Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grześ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grześ. Pokaż wszystkie posty
Odpoczęliśmy sobie po wczorajszej, długiej wędrówce. Pospaliśmy troszkę dłużej, a potem zjedliśmy dobre śniadanie. Nowy dzień rozpoczynamy od pożegnań. Pakujemy do plecaków cały dobytek, bo zupełnie opuszczamy schronisko. Nie wracamy już do niego na noc, lecz do domu.

TRASA:
Schronisko na Zwierówce (słow. Chata Zverovka; 1020 m n.p.m.) Stawek pod Zwierówką (słow. Pleso pod Zverovkou) [zielony szlak] Przełęcz pod Osobitą (słow. sedlo pod Osobitou; 1521 m n.p.m.) [zielony szlak] Grześ (słow. Lúčna; 1653 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej (1146 m n.p.m.) [zielony szlak] Polana Trzydniówka [zielony szlak] Polana Huciska [zielony szlak] Siwa Polana (912 m n.p.m.)

OPIS:

Opuszczamy Schronisko na Zwierówce o godzinie 9.15. Dobrze nam w nim było. Szkoda, że nie możemy zostać tu dłużej, choćby jeden dzień więcej. Zielonym szlakiem ruszamy na północny zachód. Schodzimy z szosy na leśną drogę. Niebawem z lewej widzimy zabudowania ośrodka „Primula”. Przechodzimy ponad nimi. Zaraz dalej mamy jeziorko - Stawek pod Zwierówką (słow. Pleso pod Zverovkou; 983 m n.p.m.). Jest to najniżej położony naturalny zbiornik w Tatrach. Ma wymiary 82 x 52 m i głębokość 1,2 m. W ciemnej tafli jeziorka, wolnej od zielonej roślinności pływającej odbijają się drzewa lasu w którym skrywa się jeziorko.

Przed Schroniskiem na Zwierówce.
Przed Schroniskiem na Zwierówce.

Stawek pod Zwierówką (słow. Pleso pod Zverovkou).
Stawek pod Zwierówką (słow. Pleso pod Zverovkou).
Stawek pod Zwierówką (słow. Pleso pod Zverovkou).

Szlak przechodząc przez Polanę Puczatina (słow. Pučatina poľana) wprowadza nas w Ciepły Żleb (słow. Teplý žľab). Przechodzimy drewnianym mostkiem na drugą stronę spływającego żlebem potoku Jaworzynka. Dalej dróżka prowadzi nas w górę Ciepłego Żlebu. Nie jest to jednak żleb, a raczej zalesiona dolina. Niezbyt stromo pnąca się początkowo ku Przełęczy pod Osobitą. Później jednak się przekonamy, że nachylenie znacznie wzrasta i spokojna, zaciszna dolina przechodzi w typowy żleb. Wilgoć strumienia sprzyja bujnej roślinności. Obok bodziszków, brodawników, sałatników leśnych, przy potoku rosną wysokie jarzmianki większe (Astrantia major L.), wymagającej wilgotnej gleby i zacienionych miejsc, dokładnie takich jakie tutaj występują.

Polana Puczatina (słow. Pučatina poľana).
Polana Puczatina (słow. Pučatina poľana).

Ciepły Żleb (słow. Teplý žľab).
Ciepły Żleb (słow. Teplý žľab) - tu jeszcze jest łagodnie.

Jarzmianka większa (Astrantia major L.).
Jarzmianka większa (Astrantia major L.).

Wkrótce jednak odchodzimy nieco od potoku wyżej na leśny stok. Szlak zadziera bardzo ostro w górę. Zdaje się, że turyści idący za nami zawrócili widząc zbocze, na które trzeba wylać mnóstwo potu, aby je pokonać. Las daje cień, ale jest bardzo gorąco. Podchodzi się nam trudno, robimy częste przystanki. Co pewien czas szlak zakosami oddala nas od dna Ciepłego Żlebu, wprowadzając wyżej na stok. Przecinamy nieduże, ale gęste, nasłonecznione ziołorośla. Przebija je starzec gajowy (Senecio nemorensis L.), którego kwiaty sterczą ponad inną roślinnością, ale nie są to tutaj najwyższe rośliny, bowiem wszystkie inne przerastają ostróżki wyniosłe (Delphinium elatum L.) osiągające nawet 2 metry wysokości. Tam gdzie nie brakuje wody, nieco w cieniu wyższych roślin rośnie rozchodnik karpacki (Sedum telephium L.).

Szlak zadziera ostro do góry.
Szlak zadziera ostro do góry.

Śródleśne ziołorośla.
Śródleśne ziołorośla.

Ostróżka wyniosła (Delphinium elatum L.) - widać ją z prawej.

Starzec gajowy (Senecio nemorensis L.) i górówka.
Starzec gajowy (Senecio nemorensis L.) i górówka.

Rozchodnik karpacki (Sedum telephium L.).
Rozchodnik karpacki (Sedum telephium L.).

Ciepły Żleb (słow. Teplý žľab).
Ciepły Żleb (słow. Teplý žľab).

Z lewej zaczynają pokazywać się wapienie i dolomity wieńczące szczyt Osobitej. Pokonujemy powoli strome zbocze i dziesięć minut po jedenastej wychodzimy z lasu, na polanę pokrywającą Przełęcz pod Osobitą (słow. sedlo pod Osobitou; 1521 m n.p.m.). Polana była kiedyś wypasana, obecnie zarasta lasem. Na północy ponad siodłem przełęczy wznosi się piękna Osobita (słow. Osobitá; 1687 m n.p.m.), naszpikowana grzędami i skalistymi grzebieniami. Urodę góry budują dolno jurajskie piaskowce, wapienie i dolomitów. Od dawna była odwiedzana nie tylko pastersko, ale również turystycznie. Już w pierwszej połowie XVII wieku pojawia się w opisach poszukiwaczy skarbów, których tu nie brakowała. Podania ludowe do dzisiaj mówią o ukrytych skarbach w jaskiniach Osobitej, bo kiedyś góra była gniazdem zbójników. W tamtych czasach (dokładnie w 1615 roku) wymieniana jest w dokumentach po raz pierwszy jej nazwa „Osobita”, wyrażająca charakter góry, która z dali wygląda, jakby była górą samodzielną, osobną, oddzieloną od Tatr. Jej nazwa pochodząca od góralskiego słowa „osobity”, oznaczającego właśnie coś oddzielonego, czy odosobnionego. Dzisiaj góra nie jest dostępna dla ruchu turystycznego. Kiedyś prowadziły przez nią szlaki turystyczne, lecz od 1989 roku zostały zamknięte ze względu na utworzony wówczas obszar ochrony ścisłej Rezervácia Osobitá.

Wchodzimy na Przełęcz pod Osobitą.
Wchodzimy na Przełęcz pod Osobitą.

Osobita (słow. Osobitá; 1687 m n.p.m.).
Osobita (słow. Osobitá; 1687 m n.p.m.).

Przełęcz pod Osobitą (słow. sedlo pod Osobitou; 1521 m n.p.m.).
Przełęcz pod Osobitą (słow. sedlo pod Osobitou; 1521 m n.p.m.).
Przełęcz pod Osobitą (słow. sedlo pod Osobitou; 1521 m n.p.m.).

Osobita (słow. Osobitá; 1687 m n.p.m.).
Osobita (słow. Osobitá; 1687 m n.p.m.).

O godzinie 11.40 kończymy posiady na Przełęczy pod Osobita. Jak wyszliśmy tutaj nikogo nie było, teraz przybyło kilka osób. To piękne miejsce, które przyciąga turystów. Po za tym generalnie jest łatwo dostępne, o ile jesteśmy w stanie poświęcić trochę wysiłku na pokonanie stromego podejścia.

Podążymy dalej granią na końcu której leży Grześ. Zaraz nad przełęczą wznosi się zalesiony szczyt Jaworzyny (słow. Javorina, 1581 m n.p.m.).Znajdują się skałki podobne do tych na Osobitej, ale skrywa je las. Stąd też być może niegdyś nazywana była Małą Osobitą (słow. Málá Osobitá). Po krótkim podejściu na Jaworzynę zaczynamy zejście, najpierw kamienistą ścieżką przez obszar kosodrzewiny, później zwyczajną leśną ścieżką. O godzinie 12.05 wychodzimy na grzbietową polanę Kasne (słow. Kasne), położonej na wysokości około 1450-1500 m n.p.m. Polana jak wiele innych jest pamiątką kwitnącego tu dawniej pasterstwa. Dzisiaj jest świetnym punktem widokowym. Patrząc w stronę Doliny Rohackiej możemy wspomnieć wczorajszą wędrówkę przez Trzy Kopy, Hruby Wierch, Banówke, Pachoł, Spaloną Kopę i Salatyny.

Widok w stronę Bobrowca, Kominiarskiego Wierchu, Czerwonych Wierchów.
Widok w stronę Bobrowca, Kominiarskiego Wierchu, Czerwonych Wierchów.
Z lewej widać dobrze Giewont.

Jaworzyna (słow. Javorina, 1581 m n.p.m.).
Jaworzyna (słow. Javorina, 1581 m n.p.m.).

Szlak na polanie Kasne obniża się ku niewyraźnej przełęczy za którą wznosi się zalesiony wierzchołek Czoła (ok. 1470 m n.p.m.). Szlak schodzi nieco pod wierzchołek Czoła i mija go po północnej stronie. Schodzimy lasem na przełęcz, na której rozlały się młaki. Kolejny wierzchołek podchodzimy przez gąszcz paproci. Jest on podobnie jak wcześniejszy zalesiony, a więc ograniczony pod względem widokowym, choć ciekawie z niego widać Giewont. Jego kopuła wierzchołkowa obsypana jest niedużym rumowiskiem głazów. Wieńczą ją wychodnie. Schodząc z tego bezimiennego wierzchołka przecinamy niewielką Kwaśną Polankę.

Polana Kasne (słow. Kasne).
Polana Kasne (słow. Kasne).

Polana Kasne (słow. Kasne).
Polana Kasne, a powyżej zalesiony wierzchołek Czoła (ok. 1470 m n.p.m.).

Giewont.
Giewont.

Przez gąszcz paproci na bezimienny wierzchołek.
Przez gąszcz paproci na bezimienny wierzchołek.

I oto ten bezimienny wierzchołek, pokryty niewielkim rumowiskiem.

Przed nami drugie bezimienne wzniesienie, mające dwie blisko położone kulminacje około 1541 m n.p.m. Obydwie pokrywa widokowa polana. Przecinamy ją około godziny 12.45 i schodzimy na Przełęcz nad Kotłowym Żlebem (słow. sedlo nad Kotlovým žľabom; 1460 m n.p.m.). Grzbiet przełęczy porastają trawy, które są częścią dawnej polany pasterskiej o nazwie Pusta Rówień, która zaczynała się kiedyś na pokonanym przed momentem wierzchołku.

Pierwszy wierzchołek drugiego bezimiennego wzniesienia.
Kolejne bezimienne wzniesienie
z widokiem na główną grań Tatr Zachodnich.

Pusta Rówień.
Pusta Rówień.

Widok z Pustej Równi w kierunku Bobrowca.
Widok z Pustej Równi w kierunku Bobrowca.

Z Przełęczy nad Kotłowym Żlebem wspinamy się na Róg (słow. Roh; 1573 m n.p.m.). Szlak kieruje nas na południową stronę omijając od tej strony wierzchołek. Południowe stoki Rogu, aż do Doliny Łatanej porasta drzewostan mający około 200 lat. Objęty jest on obszarem ochrony ścisłej Rezervácia Kotlový žľab. Za szczytem Róg mamy już Grzesia. Szlak prowadzi doń łagodnie, terenem odkrytym, z którego roztaczają się śliczne widoki od Rohaczy aż po Brestową, plejada szczytów otaczających Dolinę Rohacką.

Pusta Rówień Przełęcz nad Kotłowym Żlebem (słow. sedlo nad Kotlovým žľabom; 1460 m n.p.m.).
Przed nami wznosi się Róg (słow. Roh; 1573 m n.p.m.).

Widok na główną grań Tatr Zachodnich, tutaj od Rochacza Płaczliwego do Brestowej.
Widok na główną grań Tatr Zachodnich, tutaj od Rochacza Płaczliwego do Brestowej.

Szlakiem przez kosodrzewinę, po triasowych piaskowcach kwarcytowych podchodzimy Grzesia (słow. Lúčna; 1653 m n.p.m.). Docieramy na niego o godzinie 13.35. Jest pięknie, widoki wciąż mamy wspaniałe, choć pojawiły się chmury. Gdy stoimy czujemy delikatny chłód. Pojawił się delikatny wietrzyk. Nie gościmy zbyt długo na szczycie Grzesia, choć jest to miejsce fantastyczne. Schodzimy odpocząć na przełączkę przed niższym, wschodnim wierzchołkiem Grzesia o nazwie Kruźlik. Tam pod kosówką znajdujemy zaciszne miejsce. Odpoczywamy kilkanaście minut, po czym schodzimy w dół na Polanę Chochołowska, gdzie w schronisku zaplanowaliśmy obiad.

Podejście na Grzesia.
Podejście na Grzesia.

Widok w stronę Osobitej ze stoków Grzesia.
Widok w stronę Osobitej ze stoków Grzesia.

Stoki Grzesia.
Stoki Grzesia.

Grześ (słow. Lúčna; 1653 m n.p.m.).
Grześ (słow. Lúčna; 1653 m n.p.m.).

Zejście ze szczytu Grzesia. Przed nami niższy wierzchołek góry zwany Kruźlikiem.
Zejście ze szczytu Grzesia. Przed nami niższy wierzchołek góry zwany Kruźlikiem.

Przed piętnastą wchodzimy do Schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej. Zamykamy w ten sposób pętlę naszej trzy dniowej eskapady w Tatry Zachodnie. W schronisku nie ma dużo ludzi i kolejka przy bufecie jest niewielka. Zamówienie szybko się realizuje. O godzinie 15.40 jesteśmy najedzeni i gotowi do dalszej drogi. Wychodzimy na zewnątrz, a tam zaczyna kropić, właściwie siąpić. Nie czekamy jednak. Taki deszczyk to żaden deszczyk i faktycznie niebawem przechodzi. zapach powietrza wróży jednakże, że coś większego może spaść z nieba.

Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej (1146 m n.p.m.).
Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej (1146 m n.p.m.).

Tymczasem na Polanie Huciska czerpaczek żętycy wypijamy. Z plastikowego kubeczka nie smakuje ona tak, jak z tradycyjnego drewnianego naczynia. Kubeczek plastikowy jest dobry na pierwszy raz, dla kogoś kto jeszcze nie pił żętycy, a chciałby jej spróbować, bo do kubeczka wchodzi tylko 0,2 litra, zaś do czerpaczka 0,5 litra. Dobry, pożywny i orzeźwiający napój górali dodaje energii. Ruszamy dalej jak wystrzeleni z procy. Zrobiło się tłumnie, bo aura wyraźnie psuje się. Chmurzy się co raz bardziej, a znad Zakopanego słychać nawet wyładowania. Docieramy jednak do Kir na sucho. Odjeżdżamy do Zakopanego, w którym ewidentnie było niezłe oberwanie chmury, bo szosą przy chodnikach spływają jeszcze obfite strumienie wody, choć już nie pada. Wstrzeliliśmy się w pogodę idealnie.



GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Górówka na starcu gajowym


Nikt tak naprawdę nie ma pewności skąd się wziąłem. Dla ludzi wciąż jestem zagadką botaniczną. Polska botaniczka, taterniczka, pisarka Zofia Radwańska-Paryska pisała o mnie i o moich braciach, że jesteśmy „uśmiechem Tatr wyczarowanym spod śniegu promieniami słonecznymi”. Pojawiam się bowiem w świetle dziennym na zaledwie kilkanaście dni w ciągu roku. Wyrastam wczesną wiosną, gdy słońce zaczyna wytapiać śnieg na górskich halach. Nie jestem pokaźnych rozmiarów. Kielich mego kwiatu ledwie wyrasta tuż nad ziemią, a przecież śnieg może jeszcze spaść, a wtedy zniknę pod nim. Narażam się, bo aura jeszcze wtedy niepewna, ale co tam - chcę zwiastować nadejście nowego, cudownego czasu, kiedy budzić się będzie cała przyroda do życia, radować się z pierwszych ciepłych promyków słońca. Wiosna budzi wszystko do życia, lecz żeby ona nadeszła musi zakwitnąć pierwszy kwiat, tak jak pisał niemiecki poeta Friedrich Rückert: „gdzie kwitnie kwiat - musi być wiosna, a gdzie jest wiosna – wszystko wkrótce zakwitnie”. Wstanie cała przyroda - zazielenią się hale, łąki i drzewa, barwnie rozkwitną kwiaty, ze snu zimowego zbudzą się zwierzęta, a z ciepłych krajów powrócą bociany, jaskółki, słowiki i inne ciepłolubne ptaki.

Ryzykuję tym, że wzrastam jako pierwszy ze wszystkich pokrewnych mi gatunków flory, lecz potrafię się bronić przed zachwianiami niepewnej aury. Gdyby czasem przykrył mnie śnieg, to dla mnie jeszcze nie tragedia, bo potrafię się przed tym ochronić. Zamknę wówczas swój jeszcze niezapylony kwiat, zwinę w ciasny pąk, a gdy znów stopnieje śnieg rozkwitnę na nowo. Dzięki temu mam większe szanse doczekać się przebudzenia ospałego jeszcze świata owadziego. To owady sprawią, że moje nasiona będą mogły dać życie nowemu pokoleniu mojego gatunku. Pomagają mi w tym mrówki, dla których wytwarzam elajosomy obfitujące w tłuszcze i węglowodany. Mrówki uwielbiają je i zbierają roznosząc przy okazji nasiona w okolice swoich gniazd budowanych na żyznych mikrosiedliskach. To idealne warunki, by dojrzeć, a potem pięknie rozkwitnąć.

Jak widzicie przed surową aura potrafię się bronić. Staram się przetrwać, choć w wielu miejscach wskutek braku pasterstwa, czy niekoszenia polan mam niekorzystnie warunki życia. Dzieje się tak, bo w takich miejscach znikło nawożenie polan naturalnymi odchodami, a to potrzebne mi jest do życia. Na niekoszonych polanach jestem zagłuszany przez wyższą roślinność trawiastą.

Jednak jakże trudno mi uwierzyć, że bronić się muszę przed niektórymi przedstawicielami gatunku Homo sapiens. To dziwne, bo przecież wzbudzam w nich radość i zachwyt. Uważają mnie za inspirację piękna, czego liczne przykłady można znaleźć w poezji, malarstwie, fotografii i innych dziedzinach sztuki. Jednak są wśród nich niszczyciele, którzy zadeptują moją rodzinę. Czyni tak wiele osób, które przyjeżdżają by mnie podziwiać - brzmi to paradoksalnie, ale rokrocznie staje się faktem. I jest to dla mnie niepojęte, że właśnie ten człowiek, to przedstawiciel gatunku, który kiedyś postanowił objąć mnie ochroną. To przykre, jak ktoś, kto przyjeżdża cieszyć się moim widokiem - depcze mnie. Przecież fotografię można robić ze ścieżki szlaku i wcale nie trzeba wchodzić między moich braci. Czy cieszy cię człowieku widok zmasakrowanych kwiatów pod twoim butem, czy kładącym się cielskiem? A gdybyś to ty był na moim miejscu?

Homo sapiens zna mnie od ponad 3000 lat. Od czasów starożytnych służyłem mu jako środek chroniący przed chorobami wywołanymi stresem, a także przed nowotworami i infekcjami. Wykorzystuje mnie w dalszym ciągu w lekach antyseptycznych, przeciwdepresyjnych, przeciwutleniających, wspomagających układ trawienny i przeciwdrgawkowych. Sięga po mnie też by powstrzymywać starzenie.

Używa moich znamion do farbowania tkanin, w produkcji kosmetyków, a przede wszystkim ceni sobie mnie w kuchni. Powiadają oni, że przyprawa z mych znamion jest najdroższą na świecie. Za kilogram tej przyprawy ludzie płacą więcej niż tysiąc dolarów, bo wielu z nich uwielbia ten smak i aromat z nutką grzybów, lukrecji, miodu, drzewa sandałowego, dymu i pieprzu. Dodają mnie do przeróżnych potraw: sosów, ciast, deserów, naleśników, jajecznicy, dań z ryżu i z makaronem, a także do mięs. Oczytany człowiek może powiedzieć, że to nie ja daję tą rozkosz smaku - ma oczywiście rację, bo jestem tylko kuzynem Crocus sativus, którzy znakomicie czują się w uprawnych warunkach stworzonych przez człowieka. Ze mną jednak sprawa nie jest taka prosta, bo jestem uosobieniem świata naturalnego. Nie wiem, czy w razie czego będzie możliwe odtworzenie populacji mojego gatunku w warunkach sztucznych, gdy grozić będzie mi wyginięcie. Mimo wszystko chciałbym cieszyć ludzkie oczy każdego roku w cudownej scenerii gór, w tej cudownej chwili, kiedy życie zataczać zaczyna kolejny cykl, zaś cała przyroda zaczyna budzić się na nowo po długim śnie zimowym. Nie dopuście zatem do tego, abym zniknął z górskich hal i polan. Bądźcie moim stróżem.

Przepraszam, że nie przedstawiłem się na początku. Nazywam się Crocus scepusiensis, ale miejscowi nazywają mnie pieszczotliwie Tulipankiem, inni mówią na mnie Szafran Spiski, albo odnoszą krótkim określeniem Krokus.

Z wyrazami uszanowania                       
Crocus scepusiensis                 



Crocus scepusiensis.
To ja, Crocus scepusiensis...

Crocus scepusiensis.
Crocus scepusiensis.
Crocus scepusiensis.
...a to moja rodzina (na dalszym planie widać jej niszczycieli).






TRASA:
Siwa Polana (912 m n.p.m.) [zielony szlak] Polana Huciska [zielony szlak] Polana Trzydniówka [zielony szlak] Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej (1148 m n.p.m.) [żółty szlak] Grześ (słow. Lúčna, 1653 m n.p.m.) [żółty szlak] Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej (1148 m n.p.m.) [zielony szlak] Polana Trzydniówka [zielony szlak] Polana Huciska [zielony szlak] Siwa Polana (912 m n.p.m.)

OPIS:
Krokusowe szaleństwo w Dolinie Chochołowskiej z roku na rok jest co raz większe. Widzimy to po kolejkach przy kasach, a potem na szlakach. To wyjątkowo ruchliwy czas w Tatrach, bo kwitnące krokusy chce zobaczyć mnóstwo osób. Nie mamy jednak zamiaru narzekać tutaj na tłumy ludzi na szlakach, bo sami przecież ten tłum współtworzymy, jak każdy inny, który dzisiaj przyjechał do Doliny Chochołowskiej. Góry są dla wszystkich i jeśli ktoś chce udać się w tym czasie na Polanę Chochołowską musi się pogodzić z tym, że będzie być może musiał deptać innym po piętach. Musi też pamiętać o jeszcze jednej bardzo ważnej sprawie, o tym aby góry i ich przyrodę zostawić w stanie nienaruszonym, tak by służyły kolejnym, którzy do nich przybędą.

Mamy tego świadomość, podobnie jak każda osoba z naszej potężnej grupy z którą przyjechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Każda z tych 102 osób ma świadomość, że nie będzie to wędrówka w zupełnej ciszy i w samotności. Takie nastawienie jest chyba ważne w takim dniu, bo zazwyczaj udajemy się w Tatry w poszukiwaniu piękna, ale też spokoju. Dzisiaj zupełnej ciszy nie uświadczymy i choć narzekanie nie jest niczym zdrożnym, to chyba warto przestawić swoje myślenie, szczególnie gdy na wejściu widać szeroki sznur ludzi przecinających Siwą Polanę. Dlatego jak jeden mąż cała nasza grupa szybko wtopiła się w tłum i ruszyła w górę doliny. Urokiem marszu była nie tylko dolina, ale chyba przede wszystkim odpowiednie nastawienie do siebie, życzliwość, zrozumienie oraz uśmiech na twarzy. To dzięki temu czas drogi przez ciąg długiej doliny tak szybko zleciał.

Siwa Polana.
Siwa Polana.

Krokusy na Siwej Polanie.
Krokusy na Siwej Polanie.

Polana Chochołowska.
Polana Chochołowska.

Gdy dotarliśmy na Polanę Chochołowską zrobiło się nam w oczach fioletowo. Polana pokryta była dywanem krokusów, szczególnie w części południowej, pod kapliczką św. Jana Chrzciciela i przy starych szałasach pasterskich. Widok milionów uroczych kwiatów otumania. Gęste połacie krokusów wiedzieliśmy już na samym początku, na Siwej Polanie, jednakże ten fioletowy kobierzec na Polanie Chochołowskiej jest największy, najbardziej imponujący. Krokus to roślina, która pojawia się masowo w przeciągu bardzo krótkiego czasu, bo...
Krokus nie lubi samotności. Wystrzela z ziemi tysiącami drobnych kielichów, bladoliliowych od spodu, nakrapianych u szczytu ciemnym fioletem, wyzłacanych w środku. Mróz krokusom nie szkodzi, śnieg ich nie zabija. Jeśli dzień bez słońca, krokusy ledwie nos wyściubiają spod śniegu. Gdy słońce przygrzeje – rozchylają kielichy i wtedy tak pięknie, ze człowiekowi nogi wrastają w ziemie. Krokusy… – powiadasz sam do siebie, gapisz się jak urzeczony i nie masz siły ani ochoty ruszyć w dalszą drogę.
(„W stronę Pysznej”, Wanda Gentil-Tippenhauer, Stanisław Zieliński)

Z widokiem na Kominiarski Wierch.
Z widokiem na Kominiarski Wierch.

Z widokiem na Mnichy Chochołowskie.
Z widokiem na Mnichy Chochołowskie.

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szafran spiski, krokus spiski (Crocus scepusiensis (Rehm. et Woł.) Borbás).

Szałasy pasterskie na Polanie Chochołowskiej.
Szałasy pasterskie na Polanie Chochołowskiej.

To co widać na Polanie Chochołowskie jest jak cud, jest pięknem wyjątkowym, uroczo kontrastującym z zielenią lasów i bielą ośnieżonych jeszcze szczytów. Jest to jednak piękno krótkotrwałe, trwające zaledwie 2-3 tygodnie. Krokusy bardzo szybko przekwitają i znikają z polany, na cały rok. Tylko przez ten krótki okres czasu możemy pochylić się i podsłuchać o czym gwarzą te urokliwe kwiatuszki. O czym szepcą te kwiaty? - ciekawi są zarówno wielbiciele natury, jak też artyści - fotograficy, malarze, pisarze i poeci. Niestety są tu też pseudo wielbiciele, zadeptujący ten cud natury, zagniatający na miazgę swoimi cielskami. To zaburza innym wspaniałe doznania, radość obcowania z przyrodą tatrzańską. Kilka mandatów pomogłoby, lecz straży parkowej tutaj nie widać, a przydałoby się.




W zeszłym roku spotkanie z krokusami urozmaiciliśmy spacerem do Doliny Jarząbczej. Część naszej grupy poszła właśnie tam, część postanowiła zostać na Polanie Chochołowskiej by jak najdłużej cieszyć się krokusami. My zaś z pozostałą częścią grupy postanowiliśmy wejść na Grzesia. Ruszamy na niego spod Schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej o godzinie 11.45. Żółte znaki szlaku wprowadzają nas szeroką ścieżką w zalesiony Bobrowiecki Żleb. Dawniej drogą tą chodzono do kopalni znajdujących się w okolicach Bobrowca. Żlebem ciurczy się ciek Bobrowieckiego Potoku. Chowa się od czasu do czasu pod płatami śniegu, które od ciepłych promieni słońca chroni cień drzew. Jednak długo nie wytrzyma. Śnieg powoli topnieje i miejscami jest mokro. Nieco wyżej pokonujemy dwa konary powalone na ścieżkę i wkrótce po półgodzinnej wspinacze jesteśmy na rozstaju szlaków. Można stąd dojść na Bobrowiecką Przełęcz, albo skręcić w lewo tam gdzie Grześ, cel naszej wędrówki.

W Bobrowieckim Żlebie.
W Bobrowieckim Żlebie.

Od rozstaju łagodnie trawersujemy leśny stok. Słońce przebłyskuje między drzewami. Pojawiają się pierwsze widoki na Ornak i dalej w stronę Tatr Wysokich. Po pewnym czasie ścieżka ostrym zakosem zmienia kierunek i ostrzej nabieramy wysokości. Około 12.40 wychodzimy z lasu, a chwilkę potem osiągamy ośnieżony grzbiet. Widzimy tu na skałkach odkrytych ze śniegu odpoczywające grupki turystów przed dalszym podejściem. Na szczyt nie jest już daleko. Dalsze podejście wiedzie na południe otwartym terenem. Jest tutaj jeszcze dość biało, ale krzaczasta kosodrzewina jest już prawie odsłonięta. Została już nieduża warstwa śniegu w partiach podszytowych. Na wprost widzimy dwa wierzchołki Grzesia, zaś wokół nas pojawiają się nieprzeciętne widoki - będą jeszcze wspanialsze na szczycie. Pogoda i przejrzystość powietrza bardzo temu sprzyjają. O godzinie 13.05 przechodzimy obok niższego wierzchołka góry, zwanego Kruźlikiem. Zostało nam jeszcze kilka minut marszu i osiągamy szczyt Grzesia (słow. Lúčna; 1653 m n.p.m.). Jest fantastycznie. Przecudne widoki gór w barwach ostatniego tchnienia zimy.

Powyżej strefy lasu - podejście na Kruźlik.
Powyżej strefy lasu - podejście na Kruźlik.

W tle Bobrowiec.
W tle Bobrowiec.

Widok w stronę Babiej Góry.
Widok w stronę Babiej Góry.

Końcowe podejście na szczyt.
Końcowe podejście na szczyt.

Rohacze z podejścia na Grzesia.
Rohacze z podejścia na Grzesia.

Grześ (słow. Lúčna, 1653 m n.p.m.).
Grześ (słow. Lúčna, 1653 m n.p.m.).

Grześ (słow. Lúčna, 1653 m n.p.m.).
Grześ (słow. Lúčna, 1653 m n.p.m.).

W tle Osobita.
Kosodrzewina na szczycie Grzesia. W tle Osobita.

Chyba mało kto spodziewał się tak wyśmienitej aury. Panorama z Grzesia jest zniewalająca. Na południu widać imponujące Rohacze, przypominające wyglądem szczyty Tatr Wysokich. Odwracając się na wschód wiedziemy wzrokiem po kolejnych wierzchołkach Tatr Zachodnich - Wołowiec, Jarząbczy Wierch, Kończysty Wierch, Trzydniowiański Wierch. Za nimi widoczne są inne - Raczkowa Czuba, Starorobociański Wierch, Bystra i wiele, wiele innych. Na zachodzie dostrzec też można szczyty Tatr Wysokich.

Od Bystrej po Wołowiec.
Od Bystrej po Wołowiec.

Od Jarząbczego Wierchu po Banówkę.
Od Jarząbczego Wierchu po Banówkę.

Słowackie szlaki powyżej schronisk są jeszcze zamknięte do 15 czerwca.
Słowackie szlaki powyżej schronisk są zamknięte do 15 czerwca.


Panorama południowa z Grzesia.
Panorama południowa z Grzesia [kliknij obraz aby powiększyć].


Krywań.
Krywań.
Krywań.

Widok w stronę Orawy.
Widok w stronę Orawy. W dali widoczna Babia Góra i Pasmo Policy.

Na przełęczy pod Kruźlikiem.
Na przełęczy pod Kruźlikiem.

W dół z szerokimi widokami na Kotlinę Orawsko-Nowotarską.
W dół z szerokimi widokami na Kotlinę Orawsko-Nowotarską.

Siedzimy sobie na Grzesiu prawie godzinkę. Świat jest piękny! Czy trzeba wychodzić tak wysoko, aby to stwierdzić? W dolinie zostawiliśmy przecież też piękne cudeńka natury. Schodzimy do nich tą samą drogą, którą wychodziliśmy na Grzesia. W godzinę jesteśmy z powrotem na Polanie Chochołowskiej zalanej morzem krokusów.




Na Polanie chochołowskiej ludzi jest trochę mniej, choć przypuszczaliśmy, że będzie ich więcej. Idziemy do kapliczki na polanie, a krokusy pozują nam do sesji fotograficznej. Trudno rozstać się z nimi i polaną.
…łąki już od krokusów stoją ukwiecone,
kieliszki fijoletu mienią się do słońca
cudownie - jakby trawa lśni fijoletowa - -
gęstwa młodej choiny, drozdami dzwoniąca
tysiąca srebrnych dźwięczeń gędźbę w sobie chowa.

Zda się, w każdy kieliszek dźwięk ptaszęcy wpada
i każdy kwiat, głos ptaka pochwytując w siebie,
kołysa go na listkach, w swym wnętrzu kolebie,
i z gór na rówień spływa ta śpiewu kaskada,
że stopy ludzkie błędne w kwiatach, w śpiewie brodzą
i-nie wiedzieć, czy ptaki pośród gęstwin lasu
na pagórkach, czy kwiaty na łące zawodzą.
(…)
Życie - - oto są ptaki, oto kwiaty wiosny - -
życie - - oto jest podmuch z południa miłosny - -
życie - - oto pulsuje już krew ziemi, woda,
wyzwolona spod lodu - - oto wstaje młoda,
wiekuiście odrodna jaśń, świt czasu jary…
(…)

(„Z notatek” - fragmenty, Kazimierz Przerwa-Tetmajer)

Polana Chochołowska.
Polana Chochołowska z widokiem na Kominiarski Wierch i Ornak

Polana Chochołowska.
Polana Chochołowska z widokiem na Łopatę, Wołowiec i Rakoń.

Krokusy na Polanie Chochołowskiej.

Krokusy na Polanie Chochołowskiej.

Krokusy na Polanie Chochołowskiej.

Krokusy na Polanie Chochołowskiej.
Krokusy na Polanie Chochołowskiej.

Zaprzęgi na Siwej Polanie.
Zaprzęgi na Siwej Polanie.







Zatem to już raczej nie przedwiośnie, lecz wiosna która dzisiaj pobudziła nasze serca. Trudno uwierzyć w ten dzień, bo jest jak bajka, albo sen. Niezwykła gromadka cudownych ludzi powędrowała z nami - 102 duszyczki pragnące doznawać piękna natury, poszły w górę doliny by zobaczyć szafrany. Przybyli niektórzy na ten jeden dzień z daleka: z Wrocławia, z Wiednia. Do grupy dołączyła również niemała gromadka dzieci, która dzielnie przemierzyła kilometry najdłuższej doliny polskich Tatr. To takie piękne, jak te szafranowe pola, jak oddech wiosny. Dziękujemy wszystkim za ten dzień i za Wasze promienne uśmiechy.



UWAGA:
W związku z naszym pobytem
w Dolinie Chochołowskiej
nie zginął i nie ucierpiał żaden
przedstawiciel Crocus scepusiensis.
Robiąc zdjęcia stąpaliśmy
i siadaliśmy tam gdzie
nie było kwiatów, ani ich pędów.








Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas