Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyrlata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyrlata. Pokaż wszystkie posty

4

Beskid Niski, Bieszczady
WSCHODNIE KRAŃCE
ŁEMKOWSZCZYZNY
dzień 11        rozdział 24
Wschodnia granica Łemkowszczyzny nie jest jednoznaczna, bo różnice kulturowe z mieszkającymi dalej na wschodzie Bojkami zacierały się. Wszak obie grupy etniczne były pochodzenia rusińskiego. Różnice tych grup tutaj na ich wspólnym pograniczu były nawet znacznie mniejsze niż różnice między samymi Łemkami mieszkającymi na wschodnich i zachodnich krańcach Łemkowszczyzny. Różnice te słychać było również w gwarze Łemków, szczególnie wyraziście pomiędzy mieszkającymi nad Popradem a mieszkającymi tutaj nad Osławą i Osławicą. Gdzież więc leży i jak szeroka jest wschodnia granica Łemkowszczyzny? Gdzie leżały ostatnie łemkowskie wioski na pograniczu łemkowsko-bojowskim?

Solinka na mapie WIG z okresu międzywojennego.
[źródło: http://polski.mapywig.org/]
Osława (ukr. Ослава) wyznacza granicę między Beskidem Niskim i Bieszczadami. Na swoim biegu wije się nieustanie między wzniesieniami, zasilana spływającymi z gór potoczkami, czasem przeciska się ciasnymi przesmykami podążając do Sanu, do którego uchodzi zaraz za miejscowością Zagórz. W dolinie tej pięknej rzeki i jej dorzeczach zachowały się najdalej na wschód położone cerkwie łemkowskie, tutaj zatem były ostatnie wioski zamieszkałe przez rusińskich Łemków. Dalej na wschód, za Pasmem Wysokiego Działu mieszkali Bojkowie. Dolina Osławy sięga południowo-zachodnich stoków Matragony, gdzie ma swoje źródła. Wschodnia granica Łemkowszczyzny ciągnęła się jeszcze dalej na południe. Którędy? Nie ma jednomyślności wśród badaczy, również tych międzywojennych, którzy mieli to szczęście dotknąć kultury pogranicza Łemkowszczyzny i Bojkowszczyzny, zaglądnąć do wiosek, porozmawiać z ich mieszkańcami. Bardziej na południe jest dolina Solinki, największy po Osławie bieszczadzki dopływ Sanu. Tam były jeszcze dwie wioski o cechach etnograficznych typowych dla Łemkowszczyzny – Żubracze i Solinka. Tak określali, jeśli nie wszyscy badacze, to przynajmniej ich zdecydowana większość. W takim ujęciu najbardziej wysuniętą na wschód doliną łemkowską będzie dolina górnego biegu Solinki. Pora chyba zobaczyć co zostało w tej dolinie po dawnych jej gospodarzach.

TRASA:
Roztoki Górne (685 m n.p.m.) – Kieczerka – Rosocha (1085 m n.p.m.) – Szymowa Hyrlata (1103 m n.p.m.) – Wielka Polana – Solinka (710 m n.p.m.) – Matragona (990 m n.p.m.) – Przełęcz Przysłup (749 m n.p.m.)

OPIS:
Wędrówkę rozpoczynamy w Roztokach Górnych, wsi uważanej jeszcze za bojkowską wedle tego co nakreśliliśmy wcześniej. Jest to jednak miejsce wyludnione. Stoi tu dosłownie kilka zabudowań powstałych w latach 60-tych XX wieku. Po bojkowskiej wiosce nie pozostało już właściwie nic. Wioska ta od momentu lokacji w roku 1559 nie była zamieszkana bez przerwy. Wieś nagle opustoszała w 1665 roku, co najprawdopodobniej miało związek z najazdem wojsk Jerzego Rakoczego. Pokrótce została odbudowywana, lecz w 1686 roku została spalona, a jej mieszkańcy wymordowani przez bandę węgierskich tołhajów. Dziki teren nie zachęcał do ponownego osadnictwa. Nowi osadnicy pojawili się dopiero po włączeniu tego terenu do zaboru austriackiego. Wówczas Roztoki stały się przysiółkiem Solinki, a pod koniec XIX wieku liczyły 15 domów i niespełna 100 mieszkańców. Wieś została zniszczona i wyludniona podczas walk z UPA.

Nad Roztokami Górnymi wznosi się masyw Hyrlatej, za którą znajdują się Solinka i Żubracze, niegdysiejsze wioski uważane za łemkowskie. Hyrlata uznawana jest za jeden z najdzikszych masywów w Bieszczadach. Mapy nie pokazują na nim żadnych turystycznych szlaków, choć wędrowcy, którzy zapuścili się na ta górę opowiadają o starych znakach wymalowanych na drzewach, których pochodzenie stanowi niewiadomą. Przewodniki często zaś mówią o ukrytych w lasach niedźwiedzich matecznikach. Z tego też względu ludzie osiedlali się tu niechętnie o czym pisali dawni kronikarze. W jednym z tomów Słownika geograficznego Królestwa Polskiego z końca XIX wieku czytamy, że „dla wielości niedźwiedzi i szkód przez nie wyrządzanych, nie chciano tu osiadać”. W dzisiejszych czasach z pewnością niedźwiedzi jest znacznie mniej niż wtedy, ale spotkać go można, podobnie jak w każdym innym regionie Bieszczadów.

Bobrza tama w Roztokach Górnych.
Bobrza tama w Roztokach Górnych.

Na tą wędrówkę wyruszamy nieco inaczej niż wcześniej planowaliśmy. Mieliśmy od razu ruszyć wprost na grzbiet masywu i przez Pilnik (943 m n.p.m.) wejść na Rosochę (1085 m n.p.m.). Tymczasem najpierw idziemy drogą wspinająca się lekko na Przełęcz Prislipce, za która leży nieistniejąca wieś Solinka. Tylko kilkaset metrów, gdzie bobry prezentują swój kunszt inżynieryjny w zakresie budowy tam wodnych na potoku Roztoczka. Jak już znaleźliśmy się tam skierowaliśmy się wprost na szczyt Rosochy. Na drodze jednak stało wzniesienie Kiczerki (911 m n.p.m.), wyodrębniające się po południowej stronie masywu Hyrlatej. O godzinie 9.00 przeskakujemy zatem przydrożny rów i wspinamy się na grzbiet Kiczorki, a potem tym grzbietem dalej w górę w kierunku szczytu wzniesienia, ale nie na sam szczyt. Natrafiamy na drogę, która niebawem schodzi z grzbietu na północne zbocze i obniża się ku przełęczy. Podążamy tą drogą, bo przejście przez przełęcz zminimalizuje stratę zdobytej do tej pory wysokości.

Stok Kiczerki.
Stok Kiczerki.

Drzewa pozbawione są jeszcze liści. Wiosenny czas jeszcze nie zazielenił lasu. Przez gołe drzewa dobrze widać otaczający teren, w tym wierzchołki masywu Hyrlatej na północy, na które zmierzamy. Wśród brązowych liści pokrywających leśną ściółkę znakomicie kamufluje się żaba trawna (Rana temporaria), jedna z odmian żaby brunatnej. Chyba tylko przypadek sprawia to, że zatrzymujemy się na niej wzrok. Pochylamy się nad nią, a ona ani drgnie będąc chyba pewną, że wciąż jej nie widzimy. Mogłaby przecież uciec, bo świetnie skacze. Jej barwy zlewają się z brązem liści, tak bardzo, iż można tą żabkę potraktować jak jeden z leżących liści. Siedzi zatem w bezruchu. Ma tu wszystkiego co trzeba do życia, wodę leśnych potoków, pożywienie w postaci bezkręgowców, których mnóstwo pod ściółką, a niebawem las zaroi się również od owadów. Tylko nich się jeszcze ociepli. Obawiać się musi tylko stworzeń, dla których ona sama  jest pożywieniem. Na jej szczęście my nie jesteś głodni, po za tym żaby nigdy nie znalazły się w naszym menu, choć żabie udka mają swoich smakoszy.

Żaba trawna (Rana temporaria).
Żaba trawna (Rana temporaria).

Docieramy do przełęczy. Jest pocięta urwistymi wąwozami lessowymi, którymi spływają potoki. Z lewej na zachodzie wąwóz jest tak bardzo urwisty, że nie ryzykujemy jego przejścia, tym bardziej, że jego dno jest podmokłe i płynie w nim wartki potok. W prawo moglibyśmy iść, ale powrócilibyśmy do punktu wyjścia, czyli do Roztok Górnych. Przed nami również jest wąwóz a w nim płynący potok, nieco szerszy niż ten po lewej, na dwa kroki. Ma jednak kamieniste dno, po którym można pokonać bród. Poza tym da się do niego zejść, bo zbocza są mniej strome, zatem chwytając się gałązek drzew schodzimy do wąwozu. O godzinie 9.55 przecinamy bez większych problemów nurt potoku przechodząc po płytko zanurzonych kamieniach. Po drugiej stronie czeka na jednak niespodzianka. To pas grząskiego terenu, który nie jest łatwo obejść. Las pokrył go jesienią liśćmi drzew, ukrywając przed naszymi oczyma i czyniąc zeń naturalną pułapkę. Miejscami można utknąć w tym bagnie prawie do kolan. No ale badając teren kijkami jakoś udaje się przejść to małe bagno.

Zejście do jaru.
Zejście do jaru.

Potok spływający z przełęczy między Kiczerką i Rosochą.
Potok spływający z przełęczy między Kiczerką i Rosochą.

Przystępujemy do właściwego podejścia masywu Hyrlatej. Nawet nie usiłujemy szukać ścieżek, bo takich nie widać po tej stronie góry. Zbocze porasta bukowy las. Usłane kruchymi gałązkami turlającymi w brązowych liściach. Gdzieniegdzie leży powalony konar, próchniejący, oddający ostatnie tchnie lasowi, który żywił go kiedyś i w którym wyrósł na drzewo sięgające wierzchołkiem do światła słonecznego. Za jednym z takich konarów ktoś niespodziewanie znajduje kompletne poroże jelenia z czaszką. Niedaleko leży odnajdujemy kawałek kręgosłupa, kilkanaście sklepionych kręgów. Niedaleko muszą być pozostałe kości. Drapieżnik a może kilku zrobili swoje, resztę dopełniły drobne stworzenia, usuwając z kości końcówkę mięsa. Kości również kiedyś rozsypią się w proch, lecz te ocaleją na dłużej u znalazcy. Nikt nie śmie wątpić w dzikość Hyrlatej i jej okolic. Nie spotyka się tu innych ludzi.

Podejście na Rosochę.
Podejście na Rosochę.

O godzinie 10.40 osiągamy jakąś drogę grzbietową. Jest wyraźna, choć zupełnie pokrywają ją liście i suche gałązki. Skręcamy na niej w lewo i podążamy w górę grzbietu. Nachylenie stoku jest odtąd znacznie mniejsze niż wcześniej, gdy nie było jakiejkolwiek dróżki, czy ścieżki. Wkrótce wchodzimy w partie wierzchołkowe góry, porośnięte gęstą buczyną i wyjątkowym skupieniem jaworów. Tyle jaworów w jednym miejscu! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieliśmy.

Jesteśmy na jakiejś drodze grzbietowej.
Jesteśmy na jakiejś drodze grzbietowej.

Droga zarasta młodnikiem.
Droga zarasta młodnikiem.

Droga zanikła pod liśćmi.
Droga zanikła pod liśćmi.

Pośród buków.
Pośród buków.

Pośród buków.
Pośród buków.

Niedługo potem idziemy już wąskim grzbietem pasma gęsto porośniętym karłowatą buczyna. Fantazyjnie wygięte drzewa otumaniają umysł. Ich zatłoczenie tworzy swego rodzaju labirynt, w którym łatwo zgubić drogę, która de facto znika pod leżącymi liśćmi. Spod butów wydobywa się szelest, który zdaje się onieśmiela ptaki - one milczą, cały las milczy. Drzewa sprawiają wrażenie starych i posępnych mimo swej niewielkości. Tutaj na wierzchołku góry muszą walczyć o przetrwanie, przeciwstawiać się naporom wiatru i zimna, które są dużo bardziej dokuczliwe i niszczące, niż tam w dolinie okalającej górę. Łatwo zgubić drogę, ale na nasze szczęście grzbiet jest dość wąski i wytycza nam kierunek marszu. O godzinie 11.15 wychodzimy nagle z gąszczu fantazyjnych buczków na rozległą polanę porośniętą borówczyskami.

Karłowata buczyna.
Karłowata buczyna.

Przed wierzchołkową polaną.
Przed wierzchołkową polaną.

Wierzchołek Rosochy.
Wierzchołek Rosochy.

Przedzieramy się przez krzewy borówczysk do widocznego na środku polany drewnianego słupka. Jest na nim żółta tabliczka z napisem Rosocha 1085 m n.p.m. Złapaliśmy pierwszy szczyt! Zatem czas na przerwę.

Na szczycie Rosochy dokonujemy zaskakującego odkrycia: przez polanę przebiega świeżo malowany szlak koloru niebieskiego. Nie wiemy, gdzie jest jego początek a gdzie koniec. Z polany widoczny jest Łopiennik (1069 m n.p.m.) i Czerenina (981 m n.p.m.). Przed nimi niższy i obniżający się ku północy boczny grzbiet Jasła odchodzący od pasma granicznego. Patrząc prosto na wschód oko dostrzega ponad lasem zaokrąglone rysy Smereka (1222 m n.p.m.) pokrytego połoniną. Widać go za grzbietem Jasła, a dokładnie na linii polan pomiędzy Małym Jasłem (1063 m n.p.m.) i Pysiem (1103 m n.p.m.).

Rosocha (1085 m n.p.m.).
Rosocha (1085 m n.p.m.).

Widok z Rosochy na Łopiennik (1069 m n.p.m.) i Czereninę (981 m n.p.m.).
Widok z Rosochy na Łopiennik (1069 m n.p.m.) i Czereninę (981 m n.p.m.).

Smerek widoczny z Rosochy.
Smerek widoczny z Rosochy.

Polana na wierzchołku Rosochy.
Polana na wierzchołku Rosochy.

Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).

Na skraju polany i dalej w buczynowym lesie nieśmiało zakwitają cebulice dwulistne (Scilla bifolia L.). To rzadka roślina objęta ochroną, w Polsce występująca właściwie tylko w Karpatach. To jedna z tych roślin, która pojawia się wczesną wiosną. O godzinie 11.45 kończymy przerwę i zagłębiamy się w lesie. Podążamy dalej grzbietem masywu, przez który biegnie wyraźna ścieżka i niebieski szlak. Przy niej kwitną zawilce gajowe (Anemone nemorosa L.), kolejne typowe kwiaty dla wczesnej wiosny. Są ozdobą liściastego lasu.

Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).
Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).

Zawilec gajowy (Anemone nemorosa L.).
Zawilec gajowy (Anemone nemorosa L.).

Grzbiet zwęża się, gdy schodzimy na przełęcz oddzielającą Rosochę od Szymowej Hyrlatej. Jest na niej polana z widokami na dolinę Solinki ograniczoną z drugiej strony grzbietem pasma granicznego. W dolinie tej niegdyś była wieś łemkowska. Jej ślady chcemy dzisiaj odszukać.

Tymczasem znów wchodzimy w fantazyjny las karłowatych buczyn. Tworzą one niewielki korytarz na bardzo wąskiej wierzchowinie grzbietu, który spokojnie wznosi się ku wierzchołkowi. Grzbiet wypiętrzony jest silnie pochylonymi warstwami fliszu karpackiego, a widać to, bo w niektórych miejscach pokazuje się nam przebijając warstwy ziemi.

Przy skałkach pokazują się żywce gruczołowate (Cardamine glanduligera O.Schwarz), korzystające jeszcze z braku liści na drzewach. Wtedy właśnie zakwitają, kiedy światło słoneczne dociera na dno lasu, choć zasadniczo jest to roślinka cieniolubna. Jest subendemitem ogólnokarpackim i poza Karpatami występuje w niewielu miejscach.

Między Rosochą i Hyrlatą.
Między Rosochą i Hyrlatą.

Widok na dolinę Solinki i pasmo graniczne.
Widok na dolinę Solinki i pasmo graniczne.

Hyrlata.
Hyrlata.

Niedaleko wierzchołka Hyrlatej.
Niedaleko wierzchołka Hyrlatej.

Grzbiet przed wierzchołkiem Hyrlatej.
Grzbiet przed wierzchołkiem Hyrlatej.

Żywiec gruczołowaty (Cardamine glanduligera O.Schwarz).
Żywiec gruczołowaty (Cardamine glanduligera O.Schwarz).

Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).
Cebulica dwulistna (Scilla bifolia L.).

O godzinie 12.20 osiągamy szczyt Szymowej Hyrlatej (1103 m n.p.m.). Stoi na nim trójnóg geodezyjny. W roku 2011 na Hyrlatej postawiono metalowy krzyż z napisem „Chodźcie dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła” (J 12,35, kwiecień-maj 2011 r.). Z polany podszczytowej znów widać dolinę Solinki, za nią pasmo graniczne. Odpoczywamy chwilkę, dziesięć minut, a może piętnaście, po czym ruszamy dalej. Idziemy jeszcze chwilkę grzbietem. Znów wchodzimy w niezwykły karłowaty las. Za karłowatym lasem rozciąga się Wielka Polana, rozlewająca się na obie strony grzbietu. Polana pokrywa siodło za którym widać kolejny wierzchołek masywu - Berdo (1104 m n.p.m.).

Szymowa Hyrlata (1103 m n.p.m.).
Szymowa Hyrlata (1103 m n.p.m.).

Krzyż na Hyrlatej.
Krzyż na Hyrlatej.

Widok na Solinkę i pasmo granicznej z Hyrlatej.
Widok na Solinkę i pasmo granicznej z Hyrlatej.

Wąski pas buczyn karłowatych przed Wielką Polaną.
Wąski pas buczyn karłowatych przed Wielką Polaną.

Na Wielkiej Polanie ze ścieżką grzbietową krzyżuje się mniej wyraźna ścieżka łącząca wieś Liszna znajdująca się po północno-wschodnie stronie i Solinkę położoną po południowo-zachodnie stronie. Wchodzimy na środek Wielkiej Polany. Pokryta jest ona częściowo borówczyskami, a częściowo trawami zdobionymi żółtymi pierwiosnkami (Primula L.). Odbijamy w lewo w kierunku Solonki. Podchodzimy do ściany lasu. Wchodzimy do niego nieopodal stojącej na skraju ambony myśliwskiej. Dopiero w lesie rysy dróżki uwypuklają się. Schodzimy początkowo stromo, gdzie ścieżka robi ze dwa zakosy. Potem już łagodnie, bardzo wygodnie w towarzystwie fiołków leśnych (Viola reichenbachiana). Po pół godziny schodzenia droga jest rozjeżdżona leśnymi pojazdami pracującym przy zrzynce drzew. Niektóre jej odcinki musimy obijać bokiem ze względu na koleiny i błoto.

Wielka Polana.
Wielka Polana.

Pierwiosnki (Primula L.).
Pierwiosnki (Primula L.).

Ambona na skraju Wielkiej Polany.
Ambona na skraju Wielkiej Polany.

Fiołek leśny (Viola reichenbachiana).
Fiołek leśny (Viola reichenbachiana).

Rozjeżdżona droga.
Rozjeżdżona droga.

Powalone pnie.
Powalone pnie.

O godzinie 13.50 wchodzimy na szutrowa drogę w dolinie Solinki. Znajdujemy się w centrum dawnej wsi łemkowskiej. Solinkę często wymienia się jako ostatnią wieś łemkowską na wschodzie, uznając ją za graniczną (razem z Żubraczem). Takie granice Łemkowszczyzny ustalił w okresie międzywojennym m.in. prof. Roman Reinfuss. Nie ma już tu łemkowskich domów, tylko leśniczówka i dwa wybudowane po wojnie. Łemkowska ludność została wywieziona stąd w latach wysiedleń: 286 mieszkańców w latach 1945 i 1946, a potem resztę, 169 osób w ramach akcji „Wisła”. Po tym zabudowania wsi rozebrano lub spalono, łącznie z cerkwią. Do dzisiaj pozostał stary cmentarz łemkowski, a właściwie jego resztki opierające się czasowi i przyrodzie, pokryte zielenią i kwitnącymi barwinkami.

Droga łącząca Roztoki Górny i Solinkę. Po lewej wejście na cmentarz w Solince.
Droga łącząca Roztoki Górny i Solinkę. Po lewej wejście na cmentarz w Solince.

Wśród ocalałych nagrobków cmentarza odnaleźć można jeszcze wyraźną podmurówkę cerkwi pw. Zesłania Ducha Świętego. Pod starymi drzewami stoi kilka nagrobków. Jeden w formie cokołu z piaskowca, zwieńczony kutym żelaznym krzyżem, otoczony jest żelaznym płotkiem. Na cokole znajduje się rozbita tablica z polskimi napisami. Niewiele z niej można odczytać. Nazwisko Kirr, napisy „najukochańsza córka” i „najukochańszy syn”. Pod nazwiskiem córki data śmierci 7.02.1908 rok, poniżej data śmierci syna 13.02.1908 rok. Inskrypcje na rozbitej tablicy są bardzo słabo czytelne. Mówią, iż pochowano tu rodzeństwo zmarłe w lutym 1908 roku. Tuż za tym nagrobkiem nieco po lewej stoi inny cokół, lecz nie widać już na nim żadnych napisów. Stoi na nim znicz.

Cmentarz w Solince.
Cmentarz w Solince.

Podmurówka cerkwi w Solince.
Podmurówka cerkwi w Solince.

Na cmentarzu zakwitły barwinki.
Na cmentarzu zakwitł barwinek.

Nagrobek rodzeństwa o nazwisku Kirr z 1908 roku.
Nagrobek rodzeństwa o nazwisku Kirr z 1908 roku.

Jest jeszcze jeden nagrobek otoczony żelaznym płotkiem. Wewnątrz tego stoi tylko cokół bez krzyża. Z pokruszonej tablicy inskrypcyjnej na cokole można jeszcze odczytać kilka słów napisanych cyrylicą, których końcówka brzmi: „в Америць 1899 года. Купиль Антонь Бабякь”. Jest jeszcze jeden betonowy cokół bez krzyża, na nim przewrócony znicz. Nieco przed nim stoi wbity w ziemię betonowy krzyż łaciński innego nagrobka, zupełnie nie wiadomo już czyjego, choć ponoć jeszcze niedawno można było odczytać na nim nazwisko Husenica.

Nagrobek z 1899 roku.
Nagrobek z 1899 roku.

Nagrobek z 1899 roku.
Nagrobek z 1899 roku.

Cokół i betonowy krzyż.
Cokół i betonowy krzyż.

Łemkowska przeszłość Solinki wydaje się być już zamknięta. Wioska zniknęła, a nagrobki trawi jeszcze przyroda. Nie ma tutaj do czego już wracać, jeno tylko pamięcią. Jej dolina wygląda jakby cofnęła się do początków, kiedy była w niej lokowana wieś królewska na prawie wołoskim między 1549 a 1553 rokiem. W 1565 roku pisano o niej „...tam jest dobre miejsce dla osadzenia wsi, ale iż las wielki i niedźwiedziów dosyć, którzy ludziom sadowiącem się dobytek psują, a przetoż ich tam niewiele osiadło i mało wykopały”. Teraz znów jest jak wtedy, choć może las nie jest tak wielki  jak kiedyś i niedźwiedzi mniej. Dolina stała się królestwem przyrody.

Żeremia bobrów w Solince.
Żeremia bobrów w Solince.

Ruszamy dalej o godzinie 14.15. Szutrową drogą podążamy na północ, gdzie przez most nad rzeką Solinka odchodzi droga do Balnicy. Tu jeszcze, po drugiej stronie rzeki znajdowały się ostatnie na północy zabudowania dawnej wsi. Przecinamy tory Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, która istniała tutaj jeszcze w czasach Łemków. Uruchomiono ją w 1895 roku, a główny jej szlak wiódł wzdłuż doliny Solinki łącząc Cisną i Nowy Łupków. Miała ułatwić eksploatację największego bogactwa Bieszczadów, jakim są lasy.

W tymże miejscu linia bieszczadzkiej kolejki opuszcza dolinę Solinki. Omija górę Matragonę i wchodzi do doliny Osławy. Prowadzi przezeń przechodząc przez Wolę Michową, Smolnik, Duszatyn, Prełuki, by zakończyć bieg w Rzepedzi, gdzie ongiś mieścił się kombinat drzewny.

Linia Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. W tle Matragona.
Linia Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. W tle Matragona.

Dopływ Solinki.
Dopływ Solinki.

Masyw Hyrlatej.
Masyw Hyrlatej.

Po przecięciu torów kolejki podchodzimy jeszcze krótko drogą w górę w kierunku przełęczy. Z prawej widzimy Matragonę, zaś za sobą możemy podziwiać masyw Hyrlatej, przynajmniej do momentu, kiedy osiągniemy skraj lasu, gdzie obijamy w prawo na boczną drogę zagłębiającą się w lasach Matragony.

Początkowo droga wiedzie bardzo łagodnie w kierunku góry. Wkrótce jednak na drodze pojawia się bardzo młody zagajnik. To pewne zaskoczenie, choć nie powinno nas to dziwić, wszak na Matragonę prowadzą tylko nieznakowane, nieprzetarte szlaki. Zarastająca droga ginie wkrótce pod nogami. Znika młodnik i zarośla. Podchodzimy wprost strome zbocze porośnięte bukowym lasem. Niegdyś las taki zajmował niemal całe piętro regla dolnego w Karpatach. Nierzadko buki w takim lesie osiągały ogromne rozmiary, ustępując tylko trochę miejsca jodłom, wiązom górskim, czy jaworom. Taki las zachował się w nienaruszonym stanie tylko w niektórych trudno dostępnych miejscach.

Stara leśna droga zarasta młodnikiem.
Stara leśna droga zarasta młodnikiem.



Omijamy próchniejące konary. Orientacja terenowa nie jest trudna. Widać, gdzie jest szczyt. Góra ma charakter wyspowy i dookoła otoczona jest dolinami. Jeden wierzchołek - jeden kierunek. To jedna z tych bieszczadzkich gór, gdzie bytują niedźwiedzie i wilcze watahy. Zaglądają tutaj żubry i jelenie. Wyludnione tereny stanowią ostoję dzikiej zwierzyny.

Omijamy próchniejące konary.
Omijamy próchniejące konary.

Podchodzimy zbocze porośnięte bukowym lasem.
Podchodzimy zbocze porośnięte bukowym lasem.
Podchodzimy zbocze porośnięte bukowym lasem.
Podchodzimy zbocze porośnięte bukowym lasem.

Niespodziewanie zbocze góry na moment wypłaszcza się, tylko na moment przez ostatecznym podejściem, które z dołu wydaje się bardziej strome niż jest faktycznie. Na pewno bardzo strome jest zbocze wschodnie góry, co dobrze widać z naszego położenia. Dziwne, ale od wypłaszecznia stokowego ku szczytowi wiedzie korytarz leśny pozbawiony drzew, choć nie ma w nim zarysów jakiekolwiek traktu komunikacyjnego.

Korytarz leśny wiodący na szczyt Matragony.
Korytarz leśny wiodący na szczyt Matragony.
Korytarz leśny wiodący na szczyt Matragony.

Las Matragony.
Fantazja drzew...
Las Matragony.
...czyż nie jest zabawna.

Zbliża się godzina szesnasta, gdy osiągamy wierzchołek góry Matragona (990 m n.p.m.). Jej nazwa wywodzi się jeszcze z czasów wędrówek wołoskich pasterzy. W języku wołoskim oznaczała wilczą jagodę (rum. mătrăgună - „wilcza jagoda”). Wierzchołek góry jest całkowicie porośnięty lasem. Jest na nim usypany kopczyk kamieni i reper, czyli znak geodezyjny osnowy wysokościowej. Na północy w prześwitach między drzewami widoczny jest grzbiet pasma Wysokiego Działu. Ten skromny widok jednak niebawem zniknie gdy tylko drzewa okryją się bujną zielenią.

Matragona (990 m n.p.m.).
Matragona (990 m n.p.m.).

Reper na Matragonie.
Reper na Matragonie.

Po krótkiej przerwie rozpoczynamy zejście północnym zboczem. Na początku jest bardzo stromo. Schodzimy po stoku bokiem lub krótkimi zakosami. Potem jest łagodniej, a ponadto łapiemy jakąś drogę leśną. Trzymamy się jej ciągu. Biegnie ona ponad jarem potoku źródliskowego Osławy. Po około pół godziny schodzenia docieramy do szosy wojewódzkiej nr 897, niecałe 200 metrów na zachód od Przełęczy Przysłup (748 m n.p.m.).

Opuszczamy wierzchołek Matragony.
Opuszczamy wierzchołek Matragony.

Stok północny pod wierzchołkiem jest bardzo stromy.
Stok północny pod wierzchołkiem jest bardzo stromy.

Droga zejściowa z Matragony.
Droga zejściowa z Matragony. Po lewej jar potoku źródliskowego rzeki Osławy.

Na Przełęczy Przysłup jesteśmy o godzinie 16.45. Tutaj na parkingu czeka na nas środek transportu. Spoglądamy na wschód, gdzie w dali widać połoniny - Smerek i Połonina Wetlińska. Tam, pośród tamtych wzniesień ciągnęła się bojkowska kraina. My zaś stoimy na wschodnich kresach Łemkowszczyzny, krainy podobnej jak tamta dalej na wschodzie, krainy zaginionej.

Parking na Przełęczy Przysłup.
Parking na Przełęczy Przysłup.

Połonina Wetlińska z Przełęczy Przysłup.
Połonina Wetlińska z Przełęczy Przysłup.

Widok na Smerek i Połoninę Wetlińską.
Widok na Smerek i Połoninę Wetlińską.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas