Hel u schyłku lata żegna nas z tą samą surową dostojnością, z jaką witał na początku podróży. Nasza siedmiodniowa kronika wędrówki na koniec Polski dobiega końca. Ostatnie kroki na Półwyspie Helskim kierujemy ku dawnej, zabytkowej świątyni, której gotyckie mury od wieków milcząco spoglądają na port i morskie fale. To właśnie ta stara świątynia staje się idealnym miejscem na chwilę zadumy, wyciszenia i ostateczne pożegnanie z Helem. Zostawiając za sobą puste plaże, szum Bałtyku i nastrojowe wspomnienia, wracamy do codzienności bogatsi o unikalny spokój, jaki można odnaleźć tylko tutaj, na samym krańcu polskiej ziemi.
Spoglądamy zza szyby na obraz nieba pochmurniały teraz.
Słońce nie chwali się już promieniami.
Zegar słoneczny wskazuje na schyłek lata - widać już jego nieuchronny koniec.
Tak jak wszystko, również lato ma swój kres.
Czujemy wyraźnie ten cud przemiany. Powoli przygasa zieleń.
Obserwujemy ze zdumieniem, jak liście żegnają drzewa.
Koniec lata zapowiada sama natura.
Staramy się nadążyć za czasem przemian w przyrodzie.
To prawda, że z nostalgią myślimy o wczoraj,
jednak mimo, że blask słońca jest bledszy, spragnieni jesteśmy kolejnego dnia.
I nie czekamy na zaproszenie, choć na świt trzeba poczekać nieco dłużej.
Jakaś tajemnicza siła kusi by iść na spacer - nie możemy odmówić sobie tej przyjemności.
Każdy dzień życia jest zbyt piękny, aby go przegapić i nie pójść za jego przygodą,
cieszyć się każdą jego chwilą, z dzieciecą ciekawością odkrywania świata wokół siebie
i piękna codziennych chwil.
Jutro może nie dać takiej radości.
Tego ostatniego, siódmego dnia spaliśmy długo. Potem codzienny poranny rytuał
z przygotowaniem śniadania w kuchennym aneksie na parterze, oczywiście jest
to jajecznica, szybka do zrobienia, a zarazem smaczna i sycąca, idealna
strawa przed wyjściem na trasę. Zrobiło się dzisiaj chłodniej, a na niebie
rozciągnęły się welony chmur. Na twarzy czujemy słoną bryzę. W morskich
wodach zanurza się dzisiaj tylko dwóch płetwonurków w piankowych kombinezonach. Innych śmiałków kąpieli brak. Nietrudno zauważyć, że
sezon dobiegł już końca.
|
| Bulwar Nadmorski. |
W początkach dzisiejszego miasta życie skupiało się w osadzie zwanej Stary Hel
(niem. „Alte Hela”). Dzisiaj nie znajdziemy już po niej śladu, bowiem
pochłonięta została przez morze, a tajemnica tego wydarzenia wciąż nie została
do końca wyjaśniona. Wiadomo, że stojący od niepamiętnych czasów w centrum dawnej osady kościół spłonął w pożarze w 1570 roku. Znajdowały się przy nim m.in.
ratusz, szpital i plac targowy. Natomiast w roku 1629 Stary Hel został
doszczętnie zniszczony przez Szwedów. O dziejach dawnej osady opowiadają legendy i podania, nazywające ją również „Polską Atlantydą”. Według starych podań,
miasto zostało ukarane przez morze za pychę i chciwość swoich
mieszkańców.
W głębinach Zatoki Puckiej spoczywa miasto, którego blask onieśmielał niegdyś samego Neptuna. Stary Hel, zwany małą Atlantydą Północy, pysznił się bogactwem pochodzącym z połowu śledzi, handlu bursztynem i dalekich morskich wypraw. W sercu tej osady wznosiła się potężna gotycka świątynia, której dumna wieża wyznaczała rytm życia żeglarzom i rybakom.Mieszkańcy miasta w swym dostatku zapomnieli jednak o pokorze. W tawernach lało się wino, a w sercach zagościła chciwość. Legenda głosi, że gdy pycha i grzech sięgnęły zenitu, morze upomniało się o swoje. W jedną z bezksiężycowych nocy, gdy w mieście hulała zabawa, z głębin wyłoniła się potężna fala. Ziemia zadrżała, a wody Zatoki pochłonęły dumny Hel wraz z jego domostwami i świątynią. Po dawnym lądzie zostały tylko morskie opowieści.Przez kolejne stulecia rybacy wypływający w morze w noc Zielonych Świątek szeptali o niezwykłym zjawisku. W czasie sztormów, gdy fale Bałtyku uderzały o brzeg z niezwykłą siłą, z toni wyłaniał się głuchy, lecz czysty dźwięk. To podwodne dzwony zatopionego kościoła, uderzane niewidzialną ręką, przypominały o dawnym mieście. Ich bicie miało być ostrzeżeniem przed zgubną pychą i zuchwałością, ale i symbolem wiecznej pamięci o dawnych mieszkańcach.
Od tamtego czasu woda zmieniła linię brzegową, zaś dawny gotycki kościół
odrodził się w Nowym Helu, który zaczął rozwijać się po drugiej stronie cypla.
W 1417 roku w Nowym Helu, w miejscu położonym około 1,5 km na wschód od
Starego Helu, wybudowano kościół św. Piotra - patrona rybaków. Od 1482
roku zyskał drugiego patrona i odtąd był kościołem świętych Piotra i Pawła.
Znajdował się wówczas w odległości około 300 metrów od ówczesnego brzegu
Zatoki Puckiej. Wokół tej nowej świątyni zaczął rozwijać się Nowy Hel.
Niedługo potem zaczęły docierać informacje o nowym ruchu w chrześcijaństwie –
luteranizmie, co przyczyniło się do powstania w 1525 roku gminy luterańskiej.
Ówczesny proboszcz, niejaki Henryk, przekazywał „Słowo Boże tak, jak uczy się tego w Gdańsku, to znaczy po luterańsku". Rok później świątynia
świętych Piotra i Pawła przeszła w ręce ewangelickie. Stoi do dziś, choć tylko
jej część pochodzi z pierwotnych założeń. W 1572 roku świątynię trawił pożar,
po którym nie wiadomo, czy wszystko odbudowano, tak jak pierwotnie wyglądało.
Później kościół był kilkakrotnie poważnie uszkodzony przez sztormy. Po I wojnie
światowej kościół ewangelicki wciąż funkcjonował w Helu, ale powstała też
parafia rzymsko-katolicka, której życie skupiło się przy wybudowanej kaplicy.
W czasie II wojny światowej kościół ewangelicki został znowu poważnie
uszkodzony, a po zakończeniu wojny z powodu braku parafian wyznania
ewangelickiego został przekazany do dyspozycji Urzędu Miasta w Helu. Po
przeprowadzeniu prac restauratorskich świątynia ta wciąż stanowi dominantę
dzisiejszego Helu, jednak nie pełni już funkcji religijnych, lecz mieści się w niej Muzeum Rybołówstwa, które zostało otwarte do zwiedzających w 1972 roku.
W zabytkowych murach dawnej świątyni przy Bulwarze Nadmorskim można dzisiaj
poczuć, jak duch dawnych legend splata się z czasem
obecnym. Przekraczamy progi dawnej świątyni i od razu wchodzimy do
mistycznej gotyckiej przestrzeni, w której unosi się duch dawnych wieków.
Na chwilę zatrzymujemy się w starej nawie, pod której sklepieniem zawieszona jest niezwykła łódź, z pewnością pamiętająca modlitwy dawnych rybaków. Uświadamiamy sobie, jak silnie miejsce to nasycone jest uduchowieniem i morską melancholią, a każda rzecz ma tu swoją własną opowieść. Spacerując po
salach ekspozycyjnych uświadamiamy sobie, jak skomplikowane były dzieje
Polski nad Bałtykiem. Surowość drewna rybackich łodzi i szorstkość płócien
żagli odzwierciedla nam obraz twardego życia rybaków, którzy od wieków
obłaskawiają morski żywioł, aby czerpać z jego bogactw. Oryginalne
kaszubskie łodzie z zachowanym wyposażeniem, czy też wydobyte z morza
fragmenty dawnych kutrów, stojące pod budynkiem muzeum przybliżają nam
ciężkie rybackie rzemiosło. Liczne makiety portów, modele historycznych
statków i mnóstwo historycznych fotografii pokazują nam jak na przestrzeni
wieków zmieniało się rybołówstwo na Bałtyku. W Muzeum Rybołówstwa w Helu
zobaczyć można również wystawy czasowe, obejmujące fotografię, sztukę plakatu, egzotyczną rzeźbę, malarstwo czy kolekcje starych pocztówek.
|
| Na wieży starej świątyni. |
I na koniec naszego spaceru korzystamy z niezwykłej atrakcji, jaką
przygotowano dla odwiedzających. Wdrapujemy się na sam szczyt dzwonnicy dawnego kościoła, która w zamierzchłych czasach pełniła również
funkcję latarni morskiej. Spoglądamy z niej na rozległą panoramę krainy, w
której spędzaliśmy ostatnich kilka dni. Z jednej strony widzimy Zatokę
Gdańską wraz z zarysami panoramy Trójmiasta, a z drugiej otwarte morze, nad
które udawaliśmy się, przemierzając na wskroś lesisty półwysep.
To pożegnanie z Helem.
|
|
| Latarnia morska Hel. |
|
| Wieża kierowania ogniem z okresu II wojny światowej. |
|
| Port. |
|
| Fragmenty panoramy z wieży. |
|
| Neptun z białego granitu. |
Przed południem ostatni raz zaglądamy do pobliskiej smażalni ryb. Po
obiedzie pozostaje nam jeszcze krótki spacer po walizki do naszego
pensjonatu. Z drewnianego podestu wpatrujemy się w pofalowane wody Bałtyku wpływające do zatoki. Powietrze niesie znad nich zapach soli i
jodu, a także wspomnienia spacerów po słonecznych, dzikich plażach, miękkich, pełnych igliwia ścieżkach prowadzących donikąd, wijących się przez rozległe bażynowe lasy, których podłoże pokrywają dywany mchów i porostów, tworzące specyficzny mikroklimat i tajemniczy mikroświat, z którym musimy się teraz pożegnać. Ten magiczny
skrawek lądu na zawsze pozostanie w naszych sercach.
Żegnamy lato, co kryje się w chmurach,Niesione w chłodnych, słonych wiatrach,Ponad wydmy bursztynowym snem otulone,Dźwiękiem prastarych legend lekko zamglone.
Ślady naszych stóp na piasku plażyZmywa powoli chłodna morza fala,A nam czas stąd się marzyktóry w sercu żal rozpala.
Hel chowa się już w jesiennym płaszczu,Zostaje bez nas samotny wśród wydm i piasku;Tylko mewy wznoszą się gdzieś nad falami,Gdy żegnamy lato we dwoje, skrycie, sami.
Po lecie zostały tylko smaki,Żegnamy na jakiś czas jego słoneczne blaski;Wędrować teraz będziemy innymi ścieżkami.które oblekliśmy kolejnymi marzeniami.
Lecz obiecujemy sobie, że kiedyś tu wrócimy,i zachowane w sercach dawne chwile znów ożywimy.Dzisiaj pozostaje nam zabrać piękne wspomnieniai odjechać stąd po cichu, szeptając: „Do widzenia”.
Cała seria opowiadań z cyklu „Hel u schyku lata”:
|
🔲 dzień 1: W pubie Kapitana Morgana |
|
🔲 dzień 2: Na Górę Szwedów przez Helskie Fortyfikacje |
|
🔲 dzień 3: Przez Helskie Fortyfikacje ku Helskim Wydmom |
|
🔲 dzień 4/1: Ścieżki, które opowiadają historię i przestrzegają |
|
🔲 dzień 4/2: Kaszubski rodowód |
|
🔲 dzień 4/3: Strażnicy cypla skryci w świetle i kamieniu |
|
🔲 dzień 5/1: Na helskim cyplu |
|
🔲 dzień 5/2: Przetrwanie |
|
🔲 dzień 6/1: Jutrzenka budzi nas ze snu |
|
🔲 dzień 6/2: Powrót na rajską plażę |
|
🔲 dzień 7: Stara świątynia i pożegnanie ← tutaj jesteś teraz |















































Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu -
koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.