Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Wieś. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
170,7 km
348,3 km
Jan z Dukli, święty kościoła katolickiego silnie wpisał się w krajobraz Dukli i jej okolic. Wędrując tędy Głównym Szlakiem Beskidzkim nie można nie zatrzymać się przy postaci tego zakonnika, który w latach młodzieńczych oddał się właśnie tutaj życiu pustelniczemu. Stało się to zanim przywdział zakonny habit. Jego duch jest wyczuwalny w wielu miejscach, a jednym z nich jest wzgórze Zaśpit, zwane niegdyś Korodół. Śladów pustelnika szukaliśmy już w Dukli i pod Cergową oraz na Piotrusiu. Z doliny Jasiołki ruszymy teraz dalej na zachód. Przejdziemy kolejne kilometry Głównego Szlaku Beskidzkiego. Powoli zmienimy beskidzkie klimaty.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Nowa Wieś (350 m n.p.m.) [czerwony szlak] Pustelnia Św. Jana (500 m n.p.m.) [czerwony szlak] Chyrowa (558 m n.p.m.)

OPIS:
Jest popołudniowy czas pochmurnego dnia. Chmury są takie, że aż dziw, że nie pada. Na szlakach napotykamy trochę błota, kałuż i mokradeł. Mamy już godzinę 13.45, bo szwendaliśmy się po okolicy śladami świętego zakonnika. Jesteśmy teraz na czerwonym szlaku. Wróciliśmy na Główny Szlak Beskidzki. Ruszamy spod kładki nad Jasiołką, czyli z miejsca gdzie zakończyliśmy wędrówkę wczorajszego dnia. Idziemy chwilkę ruchliwą szosą w kierunku Przełęczy Dukielskiej. Po około 200 metrach schodzimy z szosy na prawo na dróżkę niknącą pod kolorowymi drzewami, które poprzedzają zwarty las. Wchodzimy na widokowe łąki, z których zwykle widoczny jest Piotruś, ale dziś jedynie widać bliższą Cergową za nami. To nie ostatni widok na ten niezwykły, potężny masyw i ukaże się nam się jeszcze z kolejnego pokonywanego pasma. Jak pogoda dopisze, to Cergową zobaczymy jeszcze jutro i wspomnimy wtedy piękny jesienny las.

Szosa na Przełęcz Dukielską.
Idziemy chwilkę ruchliwą szosą w kierunku Przełęczy Dukielskiej.

U podnóża wzgórza Zaśpit.
U podnóża wzgórza Zaśpit.

Wchodzimy do lasu. Stąpamy po mokrawych liściach. Na drzewach jest ich już mało, ale wciąż barwią go soczyście. Mamy szerszą dróżkę leśną. Momentami podrywa się w górę, potem uspokaja. Znów ścieżka schowana pod brązem listowia, z której wchodzimy na drogę dojazdową do Pustelni Świętego Jana. Niegdyś drogą tą wiódł czerwony szlak przechodząc przez Trzcianę. Teraz szlak przechodzi przez Nową Wieś, skąd od razu wspina się na Zaśpit.

Widokowe łąki i widok w kierunku Piotrusia.
Widokowe łąki i widok w kierunku Piotrusia.

Widok w kierunku Cergowej.
Widok w kierunku Cergowej.

Leśna dróżka do pustelni.
Leśna dróżka do pustelni.

Las na Zaśpicie.
Las na Zaśpicie.

Droga dojazdowa do pustelni z Trzciany.
Droga dojazdowa do pustelni z Trzciany.

O godzinie 14.20 wchodzimy na stokową polanę. W jej górnej części stoi niewielki neogotycki kościółek, zwany kościołem „Na Puszczy”. Miejsce to znane było wiele lat temu. W 1885 opisywał je Władysław Bełza w przewodniku „Iwonicz i jego okolice”:
Na owej Cergowej, u której podnóża pobudowała się Dukla, a która jest najwyżej wzniesionym punktem panującym ponad całym łańcuchem tutejszych wzgórz, znajdowała się przed 400 laty, głęboko wśród lasów ukryta pieczara, zaśpiżem zwana, pamiętna z pobytu w niej błogosławionego Jana Duklana, który w niej przez kilka lat wiódł pustelniczy i świątobliwy żywot. Dziś w tem samem miejscu stoi schludna kaplica, powierzona straży jakiegoś dobrowolnego anachorety, stuletniego może pustelnika, mieszkającego obok w pokutniczej celi, który powita cię na wstępie słowem bożem; pokaże ci krynicę w której błogosławiony ten mąż gasił pragnienie, i okoliczny las, w którym zbierał dzikie owoce i korzonki na codzienny posiłek; opowie ci żywot tego Świętego; przytoczy cały szereg cudów, aby utwierdzić w tobie wiarę w przedziwną moc i skuteczną ucieczkę pod opiekę Jana Duklana. A wprowadzając cię następnie do kapliczki, uklęknie na stopniu ołtarza i drżącym od starości głosem zanuci dawną pieśń do błog. Jana, z której jedna mianowicie strofa, zatrzyma się w twojej pamięci:

        Jesteś lekarzem skutecznym w chorobie;
        Matka Najświętsza powiedziała tobie:
        Synu Mój! To ci nadaje,
        Ty ruskie obraniaj kraje;
        Turków i Kozaków
        Przepłoszysz jak ptaków
        Drapieżnych.


Istotnie, według pobożnej tradycji, stolica Rusi czerwonej, Lwów, trzykrotnie w latach 1648, 1655 i 1672 miał doświadczyć za sprawą tego Świętego cudownej obrony od wojsk kozackich, moskiewskich i tureckich. Zaprzysiężeni świadkowie zeznali, że w dniach trwogi (1648) widzieli nad miastem unoszącego się w obłoku błogosławionego Jana, w postawie klęczącej, z rękoma wzniesionymi ku niebu, jakby błagającego o miłosierdzie boże nad nieszczęśliwym miastem.

Stolica apostolska wyniosła bł. Jana z Dukli do rzędu patronów Korony polskiej, i poleciła obchodzić jego pamiątkę w pierwsza niedzielę po oktawie uroczystości św. Apostołów Piotra i Pawła.

Kościół „Na Puszczy”.
Kościół „Na Puszczy”.
Kościół „Na Puszczy”.

Kościół „Na Puszczy”.
Kościół „Na Puszczy”.
Ołtarz w kościele „Na Puszczy”.

Św. Jan na Puszczy - polichromia na ścianie kościoła.
Św. Jan na Puszczy - polichromia na ścianie kościoła.

Św. Franciszek Seraficki.
Św. Franciszek Seraficki.
Śródleśna polana na którą dotarliśmy jest miejscem które wiązane jest z pustelniczym żywotem św. Jana z Dukli. Obecna koncepcja zabudowy miejsca kultu zakonnika powstała jednak dużo później, niedługo po tym, jak Jan z Dukli został beatyfikowany - w 1769 roku, kiedy wybudowano tutaj pierwszą drewnianą kaplicę. Spłonęła ona w 1883 roku. Odbudowano ją w 1887 roku, a wkrótce w jej miejsce wzniesiono w latach 1906-1908 bardziej okazałą, obecną budowlę. Jej wnętrze zdobi piękna polichromia z 1931 roku, namalowana przez Władysława Lisowskiego. Obok kościółka znajduje się drewniany dom rekolekcyjny. Poniżej w sztucznej grocie bije źródełko, z którego zakonnik za swego pustelniczego życia czerpał wodę do picia, a dzisiaj korzystają z niego pielgrzymi i turyści. Ci co spróbowali tej wody mówią, że przynosi ulgę w wielu dolegliwościach i chorobach. Tak też opowiada bytujący tu Bernardyn, opiekujący się kościółkiem i pustelnią znajdującą się nieopodal.

Pustelnia w której miał mieszkać Jan z Dukli jest drewnianą budowlą. Jest rekonstrukcją, w której starano się odtworzyć wygląd i warunki, w jakich mógł mieszkać Jan z Dukli prowadząc pustelnicze życie. We wnętrzu pustelni stoi nieduże łóżko, drewniany stół, krzesło, miska na wodę do mycia, niewielka szafka przy łóżku i właściwie to wszystko. Nie jest pewne czy tak faktycznie wyglądała pustelnia św. Jana, tak samo jak nie jest pewne gdzie ona się znajdowała. Nie wiadomo też ile było takich miejsc, w których pustelnik Jan wiódł życie w odosobnieniu. Młodzieńcze życie św. Jana wiązane jest z Cergową Górą, gdzie miał założyć swoją pierwszą pustelnię, istnieją też przypuszczenia, iż pierwszą pustelnię mógł założyć na górze Piotruś. Mógł też przenieść się na tą górę, poszukując większego spokoju od nawiedzających go ludzi. Trudno powiedzieć, w którym momencie mógł osiąść na stokach wzgórza „Zaśpit”. Pewne jest jednak to, iż w każdym z tych miejsc silnie emanuje duch zakonnika, św. Jana z Dukli.

Pustelnia Świętego Jana.
Pustelnia Świętego Jana.

Izba pustelni.
Izba pustelni.
Izba pustelni.

Kościółek i dom rekolekcyjny.
Kościółek i dom rekolekcyjny.

Jak zwykle nie możemy rozstać się z tym mocno uduchowionym miejscem. Rozmowa z obecnie rezydującym tutaj zakonnikiem nie chce się kończyć. Jeszcze nie tak dawno miejscu temu groziła katastrofa na skutek dużego osuwiska, które zniszczyło grotę ze źródełkiem i groziło zrujnowaniem stojącego powyżej kościółka. Znalazły się na szczęście fundusze, dzięki którym zabezpieczono obszar osuwiska i odbudowano to co zostało zniszczone.

Opuszczamy chatynkę obsypaną jesiennymi liśćmi. Jeszcze takiej nie widzieliśmy. To był maj, to był lipiec, ale w październiku jesień ozłaca to miejsce. Dlatego cieszymy się podwójnie z ponownych odwiedzin tego miejsca, bo jakże inaczej wygląda jesienną porą. Minęła piętnasta. Przed nami leśna droga przez Zaśpit, wzniesienie znaczone na mapach nazwą Garb. Szlak wspina się po jego północnych potem zachodnich stokach, ale nie wprowadza na wierzchołek, tylko przechodzi blisko niego. Schodzi dalej w dół na przełączkę po dywanie rudawych liści, a następnie wprowadza nieco wyżej, na dość spadziste miejscami północne stoki grzbietu Kamiennej Góry (673 m n.p.m.). Podążamy dalej płasko trawersem stoku, spoglądając to na prawo w dolinę źródliskową Potoku Chyrowskiego, to na lewo w górę stoku, na grzbiet zwieńczony wychodniami. Jakże wiele przestrzeni jest w lesie kiedy drzewa są bez liści, jakże inaczej w  leśnej głuszy, w której pojawia się delikatna mgiełka. Jest to las cichy, uśpiony. Przyroda w nim zamilkła. Przechodzimy przez szczyt Krzemionki (648 m n.p.m.) i odtąd ścieżka schodzi już sukcesywnie na przełęcz.

Droga na wzgórze.
Leśna droga na wzgórze.

Zaśpit.
Zaśpit.

Schodzimy ze wzgórza Zaśpit po dywanie rudych liści.
Schodzimy ze wzgórza Zaśpit po dywanie rudych liści.

Stok Kamiennej Góry.
Stok Kamiennej Góry.


Kamienna Góra.
Kamienna Góra.

Trawers Kamiennej Góry.
Trawers Kamiennej Góry.

Konar.
Konar.

Stok opadający stromo do doliny Chyrowskiego Potoku.
Stok opadający stromo do doliny Chyrowskiego Potoku.

Między Kamienną Górą i Krzemionką.
Między Kamienną Górą i Krzemionką.

Krzemionka.
Krzemionka.

O godzinie 16.20 wchodzimy na polanę ze składem drewna. To bezimienna przełęcz oddzielająca Krzemionkę i widoczną naprzeciwko Kiczerę (646 m n.p.m.). Wchodzą na nie trzy szosy - drogi powiatowe z Mszany, z Polany i z Chyrowej, do której skręcamy. Idziemy szosą na północ, otoczoną podmokłymi łąkami. Mijamy z lewej stary cokół, który niegdyś stanowił podstawę przydrożnego krzyża, a może figury. Napisy na nim są już ledwie widoczne. To jedna z wyjątkowo nielicznych zachowanych pamiątek po bataliach II wojny światowej, które zrównały z ziemią obszar tej doliny.

Wkrótce szlak nakazuje na zejście z szosy w prawo na dróżkę i niebawem przemieszczamy się w sąsiedztwie Potoku Iwelka, który rodzi się nieopodal na łagodnych stokach wznoszących się ponad dolinę. Przechodzimy obok kilku obejść, przeprawiamy się przez bród potoku, jeden, drugi raz. Dalej mamy drewnianą kładkę. To dolina, gdzie czas zatrzymał się. Takie sprawia wrażenie ta jej początkowa część, gdzie wiejskie obejścia przypominają te sprzed wielu lat, przy których biegają kury i kaczki, pasą się krowy.

Przełęcz oddzielająca Krzemionkę i Kiczerę.
Przełęcz oddzielająca Krzemionkę i Kiczerę.

Podmokłe łąki na stoku Kiczery.
Podmokłe łąki na stoku Kiczery.

Szosa do Chyrowej.
Szosa do Chyrowej.

Kamienny cokół przy drodze.
Kamienny cokół przy drodze.

Zejście do doliny Iwelki.
Zejście do doliny Iwelki.

Wiejska droga.
Wiejska droga.

Kładka nad Iwelką.
Kładka nad Iwelką.

O godzinie 17.00 dochodzimy do bocznej drogi prowadzącej do schroniska „Pod Chyrową”. Opuszczamy w tym miejscy czerwony szlak. Udajemy się do schroniska., gdzie kończymy wędrówkę. Gospodarze uprzedzeni o naszej wizycie raczą nas gościną. O tej porze roku mało kto zagląda tutaj. Po odpoczynku wyjedziemy stąd, a powrócimy jutro, do tej doliny naznaczonej krwawym piętnem wojen.




za nami
pozostało
161,2 km
357,8 km
Doczekaliśmy się nareszcie. Przed nami Główny Szlak Beskidzki i październikowy Beskid Niski w kolorach jesieni. Jak to jest, że ten szlak przemierzaliśmy już dwukrotnie, a niektóre odcinki jeszcze częściej, a tak tęskno nam było czekać na ten dzień? Ten szlak to zespolenie cudownych wspomnień z przeszłości, chęci przeżywania na nowo piękna tego szlaku, ale też, a może przede wszystkim współtworzenia nowej historii z grupą niezwykłych ludzi. Zjechali się tutaj z różnych stron Polski, choć większość jest z Małopolski. Zagościliśmy w Iwoniczu-Zdroju. Zaczynamy nietypowo, bo od godzinnej przerwy na spacer po malowniczym kurorcie.


POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Iwonicz-Zdrój (400 m n.p.m.) [czerwony szlak] Lubatowa (415 m n.p.m.) [czerwony szlak] Cergowa (716 m n.p.m.) [czerwony szlak] Nowa Wieś (350 m n.p.m.)

OPIS:
Nad Iwoniczem-Zdrojem wisi jeszcze poranna mgiełka, choć już godzina 10.45. Pełza ospale po willach kurortu. Gdy kończyliśmy tutaj czerwcową wędrówkę promieniało gorącem słońce. A dzisiaj? Też tak ma być, aura ciepła, słoneczna, ale już jesienna. Iwonicz swą historią sięga XIV wieku. Jego lokacja na prawie niemieckim nastąpiła w wieku XV. Wówczas znaczną część mieszkańców Iwonicza stanowili osadnicy niemieccy, a jego właścicielami byli przedstawiciele rodu Iwanickich. W kolejnych stuleciach właściciele zmieniali się dość często, zaś samą miejscowość dotykały różne nieszczęścia: pożary, powodzie, epidemie chorób, grabieże Tatarów, Szwedów i Siedmiogrodziań. Jednak wieś Iwonicz rozwijała, choć powoli. W 1799 roku Iwonicz został posiadłością rodziny Załuskich i należał do nich aż do 1945 roku. W drugiej połowie XIX wieku Załuscy wybudowali w Iwoniczu eklektyczny dwór, który stał się ich siedzibą rodową. Wokół powstał park. Dopiero w czasach Załuskich Iwonicz stał się znanym uzdrowiskiem, bo lecznicze właściwościach tutejszych wód mineralnych znane były dużo wcześniej. Wzmiankowane były już w 1413 roku, a więc Iwonicz można uznać za jedno z najstarszych w Polsce uzdrowisk. O istniejącym tutaj uzdrowisku wspomina również nadworny lekarz Stefana Batorego w swojej książce napisanej w 1578 roku.

Dzisiejszy Iwonicz-Zdrój funkcjonuje jako odrębna jednostka administracyjna. Podział wsi Iwonicz na dwie miejscowości: Iwonicz i Iwonicz-Zdrój przeprowadzony został w 1955 roku. W 1973 roku Iwonicz-Zdrój otrzymał prawa miejskie. Od zakończenia ostatniej wojny rozkwita. Pośród starych drewnianych willi i pensjonatów z XIX wieku, wzorowanych na modnym wówczas budownictwie uzdrowiskowym Szwajcarii, powstały nowe sanatoria poszerzające ofertę leczniczą dla kuracjuszy. Trudno jest porównywać Iwonicz-Zdrój z sąsiednim Rymanowem-Zdrojem, który olśniewa równie swoistym pięknem, choć raczej dla siebie charakterystycznym i niepodobnym do iwonickiego. Te dwie cudowne miejscowości uzdrowiskowe Podkarpacia, należące do najpiękniejszych i najbardziej malowniczych zakątków Beskidu Niskiego. Obydwie położone pośród wzniesień pokrytych lasami, będącymi pozostałościami dawnej puszczy karpackiej o wyjątkowych walorach przyrodniczo-krajobrazowych.

Biały Orzeł.
Dawna willa a później sanatorium „Biały Orzeł” zbudowane w 1923 roku.

Grupa na deptaku w Iwoniczu-Zdroju.
Grupa na deptaku w Iwoniczu-Zdroju.

Po godzinnej przerwie ruszamy przez Iwonicz-Zdrój w górę potoku Iwonka. Zostawiamy za sobą okazały gmach „Bazaru”. Wzniesiono go w latach 1876-80. Drewniana, dwupiętrowa bryła tego obiektu z czworoboczną wieżą zegarową przykuwa wzrok za każdym razem gdy tylko jesteśmy w Iwoniczu. Budynek ten jest popularnym motywem obrazów i fotografii. Stanowił luksusowy hotel dla gości uzdrowiska, obecnie mieszczą się w nim lokale handlowe oraz mieszkania dla pracowników uzdrowiska. Stanął naprzeciwko piętrowego „Domu Zdrojowego” z 1861 roku, który przypomina swoją bryłą osiemnastowieczny pałac.

Przechodzimy alejką wzdłuż podcieni budynku pijalni iwonickich wód. Został on wzniesiony z inicjatywy Załuskich w 1837 roku, ale obecny jego wygląd nadany został po przebudowie w roku 1922, a potem w latach 80-tych XX wieku. Alejka ciasno przechodzi miedzy budynkiem pijani i budynkiem Starych Łazienek zbudowanych w 1838 roku. Aktualnie mieszczą się w nim sanatorium i przychodnie uzdrowiskowe. Za budynkiem pijalni znajduje się ośmioboczna altanka z zadaszeniem wspieranym na kolumnach opartych na postumentach. Jest to tzw. „Pawilon nad źródłami” ze źródłami Amelii i Karola.

Pijalnia i Stare Łazienki.
Pijalnia i Stare Łazienki.

„Pawilon nad źródłami” ze źródłami Amelii i Karola oraz źródło Józefa.
„Pawilon nad źródłami” ze źródłami Amelii i Karola oraz źródło Józefa.

Dalej mamy modrzewiową willę „Krakowiak” wybudowaną w stylu szwajcarskim. Słynęła z najlepszych w okolicy dancingów. Do dzisiaj można usłyszeć wydobywające się z niej dźwięki muzyki tanecznej, ale obecna willa „Krakowiak” nie jest tym samym obiektem, co pierwotnie wybudowany w latach 1865-1868. Jest jednak jego kopią odbudowaną po pożarze w 2004 roku. Dochodzimy do al. Teodora Torosiewicza, na której łapiemy czerwony szlak. Główny Szlak Beskidzki prowadzi tą szosą omijając deptak zdrojowy. Aleja Teodora Torosiewicza jest asfaltową drogą poprowadzoną w górę doliny potoku Iwonka, która potem skręca do Lubatowej. Za nami znajduje się już „Stary Pałac” - najstarszy zabytek uzdrowiska, wzniesiony w 1837 roku według projektu Amelii Załuskiej, współzałożycieli uzdrowiska Iwonicz-Zdrój. Obiekt ten służył jako letni pałac rodziny Załuskich.

Stary Pałac.
Stary Pałac.

Podążamy w górę doliny wzdłuż ulicy, która na dalszym odcinku zmienia nazwę z Torosiewicza na Leśną. Przechodzimy między sanatoryjnymi budynkami: „Pod Jodłą” z lewej, „Biały Orzeł” po prawej. Wyżej mamy obiekty sportowe „Orlika”, boisko i kort tenisowy, a przed nimi nieużytkowany od lat basen kąpielowy. Wyżej na stokach Przedziwnej znajdowała się kiedyś skocznia narciarska, po której ślady wciąż można dostrzec. Poniżej dawnej skoczni stoi obecnie amfiteatr. Z tego miejsca rozchodzą się ścieżki turystyczne wiodące przez widokowe wzniesienia Przymiarki do Rymanowa-Zdroju.

Amfiteatr pod stokami Przedziwnej.
Amfiteatr pod stokami Przedziwnej.

Czerwony szlak prowadzi nas ulicą Leśną. Wkrótce oddalamy się nieco od potoku Iwonki wchodząc wyżej na stoki Przedziwnej, a następnie Żabiej Góry, na którym rozlokowały się osiedla Turkówki i Za Górą. Trasa przez te osiedla jest malownicza. Krajobrazowo śliczna szczególnie po zmianie kierunku marszu z południowego na zachodni. Wtedy naszym oczom ukazuje się po raz pierwszy Cergowska Góra. Jej masywna, garbata sylwetka może trochę przerażać, bo wiemy, że będziemy musieli się wspiąć na to wzniesienie. Na pewno wyciśnie z nas trochę potu.

Oddalamy się od potoku Iwonka, który ma swoje źródła po stronie przeciwnej niż kierunek naszego marszu, na północnych stokach Sroków Działu i na zachodnich stokach Przymiarek. Schodzimy powolutku do doliny rzeki Lubatówka, z którą potok Iwonka spotyka się na wysokości około 285 m n.p.m. w tzw. Miejscu Piastowym, gdy przepłynie przez Iwonicz, następnie płaskie obszary Dołów Jasielsko-Sanockich. My spotykamy się z Lubatówką o godzinie 12.25. Wchodzimy na prostopadłą drogę. Skręcamy w lewo i przechodzimy przez most nad Lubatówką. Idziemy do centrum wsi Lubatowa.

Stok Przedziwnej i droga do Turkówki.
Stok Przedziwnej i droga do Turkówki.

Las Przedziwnej.
Las Przedziwnej.

Widok na Cergową.
Droga z widokami na Cergową.

Z prawej mamy kościół parafialny pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Lubatowej oraz pomnik rozstrzelanych przez SS Galizien w 1944 roku. Po wybuchu II wojny światowej w Lubatowej powstał jeden z pierwszych na tym terenie ruchów oporów. Mieszkańcy wsi byli silnie zaangażowani w działania przeciwko okupantowi. Organizowane były w niej punkty przerzutowe, ukrywano i udzielano schronienia ludziom poszukiwanym przez Niemców (m.in. partyzantom, jeńcom radzieckim zbiegłym z obozu pod Rymanowem, Polakom wypędzonym z Wielkopolski i Śląska). Mieszkańcy wsi w związku z tym doświadczali wielokrotnie odwetowego rozstrzeliwania, czy pacyfikacji. Najbardziej dramatycznym pod tym względem był 1944 roku. W pierwszej akcji pacyfikacyjnej po czerwcowym zamachu partyzantów na Paula Diebala, krwawego komendanta Schutzpolizei w Dukli, Niemcy aresztowali, a następnie rozstrzeliwują 1 lipca w Lesie Warzyckim koło Jasła kilkunastu mieszkańców Lubatowej. Niedługo potem mieszkańcy Lubatowej objęci zostali kolejną pacyfikacją. Tym razem objęła ona 38 mieszkańców, straconych 24 lipca 1944 roku w Lesie Grabińskim koło Iwonicza. Tamtego dnia razem z nimi zastrzeleni zostali również aresztowani z innych miejscowości m.in. Iwonicza, Brzostka i Korczyna. Razem tamtego dnia zamordowano strzałem w tył głowy 72 osoby. Uroczystości żałobne odbyły się w dniu 9 maja 1945 roku. Rozpoczęły się w miejscu mordu w lesie Grabińskim, po czym kondukt pogrzebowy podzielił się na 2 orszaki. Pierwszy z 38 trumnami skierował się do Lubatowej, gdzie dokonano uroczystego pochówku we wspólnej mogile przy kościele parafialnym. Drugi kondukt skierował się na cmentarz do Iwonicza.

Kościół pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Lubatowej.
Kościół pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Lubatowej.

Pomnik rozstrzelanych przez SS Galizien w 1944 roku.
Pomnik rozstrzelanych przez SS Galizien w 1944 roku.

Górujący w dolinie Lubatówki kamienno-ceglany kościół pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika wzniesiono w latach 1911-1918. Jego wieża wznosi się na wysokość 56 metrów. Kościół ten został wybudowany kilkanaście metrów na północny-wschód od nieistniejącego już starego drewnianego kościoła z ok. 1529 roku, który został rozebrany w obawie przed zawaleniem w 1921 roku.

Przechodzimy centrum wsi. Przed budynkiem szkoły podstawowej skręcamy na szosę odchodzącą w prawo do Jasionki i Dukli. Szosą pniemy się na bardzo widokowe wzniesienie Lipki. Z prawej widoczna jest kulminacja Zygmuntówki (505 m n.p.m.) z masztem telekomunikacyjnym i przebiegającą przezeń linią wysokiego napięcia, która nadaje krajobrazowi dziwnego uroku. Zwisające nad polami przewody zawieszone na wysokich konstrukcjach – jakaś jest w tym malowniczość, a nie tylko nasze skrzywione spojrzenie wynikające z sentymentalnego powrotu w te strony. Te słupy towarzyszyły nam od pierwszej wędrówki i wpisały się już w naszej pamięci jak stały element tutejszego krajobrazu. Obracamy głowę za siebie, na północny wschód, gdzie widać Wzgórza Rymanowskie, wspomnienie czerwcowej wyprawy, i wcześniejszych wędrówek. Za nimi Rymanów-Zdrój, Wołtuszowa, Wisłoczek, Puławy, Komańcza i dalej Bieszczady. Stopniowo oddalamy się od nich. Idziemy ten szlak po raz trzeci. Czy kiedyś będzie się nam chciało przejść go kolejny raz? Z jednej strony kuszą miejsca nowe, w których jeszcze nie byliśmy, a z innej pociągają stare miejsca, w których zostały nasze najmilsze chwile wspomnień. Idąc tym samym szlakiem wracamy do nich, ale też tworzymy nowe, cudowne obrazy dla wspomnień.

Lubatowa.
Panorama Lubatowej ze stoków Lipki.

Przed rośnie Cergowska Góra. Przechodzimy wierzchołek wzniesienia Lipki. Schodzimy. Po drugiej stronie wzniesienia Lipki szosa ostro skręca na prawo na Jasionkę i Duklę. Opuszczamy w tym miejscu szosę, bo szlak kieruje nas dalej prosto na łąki. Skraj lasu barwi się jeszcze silnymi kolorami jesieni. Takiej właśnie wędrówki oczekiwaliśmy - jesiennej i udało się. W pewnych odstępach na drzewach wiszą wstążki znakujące trasę jakiegoś biegu. Ta forma rekreacji jest co raz bardziej popularna: maratony, półmaratony i inne biegi. O!... Na jednym z krzaków obok wstążki wisi czarny biustonosz. Komuś musiało być naprawdę gorąco ;)

Wzniesienie Lipki i widok na Cergową.
Wzniesienie Lipki i widok na Cergową.

Zygmuntówka (505 m n.p.m.).
Zygmuntówka (505 m n.p.m.).

Do dolinki.
Do dolinki.

Biustonosz na krzaku.
Komuś było gorąco ;)

Teren obniża się ku brzegowi lasu do miejsc podmokłych i błotnistych na szlaku. Udaje się przejść w miarę na czysto. Wchodzimy do lasu i zaraz na jego skraju robimy postój. O godzinie 13.30 ruszamy dalej. Zaczynamy podejście Cergowej. Nie jest aż takie ostre, jak sugerowała potężna sylwetka góry widziana z pokonanych wzniesień. Szlak prowadzi trawersem po południowej stronie stoku. Płaj wiedzie przez barwny las do osuwiskowego rowu. Do którego skręca i dalej ostro pnie się na wschodnią krawędź grzbietu. Gdzieś w okolicy, w pasie skałek ograniczających rów osuwiskowy znajduje się jaskinia o nazwie „Gdzie spadł samolot”. Znów nie znajdujemy tej jaskini, ale pewnie dlatego, że właściwie nie poświęcamy czasu na jej poszukiwania.

Las.
Wchodzimy do lasu.

Płajem w górę.
Płajem w górę stoku.

Płaj przed rowem osuwiskowym.
Płaj przed rowem osuwiskowym.

Korona jesiennego lasu.
Korona jesiennego lasu.

Idziemy w górę rowem osuwiskowym. Jego brzegi wypełnia mnóstwo wychodni. Teren porasta piękny las bukowy. Las rozsłonecznia słońce. Drzewa nie mają już szczelnego listowia. O godzinie 14.05 osiągamy grzbiet. Z miejsca tego na południowo-wschodnią stronę schodzi stromym stokiem przecinka. My kierujemy się w przeciwnym kierunku.

Rów osuwiskowy.
Rów osuwiskowy.

Las Cergowej.
Las Cergowej.

Początek grzbietu.

Wędrujemy teraz już w miarę wyrównanym grzbietem Cergowej, porośnięty z obu stron bukami, których gałęzie wygięte są w północno-wschodnim kierunku (wyglądają tak jakby poddawały się silnemu wiatrowi wiejącemu od południowego zachodu). Dzisiaj jednak nie ma żadnego wiatru. W przeciwieństwie do dość łagodnego stoku południowo-zachodniego, po drugiej stronie grzbietu uformowane zbocze jest bardzo bliskie pionowej ścianie. Zejście w dół tamtą stroną nie było by możliwe bez lin.

Pośród buków rosną również inne drzewa, w tym cis pospolity (jedno z najrzadszych drzew w Polsce) chroniony tutaj rezerwatem leśnym o powierzchni 63,5 ha. Obejmuje on północne zbocza Cergowej. Ochroną tego rezerwatu objęte są również fragmenty lasu mieszanego z rzadkimi gatunkami flory. W najniższych położeniach rezerwatu rośnie olszynka karpacka, wyżej zaś grąd z wielogatunkowym drzewostanem, na który składają się graby, lipy, dęby szypułkowe, trześnia, jesiony i jawory. We wschodniej części rezerwatu rośnie też wiąz górski i jaworzyna górska. Gdybyśmy wędrowali tędy w czerwcu, lipcu lub sierpni zapewne spotkalibyśmy w runie paprocie, miesięcznice, czosnek niedźwiedzi, a przy odrobinie szczęścia także kwiaty chronionej i rzadkiej lilii złotogłów.

Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.
Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.

Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.
Urwisty północno-wschodni stok Cergowej.

Widok na dolinę Jasionki.
Widok na dolinę Jasionki.

Dobrze jest przejść się Tymy samymi szlakami o różnych porach roku. W październiku las na Cergowej jest bardzo przejrzysty, wpada do niego mnóstwo światła słonecznego, a widoki na doliny, szczególnie na dolinę pod urwistymi północno-wschodnimi stokami do doliny Jasionki są imponujące. W lecie, czy podczas zazielenionej już wiosny widoki z Cergowej pojawiają się właściwie tylko z jednego znanego nam miejsca. Teraz między drzewami pozbawionymi w znacznej części liści dolinę Jasionki widzimy prawie cały czas. Ma się wrażenie, że jesteśmy na najwyższej górze w okolicy, a nawet najwyższej w całym Beskidzie Niskim, ale to tylko tak się wydaje.

Grzbiet Cergowej.
Grzbiet Cergowej.

Około godziny 14.30 przechodzimy przez środkowy wierzchołek Cergowej. Cergowa ma ich trzy. Pierwszy jaki mijaliśmy, wschodni mamy już za sobą. Przed nami najwyższy, zachodni, mający 716 m n n.p.m. Wchodzimy na niego o godzinie 14.45. Na szczycie trwa budowa wieży widokowej. Miała być ponoć gotowa na wakacje 2017. Na chwilę obecną jest wylany solidny fundament. Pewnie budowniczowie nie zdążą jej wznieść tego roku.

Na szczycie Cergowej stoi metalowy krzyż, a przy nim skrzyneczka z dziennikiem i długopisem. W dzienniku można pozostawić swój ślad pobytu na szczycie góry. Po gościnie na szczycie Cergowej zaczynamy schodzić w dół o godzinie 15.00. W partiach wierzchołkowych spotykamy turystów podążających cały GSB w przeciwną stronę. Jeszcze trochę im zostało do końca, ale już znacznie mniej dystansu, niż ten który pozostawili za sobą. Zagadujemy się dłuższą chwilę. Żegnamy z życzeniami szczęśliwej drogi.

Zespół zamykający grupę na najwyższym szczycie.
Zespół zamykający grupę na najwyższym szczycie.

Cergowa (716 m n.p.m.).
Cergowa (716 m n.p.m.).

Szlak wprowadza na wierzchołek krótkiego bocznego grzbietu odchodzącego od głównego wierzchołka Cergowej. Za tym wierzchołkiem szlak prowadzi przez niewielkie polanki obrośnięte młodnikiem, po czym wprowadza do bukowego lasu. Na skraju lasu napotykamy kilka egzemplarzy dzwonka rozpierzchłego (Campanula patula L.). To zaskoczenie o tej porze roku, bo roślina ta kwitnie normalnie od maja do lipca. Jesienne barwy ujmują wszelkie ludzie umysły, nie tylko oczy, ale też ta zasypiająca przyroda zdaje się cudownie pachnieć, fascynować cichością. Ptasie nawoływania odeszły już w niepamięć. Ptaki opuściły lasu już niemal zupełnie. Przez moment daje się usłyszeć jedynie głuche, ale donośne bębnienie dzięcioła. Między konarami widać coraz bliższą dolinę Jasiołki. Co raz natarczywiej słychać ruchliwość szosy (droga krajowa nr 9).

Szlak z Cergowej.
Szlak ze szczytuj wprowadza na boczny grzbiet.

Kulminacja bocznego grzbietu.
Kulminacja bocznego grzbietu.

Przed polankami.
Przed polankami.

Na skraju lasu.
Na skraju lasu.

Dzwonek rozpierzchły (Campanula patula L.).
Dzwonek rozpierzchły (Campanula patula L.).

Wejście do lasu.
Wejście do lasu.

Przeszkody.
Przeszkody.

Zbocze przed wyjściem z lasu jest stromsze. O godzinie 15.50 wchodzimy na widokowe łąki Nowej Wsi. Pod drugiej stronie doliny wznosi się przed nami kolejny masyw do przejścia. Pod jednym ze szczytów tego masywu o nazwie Kilianowska Góra (560 m n.p.m.) intensywnie pracuje kamieniołom. Pod wzniesieniem Kilianowskiej Góry znajduje się dolina Chyrowskiego Potoku, przez którą poprowadzona jest droga dojazdowa do kamieniołomu. Dolinę tą zamyka wzniesienie Chyrowej (695 m n.p.m.). Z lewej zaś wzgórze Zaśpit, na które podążymy czerwonym szlakiem już jutro.

Zaraz opuścimy las.
Zaraz opuścimy las.

Kilianowska Góra (560 m n.p.m.).
Kilianowska Góra (560 m n.p.m.).

Stok Cergowej.
Stok Cergowej.

Łąki i pola Nowej Wsi na stoku Cergowej.
Łąki i pola Nowej Wsi na stoku Cergowej.

Ostrewki.
Ostrewki.

Kapliczka przydrożna w Nowej Wsi.
Kapliczka przydrożna w Nowej Wsi.

Barwy jesieni.
Pomalowała jesień.

Schodzimy do wsi. Żegnamy las Cergowej malowany barwami jesieni. Wchodzimy między domostwa Nowej Wsi. Dróżki kierują nas do kładki nad rzeką Jasiołką, za którą mamy bardzo ruchliwą szosę. Tutaj o godzinie 16.00 opuszczamy Główny Szlak Beskidzki. Odjeżdżamy w kierunku Dukli, gdzie już (nie czekając na jutro) dzisiaj rozpoczynamy program uzupełniający wędrówki po Głównym Szlaku Beskidzkim...




Zapraszamy na wycieczkę dnia 17.03.2018,
kiedy udostępnione zostaną nam dwie świątynie
w Skrzydlnej, którym patronuje św. Mikołaj Biskup.
W ich wnętrzu znajdziemy wiele wizerunków św. Mikołaja.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas