Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przybyszów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przybyszów. Pokaż wszystkie posty

4

Beskid Niski, Bieszczady
WSCHODNIE KRAŃCE
ŁEMKOWSZCZYZNY
dzień 10        rozdział 22
Wiosenny czas nastał. Bociany powróciły już z afrykańskiego zimowiska. Przemierzyły dolinę Nilu, ominęły morza, pokonały chwile niepogody i inne trudności. Zwykle wracają do tych samych zeszłorocznych gniazd. Nie mają powodów szukania innych miejsc gniazdowania, jeśli w dotychczasowym okres lęgowy był udany. Jeżeli jednak jest inaczej, to w takich sytuacjach nie przenoszą się zbyt daleko i osiedlają się nie dalej niż w sąsiedniej wsi. Wolą wychowywać swe potomstwo w dobrze znanym sobie terenie. Nie muszą tracić czasu na poznawanie go i od razu mogą czerpać z niego to co potrzebne im do życia. Gdy zaś zatęsknią do poprzednich włości mogą bez problemów do nich pofrunąć w odwiedziny i zobaczyć je znów.

TRASA:
Karlików – Przybyszów – Połoński Wierch, Szeroki Łan (688 m n.p.m.) – Rzepedka (708 m n.p.m.) – Rzepedź

OPIS:
Bocian biały (Ciconia ciconia).
Bocian biały (Ciconia ciconia).
Dawno temu bocianie kolonie gniazdowały w zadrzewieniach, podmokłych obszarach zalewowych rzek. Powracające na obszary lęgowe bociany są zwiastunem wiosny, czyli czasu kiedy z zieleniących się łąk i kwitnących drzew promieniuje życie. Ich przylot przynosi człowiekowi radość, bo wtedy ziemia budzi się do życia, otulona świeżą zielenią. Człowiek był i jest do bocianów przyjacielsko nastawiony, a te odwzajemniły się zaufaniem gnieżdżąc się w ludzkich obejściach. Ludzie wierzą, że bocian przynosi pomyślność, dobrą wróżbę, dlatego również sami zachęcają je do zakładania gniazd w obrębie gospodarstw. Mówiono „szczęśliwy dom, gdzie boćki są”. Ponoć bociany zakładają swe gniazda, w miejscach, gdzie nigdy nie biją pioruny, a więc dają bezpieczeństwo dla domu. Bocianie gniazdo jest symbolem szczęścia i obfitości plonów dla gospodarstwa. Tego roku pojawiło się ich mnóstwo na wschodnich krańcach Łemkowszczyzny.

Zapewne pod koniec kwietnia 1947 roku mieszkańcy Łemkowszczyzny również wyczekiwali dobrej wróżby, lecz nie spodziewali się, że zmiana jaka lada dzień miała nadejść odmieni ich los w zupełnie innym kierunku, na zawsze i bezpowrotnie. Nic już nie będzie takie samo jak kiedyś.

Karlików.
Karlików.

Karlików.
Karlików.

W tamtym czasie już wielu Łemków opuściło swe rodzinne ziemie w wyniku przesiedleń na mocy umowy władz polskich i sowieckich, które miały doprowadzić do przekształcenia Polski, a także terenów ówczesnych republik radzieckich w obszary jednorodne etniczne. Początkowo były on dobrowolne. Wiele rodzin skuszonych obietnicami dobrobytu, wyjeżdżało wówczas na sowieckie tereny, szczególnie z wiosek, które zostały doszczętnie lub znacznie zniszczone w wyniku działań wojennych. Prawda okazywała się jednak zupełnie inna i Łemkowie po przybyciu na nowe miejsce nie zastawali obiecywanych „złotych gór”. Niektórzy próbowali wówczas wracać na ojcowiznę, ale było już za późno i czekało ich już tylko aresztowanie za nielegalne przekroczenie granicy. W między czasie na Łemkowszczyznę zaczęła docierać wieść o zmyślonych obietnicach i Łemkowie coraz bardziej zaczęli opierać się namowom do przesiedlenia. Zazwyczaj bezskutecznie ze względu na różnego rodzaju naciski, w wyniku których przesiedlenia nabierały charakteru przymusowego. Tak było do lipca 1946 roku, kiedy polsko-sowiecka umowa przesiedleńcza wygasła, a strona sowiecka nie zgodziła się na jej przedłużenie. Wydawało się wówczas, że mieszkańcy Łemkowszczyzny rozpoczną w końcu normalny, spokojny żywot. Tak zapewne Łemkowie myśleli nie spodziewając się, że dnia 28 kwietnia 1947 roku rozpocznie się ostateczne, brutalne wygnanie, które zupełnie opustoszyło łemkowskie doliny. Władze polskie opatrzyły go kryptonimem „Wisła”.

Karlików.
Karlików.

Minęło już wiele lat od wysiedleń w łemkowskich dolinach. Niektóre zasiedlili Polacy, ale raczej te łatwiejsze do życia, które nie wcinają się głęboko między góry, tak jak Karlików w którym rozpoczynamy wędrówkę. Do niektórych dolin wrócili Łemkowie, ale to tylko garstka tego co było kiedyś, w przededniu dramatu przesiedleń. Jednak większość łemkowskich dolin pozostała na zawsze na łasce przyrody.

Od Karlikowa droga była pokryta asfaltem, potem pokryta betonowymi płytami. Płyty kończą się na wysokości dolnej stacji wyciągu orczykowego na stokach Połońskiego Wierchu. Odtąd idziemy ubitą drogą, podążając w głąb doliny potoku Płonka. Po prawej coraz bardziej dominuje masyw Tokarni (778 m n.p.m.), zaś z lewej Połoński Wierch (688 m n.p.m.). Stoki jednego i drugiego wzniesienia pokryte są rozległymi łąkami, porozdzielanymi skrawkami lasów. W lecie łąki pokryte są wysokimi trawami, w których giną wszystkie ścieżki. Nie wiedzieliśmy nawet o ich istnieniu, gdyż nigdy wcześniej nie byliśmy tutaj wczesną wiosną, kiedy trawy dopiero zaczęły rosnąć. Wiosną widać co w trawie piszczy, kiedy w lecie wszystko w trawie tonie, nawet człowiek, który wkroczy na ich łany.

Łąki w Karlikowie.
Łąki w Karlikowie.

Droga w dolinie Płonki.
Droga w dolinie Płonki.

Stok Tokarni.
Stok Tokarni.

Dolina ogarnięta jest jednak taką samą ciszą, może teraz wiosną jeszcze większą, bowiem nie słychać charakterystycznego brzęczenia, bzykania, czy buczenia owadów i odgłosów innych żyjątek chowających się w trawach. Patrzymy pod nogi przezornie, choć żmije jeszcze nie są bardzo ruchliwe. Nawet przy aurze pełnej słońca wiosenny poranek jest jeszcze chłodny, a więc gady i węże są jeszcze ospałe. Po półgodzinnym marszu od skrzyżowania w Karlikowie docieramy do drogowskazu Głównego Szlaku Beskidzkiego, który schodzi stokiem Tokarni i biegnie naszą dróżką w górę doliny.

Po lewej mijamy niewielki drewniany domek, przed którym na ławce pod oknem dwóch mężczyzn sączy sobie piwko. Prawdziwa sielanka. Nie pamiętamy, aby domek taki stał tutaj wcześniej... oferują w nim noclegi. Nad drzwiami widać nazwę „Chata w Przybyszowie”. Za domem płynie potok, czyli jest woda, jest też miejsce na ognisko. Na blisko trzydziestokilometrowym ciągu Głównego Szlaku Beskidzkiego, od Komańczy do Puław jeszcze trzy lata temu nie było takiej oferty noclegu.

Chata w Przybyszowie.
Chata w Przybyszowie.

Przybyszów i Rzepedź na mapie WIG z okresu międzywojennego.
[źródło: http://polski.mapywig.org/]
To jedyny dom w Przybyszowie. W nieistniejącej wsi łemkowskiej położonej na wschodnich krańcach Beskidu Niskiego nie ma już żadnych domów z czasów, kiedy dolinę zamieszkiwała rdzenna ludność. W roku 1898 wieś liczyła 393 mieszkańców i 62 domy. Działał w niej duży tartak. Przybyszów bardzo ucierpiał podczas II wojny światowej w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Przestał istnieć po jej zakończeniu, kiedy cała ludność w ramach wymiany ludności została wysiedlona na tereny obecnej Ukrainy. Na zboczach schodzących do doliny spostrzec można drzewa owocowe, w otoczeniu których stały niegdyś łemkowskie domy. Od strony Tokarni są też resztki po cmentarzu. Stoi jeszcze kilka nagrobków, ale większość jest uszkodzona. Wśród nich, blisko drogi tkwi w betonowym cokole metalowy krzyż, a raczej jego fragment z jednym ramieniem. Mimo zniszczeń zachwyca kunsztem wykonania i misternymi zdobieniami. Niedawno został polakierowany na czarno. Niedawno ktoś zapalił pod cokołem dwa znicze. Nagrobek ma swego opiekuna.

Cmentarz łemkowski w Przybyszowie.

Cmentarz łemkowski w Przybyszowie.

Cmentarz łemkowski w Przybyszowie.

Cmentarz łemkowski w Przybyszowie.

Cmentarz łemkowski w Przybyszowie.

Cmentarz łemkowski w Przybyszowie.
Teren cmentarza w Przybyszowie.

Wiosna przyszła. Zagościła w dolinie wsi bez domów i mieszkańców, w dolinie opuszczonej. Jaka w niej cisza i spokój... jakby życia w niej brak.
Słońce strzałami grzbiety dziurawi
w parowy zagania
białe stada
wygonami
siwy chłód goni
wiosna wiozbę wlecze
smugami

Łem...
jeno czekać
aż ptaki strzechom
radość roztrzepoczą
do gniazd rodzinnych powrócą

Ptaki jeno
Łem...

(Petro Murianka, Wiosna, przekład Barbary Dohnalik)

Idziemy dalej, droga nieznacznie opada. Przecinamy bród potoku. Po drugiej stronie Płonki drogi rozwidlają się w trzy strony. Tutaj gdzieś stała cerkiew. Trudno znaleźć jakiekolwiek pozostałości po niej. Czerwony szlak odchodzi na prawo, prowadzi drogą, która ginie w łące, prowadzi dalej łąką do lasu, gdzie na skraju w skryciu drzew stoi stary krzyż pańszczyźniany. My kierujemy się na drogę odchodzącą na lewo. Idziemy bez szlaku. Przeskakujemy jeden ze źródliskowych potoków Płonki i zaczynamy wspinać się na szczyt Połońskiego Wierchu.

Początek podejścia na Połoński Wierch.
Początek podejścia na Połoński Wierch.

Spojrzenie w kierunku Tokarni.
Spojrzenie w kierunku Tokarni.

Drzewa w Przybyszowie.
Drzewa w Przybyszowie.

Połoński Wierch zwany jest też Szerokim Łanem. Mijamy kilka kwitnących drzew, a potem dość wyraźną dróżką powoli zbliżamy do szczytu. Stok pokryty zielonymi murawami dostarcza niezwykłych wrażeń estetycznych. Cały czas podczas podejścia mamy wspaniały widok na Tokarnię. Na północy widać wieś Bukowsko. Za nią na stokach wzniesień Patryji, Wyszylasu i Dziadów kręcą się wiatraki farmy wiatrowej. Apogeum widoków mamy o godzinie 12.45, kiedy zdobywamy szczyt Połońskiego Wierchu wznoszący się tylko 688 m n.p.m., dlatego góra zaskakuje walorami widokowymi. Jakże tutaj nie poleżeć i popatrzeć w bezruchu na imponujący krajobraz, albo pomarzyć wpatrując się na wędrujące po niebie chmurki.

Podejście na Połoński Wierch.
Podejście na Połoński Wierch.

Na stoku Połońskiego Wierchu.
Na stoku Połońskiego Wierchu. W tle widać stok masywu Kamienia.

Podejście na Połoński Wierch.

Podejście na Połoński Wierch.
Podejście na Połoński Wierch.
Podejście na Połoński Wierch.
Podejście na Połoński Wierch.

Tokarnia widoczna ze stoków Połońskiego Wierchu.
Tokarnia widoczna ze stoków Połońskiego Wierchu.

Panorama ze stoków Połońskiego Wierchu.
Panorama ze stoków Połońskiego Wierchu.

Na północy widać wieś Bukowsko.
Na północy widać wieś Bukowsko.

Wiatraki nad Bukowskiem.
Wiatraki nad Bukowskiem.

Połoński Wierch, zwany też Szerokim Łanem (688 m n.p.m.).
Połoński Wierch, zwany też Szerokim Łanem (688 m n.p.m.).

Na południowym wschodzie, za płytkim siodłem przełęczy widać przedłużenie grzbietu z kulminacją Rzepedki. O godzinie 13.00 ruszamy w kierunku tej przełęczy. Łapiemy na niej utwardzoną drogę, która biegnie dalej grzbietem przechodząc kolejne dwa wierzchołki Rzepedki. Zatrzymujemy się na wyższym o wysokości 708 m n.p.m. Na wierzchołku stoi trójnóg geodezyjny. Jest tabliczka z oznaczeniem wierzchołka góry oraz jej wysokości. Łemkowie nazywali ją Rożynkania, przypuszczalnie od kształtu góry, która musiała kojarzyć się im z rogiem.

Droga na grzbiecie Rzepedki.
Droga na grzbiecie Rzepedki. Z prawej za nami widać Połoński Wierch.

Droga grzbietowa. Przed nami wierzchołek Rzepedki.
Droga grzbietowa. Przed nami wierzchołek Rzepedki.

Widok na Bieszczady.
Widok na Bieszczady.
W głębi nieco po lewej widać Smerek i Połoninę Wetlińską. Z prawej Chryszczatą.

Rzepedka (708 m n.p.m.).
Rzepedka (708 m n.p.m.).

Na ciągu grzbietowej drogi cały czas mieliśmy przepiękne widoki, zaś ze szczytu są one zniewalające. Kto by pomyślał, że taka niewielka górka może dać tak wiele wrażeń. Jest jak miniatura bieszczadzkich połonin, które widać na południowo-wschodnim horyzoncie. Tam właśnie widoczne są wyraźne kształty tych wielkich, znanych bieszczadzkich połonin - od Smereka po Caryńską. Góra oferuje cudowną panoramę na wschód i południe. W przeciwnych kierunkach ograniczone są lasem. Na południu za doliną ciągnie się grzbiet Długiego Łazu (680 m n.p.m.), za nim pokazuje się fragment wierzchowiny Wahalowskiego Wierchu (666 m n.p.m.).

Wyczuwamy chłodniejszą bryzę wiatru, ale żal opuszczać wierzchołek góry. Droga prowadzi na niższy wierzchołek Rzepedki. Po zielonych murawach płyną cienie chmur. Te zielone połacie sprawiają wrażenie ruchomych, majestatycznie falujących. Za niższym wierzchołkiem Rzepedki droga wyraźnie obniża się. Z lewej mamy zwarty las, z prawej kilka pojedynczych małych sosen, a za nimi wciąż jakby równo i gładko przykoszoną łąkę, jak na polu golfowym. Niebawem droga odchodzi na lewo na północno-wschodnią stronę grzbietu i zaczyna schodzić w kierunku Szczawnego. Naszym celem jest jednak przeciwległa dolina. Jeszcze zanim osiągniemy ścianę lasu schodzimy z drogi na prawo i połoniną Rzepedki podążamy w dół do doliny.

Przed nami niższy wierzchołek na Rzepedce.
Przed nami niższy wierzchołek na Rzepedce.

Droga grzbietowa.
Droga grzbietowa.

Za nami niższy wierzchołek Rzepedki.
Za nami niższy wierzchołek Rzepedki.

Murawa Rzepedki.
Schodzimy do Starej Rzepedzi...

Murawa Rzepedki.
...po zielonych murawach Rzepedki.

O tej porze roku jest tutaj niezwykle pięknie. Wszędzie mnóstwo drzew ozdobionych kwitnącymi kwiatami. Kwiaty wypełniają koronę drzew owocowych, oplatając je niczym obłok, który promieniuje uwodzicielskim zapachem. Przypominają o dawnych Łemkach. Oni nagle zniknęli, drzewa wciąż trwają, tak samo strojąc się kwiatami, jak za czasów Łemków.

Przed sobą, na horyzoncie, widzimy pierwsze bieszczadzkie wzniesienia: masyw Suliły (759 m n.p.m.), a na prawo od niej masyw Chryszczatej (997 m n.p.m.). Chryszczata początkuje od północnego zachodu pasmo Wysokiego Działu, stanowiące wschodnią granicę łemkowskiej krainy. Tak się powszechnie uważa, choć określenie wschodniej granicy Łemkowszczyzny sprawia badaczom wiele trudności. Granicę tą próbowano ustalić w okresie międzywojennym, kiedy zauważyć można było wzrost zainteresowania Łemkowszczyzną. Jeszcze wtedy można ją było zobaczyć żywą.

Drzewa ozdobione kwiatami. Na horyzoncie widać Bieszczady.
Drzewa ozdobione kwiatami. Na horyzoncie widać Bieszczady.

Rzepedź.
Rzepedź.

Cerkiew w Rzepedzi.
Cerkiew w Rzepedzi.


TRASA:
Wola Piotrowa [żółty szlak] Przełęcz pod Tokarnią [czerwony szlak] Tokarnia (778 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kamień (717 m n.p.m.) [czerwony szlak] Przybyszów (545 m n.p.m.) [czerwony szlak] Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.) [czerwony szlak] Schronisko PTTK w Komańczy (490 m n.p.m.) [czerwony szlak] Komańcza PKP (450 m n.p.m.)

OPIS:
Na szlak wracamy z Piotrowej Woli
na Tokarnię wchodzimy powoli
skąd widoki na góry i pogórza wzniesienia;
stąd już nieodległa Bieszczadów kraina.
Wnet przez zarośla i rozległe łąki
schodzimy do zielonej doliny Płonki,
gdzie ziemie Przybyszowa nieistniejącego
zarastają barszczem Sosnowskiego.
Na stare krzyże kolejny raz spoglądamy
lecz innych śladów wioski już nie znajdujemy.
Potem w górę łąką, gdzie na skraju lasu
stoi krzyż pańszczyźniany z dawnego czasu.
I dalej przez grzbiet Kamienia lasem,
w błoto, mokradła wpadając czasem.
Aż wkraczamy na dywan traw szeroki
który wprowadza nas w Las Telehiwki
przez szczyt Wahalowskiego Wierchu.
Z doliny po wojnie wioskę wysiedlono;
teraz tylko wiatr opowiada o niej po cichu.
Popadamy w smutną zadumę głęboką
idąc do Komańczy nad Osławicą i Barbarką,
tam gdzie dom jasny nadzieją malowany,
i koronką z drzewa ozdobiony;
tam kończymy naszą wycieczkę
po Beskidzie Niskim ostatnią już wędrówkę.

~~Dorota

Główny Szlak Beskidzki
etap 22
Rymanów-ZdrójKomańcza
19,0 km

Na czerwony szlak udajemy się z Woli Piotrowej, do której wczorajszego dnia przegonił nas deszcz. Wola Piotrowa była lokowana w I połowie XVI wieku na prawie wołoskim. Podobnie jak inne wsie okalające wieńcem Pasmo Bukowicy, również Wola Piotrowa została po II wojnie światowej wysiedlona na Ukrainę oraz Ziemie Odzyskane. Obecnie wieś zamieszkiwana jest przez zielonoświątkowców, którzy przybyli tu w latach 60-tych XX wieku z Zaolzia.

Z Woli Piotrowej podchodzimy na przełęcz przed Tokarnią (778 m n.p.m.) i tym samym wracamy na grzbiet Pasma Bukowicy. Żółte znaki prowadzą nas po gruntowej drodze, tej samej którą opuszczaliśmy pasmo. Wejście na przełęcz zajmuje nam 30 minut i o godzinie 10.10 rozpoczynamy kolejną wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Wspinamy się na szczyt Tokarni (778 m n.p.m.), który jest drugą najwyższą kulminacja w głównym grzbiecie Pasma Bukowicy, obok Pańskich Łuków leżących w północno-zachodniej części pasma. Jednak w odróżnieniu od niego Tokarni nie porasta gęsty las, ale dominują na niej rozległe łąki i pastwiska, tym samym oferuje piękną panoramę. Na jej szczycie stoi potężna wieża przekaźnikowa.

W drodze na przełęcz pod Tokarnią
W drodze na przełęcz pod Tokarnią.

Przełęcz pod Tokarnią
Przełęcz pod Tokarnią.

Podejście na Tokarnię.
Podejście na Tokarnię.

Na Tokarnię wspinamy się łagodnie, drogą przez rozległą łąkę. Jej wypłaszczony szczyt osiągamy o godzinie 10.30. Zasiadamy na trawie patrząc na północ, gdzie widoki są najrozleglejsze na Pogórze Bukowskie i położone dalej Doły Jasielsko-Sanockie. Na tym słabo zaludnionym obszarze największą widoczna wsią jest Bukowsko.

Ponad wsią Bukowsko na wzniesieniach Pogórza Bukowskiego znajduje się zespół turbin wiatrowych tworzących farmę wiatrowa Bukowsko-Nowotaniec. Elektrownia ta budowana była od wiosny 2009, zaczęła funkcjonować na wiosnę 2011 roku. Składa się na nią 9 wiatraków o mocy 2 MW każdy - trzy w rejonie wzgórza Patryja Bukowicka (541 m n.p.m.), sześć w okolicy wzniesień Wyższy Las (590 m n.p.m.) i Dziady 647 m n.p.m.). Wiatraki mają wysokość 80 metrów, zaś skrzydła mierzą 46 metrów.

Pogórze Bukowskie
Pogórze Bukowskie. W dolinie widoczne są Bukowsko i Wola Piotrowa (po prawej).

Farma wiatrowa Bukowsko-Nowotaniec
Farma wiatrowa Bukowsko-Nowotaniec.

Tokarnia (778 m n.p.m.)
Tokarnia (778 m n.p.m.).

Po północnej stronie szczytu Tokarni
Po północnej stronie szczytu Tokarni.

Bukowiec.
Bukowsko.

Północne panoramy z Tokarni
Północne panoramy z Tokarni
Północne panoramy z Tokarni.

Po krótkiej przerwie na szczycie idziemy dalej przez łąki i młodniki Tokarni. W dali, przed nami uwidaczniają się zalesione Bieszczady Zachodnie. Zaś na południu widzimy już pasmo graniczne. Droga wciąż lekko opada i niebawem wchodzi w zarośla, gdzie szlak odbija w prawo na słabo widoczną ścieżkę. Zaś droga którą maszerowaliśmy schodzi do wsi Karlików. Przez niedługi czas idziemy pośród krzewów i karłowatych drzewek. Ścieżka nabiera też nieco większej stromości, ale wkrótce znów łagodnieje, gdy wychodzimy na łąkę. Przed nami pojawia się Szeroki Łan (688 m n.p.m.) z wyciągiem narciarskim. My schodzimy do doliny przed Szerokim Łanem, którą płynie potok Płonka. Latem ścieżka ta niknie wśród wysokich na ponad metr traw i ziół. Znaki szlaku znajdziemy dopiero niżej na jednym z najbliższych drzew. Podczas ubiegłorocznej letniej wędrówki przez Pasmo Bukowicy wędrowaliśmy tędy na tzw. czuja przedzierając się przez łany wysokich traw.

Bieszczady Zachodnie widoczne z Tokarni
Bieszczady Zachodnie widoczne z Tokarni.

Początek zejścia z Tokarni.
Rozpoczynamy zejście ze szczytu Tokarni.

Ścieżka przez zarośla.
Ścieżka przez zarośla.

Szeroki Łan (688 m n.p.m.)
Przed nami Szeroki Łan (688 m n.p.m.).


Ale duży dmuchawiec.

Dno doliny osiągamy o godzinie 11.10 Biegnie tędy szutrowa droga, na którą skręcamy w prawo i idziemy nią równolegle do potoku Płonka. Przy Płonce stały kiedyś zabudowania wsi Przybyszów, której mieszkańcy po II wojnie światowej zostali przesiedleni na Ukrainę. Po dawnym Przybyszowie został cmentarz, znajdujący się po prawej, kilkaset metrów za mostkiem przez który przechodzimy. Zaraz za cmentarzem mamy kolejny mostek nad potokiem, a za nim skrzyżowanie dróg gruntowych. Nieopodal za skrzyżowaniem znajduje się cerkwisko ze śladami kamiennej podmurówki cerkwi. Szlak nie prowadzi tam i po przejściu przez mostek, niebawem skręcamy z drogi w prawo na trawiaste zbocze.

Dolina potoku Płonka
Dolina potoku Płonka.

Droga przez dolinę Płonki
Droga przez dolinę Płonki
Droga przez dolinę Płonki.

Barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi Manden.)
Barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi Manden.)
Barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi Manden.).

Cmentarz nieistniejącej wioski łemkowskiej Przybyszów
Cmentarz nieistniejącej wioski łemkowskiej Przybyszów
Cmentarz nieistniejącej wioski łemkowskiej Przybyszów
Cmentarz nieistniejącej wioski łemkowskiej Przybyszów
Cmentarz nieistniejącej wioski łemkowskiej Przybyszów
Cmentarz nieistniejącej wioski łemkowskiej Przybyszów.

Wspinamy się teraz widokowymi łąkami w kierunku lasu kryjącego grzbiet Kamienia. Gdzieś na początku tego podejścia znajdował się drugi cmentarz wsi.

Zieleń traw usłana jest mnóstwem kwiatów. Zatrzymujemy się przy fioletowych dzwonkach brzoskwiniolistnych (Campanula persicifolia L.) i groszkach żółtych (Lathyrus pratensis L.), zwanych też groszkiem łąkowym.

Łąki przed lasem Kamienia
Łąki przed lasem Kamienia.

Dzwonek brzoskwiniolistny (Campanula persicifolia L.)
Dzwonek brzoskwiniolistny (Campanula persicifolia L.)
Dzwonek brzoskwiniolistny (Campanula persicifolia L.).

Groszek żółty (Lathyrus pratensis L.)
Groszek żółty (Lathyrus pratensis L.)
Groszek żółty (Lathyrus pratensis L.).

Zaraz po wejściu do lasu, na jego skraju stoi w zaroślach krzyż pańszczyźniany. Za krzyżem szlak skręca w prawo na zachód i kieruje się na przełęcz pod Spaloną Górą (682 m n.p.m.). Przez przełęcz zataczamy szeroki łuk na lewo i wchodzimy na wąski grzbiet Kamienia. Idziemy chwilę tym grzbietem mijając grupki skałek piaskowcowych, a następnie schodzimy w dół kierując się na południe. Czerwony szlak nie wchodzi na szczyt Kamienia (717 m n.p.m.), ale można go zdobyć w kilkanaście minut kontynuując marsz grzbietem po nieznakowanej ścieżce.

Krzyż pańszczyźniany na skraju lasu.

Za przełęczą pod Spaloną Górą
Za przełęczą pod Spaloną Górą.

Kamień - nieopodal szczytu
Kamień - nieopodal szczytu.

Wychodnia na grzbiecie Kamienia
Wychodnia na grzbiecie Kamienia.

Schodząc z grzbietu Kamienia za czerwonymi znakami około godziny 12.30 napotykamy żółto-czarne znaki szlaku „Śladami dobrego wojaka Szwejka”. Jest to międzynarodowy szlak turystyczny wiodący z Czech przez Austrię, Węgry, Słowację, Polskę, na Ukrainę po miejscach opisanych przez Jaroslava Haška w powieści „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Znaki tego szlaku będą nam towarzyszyć do końca dzisiejszej wędrówki.

Błotniste drogi po zejściu z Kamienia
Błotniste drogi po zejściu z Kamienia.

Brniemy dalej błotnistymi ścieżkami Beskidu Niskiego. Mówią, że to najbardziej dziki i opuszczony fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego i daje się to zauważyć od momentu wejścia do lasu. Lasy kryją młaki i torfowiska, a błoto na ścieżkach nie wysycha chyba tutaj nigdy, a jedynie zimą przymarza. Rejon ten należy do najbardziej odludnych i najrzadziej uczęszczanych. Poza ciszą panuje tutaj pustka, pustka i pustka. Pojawiają się też niewielkie, zarastające polanki, na których kiedyś panował wiejski gwar przysiółka Fajtyska. Fajtyska należała do dużej wsi, która dzieliła się na Jawornik Górny i Jawornik Dolny. Leżały one w dolinie potoku Jawornik. Dolina ukazuje się nam zaraz za pierwszym wzniesieniem pokrytym łanami kołyszących się traw, jakie pokonujemy po opuszczeniu lasu. W dolinie Jawornika nie widać już ni jednej chałupy, a jedynie parę, zdziczałych drzew owocowych.

Mostek nad ciekiem wodnym
Mostek nad ciekiem wodnym.

Wychodzimy z lasu na wzniesienia pokryte trawami
Wychodzimy z lasu na wzniesienia pokryte trawami.

Wieś Jawornik lokowana w XVI wieku na prawie wołoskim. Szybko stała się ludna, a wokół niej powstały jeszcze cztery przysiółki. Wyludniła się w wyniku najazdu Jerzego Rakoczego w roku 1657, ale istniała dalej, aż do zakończenia II wojny światowej, kiedy jej ludność została wysiedlona, a wieś skutecznie zniszczona.

Mieszkający tu ludzie wierzyli w wampiry i upiory, o czym świadczą spotykane tu pochówki wampiryczne, praktykowane jeszcze podobno w XX wieku. Pisał o tym polski etnograf, folklorysta i kompozytor Oskar Kolberg, a potem Hubert Ossadnik w „Zwyczajach pogrzebowych doliny Osławy, Osławicy i Kalniczki”:
„We wsi Jaworniku nad Osławicą nie ma jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał wbitego w głowę ćwieka lub uciętej i u nóg położonej, głowy. Aby zapobiec wędrówkom pośmiertnym upiora, obwijają zmarłemu szyję młodym pędem głogu a w serce wbijają gwóźdź z brony lub 3 żelazne ćwieki. Dla odwrócenia Złego ucinają też głowę i kładą twarzą na spód, w nogach. Przed pogrzebem kładą w usta łyżkę maku albo pełny pysk lub półkwartek - w tym celu, aby z grobu nie wstał. Sądzą bowiem, że podniósłszy się z trumny, nim dojdzie do domu, powinien on wszystkie te ziarenka maku w ustach zliczyć, zrachować, czemu nie podoła prędko, wiec kur zapieje tymczasem i upirz do grobu wracać musi.”
Po nieistniejącej wiosce Jawornik można pospacerować korzystając ze ścieżki spacerowej wyznakowanej w 2008 roku. Ścieżka ta ułatwia poruszanie się po terenie dawnej wsi, szczególnie gdy pozostałości po niej kryją bujne trawy. W okresie tym znajdujące się tu rozsypujące się studnie stanowią niebezpieczne pułapki.

Nasz czerwony szlak początkowo nieznacznie zakręca w kierunku doliny potoku Jawornik. Wydaje się, że tam właśnie zejdziemy, ale strzałka na drzewie nagle zmienia kierunek naszego marszu. Idziemy na południowy zachód, na szczyt płasko-kopulastego Wahalowskiego Wierchu. Na tych trawiastych połaciach trzeba uważnie wypatrywać znaków, popatrzeć na każde drzewo, bo właśnie na nim może być czerwony znak przysłonięty wysokimi trawami.

Ścieżka niknie w trawach
Ścieżka niknie w trawach.

Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.) osiągamy o godzinie 13.40. Stoi na nim betonowy trójnóg triangulacyjny. Pokryty trawiastymi połaciami oraz kilkoma samotnymi krzewami i drzewami jest wyśmienitym punktem widokowym. Przede wszystkim widać z niego bezkres ciszy i spokoju - po horyzont nie ma żadnego domostwa, żadnej drogi, żadnego człowieka. Być może w sezonie wakacyjnym wypatrzeć można jakąś duszę w dolinie Jawornika, bo czasem się zdarzy, że jakaś dusza zapragnie skorzystać z nieczynnej bazy namiotowej, prowadzonej kiedyś przez Orkiestrę Świętego Mikołaja oraz lubelskie Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich. Nawet skryta w dolinie na północnym zachodzie wioska Czystogarb wygląda jak wymarła. Nigdzie indziej nie czuje się takiej pustki, spokoju.

Za doliną Jawornika ciągnie się grzbiet Długiego Łazu. Dokładnie na południu widoczny jest Kamień z którego niedawno zeszliśmy. Zaś na północnym zachodzie widać już pasmo graniczne.

Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.)
Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.).

Po kilkuminutowej przerwie schodzimy z Wahalowskiego Wierchu, kierując się na południowy wschód. Polna droga nieznacznie obniża się na niewyraźną przełęcz, by po chwili przejść na ścieżkę wiodącą przez łąkę porastającą północno-wschodnie zbocza wzniesienia Hruń (677 m n.p.m.). Zaraz potem, o godzinie 13.55 wchodzimy do lasu.

Zejście z Wahalowskiego Wierchu
Zejście z Wahalowskiego Wierchu.

Ścieżka biegnie lasem w miarę płasko, ale stopniowo obniża swoją wysokość. Idziemy początkowo przez krzaczaste zarośla, ale wkrótce pojawiają się świerki z domieszką innych drzew. Idąc przez Las Telehiwki zbliżamy się do końca wędrówki. Pokonywanie bardziej podmokłych miejsc ułatwiają drewniane pomosty, a z pozostałym błotnistymi fragmentami radzimy sobie bez problemu.

Las Telehiwki
Las Telehiwki.

Las Telehiwki
Drewniany pomost na podmokłym fragmencie szlaku.

Las Telehiwki
Las Telehiwki.

Wkrótce droga zwiększa nachylenie i około 14.45 spomiędzy drzew widoczny jest już dach schroniska PTTK w Komańczy im. Ignacego Zatwarnickiego położonego na wysokości 490 m n.p.m. Trzy minuty później stajemy w jego prograch. Zaglądamy do niego tylko na kilka minut, bowiem chcemy zwiedzić jeszcze Klasztor Sióstr Nazaretanek.

Schronisko PTTK w Komańczy im. Ignacego Zatwarnickiego
Schronisko PTTK w Komańczy im. Ignacego Zatwarnickiego.

Schodzimy na asfaltową dróżkę pod schroniskiem, gdzie czerwony szlak skręca w lewo, ale my obieramy przeciwny kierunek. Po chwili mijamy kamienno-porcelitowy pomnik przedstawiający Prymasa-Wędrowca, zawierzającego naród Bożej Rodzicielce w częstochowskiej ikonie. Jest on zwieńczeniem 15 kamiennych tablic z fragmentami Ślubów Jasnogórskich, umieszczonych kolejno przy dróżce, którą idziemy. Zaś na końcu dróżki mijamy porcelanowe figury przedstawiające Najświętszą Rodzinę. Za nimi rozciąga się polana z urokliwym budynkiem Klasztoru Sióstr Nazaretanek, o którym ksiądz misjonarz Saletyn Zbigniew Czuchra pisał:
„Jest w Komańczy dom jasny malowany nadzieją
i koronką z drzewa ozdobiony
szumem jodeł wiekowych i zapachem żywicznym
w każdej porze szczelnie otulony...”
Pomnik Prymasa-Wędrowca
Pomnik Prymasa-Wędrowca, zawierzającego naród Bożej Rodzicielce w częstochowskiej ikonie.

Porcelanowe figury przedstawiające Najświętszą Rodzinę
Porcelanowe figury przedstawiające Najświętszą Rodzinę.

Klasztor Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu w Komańczy
Klasztor Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu.

W pełnym brzmieniu jego nazwa brzmi Klasztor Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Zgromadzenie Sióstr Nazaretanek założone zostało w Rzymie w 1875 roku. Jego założycielką była Polka bł. Franciszka Siedliska. Klasztor w Komańczy wybudowano na działce ofiarowanej przez właściciela dóbr hr. Stanisława Potockiego. Budynek zaprojektowano w stylu szwajcarskim nadając mu wygląd pensjonatu uzdrowiskowego. Pierwotnie miał służyć jako dom wypoczynkowy dla sióstr w celu podratowania zdrowia, jednak mieszkające w nim Siostry Nazaretanki od samego początku zajmują się działalność charytatywną.

Klasztor znany jest również z internowania w nim Prymasa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego w okresie 29.10.1955-28.10.1956. Było to czwarte i ostatnie miejsce jego internowania. Wcześniej był więziony w Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim oraz w Prudniku. Na parterze domu znajduje się Izba Pamięci Prymasa Tysiąclecia, w której zgromadzono pamiątki i wyposażenie z pokoju na piętrze, w którym mieszkał. Na parterze znajduje się również kaplica dostępna dla wszystkich przybyszów (ta sama, w której modlił się internowany Prymas).

Kaplica w Klasztorze Sióstr Nazaretanek
Kaplica w Klasztorze Sióstr Nazaretanek.

Izba Pamięci Prymasa Tysiąclecia
Izba Pamięci Prymasa Tysiąclecia.

O godzinie 15.15 opuszczamy teren Klasztoru Sióstr Nazaretanek. Schodzimy w dół asfaltową dróżką, mijając pomnik Prymasa-Wędrowcy, a następnie 15 kamiennych tablic z fragmentami Ślubów Jasnogórskich. W międzyczasie napotykamy nasz czerwony szlak. Kilka minut później mijamy ostatnią, a właściwie pierwszą tablicę z początkiem Ślubów Jasnogórskich, przechodzimy pod wiaduktem kolejowym i wchodzimy na krajowej drogi nr 892, na którą skręcamy w prawo.

Idziemy przez Komańczę leżącą nad rzeką Osławicą i potokiem Barbarka nazywanym w zamierzchłych czasach Kumanieckim Potokiem. Choć za datę powstania osady uważa się rok 1512, kiedy oficjalnie została lokowana na prawie wołoskim, to osadnictwo skupiało się tu już dużo wcześniej. Po II wojnie światowej pewna część ludności łemkowskiej została wysiedlona na Ziemie Odzyskane podczas Akcji „Wisła”. Jednak na początku lat 60-tych wielu wysiedlonych mieszkańców wróciło z powrotem w rodzinne strony.

Komańcza - stacja kolejowa.
Komańcza - stacja kolejowa.

W 1802 roku wzniesiono w Komańczy cerkiew greckokatolicką pw. Opieki Matki Bożej, która od 1963 roku stała się cerkwią prawosławną. Niestety ta zabytkowa prawosławna cerkiew niedawno (w 2006 roku) spłonęła wraz z wyposażeniem. Ocalała tylko dzwonnica z 1834 roku. W miejscu spalonej świątyni w latach 2008-2010 wzniesiono jej replikę.

Greckokatolicka cerkiew Opieki Matki Boskiej
Greckokatolicka cerkiew Opieki Matki Boskiej.
O godzinie 15.45 opuszczamy czerwony szlak, który odchodzi w lewo do Duszatyna zaraz za rzymskokatolickim kościołem św. Józefa. My idziemy dalej prosto, po czym odbijamy w prawo na odchodząca drogę krajową nr 897. O godzinie 16.00 docieramy do drugiej cerkwi w Komańczy - greckokatolickiej pw. Opieki Matki Boskiej, zbudowanej w latach 1985-1988.

Przy cerkwi grekokatolickiej kończymy naszą wędrówkę, ostatnią po Beskidzie Niskim w ramach projektu „GSB na raty”. Za doliną Osławicy ciągną się już Bieszczady - ostatnie pasmo górskie na czerwonym szlaku.



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas