Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kąty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kąty. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
189,0 km
330,0 km
Jest spokojna, cicha, usypiająca. W górnym biegu ma charakter przełomu, płynie głęboką doliną, w przeciwieństwie do swego brata Wisłoka nie tworzy wielkich załomów. Jej leniwy nurt ma coś z sielankowości. Usypia w połączeniu z ciepłem majowych promieni słońca. Wypływa ze środkowej części Beskidu Niskiego z wysokości 575 m n.p.m., ze źródeł góry Dębi Wierch (664 m n.p.m.). Płynie przez Karpaty z małym spadkiem, a opuszcza je wpływając na Pogórze Jasielskie, następnie na Doły Jasielsko-Sanockie. Dolina Wisłoki wieszczy sielankę Wielkiej Majówki w Beskidzie Niskim.


POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Kąty (307 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kamień, płd. zbocze (669 m n.p.m.) [czerwony szlak] Przełęcz Hałbowska (540 m n.p.m.)

OPIS:
Główny Szlak Beskidzki w miejscowości Kąty schodzi do swego najniższego położenia, obniżając się przy korycie Wisłoki do 307 m n.p.m. Przechodzimy przez most nad Wisłoką o godzinie 9.20. Po drugiej stronie jej nurtu rozpoczynamy „odrabianie” wysokości, momentami dość zrywnymi podejściami. Zaraz za mostem schodzimy z szosy wspinającej się dalej kilkoma serpentynami na Przełęcz Hałbowską. Odbijamy na lewo drogą prowadzącą do gospodarstw leżących tuż nad brzegiem rzeki. Po kilkudziesięciu metrach drogowskazy namalowane przez gospodarzy chronią turystów przed zapuszczaniem się na ich prywatną przestrzeń. Kierują w prawo na gruntową drogę wspinającą się przez młodniki na Uroczysko Obożysko, a potem na rozległe łąki pokrywające łagodne wzniesienia, skąd roztaczają się niezwykle malownicze pejzaże Beskidu Niskiego, typowe, wzorcowe dla tego pasma gór, emanujące prawdziwą łagodnością.

Most nad Wisłoką w Kątach.
Most nad Wisłoką.

Wisłoka.
Wisłoka.

Droga na Uroczysko Obożysko.
Droga na Uroczysko Obożysko.

Widok na północne części pasma Magury Wątkowskiej.
Widok na północne części pasma Magury Wątkowskiej.

Otacza nas ponadczasowa przestrzeń, w której płynie melodia pieśni o naturze i człowieku współistniejącym z jej odwiecznymi prawami. Łąki zielone toną w barwach kwiatów mniszka, wśród których zdaje się słyszeć skrzaty, a może śpiew wróżek odpowiedzialnych za wyczarowanie tego niezwykłego królestwa łagodności. Królową jego jest Matka Natura we własnej osobie. Z każdej strony wyczuwamy jej oblicze - wyczuwamy je gdzie byśmy się tylko nie odwrócili.

Znikąd pojawia przy nas paź królowej, przepiękny motyl z rodu szlacheckiego, który raczej sam powinien mieć paziów niż min być. Jest największym motylem występującym w Polsce o rozpiętości skrzydeł dochodzącej do 7-10 cm. Jaskrawa, żółta barwa jego skrzydeł harmonizuje z mniszkowym dywanem, czy złociejącymi wilczomleczami. Fruwa wokół przysiadając na intensywnie żółtych kwiatach, to na wysuszonej słońcem polnej drodze. Motyl odrywa nas od pejzażu beskidzkich wzniesień i skupia wzrok na czarnych wzorach pokrywających jego żółte skrzydła o misternym, nieregularnym kształcie. Na końcu skrzydeł posiada podłużne czarne wypustki z żółtą oblamówką nazywane ogonkami, nad którymi znajdują się rdzawe plamki i rząd niebieskich plamek o nieregularnych kształtach, oddzielonych od siebie czarnymi przedziałkami. To iście królewski motyl.

Masyw Kamienia nad Kątami.
Masyw Kamienia nad Kątami.

Widok w kierunku Grzywackiej Góry.
Widok w kierunku Grzywackiej Góry.

Łąka porośnięta mniszkiem lekarskim.
Łąka porośnięta mniszkiem lekarskim.

Wilczomlecz lancetowaty (Euphorbia esula L.).
Wilczomlecz lancetowaty (Euphorbia esula L.).

Paź królowej (Papilio machaon).
Paź królowej (Papilio machaon).

Przez łąki malowniczej panoramy.
Przez łąki malowniczej panoramy.

Mijamy metalowy krzyż przydrożny postawiony jako wotum wdzięczności za pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny, poświęcony 29 maja 1999 roku. Na przymocowanej do niego tabliczce umieszczono słowa wygłoszone przez Jana Pawła II dnia 10 czerwca 1997 roku w Krośnie: "Pozostańcie wierni tradycjom waszych praojców”.

Polna dróżka za krzyżem zakręca nieco na zachód i sprowadza nas na płytką przełączkę, za którą rozpoczynają się magurskie lasy i pierwsze wzniesienie na naszej trasie. Spoglądamy na północ na pięknie pofalowane wzniesienia pokryte lasami, łąkami i polami.

Krzyż przydrożny.
Krzyż przydrożny.

Schodzimy na przełączkę.
Schodzimy na przełączkę.

Widok na pasmo Magury Wątkowskiej.
Widok na pasmo Magury Wątkowskiej.

Widok w kierunku doliny Wisłoki.
Widok w kierunku doliny Wisłoki.

Droga przez przełączkę.
Droga przez przełączkę.

Za przełęczą wchodzimy w obszar Magurskiego Parku Narodowego. Idziemy niezbyt długo drogą gruntową. Droga wchodzi w cień drzew, lecz zbyt mały, by dobrze w nim czuły się cienioznośne żywce cebulkowe (Dentaria bulbifera L.). Drzewa rosnące przy drodze chronią te rośliny tylko częściowo przed pełnym słońcem o określonych porach dnia. Grona ich różowo fioletowych kwiatów są nieco oklapłe.

Żywiec cebulkowy (Dentaria bulbifera L.).
Żywiec cebulkowy (Dentaria bulbifera L.).

Niebawem jednak wchodzimy w głęboki cień lasu. Drogowskaz nakazuje zejść na leśną ścieżkę prowadzącą w górę stromego stoku. Miarą jego forsowności jest włożony wysiłek w jego pokonanie. Dróżka szlaku prowadzi w bliskim sąsiedztwie spływającego strumienia, równie leniwego, jak rzeka w dolinie z której wyruszyliśmy na tą wędrówkę. Mimo dużego nachylenia zbocza, wody potoczku powoli przelewają się po ciemnych kamieniach, nasączając ziemię, w tym miejscowo również naszą ścieżkę.

Wschodni stok Kamienia nad Kątami.
Próchniejący konar pozostawiony naturze.

Wschodni stok Kamienia nad Kątami.
Przyroda sama tutaj gospodarzy.

Wschodni stok Kamienia nad Kątami.
Łagodny początek podejścia na Kamień.

Wschodni stok Kamienia nad Kątami.
Spojrzenie w dół stoku.

W głębi lasu gasną nieco gorące promienie słońca. Osadnik egeria (Pararge aegeria) preferuje takie siedliska - wilgotne i zacienione wysokimi drzewami. Promienie słońca, którym udało się przedostać przez koronę drzew, lśnią i srebrzą się w spływającym cieku. W cienistej głuszy skrywane są źródła tajemniczego potoku. Niewykluczone, że poranne promienie słońca zbudziły leśne rusałki, które wodzą nas teraz pięknem tego lasu. Zagadka jego uroku chyba pozostanie nierozwiązana, a jeśli tak faktycznie będzie, to las ten pozostanie w pamięci do ostatnich naszych dni. Nie uwolnimy od niego nigdy swoich myśli.

Wschodni stok Kamienia nad Kątami.
Do wnętrza lasu docierają nieliczne nitki promieni słońca.

Wschodni stok Kamienia nad Kątami.
Cienisty las.

Leśny ciek.
Leśny ciek.

Osadnik egeria (Pararge aegeria).
Osadnik egeria (Pararge aegeria).
Osadnik egeria (Pararge aegeria).


Dróżka wkrótce zdaje się odchodzić trochę na południe po łagodniejącym stoku. Niebawem docieramy do kulminacyjnego punktu, gdzie leży skalna wychodnia. Nie jest to wierzchołek góry zwanej Kamieniem nad Kątami (714 m n.p.m.), który znajduje się niedaleko, ale znajduje się w Obszarze Ochrony Ścisłej „Kamień”. Znajdujemy się na bezimiennym wierzchołku góry na wysokości 669 m n.p.m.

Stok łagodnieje.
Stok łagodnieje.

Kamień nad Kątami.
Kamień nad Kątami.
Wychodnie na kulminacyjnym punkcie naszej trasy.


Ścieżka stopniowo obniża się po leśnym stoku. Z tej strony stok jest łagodny, a las inny, lecz równie piękny i tajemniczy. O godzinie 11.05 robimy krótką przerwę na rozwidleniu leśnych dróg. Pokrótce schodzimy dalej. Ostatnie cieniste i wilgotne miejsca porastają kępy gwiazdnicy gajowej (Stellaria nemorum). Chwilę później opuszczamy las. O godzinie 11.30 wchodzimy na Przełęcz Hałbowską (540 m n.p.m.) przez którą przechodzi szosa łącząca wioski znajdujące się po obu stronach masywu, Kąty i Nowy Żmigród na północy oraz Krempną na południu. Przy szosie stoi nasz autokar.

Gwiazdnica gajowa (Stellaria nemorum).
Gwiazdnica gajowa (Stellaria nemorum).

Pod przełęczą jest miejsce, które przypomina, iż magurskie lasy były świadkami dramatu ludzkiego. Skrywa go las, a znajduje się około 200 metrów od czerwonego szlaku. Prowadzi tam dobrze oznakowana droga, do miejsca straceń, gdzie stoi pomnik - mogiła. W miejscu tym dnia 7 lipca 1942 roku hitlerowcy dokonali egzekucji 1250 Żydów przywiezionych z getta w Nowym Żmigrodzie. Pamięć ofiar upamiętnia płyta kamienna z napisami w trzech językach: hebrajskim, polskim i angielskim.

Mogiła pod Przełęczą Hałbowską.
Mogiła pod Przełęczą Hałbowską.
Mogiła pod Przełęczą Hałbowską.

W naszej majówkowej wędrówce Głównym Szlakiem Beskidzkim przeplatać się będzie przyroda Magurskiego Parku Narodowego i pamiątki po ludziach, którzy żyli tutaj niegdyś w zgodzie z naturą. Po tej krótkiej trasie przez Kamień nad Kątami udajemy się do jednego z takich miejsc.


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Ponad Kątami



za nami
pozostało
182,4 km
336,6 km
Chyrowa to nieduża wieś leżąca w górnej części doliny potoku Iwielka, u zachodniego podnóża góry Chyrowa (695 m n.p.m.). Jesienią 1944 roku dolina Iwielki była areną wyjątkowo ciężkich i krwawych walk. Z całej zabudowy wsi ocalała wówczas tylko jedna chałupa i cerkiew. Wszystko zaczęło się o poranku 8 września 1944 roku. Rosjanie chcieli szybko opanować Przełęcz Dukielską, aby przejść przez Karpaty i wesprzeć słowackie powstanie, które wybuchło pod koniec sierpnia. Do ataku ruszyło dziewięć dywizji piechoty 38. Armii, którye wspierały siły 25. Korpusu Pancernego, Armii Gwardii i 1. Czechosłowackiego Korpusu Armijnego. Łącznie na niewielką dolinę nacierało 180 tysięcy żołnierzy, wyposażonych w 1700 dział, moździerzy i ponad 1000 czołgów. Operacja miała trwać kilka dni, ale okazało się, że przeciągnęła się i trwała o wiele dłużej. Wsie, przez które przechodził front walk, jak Dukla, Iwla, Głojsce, Teodorówka, czy Chyrowa, do której wróciliśmy zostały niemal zupełnie wyludnione i zniszczone. Wioski zostały usłane trupami mieszkańców i żołnierzy. Świadkowie tamtych wydarzeń mówią, że trudno był przejść by nie nadepnąć na ciała zabitych. Potoki zabarwiły się na czerwono od ich krwi.

POGODA:
noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Chyrowa (558 m n.p.m.) [czerwony szlak] Polana (651 m n.p.m.) [czerwony szlak] Łysa Góra (641 m n.p.m.) [czerwony szlak] Grzywacka Góra (567 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kąty (307 m n.p.m.)

OPIS:
Krwawe boje toczyły się o wzgórze 534 (Franków). Miało ono strategiczne znaczenie, bo jego posiadanie pozwalało obserwować i ostrzeliwać pole walki. Istotne znaczenie miał również odcinek szosy znajdującej się po południowej stronie wzgórza, łączącej miejscowości Łysa Góra - Głojsce - Iwla. W otoczeniu tej drogi toczyły się najkrwawsze walki, a ślady po niej były widoczne jeszcze wiele lat po wojnie.

Dramat ocalałych trwał wiele lat po wojnie. Wioski zostały niemal doszczętnie zniszczone, ludzie stracili dobytek życia, groził im głód, a wtedy w 1944 roku zbliżała się już zima. Zebrane zboża w większości spłonęły, zaś ziemniaki pozostały w polach niewykopane. Ludzie wykopywali je dopiero ze zmarzniętej ziemi.

Uznaje się, że operacja dukielsko-preszowska była najbardziej krwawą bitwą stoczoną na ziemiach polskich podczas II wojny. Łącznie liczba jej ofiar przekroczyła 220 tysięcy. Miejscowa ludność nazwała miejsce u stóp wzgórza 534 Doliną Śmierci. Nazwą tą posługiwać zaczęli się kartografowie i historycy. Jest do dziś aktualna, bo mieszkający tu ludzie wiąż odczuwają piętno tamtego czasu. Okolica zachwyca malowniczością, ale miejscowi wiedzą, że w lasach kryje się jeszcze śmiercionośne niebezpieczeństwo - niewybuchy. Jest ich co raz mniej, ale ciągle ktoś jeszcze od nich ginie. Miejscowi odradzają spacery po lesie, szczególnie poza wydeptanym ścieżkami. Wciąż można tutaj znaleźć łuski pocisków, resztki wozów bojowych, czy inne pozostałości wyposażenia wojsk. Wypłukują je z ziemi ulewne deszcze.

Dolina Iwelki w Chyrowej.
Dolina Iwelki w Chyrowej.

Gdzie spoczywają ofiary tamtej batalii? Największa mogiła znajduje się niedaleko, w Dukli nieopodal kościoła Bernardynów. Tam znajduje się największa ze zbiorowych mogił poległych podczas operacji dukielsko-preszowskiej. Poniżej przy szosie stoi obecnie Krzyż Pojednania (ten, który widzieliśmy przedwczoraj). Oplatają go dłonie poległych żołnierzy, przyjaciół i wrogów, niezależnie od wyznania i narodowości, wszyscy razem, bo przecież wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. „Krzyż - znaczy życie jest silniejsze niż śmierć - Jan Paweł II”, głoszą napisy w języku polskim, słowackim, rosyjskim, niemieckim, ukraińskim i czeskim, w językach narodów dotkniętych dramatem tamtej bitwy.

Kończy się msza w cerkwi Opieki Bogurodzicy w Chyrowej. To dawna łemkowska cerkiew greckokatolicka, w której funkcjonuje obecnie rzymskokatolicki kościół filialny pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Nie jest pewne, kiedy została wybudowana. Na nadprożu portalu babińca widoczna jest data 21 czerwca 1780 rok i najczęściej tę datę przyjmuje się za datę powstania świątyni. Istnieją przypuszczenia, że murowane prezbiterium i zakrystia wybudowane zostały wcześniej, najprawdopodobniej jako kaplica wzniesiona może nawet w 1707 roku.

Wnętrze cerkwi zwiedzamy po zakończeniu mszy. Na ścianach odnajdujemy resztki polichromii z 1932 roku, te specjalnie pozostawiono, bo większa jej część została usunięta w latach 80-tych XX wieku z powodu zniszczenia przez wilgoć. W latach 90-tych ubiegłego wieku gruntownie został odnowiony również rokokowy ikonostas. Za ikonostasem stoi barokowy ołtarz z XVIII wieku z cudownym obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Tutejsze podania mówią, że na jednym z drzew, rosnącym tu, gdzie stoi obecnie cerkiew, pojawił się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Przywędrował w sposób cudowny z Węgier, sięgających terytorialnie głównego grzbietu Karpat. Próbowano go przewieźć z powrotem do Węgier, ale obraz sam wracał w niewyjaśniony sposób do Chyrowej. Uznano to za cud i dla obrazu wybudowano tą oto świątynię. Jeszcze w okresie międzywojennym do cudownego obrazu Matki Boskiej z Dzieciątkiem przybywały liczne pielgrzymki.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.
Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.
Rokokowy ikonostas.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.
Barokowy ołtarz z XVIII wieku z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.
Odsłonięty fragment starej polichromii.

Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.
Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej.

Resztki starego cmentarza.
Resztki starego cmentarza.

Zdobienie krzyża nagrobnego.
Zdobienie krzyża nagrobnego.

Opuszczamy cerkiew. Stoją przy niej resztki nagrobków starego cmentarza. Tuż pod cerkwią leniwie płynie Iwelka. Skrzy się jej perlista woda w blasku porannych promieni. O godzinie 10.20 opuszczamy opatuloną łagodnymi wzgórzami dolinę Iwelki. Teraz jesienią wzgórza mienią się rozmaitymi odcieniami żółci, czerwieni i brązu. Oddalamy się od potoku, zbliżamy do szosy. Pod drugiej stronie szosy jest stacja narciarska, przy niej karczma czynna całorocznie. Może by tak na kawę wstąpić? Czemu nie.

Bodziszek łąkowy (Geranium pratense L.).
Bodziszek łąkowy (Geranium pratense L.).

Dom o ciekawej stylistyce nad Iwelką.
Dom o ciekawej stylistyce nad Iwelką.

Nad doliną Iwelki.
Nad doliną Iwelki.

Barwny las porastający stoki Chyrowej.
Barwny las porastający stoki Chyrowej.

Karczmę opuszczamy o godzinie 11.10. Niebo zasłoniło się przeźroczystym welonem cieniutkiej warstewki chmur. Kierujemy się w górę stoku wzniesienia Dania (696 m n.p.m.), wpierw wzdłuż gospodarstwa agroturystycznego, potem łąkami dochodzimy do ściany lasu. Za nami po drugiej stronie doliny wznosi się Chyrowa (695 m n.p.m.). Na północy poprzez Dolinę Śmierci jawi się wzgórze 534 Franków. Pokryte pasami pól i łąk, kępami drzew wciąż jest wyśmienitym punktem obserwacyjnym. Dla nas turystów jest dobrym punktem widokowym. Na jego szczycie stoi dzisiaj maszt telekomunikacyjny. Wchodzimy do barwnego lasu, gdzie ścieżka przechodzi w łagodny trawers. Nie wchodzimy na szczyt Danii, lecz idziemy od razu w stronę przełęczy przed kolejnym wzniesieniem.

W górę stoku wzniesienia Dania.
W górę stoku wzniesienia Dania.

Spojrzenie w kierunku Doliny Śmierci i wzgórza 534 (Franków).
Spojrzenie w kierunku Doliny Śmierci i wzgórza 534 (Franków).
Spojrzenie w kierunku Doliny Śmierci i wzgórza 534 (Franków).

Wzgórze 534 (Franków).
Wzgórze 534 (Franków).

Las na stoku Danii.
Las na stoku Danii.

Stok Danii z widokiem na wzniesienie Chyrowa.
Stok Danii z widokiem na wzniesienie Chyrowa.

Wchodzimy w rozległe, gęste, ale przejrzyste zagajniki. Gdy pokryte były liśćmi tworzyły tutaj dzicz. Dzisiaj większość tych liści ścieli runo i naszą ścieżkę. Piękny jest jesieni czas. Szlak zdaje się błądzić w młodniku. Przekraczamy nieduży konar leżący w poprzek ścieżki, porośnięty zielonym mchem i rdzawymi hubami. Wkrótce przechodzimy na szeroką dróżkę przy której pojawiają się dorodniejsze drzewa - sosny, brzozy, świerki i inne. W końcu wychodzimy na polanę, która nie zdążyła jeszcze zarosnąć. Sięga ona wierzchołka wzniesienia Polana (651 m n.p.m.). Drogę przebiega nam jeleń. Wodzimy za nim wzrokiem, ale szybko znika, najpierw w gąszczu młodnika, potem lasu. Nie daje sobie zrobić fotografii.

Przejrzyste zagajniki.
Przejrzyste zagajniki.

Liście ścielą runo i naszą ścieżkę.
Liście ścielą runo i naszą ścieżkę.

Przed konarem powalonym na naszą ścieżkę.
Przed konarem powalonym na naszą ścieżkę.

Czerwone huby.
Czerwone huby.

Jesienna dróżka.
Jesienna dróżka.
Jesienna dróżka.

Wychodzimy na polanę.
Wychodzimy na polanę.

Przed nami szczyt Polany.
Przed nami szczyt Polany.

Szczytowe partie polany są widokowe. Na pierwszym planie ukazuje się nam szczyt Danii, który zostawiliśmy już kawałek za sobą. Całą polanę porastają wysokie trawy, suche i pożółkłe o tej porze roku. Zazwyczaj turyści robią sobie tutaj przerwę, zasiadając wśród traw. Zatrzymujemy się tylko na chwilkę. Oglądamy widoki, przymglone na dalekim horyzoncie. Trochę robi się żal, że oddalamy się od miejsc, w których było nam tak dobrze i przyjemnie. Jakoś nie pomaga myśl, że przecież na zachodzie czeka nowa przygoda, która przyniesie nowe przeżycia, a niektórym również wspomnienie czasu minionego. Tych wspomnień z wędrówek jest mnóstwo i chyba we wszystkich jest coś miłego - chce się do nich wracać. Zawsze siedzi w nas pragnienie ponownego zobaczenia, czegoś co już kiedyś widzieliśmy, choćby z ciekawości, by sprawdzić co zmieniło się od tamtego czasu.

Wśród traw Polany.
Wśród traw Polany.

Szczyt Danii widziany z Polany.
Szczyt Danii widziany z Polany.

Dróżka szlaku schodzi z Polany młodym lasem, potem lekko zadziera w górę. Wkrótce wchodzi w dorodny las bukowy, na niezbyt długo, bo wnet znów przedziera się jakieś chaszcze. Gdzieś pod liśćmi szlak nam ginie. Idziemy przez kilka minut na azymut bezimiennym grzbietem do napotkania ścieżki, która biegnie nieco niżej grzbietu, południowym stokiem. Zaraz dalej mamy zejście na trawiastą przełączkę. Za przełączką dróżka szlaku wspina się stokiem kolejnego wzniesienia. Dochodzi do innej drogi schodzącej do Myscowej, wsi leżącej nad Wisłoką. My musimy skręcić w przeciwną stronę, na prawo, lecz najpierw zatrzymujemy się na tym rozdrożu. Dziesięć minut postoju i ruszamy w kierunku północno-zachodnim.

Na zejściu z Polany.
Na zejściu z Polany.

Powalony buk.
Powalony buk.

Kolejna polana na podejściu Łysej Góry.
Kolejna polana na podejściu Łysej Góry.
Przecinamy kolejną polanę na podejściu Łysej Góry.

Niebawem znów wychodzimy na widokowe polany. Grzbiet wygina się łukiem na zachód. Po prawej stronie mijamy ogrodzoną szkółkę leśną. Po lewej widzimy bliskie już Pasmo Magury. Z prawej rozciąga się rozległy widok na Pogórze Jasielskie. Za nami wznoszą się na pożegnanie pagóry Beskidu Dukielskiego, gdzie Cergowa jawi się już jakaś mała. Pomiędzy pagórami gnieżdżą się niewidoczne stąd wioski, przez które przechodziliśmy. Dalej miasteczka Iwonicz, Rymanów - odleglejsze wspomnienia wędrówki sięgające po Bieszczady. Oddaliliśmy się od najdalszych wschodnich krańców Głównego Szlaku Beskidzkiego dwunastym dniem wędrówki.

O godzinie 13.30 osiągamy szczyt Łysej Góry (641 m n.p.m.). Jest na nim tabliczka szczytowa, a nawet pieczątka. Nie było tu tego wcześniej. Wcześniej szczyt wyznaczał jedynie geodezyjny punkt pomiarowy tzw. reper. Teraz nie sposób przeoczyć wierzchołek. Przy okazji pokonywania Głównego Szlaku Beskidzkiego zaliczamy kolejny szczyt do Korony Beskidu Niskiego.

Widok na Kamień nad Kątami.
Widok na Kamień nad Kątami.

Widok na Pogórze Jasielskie.
Widok na Pogórze Jasielskie.

Widok na wierzchołek Łysej Góry.
Widok na wierzchołek Łysej Góry.

Przed wierzchołkiem Łysej Góry.
Przed wierzchołkiem Łysej Góry.

Panorama z Łysej Góry południowo-wschodnim.
Panorama z Łysej Góry w kierunku południowo-wschodnim,
czyli Cergowej, Piotrusia, Danii i innych szczytów, które zostały za nami.

Łysa Góra (641 m n.p.m.).
Łysa Góra (641 m n.p.m.).

Został nam jeszcze jeden, ostatni wierzchołek na naszej trasie. Z Łysej Góry schodzimy na niegłęboką przełęcz. Szlak prowadzi granicą rezerwatu przyrody „Łysa Góra”, znajdującego się po naszej prawej. Chroni on starodrzew bukowo-jodłowy z egzemplarzami cisa pospolitego. W tych okolicach licznie występuje rzadki chrząszcz o niezwykłej urodzie – nadobnica alpejska. Na Łysej Górze zaczynają się jego siedliska, które ciągną się dalej na zachód przez wzniesienia znajdujące się w granicach Magurskiego Parku Narodowego.

Po kilkunastu minutach spokojnego marszu od szczytu Łysej Góry opuszczamy las i wychodzimy na bezimienną kopułę pokrytą trawą. Zaraz dalej mamy Grzywacką Górę, na której stoi wieża widokowa z krzyżem milenijnym. Docieramy do niego o godzinie 14.15. Zrzucamy plecaki. Wychodzimy na chwiejącą się wieżę. Po drugiej stronie Grzywackiej Góry, na północy widać zabudowania Nowego Żmigrodu, wsi rozłożonej w układzie miejskim, bo kiedyś miejscowość ta posiadała prawa miejskie. Dalej rozciąga się Pogórze Jasielskie, zaś na lewo od niego Pogórze Ciężkowickie z charakterystycznym Liwoczem, jawiącym się zza mglistego powietrza. Na wschodzie wyróżnia się stożkowata od tej strony, ze spadzistym północnym stokiem Cergowa. Na południu widać Kamień zwieńczony masztem telekomunikacyjnym, na który wspina się Główny Szlak Beskidzki po przekroczeniu rzeki Wisłoki. Na południowym zachodzie wznosi się Kolanin, a dalej od niego ciągnie się na zachód grzbiet Magury Wątkowskiej. Tam pójdziemy następnym razem, ale trzeba nam czekać na ten moment aż do maja przyszłego roku.

Opuszczamy las Łysek Góry.
Opuszczamy las Łysej Góry.

Bezimienna kopuła przed Grzywacką Górą.
Bezimienna kopuła przed Grzywacką Górą.

Grzywacka Góra (567 m n.p.m.).
Grzywacka Góra (567 m n.p.m.).
Grzywacka Góra (567 m n.p.m.).

Widok z Grzywackiej Góry w kierunku południowo-wschodnim.
Widok z Grzywackiej Góry w kierunku południowo-wschodnim (tam gdzie Cergowa).

Cergowa z Grzywackiej Góry.
Cergowa z Grzywackiej Góry.

Grzbiet Grzywackiej Góry opadający do Nowego Żmigrodu.
Grzbiet Grzywackiej Góry opadający do Nowego Żmigrodu.

Dolina Wisłoki ze wsią Kąty.
Dolina Wisłoki ze wsią Kąty
i kolejne wzniesienia przez które prowadzi GSB: Kamień nad Kątami, Kolanin, Magura Wątkowska.

Zaniosło się chmurami, które spuszczają na nas kilka kropel. Niebo zaczęło zasłaniać się nimi chyba już na Łysej Górze. Schodzimy z 12-metrowej wieży widokowej. Wracamy na czerwony szlak, który przebiega nieco poniżej szczytu Grzywackiej Góry. Schodzimy gruntową drogą do wsi Kąty, gdzie kończy się Beskid Dukielski i nasza wędrówka. Jest godzina 15.00.

Tak Główny Szlak Beskidzki sprowadza nas do swoich najniższych położeń, na wysokość 307 m n.p.m. Zaczynając kolejny etap tej wędrówki będziemy musieli szybko odzyskać utraconą wysokość. Zagłębimy się wówczas w enklawie przyrody przejściowej pomiędzy polskimi Karpatami Zachodnimi i Karpatami Wschodnimi. Tam zobaczymy najlepiej zachowaną w Beskidzie Niskim szatę roślinną i faunę.

Droga do Kątów.
Droga do Kątów.

W Kątach zakończyliśmy kolejny etap wędrówki. Szybko zleciały jej dni. Październikowa jesień to urocza pora roku, nawet taka czasem pochmurna. Choć aura pogodowa nie jest aż tak bardzo istotna, gdy czas wędrówki i czas odpoczynku dzielimy z ludźmi wspaniałymi. Dlatego z utęsknieniem będziemy czekać kolejnej wędrówki, a ta dopiero w maju przyszłego roku. Będzie to Wielka Majówka i ciąg dalszy Beskidu Niskiego, dłuższa niż do tej pory, zapewne wspanialsza, ciepła i słoneczna, dzięki tak dobrym ludziom jakimi jesteście.



GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Nad doliną Iwelki
Krwista huba

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas