Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Woda. Pokaż wszystkie posty

2

Beskid Sądecki, Pieniny
ZACHODNIE KRAŃCE
ŁEMKOWSZCZYZNY
dzień 6        rozdział 14
Widzimy już kres tej wyprawy. Dolina pokrywa się cieniem, bo jesienne słońce szybciej chowa się za grzbietami gór. Widzimy zachodnie krańce krainy od lat zwanej Łemkowszczyzną. Do dzisiaj jest tak zwana, choć nie ma już tam łemkowskich wiosek, nie ma Łemków, którzy je zasiedlali.

TRASA:
Rozdziela (słow. sedlo Rozdiel; 803 m n.p.m.) Biała Woda Jaworki (parking, ul. Pod Homolami)

OPIS:
Posiedzieliśmy sobie na łemkowskiej łące. Zatrzymaliśmy się nieco powyżej Przełęczy Rozdziela. Doprowadził nas tutaj szlak z Małych Pienin. Rozdziela autentycznie rozdziela Pieniny i Beskid Sądecki, tak więc można powiedzieć, że w tym momencie znajdujemy się w Beskidzie Sądeckim. Mamy teraz zejść do doliny Białej Wody. Gdy zejdziemy do niej granicę między pasmami górskimi będzie wyznaczał płynący przez nią potok.

Dolinę Białej Wody i znajdującą się za nią dolinę Grajcarka ograniczają dwa równoległe do siebie pasma górskie: z lewej pasmo Małych Pienin, zaś z prawej pasmo Radziejowej. Obszar między nimi pod względem rzeźby, krajobrazowości, nie jest jakimś górskim klasykiem, ale czymś znacznie bardziej pociągającym, a w tym jesiennym ubarwieniu wręcz baśniowo wciągającym. Siedzimy sobie więc jeszcze na trawiastym stoku Szczoba. Jego wierzchołek jest niedaleko na północy, schowany w leśnej kępie, my na otwartej przestrzeni nie możemy nasycić się urodą krajobrazu.

Jest tu tak pięknie, że nie chce się wstawać. Jednolite zachmurzenie przekształca się w obłoki, rzucające cienie na rozległe Ruskie Łąki, wkomponowane w pejzaż Rusi Szlacheckiej. Mieszkający tutaj Łemkowie uprawiali ziemię i wypasali. Trochę inaczej to musiało wyglądać za ich czasów, pastwiska zostały, ale pola uprawne zanikły. Śladem po nich są tarasy na stokach. Murawy pastwisk wciąż istnieją, bo po wojnie sprowadzono tutaj górali z Podhala, gdy stracili w Tatrach swoje pastwiska po utworzeniu Tatrzańskiego Parku Narodowego. W Pieniny przeniesiono wówczas ogromne stada owiec.

Oj, zasiedzieliśmy się. Jest godzina piętnasta. Przód grupy znikł nam już z oczu. Pewnie są już w Jaworkach. Kto tu został na szarym końcu... Danusia, Ela, Ala, Ela, Kamila, Bożena, Zbyszek, Aldona, Beata, Wala, Jadzia, Miłka, Grzesiek, Piotrek no i my, czyli Dorota i Marek.

Ruś Szlachtowska.
Ruś Szlachtowska.

W dali, na horyzoncie widzimy Gorce. Ruskie Łąki, podobnie jak Ruś Szlachtowska, nie sięgają aż tak daleko, ale do charakterystycznej, zalesionej Jarmuty (794 m n.p.m.), wyróżnionej współcześnie anteną przekaźnika. Cztery wsi łemkowskie jakie tu istniały były dość licznym skupiskiem ludności. Przed II wojną światową Szlachtowa liczyła około 690 mieszkańców, Jaworki liczyły 640, Biała Woda - 550, a Czarna Woda - 350. Mieszkańcy tych wiosek starali się utrzymać z rolnictwa i pasterstwa. Często to jednak nie wystarczało. Dlatego mężczyźni zajmowali się również drutowaniem garnków, szczególnie ci z Białej Wody, która była uważana za stolicę druciarstwa.

Druciarze wędrowali do głąb Rzeczypospolitej, na Słowację i na Węgry, od wioski do wioski, od miasta do miasta...
A w tem głosik się rozległ małego górala:
— Hej, hej! garnki drutować!... Nie czekał też długo,
Gdyż mu dano robotę i jedną i drugą.
Że chłopczyna szył drutem dokładnie i żywo.
Nie marł z głodu i zimna, miał owszem grosiwo,
I radość promieniła twarz jego różową,
Że nie walił, jak skoczki, o kamienie głową.
(Karol Hoffman, „Za chlebem”, fragm.)

Ruś Szlachtowska.
Ruś Szlachtowska.

Trzy Korony, niżej z prawej Jarmuta.
Trzy Korony, niżej z prawej Jarmuta.
Panorama wokół Białej Wody.
Schodzimy do doliny Białej Wody.
Schodzimy do doliny Białej Wody.

Schodzimy powolutku kierując się żółtym szlakiem przez rudziejąca murawę ku dolinie, gdzie piętrzy się imponujący grzbiet wapienny Smolegowej Skały. Przechodzimy obok bacówki, gdzie w sezonie wypasowym można kupić oscypki. Wypas owiec który jest tutaj obecnie prowadzony, nie jest tak intensywny jak kiedyś. To wypas kulturowy. W czasach Łemków, zwanych góralami rusińskimi, było tu znacznie więcej owiec, ale pasterstwo było skupione przy domostwach. Kazimierz Łapczyński po wycieczce w tych stronach opisywał w 1861 roku, że...
...u Ruśniaków mniej rozwinięty jest żywioł stowarzyszeń jak u polskich i słowackich Górali, nie łączą razem owiec i nie wybierają bacy, ale każdy swoje stadko na własnej polanie pasie i zagania do własnej oddzielnej szopy. Tracą na tym gazdowie, bo każdy musi mieć oddzielnego pasterza, ale zyskuje karpacki wędrowiec. Nic piękniejszego jak na szczytach Karpat ruśniackie polany po skończonej kosowicy (sianokosach), kiedy wyroją się pastuszkami, stadkami owiec i pięknym góralskim bydłem, kiedy zadzwonią tysiącem dzwonków i nagle, po długiej ciszy, zakipią gwarem i życiem. Nie potrzeba Arkadii. U zamożnego gazdy przy szopie bywa maleńki domek-chiżka. Tam mieszkają pasterze, tam się ser i bryndza sporządza i stamtąd w pogodny, cichy, letni wieczór płyną prze­ciągłe śpiewy po falach aromatycznego powietrza. Kto by chciał w pełni użyć arkadyjskiego życia, niech ze Szczawnicy przy końcu lipca zrobi wycieczkę do białowodzińskich szałasów.
Schodzimy do doliny Białej Wody. Z lewej widać bacówkę.
Schodzimy do doliny Białej Wody. Z lewej widać bacówkę.

Bacówka pod przełęczą Rozdziela.
Bacówka pod przełęczą Rozdziela.

O godzinie 15.15 osiągamy na dno doliny Białej Wody, gdzie Brysztański Potok zasila go swoimi wodami. Biała Woda pojawia się tu z północnego wschodu.Przy drodze widzimy stary sad, a powyżej zbocze uformowane w tarasy. Biała Woda skręca tutaj ostro na północny zachód. Tam kierują nas znaki szlaku. Przecinamy bród łączących się potoków i podążamy dalej. Z lewej mijamy składowisko drewna. Z prawej wznosi się Kociubylska Skała, za którą znajdowało się duże osiedle wsi Biała Woda o nazwie Kornaje.

Pola osiedla Kornaje.
Pola osiedla Kornaje.

Jeszcze pod Kociubylską Skałą przecinamy bród Białej Wody. Można też przejść nad nią drewnianym mostkiem. Potok mamy teraz po lewej. Ponad niecką doliny teren pagórkowato podchodzi ku otaczającym dolinę grzbietom pasm górskich.

Rusini Szlachtowscy byli specyficznymi Łemkami. Różnili się od Łemków zza Popradu, bo byli oni od nich „odcięci” wysokimi grzbietami gór. Byli zatem pod silnymi wpływami języka polskiego i słowackiego, kultury przesiąkniętej podhalańskimi i spiskimi zwyczajami. Nie wiadomo skąd się tutaj wzięli, kim byli pierwsi osadnicy Rusi Szlachtowskiej. Nie zachował się żaden dokument lokacyjny żadnej ze wsi. Można tylko przypuszczać, że Szlachtową, a może również Jaworki, założono pod koniec XV wieku. Nie ma też pewności kim byli pierwsi osadnicy, Polakami, czy ludem pasterskim przybyłym ze wschodu lub południa. Pasterskie praktyki przemawiają za tymi drugimi.

W większości dobrowolnie wyemigrowali na tereny ówczesnego ZSRR, gdzie obiecywano im raj i świetlaną przyszłość, ale żadnego raju tam nie zastali, ani czegoś co by zapowiadało świetlaną przyszłość. Wręcz przeciwnie, bieda, którą mieli na Rusi Szlachtowskiej była mniejsza niż tam. Jednak skuszeni obietnicami, wyjechali - aż 1857 ludzi opuściło wtedy Ruś Szlachtowską. Pozostały tylko 23 rodziny. Przekonawszy się o prawdzie Łemkowie chcieli szybko wracać w rodzinne strony, przed rokiem 1946 kilka rodzinom łemkowskim udało się uciec z terenów przesiedleń. Jak się okazało nie na długo, bo czekała na nich przesiedleńcza akcja „Wisła”, która nie była już dobrowolna. Pewnego poranka wojsko otaczało wieś, tak by nikt nie mógł się wymknąć. Dali mieszkańcom godzinę na spakowanie się.

Gdy po roku 1956, władzę państwową przejął rząd Gomułki nastała tzw. odwilż gomułkowska, wtedy Łemkowie mogli powrócić w rodzinne strony. Wrócili jednak tylko nieliczni. Domy ich były spalone, albo zajęte przez sprowadzoną tu ludność polską. Jeśli chcieli tutaj znów mieszkać musieli odkupić swe domy i grunty. To oczywiste, że budziło to wśród nich nienawiść do Polaków.

Stary krzyż.
Stary krzyż.

Znów przecinamy potok i Białą Wodę mamy po prawej. Ponad nim na stoku widoczna jest czerwono zabarwiona skałka - Kornajowska Skała, zwana też Czerwona Skałką lub Sfinksem ze względu na kształt. Naprzeciwko Kornajowskiej Skały, po drugiej stronie potoku znajdują się Konowalskie Skały. Chwilę potem droga ponownie przecina bród i potok wraca na lewą stronę. Kto nie chce zmoczyć butów, może oczywiście w tych miejscach skorzystać z drewnianych mostków. Niebawem w obrębie dawnego osiedla Głębokie mijamy ładną kaskadę potoku, gdzie spadająca z progu skalnego woda wybiła w dnie potoku głębokie zagłębienie wypełnioną wodą tzw. banior.

Kaskada Białej Wody.
Kaskada Białej Wody.

Cóż zostało po Łemkach z Rusi Szlachtowskiej. Niegdyś ludna wieś Biała Woda dzisiaj już w ogóle nie istnieje, Czarna Woda wchłonięta została przez Jaworki, które podobnie jak Szlachtowa zamieszkuje głównie ludność sprowadzona po wysiedleniach. W dolinie Białej Wody zostało niewiele śladów jej łemkowskiej przeszłości. Widzieliśmy już na początku doliny zdziczałe drzewa owocowe otaczające domostwa, tarasy dawnych pól uprawnych. Te elementy ciągną się przez całą dolinę. W trawach można też odszukać stare fundamenty domów, przy drodze stoi drewniany krzyż z postacią Chrystusa wyciętą z blachy.

Krzyż z postacią Chrystusa wyciętą z blachy.

Krzyż z postacią Chrystusa wyciętą z blachy.
Krzyż z postacią Chrystusa wyciętą z blachy.

Z prawej stoi duży drewniany budynek gospodarczy, a dalej stylowy dom, wiata. Przed nami widać ostro zwieńczony grzbiet Smolegowej Skały. Droga przechodzi na północną stronę Smolegowej Skały (715 m n.p.m.). Wysokość względna ponad dno doliny wynosi ok. 80 m Z prawej również pojawia się stromy wapienny grzebień Czubatej Skały (675 m n.p.m.). Wchodzimy w tzw. Wąwóz Międzyskały, przełomowy odcinek potoku Biała Woda.

Budynek gospodarczy.
Budynek gospodarczy.

Przed nami Smolegowa Skała.
Przed nami Smolegowa Skała.

Tarasy pól.
Tarasy pól.

Fragment Czubatej Skały.
Fragment Czubatej Skały.

Wąwóz Międzyskały.
Wąwóz Międzyskały.

Za niedługo wychodzimy z wąwozu, gdzie znajduje się wejście z kasami do rezerwatu przyrody „Biała Woda”, który niebawem opuścimy. Niedaleko stąd, w odległości 300 metrów dróżką na prawo mamy pienińską osobliwość - pomnik przyrody „Bazaltowa Skałka”. Jest to wychodnia skalna o wysokości 3,5 m leżąca na bezleśnym stoku, jedyny bazalt w pienińskim pasie skalicowym. Do niedawna jeszcze uważano, że bazalt ten był intruzją magmową, powstałą w miocenie, czyli w okresie 5,3 mln - 23 mln lat temu. Przeprowadzone badania radiometryczne bazaltu określiły jego wiek na kredę, czyli okres 110-120 mln lat temu. Jest on wylewną skałą magmową powstałą z lawy stygnącej na powierzchni litosfery.

Bazaltowa Skałka.
Bazaltowa Skałka.

Jest godzina szesnasta. Z okolic skałki bazaltowej spoglądamy jeszcze na stoki z połemkowskimi tarasami, po czym wracamy na żółty szlak. Idziemy dalej w dół doliny. Po dziesięciu minutach opuszczamy granice wsi Biała Woda. Stoi tu murowana kapliczka z XIX wieku kryta gontem, ocalała pamiątka po Łemkach z Białej Wody. We wnętrzu kapliczki ciekawostka - na ścianie po lewej wisi makatka z wyhaftowaną treścią modlitwy „Ojcze nasz” w języku łemkowskim.

Kapliczką opiekuje się nią pan Filip Ikoniak, jeden z nielicznych Łemków, którzy po akcjach przesiedleńczych powrócili w rodzinne strony. Był dzieckiem, kiedy były wysiedlania. Gdy wrócił do swojej wioski jego dom rodzinny znajdujący się w Jaworkach, stojący nieopodal wylotu wąwozu Homole, był zajęty. Ojciec za pieniądze zarobione w pobliskim „wapienniku” kupił dom w Białej Wodzie.

Tarasy dawnych pól uprawnych.
Tarasy dawnych pól uprawnych.

Osiedle Kornaje.
Osiedle Kornaje.

Łąki u wyjścia z terenów dawnej wsi Biała Woda.
Łąki u wyjścia z terenów dawnej wsi Biała Woda.

Kapliczka przy wejściu do dawnej wsi Biała Woda.
Kapliczka przy wejściu do dawnej wsi Biała Woda.

Wnętrze kapliczki.
Wnętrze kapliczki.
Wnętrze kapliczki.

Makatka w kapliczce, w nieistniejącej wsi Biała Woda.
Makatka w kapliczce
z „Ojcze nasz...” po łemkowsku.
Mała kapliczka.
Mała kapliczka.


Opuszczamy Białą Wodę, przemieszczamy się szosą. Znajdujemy się w Jaworkach (łemk. Явiрки). Pierwsza wzmianka o tej wsi pochodzi z roku 1581 i notowana jest w ruskiej formie Jawyrky (nazwa wsi pochodzi prawdopodobnie od jaworów). Przy szosie stoją nowe domy, trudno tutaj znaleźć coś co pamięta Łemków - Rusinów.

Opuszczamy Białą Wodę.
Opuszczamy Białą Wodę.

Zbliżamy się do centrum Jaworek. O godzinie 16.20 jesteśmy przy Muzycznej Owczarni, znajdującej się po drugiej stronie potoku Biała Woda. Nad potokiem przerzucony jest nowy most wybudowany w 2009 roku w miejsce starego. Zwany jest „Mostem dla Muzyki”. Muzyczna Owczarnia powstała w ostatnich latach XX wieku. W ciągu niedługiego czasu istnienia stała się miejscem kultowym. Przyciąga melomanów, gości znamienitych artystów muzyków. Powstała w adoptowanym starym budynku autentycznej owczarni. Obok, w 2001 roku, dostawiono XIX-wieczny stary wiatrak „koźlak” przeniesiony z terenów wschodniej Polski, w którym znajdują się obecnie miejsca noclegowe dla artystów oraz galeria rzeźby.

Muzyczna Owczarnia.
Muzyczna Owczarnia.

Kilka minut marszu od Muzycznej Owczarni docieramy pod karczmę „Bacówka”, za którą znajduje się rynek. W tym miejscu na wysokości 570 m n.p.m. Biała Woda łączy się z potokiem Czarna Woda, tworząc Grajcarek. W dolinie Czarnej Wody ponoć można jeszcze odszukać ślady dawnej wsi.

Idziemy dalej wzdłuż Grajcarka, przez rynek, a potem poboczem szosy. Z prawej płynie Grajcarek. Na przeciwległym, wysokim brzegu Grajcarka stoi murowana świątynia - kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Zbudowana została jako cerkiew greckokatolicka w 1798 roku, na miejscu poprzedniej drewnianej z 1680 roku. Kiedyś służyła chrześcijanom obrządku wschodniego, podobnie jak cerkiew w Szlachtowej. Z lewej stara bielona kapliczka. Mijamy wejście do Wąwozu Homole. Żegnamy się z Grajcarkiem, za chwile pożegnamy Ruś Szlachtowską.

Rynek w Jaworkach.
Rynek w Jaworkach.

Kapliczka w pobliżu wejścia do Wąwozu Homole.
Kapliczka w pobliżu wejścia do Wąwozu Homole.

Kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Jaworkach.
Kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Jaworkach.

Grajcarek.
Grajcarek.

Dalej na zachód znajduje się jeszcze Szlachtowa (łemk. Шляхтова), gdzie Łemków przypomina imponująca cerkiew o trzech kopułach. Została wybudowana w stylu bizantyjskim na planie greckiego krzyża w 1909 roku na miejscu wysłużonej drewnianej cerkwi. W Szlachtowej kończy się Łemkowszczyzna. Łemkowie, którzy odwiedzali znajdującą się dalej Szczawnicę mówili, że idą do Polski, choć w dowodach tożsamości mieli napisane obywatelstwo polskie, bo za Szlachtową kończyła się ich Łemkowszczyzna.

Łemków zawsze łączyła etniczna jedność, silna kulturowa więź, choć ulegali wpływom ościennych narodów. Żyli w swoich wioskach mając za sąsiadów Polaków, z którymi niekiedy łączyli się w rodziny. Po latach trudno ogarnąć umysłem ten cały ciąg wydarzeń, który spowodował ich powojenny dramat. A przede wszystkim jak pojąć intencje ludzi - sprawców tego dramatu. Jakże Łemkowie mają nie czuć urazy za to co się stało, wobec oprawców, którzy ich wygnali z rodzinnej ziemi, z własnych domów.

Serce się kraje, gdy pomyślimy jak wyglądała opuszczona Łemkowszczyzna... krajobraz próchniejących chyży, dziczejących sadów, rozpadających się cerkwi, zapomnianych cmentarzy, przechylających się krzyży przydrożnych, lasów pochłaniających wzgórza i pola uprawne. Nie ma już Łemkowyni z chyżami okolonymi sadami, cerkwiami z mistycznymi śpiewami, wsiami poddanymi odwiecznym rytmom przyrody. Dla ludzi którzy tego nie widzieli, wyobrażenie sobie takiego obrazu może być trudne. Kilkadziesiąt lat temu bezpowrotnie został zniszczony ten naturalny porządek świata Łemków.


Dotarliśmy do kresu jesiennej wędrówki po Łemkowszczyźnie, po jej zachodnich krańcach. Czas by usiąść teraz w domowym zaciszu i oddać się refleksji o tym co tutaj zobaczyliśmy i przeżyliśmy. Czas ochłonąć nieco z doznanych tutaj wrażeń.

Ten dzień, ten etap kończy się, ale do końca całej wędrówki jeszcze daleko. Zbliża się kolejna wyprawa, zimowa edycja wędrówek po Łemkowszczyźnie. Przeniesiemy się wtedy do jej serca. Wrócimy do Beskidu Niskiego.

To było trzy dni temu. Tu zaczynaliśmy jesienny etap wędrówki po Łemkowyni.

Kochani, bardzo miło być z Wami, spędzać czas
na wspólnym wędrowaniu, poznawaniu i zwiedzaniu,

biesiadowaniu przy Waszych przyśpiewkach,
czy bawiąc się przy akompaniamencie kapeli.
Przeleciały nam te trzy dni w mgnieniu oka - jak szkoda,
że tak szybko.

Do zobaczenia na środkowej Łemkowszczyźnie!
Niech wiatr gra pieśń o Łemkowyni!


TRASA:
Jaworki - Wąwóz Homole Kapralowa Wysoka (935 m n.p.m.) Durbaszka (942 m n.p.m.) Schronisko pod Durbaszką (834 m n.p.m.) Durbaszka (942 m n.p.m.) Kapralowa Wysoka (935 m n.p.m.) Wysoka, słow. Vysoké Skalky (1050 m n.p.m.) Kapralowa Wysoka (935 m n.p.m.)  Wierchliczka, słow. Vrchriečky Przełecz Rozdziela (803 m n.p.m.) Biała Woda - Jaworki.

OPIS:
Do Jaworek przyjechaliśmy dopiero o 9.40. W miarę jak zbliżaliśmy się do Jaworek niebo stawało się co raz bardziej zachmurzone. Jeszcze przed Szczawnicą błękit nieba zupełnie zaniknął, choć w Krakowie o poranku nie było ani jednej chmurki. Utrzymuje się jednak bardzo turystyczna aura, jest dość pogodnie, nie jest gorąco i co najważniejsze nie pada.


Zasadniczym celem grupy turystycznej z Koła przy Oddziale PTTK, z którymi mieliśmy przyjemność wyruszyć na górskie szlaki jest łemkowska wieś Litmanová, gdzie na początku lat 90-tych, na południowym zboczu Eliaszówki, na Polanie Žvir powstało sanktuarium Matki Boskiej Litmanowskiej. Miały tam wtedy miejsce objawienia Matki Boskiej tamtejszym dziewczynkom: 13-letniej Katce i 12-letniej Ivetce. Przeto podstawowa grupa wędrowców naszej grupy ruszyła trasą z Jaworek, przez dolinę Białej Wody, Przełęcz Rozdziele do Litmanowej, a my... no cóż, plany mieliśmy od początku zupełnie inne i z naszą sympatyczną grupą przyszło nam rozstać się zaraz po wyjściu z autokaru, i ruszyć w kierunku obranych wcześniej celów, o których pokrótce chcemy Wam opowiedzieć.


Wejście do Wąwozu Homole.

Z parkingu do wylotu Wąwozu Homole (pierwszej dzisiejszej atrakcji) idziemy krótko chodnikiem wzdłuż szosy. Wąwóz Homole o długość około 800 m wcina się w północne stoki Wysokiej - najwyższego szczytu Pienin, który mamy zamiar dziś zdobyć inaugurując nim zdobywanie szczytów Korony Gór Polski. Do Wąwozu Homole wchodzimy o 9.45, kierując się zielonym szlakiem turystycznym, który nas przez niego poprowadzi. Mijamy tablice informacyjne oraz punkt pobierania opłat za wstęp (dziś nieczynny) i przekraczamy pierwszy mostek nad potokiem Kamionka.  Od razu wchodzimy w bardzo głęboki i wąski kanion o bardzo stromych ścianach, których wysokość dochodzi do 120 m. Po lewej mijamy skałę zwaną Wapiennik. Za nią wznosi się prawie pionowa skała Grzebienia, naprzeciwko której znajduje się równie stroma Prokwitowska Homola. Dalej za skałą Grzebienia znajduje się Niska Skała o wysokości 70 m, a następnie Wysoka Skała, mającą aż 120 m wysokości. Widzimy na nich czerwone  zabarwienie, które świadczy o dużej zawartości żelaza.



Wielokrotnie przechodzimy przez drewniane i metalowe mostki nad wartkim potokiem Kamionka, który wije się dnem wąwozu, niemal odbijając się od jego ścian. Jego szum miesza się ze śpiewem ptaków. Od samego początku nie możemy nasycić się szczególną osobliwością Wąwozu Homole. O godzinie 10.05 zaczynamy wchodzić na strome zbocze po metalowych stopniach, zostawiając z prawej potok Kamionka, który w tym miejscu opada w kaskadach po zawalonym rumowisku dużych głazów skalnych.




Na górze ścieżka nasza wchodzi w las, pnąc się w dalszym ciągu stromo. Podejście ułatwiają nam zainstalowane poręcze. Maszerując bardzo wolnym krokiem po około 10 minutach trasa nasza wypłaszacza się i wprowadza nas na Dubantowską Polanę, położoną na wysokości ok. 640 m n.p.m.



Rumowisko głazów skalnych na końcu Wąwozu Homole.

Pozdrawiamy odpoczywających tu innych wędrowców, a następnie rozglądamy się wokół, gdyż trawiastą polankę otaczają bardzo ekscytujące twory skalne. Najbardziej niesamowite wrażenie wywierają tzw. Kamienne Księgi, znajdujące się tuż przy wyjściu szlaku z Wąwozu Homole. Tworzą je płaskie skały „poukładane” jedna na drugiej, w których zapisane są (wedle przekazów najstarszych wśród miejscowej ludności) wszystkie losy ludzkie. Jest to zaszyfrowane pismo, którego nikt dotąd nie dał rady odczytać, poza pewnym starym popem z Wielkiego Lipnika na Słowacji. Jednak Pan Bóg nie chcąc, by ludzie poznali koleje swojego przyszłego życia, odebrał mu mowę. Dubantowska Polana wznosi się w kierunku Czajkowskich Skał sięgających 707 m n.p.m. Są to bardzo oryginalne skały, miejscowo zabarwione na czerwono i zielono.

Dubantowska Polana (z prawej strony ścieżki widoczne są Kamienne Księgi).


Kamienne Księgi na Dubantowskiej Polanie.


Czajkowskie Skały na Dubantowskiej Polanie...
...to oryginalne skały miejscowo zabarwione na czerwono i zielono.
Ruszamy dalej, nieco szybciej, gdyż zaplanowana przez nas trasa nie posiada dużego marginesu czasowego. Kamienista ścieżka prowadzi nas w dalszym ciągu w górę, przewijając się wśród świerków. Wyprowadza nas na polanę z kolejnymi skałkami. Przed tymi skałkami biegnie droga gruntowa, na którą skręcamy w prawo. Mimo, że lekko się teraz idzie, nie jest to prosty odcinek, bowiem pokryta jest błotem zmieszanym z odchodami zwierząt. Po pozostawionych śladach (odchodów nie badamy) dochodzimy do wniosku, iż drogą tą pędzone było stado owiec.


Dubantowska Polana już nami.

Wśród świerków na kamienistej dróżce.

O godzinie 10.40 droga nasza krzyżuje się ze strumieniem, a za nim rozstajemy się z drogą gruntową. Zaczynamy dość intensywnie wchodzić na trawiaste zbocze górskiej hali, nazywane Polaną pod Wysoką. Na tej otwartej przestrzeni odczuwamy porywistość i chłód wiatru. Przez chwilę pojawia się delikatna mżawka i śnieg. Mijamy kilka pojedynczych szeroko rozrośniętych drzew. Pod zasłoną jednego z nich zatrzymujemy się na łyk mineralnej. Po naszej lewej dostrzegamy kamienne ruiny dawnej bacówki.


Polana pod Wysoką.

Idąc dalej dochodzimy na skraj lasu, gdzie zaczyna się rezerwat przyrody „Wysokie Skałki”. Zaraz potem, pod osłoną lasu zaczynami dość mozolne podejście, które ułatwiają na pewnym odcinku zainstalowane poręcze. Dochodzimy do rozstaju, gdzie dołączają do nas niebieskie znaki szlaku. W dalszym ciągu wspinamy się w górę i po kilku minutach, o 11.15 dochodzimy do Kapralowej Wysoka - niewielkiej przełęczy znajdującej się na wysokości 935 m n.p.m., tuż pod wierzchołkiem Wysokiej. Biegnie przez nią granica polsko-słowacka. Stąd na lewo bieg swój rozpoczyna udostępniona turystycznie, nieoznakowana ścieżka prowadząca na wierzchołek Wysokiej. Póki co jeszcze na niego nie wchodzimy, skręcamy w prawo zgodnie z niebieskimi znakami szlaku, w kierunku Durbaszki, na której zlokalizowane jest schronisko. Tam zamierzamy chwilkę odpocząć i wygodnie zjeść posiłek.



Mozolne podejście przez zalesione zbocze Wysokiej.

Ruszamy na zachód wzdłuż granicy polsko-słowackiej. Zejście z Kapralowej Wysokiej zaskakuje nas swoją stromością. Dobrze, że jest tu drewniana barierka. Po deszczu musi tu być niezła ślizgawica. Nawet dziś, gdy jest sucho chcąc nie chcąc zsuwamy się po tej stromości. W głowie krząta się myśl: ciekawe jak tu z powrotem wyjdziemy?

Zejście z Kapralowej Wysokiej.

Tym sposobem docieramy do kolejnej przełęczy położonej na wysokości 908 m n.p.m. o nazwie Stachurówki. Chwilę potem stajemy przed górą Borsuczyny wznoszącą się na wysokość 939 m n.p.m. Dosłownie stajemy, bo na tą niewybitną górkę prowadzi wyjątkowo strome i skaliste wejście - nie dlatego, żebyśmy nie dali rady, lecz dlatego, że czas nas pogania. Decydujemy się na obejście szczytu wydeptaną ścieżką po północnej stronie. Jesteśmy zadowoleni z takiej decyzji bowiem zejście z drugiej strony Borsuczyny jest równie karkołomne, a przecież w planie mamy jeszcze dość długą trasę. Można oczywiście pokonać całą trasę na wysokim tempie, ale przecież nie o to chodzi. Nie po to wchodziliśmy tak wysoko, by nie mieć czasu nacieszyć oko widokami.

Maszerujemy na Durbaszkę.

Teraz maszerujemy lekko do góry na Durbaszkę, wznoszącą się na wysokość 934 m n.p.m. Po północnej, polskiej stronie zaczynają się pojawiać prześwity leśne, a niedługo potem otwierają się wspaniałe widoki poprzez wielkie połoniny opadające do doliny Grajcarka.


Wielkie połoniny opadające do doliny Grajcarka.

Na opadających połoninach wybudowano tu wyciąg orczykowy o długości 560 metrów i różnicy wzniesień 112. Obok niego biegnie 200-metrowa ścieżka do Schroniska pod Durbaszką, a właściwie do Górskiego Ośrodka Szkolno-Wypoczynkowego MDK, spełniającego funkcję schroniska turystycznego. Zejście do niego zajmuje nam tylko kilka minut, podczas którego obniżamy swoją bezwzględną wysokość do 834 m n.p.m. Do bardzo stylowego budynku schroniska wchodzimy o godzinie 11.55 i spędzamy w nim pół godziny. Spotykamy tu znajomych z naszej grupy turystycznej, Piotra i Elżbietę z córką Anną, którzy pokonują dziś trasę od Szczawnicy do Jaworek przez Wąwóz Homole.

Schronisko pod Durbaszką.

Widok spod schroniska w kierunku doliny Grajcarka.

O godzinie 12.30 wychodzimy ze schroniska i kierujemy się z powrotem na przełęcz Kapralową Wysoką. Wędrujemy dokładnie tą samą trasą, którą tutaj przyszliśmy. Wejście na Kapralową Wysoką, okazuje się łatwiejsze niż zejście z niej i o godzinie 13.00 wracamy do miejsca, w którym już byliśmy 1 godzinę i 45 minut temu. Bez zwłoki rozpoczynamy mozolne podejście podszczytowe nieoznakowaną ścieżką na Wysoką. Na stromych skalistych odcinkach, tworzących swego rodzaju garby wapienne, zainstalowane są metalowe stopnie z poręczami. Grzbiet Wysokiej jest zalesiony, ale ścieżka momentami wyprowadza na południowy brzeg przepaścistych skał Wysokiej.


Wspinaczka na przełęcz Kapralową Wysoką.
Tuż przed przełęczą Kapralową Wysoką.

Podejście na szczyt Wysokiej.

Dwukrotnie napotykamy na niewielkie galerie widokowe ubezpieczone stalowymi poręczami. Krótko zatrzymujemy się na jednej, potem na drugiej, bo rozciągające się nich widoki powalają (oczywiście w przenośni, a nie dosłownie, choć osoby z lękiem przestrzeni i wysokości zapewne mogą czuć tu dyskomfort). Potem ścieżka wiedzie przez chwilkę skalistym, zalesionym i dość wąskim grzbietem, doprowadzając nas do kolejnych schodów. Te wyprowadzają na skalną kopułę wierzchołka Wysokiej, znanej też powszechnie pod nazwą Wysokie Skałki (słow. Vysoké Skalky), na wysokość 1050 m n.p.m. Najwyższy szczyt Pienin zdobywamy około godziny 13.20.

Tatry z jednej z galerii widokowych. 

Na Wysokiej (1050 m n.p.m.).

Na szczycie galeria widokowa ubezpieczona jest poręczami. Widok z niego jest oszałamiający, choć może pogoda nieco go gasi. Zawiesina chmur zakrywa trochę najodleglejsze zakątki, ale i tak panorama jaką widzimy jest imponująca. Pieniny i pasma Beskidów wydają się być jak na dłoni. Na południowym zachodzie uwagę przyciągają obielone jeszcze Tatry Bielskie, zza których połyskują równie majestatycznie Tatry Wysokie. Ich wierzchołki giną w chmurach, co wygląda jakby sięgały aż do samego kosmosu. Mimo wietrznej aury chce się tu gościć jak najdłużej, bo choćby jak człowiek wpatrywał się w otaczającą panoramę, to i tak nie ma dość. Nie można nasycić się otaczającą panoramą. Na tej niewielkiej, strzelistej kopułce szczytowej, wystającej ponad wierzchołki drzew, wydawać się może, że jesteśmy zawieszeni w powietrzu ponad wszystkimi lądami.

Widok z Wysokej w kierunku Trzech Koron.

Po kilkunastominutowej nieprawdopodobnej, ale prawdziwej jawie na wierzchołku Wysokiej, niestety schodzimy w dół. Podczas zejścia uraczamy się jeszcze widokami przy galeriach widokowych i o 13.40 jesteśmy ponownie na przełęczy Kapralowa Wysoka. Stąd za niebieskimi i zielonymi znakami schodzimy do rozstaju szlaków, skąd niebieskim szlakiem trawersujemy północną stroną skaliste, zalesione zbocza Wysokiej. Dalej ścieżka wchodzi na otwarte tereny. Prawie cały czas towarzyszy nam ładna panorama na północną stronę, z Dziobakowymi Skałami na zalesionych zboczach Repakowej. Za plecami coraz okazalej widać, oddalającą się smukłą sylwetkę Wysokiej. Chwilę później około godziny 14.15, tuż przed Smerekową (słow. Vysoká) ścieżka nasza zatacza łuk w kierunku północnym. To drugi co do wysokości, choć słabo wyróżniający się szczyt Pienin o wysokości 1015 m n.p.m. Jego wierzchołkiem jest wystająca skała wapienna, którą obchodzimy bokiem.

Wysoka, znana też pod nazwą Wysokie Skałki.

Dziobakowe Skały na zalesionych zboczach Repakowej.

Na Smerekowej.

Widok podczas zejścia ze Smerekowej na polską stronę.

Przed nami Watrisko.

Spojrzenie na Trzy Korony przed wejściem na zalesione Watrisko.

Idziemy dalej wygodną ścieżką chwilami przez las, chwilami przez polany, z których rozpościerają się ładne widoki. O godzinie 14.40 ścieżka nasza wznosi się pomiędzy skałami góry Watrisko. Jej szczyt położony jest nieco na wschód od nas i wznosi się na wysokość 960 m n.p.m.

Przed nami pozostaje ostatnia góra Wierchliczka (słow. Vrchriečky) - najdalej na wschód wysunięty szczyt polskich Małych Pienin, osiągający wysokość 964 m n.p.m. Omijamy go nieco poniżej, po północnej, polskiej stronie przez polanę Podskałkę. Potem wchodzimy w pas lasu, ale nie na długo, bowiem około 15.00 zbocza Wierchliczki odkrywają się przed nami i opadają do doliny Biała Woda, w której widać już stąd Brysztańskie Skały. Niedługo pójdziemy w kierunku tych skał, ale póki co ścieżka sprowadza nas do położonej na wysokości 803 m n.p.m. Przełęczy Rozdziela. Nieco powyżej niej, na rozstaju szlaku nasze sokole oczy wypatrzyły znajome postacie odpoczywające na trawce. To  grupa powracająca z Litmanowej. Za nami na zboczach Wierchliczki daje się dostrzec zrujnowany budynek dawnej socjalistycznej spółdzielni mleczarskiej. Dziś po tym wszystkim pozostał jedynie kulturowy wypas owiec i bydła. Na odkrytym zboczu widzimy kierdel wypasanych owiec, być może ten sam, który widzieliśmy podczas podchodzenia na Wysoką.

Zejście z Wierchliczki, z lewej na dole widać Brysztańskie Skały.
 
Znajome postacie odpoczywające na trawce ponad Przełęczą Rozdziela,
co widać na powiększeniu: od prawej Czesław, siedzący Prezes Eugeniusz, w białych skarpetach - Lech,
a dalej niech się wędrowcy sami rozpoznają.
Z Przełęczy Rozdziela kierujemy się na żółty szlak wprowadzający nas dalej w dół do rezerwatu „Biała Woda”. Przechodzimy obok bacówki, w której kupić można oscypki, poniżej której ścieżka zaczyna trochę ostrzej opadać w dół, aż pod Kociubylską Skałę. O 15.35 jesteśmy już pod tą skałą i odtąd idziemy wzdłuż potoku Biała Woda, kilkakrotnie przecinając jego nurt. Po kilku minutach przechodzimy obok Czerwonej Skały, zwanej również Kornajowską Skałą. Tutaj nasza wysokość bezwzględna wynosi 630 m n.p.m., ale cały czas na widoku mamy bardzo wysokie wapienne skały i turnie, tworzące wyjątkowe formy przestrzenne. Musimy dzielić swoją uwagę, aby niczego nie przeoczyć, bowiem zachwycają zarówno piętrzące się formy skalne, jak też płynąca u ich stóp Biała Woda tworząca liczne progi, wodospady i baniory. Po 20 minutach wędrówki wzdłuż Białej Wody wchodzimy w krótki Wąwóz Międzyskały, który tworzą Czubata Skała (675 m n.p.m. wysokości) od północnej strony i wybitna Smolegowa Skała (715 m n.p.m. wysokości) od południowej strony. Wąwóz ten kończy nasz pobyt w rezerwacie Biała Woda.

Zejście z przełęczy Rozdziela.
Na trasie w rezerwacie „Biała Woda”.

Niebawem przy naszej trasie gęstnieją zabudowania, a droga zamienia się na asfaltową. Idziemy jej poboczem zważając na przejeżdżające od czasu do czasu pojazdy. O godzinie 16.25 dochodzimy do centrum Jaworek, gdzie na wysokości ok. 570 m n.p.m. Biała Woda łączy się z Czarną Wodą tworząc rzekę Grajcarek. Drogą wzdłuż Grajcarka kierujemy się w stronę parkingu mijając wejście do Wąwozy Homole. Przed ostatnim zakrętem drogi dopada nas jeszcze jedna niespodzianka - kierdel owiec gnany wprost na nas. Uchodzimy na skraj szosy i zachwycamy się bliskością tutejszej regionalności.






Przed autokarem  meldujemy się o 16.40, pozostawiając Grajcarek, który płynie sobie dalej, aż do Szczawnicy, gdzie na wysokości 430 m n.p.m., tuż powyżej charakterystycznej skały Kotuńka (z rzeźbą górala witającego przybywających gości) wpada do Dunajca.

Tak kończy się nasza dzisiejsza górska wędrówka. W radosnych nastrojach, zadowoleni ze zrealizowanych celów, wracamy do domu w gronie szczególnych turystów. W tym miejscu składamy podziękowania Pani Jasi za umożliwienie nam realizacji naszych planów. Jednocześnie składamy podziękowania Panu Czesławowi za interesujące wprowadzenie do świata Pienin oraz składamy specjalne wyrazy uznania dla Pana Lecha za ujmujące gawędziarstwo i porywający śpiew acapella podczas podróży powrotnej, jakże nieczęsto słyszany w dzisiejszych czasach, bo iluż współczesnych wokalistów odważy się śpiewać bez akompaniamentu. Gratulujemy talentu.

LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Koło przy Oddziale PTTK.
Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas