wpadła do wody, burza natychmiast ustała. Fale wyrzuciły ją na plażę Cabanas. Zostało to odebrane za znak, że Chrystus chce tu pozostać.

Podobne wizerunki Chrystusa można zobaczyć w Burgos i Ourense. Odznacza się on dużym realizmem. Przedstawia Chrystusa tuż po jego śmierci na krzyżu. Rzeźba Chrystusa ma ponad dwa metry wysokości i jest umieszczona na kawałku drewna z pomalowanym na zielono motywem gałęzi. W 1580 roku śląski pielgrzym Eryk Lassota von Steblau napisał o Chrystusie z Fisterry: „twierdzą, że rosną mu włosy i paznokcie i że od czasu do czasu się poci”. Faktycznie figura posiada ludzkie włosy, rzęsy i paznokcie, a legendy na temat jego włosów, brody i paznokci sprawiają, że Chrystus z Fisterry zwany jest też Świętym o Złotej Brodzie (Santo da Barba Dourada). Autor wizerunku Chrystusa z Fisterry musiał mieć ponadto dobrą wiedzę o anatomii człowieka i zachowaniu się krwi przenikającej umierające ciało i krzepnącej w nim, uwidaczniając siniaki, ślady martwicy, czy zielonkawych śladów na brzuchu. Wobec wielu legend związanych z figurą Chrystusa z Fisterry jedno jest pewne, że pojawiła się tu jako podarunek biskupa z Ourense.

Wracamy na szosę i wąskim szutrowym chodnikiem podążamy wzdłuż niej na zachód, a zostało nam jeszcze tylko niecałe 3 km. Po 700 metrach od kościoła Nosa Señora mijamy odejście do Pustelni San Guillermo (Conxunto de San Guillermo). 200 metrów za zakrętem drogi napotykamy znaną z folderów naturalnych rozmiarów statuę pielgrzyma zmierzającego na „koniec świata” – piękna statua wykonana jest z brązu i przedstawia pielgrzyma, który przeciwstawia się deszczowi i wiatrowi, ale przyjrzyjmy się jego pogodnej twarzy. Postać tego pielgrzyma symbolizuje wszystkich ludzi, którzy cieszą się i przeżywają swoją przygodę z ogromną pasją. Każdy dzień przynosi coś nowego, piękniejszego i z każdym kolejnym dniem wędrówka ta staje się łatwiejsza. Podążamy dalej na zachód Europy.

Nieużytkowany cmentarz komunalny
(Cemiterio Fisterra Cesar Portela).
Po lewej widzimy Cabansa, gdzie według przekazów została znaleziona przez rybaków figura Chrystusa z Fisterry. Przy zakręcie w lewo mijamy plac parkingowy ze źródłem chłodnej wody pitnej Cabana's Fountain. Tu też jest zejście do wyjątkowego cmentarza komunalnego (Cemiterio Fisterra Cesar Portela). Cechuje go wyjątkowa architektura Césara Portela. Składa się on z betonowych boksów zgrupowanych na zboczu stromo opadającym do oceanu. Łącznie znajduje się tam 17 boksów w kształcie sześcianów pełniących funkcję nisz, w których jest miejsce na 12 trumien. Spośród tych 17 sześcianów, 14 zaprojektowano z myślą o przechowywaniu szczątków osób, które chcą zostać w nich pochowane, a trzy znajdujące się na górze miały pełnić funkcję sali sekcyjnej, domu pogrzebowego i kaplicy. Obiekt ten jednak nigdy nie został wykorzystany tak jak planowano i nigdy nie spoczęły w nim żadne ludzkie szczątki. Nie zyskał akceptacji społecznej. Jednak wciąż jest to miejsce skąd można podziwiać niesamowite widoki na ocean i zachody słońca. Widać stąd latarnię morską Fisterra zbudowaną w połowie XIX wieku, która zastąpiła niegdysiejsze ogniska rozpalane na górze Facho, aby pokazywać kierunek statkom i ostrzegać przed niebezpieczeństwami.

Zostało już tylko 356 metrów na koniec świata.
Podążamy dalej drogą na Cape Fisterra. Zanim otwarto tę drogę w 1929 roku odcinek ten przemierzano szlakiem Camiño da Corredoira. Z lewej ciągnie się estuarium Corcubión, a za nim góra Pindo. Droga spokojnie piętrzy się wyżej zboczem Monte Facho. Wielu pielgrzymów podąża tędy bez plecaków pozostawiając je w schronisku, w mieście. W końcu las sosnowy rzednieje, a za lasem czeka nas ostatni zakręt drogi, a właściwie rozwidlenie dróg. Odnoga w prawo wiedzie na wierzchołek Monte Facho, w lewo idziemy w stronę latarni. Po lewej mijamy Cruceiro de Fisterra wbity w skalę.

Nieco dalej mamy plac Stephena Hawkinga, znanego fizyka, który odwiedził to miejsce w 2008 roku, doznając radości z dotarcia na koniec świata. Pamiątkowa tablica zawiera jego słowa „Podobała mi się moja podróż na koniec świata, jakie piękne miejsce”. Na placu stoją sklepiki z pamiątkami, w których zapewne zatrzymamy się wracając. Tymczasem maszerujemy dalej w kierunku latarni morskiej Fisterra i budynku O Semáforo, wybudowanego w 1879 roku, w którym kiedyś mieścił się ośrodek sygnalizacyjny Marynarki Wojennej. Został później adaptowany na hotel, restaurację i kawiarnię Césara Portela. Poniżej stoi mniejszy budynek, w którym działa bar O Refuxio.

Camino de Fisterra 0,00 km.
W końcu przy chodniku napotykamy słupek 0,00 km – kilometr zero – koniec naszego Camino de Fisterra. Cudowne uczucie. Przed nami właściwie już tylko Rías Baixas, północno-zachodnia część hiszpańskiego wybrzeża atlantyckiego. Wśród szeregu cypli i przylądków, które zarysowują wybrzeże, znajduje się przylądek Fisterra (gal. Cabo Fisterra, hiszp. Cabo Finisterre) – najbardziej na zachód wysunięty punkt Hiszpanii, historyczny koniec świata, na którym właśnie stoimy.

Dalej mamy latarnię morską otwartą w 1853 roku. Początkowo wyposażona była w lampę naftową, która miała zasięg 24 mil. W 1931 roku została zelektryfikowana, co zwiększyło jej zasięg do 37 mil. Kamienna wieża latarni ma 17 metrów wysokości, ale stojąc na wzgórzu jej szczyt sięga 143 m n.p.m.

Centolo di Fisterra,
charakterystyczna skała dla Costa de Morte.
Można przejść jeszcze dalej nad skalisty klif. Najpierw po schodach obok budynku A Vaca de Fisterra, w którym od 1989 roku zainstalowany jest dźwiękowy system ostrzegawczy, który ostrzega statki podczas panującej mgły. Poniżej tego budynku czeka nas chyba najbardziej wzruszające miejsce i moment. Przed nami czubek przylądka. Stoi tu krzyż, przy którym jeszcze niedawno palono pielgrzymie ubranie na znak odnowienia i oczyszczenia. Obecnie rytuał ten jest zakazany, gdyż doprowadzał on do pożarów na zboczu przylądka.

W starożytności uważano, że jest to przylądek najbardziej wysunięty na zachód w Europie. Dzisiaj już wiemy, że tak nie jest, jednak ten wciąż jest najczęściej odwiedzanym przez turystów i pielgrzymów, czy to ze względów sentymentalnych, religijnych, czy historycznych.

Schodzimy niżej, na tyle ile się da nie narażając się na niebezpieczeństwo. Na zachodzie widzimy wynurzoną z wód oceanu Centolo di Fisterra, charakterystyczną skałę dla Costa de Morte, która była świadkiem wielu dramatycznych zatopień statków przy niebezpiecznym wybrzeżu Galicji. O tą skałę rozbił się m.in. angielski pancernik HMS Captain w 1870 roku zabierając życie 472 członkom załogi (ocalało tylko 18 członków załogi). W 1878 roku w skałę Centolo uderzył statek handlowy Bitten, w wyniku czego zginęło 10 z 12 członków załogi. W 1882 roku na rafach Fisterry zatonął frachtowiec Sunrise, ale tym razem załoga uratowała się korzystając z łodzi wiosłowej. I tak można by mnożyć kolejne tragiczne historie.

But pielgrzyma.
Nad urwiskiem widzimy pozostawiony na skale but, który zdaje się czekać tu na swojego właściciela. Odlew buta jest jednym z wielu symboli, jaki możemy znaleźć w tym szczególnym i niezwykle sugestywnym miejscu. Dawno temu to tu kończyły się wszelakie opowieści, a zaczynały pytania o granice oceanu, zagadki dalszej podróży, losów, które czekały śmiałków podróży za widoczny stąd bezkresny horyzont oceanu. Zaczynały się tu mistyczne historie i legendy, które przetrwały do dzisiejszych czasów i nie chcemy, aby umarły i odeszły w zapomnienie. Ludzie wciąż tutaj przychodzą, choć mają świadomość, że nie jest to koniec świata; przychodzą, odchodzą i wracają, tak jak my dzisiaj wracamy tu oczarowani całą wędrówką i tym miejscem. I wcale nie próbujemy przy tym uciec od rzeczywistości, bo nie na tym polega prawdziwe oczarowanie, lecz na przyjęciu magii, która w tej rzeczywistości zawsze tkwi.

Zrobiliśmy to. Marzenie spełnione.

Patrząc z tego przylądka na zachód słońca można doznać fantastycznych wrażeń i dowiedzieć się, dlaczego miejsce to od tysiącleci uznawane było świętym. Słońce musi zanurzyć się tutaj w oceanie, aby jutro wzeszło ponownie. Pisali o tym starożytni, odnosząc się do Ara Solis, ołtarza kultu solarnego. To gwiazda, która dała życie na Ziemi.

Słońce musi zanurzyć się tutaj w oceanie, aby jutro wzeszło ponownie.

Decimus Juniusz Brutus.
W tym miejscu kończy się pewna historia, której początek poznaliśmy dwa lata temu na Camino Português Central. Pamiętacie? Przypomnijcie sobie miasteczko Ponte de Lima, nazwane tak od pięknego starożytnego mostu nad rzeką Lima. Podróżował tamtędy w stronę Galicji rzymski żołnierz Decimus Juniusz Brutus ze swoim legionem. Był to rok 137 p.n.e. Dotarłszy do rzeki Lima legioniści odmówili przeprawy, ponieważ postrzegali tę rzekę za mityczną Letę, rzekę zapomnienia, za którą straciliby wszystko co mają w pamięci, rodzinę i przyjaciół, swój kraj i własną tożsamość. Wówczas to Decimus powziął sztandar legionu i przeprawił się sam na drugi brzeg rzeki i stamtąd zaczął wywoływać swoich legionistów po imieniu, aby tym samym pokazać im, że o niczym nie zapomniał. Tym samym mógł kontynuować misję ze swoimi żołnierzami. Przeprawili się później przez rzekę Miño (port. Minho). Niedługo potem dotarli tu na wybrzeże przylądka Fisterra, skąd było im dane podziwiać niesamowite widowisko, wzbudzające być może pewien strach przed nieznanym, które pochłania słońce za horyzontem, na najdalej wysuniętym skrawku ziemi Rzymskiego Imperium, a więc całego ówczesnego świata. To Rzymianie nazwali to miejsce finis terrae, co oznaczało koniec ziemi.3

To miejsce pełne mistycyzmu. Żaden przybysz nie pozostaje obojętny na piękno przylądka Fisterra. Według jednej z legend to właśnie Fisterra miała być pierwszym miejscem, w którym apostoł Jakub postawił stopę w Galicji. Ze względu na tą historię miejsce to jest szczególne dla pielgrzymów i wielu z nich przybywa tu od stuleci. Gdy i Ty kiedyś dotrzesz tutaj, tak jak my dzisiaj, zapewne poruszą cię myśli o tym co przeżyłeś przez ostatnie dni na swoim szlaku. Będziesz wpatrywał się w bezkres oceanu, jak my dzisiaj - doznasz olśnienia, że wszystko może być w Twoim zasięgu, każde marzenie, jeśli tylko podejmiesz wyzwanie. Najtrudniejszy jest tylko pierwszy krok.
Finis terrae.
Odkryj to, za czym tęsknisz, a odkryjesz, kim jesteś.
amerykański pisarz, Philip Robert Cousineau


Cabo Fisterra ze wzgórza Monte Facho.

Wracamy do miasta przez Monte Facho, to góra, która w przeszłości była ważnym odniesieniem dla pielgrzymów. Z parkingu, przy którym stoi Cruceiro de Fisterra odchodzimy na lewo na asfaltowaną dróżkę. Mijamy parking dla kamperów, za którym zaczynamy intensywnie zdobywać zbocze góry. Od parkingu ścieżka wiedzie na punkt widokowy (Mirador sobre faro de Fisterra). Alternatywnie można iść drogą asfaltowaną, którą łagodniej pokonujemy zbocze góry. Droga ta pnie się po zboczu dwoma ostrymi zakosami. Przy drugim zakosie styka się ze wspomnianym punktem widokowym. Wyżej mamy jeszcze jeden ostry zakręt, tym razem w lewo, za którym niedaleko jest rozwidlenie dróg, z którego droga szutrowa odchodząca na lewo w dół prowadzi na zachodnie zbocze góry, zaś droga asfaltowa wyprowadza na grzbiet Monte Facho. Rozwidlenie dróg mamy również przy zakręcie drogi w lewo. Stoi przy nim drogowskaz z napisem „San Guillerme” wskazujący ścieżkę odchodzącą w prawo. Ścieżka ta dość płasko prowadzi nas do miejsca starożytnej osady i Pustelni Świętego Wilhelma, która przez stulecia była najdalej wysuniętym na zachód sanktuarium chrześcijaństwa, co potwierdzają dokumenty podróżników i kronikarzy. W tamtych czasach było to miejsce finalizujące wędrówkę dla pielgrzymów na przylądek Fisterra.

Monte de San Guillermo (222 m n.p.m.).
Tradycja głosi, że apostoł Jakub głosząc kazanie na Monte Facho nakazał budowę sanktuarium w miejscu ołtarza Ara Soli z czasów przedchrześcjańskich. Ścieżka doprowadza nas do pozostałości starożytnej osady i pustelni San Guillerme. Nie wiadomo kim był i skąd przybył pustelnik o imieniu Guillermo. Według niektórych historyków mógłby być nim książę Akwitanii, Wilhelm X , który odbył pielgrzymkę do Santiago w XI wieku. Mógł to być również inny Wilhelm, znany jako Gellone, który żył w czasach Karola Wielkiego, a którego widziano z osiołkiem, który niósł mu bukłaki z winem. W 1355 roku pielgrzymujący węgierski rycerz Jerzy Gryzafan opisał to miejsce w swoim dzienniku jako „bardzo odludne, opuszczone i wyraźnie oddalone od ludzi i ich domostw, położone między wysokimi górami, do których prawie nikt nie zaglądał”. To pierwsza pisana informacja o tym miejscu, a sam Gryzafan został tu na 5 miesięcy wiodąc życie pokutne.

Pozostałości Pustelni San Guillermo
(Conxunto de San Guillermo).

Ofiary rytualne złożone 
w pustelni San Guillermo.
W 1745 roku pustelnię odwiedził ojciec Martín Sarmiento i napisał: „Niedawno stała tu kamienna misa lub łóżko, gdzie mąż i żona kładli się, gdy z powodu bezpłodności udawali się do Świętego i do tamtej pustelni”. Pustelnie była już wtedy zniszczona, a stać się to miało, gdy władze kościelne dowiedziały się o tych nieprzyzwoitych praktykach. „San Guillerme” zostało zupełnie opuszczone, a kościół Nosa Señora das Areas zastąpił to miejsce kultu. Nie mniej roztrzaskane łoże świętego (Cama de San Guillermo), na którym pary szukały płodności oraz kamienną misę wciąż można tam zobaczyć. Zachowały się również obrysy murów budynków „San Guillerme”.

Pedras Santas, czyli Świete Kamienie.
Istnieje ścieżka, która prowadzi z „San Guillerme” na szczyt Monte Facho (242 m n.p.m.). Na północ od głównego szczytu mamy Święte Kamienie (Pedras Santas). Są to dwa duże, prawie okrągłe kamienie, którym przypisuje się pewne moce. Mówi się, że Matka Boska odpoczywała na nich. W 1580 roku wspominał o nich Erich Lassota: „Choć nie da się ich usunąć nawet kilkoma jarzmami wołów, można je jednak przesunąć palcem, co osobiście sprawdziłem”.

Z Pedras Santas najlepiej zejść ścieżką na północny zachód, a potem na północ ponad plażą Mar de Fóra, nieco odsuniętą od gwaru miasta, idealną na wieczorny wypoczynek i podziwianie zachodów słońca. To miejsce wydaje się magiczne, ale też trzeba pamiętać, że kąpiel w tym miejscu jest zabroniona, bo wody oceaniczne są tu bardzo zdradliwe, a ich prądy odciągają od brzegu. Plaża jest łatwo dostępna dzięki drewnianym pomostom, a otacza ją dzikie piękno. Do hotelu mamy stąd zaledwie 1,5 km, czyli około 30 minut drogi.

Święte Kamienie i widok w stronę Mar de Fóra (skąd oglądaliśmy zachody słońca).
dalej na mamy Monte Veladoiro (234 m n.p.m.).

Tu, gdzie niegdyś kończył się znany świat kończymy wędrówkę. Jak głosi tradycja dotarł tu również Jakub Apostoł. Wiemy, że idea podróżowania za przemieszczającym się słońcem do najdalszych zakątków Europy istniała już dużo wcześniej i sięga co najmniej czasów celtyckich. Charakter tamtych podróży miał w sobie coś z natury pielgrzymowania. Od XII wieku Codex Calixtinus związał Fisterrę z tradycją pielgrzymkową, przekazując historię o tym, jak uczniowie św. Jakuba udali się do miasta Dugium, w dzisiejszej Fisterrze, szukając pozwolenia na pochowanie apostoła. Jak wiemy zostali wtrąceni do więzienia, jednak ostatecznie udało im się uciec, a gdy pościg niemal ich dopadł, zawalił się most, co udaremniło dalszą pogoń. Opowieść tę i wiele innych historii poznaliśmy podczas naszej pięknej wędrówki. Pozostało nam jeszcze jedno miejsce na wybrzeżu do odwiedzenia, które silnie wpisało się w tradycje pielgrzymowania drogami św. Jakuba.



Informacje pomocnicze:

1 Pico Sacro (530 m n.p.m.) znajduje się około 16 km od Katedry w Santiago de Compostela. Południowym podnóżem tej góry przechodzi Camino Sanabrés.

2 Uzyskanie świadectwa „Fisteriana”:
  1. Należy przejść trasę z Santiago de Compostela do Finisterre.
  2. Musisz mieć wypełniony i ostemplowany Credencial do peregrino „Camiño de Fisterra” lub klasyczny Credencial del Peregrino.
  3. Poproś o poświadczenie „Fisterrana Certificate” w biurze turystycznym
    Oficina Municipal de Turismo de Fisterra, Praza Constitución 31,
    e-mail: turismo@concellofisterra.gal, tel. +34 627-239-731
    miejskim hostelu dla pielgrzymów
    Fisterra´s Municipal hostel, Real Street 2,
    tel. +34 981-740-781.
3 W starożytności, gdy nieznane były jeszcze inne lądy, miejsce to uznawano za koniec znanego ludziom świata. Dzisiaj już wiemy, że bezkresnej otchłani nie ma i ocean po drugiej stronie również ma brzeg, zaś najdalej wysuniętym punktem kontynentalnej Europy jest portugalski przylądek Roca, wysunięty o 16,5 km dalej na zachód o od przylądka Fisterra. Magia Fisterra jednak pozostała.





do celu pozostało
0,0  km

OBRAZY z CAMINO
Estuarium Corcubión.

Capela do Pilar z 1931 roku na Praza Castelao.

Praza Castelao w Corcubión.

Wieża kościoła św. Marka w Corcubión.

Kościół św. Marka w Corcubión.


Dróżka na stokach wzgórza Penas.


Plaża w Sardiñeiro.

Sardiñeiro.

Sardiñeiro.


Imponujące wyroby z muszli przegrzebka.

Na stoku Monte da Serra.

Monte da Serra.

Ścieżka schodzi z Monte da Serra na brzeg estruarium.

W magiczny zakątek - plaża Talón (Praia de Talón).

Ścieżka na plażę Talón.



Zatoka plaży Talón

Szosa AC-445.

Alejka przy plaży Langosteira.

Promenada wzdłuż plaży Langosteira.


Jeden z ołtarzy procesji Bożego Ciała.

Fisterra.

Wieżyczka kościoła Matki Boskiej Piaskowej.

Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Iglesia de Nosa Señora das Areas).


Statua pielgrzyma zmierzającego na „koniec świata”.




Nieużytkowany cmentarz komunalny (Cemiterio Fisterra Cesar Portela).

Zbocze Monte Facho.

Zostało już tylko 356 metrów drogi na koniec świata.

Cruceiro de Fisterra

A Vaca de Fisterra.

Camino de Fisterra 0,00 km.

Na cyplu końca świata.

Niech odpoczną zdrożone nogi.

Na końcu świata.

Na skałach.

Tam gdzieś daleko, za kolejnym estuarium Atlantyku zaczynaliśmy tą wędrówkę

Latarnia morska.

Buty pozostawione przez jednego z pielgrzymów.


Groźne wody Costa de Morte.

Celtyckie granie.

Centolo di Fisterra z tarasu restauracji.

A Vaca de Fisterra.

Drogowskazy.

Przed nami Monte Facho.

Latarnia morska na Cabo Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre).

Zbliżenie na zaporę na Río Xallas.

Wyspa Lobeira Grande, u wybrzeży Corcubión, z latarnią morską Îles Lobeira.

Droga przez Monte Facho.

Monte Facho (242 m n.p.m.).

Grzbiet Monte Facho.

Drogą w stronę miasteczka Fisterra.

Widok estuarium.

Zbliżenie na naszą plażę Talón.

Monte de San Guillermo (222 m n.p.m.).

Ofiary rytualne w grocie przy pustelni San Guillermo.

Zejście ze wzgórza.

Wracamy do miasteczka.
Po lewej kościół Matki Boskiej Piaskowej (Iglesia de Nosa Señora das Areas)


do celu pozostało
0,0  km
Udostępnij:
Location: Cabo Fisterra, s/n, 15155 Fisterra, A Coruña, Hiszpania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.


Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas